Dodaj do ulubionych

O aborcji inaczej

IP: 212.182.32.* 08.03.03, 01:47
Agnieszko i Piotrze, przykro mi, że macie wasi znajomi mają
takie poglądy (choć broń Boże nie chcę ich osądzać "któż
pierwszy z was rzuci kamieniem"). Moim zdaniem aborcja z
twz. "przyczyn społeczych", jest wyrazem hipokryzji naszego
społeczeństwa konsumpcyjnego, które nie chce ponosić żadnych
ofiar - jeśli nie chcesz dziecka, którego ciężaru nie jesteś w
stanie unieść, to podaruj je innym.... ofiarą będzie, to że je
donosisz i urodzisz... (tu rola państwa, kościołów i nas
wszystkich, by w tym pomóc). Rozumiem, że nie da się przewidzieć
wszysktich konsekwencji podejmowanych przez nas działań, ale
można zminimalizować ewentualne i niezamierzone konsekwencje
jakie płyną z ich podjęcia. I to jest naszym obowiązkiem.
Paradoksem III Rzeczpospolitej jest, że przed kilku laty
domówiono orderu "Orła Białego" zmarłemu niedawno prof.
Tomaszowi Fijałkowskiemu, który mimo długoletnich prześladowań
za swoje anty-aborcyjne i pronatalistyczen poglądy z pogodą
ducha propagował szacunek dla każdego, również i
tego "niewygodnego", życia.
Na zakończenie I zjazdu demograficznego prezydent Kwaśniewski
wspominał, że słabo wywiązał się z powierzonego mu zadania, bo
ma tylko jedno dziecko, a to nie zapewnia zastępowalności
pokoleń. Ale klka lat wcześniej odmówił profesorowi orderu -
dziwna to zmowa milczenia... Piszę o tym z pewną goryczą, bo
dziś nawet zwolennicy "skrobanek" twierdzą, że to "mniejsze
zło", ale za razem nie dociera do nich, że urodzone i oddane do
adopcji dziecko, które mogłoby sobą przynieść radość innym,
trakowane jest przez nich jak "trędowaty"... - a ta postawa
tworzy określoną atmosferę społeczną, w której tzw. porządni
ludzie mają w tej sprawie poglądy Jerzego Urbana - przykre, ale
prawdziwe.
Obserwuj wątek
    • boza-krowka czemu mieszac pojecia? 08.03.03, 02:09
      Strasznie zirytowal mnie ten list. Jego logika jest zniewalajaca
      i opodaja mi rece, ale napisze.
      Przeciez nie mozna laczyc beztrosko aborcji i adpocji. Zreszta
      sa kraje - np. Niemcy, gdzie oba te zjawiska wystepuja obok
      siebie, bo ja ich laczyc nie bede.
      Oczywiscie jestem za tym, zeby pantswo zagwarantowalo w ramach
      ubezpieczenia zdrowotnego zabiegi sztucznego zaplodnienia. W
      Niemczech kazda para ma prawo do 4 takich zabiegow bezplatnie,
      bo ich skutecznosc wynosi ok. 25 %.
      Ale nie rozumiem tonu tego listu. Czy to oznacza, ze - bede
      brutalna - kobiety dotkniete problemem bezplodnosci maja byc
      sumieniem wszystkich kobiet? Ze niektore kobiety maja obowiazek
      donosci ciaze i nie miec prawa do wlasnego zdania?
      A juz mieszanie ujemnego przyrostu naturalnego i aborcji jezy mi
      wlos na glowie. Tu jest potrzebna prorodzina polityka panstwa -
      ulgi podatkowe chociazby. Ale mieszanie prorodzinnej polityki z
      aborcja jest po prostu nie fair. To ignorancja.
      • Gość: rafał Re: czemu mieszac pojecia? IP: 212.182.32.* 08.03.03, 02:58
        Nie chodzi o beztroskie mieszanie pojęć, tylko o widzenie pewnych spraw w
        szerszym kontkeście. Ja bynajmnie pojęć (czyli znaczeń określonych nazw) nie
        mieszami. Można owszem, chcieć mieć ciastko i je zarazem zjeść, ale jest to
        trudna sztuka.
        Rozumiem, że nienrodzone dziecko w wielu przypadkach może być dla
        kobiety "agresorem", ale trzeba przynajmniej pamiętać, że jest ono "agresrem
        niewinnym". To nie ono zażyczyło sobie pojawienia się na tym bożym świecie,
        czyż nie?! Raz jeszcze, dla wielu kobiet wiadomość o tym, że zostało się matką,
        a i dla większości mężczyn (o czym często nie chce pamiętać), że zostło
        się "nieplanowanym" ojcem, może być szokująca i w niektórych
        sytuacjach "zbijająca z nóg", ale zwalnia to obu (sic!!!) od odpowiedzialności
        za to, co się stało. Aborcja z powodów społecznych sprowadza się de facto do
        aborcji na życzenie... bo wedle argmuentacji z "równi pochyłej" zawsze
        można "trudną sytuację społeczną" zinterpetwoać na korzyść decyzji "pro
        choice".
        Natomiast związek kwestii aborcji z przyczyn społecznych z adopcją jest taki,
        że stwarza to przynajmnie jakieś wyjście dla tych, którzy chcą podjąć się
        wychowania niarozdzonego, a przez innych niechcianego dziecka. Nie jest to
        bynajmniej związek konieczny, ale możliwy do pomyślenia i realizacji.
        Aborcja, pociąga za sobą wystarczająco wiele powikłań, przede wszystkim
        psychologiczno-psychiatrycznych ("sydrom po-aborcyjny"), by przestać ją
        trakować jako "powszechny środek anty-koncepcjyny". Przepraszam za brutalność,
        ale przez lata tak była traktowana. Za sprawą dyskusji wokół ustawy
        antyaborcyjnej (czy też o poszanoawaniu życia nienarodzonych) stan świadomości
        społecznej zmienił się w jakiejś mierze (co nie znaczy, że nas w aniołów
        przerobił).
        Rozumiem, że podjęcie decyzji o aborcji jest kwestią bolesną i niezwykle
        trudną. Bynajmniej nie mnie oceniać kogokolwiek, kto taką decyzję podjął. Nie
        zmienia to jendak mego zdania, że sama decyzja jest zła i zawyczaj osoba
        decyzję tę podejmująca ponosi bolesne jej konsekwencje, najczęściej już
        pozostawiona opieki "dobrych doradców".
        Nie rozumiem, dlaczego łączenie polityki pro-rodzinnej z aborcją to
        ignorancja??? Czy aborcja jest "prawem człowieka", bo jeśli tak, to jakoś u
        klasyków "praw człowieka" nie ma jej wymienionej. Zgadzam się, że ulgi i
        wspieranie rodziny to ważna sprawa, ale nie oszukujmy się, jak na razie wizje
        inkubatów w "halach produkcyjnych" rodem z "seksmisji" stanowią jedynie
        licentia poetica filmowych wizji Juliusza Machulskiego, a póki co rodzimy się w
        rodzinach lub poza nimi. Ale w każdym z tych przypadków szacunek dla życia,
        powoduje, że nawet w tzw. niesprzyjających jesteśmy skłonni zgodzić na to, co
        nas przerasta i nieoczekiwanie zaskakuje... na tym po prostu polega życia.
        Nie da się w nim wszystkiego zaplanować. Przynajmniej mnie nie
        bawi "robotyzajca" prokreacyjna a la "seksmisja". Za krytyczne uwagi dziekuję,
        a bojową "bożą-krówkę" sympatycznie pozdrawiam i życzę dobrej nocy -:)
        • lyche1 Re: Myslę że problem by nie był tak wielki 08.03.03, 07:24
          gdyby Kościół przestał eskalować problem antykoncepcji.
          Nie rozumiem dlaczego ciężar tych trzech problemów kładze się na barki
          właśnie kobiety (może za bezpłodność przestano już winić kobiety ale to one
          pierwsze idą robić badania).
          Dlaczego nigdy nić się nie mówi na temat niedoszłych ojców. Przecież gdyby oni
          w pierwszej kolejności "obarczyli siebie" konsekwencjami niechcianej ciąży z
          pewnością liczba aborcji by spadła.
          W przypadku kobiety mówi się o grzechu aborcji. A co z mężczyznami? Czy oni
          pozostają w takiej sytuacji bez grzechu? Bo jakoś w XXI wieku trudno mi
          uwierzyć że to sam diabeł dokonał :)
          • matrek Re: Myslę że problem by nie był tak wielki 10.03.03, 14:20
            lyche1 napisała:

            > gdyby Kościół przestał eskalować problem antykoncepcji.

            Ale mnie rozbawiłaś. Gdyby kościół przestał mówić o aborcji, wówczas problem
            przestałby istanieć - czy tak ?

            > Nie rozumiem dlaczego ciężar tych trzech problemów kładze się na barki
            > właśnie kobiety (może za bezpłodność przestano już winić kobiety ale to one
            > pierwsze idą robić badania).

            To coś nowego, zawsze słyszałem, że tylko kobiety mają prawo decydować o swoich
            brzuchach.

            > Dlaczego nigdy nić się nie mówi na temat niedoszłych ojców. Przecież gdyby
            oni
            > w pierwszej kolejności "obarczyli siebie" konsekwencjami niechcianej ciąży z
            > pewnością liczba aborcji by spadła.

            Może jaśniej ?

            > W przypadku kobiety mówi się o grzechu aborcji. A co z mężczyznami? Czy oni
            > pozostają w takiej sytuacji bez grzechu? Bo jakoś w XXI wieku trudno mi
            > uwierzyć że to sam diabeł dokonał :)

            W większości przypadków, to chyba jednak kobiety podejmują decyzję o aborcji -
            za zgodą mężczyzny, czy bez. Czy może jednak chodzi Ci o to, że bez mężczyzny
            nie byłoby ciąży ? To już jest jednak zupełnie inny problem. Wskoczyli sobie do
            łóżka razem - ciąża jest więc ich wspólnym problemem, ale co to ma wspólnego z
            aborcją jako taką ? W jaki sposób facet ma ponisić odpowiedzialność za
            usunięcie ciąży, w przypadkach w których nie miał wplywu na podjęcie decyzji o
            usunięciu ciąży ? Jeżeli natomiast wspólnie podejmują taką decyzję, to bez
            wątpienia, ciężar tej decyzji obciąża go w równym stopniu, co ją.
          • matrek Re: Myslę że problem by nie był tak wielki 10.03.03, 14:24
            lyche1 napisała:

            > gdyby Kościół przestał eskalować problem antykoncepcji.

            Ale mnie rozbawiłaś. Gdyby kościół przestał mówić o aborcji, wówczas problem
            przestałby istanieć - czy tak ?

            > Nie rozumiem dlaczego ciężar tych trzech problemów kładze się na barki
            > właśnie kobiety (może za bezpłodność przestano już winić kobiety ale to one
            > pierwsze idą robić badania).

            To coś nowego, zawsze słyszałem, że tylko kobiety mają prawo decydować o swoich
            brzuchach.

            > Dlaczego nigdy nić się nie mówi na temat niedoszłych ojców. Przecież gdyby
            oni
            > w pierwszej kolejności "obarczyli siebie" konsekwencjami niechcianej ciąży z
            > pewnością liczba aborcji by spadła.

            Może jaśniej ?

            > W przypadku kobiety mówi się o grzechu aborcji. A co z mężczyznami? Czy oni
            > pozostają w takiej sytuacji bez grzechu? Bo jakoś w XXI wieku trudno mi
            > uwierzyć że to sam diabeł dokonał :)

            W większości przypadków, to chyba jednak kobiety podejmują decyzję o aborcji -
            za zgodą mężczyzny, czy bez. Czy może jednak chodzi Ci o to, że bez mężczyzny
            nie byłoby ciąży ? To już jest jednak zupełnie inny problem. Wskoczyli sobie do
            łóżka razem - ciąża jest więc ich wspólnym problemem, ale co to ma wspólnego z
            aborcją jako taką ? W jaki sposób facet ma ponisić odpowiedzialność za
            usunięcie ciąży, w przypadkach w których nie miał wplywu na podjęcie decyzji o
            usunięciu ciąży ? Jeżeli natomiast wspólnie podejmują taką decyzję, to bez
            wątpienia, ciężar tej decyzji obciąża go w równym stopniu, co ją.
            • Gość: sagan Re: Myslę że problem by nie był tak wielki IP: *.desy.de 10.03.03, 17:54
              matrek napisał:

              > lyche1 napisała:
              >
              > > gdyby Kościół przestał eskalować problem
              > > antykoncepcji.
              >
              > Ale mnie rozbawiłaś. Gdyby kościół przestał mówić o
              > aborcji, wówczas problem przestałby istanieć - czy tak?

              teraz to Ty mnie rozbawiles...
              gdyby ludzie wiedzieli JAK sie ciupciac bez "skutkow
              ubocznych" w postaci niechcianych ciazy, to tych ciaz
              byloby po prostu mniej, a w zwiazku z tym i mniej
              aborcji. potrzebna jest SOLIDNA edukacja, a nie kazania z
              ambony.
              a kosciol stawia zarowno antykoncepcje, jak i lekcje
              wychowania seksualnego w szkole (obok aborcji), jako
              znaki *cywilizacji smierci*!!! (sama czytalam w gazetce
              koscielnej)
              i dziwisz sie, ze tyle jest niechcianych ciaz?...
              • matrek Re: Myslę że problem by nie był tak wielki 10.03.03, 18:42
                Gość portalu: sagan napisał(a):

                > teraz to Ty mnie rozbawiles...
                > gdyby ludzie wiedzieli JAK sie ciupciac bez "skutkow
                > ubocznych" w postaci niechcianych ciazy, to tych ciaz
                > byloby po prostu mniej, a w zwiazku z tym i mniej
                > aborcji. potrzebna jest SOLIDNA edukacja, a nie kazania z
                > ambony.

                A ocywiście nie wiedzą. Dzisiaj wszyscy sądzą, że to bociany przynoszą dzieci,
                a prezerwatywy robi się na szydełku.


                > a kosciol stawia zarowno antykoncepcje, jak i lekcje
                > wychowania seksualnego w szkole (obok aborcji), jako
                > znaki *cywilizacji smierci*!!! (sama czytalam w gazetce
                > koscielnej)
                > i dziwisz sie, ze tyle jest niechcianych ciaz?...
                • Gość: sagan Re: Myslę że problem by nie był tak wielki IP: *.desy.de 11.03.03, 08:41
                  matrek napisał:

                  > Gość portalu: sagan napisał(a):

                  > A ocywiście nie wiedzą. Dzisiaj wszyscy sądzą, że to
                  > bociany przynoszą dzieci, a prezerwatywy robi się na
                  > szydełku.

                  to popytaj nastolatki albo ludzi na wsi...
                  zwlaszcza o to, ile tych prezerwatyw kupuja w momencie,
                  gdy ksiadz je wyklina w kosciele...
                  ech Matrek, mierzysz wszystkich swoja miarka, a zycie
                  toczy sie gdzie indziej (tez)
    • anahella Re: O aborcji inaczej 08.03.03, 12:28
      Trudno mi dyskutowac z ludzmi bezplodnymi. Nie mam dzieci, ale z wlasnego
      wyboru (zawsze serio traktowalam antykoncepcje, a aborcje uwazalam za czyn
      przeciwko sobie). Jednak uwazam, ze problem adopcji to jedno, a problem aborcji
      to drugie.

      Ale wyobrazam sobie ze kobieta bezplodna moze miec pretensje do Boga za to ze
      jej - pelnej checi spelnienia sie w macierzynstwie - odmowiono tej radosci.
      Stad ten nielogiczny - moim zdaniem - wywod. Jak w Polsce skrobanka byla
      traktowana jak srodek antykoncepcyjny to tez byly sieroty. Bo sieroctwo to
      kolejny problem. Wiekszosc dzieci w domach dziecka to nie sa niemowleta
      porzucane przez matki, ktore nie mogly zrobic skrobanki, tylko dzieci rodzicow,
      ktorzy nie staneli w pewnym momencie na wysokosci zadania.

      Jezeli Agnieszka i Piotr wychowuja dziecko innych rodzicow to nalezy im sie
      niski uklon za odwage i chec ofiarowanie milosci.
      • Gość: Lena Re: O aborcji inaczej IP: 213.216.82.* 08.03.03, 13:34
        Mnie również list Agnieszki i Piotra zaszokował. To nie jest ignorancja. TO
        jest arogancja. Padają w innych postach słowa o Bogu. Może i tym młodym ludziom
        przydałoby sie by o tym pomyśleli. Nikt im nie gwarantował posiadania dzieci. A
        oni z góry zakładają,że należy im się jeśli nie własne to cudze. Nic cudzego im
        sie nie należy !!! To nie tędy droga. Może bardzo pragną, może będą wspaniałymi
        rodzicami ale ich postawa wobec innych jest szokująca. Może by tak zabronić
        antykoncepcji i aborcji jednocześnie, to mieliby nawet z czego wybierać!
        W Polsce mimo restrykcyjnej ustawy dzieci rodzi się mało, aborcji pewnie
        wykonuje się dużo /wystarczy otworzyć gazety i zobaczyć te ogłoszenia/. W
        domach dziecka dzieci sporo, niestety, nie do adpocji bo z nieuregulowaną
        sytuacją prawną. Nasze dziurawe prawo, nierychliwe sądy zamiast odbierać prawa
        rodzicielskie tym, którzy nie wywiązują się ze swoich obowiązków dają wieczną
        szansę nieodpowiedzialnym rodzicom, nie dają jej małym dzieciom. Czy ustawa
        antyaborcyjna rozwiązała problem? Przed tą ustawą problem był taki sam. Ma
        rację rafal gdy pisze, że atmosfera społeczna powoduje,że porządni ludzie mają
        poglądy Urbana. Nie jestem za aborcją na życzenie ale jestem przeciw tej
        ustwaie. Według naszego rządu /i pewnie kościoła/ załatwione zostało coś, nie
        jest istotnie jak to funkcjonuje, jakie są skutki, najlepiej o tym nie mówić i
        udawać,że problemu nie ma. Wygodna postawa. Proponuję, ustawą zlikwidować raka.
        Lekarz tej choroby w kartotekę nie wpisze i oczywiście nie będzie leczył.
        Oszczędności wielkie! Ludzie będą leczyć się prywatnie a lekarze oficjalnie
        będą twierdzić,że takiej choroby w Polsce nie ma. Wystarczy o tym nie mówić.
        Agnieszka i Piotr w swojej młodości nie rozumieją, że ich postawa przyczynia
        się do takiego stanu rzeczy. Po co państwo ma leczyć bezpłodność jak już
        wprowadziło zakaz aborcji i dzieci w domach dziecka są? Po co reformować prawo
        rodzinne i oddawać dzieci do adopcji czekającym na nie ludziom jeśli nie mamy
        bezpłodnych bo ich nie leczymy więc i nie liczymy? Agnieszka i Piotr są
        trybikiem w naszym państwie z orwellowskim rządem, orwellowskim mysleniem.

        • anahella Do Leny 10.03.03, 01:49
          A nie sadzisz ze to sa po prostu slowa wypowiedziane w rozpaczy? Chec
          posiadania dzieci to zew natury. Wiec, wedlug mnie stad bierze sie ich rozpacz:
          z powodu niemozliwosci spelnienia sie w roli rodzicow. W rozpaczy wypowiada sie
          wiele slow, ktore sa szokujace. Nie chce byc niegrzeczna w stosunku do
          Agnieszki i Piotra - tym bardziej dla forumowiczow, dlatego pisze "szokujace" a
          nie mocniej. A moze po prostu za duzo we mnie empatii? Tak sie sklada ze znam
          pare, ktora przez pare lat starala sie o dziecko. Skonczylo sie adopcja. Przez
          wiele lat byli dla swojego dziecka rodzina zastepcza, bo prawo u nas jest
          chore. Zeby byc rodzicami przeprowadzili najpierw boj o odebranie praw
          rodzicielskich matce biologicznej (ona odwiedzila w domu dziecka corke 2 razy
          przez 3 lata, potem zniknela, gdy dziewczyna byla juz dorosla nie chciala sie z
          nia spotkac). Dziecko zostalo adoptowane dopiero jak mialo kilkanascie lat. To
          bylo w czasach gdy aborcja byla legalna. Ta kobieta niedawno mi powiedziala ze
          w tamtych czasach wygadywala rozne rzeczy, ktorych dzis by nie powtorzyla, bo
          rozpacz odejmowala jej rozum. Dlatego uwazam, ze nie nalezy oburzac sie na
          Agnieszke i Piotra, tylko zyczyc im zeby mogli sie spelnic jako rodzice dajac
          samotnemu dziecku cieply dom.
          • Gość: Lena Do anhelli IP: 80.48.96.* 10.03.03, 10:11
            Właśnie o to samo mi chodzi. W Polsce z ustawą aborcyjną czy antyaborcyjną nie
            będzie inaczej. Cóż z tego,że matka urodzi niechciane dziecko i wcale nie
            zrzeknie się praw, w ciągu 10 lat kilka razy zajrzy do domu dziecka a sąd
            będzie jej dawał szansę na to by namyśliła się i była dobrą matką. To nasze
            prawo jest idiotyczne, to prawo z definicji traktuje dziecko jako własność
            biologicznej matki. I nieważne jaka ustawa anty czy pro-aborcyjna obowiązuje.
            Współczuję Agnieszcze i Piotrowi. Ogromna większość ludzi chce mieć dzieci ale
            są tacy którzy mogą a nawet mają i ich nie chcą. Ale takie proste myślenie jak
            tych młodych ludzi jest nie do przyjęcia. To tak, jakbym miał chore nerki i
            uważała,że dobrze byłoby gdybym mogła żądać ustawowo aby ktoś z dwiema zdrowymi
            dał mi jedną swoją. To mogłaby być sprawa mojego życia . Czy miałabym takie
            prawo ? A może nawet większe niż ci ludzie.
            Agnieszka i Piotr powinni mieć dostęp do leczenia, zagwarantowne różne rodzaje
            leczenia. W Polsce to kosztuje podobno ogromne pieniądze /kiedyś w TV pani
            mówiła,że leczyła sie 2 lata, długi pozostały do spłacania na następne 10 a
            dziecka nie ma/. W rozpaczy człowiek mówi różne rzeczy ale nad pisanym już
            powinien się namyślić.
            Gazeta na pewno wydrukowała ten list by pokazać i taki punkt widzenia. Jak
            widać jest on mocno dyskusyjny.
            • anahella No to sie dogadalysmy:) n/t 10.03.03, 10:55

              • Gość: Lena Re: No to sie dogadalysmy:) n/t IP: 80.48.96.* 10.03.03, 15:27
                Jak absurdalne rzeczy mogą wymyślić ludzie w rozpaczy znam z życia.
                Jestem "przyczyną" rozbicia przyjaźni mojej mamy z jej przyjaciółką "od
                kołyski". Gdy się urodziłam maja mama miała 29 lat /tak jak jej przyjaciółka/.
                i ja jestem drugim dzieckiem moich rodziców .Przyjaciółka mojej mamy była ponad
                10 lat po ślubie, nie mieli dzieci i jak twierdzili lekarze mieć ich nie będą.
                Państwo ci po moim urodzeniu doszli do wniosku, że jeśli moja mama urodziła
                drugie dziecko, może urodzić i trzecie i następne więc właściwie mnie mogłaby
                im oddać na wychowanie lub do adopcji. Byli tak przekonani o swojej racji, że
                moi rodzice zerwli z nimi wszelkie kontakty. Państwo ci znaleźli bardzo biedną
                wielodzitną rodzinę której wychowywali dwójkę najmłodszych dzieci ale kontakty
                oni-moi rodzice już się skończyły.
                A moja mama ma tą panią na wszystkich swoich zdjęciach z dzieciństwa, szkoły i
                spotkań towarzyskich przez prawie 30 lat.
              • Gość: Lena Re: No to sie dogadalysmy:) n/t IP: 80.48.96.* 10.03.03, 15:29
                Jak absurdalne rzeczy mogą wymyślić ludzie w rozpaczy znam z życia.
                Jestem "przyczyną" rozbicia przyjaźni mojej mamy z jej przyjaciółką "od
                kołyski". Gdy się urodziłam maja mama miała 29 lat /tak jak jej przyjaciółka/.
                i ja jestem drugim dzieckiem moich rodziców .Przyjaciółka mojej mamy była ponad
                10 lat po ślubie, nie mieli dzieci i jak twierdzili lekarze mieć ich nie będą.
                Państwo ci po moim urodzeniu doszli do wniosku, że jeśli moja mama urodziła
                drugie dziecko, może urodzić i trzecie i następne więc właściwie mnie mogłaby
                im oddać na wychowanie lub do adopcji. Byli tak przekonani o swojej racji, że
                moi rodzice zerwli z nimi wszelkie kontakty. Państwo ci znaleźli bardzo biedną
                wielodzitną rodzinę której wychowywali dwójkę najmłodszych dzieci ale kontakty
                oni-moi rodzice już się skończyły.
                A moja mama ma tą panią na wszystkich swoich zdjęciach z dzieciństwa, szkoły i
                spotkań towarzyskich przez prawie 30 lat.
              • Gość: Lena Re: No to sie dogadalysmy:) n/t IP: 80.48.96.* 10.03.03, 15:29
                Jak absurdalne rzeczy mogą wymyślić ludzie w rozpaczy znam z życia.
                Jestem "przyczyną" rozbicia przyjaźni mojej mamy z jej przyjaciółką "od
                kołyski". Gdy się urodziłam maja mama miała 29 lat /tak jak jej przyjaciółka/.
                i ja jestem drugim dzieckiem moich rodziców .Przyjaciółka mojej mamy była ponad
                10 lat po ślubie, nie mieli dzieci i jak twierdzili lekarze mieć ich nie będą.
                Państwo ci po moim urodzeniu doszli do wniosku, że jeśli moja mama urodziła
                drugie dziecko, może urodzić i trzecie i następne więc właściwie mnie mogłaby
                im oddać na wychowanie lub do adopcji. Byli tak przekonani o swojej racji, że
                moi rodzice zerwli z nimi wszelkie kontakty. Państwo ci znaleźli bardzo biedną
                wielodzitną rodzinę której wychowywali dwójkę najmłodszych dzieci ale kontakty
                oni-moi rodzice już się skończyły.
                A moja mama ma tą panią na wszystkich swoich zdjęciach z dzieciństwa, szkoły i
                spotkań towarzyskich przez prawie 30 lat.
    • doroszka Re: O aborcji baaardzo inaczej 08.03.03, 21:25
      CO ZA BZDURA!
      TO ZNACZY, ŻE ISTNIEJĄ LUDZIE, KTÓRZY SĄ ZA TYM, ABY KOBIETA, KTÓRA Z RÓŻNYCH
      PRZYCZYN CHCE USUNĄĆ CIĄŻĘ, BYŁA ZMUSZONA DO JEJ DONOSZENIA (WE WŁASNYM !!!
      CIELE JAK BY NIE PATRZEĆ) DLATEGO, ŻE INNI NIE MOGĄ MIEĆ DZIECI!
      DLA MNIE TO JEST SKANDAL.
      CZY KTOŚ CZYTAŁ KSIĄŻKĘ (ALBO WIDZIAŁ FILM NAKRĘCONY WG NIEJ) "OPOWIEŚĆ
      PODRĘCZNEJ" MARGARET ATWOOD??? NIE? TO MIŁEJ LEKTURY - POZNACIE ŚWIAT ZBUDOWANY
      NA TAKICH PRZESŁANKACH JAK W WYPOWIEDZI TEGO BEZPŁODNEGO MAŁŻEŃSTWA.
      RADZĘ IM PRZEMYŚLEĆ SWÓJ ŚWIATOPOGLĄD. GORYCZ Z POWODU BRAKU SZANS NA POTOMSTWO
      WYŻARŁA IM RESZTKI EMPATII I SĄDZĄ, ŻE PAŃSTWO POWINNO ZMUSZAĆ DO RODZENIA TE
      KOBIETY, KTÓRE MOGĄ TO ZROBIĆ. NO COMMENTS.
    • Gość: Wojtek Re: O aborcji inaczej IP: 63.146.250.* 08.03.03, 21:27
      W temacie reprodukcji populacji, wicie rozumicie, nie ilosc
      sie liczy tylko jakosc. Dlatego uwazam za nieporozumienie
      zabraniac zabijania dzieci ludziom (kobieta tez czlowiek)
      ktorzy bardzo tego chca. Sam fakt, ze ktos zamierza sie
      na wlasne potomstwo, wskazuje na niedorzecznosc pozostawiania
      jego genow w puli. Co wiecej, kazde dziecko ma dwoje rodzicow
      i oboje powinni miec prawo decyzji o wyskrobaniu niechcianego
      potomka. Nie tylko matka, ale i ojciec, niech zyje
      rownouprawnienie plci obojga! A jesli ojcostwo, co sie zdarza,
      niepewne, to przecie mozna urzadzic referendum z udzialem
      wszystkich mozliwych udzialowcow. Bedzie sprawiedliwie
      i bardzo demokratycznie.
      Co wiecej, dziecko juz urodzone tez moze byc ze wzgledow
      spolecznych niepotrzebne mamie, tacie, babci czy stryjence
      (niepotrzebne skreslic). Co za problem urzadzic skrobanke
      z lekkim opoznieniem? Skutek jest ten sam, ten sam
      pozytek spoleczny i ogolna radosc. No i dlaczego skrobac
      tylko dzieci? Przeciez rodzice, zwlaszcza schorowani i bez
      renty z nowego portfela tez stanowia klopot i powinni byc
      ze wzgledow spolecznych traktowani pragmatycznie.
      Pewnie, ze ciemnota i lenistwo nie wygina nigdy do konca,
      ale aborcja na telefon chyba jest wlasciwym srodkiem
      przyspieszenia ewolucji, zmniejszenia deficytu mieszkan
      i samolikwidacji menelektoratu.


      • Gość: miregal "gdyby mezczyzni zachodzili w ciaze aborcja bylaby IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 08.03.03, 21:49
      • Gość: miregal "gdyby mezczyzni zachodzili w ciaze aborcja bylaby IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 08.03.03, 21:50
        sakramentem"

        nie wiem kto to powiedzial ale madre

        zajdz w ciaze, pochodz z tym ciezarem na brzuchu i pomecz sie przy porodzie a
        potem jeszcze raz napisz co sadzisz o meskim prawie do decydowania o aborcji
        • lyche1 Re: 'gdyby mezczyzni zachodzili w ciaze ludzkość 08.03.03, 22:04
          szybko wyginęłaby. Zawsze powtarzała to moja mama:) Może jedno dziecko to by
          urodzili ale na kolejne na pewno już by się nie zgodzili :))
          • Gość: miregal a to tez :> n/t IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 08.03.03, 22:05
        • doroszka Re: 'gdyby mezczyzni zachodzili w ciaze aborcja b 09.03.03, 21:21

          >
          > nie wiem kto to powiedzial ale madre
          >

          'Gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem.'
          To powiedziała Florynce Kennedy :) taka jedna fajna feministka :))))
    • Gość: boza krowka boza krowka do rafala IP: *.dip.t-dialin.net 08.03.03, 22:09
      Przede wszystkim pragne wyjasnic, ze komentowalam caly artykul,
      nie zas jedynie wypowiedz rafala. Kliknelam omylkowo, bo pisalam
      pozno i pod wplywem emocji. Zdziwil mnie protekcjonalny ton
      rafala, ale to moja wina. Ale ze ton rafala w stosunku do mnie
      nie jest przedmiotem sporu, wiec wyjasniam moje intencje.
      Bojowa tez nie jestem. Bojowa osoba nie pisze, ze jej opadaja
      rece. Zatkalo mnie, a zatyka rzadko, musze przyznac. Takiego
      egoistycznego i ograniczonego do wlasnego nosa stanowiska w
      sprawie aborcji jeszcze nie spotkalam. Tyle ze sprawa dotyczy
      wszystkich kobiet.
      Mozna prowadzac - dyskusje ad absurdum - stwierdzic, ze aborcja
      z przyczyn spoleczynch powinna byc zabroniona, aby pary majace
      takie problemy jak Agnieszka i Piotr, mialy odpowiednia ilosc
      dzieci do wyboru. A reszta niech sie zajmie panstwo. Panstwo nie
      takie rzeczy moze udzwignac, wiec o co chodzi.
      A poza tym odpowiadajac rafalowi - gdyby zakaz aborcji bylby
      antidotum na niska rozrodczosc i w konsekwencji starzenie
      spoleczenstw, wowczas demografowie zapukaliby do drzwi
      parlamentarzystow i sprawa bylaby rozwiazana. Ale sprawa jest o
      wiele bardziej zlozona i aborcja nie jest odpowiedzialna za
      wszystko. Dla utrzymania reprodukcji pokolen na stalym poziomie
      kobieta rzecietnie powinna urodzic - statystycznie od 2,1 do 2,3
      dziecka. W Niemczech kobieta ma - znowu statystycznie - obecnie
      1,5 dziecka. Aborcja jest tam dowzolona i to nie znaczy,
      ze "brakujace" dziecko jest ofiara aborcji. Problemem -
      dlaczego tylko 1,5 dziecka przypada na statystyczna kobiete -
      zajmuje sie demografia i socjologia i w przeciwienstiwe do
      rafala nie zna satysfakcjonujacej odpowiedzi.
      Poza tym ciesze sie, ze nie tylko ja zareagowalam oburzeniem na
      niezwykle egoistyczny list Agnieszki i Piotra, bo juz sie balam,
      ze sie posypia na moja glowe gromy i sie nie podniose.
      A za prawam do aborcji jestem, bo chce sama decydowac o swoim
      zyciu. Prawo do aborcji nie znacza jej nakazu. A argument, ze
      byla ona - byc moze, nikt nie ma na ten temat wiarygodnych
      danych - swego rodzaju srodkiem antykoncepcyjnym, nalezy
      wreszcie zapomniec. Byc moze byla, ale juz nie jest i nie
      bedzie. I nie chodzi o to, aby w mysl wreszcie znowelizowanej
      ustawy byla. A juz mieszanie do tego Jerzego Urbana i jego
      pogladow, jest po prostu niepowazne.
      Zreszta powtarzam w kolko to samo, co inne kobiety mowily
      tysiace razy przede mna. No coz, prawdziwie rewolucyjne
      podejscie w tej sprawie pokazali Agnieszka i Piotr.
      pozdrawiam rafala serdecznie
      • matrek Re: boza krowka do rafala 10.03.03, 14:31
        Gość portalu: boza krowka napisał(a):

        > ...
        > A za prawam do aborcji jestem, bo chce sama decydowac o swoim
        > zyciu. ...

        Już ktoś tu to napisał - to nie o swoim życiu decydujesz.
        • boza-krowka boza krowka odpowiada 10.03.03, 17:32
          A ja uwazam, ze decyduje o swoim zyciu, niezalenie od tego, co
          ktos napisal tu i gdzie indziej wczesniej, potem i w
          miedzyczasie. I tak mozemy te upojna dyskusje toczyc bez konca.
    • winniepooh jeśli podchodzić do problemu niepłodności 08.03.03, 23:53
      (bo o to tutaj w rzeczywistości chodzi) w tak cyniczny sposób,
      jaki proponuje parka z artykuliku to przecież można komuś
      zaplacić za urodzenia dziecka, pewnie niejedna biedna dziewczyna
      zgodziłaby się zostac zastępcza matka za marne kilka tysiecy,
      mimo wszystko jest to bardziej fair, niż administracyjne
      ZMUSZANIE do rodzenia kobiety, która (najczęciej) i tak jest w
      trudnej sytuacji, po to zeby tacy bezmyślni ignoranci jak ci
      dwoje mieli co przewijać i wozić na spacery.

      swoją drogą koszmarne, że tacy hipokryci będą wychowywać dziecko
      (kiedyś je pewnie adoptują) i wpajać mu swoje pokrętne
      zasady 'moralne'
      • Gość: anka brawo! IP: *.dip.t-dialin.net 09.03.03, 14:07
        Napisales/as to, co myslalam- im potrzebne jest cos do przewijania i
        spacerowania za wszelka cene. Rzeczywiscie strach pomyslec, jakie zasady wpoja
        dziecku, ktore dostana. Ja, mnie, moj, moja, moje jako ulubione slowa? Mamusia
        i tatus juz daja przyklad.
    • Gość: aska Re: O aborcji inaczej IP: *.koszalin.sdi.tpnet.pl 09.03.03, 12:27
      caly problem w tym ze kobiety ktore sa w ciazy a nie chca dziecka wola
      wyskrobac niz zeby to dziecko moglo sie urodzic i zyc w innej rodzinie. i co to
      jest nieegoistyczne, byleby tylko nie oddac obcej osobie bo co sobie mysli
      przeciez dziecko to moja wlasnosc moge zrobic z nim co chce, nie mysli sie o
      dziecku tylko o sobie. szlag mnie trafia jak slysze ze kobieta mowi ze moze
      wyskrobac dziecko bo to jej zycie, otoz nie to zycie dziecka a kazde dziecko ma
      prawo zyc i nie wazne czy u biologicznej matki czy z rodzina adopcyjna
      • agacz2905 Re: O aborcji inaczej 09.03.03, 13:19
        Myślę, że cały problem w tym, że przeciwnicy aborcji nie przekonają tych,
        którzy możliwość aborcji dopuszczają.Nieważne, czy mnie trafia szlag czy nie
        trafia, jeśli słyszę, wiem, lub chociazby się domyślam, że znana mi kobieta,
        dziewczyna myśli o aborcji.Ważne, że ja nie umiem jej w tej sytuacji pomóc.Nie
        stać mnie bowiem na wzięcie na siebie np. odpowiedzialności za życie jej
        dziecka - i to nie stać w naprawdę różnych wymiarach.Jakie więc mam moralne czy
        jakiekolwiek inne prawo cokolwiek narzucać tak zdesperowanej osobie?? Osobiście
        sądzę, że żadnego prawa.Fajnie się głosi postawę pro life, ale po co, jeśli
        pozostaje to tylko na poziomie słów? Ja biorę odpowiedzialność za życie swoje i
        moich dzieci - aktualnie jestem w drugiej ciąży, która akurat mnie bardzo
        zaskoczyła, nie powiem, zmartwiła i powoduje oprócz nikłej radości z faktu, że
        mój synek będzie miał rodzeństwo, szereg komplikacji w moim względnie
        poukładanym życiu, tzw. małej stabilizacji - są to np. zmartwienia, co z pracą,
        że nie stać nas na większe mieszkanie, realne zagrożenie zdrowia (druga ciąża
        powikłana, do tego jestem niepełnosprawna)...I tu jestem władna podjąć jakąś
        decyzję - tj. o donoszeniu "nieplanowanej" ciąży, bo jej skutki uderzą przede
        wszystkim w moje życie (oczywiście męża i synka też), a tym mam prawo
        rozporządzać. Jeśli zaś poprosiłaby mnie o poradę osoba wahająca się, czy
        urodzić, czy przerwać ciążę - co mogłabym jej powiedzieć? Poprosiłabym co
        najwyżej o to by podjęła decyzję po maksymalnym wyciszeniu emocji.I nie jest
        ważne, co ja bym czuła i myślała, w przypadku każdej decyzji (tj.urodzić czy
        zabić) życie tej osoby już nigdy nie będzie takie jak przedtem - zostawmy więc
        tak brzemienne w skutki wybory ludziom, których one dotyczą.A rzucanie
        kamieniami zostawmy ludziom naprawdę bez winy.
        Agnieszka
    • Gość: maja Re: O aborcji inaczej IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.03.03, 15:28
      Emocjonalna adopcja dzieci w brzuchach innych matek. To bardzo niebezpieczne,
      chyba nie nalezy dawać sobie takiego prawa. Szczególnie ostrożni z sądami
      powinni te kobiety, które jeszcze nigdy nie miały dzieci i znają problem
      raczej abstrakcyjnie. Nie nam jest decydować o innej kobiecie i o innym
      dziecku, oni nie są niczyją własnością i należą tylko do siebie, nawet jeśli
      czasem w tak trudny i przejmujący sposób.
    • Gość: olcia Re: O aborcji inaczej IP: *.chelmnet.pl 09.03.03, 19:03
      dziś gdy aborcjia nie jest za taka uznan domy dziecka "pękaja w
      szwach od niechciany dzieci"!gdzie są te rodziny,które mogą je
      adoptować?Dlaczego tak wiele z nich jest już przegranych na
      samym poczatku?Jestem pewna że tak jak są,tak i będą,kobiety
      które zdecydują się urodzić dziecko i zrzec się do niego praw
      już w szpitalu.Dzięki takiej ustawie może zmaleje ilość
      niemowlat porzucanych na smietnikach,klatkach i w wielu innych
      miejscach.Jednak nie moża twierdzić że nie będzie dzieci,które
      potrzebować będą nowego domu!Czy w krajach gdzie dozwolona jest
      aborcjia nie istnieją domy dziecka?
      • Gość: kaja Re: O aborcji inaczej IP: *.acn.pl 12.03.03, 21:38
        Gość portalu: olcia napisał(a):

        > dziś gdy aborcjia nie jest za taka uznan domy dziecka "pękaja
        w
        > szwach od niechciany dzieci"!gdzie są te rodziny,które mogą je
        > adoptować?Dlaczego tak wiele z nich jest już przegranych na
        > samym poczatku?Jestem pewna że tak jak są,tak i będą,kobiety
        > które zdecydują się urodzić dziecko i zrzec się do niego praw
        > już w szpitalu.
        Te dzieci najczesciej maja nieuregulowana sytuacje prawna, bo
        matki porzucaja je w szpitalach nie zrzekajac sie praw
        rodzicielskich.

        > Dzięki takiej ustawie może zmaleje ilość
        > niemowlat porzucanych na smietnikach,klatkach i w wielu innych
        > miejscach.
        TAK, TAK, BEDA PO PROSTU MARTWE ZANIM SIE URODZA. I DOBRZE, BO
        NIKT SIE NIE DOWIE, ZE W OGOLE BYLY !!!!!

    • Gość: sagan troche obok tematu... IP: *.desy.de 10.03.03, 13:49
      mnie sie plata po glowie cos innego, choc zwiazanego...

      kosciol wystapuje przeciwko aborcji, twierdzac, ze
      zycie jest swiete juz od poczecia i ze czlowiek staje
      sie czlowiekiem juz od chwili zaplodnienia komorki
      jajowej.
      i na podstawie tych wierzen i twierdzen walczy z
      wszelaka aborcja, doprowadzil do obowiazywania ustawy
      anyaborcyjnej, przypuszczam ze w wielu przypadkach w
      jakis tam sposob (posredni lub bezposredni) przyczynia
      sie do utrudnien nawet dla tych osob, ktore maja prawo
      aborcji dokonac.

      jakkolwiek oceniac te poczynania, koscoil jest w nich
      bardzo konsekwentny w przypadku aborcji. koscielna
      retoryka antyaborcyjna obejmuje jeszcze pojecia
      "antykoncepcji" i "wychowania seksualnego w szkole",
      prawie w tym samym stopniu, co aborcja (wszystko to
      jest postawa przeciw zyciu i zasluguje na pogarde i
      nagane). tak przynajmniej wygladaja gazetki/broszury
      koscielne na ten temat.

      czyli - pelna konsekwensja, pelna stanowczosc.

      a jaka jest postawa kosciola w sprawie zaplodnienia in
      vitro? oczywiscie kosciol go nie popiera, to jest
      jasne. ale kto z Was slyszal/widzial tyrady na ten
      temat? czy kosciol dazyl kiedykolwiek do wprowadzenia
      ustawy zabraniajacej praktyk in vitro? ja sie nie
      spotkalam (ale moze nie mam racji, prosze o informacje)
      z zadnym glosnym, stanowczym dzialaniem w tej sprawie.

      a przeciez z punktu widzenia kosciola sprawa wyglada
      tak samo, jak aborcja!
      przy zaplodnieniu in vitro "tworzy sie" tzn zarodki
      zapasowe, ktore sa zamrazane na wypadek, gdyby pierwsz
      (druga, trzecia...) proba sie nie powiodla. nie wiem,
      akie jest prawo w polsce, ale np we francji takie
      niewykorzystane zarodki przechowuje sie w klinice 5 lat
      (zamrozone), a potem... no wlasnie? zapewne wyrzuca,
      albo rodzice moga zaplacic na dalsze "mrozenie".
      a przeciez w oczach kosiola taki zarodek to zyjacy
      czlowiek. czy nie jest wiec okrucienstwem, po pierwsze
      tworzenie ich jako "zastepcow", nastepnie mrozenie
      przez iles tam lat, a potem wyrzucanie???
      brzmi to rownie okrutnie jak aborcja.

      ale jakos nie widze glosnych akcji na ten temat w
      wykonaniu kosciola. duzo wiecej czasu poswieca sie
      pietnowaniu aborcji (podobna skala), antykoncepcji i
      wychowania seksualnego w szkolach (rzeczy, wg mnie,
      nieporownywalnie mniej wazne i istotne).

      to jak to jest? potraficie wytlumaczyc mi dzialania
      kosciola? (nie stanowisko, dzialania)
      a jakie jest Wasze zdanie?
      • Gość: aska Re: troche obok tematu... IP: *.koszalin.sdi.tpnet.pl 10.03.03, 15:38
        dajcie spokoj kosciolowi przeciez i tak prawie nikt z was nie slucha tego co
        jest w nim gloszone
        albo najlepiej zwalic na kosciol ze nie mozna uzywac tabletek
        antykoncepcyjnych a co ksiadz chodzi za wami do apteki i mowi nie bierzcie
        tego, wszedzie slysze ze kazdy sam podejmuje decyzje i wara innym od tego, wiec
        o co chodzi
        drazni was to ze sprzeciwia sie aborcji, a co ma mowic zabijajcie kiedy chcecie
        a bedziecie zbawieni
        tak kosciol jest wszystkiemu winien, aborcji, biedy, calego zla na tym swiecie
        • Gość: sagan Re: troche obok tematu... IP: *.desy.de 10.03.03, 16:21
          dziecko, czy Ty umiesz czytac?
          pokaz mi prosze, gdzie potepiam kosiol za jego postawe
          wobec aborcji???
          pytam tylko, co z postawa i dzialaniami kosciola w
          sprawie zaplodnienia in vitro.
          • niedzwiedziczka Re: troche obok tematu... 10.03.03, 17:31
            Kościół zawsze był przeciwko. Tyle, że skala zjawiska
            jest zdecydowanie mniejsza od aborcji. Bo w Polsce na
            zabiegi in vitro stać tylko ludzi majętnych. Niestety,
            aborcja jest dużo, dużo tańsza. Sama słyszałam wypowiedzi
            i biskupów i Papieża.
            • sagan2 Re: troche obok tematu... 10.03.03, 17:44
              to wiem, Niedzwidziczko. ale skoro kosciol tak gwaltownie
              potepia w jednym rzedzie antykoncepcje, aborcje i lekcje
              wychowania seksualnego w szkole jako promujace
              cywilizacje smierci (cytat z gazetki koscielnej, sama
              czytalam!), to DLACZEGO cicho jest o in vitro???
              nigdzie, oprocz jednego listu (papieza albo jakiegos
              biskupa, nie pamietam) nie slyszalam ANI slowa na ten
              temat. a na temat antykoncepcji - mnostwo...

              jesli zabijanie zarodkow jest takim straszliwym zlem, jak
              twierdzi kosiol w sprawie aborcji, to powinnien COS robic
              tez w sprawie in vitro.

              jak pisalam, nie opinia kosciola mnie mniepokoi
              (interesuje?), ale jego DZIALANIA.
              • melassaa sagan 11.03.03, 20:15
                Myślę, że wiesz dlaczego. Oto moje zdanie:
                1. Kościół tak naprawdę nie wie na czym polega in vitro (oczywiście
                upraszczam), podobnie jak nie wie w jaki sposób działają tabletki
                antykoncepcyjne. Powszechnie uważa się - powtarzam za przedmówczynią - że
                pigułki to środek wczesnoporonny. Analogicznie może być z in vitro: Kościół
                myśli, że jest jeden zarodek.
                Poza tym, jeśli nawet istnieje w Kościele pełna wiedza o in vitro, to jest na
                tę metodę ciche przyzwolenie. Ostatecznie przecież wynikiem in vitro jest nowe
                życie. Moim zdaniem jest to myślenie obłudne aż do bólu (po trupach do celu).
                Poza tym, abstrahując już nawet od stanowiska kościoła, powszechnie uważa się
                osoby bezpłodne pragnące dziecka za bardziej pokrzywdzone od tych, dla których
                niechciana ciąża jest katastrofą życiową. Bezpłodnych "zabijających" w imię
                potencjalnego nowego życia łatwiej jest usprawiedliwić...
                Dobrze, że poruszyłaś ten temat. Pal licho Kościół - wcześniej czy później się
                zreformuje i zaakceptuje piguły oraz gumy - ale co z tymi wszystkimi dewotami?
                Niektórzy z nich przecież kształtują prawo (jak na razie ich obłuda nam służy -
                w końcu in vitro jest legalne).
                P.S. Pisząc "bezpłodni" mam na myśli pary, u których stosowanie metody in
                vitro ma szansę zakończyć się zapłodnieniem.
                • sagan2 Re: sagan 12.03.03, 09:20
                  wiesz, nie jestem do konca pewna, czy Twoje wytlumaczenie
                  jest prawdziwe. owszem, "szeregowi ksieza" moga do konca
                  nie wiedziec, czym jest in vitro (ja sama kiedys nie
                  wiedzialam), ale przeciez wszelkie wazniejsze dyrektywy
                  pochodza "z gory". a "starszyzna", to co by nie
                  powiedziec, ludzie swiatli i wydaje mi sie, ze oni
                  wiedza.

                  ja sama naprawde nie wiem dlaczego tak to jest, moze
                  rzeczywiscie chodzi o skale zjawiska? ale to do konca nie
                  wyjasnia (wg mnie) "zmowy milczenia".
                  mam mgliste wrazenie, ze znowu napotykamy tu na kompletne
                  oglupienie kosciola, jesli w gre wchodzi tabu seksu.
                  aborcja/antykoncepcja/wychowanie seksualne wiaze sie
                  niewatpliwie z seksem i kosciol reaguje gwaltownie.
                  in vitro - nie, i jakos cicho na ten temat...
                  nie wiem, tak mi czasem przychodzi do glowy...
                  • melassaa Re: sagan 12.03.03, 23:51
                    "góra" oczywiście wie o co chodzi z in vitro, ale czy wie to Ojcec Dyrektor?
                    Bo o antykoncepcji chyba nie ma zielonego pojęcia.
                    Właśnie ci szeregowi są odpowiedzialni za szum wokół aborcji i milczenie na
                    temat in vitro. Papież przecież nie będzie co niedzielę przypominał o
                    stanowisku kościoła wobec tych problemów.
                    Poza tym jeszcze może być przyczyna prozaiczna: aborcja jest powszechniejszym
                    zjawiskiem niż leczenie bezpłodności metodą in vitro. Stąd pewnie więcej
                    emocji wokół aborcji.
          • Gość: aska Re: troche obok tematu... IP: *.koszalin.sdi.tpnet.pl 11.03.03, 15:38
            dzieckiem nie jestem mam 30 lat wiec sobie uwazaj gowniaro
            nie rozumiem co kosciol ma do zapladniania in vitro?
            • sagan2 Re: troche obok tematu... 12.03.03, 09:14
              Gość portalu: aska napisał(a):

              > nie rozumiem co kosciol ma do zapladniania in vitro?

              w czasie zaplodnienia in vitro w probowce laczy sie
              komorki jajowe z plemnikami (czyli "tworzy" zarodki) w
              DUZYCH ilosciach, na wypadek, gdyby pierwsza proba
              osadzenia zarodka u przyszlej matki sie nie powiodla.

              czyli w tej probowce tworzy sie duze ilosci przyszlych
              LUDZI. te zarodki, jesli nie sa uzyte w kolejnych probach
              osadzenia w macicy, sa zamrazane na kilka lat, a potem
              WYRZUCANE DO SMIECI.

              wg kosciola zycie jest swiete od poczecia, czyli zarodek
              JEST CZLOWIEKIEM. tak twierdza wszelkie koscielne
              kampanie antyaborcyjne.
              czyli in vitro tez powinno byc STANOWCZO potepiane.
              owszem, kosciol nie wyraza na nie przyzwolenia, ale NIE
              POTEPIA z ambony na kazdym kroku, tak jak aborcje! a
              przeciez dokonuje sie to samo - morderstwo na
              nienarodzonym! i to w duzo wiekszych ilosciach w jednym
              in vitro (wiele zarodkow), niz w przypadku aborcji (jeden
              zarodek).
              pytam wiec, DLACZEGO kosciol zachowuje sie, jakby problem
              nie istnial?
              dlaczego w zamian rozdmuchuje sprawe antykoncepcji
              ileksci wychowania seksualnego w szkole???
              dlaczego nie zajmuje sie in vitro w takiej samej mierze
              jak aborcja???


              teraz rozumiesz, co ma in vitro do kosciola, 30-letnie
              dziecko?...
              • kini Re: troche obok tematu... 12.03.03, 09:21
                > czyli in vitro tez powinno byc STANOWCZO potepiane.
                > owszem, kosciol nie wyraza na nie przyzwolenia, ale NIE
                > POTEPIA z ambony na kazdym kroku, tak jak aborcje! a
                > przeciez dokonuje sie to samo - morderstwo na
                > nienarodzonym! i to w duzo wiekszych ilosciach w jednym
                > in vitro (wiele zarodkow), niz w przypadku aborcji (jeden
                > zarodek).
                > pytam wiec, DLACZEGO kosciol zachowuje sie, jakby problem
                > nie istnial?
                > dlaczego w zamian rozdmuchuje sprawe antykoncepcji
                > ileksci wychowania seksualnego w szkole???
                > dlaczego nie zajmuje sie in vitro w takiej samej mierze
                > jak aborcja???

                To chyba oczywiste. Bo zachodzi tu konflikt interesów.
                Zresztą Kościół dosyć wybiórczo traktuje różne zasady, które sam ustanawia.
                • Gość: sagan Re: troche obok tematu... IP: *.desy.de 12.03.03, 09:45
                  kini napisała:


                  > To chyba oczywiste. Bo zachodzi tu konflikt interesów.

                  ale jakich interesow? chyba nie bardzo rozumiem, poprosze
                  o korepetycje ;)

                  > Zresztą Kościół dosyć wybiórczo traktuje różne zasady,
                  > które sam ustanawia.

                  moze tak, moze nie, ale wydaje mi sie, ze w kwesti "zycia
                  poczetego" ma bardzo rygorystyczne zasady od "poczatku
                  dzialalnosci". rowniez w tym przypadku kosciol NIE
                  przyzwala na zaplodnienie in vitro, czyli zasady sa
                  nienaruszone. ALE nie podejmuje tez zadnych
                  kategorycznych dzialan, co mnie dziwi w zestawieniu z
                  kampania antyaborcyjna, anty-antykoncepcyjna i
                  anty-wychowawcza
                  • kini Re: troche obok tematu... 12.03.03, 09:55
                    > > To chyba oczywiste. Bo zachodzi tu konflikt interesów.
                    >
                    > ale jakich interesow? chyba nie bardzo rozumiem, poprosze
                    > o korepetycje ;)

                    Taki, że Kościół twierdzi, że celem małżeństwa jest posiadanie dziecka. Uczciwy
                    katolik MUSI mieć dzieci. Stąd ten konflikt interesów.



                    > moze tak, moze nie, ale wydaje mi sie, ze w kwesti "zycia
                    > poczetego" ma bardzo rygorystyczne zasady od "poczatku
                    > dzialalnosci".

                    A skąd się wzięła "ochrona życia poczętego"? Z przykazania "nie zabijaj" (w
                    moim rozumieniu fałszywie pojmowanego, tak na marginesie). A powiedz mi w takim
                    razie, jak się ma przykazanie "nie zabijaj" do stosunku Kościoła do wojska?
                    Wojsko przecież służy do zabijania. Kościół powinien więc potępiać jego
                    istnienie, nawet jeśli przyjmie się, że ma służyć wyłącznie OBRONIE. Bo
                    przecież Jezus powiedział parę słów nt. nadstawiania drugiego policzka,
                    nieprawdaż?
                    Skoro Kościół uważa, że zabijanie jest grzechem śmiertelnym, powienien być
                    konsekwentny w tej materii w każdym jej aspekcie. Bo inaczej to jest hipokryzja.
                    • Gość: sagan Re: troche obok tematu... IP: *.desy.de 12.03.03, 10:46
                      kini napisała:


                      > Taki, że Kościół twierdzi, że celem małżeństwa jest
                      > posiadanie dziecka. Uczciwy katolik MUSI mieć dzieci.
                      > Stąd ten konflikt interesów.

                      to troche nie tak. kosciol juz nie twierdzi, ze JEDYNYM
                      celem malzenstwa jest posiadanie dzieci, choc wyraznie
                      zada od swoich wyznawcow "otwarcia na nowe zycie".
                      ale take wytlumaczenie moze ma cos na rzeczy - czyli
                      aborcja zla, bo niszczy zycie, in vitro tez zle, ale duzo
                      trudniejsze do potepienia, bo daje zycie


                      > A powiedz mi w takim razie, jak się ma przykazanie "nie
                      > zabijaj" do stosunku Kościoła do wojska?

                      no wiem, troche to niespojne... niby "wojna
                      sprawiedliwa".
                      choc wydaje mi sie, ze kosciol jednak dazy do
                      ujednolicenia swojego stanowiska wobec smierci - zmienilo
                      sie na przyklad nastawienie do kary smierci, ktora juz
                      dluzej nie jest akceptowana przez kosciol.
                      • kini Re: troche obok tematu... 12.03.03, 11:26
                        > > Taki, że Kościół twierdzi, że celem małżeństwa jest
                        > > posiadanie dziecka. Uczciwy katolik MUSI mieć dzieci.
                        > > Stąd ten konflikt interesów.
                        >
                        > to troche nie tak. kosciol juz nie twierdzi, ze JEDYNYM
                        > celem malzenstwa jest posiadanie dzieci, choc wyraznie
                        > zada od swoich wyznawcow "otwarcia na nowe zycie".

                        Ale ja nie napisałam, że jedynym! Ale celem jest - widziałam ostatnio takie
                        stwierdzenie czarno na białym - w protokole przedślubnym.


                        > ale take wytlumaczenie moze ma cos na rzeczy - czyli
                        > aborcja zla, bo niszczy zycie, in vitro tez zle, ale duzo
                        > trudniejsze do potepienia, bo daje zycie
                        >

                        Cieszę się, że zrozumiałaś, o co mi chodzi! :)
                        • sagan2 Re: troche obok tematu... 12.03.03, 11:31
                          kini napisała:


                          > Ale ja nie napisałam, że jedynym! Ale celem jest -
                          > widziałam ostatnio takie stwierdzenie czarno na białym
                          > - w protokole przedślubnym.

                          a wiesz, ze "kiedys tam" bylo w zasadzie JEDYNYM?
                          zmienilo sie to calkiem niedawno (lata 50? 60?), aby dac
                          odbicie zachodzacym zmianom spolecznym...


                          > Cieszę się, że zrozumiałaś, o co mi chodzi! :)

                          z rana bywam bystrzejsza... :)
                          tylko ciagle sie zastanawiam, czy to JEST argumentacja
                          kosciola. moze poszukam po sieci? bo dostepu do naprawde
                          oswieconego ksiedza to na razie nie mam pod reka...
                          • Gość: luka a propos Kościoła i działań wobec in vitro IP: *.clinternal / 10.8.0.* 13.03.03, 13:39
                            Witam,
                            nie wiem o co chodzi z tym działaniem Kościoła wobec metody in vitro. Mi się
                            wydawało, że stanowisko Kościoła w tej sprawie jest równie jasne co w sprawie
                            aborcji i antykoncepcji. A co do działań, to jakie one niby powinny być?
                            Teoretycznie Kościół mógłby np wprowadzać do Sejmu projekty ustaw zabraniające
                            in vitro, ale przecież wiadomo, że taka ustawa by nie przeszła (przynajmniej w
                            obecnym Sejmie). A coniedzielne kazania z ambony w tej sprawie też chyba byłyby
                            bez sensu - biorąc pod uwagę skalę zjawiska. Zresztą w sprawie antykoncepcji
                            też kazania są chyba rzadkością - a jest to zjawisko o wiele szersze. Działania
                            Kościoła polegają m.in. na poruszaniu tych spraw na religiach wśród młodzieży,
                            tak samo, jak porusza się tam sprawę aborcji i antykoncepcji i wtedy stanowisko
                            Kościoła w tej sprawie jest stawiane jasno i wyraźnie.
                            Zresztą był kiedyś artykuł o in vitro w Wysokich Obcasach i tam, o ile dobrze
                            pamiętam, ksiądz poinformował kobietę, która zaszła w ciążę metodą in vitro, że
                            nie otrzyma rozgrzeszenia - wydaje mi się, że jest to wyraźne działanie
                            przeciwko tej metodzie i naprawdę nie wiem, czego jeszcze więcej oczekiwać.
                            Zresztą ja osobiście popieram tę metodę i nie popieram stanowiska Kościoła w
                            tej sprawie, ale nie widzę tutaj hipokryzji.
                            Pozdrawiam
                      • melassaa o wojsku 12.03.03, 23:55
                        Moje zdanie na temat akceptacji przez Kościół służby wojskowej jest takie:
                        chodzi o obronę ojczyzny. Zaatakowany ma prawo się bronić - o to chyba chodzi.
                        To tyle, bo nie na temat.
    • kini Re: O aborcji inaczej 11.03.03, 09:17
      Straszny ten list. Przede wszysktim rozpaczliwy.
      Ale, do diabła, nie można żądać dla siebie bezwarunkowego szczęścia, jeśli to
      szczęście ma być okupione łzami innej osoby!!!
    • Gość: Mama adopcyjna Re: O aborcji inaczej IP: *.tele2.pl 11.03.03, 09:49
      Mam adpotowaną córeczkę, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy:
      całe szczęście, że ktoś ją porzucił. KOszmar! Jak chcecie
      budować swoje szczęście rodzinne na takim myśleniu?
    • lib Re: O aborcji inaczej 11.03.03, 11:56
      nie dopatrzylam sie w omawianym liscie patrzenia Jakie To
      Szczescie Ze Ktos Ja Porzucil. Dopatrzylam sie myslenia
      Jakie To Szczescie Ze Nikt Jej Nie Zabil. lib
    • anndelumester zdaniem baby w ciąży 12.03.03, 10:32
      Przeczytałam ten list i włos mi się na głowie zjeżył...dałam mężowi i oniemiał.
      Rozumiem, że determinacja ludzi, mających kłopot z posiadaniem dzieci jest
      ogromna, że w naszym super duper państwie napotykają na kłopoty z leczeniem
      (brak refundacji, ogromne koszty itp.) i na kłopoty z procedurą adopcji...ale
      żeby wymyślać tak absurdalne pomysły..ręce opadają ...
      Pewnie bym się nie odzywała, ale tak się składa że w gronie dalszych znajomych
      mam 3 pary, które mają bardzo poważne problemy i na razie niewielkie szanse na
      rozmnożenie. Moje i mojego męża relacje z nimi są baardzo ograniczone (mamy
      wspólnych znajomych, czasami spotykaliśmy się na imprezach, wyjazdach
      etc.)...byłam w szoku, kiedy moja przyjaciółka (a osoba z jedna z tych par
      związana bliżej) powiedziała mi nieźle wkurzona, że na wieść/widok o naszej
      ciąży jedna z tych par stwierdziła że to jawna niesprawiedliwość, że my z
      mężem nie zasługujemy na potomstwo(!), że w związku z naszym - no cóż dość
      hedonistycznym trybem życia i raczej liberalnymi poglądami nie będziemy się
      nadawać na rodziców...(będąc w ciąży, uważam że to jednak kobieta powinna
      decydować o swojej prokreacji i nie potępiam pań które decydują się na aborcję,
      sama będąc w bardzo komfortowej sytuacji - gruntowną edukację w kwestii
      antykoncepcji zapodała mi mama kiedy miałam lat 15 a mój dzidziuś jest chciany
      i raczej "zaplanowany")
      mnie to zdanie trochę oczywiście dotknęło, ale z drugiej strony rozumiem to
      potworne rozgoryczenie, lata starań, nadziei....myślę że w takiej sytuacji
      psychicznej można wymyślać różne rzeczy i teorie i ten list w GW jest na to
      przykładem...owi znajomi, jako ludzie głęboko wierzący nie akceptują metod in
      vitro i jakichkolwiek wyczynów inżynierii genetycznej, natomiast mają
      różne "nietypowe" pomysły z zakresu inżynierii społecznej...tak jakby cały
      świat miał obowiązek spełnić ich żądanie....Co więcej cała ich energiia
      kumuluje się nie na stworzeniu silnego lobby pro adopcyjnego(naciski na zmianę
      prawa i tryb pozbawiania np. praw rodzicielskich), czy nacisku na władzę
      ustawodawczą w sparawach "prorodzinnych" - podatki, kredyty, opieka zdrowotna,
      edukacja itd. itd. itd. ale na powierzchownych ruchach z gatunku "pro life" -
      czyli słowną walką ze "złem aborcji" (nie chciałabym nikogo obrazić, ale uważam
      osobiście za bardziej sensowny wolontariat w domu dziecka niż "całodobowe nocne
      czuwanie w obronie życia nienarodzonych").
      i to by było tyle.
      p.s. pomysł że jakaś kobieta mogłaby donaszać niechcianą ciążę dla kogoś przez
      9 miesięcy, może się tylko ulęgnąć w głowie, która tego stanu nigdy nie
      zaznała...owych ciązowych stanów fizjologicznych, psychicznych, tych obaw i
      wahnięć itp.
      jako baba w ciąży stanowczo protestuję przeciwko redukowania tego stanu
      do "chowu " i bycia żywym inkubatorem... ; ) hawk!!

    • Gość: aga Re: O aborcji inaczej IP: 217.153.35.* 12.03.03, 11:57
      Kilka spraw, ale po kolei.
      1. Od ponad 6 lat staramy sie o dziecko, przeszliśmy masę badań, zabiegów,
      spędziliśmy dziesiątki godzin w gabinetach lekarskich, mieliśmy 4 razy in vitro
      i kilkanaście transferów, wydaliśmy ok. 50.000 zł na leczenie i zabiegi.
      Obecnie, nie widząc już zbyt wielkich szans na własne potomstwo (efekty
      dalszych starań graniczą raczej z cudem) zdecydowaliśmy się na adopcję -
      jesteśmy w trakcie procedury i pewnie w tym roku (może juz całkiem niebawem)
      pojawi się w naszym domu dziecko.
      2. Na bazie własnych doświadczeń (oraz bardzo wielu osób w "podobnej sytuacji",
      z którymi mam kontakt) na pewno łatwiej mi zrozumieć wiele sytuacji opisanych
      powyżej w postach na forum - rozgoryczenie czy zazdrość z powodu ciąży
      koleżanki, unikanie kontaktu z dziećmi lub znajomymi-rodzicami, którzy
      rozmawiają tylko o dzieciach lub niemal "wymuszają" na nas zachwyty nad nimi.
      Oczywiście nie zamierzam nikogo usprawiedliwiać (jestem tez daleka od
      utożsamiania się z "takimi" zachowaniami), chcę tylko powiedzieć, że nie
      wszystko jest takie proste jak dałoby się racjonalnie wytłumaczyć, zwłaszcza,
      jeśli nigdy nie otarliśmy się o problem niepłodności i tej niemożności.
      3. Nie jestem zagorzałą katoliczką i nie ograniczają mnie w mojej moralności
      wytyczne kościoła (tak dobitne zarówno w przypadku aborcji, jak i zabiegów in
      vitro). Mimo to uważam, że aborcja jest złem, co nie znaczy, że jednoznacznie
      negatywnie oceniam czy potępiam kobiety, które zdecydowały się na jej
      wykonanie. Dlatego też nie przyszłoby mi do głowy, aby administracyjnie (bo
      czym innym są przepisy ?) wymuszać na kobietach takie zachowanie, które byłoby
      ewidentnym ograniczeniem ich wolności wyboru i działania, i dodawanie do tego
      demagogicznego uzasadnienia o humanitarnym podejściu do życia. Nikt nie ma
      prawa budować swojego szczęścia na tragedii innych i wymuszaniu na nich
      poświęcenia. W tym sensie zatem nie zgadzam się z przesłaniem listu Agnieszki i
      Piotra.
      4. To co mnie jednak dodatkowo uderzyło, to właśnie to ostatnie pytanie listu i
      odpowiedzi znajomych. Z pewnością, problem aborcji może dotyczyć potencjalnie
      większej grupy społeczeństwa niż problem niepłodności i stąd może takie
      spojrzenie na sprawę. Ostatnio byłam na konferencji, na której mówiono o
      niepłodności jako o problemie społecznie niedowartościowanym, czyli w skrócie:
      ludzie w ogóle nie wiedzą co to jest niepłodność i przez co musza przejść ci,
      którzy pragną a nie mogą mieć dzieci. Tym pewnie dodatkowo należałoby tłumaczyć
      zupełną obojętność, czy wręcz brak jakiegokolwiek przyzwolenia na szersze
      zajęcie się problematyką niepłodności, w tym przede wszystkim uznanie jej za
      chorobę społeczną także w Polsce i objęcie refundacją leczenia i zabiegów, tak
      jak jest to we wszystkich krajach Europy (z niechlubnymi wyjątkami typu Ukraina
      czy Rosja). I z tego powodu – takiego nastawienia opinii publicznej do
      problemu - jest mi chyba najbardziej przykro. Ilekroć była podejmowana dyskusja
      nt. leczenia niepłodności, zawsze padały argumenty: „przecież można adoptować” –
      można i adoptuję, ale to nie jest „recepta” dla wszystkich, choć wszyscy
      potrafią dawać dobre rady, dopóki ich ten problem nie dotyczy.
    • Gość: choagata Re: O aborcji inaczej IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 12.03.03, 13:58
      Masz rację. Państwo powinno wspierać osoby które chcą mieć
      dzieci.
      Apel do wszystkich kobiet a zwłaszcza feministek walczących o
      prawa kobiet. Rozpocznijmy kampanię na rzecz macierzyństwa.
      Wiele kobiet odkłada decyzję o posiadaniu dziecka bojąc się
      stracić pracę. Przeciwstawmy się temu. Walczmy o przyjazną
      atmosferą wokół kobiet ciężarnych.
      • Gość: goska Re: O aborcji inaczej IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.03.03, 23:08
        Ja też zgadzam się z Agą i z przedmówczynią, dodałabym jeszcze, że moim,
        zdaniem, na tzw prowincji decyzja o aborcji podejmowana przez pannę (która
        wpadła, bo wstydziła się pójść do lekarza po tabletki)jest spowodowana
        przepotwornym lękiem przed napiętnowaniem przez dewotów. Dziewczynie wydaje
        się, że jest to jedyne wyjście. A tak przecież nie jest. Bardzo przydałaby się
        jakaś akcja informacyjana udzielająca odpowiedzi na pytanie: co zrobić z
        niechcianą ciążą,jakie jest jeszcze wyjście inne od aborcji. Nie wiem jaka jest
        sytuacja z domami samotnej matki - pewnie zła. Nasze państwo powinno jednak
        zapewniać warunki takim kobietom do:
        1. ucieczki przed plotkarskim otoczeniem
        2. urodzenia dziecka
        3 spokojnego podjęcia decyzji co dalej z niechcianym acierzyńtwem
        Na razie, jak przeglądam ogłoszenia, to widzę tylko ogłoszenia ginekologów i
        nawet w kościołach poznikały ulotki o domach samotnej matki.
        List Agnieszki i Piotra można oczywiście odbierać jako manifest egoizmu- ci, co
        wpadli mają urodzić nam dzieci, których chcą się pozbyć.
        ja zrozumiałam go (może opacznie) jako rozpaczliwe wołanie: nie zabijajcie
        dziecka, jeżeli nie chcecie wychowywać, to chociaż dajcie mu szansę życia, np w
        naszej rodzinie.
        Co do tego filmu, o którym ktoś pisał (sorry, nie pamiętam nicka)oglądałam,
        koszmar, faktycznie. Tylko, z tego, co pamiętam, tam zmuszano te dziewczyny do
        zachodzenia w ciążę i odbierano im dzieci - to chyba nie o to chodziło autorom
        listu: tylko o dzieci, które zostały powołane do życia przez przypadek i jeżeli
        biologiczni rodzice mimo to chcą wychować dziecko, to nikt im go przecież nie
        chce odbierać
      • anndelumester o tak zwanym wspieraniu ..żale rozżalonej ..; ) 13.03.03, 09:21
        > Masz rację. Państwo powinno wspierać osoby które chcą mieć
        > dzieci.
        ha ha ha ....
        a czy kiedykolwiek wspierało ...to jest czcze gadanie różnych żałosnych dupków
        z prawej (i lewej ) strony sali sejmowej...wczoraj rozczuliłam się kiedy poseł
        bodaj zieliński z PiŚki opowiadał o prawie chroniącym życie poczęte w
        kontekście wejścia do UE ..co za dupek...jego pojęcie o dzieci i ciąży i
        problemach z tym związanych li tylko skoncentrowało się chyba na moruli i
        blastuli...a dalej - chcieliście państwo dziecko to macie...a jak jest:
        - na ciążę i wychowanie dziecka trzeba mieć kupę forsy - to, za co to
        złodziejskie państwo pobiera moje wyharowane cięzko pieniądze, na podatki i w
        formie składek jest po prostu śmieszne : państwowa przychodnia(tzn.
        refundowana), zawsze dziki tłok do 2 lekarzy, umowa z laboratorium gdzieś hen,
        czynnym od 9.30-do 11(przecież nikt nie pracuje nie?, zapisywanie się na
        cytologię ! i bakteriologię ...usg na jakimśrecyclingowanym rzęchu, na którym
        nie widać nawet główki dziecka a co dopiero jakąś wadę ...zgroza...oto co ma mi
        do zaoferowania moje prorodzinne superkatolickie i "z wartościami -do- Europy"
        państwo..(a to wszytko w godzinach mojej pracy ; (
        Dlatego, bojąc się o życie i zdrowie mojego jeszcze nie urodzonego dziecka(żeby
        w tym polskim burdelu, jakiś niekompetentny dupek czegoś nie schrzanił), co
        miesiąć wydaję ok. 200 złotych za prywatne wizyty, badania w laboratorium,
        witaminy i leki (z których 100% jest pełnopłatne. Za poród oczywiście też wolę
        dopłacić niż żałować do końca życia "żaoszczędzonych" kilku groszy....
        Do pracy pewnie będę chodzić do końca i wrócę do niej po 3 miesiącach, (bo
        muszę, poza tym ktoś musi pracować na protestujących buraków z PSL, Samoobrony,
        wszytkich wychodzących na ulice leni i obiboków..panów posłów,, urzędników itp.
        pasożytów.. ) wtedy moim maluchem będzie sięzajmować opiekunka - za moje
        pieniądzę - bo sponsorowany (nie do końca ) przez moją Ojczyznę żłobek, za
        bardzo przypomina dom dziecka..poza tym moja praca nie kończy się niestety o
        15.00
        ok, nie mam o nic żalu, obca mi jest postawa roszczeniowa, niczego od tego
        kraju nie chcę, nie będę wychodzić z widłami na A4 ... jest mi tylko smutno żę
        żyje w miesjcu rządzonym zawsze przez idiotów, wybieranych przez idiotów...i
        smutno mibo jakoś się do tego bajzlu przyzwyczaiłam mentalnie..
        > Apel do wszystkich kobiet a zwłaszcza feministek walczących o
        > prawa kobiet. Rozpocznijmy kampanię na rzecz macierzyństwa.
        ha ha ha, ale czemu do feministek, ?? czemu np. do mnie....dziewczyn, które
        zachodzą w ciążę i muszą (z rodziną ) ciężko na to pracować
        może do tych co rodzą co rok, chore dzieci, nie zajmują się nimi, ciągną na
        jakiś zasiłkach, nie zrzekną się praw rodzicielskich (bo kasa), może do panów z
        LPR, PIS czy SLD.

        >>Walczmy o przyjazną
        > atmosferą wokół kobiet ciężarnych.
        przyjazną ...he he he ...umrę ze śmiechu...
        -zazwyczaj do pracy jeżdżę samochodem, ale czasami muszę korzystać z MPK, na
        razie RAZ się zdarzyło żeby ktoś ustąpił mi miejsca...mój brzuch jest na tyle
        widoczny, żę nie można go pomylić z otyłością itp....miejsca dla kobiet z
        dziećmi i ciężarnych (takie piktogramy są tam nalepione - babka z laską, z
        dzieckiem i z brzuchem) zazwyczaj okupują szczególnie do tego uprawnieni..he
        he faceci owszem z brzuchem, ale piwnym, żwawi goście po 50, dzieci w wieku
        gimnazjalnym chyba bezstresowego chowu...na szczęśćię jestem na tyle zdrowa że
        mam to akurat gdzieś, na szczęćście mam samochód... strach jednak (i żal) tych
        które ciążę przechodzą źle ... i muszą z siatami stać nad takim jednym z
        drugim, co to się bogobojnie żegnają przed każdym kościołem, walczą z pewnością
        o embriona, ale dla płodu z mamusią już serca nie mają ...
        i tyle ...

        a.
        • Gość: aga Re: o tak zwanym wspieraniu ..żale rozżalonej ..; IP: 217.153.35.* 13.03.03, 10:51
          anndelumester napisała:

          > na ciążę i wychowanie dziecka trzeba mieć kupę forsy

          na pewno masz rację, ale czytając twój post - pełen nienawiści, złości,
          oburzenia, gniewu - miałam inna refleksję: na wychowanie dzieci trzeba mieć
          bardzo dużo bezwarunkowej miłości i cierpliwości; popracuj nad tym juz teraz,
          bo nawet w zyciu płodowym twoje dziecko mocno odczuwa twoją agresję i pełne
          wrogości i zaciętości nastroje...
          • anndelumester Re: o tak zwanym wspieraniu ..żale rozżalonej ..; 13.03.03, 11:25
            > na pewno masz rację, ale czytając twój post - pełen nienawiści, złości,
            > oburzenia, gniewu - miałam inna refleksję: na wychowanie dzieci trzeba mieć
            > bardzo dużo bezwarunkowej miłości i cierpliwości; popracuj nad tym juz teraz,
            > bo nawet w zyciu płodowym twoje dziecko mocno odczuwa twoją agresję i pełne
            > wrogości i zaciętości nastroje...
            mylisz się, mój post nie jest pełen nienawiści, jest to pewne rozgoryczenie tym
            otoczeniem w którym żyję i pytanie, dlaczego w naszym kraju nie jest tak jak
            kilkaset km na zachód??? (rozgoryczenie tym wieksze, że wiem i widziałam jak
            tam się żyje : ( poza tym, czy napisałm w tym opisie rzeczywistości coś co się
            mija z prawdą ???
            a możę żyjemy w dwu różnych krajach???
            owszem, czasami jestem zła na tzw. otoczenie, ale nie ma to nic wspólnego z
            moim dzieciątkiem, nie wyobrażam sobie żeby ono mogło ponosić jakiekolwiek
            negatywne konsekwencje tego że się urodzi w karaju idiotów(i nie mówię to z
            nienawiścią ale z absolutnym spokojem - takie są niestety fakty, wiadomości, i
            statystyka)
            można a nawet trzeba się cieszyć dzieckiem, można nawet nienarodzone dziecko
            afirmować (co z mężem chętnie robimy), ale nie należy tracić kontaktu z
            rzeczywistoscią ...a teraźniejszość i przyszłość dla matek, ptrzyszłych matek i
            tych które bardzo chcą być matkami jest nieciekawa...niestety ...zamyjkając
            oczy i udając że nie widzimy tych steków absurdu dookoła nas, nie poprawimy
            stanu rzeczy..
            wiesz, ja ogólnie mam bardzo ironiczne i sarkastyczne (bynajmniej nie negatywne
            i na pewno nie zacięte ) nastawienie do rzeczywistości.... szkoda byłoby mi
            zdrowia na oburzanie się, stresowanie czy w ogóle myślenie o jakiś pacanach to
            tu to tam... czasami tylko boję się w jakim kraju będzie musiało moje dziecko
            żyć i z jakimi absurdami się borykać...wiesz, ja się codziennie właśnie bardzo
            cieszę że udało mi się (i mojemu mężowi, i powiedzmy naszym najblizszym)
            stworzyć sobie taką enklawę w której po prostu żyjesz szczęśliwie, robisz to co
            chcesz, starcza ci na mniejsze lub większe przyjemności, nie tracisz (lub
            niewiele tracisz) nerwów na walkę z jakimiś chorymi pomysłami bezmózgich
            głów ...masz rację pisząc
            >>>na wychowanie dzieci trzeba mieć
            > bardzo dużo bezwarunkowej miłości i cierpliwości;
            i zapewniam Cię, nie muszę nad tym pracować :))
            nie mam natomiast jakiejkolwiek tolerancji na głupotę i np. prostackie,
            bezrefleksyjne chamstwo np. rycie się i rozpychanie śmierdzących gości w
            autobusie.... i uważam że trzeba to po prostu nazywać po imieniu ...tyle...
            pozdrawiam serdecznie ... : )
            a.
            • amidala Niesamowite - do trudnego nicka 13.03.03, 12:50
              Gdyby nie to, że nie jestem w ciąży, pomyślałabym, że to ja napisałam. Zgadzam
              się z każdym słowem, dziewczyno! Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie. A
              hołota w Sejmie doprowadzi w końcu ten kraj do upadku, więc niestety, trzeba
              liczyć na siebie.

          • Gość: Lena Re: o tak zwanym wspieraniu ..żale rozżalonej ..; IP: 80.48.96.* 13.03.03, 11:42
            Gość portalu: aga napisał(a):

            > anndelumester napisała:
            >
            > > na ciążę i wychowanie dziecka trzeba mieć kupę forsy
            >
            > na pewno masz rację, ale czytając twój post - pełen nienawiści, złości,
            > oburzenia, gniewu - miałam inna refleksję: na wychowanie dzieci trzeba mieć
            > bardzo dużo bezwarunkowej miłości i cierpliwości; popracuj nad tym juz teraz,
            > bo nawet w zyciu płodowym twoje dziecko mocno odczuwa twoją agresję i pełne
            > wrogości i zaciętości nastroje...

            Jeśli przyznajesz anndelumester rację daruj sobie resztę uwag i pouczeń i nie
            denerwuj ciężarnej kobiety. Swoje przemyslenia zachowaj dla siebie. Opinia
            anndelumester o otaczającym ją i nas świecie jest w 100% prawdziwa, ona w nim
            żyje, jej dziecko już w nim żyje i będzie żyło. Nie ma to nic wspólnego z
            bezwarunkową miłością - taką sie ma dla dziecka. Miłość do wszystkiego innego
            jest uwarunkowana.
            • nika31 Re: o tak zwanym wspieraniu ..żale rozżalonej ..; 13.03.03, 12:10
              Gość portalu: Lena napisał(a):

              > Gość portalu: aga napisał(a):
              >
              > > anndelumester napisała:
              > >
              > > > na ciążę i wychowanie dziecka trzeba mieć kupę forsy
              > >
              > > na pewno masz rację, ale czytając twój post - pełen nienawiści, złości,
              > > oburzenia, gniewu - miałam inna refleksję: na wychowanie dzieci trzeba mie
              > ć
              > > bardzo dużo bezwarunkowej miłości i cierpliwości; popracuj nad tym juz ter
              > az,
              > > bo nawet w zyciu płodowym twoje dziecko mocno odczuwa twoją agresję i pełn
              > e
              > > wrogości i zaciętości nastroje...
              >
              > Jeśli przyznajesz anndelumester rację daruj sobie resztę uwag i pouczeń i nie
              > denerwuj ciężarnej kobiety. Swoje przemyslenia zachowaj dla siebie. Opinia
              > anndelumester o otaczającym ją i nas świecie jest w 100% prawdziwa, ona w nim
              > żyje, jej dziecko już w nim żyje i będzie żyło. Nie ma to nic wspólnego z
              > bezwarunkową miłością - taką sie ma dla dziecka. Miłość do wszystkiego innego
              > jest uwarunkowana.
              też jestem w ciąży i w pełni was dziewczyny popieram. Większość społeczeństwa
              uważa że jeżeli jestem w ciąży to nie docierają do mnie absurdy naszej
              rzeczywistości. Właśnie docierają i to bardziej i głębiej. Włąśnie dlatego że
              dopiero teraz będąc w ciąży i mając małe dzieci stykam się z nią bardziej niż
              dotychczas, kiedy problemy związane z macierzyństwem były abstrakcją.
              • Gość: goska Re: o tak zwanym wspieraniu ..żale rozżalonej ..; IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.03, 22:09
                tak sobie myślę, że poprzez te żale czy obserwacje dziewczyn w ciąży
                odbiegliśmy od głównego wątku. Pewnie, że upuszczenie żółci w związku z syt.
                ogólą może trochę pomóc. Ale co dalej? Piszesz,że nie ma pozytywnego
                nastawienia do mam w ciąży w naszym kraju idiotów. OK, zgoda i co w zwiążku z
                tym? Pewnie napiszesz, że ty przecież nie jesteś politykiem, kimś -tam-
                jeszcze -kto decyduje-o-czymś-tam. Czy aby na pewno tak jest? Wypisałaś się ze
                społeczeństwa ;)? Jak już urodzisz swoje dziecko, to nauczysz go, że ma
                ustępować miejsca w autobusie pani w ciąży? Jak zrobisz karierę, to jak
                potraktujesz podwładną w ciąży? To właśnie od takich drobnych gestów zależy
                wiele, także, to czy dziewczyna w trudnej sytuacji życiowej zechce urodzić
                dziecko, czyli przejść przez ciążę. Jeżeli słyszę, że ktoś zaczyna się upierać
                za prawem do wyboru, to pytam: czy faktycznie jest to wybór czy tylko opcja:
                aborcja, bez pokazania innych rozwiązań. Niedawno dyskutowałam na innym forum
                na bardzo podobny temat (Nasz-Bocian). Tam akurat przeważa opcja pro life, ale
                problem też zostaje ten sam: jak pokazać, że można znaleźć inne wyjście niż
                aborcja. Udało nam się wymyślić, że zwrócimy się do mediów, prosząc o podanie
                adresów domów samotnej matki, namiarów na Ośrodki Adopcyjno - Opiekuńcze.
                Chcemy w ten sposób poinformować, że jest inna możliwość, niż tylko pokątna
                aborcja.
                Jak przeczytałam list w WO, to pomyślałam, że współgra z tym naszym pomysłem.
                Teraz już widzę to trochę inaczej, ale to co niektórzy tu powypisywali o
                w s z y s t k i c h małżeństwach borykających się z niepłodnością, o ich
                roszczeniowej postawie lekko mnie przeraża.
                Mam problemy z zajściem w ciążę, obecnie nie myślę o adopcji, akcja, o której
                piszę nie jest jakimś domaganiem się, żądaniem, żeby dziewczyny, które chcą
                usunąć ciążę miały obowiązek rodzić dzieci dla niepłodnych małżeństw. Ja po
                prostu myślę, że aborcja to najgorsze z możliwych wyjść (pomijam sytuacje typu
                zagrożenie życia itp)- i,że należy pokazać też inne. Taki jest cel
                akcji "Czekamy na Twoje dziecko" Jest to forum gazety, ciekawe, czy ktoś
                zainteresuje się tą akcją?
                No i jeszcze jedno pytanie: padły tutaj słowa, że bycie w ciąży w tym kraju, to
                rzecz co najmniej uciązliwa,zagrożenie życia i zdrowia itp - a aborcja niby
                nie??? Nie jestem lekarzem, ale wydaje mi się, że nie jest to zabieg obojętny
                dla zdrowia kobiety (nie tylko psychicznego), nawet gdy przeprowadzony
                nowoczesnymi metodami (wiadomo, że nie jest tak zawsze)
                • Gość: beemka Re: o tak zwanym wspieraniu ..żale rozżalonej ..; IP: *.acn.waw.pl 13.03.03, 22:34
                  Goska,
                  Fajnie, ze sie odezwalas w tym temacie :-) Od jakiego czasu kraze po tym watku
                  i zastanawiam sie co napisac. Rzeczywiscie, list zabrzmial nieco niefortunnie,
                  tylko ja nie mialam klopotu z odczytaniem jego przeslania: nie zabijajcie, sa
                  inne rozwiazania, lepsze. Bo niestety, ciagle niewiele osob zdaje sobie sprawe
                  z tego, za aborcja to nie jedyne wyjscie.
                  Co do zabiegu to masz racje, wcale nie jest bezpieczny. Jestem jedna z osob,
                  ktora na Bocianie pojawila sie po poronieniu - mialam lyzeczkowanie, czyli
                  dokladnie aborcje, z tym ze zarodka obumarlego. Zabieg jest ten sam, boli
                  fizycznie i psychicznie, a klopoty zdrowotne niestety po zabiegu moga byc.
                  Chociaz lyzeczkowanie mialam wykonene 'legalnie' to nie gwarantuje mi to
                  powrotu do zdrowia, niestety. I mysle, ze to kolejna rzecz, ktora w tym
                  temacie nalezy poruszyc: legalizacja aborcji wcale nie zapewni kobiecie
                  zdrowia na przyszlosc i nie zagwarantuje, ze bedzie mogla miec kiedys dzieci.
                  Czy wszyscy zdaja sobie z tego sprawe?
                  Troszke odbieglam od tematu, zamiast o adopcji pisze o aborcji, przepraszam.
                  Pozdrawiam wszystkich Beemka.
                • anndelumester o tak zwanym wspieraniu ..cd. 14.03.03, 10:39
                  Gość portalu: goska napisał(a):
                  ) Ale co dalej? Piszesz,że nie ma pozytywnego
                  ) nastawienia do mam w ciąży w naszym kraju idiotów. OK, zgoda i co w zwiążku z
                  ) tym?
                  a no nic, wyznaję zasadę że jeśli sobie sam nie zrobisz, pomożesz,
                  zorganizujesz nikt za ciebie tego nie zrobi....i nie mam o to pretensji to tak
                  zwanej władzy...tylko niech to stado baranów nie wyciera sobie gęby za każdym
                  razem rodziną, dziecmi poczętymi i niech nie odmienia prorodzinny przez
                  wszystkie przypadki....niestety nasz kraj celuje w hipokryzji i źle pojętym
                  miłosierdziu..

                  ))kimś -tam-
                  ) jeszcze -kto decyduje-o-czymś-tam.
                  staram się decydować i mieć wpływ (o ile to jest w ogóle możliwe) na swoje
                  życie..nie oczekuje niczego, nie ma postawy rozczeniowej..tak w pewnym sensie
                  wypisałam się ze społeczeństwa, nie korzystam z dobrodziejstw większości
                  chorych ustaw, pseudozabezpieczeń itp..z drugiej strony to państwo też mnie
                  wypisało z ze społeczeństwa chociażby przez to że nie jestem na równi
                  traktowana z resztą matek (przykład: nie ma zasiłku porodowego (jednorazowego)z
                  ZUS, chociaż płacę każdego miesiąca składki ..został zlikwidowany, ale ci
                  którym fundujemy (my płacący do budżetu państwa) KRUS - czyli rolnicy, za
                  których reszta pracujących płaci składki (ponad 1, 8 mln ludzi) taki zasiłek
                  dostają - w wysokości 1, 6 tys. zł za każde urodzone dziecko....rozumiem że to
                  jest właśnie owa solidarność społeczna i pseudo-równość....wiesz, żeby było
                  jasne, ja olewam tę kasę, ale wydaje mi się że z kolei takie olewanie
                  większości matek w tym kraju, które ciężko pracują i regularnie ze swoich
                  niskich pensji płcą te składki na ZUS to nie tylko dzielenie na lepsze i gorsze
                  to po prostu skandal i złodziejstwo...tyle przykładu...
                  Nie identyfikuje się z tym społeczeństwem , i chwała bogu, widzisz..moi rodzice
                  się dawnymi czasy ( 35 lat temu ) zbytnio zidentyfikowali, lud pracujący
                  sprawiedliwą ręką ORMO i ochotniczych brygad robotniczych ich nauczył gdzie ich
                  miejsce...; ) dzisiaj z kolei inny/ale o tej samej mentralności/ lud, blokujący
                  i wiecujący to tu to tam domaga się różnych bajerów, ot tak za friko, bez
                  wysiłku, bez pracy,...od państwa, czyli ode mnie, moim kosztem, a poniekąd i
                  mojego dziecka....przykro mi ale nie będę identyfikować się z postawmi
                  roszczeniowymi..
                  ) Jak już urodzisz swoje dziecko, to nauczysz go, że ma
                  ) ustępować miejsca w autobusie pani w ciąży?
                  postaram się go dobrze wychować..istnieje coś takiego jak ogólnie pojmowana
                  kindersztuba, (wiesz, z cyklu jeśli nie wiesz jak się zachować zachowuj się
                  przyzwoicie....) nie sądzę że to jakieś super wyzwanie, a jak ktoś nie wie jak
                  się za to wziąść, są różne poradniki (chociażby nieśmiertelny Kamyczek)
                  )Jak zrobisz karierę, to jak
                  ) potraktujesz podwładną w ciąży?
                  normalnie ..
                  )To właśnie od takich drobnych gestów zależy
                  ) wiele, także, to czy dziewczyna w trudnej sytuacji życiowej zechce urodzić
                  ) dziecko, czyli przejść przez ciążę.
                  i tu się oczywiście zgadzamy, to zależy od drobnych gestów, od odczytania
                  piktogramu w autobusie/tramwaju, od ludzkiego traktowania w miejscach
                  użyteczności publicznej itd. itd. pytanie kto ową większość takiego ogólnego
                  szacunku do drugiego ma nauczyć?? państwo odgórnie? ustawą??? brzmi żałośnie
                  oddolnie? pracą organiczną, społecznie.. ??? powiem tyle - moje doświadczenia w
                  tej materii - a pracowałam w organizacji pozarządowej, nie napawają niestety
                  optymizmem...
                  )))Jeżeli słyszę, że ktoś zaczyna się upierać
                  ) za prawem do wyboru, to pytam: czy faktycznie jest to wybór czy tylko opcja:
                  ) aborcja, bez pokazania innych rozwiązań.
                  być może opcja, być może wybór...kwestia nomenklatury ..ale nie wolno owego
                  prawa wyboru nikogo pozbawiać, zwłaszcza kobiety, na której będzię spoczywać
                  ten obowiązek wychowania, utrzymania itd. itd. ja po prostu rozumiem że ktoś
                  może nie chcieć dziecka....wiem, jest to trudne do pojęcia zwłaszcza gdy się
                  oczekuje na swoje, ale ktoś po prostu go nie chce.....nie wiem czy byłaś kiedyś
                  w domu małego dziecka...ale, po wizycie tam uważam że aborcja, choć to zła
                  droga, jest chyba lepsza.....I tego własnie u walczących o embriony nie
                  rozumiem...tyle jest już URODZONYCH dzieci zaniedbanych, opuszczonych,
                  maltretowanych i co ??? ilu np. posłów, działaczy, sympatyków i aktywistów
                  ruchów pro life zaadoptowało po kilkoro takich dzieci, łoży osobiście (nie
                  przez fundacje i stowarzyszenia) na ich rozwój edukację, zdrowie, zabiera do
                  domu, myje, odrabia lekcje..??? fakt łatwiej się interesować
                  półtoracentymetrowym embrionem w cudzej macicy niż wziąść do własnego domu
                  i "zdrowych -pięknych " potomków jakiegoś "srajdę" z przytuliska...niestety
                  taka jest brutalna prawda...pewna bardzo katolicka i bardzo prawicowa pani
                  senator, oczywiście również bardzo kochająca dzieci, ubolewająca że może mieć
                  tylko jedno i zaangażowana słownie przeciw aborcji, spytana przez moją szefową
                  (działaczkę dużej fundacji, która m.in. zajmuje się tzw. zaniedbanymi dziećmi)
                  dlaczego w takim razie nie adoptuje kilkorga, odpowiedziała że to obowiązki
                  społeczne jej na to nie pozwalają ...niezłe, prawda..
                  )Niedawno dyskutowałam na innym forum
                  ) na bardzo podobny temat (Nasz-Bocian). Tam akurat przeważa opcja pro life,
                  ale problem też zostaje ten sam: jak pokazać, że można znaleźć inne wyjście
                  niż aborcja.
                  być możę dla mnie i dla ciebie istnieje coś takiego jak opcja "inne wyjście",
                  jeśli (to przykład mój) wychodziłam przez całe życie z założenia że "nie ma
                  takiej rury, której nie można odetkać" znalazłabym pewnie rozwiązanie nawet dla
                  stada niespodziewanych bobasków...tylko że ....ja mam kochanego faceta,
                  kochanych rodziców, fajną pracę ...moje uwarunkowania są po prostu zupełnie
                  inne...podejrzewam że Twoje również..starasz się myśleć o każdej decyzji,
                  planować, rozważać, szukać alternatywy....niestety, jak pokazuje empiria
                  większość społeczeństwa tego nie potrafi.....Aborcja wtedy jawi się jako
                  najprostsze wyjście (bach i po kłopocie, co będzie za 5 lat - a co mnie to
                  obchodzi) płacisz kase i po kłopocie. Aż do następnej niechcianej ciąży. Mnie
                  osobiście takie myślenie załamuje, ale ile procent ludzi właśnie ten sposób
                  myślenia prezentuje..
                  )Udało nam się wymyślić, że zwrócimy się do mediów, prosząc o podanie
                  ) adresów domów samotnej matki, namiarów na Ośrodki Adopcyjno - Opiekuńcze.
                  Fajny pomysł, tylko że ty i w pewnym sensie ja też i ludzie nam podobni,
                  myślimy, że ludzie do których się zwracamy myślą naszymi kategoriami...nie
                  sądze (a bazuje na pewnych doświadczeniach - jak informować o pewnych
                  możliwościach edukacyjnych rodziców dzieci z tzw. rodzin patologicznych) żeby
                  taka babka zwróciła uwagęna reklamę społeczną - ogłoszenie w przerwie między
                  teletrniejami, zapewne nie czyta ona też gazet i nie słucha radia (niestety
                  takie są przykłady - dlatego stworzenie mediaplanu dla takiej grupy docelowej
                  jest bardzo bardzo trudne)Na takie coś być może zwróci uwagę laska ze szkoły
                  średniej która wpadła, ale z dużym prawdopodobieństwem jej pomoże w wychowaniu
                  rodzina....itd. itd..Naprawdę informacja i dotarcie do takich środowisk jest
                  bardzo trudne..jeśli jesteś zainteresowana tym tematem możemy pogadać na priva..

                  ) Chcemy w ten sposób poinformować, że jest inna możliwość, niż tylko pokątna
                  ) aborcja.
                  ) Jak przeczytałam list w WO, to pomyślałam, że współgra z tym naszym pomysłem.
                  ok, tu na forum odezwały się kobiety (i nie tylko), które mają świadomość a)
                  poczęcia, b) trudu ciąży c)łatwości z jaką, nawet mimo ustawy można dokonać
                  aborcji w Polsce i za granicą ....miałam znajomą, dobrze wykształconą, dobrze
                  sytuowaną itd. która zaszła w ciąże w czasie rozwodu i dla niej urodzenie czy
                  donoszenie tej ciąży nie wchodziło w ogóle w grę. Wiesz, nie zgadzam się z tym
                  co zrobiła, ale to był jej wybór, rozmnawiałyśmy na ten temat przed i po. nasze
                  sytuacje życiowe są oczywiście inne, ona zrobiła tak jak uwa
                  • anndelumester kurcze urwało : ) 14.03.03, 10:48
                    > Chcemy w ten sposób poinformować, że jest inna możliwość, niż tylko pokątna
                    > aborcja.
                    > Jak przeczytałam list w WO, to pomyślałam, że współgra z tym naszym pomysłem.
                    ok, tu na forum odezwały się kobiety (i nie tylko), które mają świadomość a)
                    poczęcia, b) trudu ciąży c)łatwości z jaką, nawet mimo ustawy można dokonać
                    aborcji w Polsce i za granicą ....miałam znajomą, dobrze wykształconą, dobrze
                    sytuowaną itd. która zaszła w ciąże w czasie rozwodu i dla niej urodzenie czy
                    donoszenie tej ciąży nie wchodziło w ogóle w grę. Wiesz, nie zgadzam się z tym
                    co zrobiła, ale to był jej wybór, rozmnawiałyśmy na ten temat przed i po. nasze
                    sytuacje życiowe są oczywiście inne, ona zrobiła tak jak uważała i myślę że
                    nawet bardzo silna akcja społeczna by jej decyzji nie zmieniła... niedawno
                    urodziła dziecko, jak to określiła, z tym którego kocha. Cóż jej wybór, ja tego
                    nie ooceniam.
                    > Mam problemy z zajściem w ciążę, obecnie nie myślę o adopcji, akcja, o której
                    > piszę nie jest jakimś domaganiem się, żądaniem, żeby dziewczyny, które chcą
                    > usunąć ciążę miały obowiązek rodzić dzieci dla niepłodnych małżeństw.
                    rozumiem, jest to po prostu poparcie pewnej szansy dla tych dzieci, ale myślę
                    że to trzeba tak przedstawiać a nie jak to zrobiła ta para w liście- właśnie na
                    zasadzie roszczenia...nie można nawet dawać do zrozumienia że kobieta jest tu
                    tylko inkubatorem, przedmiotem...wiesz, myślę że należy właśnie okazywać
                    wsparcie REALNE a nie jakieś puste gesty litości itp.

                    > No i jeszcze jedno pytanie: padły tutaj słowa, że bycie w ciąży w tym kraju,
                    to rzecz co najmniej uciązliwa,zagrożenie życia i zdrowia itp - a aborcja niby
                    > nie???
                    pewnie i tak i nie...ale jak ostatnio koleżanka poroniła i była łyżeczkowana (w
                    sumie zabieg identyczny z punktu widzenia medycznego jak skrobamka na
                    życzenie) pocieszałyśmy się że istnieje duża szansa na kolejną zdrową
                    ciążę...fakt, w przypadku jakiejś samoróby w syfnym miejscu możliwość powikłań
                    jest znaczna...
                    Inna sprawa jak ona została w tym przypadku potraktowana przez personel w
                    szpitalu...to jest kolejny kwiatek z bukietu "opieka nad ciężarną (tym razem
                    zagrożoną) w naszym kraju".
                    pozdrawiam serdecznie
                    a.
    • agacz2905 Re: O aborcji inaczej 14.03.03, 14:23
      Po przeczytaniu wszystkich postów już wiem, że przyczyną moich lęków jest
      właśnie specyficzny wredno-nieżyczliwy klimacik jaki panuje wokół kobiet w
      ciąży.Czyli nasza szara polska rzeczywistość.Sama miałam wątpliwą przyjemność
      bycia potraktowaną jak za przeproszeniem inkubator, który nie ma nic do
      gadania.Co prawda nie chciałam aborcji, a jedynie...uzasadnionej medycznie w
      moim przypadku cesarki! Z pięciu lekarzy stroiło fochy, że cóż to jest,
      najpierw się trzeba pomęczyć, a dopiero potem w razie czego (czego??) na
      stół.Trafiłam wreszcie na Lekarza Z Powołania, który potraktował mnie jak
      człowieka, wysłuchał wszystkich obaw, okazał mi zrozumienie (np.co do urazu
      psychicznego do szpitali, w których przebywałam z małymi przerwami do 5 r.ż.)
      Osobiście wykonał c.c., obudzony przeze mnie w środku nocy, zaledwie kilka
      godzin po śmierci Jego Mamy...Piszę o tym, ponieważ Ten Lekarz tydzień temu
      zmarł.Czuję ogromny żal, że to akurat On...Jednocześnie lękam się o finał mojej
      obecnej ciąży-czy znajdę kogoś drugiego, równie ludzkiego??Na zwolnienie
      lekarskie w ciąży również teraz nie należy chodzić, bez względu na to jak się
      człowiek czuje i jakie byłyby powody tego zwolnienia...Chodzę więc do pracy,
      każdą większą niedyspozycję pokrywając....urlopem, przynajmniej z nazwy
      wypoczynkowym.Tak samo robię w razie nieobecności opiekunki do dziecka.W pełni
      się zgadzam z jedną z dyskutantek - jest to w pełni złodziejskie państwo, a
      wybrańcy tego święt....liwego narodu bełkoczą coś tam z mównic sejmowych o
      polityce prorodzinnej i ochronie poczętego życia.Jako matka już w niedalekiej
      przyszłości dwójki małych dzieci i osoba niepełnosprawna w jednym-podejrzewam,
      że mogę się bardzo obawiać o utratę mojej pracy.Chore państwo i chore
      społeczeństwo, faktycznie żegnające się w autobusie przy okazji mijania każdego
      kościoła (z pozycji siedzącej, podczas gdy osoba niepełnosprawna i w ciąży stoi
      nad takim świętoszkiem w tłoku i zaduchu-tu akurat piszę o sobie)Ja nie wiem,
      czy z tego co tu napisałam można wysnuć wniosek o mojej postawie roszczeniowej -
      wiem tylko, że w tym kraju nie da się żyć normalnie i to napawa mnie takim
      lękiem o przyszłość moją i moich dzieci.
      Agnieszka, mama Szymka (16.01.2002) i KOgoś (08.2003)
      • agacz2905 Re: O aborcji inaczej 14.03.03, 14:27
        Sprostowanie: omyłkowo odmłodziłam syna o rok (ma być: 16.01.2001)
    • Gość: interrupcja Re: O aborcji inaczej IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 15.03.03, 01:30
      brak mozliwosci legalnej aborcji w polsce i w kazdym innym
      kraju jest wyrazna ingerencja w wolnosc wyboru kobiety
      • Gość: anyone Re: O aborcji inaczej IP: 212.182.119.* 17.03.03, 13:35
        Wolność wyboru zabójstwa, albo łaski pozostawienia przy życiu
        • Gość: Mira Re: O aborcji inaczej IP: 213.25.31.* 17.03.03, 13:59
          Gość portalu: anyone napisał(a):

          > Wolność wyboru zabójstwa, albo łaski pozostawienia przy życiu
          Ładny sloganik ... i nic poza tym. Życie nie jest takie proste.

          Ludzie skanudjący "wojnie NIE' (z Irakiem) nie pamiętają o zagazowanych Kurdach
          czy broni biologicznej w magazynach Husajna...
          Wniosek: zycie nie jest takie proste

          Pozdrawiam
          • Gość: anyone Re: O aborcji inaczej IP: 212.182.119.* 17.03.03, 14:48
            To nie slogan, to komentarz wyrażający moją opinię w oparciu o
            mój osobisty porządek świata, od pochylania się i prób
            zrozumienia każdej ludzkiej głupoty, niegodziwości i zbrodni
            boli mnie kręgosłup, a od przestrzegania zasad poprawności
            politycznej w sprawie rozporządzania kobiecą macicą zbiera mi
            się na wymioty; we wszystkich przypadkach-i wtedy, gdy
            nawiedzone stare panny z kółka różańcowego krzyczą o
            niedopuszczalności aborcji i wtedy, gdy nawiedzone feministki
            krzyczą o nienaruszalnym prawie kobiet do decydowania-urodzić,
            czy usunąć. A poza tym wygląda na to, że jesteś wśród tych
            wybranych, którzy zostali zaproszeni na ten świat z obietnicą,
            że bądzie lekko. Od lat studiuję mądre księgi z biblią włącznie
            i nie znalazłem tam śladu takiej obietnicy, wrącz przeciwnie.
            • Gość: Mira Re: O aborcji inaczej IP: 213.25.31.* 18.03.03, 10:20
              Gość portalu: anyone napisał(a):

              > to komentarz wyrażający moją opinię w oparciu o
              > mój osobisty porządek świata,
              jak słusznie zauwazyles, to twoja opinia i twój porządek śwaita - i inni
              niekoniecznie muszą go podzielać

              > zbiera mi się na wymioty; we wszystkich przypadkach-i wtedy, gdy
              > nawiedzone stare panny z kółka różańcowego krzyczą o
              > niedopuszczalności aborcji i wtedy, gdy nawiedzone feministki
              > krzyczą o nienaruszalnym prawie kobiet do decydowania-urodzić,
              > czy usunąć.
              Zatem zauważasz, że w przypadku aborcji nie ma prostych odpowiedzi. Sorry, ale
              twój poprzedni post na to nie wskazywał

              > A poza tym wygląda na to, że jesteś wśród tych
              > wybranych, którzy zostali zaproszeni na ten świat z obietnicą,
              > że bądzie lekko.
              wprost przeciwnie, uważam że stawiane są przed nami problemy i pytania, na
              które nie ma prostych i jednoznacznych odpowiedzi. Co powinno jasno wynikać z
              mojego poprzedniego wpisu.


              Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka