broken_tasse
20.04.06, 22:57
Proszę pomóżcie mi, bo oszaleję.
Poznałam go po około 4 latach bycia samej. Był więc tym wyczekanym,
wyproszonym, wyśnionym...Bylismy razem około roku. Zakochałam się w nim.
Niestety nie dane nam było być dłużej razem. On zadecydował o rozstaniu i nie
raczył mi nawet o tym powiedzieć. I tak zostałam z dnia na dzień pozbawiona
kogoś z kim wiązałam plany na przyszłość. Podkreślam, że stało się ot tak -
zero wyjasnień, rozmów, nic. Odszedł bez słowa. Sama musiałam się domyślać,
że to już koniec. A to nie tylko bolało, ale raniło też moją dumę.
Cierpiałam bardzo, ale postanowiłam działać - zmieniłam otoczenie,
wyprowadziałam się od rodziców, zabrałam się za realizację planów zawodowych
(specjalizacja).Miałam również przy sobie wspaniałego przyjaciela, który tak
mnie pocieszał (wiecie jak...?),że po kilku miesiącach zaczęłam myśleć o nim
coraz cieplej. Może to był początek czegoś więcej a może nie - już się nigdy
nie dowiem, bo on po jakimś czasie też zniknął - bez słowa !!!!!!!
Myślałam, że może to zbieg okoliczności, ale znalazłam w moich wspomnieniach
z dawnych lat rónież przypadek - kiedy to chłopak zostawił mnie bez słowa
(było to dawno, po liceum).
Jestem naprawdę i zdruzgotana, i zdziwiona takim postępowaniem. Nie rozumiem
tego. Czy tak trudno wysłać choćby SMSa z informacją, że to już koniec. Czy
ja muszę się poniżac i wysyłać maile z pytaniami co się dzieje, na które i
tak nie dostanę odpowiedzi...albo dzwonię a nikt nie odbiera telefonu...
Dlaczego???
Myślałam, że może się za bardzo narzucam i dlatego mnie porzucają w ten
sposób. Pytałam o zdanie znajomych - powiedzieli, że nie, że czasami wręcz za
bardzo trzymam mi bliskich na dystans...
Czy Wam również zdarzyły się takie sytuacje???
Dodam,że to byli faceci na poziomie - chociażby intelektualnym - po studiach,
doktoratach, specjalizacjach....