Gość: rafal
IP: 212.182.32.*
08.03.03, 01:47
Agnieszko i Piotrze, przykro mi, że macie wasi znajomi mają
takie poglądy (choć broń Boże nie chcę ich osądzać "któż
pierwszy z was rzuci kamieniem"). Moim zdaniem aborcja z
twz. "przyczyn społeczych", jest wyrazem hipokryzji naszego
społeczeństwa konsumpcyjnego, które nie chce ponosić żadnych
ofiar - jeśli nie chcesz dziecka, którego ciężaru nie jesteś w
stanie unieść, to podaruj je innym.... ofiarą będzie, to że je
donosisz i urodzisz... (tu rola państwa, kościołów i nas
wszystkich, by w tym pomóc). Rozumiem, że nie da się przewidzieć
wszysktich konsekwencji podejmowanych przez nas działań, ale
można zminimalizować ewentualne i niezamierzone konsekwencje
jakie płyną z ich podjęcia. I to jest naszym obowiązkiem.
Paradoksem III Rzeczpospolitej jest, że przed kilku laty
domówiono orderu "Orła Białego" zmarłemu niedawno prof.
Tomaszowi Fijałkowskiemu, który mimo długoletnich prześladowań
za swoje anty-aborcyjne i pronatalistyczen poglądy z pogodą
ducha propagował szacunek dla każdego, również i
tego "niewygodnego", życia.
Na zakończenie I zjazdu demograficznego prezydent Kwaśniewski
wspominał, że słabo wywiązał się z powierzonego mu zadania, bo
ma tylko jedno dziecko, a to nie zapewnia zastępowalności
pokoleń. Ale klka lat wcześniej odmówił profesorowi orderu -
dziwna to zmowa milczenia... Piszę o tym z pewną goryczą, bo
dziś nawet zwolennicy "skrobanek" twierdzą, że to "mniejsze
zło", ale za razem nie dociera do nich, że urodzone i oddane do
adopcji dziecko, które mogłoby sobą przynieść radość innym,
trakowane jest przez nich jak "trędowaty"... - a ta postawa
tworzy określoną atmosferę społeczną, w której tzw. porządni
ludzie mają w tej sprawie poglądy Jerzego Urbana - przykre, ale
prawdziwe.