Dodaj do ulubionych

Zraniona kobieta

IP: 38.161.171.* 24.01.03, 18:54

Zalezy mi bardzo na pewnej pieknej kobiecie. Jakis czas temu (przynajmniej
rok, poltora) rozstala sie ze swoim bylym. Powiedziala mi niedawno, ze nie
chce angazowac sie w zaden nowy zwiazek, bo jest po prostu zniechecona i
nieufna. Z tego co wiem mocno przezyla rozstanie. Jednak chcialbym powalczyc,
przeciez kobietom nie mozna tak latwo odpuszczac :-) Nie unika kontaktu ze
mna, moge do niej zadzwonic czy wyslac smsa, wie tez, ze mi na niej zalezy.
Nie chce byc oczywiscie nachalny, ale kropla drazy skale. Czy ktos z
forumowiczow byl kiedys w takiej sytuacji. Bede wdzieczny za wszelkie
sugestie choc zdaje sobie sprawe, ze rownie dobrze moge byc od poczatku na
straconej pozycji. Ale uwazam, ze nawet najgorsze przezycia nie powinny
podwazac calkowicie naszego zaufania do drugiej plci. Moim zdaniem po
bolesnej porazce warto zaryzykowac i potem cieszyc sie tym, ze znow komus sie
zaufalo, ze pojawil sie w naszym zyciu ktos, kto odmienia nasze zycie i czyni
to zycie pieknym. Nic tak nie boli jak pojawiajace sie pewnym czasie uczucie
niewykorzystanej szansy.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • wild o szmery bajery 24.01.03, 18:59
      :)
    • Gość: q Re: Zraniona kobieta IP: *.lubin.dialog.net.pl 24.01.03, 20:06
      jesli jestes cierpliwy - walcz, moze akurat!
    • Gość: Insomnia Re: Zraniona kobieta IP: *.acn.pl / 10.66.1.* 24.01.03, 20:47
      Też kiedyś zostałam zraniona i nie chciałam się angażować, ale pojawił się w
      moim życiu nowy mężczyzna i powoli odzyskałam wiarę w miłość, znowu zaufałam. A
      mężczyzna ten od prawie 7 lat jest moim mężem, więc chyba warto :) Powodzenia.
    • Gość: Przemek Re: Zraniona kobieta IP: *.tele.pw.edu.pl 24.01.03, 21:18
      Gość portalu: bobi napisał(a):

      >
      > Zalezy mi bardzo na pewnej pieknej kobiecie. Jakis czas temu (przynajmniej
      > rok, poltora) rozstala sie ze swoim bylym. Powiedziala mi niedawno, ze nie
      > chce angazowac sie w zaden nowy zwiazek, bo jest po prostu zniechecona i
      > nieufna.

      To moze byc po prostu zaslona dymna, mowi tak TOBIE. Gdyby pojawil sie na Twoim miejscu ktos bardziej dla niej
      atrakcyjny, to zapewne okazaloby sie, ze zniechecenie jakby mniejsze i nieufnosc do przezwyciezenia :-). Z takiej
      pulapki trudno wyjsc: jesli ona nie ma nikogo innego, to wyobrazasz sobie ze masz szanse. Czekasz i nie masz
      ochoty na nawiazanie znajomosci z nikim innym. Znam to - paskudna sprawa. Najlepsze wyjscie: niech ona sobie
      wreszcie kogos znajdzie, to problem rozwiaze sie sam.

      • Gość: wiśnia Re: Zraniona kobieta IP: *.acn.pl 24.01.03, 23:39
        Gość portalu: Przemek napisał(a):

        > To moze byc po prostu zaslona dymna, mowi tak TOBIE. Gdyby pojawil sie na
        >Twoim miejscu ktos bardziej dla niej
        > atrakcyjny, to zapewne okazaloby sie, ze zniechecenie jakby mniejsze i
        >nieufnosc do przezwyciezenia :-).

        Jest taka możliwość. Dla kobiety to bardzo wygodny wybieg, jeśli facet się jej
        nie podoba, a jednocześnie nie chce mu zrobić przykrości. Bobi powinien ją
        dokładnie poobserwować i sprawdzić, jak ta dama na niego reaguje. Jeżeli będą
        pozytywne oznaki, to powoli i wytrwale dążyć do celu. Kobiety bardzo zmiękcza
        rozwiązywanie jej problemów - zanim pomyśli, już ma załatwione, nawet jeśli są
        to drobiazgi. A dług wdzięczności rośnie...
        • Gość: bobi Re: Zraniona kobieta IP: 38.161.171.* 25.01.03, 00:04
          Gość portalu: wiśnia napisał(a):

          > Jest taka możliwość. Dla kobiety to bardzo wygodny wybieg, jeśli facet się
          jej
          > nie podoba, a jednocześnie nie chce mu zrobić przykrości. Bobi powinien ją
          > dokładnie poobserwować i sprawdzić, jak ta dama na niego reaguje. Jeżeli będą
          > pozytywne oznaki, to powoli i wytrwale dążyć do celu. Kobiety bardzo zmiękcza
          > rozwiązywanie jej problemów - zanim pomyśli, już ma załatwione, nawet jeśli

          > to drobiazgi. A dług wdzięczności rośnie...

          Podczas pierwszego naszego spotkania dama reagowala na mnie przychylnie.
          Bylismy przez kilka dni razem cala nasza paczka. Czulem sie w pewien sposob
          wyrozniony, dopiero pozniej dowiedzialem sie co ja spotkalo. Tak jak napisalem
          zdaje sobie sprawe, ze od poczatku moge byc na straconej pozycji, ale mam mala
          nadzieje, ze jakas szansa jest.
        • Gość: Przemek Re: Zraniona kobieta IP: *.tele.pw.edu.pl 27.01.03, 17:55
          Gość portalu: wiśnia napisał(a):

          > Dla kobiety to bardzo wygodny wybieg, jeśli facet się jej
          > nie podoba, a jednocześnie nie chce mu zrobić przykrości.

          Moim zdaniem, tu nie chodzi wylacznie o unikanie robienia przykrosci. Pewne swiatlo na te sprawe rzuca wypowiedz
          Stanislawa Dygata (cytuje z pamieci):
          "Kobieta moze zrezygnowac z kochanka, ale nigdy nie zrezygnyje z mezczyzny, zakochanego w niej beznadziejnie i
          bez wzajemnosci."
          Nic tak nie podnosi kobiecej samooceny, jak taki wlasnie mezczyzna - dodam od siebie. :-)


          >Bobi powinien ją
          > dokładnie poobserwować i sprawdzić, jak ta dama na niego reaguje. Jeżeli będą
          > pozytywne oznaki, to powoli i wytrwale dążyć do celu. Kobiety bardzo zmiękcza
          > rozwiązywanie jej problemów - zanim pomyśli, już ma załatwione, nawet jeśli są
          > to drobiazgi. A dług wdzięczności rośnie...

          I zostanie splacony przyjaznia, jedynie...
          • Gość: bobi Re: Zraniona kobieta IP: 38.161.171.* 28.01.03, 11:32
            Gość portalu: Przemek napisał(a):

            > Gość portalu: wiśnia napisał(a):
            >
            > > Dla kobiety to bardzo wygodny wybieg, jeśli facet się jej
            > > nie podoba, a jednocześnie nie chce mu zrobić przykrości.
            >
            > Moim zdaniem, tu nie chodzi wylacznie o unikanie robienia przykrosci. Pewne
            swi
            > atlo na te sprawe rzuca wypowiedz
            > Stanislawa Dygata (cytuje z pamieci):
            > "Kobieta moze zrezygnowac z kochanka, ale nigdy nie zrezygnyje z mezczyzny,
            zak
            > ochanego w niej beznadziejnie i
            > bez wzajemnosci."
            > Nic tak nie podnosi kobiecej samooceny, jak taki wlasnie mezczyzna - dodam od
            s
            > iebie. :-)

            To ja wczesniej zrezygnuje. Rozumiej co masz na mysli, celna obserwacja choc
            niekoniecznie tak musi byc. Daje sobie 2, 3 miesiace, jesli sie nie uda zaczne
            poszukuwania na nowo. W koncu "pol swiatu tego kwiatu".
          • anula73 CO ZA BZDURA ! 31.01.03, 08:23
            Gość portalu: Przemek napisał(a):

            > Stanislawa Dygata (cytuje z pamieci):
            > "Kobieta moze zrezygnowac z kochanka, ale nigdy nie zrezygnyje z mezczyzny,
            zak
            > ochanego w niej beznadziejnie i
            > bez wzajemnosci."
            > Nic tak nie podnosi kobiecej samooceny, jak taki wlasnie mezczyzna - dodam od
            s
            > iebie. :-)

            Uwazasz ze to jakas frajda, wiedziec ze ktos przez Ciebie cierpi???
      • Gość: bobi Re: Zraniona kobieta IP: 38.161.171.* 25.01.03, 00:07
        Gość portalu: Przemek napisał(a):


        > To moze byc po prostu zaslona dymna, mowi tak TOBIE. Gdyby pojawil sie na
        Twoim
        > miejscu ktos bardziej dla niej
        > atrakcyjny, to zapewne okazaloby sie, ze zniechecenie jakby mniejsze i
        nieufnos
        > c do przezwyciezenia :-).

        Mam tego swiadomosc. Dlatego tez dam sobie jakis okres czasu na poprobowanie.
        To powinno rozjasnic moja sytuacje.
        • Gość: Przemek Re: Zraniona kobieta IP: *.tele.pw.edu.pl 27.01.03, 17:58
          Gość portalu: bobi napisał(a):

          > Mam tego swiadomosc. Dlatego tez dam sobie jakis okres czasu na poprobowanie.
          > To powinno rozjasnic moja sytuacje.

          Tylko okresl z gory horyzont czasowy tego rozjasniania.
          Znam takiego, ktory rozjasnia juz 2 lata i moze tylko powiedziec: "ciemnosc, widze ciemnosc" :-)
    • Gość: ZOE Do Przemka IP: zapas:* 27.01.03, 20:51
      Twoje wypowiedzi sa zaskakujace
      mnie zaskakuja realizmem, swoim "wyważeniem", pesymizmem, moze troche
      cynizmem...
      chyba znasz zycie...

      ale nie zabijaj w bobim nadziei, prosze, to takie piekne, kiedy komus zalezy...

      PZDR
      • Gość: Przemek Re: Do Przemka IP: *.tele.pw.edu.pl 28.01.03, 20:49
        Gość portalu: ZOE napisał(a):

        > chyba znasz zycie...

        Niestety znam, tylko z tej nienajlepszej strony...
        >
        > ale nie zabijaj w bobim nadziei, prosze, to takie piekne, kiedy komus zalezy...
        >

        Podobna reprymende dostal moj ojciec. Lezal w szpitalu, oczekujac ryzykownej operacji i... tryskal wisielczym
        humorem*. Lekarz odwolal go na strone i powiada: "Niech Pan lezy cicho, bo morale pacjentow strasznie spadlo,
        odkad pan tu przyszedl". Ojciec uznal te argumentacje i nieco przycichl.

        * Przyklad: Przed operacja idziemy zalatwic sprawe od strony materialnej (you know what I mean). Ojciec zwraca sie
        do operatora tymi slowy: "Teraz dostanie pan polowe, a druga polowe po operacji - dostanie pan albo grabarz".
        • Gość: ZOE Re: Do Przemka IP: zapas:* 29.01.03, 15:06
          Alez ja bynajmniej nie udzielilam Ci reprymendy... poprosilam z cala swoja
          lagodnoscia, bo opowiesc Bobiego mnie "rozmiekczyla"...

          A swoja droga gdybym uslyszala dowcip Twojego ojca "na zywo", przypuszczalnie
          tarzalabym sie po podlodze, usilujac powstrzymac uporczywe chichotanie.
          Zdaje sie, ze specyficzny, nieco ironiczny stosunek do rzeczywistosci, udalo Ci
          sie po tacie odziedziczyc :)

          To, ze ktos zna zycie od tej ciemnej strony, nie moze oznaczac,ze gasnie
          wszelka nadzieja i wiara w to, ze zycie jest cudowne,a ludzie dobrzy (wiem,
          wiem, ale "keep the faith").

          Natomiast trudno nie zgodzic sie z tym, ze kazda kobieta od dziecka marzy o
          tym, by miec w zyciu kogos, kto bedzie uwielbial i czekal, az ona skinie
          dlonia... I dlatego bobi uzyskal na forum takie ogromne damskie wsparcie.
          A TY TE NASZE BABSKIE ZAGRYWKI ZDEMASKOWALES ;)))))))))))

          a ja mimo to bede chlonac romantyzm sytuacji i marzyc o znalezieniu swojego
          bobiego :)
          • Gość: bobi Re: Do Przemka IP: 38.161.171.* 29.01.03, 15:38
            Gość portalu: ZOE napisał(a):

            > Natomiast trudno nie zgodzic sie z tym, ze kazda kobieta od dziecka marzy o
            > tym, by miec w zyciu kogos, kto bedzie uwielbial i czekal, az ona skinie
            > dlonia... I dlatego bobi uzyskal na forum takie ogromne damskie wsparcie.
            > A TY TE NASZE BABSKIE ZAGRYWKI ZDEMASKOWALES ;)))))))))))

            Za wsparcie dziekuje, jednak ten post raczej napawa mnie smutkiem. Uswiadamia
            mi niestety jak bardzo kobiety lubia igrac z ogniem, z meskimi uczuciami. A
            mezczyzni to wbrew pozorom delikatne istoty, nawet jesli maja sto kilogramow
            miesni i twarz komandosa. Przypominam sobie teraz moje przypadki kiedy
            nagabywaly mnie kobiety. Jesli nie czulem miety to po prostu mowilem
            kulturalnie wsprost, ze nic z tego nie bedzie. Dawalem znac szybko, tak zeby
            nie tracila czasu. Nie upajalem sie swoim powodzeniem, nie zabieralem jej
            cennego czasu. Mysle, ze zeby tak robic to trzeba miec poczucie wlasnej
            wartosci, lubic siebie, nie miec kompleksow. Nie trzeba sie wtedy sztucznie
            dowartosciowywac. Jak patrze to widze mnostwo kobiet, ktore maja problemy z
            akceptacja samej siebie. Ktos taki jak ja jest jak znalazl. Chyba Przemek masz
            racje.

            Roznimy sie bardzo, czasem tak sobie mysle, ze nigdy sie ze soba nie dogadamy :(
            Jakos mi tak dzisiaj niewesolo.
            • Gość: ZOE Re: Do Przemka IP: zapas:* 29.01.03, 15:58
              spokojnie, bobi, swiat nie moze byc taki zly

              owszem, sa kobiety, ktorym mezczyzni generalnie sluza tylko po to, by sie
              dowartosciowywaly

              ale tak chyba nie jest w tym opisywanym przez Ciebie przypadku. z tego, co
              przeczytalam wynika, ze Twoj Obiekt Zainteresowan jest osoba wyjatkowo wrazliwa
              i odpowiedzialna, jesli chodzi o uczucia...

              a swoja droga: jak jeszcze raz uslysze "nic z tego nie bedzie", a uslysze to po
              2 miesiacach uwodzenia mnie i zagladania w oczy i dawania do zrozumienia,ze
              zycie beze mnie nie ma smaku... to zrobie cos naprawde strrrrrrasznego...

              jak widac, kazdy ma swoje Waterloo...

              PZDR
          • Gość: Przemek Re: Do Przemka IP: *.tele.pw.edu.pl 29.01.03, 17:41
            Gość portalu: ZOE napisał(a):

            >
            > To, ze ktos zna zycie od tej ciemnej strony, nie moze oznaczac,ze gasnie
            > wszelka nadzieja i wiara w to, ze zycie jest cudowne,a ludzie dobrzy (wiem,
            > wiem, ale "keep the faith").

            Powiem wiecej: nawet brak nadziei to jeszcze nie koniec (mowie serio!). Mozna sobie wyobrazic Syzyfa, ktory z
            radoscia wtacza ten swoj glaz (to nie ja wymyslilem, tylko pewien Francuz :-)). Tak samo milosc nieodwzajemniona
            jest lepsza niz brak milosci w ogole. W koncu cos sie przezywa, czuje sie, ze sie zyje. Jesli alternatywa jest marazm i
            wyziebienie uczuciowe, to takie z pozoru beznadziejne uczucie nie jest czyms najgorszym. "Nie o to chodzi, by
            zlapac kroliczka, ale by gonic go" - jak to kiedys spiewal popularny zespol.

            Mialo to zabrzmiec optymistycznie, jesli tak nie zabrzmialo, to sorry, na wiecej mnie dzis nie stac.
            • Gość: ZOE Re: Do Przemka IP: zapas:* 29.01.03, 17:50
              Gość portalu: Przemek napisał(a):


              > Tak samo milosc nieodwzajemniona
              > jest lepsza niz brak milosci w ogole. W koncu cos sie przezywa, czuje sie, ze
              s
              > ie zyje. Jesli alternatywa jest marazm i
              > wyziebienie uczuciowe, to takie z pozoru beznadziejne uczucie nie jest czyms
              na
              > jgorszym.


              Zgadzam sie. Przezylam cos, o czym robi sie filmy i pisze ksiazki. Przez chwile
              czulam sie niemal rowna Bogu... ( to chyba nie jest bluznierstwo?)
              Bylo warto.

              > Mialo to zabrzmiec optymistycznie, jesli tak nie zabrzmialo, to sorry, na
              wiece
              > j mnie dzis nie stac.

              Naiwnie wierze, ze wkrotce bedzie lepiej. Nie wazne, ile razy zycie "da mi po
              glowie"... wciaz wierze... contra spem spero
              Tobie tez tego zycze :)))))

              • Gość: bobi Re: Do Przemka IP: *.ne.client2.attbi.com 29.01.03, 17:59
                Gość portalu: ZOE napisał(a):

                > Gość portalu: Przemek napisał(a):
                >
                >
                > > Tak samo milosc nieodwzajemniona
                > > jest lepsza niz brak milosci w ogole. W koncu cos sie przezywa, czuje sie,
                > ze
                > s
                > > ie zyje. Jesli alternatywa jest marazm i
                > > wyziebienie uczuciowe, to takie z pozoru beznadziejne uczucie nie jest czy
                > ms
                > na
                > > jgorszym.
                >
                >
                > Zgadzam sie. Przezylam cos, o czym robi sie filmy i pisze ksiazki. Przez
                chwile
                >
                > czulam sie niemal rowna Bogu... ( to chyba nie jest bluznierstwo?)
                > Bylo warto.

                Prawdziwa milosc rodzi sie gdy jest odzwajemniona. Wtedy mozna powiedziec, ze
                dotknelo sie nieba. A nieszczesliwa, nieodzwajemniona milosc jest ulomna.
                Przynosi tylko cierpienie, zadnej radosci.
                • Gość: Przemek Re: Do Przemka IP: *.tele.pw.edu.pl 30.01.03, 20:02
                  Gość portalu: bobi napisał(a):

                  >
                  > Prawdziwa milosc rodzi sie gdy jest odzwajemniona.

                  Niedawno cytowalem moja kolezanke, ktora powiedziala "milosc ma sie w sobie" (nie wiem czy sama to
                  wymyslila, ale jest to niezwykle trafne spostrzezenie). Milosc to stan umyslu - taka czy inna reakcja
                  partnera jest sprawa wtorna. Zreszta nigdy nie wiemy, co tam naprawde partner(ka) czuje i mysli.

                  >Wtedy mozna powiedziec, ze
                  > dotknelo sie nieba. A nieszczesliwa, nieodzwajemniona milosc jest ulomna.
                  > Przynosi tylko cierpienie, zadnej radosci.

                  Prawdziwy problem jest wtedy, gdy ktos zawiodl Twoje zaufanie, przyjal Cie, a potem odrzucil. Po takim
                  doswiadczeniu trzeba "wykasowac" pamiec, robi sie "dziura w zyciorysie". Jesli obiekt naszego
                  uwielbienia nie odwzajemnia uczucia, ale nas nie krzywdzi, to pozostaja jednak piekne wspomnienia:
                  "Ale to byla historia, gdy tracilem glowe dla pieknej blondynki" - wspomni sie po latach z rozrzewnieniem.
    • Gość: Dkenka Moja opinia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.03, 10:50
      daj jej czas, widocznie kocha jeszcze tamtego, tak ja to widzę, Być może łudzi
      się, że tamten wróci do niej a tej sytuacji nie masz żadnych szans....NARAZIE.
      Co nie oznacza, że wcale. Są kobiety, które długo dojrzewają do nowego związku
      po rozstaniu, ja też tak mam stąd zabrałam głos. Pozdr i powodzenia i
      wytrwałości
    • gwen_verdon z perspektywy kobiety 29.01.03, 11:24
      Jeśli mogę coś powiedzieć "z drugiej strony" -byłam kiedyś w identycznej
      sytuacji. Bardzo ceniłam sobie A. jako znajomego ,ale bynajmniej nie czułam się
      na siłach się z nim związać. NIe poddawał się ( a ja byłam wyjątkowo uparta)
      przez ponad osiem miesięcy.I ze zgrozą myślę,że mógł się poddać ! Jesteśmy
      razem od roku i przy każdym spotkaniu pamiętam , żeby mu podziękować,że nie
      przestał się starać :) Poza tym, pomijając już mój jednostkowy przypadek ,nie
      znam kobiety, na której wytrwałość nie zrobiłaby wrażenia. Pozdrawiam i życzę
      szczęścia!
    • Gość: kuleczka Re: Zraniona kobieta IP: *.gabo.pl 29.01.03, 16:00
      a moze ona po prostyu nie chce miec zadnego nowego, moze nie chce byc od kogos
      uzalezniona, moze chce poszalec, pobyc sama itp
    • Gość: Praktyk Re: Zraniona kobieta IP: *.future-net.pl 29.01.03, 23:41
      Szkoda czasu i Twej energii. Jest tyle innych. W ten sposób mozesz sporo czasu
      stracic i nic. Możesz stracic sporo z własnej samooceny. Zajmij się sportem,
      przyłóż się do pracy lub nauki, to dobra odskocznia. Często takie zranione
      kobiety są bardzo trudne w związkach. Nie warto zmiękczać betonu na siłę. Wieki
      upłyną, Ty i beton się zestarzejecie i nic... Mozesz się jeszcze zniechęcic do
      kobiet. Pamietaj, te najbardziej wyniosłe i niedostępne natura sama pokaże i
      zostaną starymi pannami. Kobieta, o którą sie starasz i o którą zabiegasz i tak
      pewnie traktuje Ciebie jako natręta, idiotę ...
      Tego kwiatu jest pół światu, a od pewnego wieku nawet duzo wiecej
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka