Dodaj do ulubionych

mąż się zakochał...

26.12.06, 13:39
Witajcie,
w Wigilię dowiedziałam się, że mój mąż się zakochał.
Tak twierdzi.
W osobie, z którą pracuję.
Ona w nim też. Pracują ze sobą rok, romasn trwa 2 tygodnie.
Byłby to zwykły romans biurowy, jakich pełno, ale on twierdzi, że to miłość
jego życia. Zastanawia się czy zostawić mnie i dzieci.
Ja chcę o niego walczyć. Ja, mimo niesmaku, jaki czuję, dalej go kocham.
Nie wiem jednak CO MOGĘ ZROBIĆ?
Do tej pory wszystko między nami układało się dobrze. Mamy dwoje dzieci, ja
często jestem zmęczona, pojawiają się codzienne spory i konflikty.
Ona jest młodsza, bez zobowiązań, niedawno rzucił ją facet z którym była kilka
lat.
Mąż prosił o czas. Do sylwestra. Poradźcie mi, co mam zrobic?
jak ratowac rodzine?
Obserwuj wątek
    • qw994 Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 13:42
      A w jakim celu prosi o czas do sylwestra?
      • niezorientowany1 Wystaw mu walizki za drzwi ! 26.12.06, 13:43
        qw994 napisał:

        > A w jakim celu prosi o czas do sylwestra?
        • kly Sylwester. 26.12.06, 13:45
          Chce sie pobawic i pozniej wrocic.
          Ta biurwa to przejsciowa.
    • kalina.tt Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 13:51
      Chyba zawalczyć sie o to nie da, zrobi co bedzie chciał, nie przykujesz go
      przecież do kaloryfera. Znam podobny przypadek z życia, zakochany na zabój mąż
      chcial odejść od żony dopóty, dopóki było to w planach, przyszło co do czego
      stchórzył i został. Nie jest łatwo porzucić dom, dzieci, wywrócić swoje życie do
      góry nogami i widać, ze Towjemu jest ciężko, to wahanie, do sylwestra. Moze
      wszytsko się ułoży? Jeśli nie, cóż, on Ciebie juz nie kocha, warto się męczyć w
      takim związku, jak długo wytrzymasz?
      Natomiast moje prywatne zdanie jest takie...pownnaś go teraz spakować i
      wypierniczyć z domu niech się zastanawia gdzie indziej czy chce zostać czy nie,
      to odkładanie decyzji do sylwestra jest nieludzkie, neich się nad nową wybranką
      znęca
      • kotella Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 14:01
        kalina.tt napisała:

        > Natomiast moje prywatne zdanie jest takie...pownnaś go teraz spakować i
        > wypierniczyć z domu niech się zastanawia gdzie indziej czy chce zostać czy nie,
        > to odkładanie decyzji do sylwestra jest nieludzkie, neich się nad nową wybranką
        > znęca

        Chcialam go wywalic w wigilie, powtrzymalam sie.
        Wyjechal dzis. Pracuje w innym miescie (po nowym roku mielismy byc tam juz
        razem!) Zastanawia się wiec gdzie indziej.
        Przyjedzie po nas w sobotę, jedeziemy z dziećmi na 3 dni na wycieczkę.

        Czas dp sylwestra: poprosil o niego bo mowi, ze jest rozdarty.
        Ze kocha mnie (tez). I bardzo kocha dzieci.

        Nie napisalam Wam ze ja te dziewczyne znam. Rozmiawialam z nia "po".
        Ona blagala mnie o wybaczenie, mowila, ze to bylo silniejsze od nich. Sama
        mowila, ze powinnam o niego walczyc, ze ma nadzieje, ze to co sie stalo, w jakis
        paradoksalny sposob wyjdzie nam na dobre....
        Ze go zostawi. I zostawila.

        On mowi, ze wg niego miedzy nami bylo ZLE. Ze on nie czul sie potrzebny,
        szczesliwy. Ze nasze relacje to byl bardzo dobry kontakt z dziecmi. Ale, ze
        nadal mnie kocha...
        Ale trzy tygodnie temu bylo jeszcze OK! Nie mowi nic o tym, co mowi teraz.

        Dlatego mam nadzieje, ze to jest po prostu OBSESYJNA FASCYNACJA tą osoba.
        Ze to minie.
        Ze warto przeczekac...
        Sprobowac...

        • kotella Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 14:03
          ....dodam jeszcze - nie wiem czy to wazne (nie mam doswiadczenia ;-), ze on nie
          chcial mi powiedziec.
          Sama sie domyslilam i z glupia frant zapytalam go czy cos sie stalo lub dzieje,
          a potem zaraz czy sie czasem nie zakochal....
          ....
          • kalina.tt Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 14:18
            Niestety tak bywa. Nie mozna tu nikogo obwiniać czasem rzczeywiście to wszytsko
            spada na ludzi jak grom. Chyba trzeba czekać, jeśli on Cie kocha, to masz
            ogromne szanse, ze zostanie, fascynacje mijają, czasem bardzo szybko, macie
            dzieci... trzymam kciuki moze wszytsko dobrze się skonczy o ile jest to tylko
            fascynacja bywa, ze spotykamy swoje połówki po czasie dużo za późno.
          • trusia29 Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 20:10
            kotella, jakbym własna historię sprzed lat czytala, kropka w kropke to samo...
            jestem po rozwodzie od 4 lat...
      • tygrysio_misio Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 18:36
        dokladnie...jak chce czasu to niech spierdziala i pomieszka z nia do sylwestra
        i zobaczy czy to tak pieknie bedzie...

        a jak nie wroci to huk mu w odbytnice..i tak bys sie tylko meczyla
      • angell8 Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 13:57

        "Natomiast moje prywatne zdanie jest takie...pownnaś go teraz spakować i
        wypierniczyć z domu niech się zastanawia gdzie indziej czy chce zostać czy nie"

        Tak, oczywiście, że tak, spakować i powiedzieć: zastanawiaj się za drzwiami!!!
    • frying.pan Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 14:21
      W zasadzie dopuszczam taką mozliwosc, ze zwiazek/malzenstwo moze sie rozpasc i
      nie trwać wieki. Jestem realistką. Ale dla mnie w zwiazku najważniejsza jest
      uczciwość. Jesli moj facet pokochalby inna i przestałby kochac mnie, to
      chcialabym o tym wiedziec, nawet jesli bolaloby nie do zniesienia. Wtedy
      istnialaby szansa, ze kiedys przestane miec do niego zal, ze nie bede czula sie
      oszukiwana jak niektore kobiety czy mezczyzni zdradzani przez lata w tajemnicy.
      Oczywiste jest dla mnie, ze chcesz ratowac zwiazek, ale nic nie zdzialasz jesli
      on nie bedzie chcial.
    • frying.pan Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 14:25
      Haha, wiec jednak nic by nie powiedzial, gdybys tego od niego nie wyciagnela...
      a juz myslalam, ze Twoj mąż taki uczciwy;)
      • joasol26 Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 15:21
        wiesz co ja tez mialam podobny problem. moj facet zostawl mnie w ciazy. gdy
        urodzilo sie malenstow zaczelismy ze soba byc. przyjezdzal do nas co dwa
        tygodnie bo od dluzszego czasu pracowal 200 km od mojej miejscowosci. myslalam
        ze wszystko sie dobrze uklada ale nie wiedzialm co sie dzieje u niego na co
        dzien. gdy zmieszkalismy ze soba w marcu dowiedzialm sie ze w jego zyciu nawet
        przez ten czas bylyrozne kobiety. do tej pory jest mi ciezko. czuje ze nie
        jestem mu obojetna ale on jakby szukal czegos wiecej. poza tym dziecko
        strasznie laczy. moj facet ma nature babiarza i podejrzewam ze byl zwiazany
        takze emocjonalnie z tymi kobietami. podejrzewam ze czas wszystko pokaze i badz
        silna. ja w niepewnosci zylam bardzo lugo i nadal nie jetem wszystkiego
        pewna.jesli chcesz napisz do mnie na asia.sol@poczta.onet.pl to wiecej Ci
        napisze albo doradze w tej sprawie. myslalm nawt zeb utworzyc taki klub bobiet
        ktore czuja sie prawie jak samotne matki choc sa w zwiazku. napisz mi kontakt
        do siebie.
        • kotella Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 17:04
          Ale my już mamy dzieci (malutkie). Piękne i bardzo mądre... I jeśli te dzieci
          nie są wystarczającym powodem, żeby nie pakować się w romanse... to ja nie wiem
          czy może być inny by z nami zostać.

          Nie wiem co mam myslec. czujęogromną pustkę.
          On był także (dla mnie) najlepszym przyjacielem a teraz nie ma nić, bo nawet nie
          chcę do niego zadzwonić...

          Mój szwagier, który widział go w święta, mówi, że miał nieprzytomne nieobecne
          oczy. Jakby był w jakimś AMOKU.

          Boję się, że podejmie pochopną decyzję....

          Czuję się taka samotna...

          joasol - możesz pisać do mnie na adres gazetowy...
          • zdzichu-nr1 Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 18:31
            Przepraszam z góry za złośliwość względem męża.

            Wydaje mi się z opisu, że to był stateczny małżonek i głowa rodziny, który był
            wobec Ciebie zawsze w porządku - wręcz pozycjonuję go nawet na tzw. 'ciepłe
            kluchy'. Natomiast obecnie przeżywa on "miłość od pierwszego włożenia", co jest
            efektem dopadnięcia dużo młodszej d.u.p.y i szoku zmysłów tym wywołanego. Sądząc
            po rozmowie z tą Panią ona sama jest mocno zdezorientowana mentalnym
            rozchwianiem Pani męża i raczej się go obawia niż pragnie z nim związać.

            Jak dla mnie to jest klasyczny syndrom psa który zerwał się z łańcucha, poczuł
            cieczkę i szaleje. Osobiście nie robiłbym nic i czekał. Na 99% przyjdzie za
            miesiąc z podkulonym ogonem.

            Proszę to potraktować jak ostry napad stanu maniakalnego. Jak wiadomo, o ile nie
            nastąpi zejście śmiertelne;-) stan ów po jakimś czasie sam ustępuje.
            • baba67 Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 14:14
              zdzichu, zgadzam sie z Toba w 100%-facetowi po prostu odp..lo.
              To sie zdarza, przeczekac i wybaczyc trzeba(przynajmniej sie starac).No pewnie,
              ze juz nic nie bedzie takie jak dawniej, ale to nie znaczy ze bedzie zle.
              Bardzo Ci wspolczuje, choc nie mam na szczescie podobnych doswiadczen, ale raz
              odp...lo mi. I dziekowalam Bogu, ze nie mialam u goscia zadnych szans, bo gdybym
              miala, toby sie to niedobrze skonczylo. A zaznaczam, ze meza wtedy (jak i
              teraz)kochalam, byl moim najlepszym przyjacielem, a zadnym kryzysie nie bylo
              mowy. Ruja, cieczka, attawizm, nie wiem jak to nazwac.To jest jak
              choroba-atakuje znienacka-ci, ktorzy tego nie doswiadczyli nie osadzajcie, tylko
              badzcie wdzieczni, ze Was nie dopadlo.
              Takze przebacz mezowi. On jest chory.
              • ania.downar Re: mąż się zakochał... 29.12.06, 10:14
                Podzielam powyzsze opinie Zdzicha i Baby.
                Staraj sie jedynie nie pograzac w nienawisci, bo pozniej trudno z tego wyjsc.

                A jego zaluj, za kilka m-cy sam sie bedzie dziwil swojemu s*stwu...
          • adriana_78 Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 11:28
            Ale my już mamy dzieci (malutkie). Piękne i bardzo mądre... I jeśli te dzieci
            > nie są wystarczającym powodem, żeby nie pakować się w romanse... to ja nie
            wiem
            > czy może być inny by z nami zostać.

            pozostac w zwiazku tylko z powodu dzieci byloby najwiekszym bledem.
            bo jesli naprawde on ja kocha, a zostanie "dla dzieci", to meczarnia
            gwarantowana... i problemy, pretensje, zarzuty odbija sie rowniez na
            dzieciach...

            wszystko potrzebuje czasu
    • cioccolato_bianco Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 18:43
      zostawic go i nie walczyc. to jest najskuteczniejszy sposob na to, zeby do
      ciebie wrocil, jesli to w ogole mozliwe. bedzie mial czas i spokoj na
      przemyslenie czy warto dla tamtej dziewczyny poswiecic rodzine
    • kotbehemot6 Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 19:24
      spoiwem rodziny jest miłość, jak jej brakuje to zaczyna sie bezsensowne trwanie razem dla dobra...dzieci, tradycji, moralności i co jescze chcesz. Jeżeli mąż sie zakochał naprawdę9 no cóz zdarza sie) to zadaj sobie pytanie czy będziesz mogła z nim żyć wiedząć ,ze kocha inna...a jezeli przezywa zauroczenie( no cóz też się zdarza) to jeżeli masz tyle sił w sobiey, to dajcie sobie czas, na rozwiązanie tej sprawy....moze uda się zapomnieć i żyć dalj razem.
    • kadfael Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 19:49
      A czy zaddałas sobie pytanie, dlaczego mąż się zakochał? Co w waszym związku
      było nie tak? Bo doskonale musisz sobie zdawać sprawę z tego, że 3 tygodnie
      temu nie było OK.
    • trusia29 Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 20:08
      mój pierwszy maz kiedyś oświadczyl mi to samo, bylismy małżeństwem jeszcze
      przez rok od tego momentu i ten rok byl koszmarem... w końcu zlozylam pozew o
      rzwód... gdybym wiedziała, jak bedzie wyglądało to "ratowanie małżeństwa"
      rozwiodłabym sie od razu...
      • ssaalleemm Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 21:54
        Zawsze zastanawiam się nad odpowiedziami typu: "wystaw mu walizki za drzwi",
        kiedy tak naprawdę nic nie wiadomo o tym, kto u kogo mieszka w rozumieniu czyje
        mieszkanie czy dom. Przecież takie "wystawienie" jest tylko możliwe w przypadku
        gdyby to w czym mieszkają było osobistym majątkiem żony (autorki wątku) - w
        każdym innym nie jest już to możliwe. Jak Wy to widzicie kiedy tak piszecie?
        Mnie to straszliwie zastanawia bo częstawo zdarzają się takie wypowiedzi.

        Co do problemu autorki - chyba bym dała spokój: w Waszym związku czegoś brak,
        bo inaczej do takiego stanu by nie doszło. Jeśli nawet mąż chwilowo powróci na
        łono rodziny - nie miałabym grama pewności, że przy najbliższej okazji...
        A przecież panie wolne, widziane raz na jakis czas czy nawet codziennie ale nie
        w tzw życiu codziennym zawsze będą na pewno fizycznie a i często innym
        walorami fascynowały mocniej aniżeli żona, która budzi się bez makijażu raczej,
        która czasem jest zmęczona, która czasem ma katar i cieknące łzy z oczu, która
        czasem nie ma nastroju itp. Tzw. kochanki tym właśnie górują absolutnie zawsze
        nad żonami a co tu dużo mówić - faceci to przede wszystkim wzrokowcy i jeśli
        mąż do tego ma w sobie jakieś inklinacje do wdawania się w tego typu układy...
        Sposobności i tzw okazji pełno wokół zawsze,
        nie opanujesz tego, nie zabronisz - ewentualnie możesz zaakceptować, o ile na
        to Cię oczywiście stać.
        Pozdrawiam
    • kozborn Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 22:03
      Myślę, że to fascynacja, jak piszesz, obsesyjna. Strasznie mi żal Ciebie i
      dzieci. Ale spójrz, prosi o czas, twierdzi, że kocha Ciebie i Wasze dzieci.
      Świadczy to o tym, że nie jest do końca pewien tej "miłości swojego życia".
      Boże, nie wiem, gdybym to usłyszał, chyba bym robił wszystko, żeby dużo
      rozmawiać z drugą stroną. To musiała być koszmarna Wigilia dla Ciebie.
      • kozborn Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 22:05
        Mam nadzieję, że to minie. Ja też miałem tak, że jak widziałem jedną dziewczynę,
        robiło mi się gorąco, grunt osuwał mi się spod nóg, ale ta fascynacja szybko
        minęła. Ale miłość życia spotkałem później. Jest równie boska :). To, co
        opisujesz u swego męża to według mnie namiętność i nic więcej.
    • omgx Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 22:15
      kochasz go, prawda?? nie chcesz się rozstawać jeśli tylko jest to możliwe?? choć
      to najgłupsze z możliwych rozwiązań, też tak zrobiłabym. Przytulam mocno,
      trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie sytuacji
    • pelisander Re: mąż się zakochał... 26.12.06, 23:42
      Zgadzam się z poprzednimi wypowiedziami i również twierdzę, że to chwilowa
      DURNA fascynacja. Faceci przez takie fascynacje przechodzą. Wiem, że masz
      malutkie dzieci ale za nic w świecie nie proś go ani nie błagaj żeby wrócił.
      Nie odzieraj się z godności, nawet jeśli go kochasz bo ty nic nie zrobiłaś a to
      on się z tego związku wymiksował. Jestem pewna, że on wróci. Za miesiąc, za
      dwa, z podkulonym ogonem bo okazę się że to była tylko chemia. I bardziej
      tęskni za dziećmi, że Ty znaczysz dla niego więcej. I teraz chodzi o to, żebyś
      przetrwałą ten okres jego głupiej fascynacji. żebyś pokazała i jemu i sobie, że
      się nie załamujesz, że potrafisz być bez niego, że jesteś silna. Trzymam kicuki
      i wierzę w Ciebie!
      • wierszynka ja też się zakochałam.... 27.12.06, 08:38
        Podziwiam ludzi ktorzy piszą -wystaw mu walizki...
        Ja jestem z moim jeszcze mężem od 10 lat,mamy dwójkę dzieci(cudownych dzieci)
        Rok temu mnie zdradził....wyprowadził się -właściwie to ja kazałam mu się
        wynosić...żal,ból,rozgoryczenie.Duma i ambicja nie pozwalały mi prosić o miość.
        Szalał,bawił sie w najlepsze mimo że jego wielki romans minął miesiąc po tym
        jak przestał z nami mieszkać.Nie chciałam by wrócił. W międzyczasie ja się
        zakochałam w naszym przyjacielu który podkochiwał się we mnie od lat. Trwaliśmy
        tak aż do dziś. Mąz błagał,stara się czały czas,widzę że kocha mnie obłednie.
        Nie słowami ale czynami o mnie walczy w sposób o którym nawet nie śniłam.
        Raniłam go strasznie a on z uporem maniaka czeka i prosi o mój powrót.
        Wiecie co te święta były przełomowe. Wspólna wigilia z mężem(trwała pół godziny)
        bo on nie był w stanie więcej znieść dała mi porządnego kopa.Uświoadomiłam
        sobie widząć szczęśliwe na chwilę dzieci że ja go dalej kocham . Nie miałam
        odwagi później zadzwonić. Ale dzisiaj to zrobie. Powiem mu żebyśmy spróbowali
        się odnaleźć. Nie wiem jak bedzie ale chce tewgo jak niczego innego.
        Chcę powiedzieć tym wszystkim którzy są w podobnych sytuacjach że czasem trzeba
        wiele przejśc żeby móc docenić siebie. U nas tez nie było kolorowo-
        zmęczenie,dzieci,szarośc dznia codzennego i dlatego na romans łatwo się złapać
        bo to ekscytuje,podnieca....ale tak naprawde przychodzi dzień kiedy marzy sie
        o tej dawnej stabilizacji i cieple...
        Twój mąż przejrzy na oczy,ale nie rób niczego na siłę...daj mu czas i nie
        chodzi mi o to żebyś głaskała go po głowie ale spróbuj przeczekać licze że wam
        sie uda. Trzymam kciuki...
        • maretina wierszynka, daj znac 27.12.06, 10:04
          czekam na szczesliwy koniec:)
        • dziewczyna.szefa Re: ja też się zakochałam.... 27.12.06, 10:32
          Wierszynko, ale masz sile! Gratu;uje i tez czekam na info jak Ci poszlo. Czy
          zadzwonilas i czy juz jestescie dszczesliwi:))
          Pozdrawiam
          • wierszynka Re: ja też się zakochałam.... 27.12.06, 11:03
            To nie siła,to chyba mądrośc która dojrzewa gdzieś w nas...Z tym szczęściem
            bedę pewnie musiała poczekać...nie wiem jak to sie ułoży..ale napewno dam
            znać.Pozdrawiam
    • dziewczyna.szefa Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 10:21
      To co napisze moze wydac Ci sie nieco absurdalne ale moim zdaniem jest to
      najrozsadniejsze rozwiazanie.
      Nie rob nic. A nic, oznacza NIC. Nie zatrzymuj go, nie pros o patrzenie przez
      pryzmat dobra dzieci i rodziny, nie szantazuj go.
      Jesli chce zakosztowac tego miodu, to pozwol mu odejsc.
      Natomiast poinformuj go w spokojnej rozmowie ( wiem jak ciezko jest sie na nia
      zdobyc), ze to jego decyzja, ze Ty czujesz inaczej, ze kochasz jego i wasza
      rodzine i nie chcesz tego, ale nie bedziesz sie sprzeciwiac.
      Zyskujesz rozstanie w spokoju i szacunku, to po pierwsze.
      Po drugie, mozliwe jest ze on oczekujacy innej reakcji zacznie sie powaznie
      wahac i stchorzy.
      Po trzecie i niejako w kontynuacji - cos co nie jest zakazane ptrzestaje byc
      tak atrakcyjne. Te romanse biurowe to zazwyczaj czysta chemia, zauroczenie,
      krotka i tresciwa fascynacja a po paru tygodniach zostaje z niej kac i poczucie
      winy.
      W wiekszosci wypadkow tacy mezowie wracaja z podkulonym ogonem bo uswiadamiaja
      sobie gdzie jest ich prawdziwe miejsce. Proza zycia dopada ich predzej czy
      pozniej - pojawaja sie sprawy sadowe o ustalenie alimentow, o kontakty z
      dziecmi, o rozwod. Czasem widmo takich przyjemnosci powoduje ze niewierny maz
      rezygnuje, a czasem samo uswiadomienie sobie co sie naprawde dzieje powoduje ze
      im sie przecieraja oczy. Nie jest milo oddawac wiekszosc swojej pensji na
      alimemnty dla dzieci - bo coz zostaje na puszenie sie przed kochanka. Samym
      penisem nie da sie jej nieustajaco zauraczac, bo kochanka tez ma swoje
      wymagania, a jesli zaczyna sie tworzyc nowy zwiazek i wspolne zycie to znow
      PROZA ZYCIA - kasa jest naprawde potrzebna.
      I to jest wlasnie moment ktory tez powinnas przeanalizowac ( choc moze nie w
      tej chwili). Bo jak on juz wroci z tych "wojazy" to Ty bedziesz rozdawac karty
      i to od Ciebie bedzie zalezalo dalsze wasze wspolne bycie. Bedziesz miala wtedy
      wiekszy dystans do niego i do was razem i masz szanse wiele zmienic.
      Nie boj sie podjac takiej decyzji, wiem ze teraz cierpisz i jestes w wielkim
      stresie, ale czas choc meczacy jest tu pomoca. Trzymam kciuki.
      • maretina Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 11:11
        to zalosne kalkulowac co sie oplaca mezowi finansowo i z tego czerpac radosc.
        malzenstwo to nie tylko sprawy finansowe. nie chcialabym aby maz zostal ze mna
        tylko dlatego, ze to mu sie oplaca. jestem zona, ale to nie znaczy, ze juz nie
        chce byc kochana.
        • dziewczyna.szefa Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 11:37
          Zgadzam sie z Toba. Ale czyz nie jest rownie zalosne nagle zauroczenie meza
          dupcia z pracy? A zona w takiej sytuacji powinna siewziac w garsc i twardo
          kalkulowac a nie lac romantyczne lzy i zamartwiac sie czy on kocha czy nie
          kocha i kogo. Malzenstwo jest nie tylko inwestycja uczuciowa, od tego sie
          zaczyna, ale powolujac na swiat dzieci i wspolny dom malzenstwo staje sie
          pewnego rodzaju przedsiewzieciem.
          A wlasnie proza zycia jest taka ze to przedsiewziecie wymaga odpowiedzialnosci
          i w zalozeniu jest do konca zycia. Jesli w jakims momencie ktoras ze stron sie
          wymiksowuje to takie sa pozniej konsekwencje jak napisalam.
          Nie twierdze ze maz z postu autorki jej nie kocha. Bedzie milo jesli sobie to
          uswiadomi szybciej niz uswiadomi mu cala sutiackje wspomniana juz proza zycia.
          A;e na litosc boska - troche odpowiedzialnosci - sa dzieci !
          Poza tym, w takiej sytuacji rozwazania czy on kocha czy nie kocha to autorka
          watku sama moze sobie snuc, a wydaje mi sie ze potrzebuje wsparcia i rady CO
          ROBIC. Stad moje podejscie.
          Sama jestem osoba bardzo uczuciowa i deikatna,wiem jak wazna jest milosc i
          szacunek we wspolnym byciu. Tylko czasem niezbedne tez jest wyjasnienie pewnych
          mechanzimow rzadzacych zyciem i tyle.
    • kotella Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 11:13
      Kochani,
      dziękuję Wam za wszystko.
      Podobno w takim momencie ważne by nie zamykać się na ludzi, nie czuć samotnym i
      opuszczonym, bo to dobija. Dzięki Wam czuję, że ja nie jestem sama.
      Dziękuję za ciepłe słowa i obietnice modlitwy na priv - wszystko to dla mnie
      BARDZO DUŻO. Odpiszę wszystkim, jak tylko będęmiała siłęi czas.

      Mój mąż to nie ciepłe kluchy. Bardzo ambitny zdecydowany facet, który zazwyczaj
      wie dokładnie, czego chce.
      Ktoś napisał, że w naszym związku było coś nie tak już wcześniej.
      Zastanawiałam się nad tym wczoraj w nocy i uczciwie muszę przyznać, że tak.
      Po pierwsze fakt, że on mieszkał w innym mieście (praca), my mieliśmy się do
      niego przeprowadzić lada dzień (nuda, samotność...), po drugie ja bardzo
      skupiłam się na dzieciach - chciałam być IDEALNĄ matką, więc nie dawałam mu się
      za bardzo wykazać przy dzieciach.
      Może poczuł się niechciany, odsunięty i samotny? Może pomyślał, że go nie
      potrzebuję?
      Zarzucił mi, że nasze ostatnie rozmowy były tylko o dzieciach i kasie. To fakt,
      że były beznadziejne, ale z mojej strony to było WYRZECZENIE, że zrezygnowaliśmy
      z długonocnych rozmów przez telefon, bo chciałam, żeby odpoczywał, kiedy tylko
      to możliwe...
      On rozkręca swoją firmę, ma bardzo dużo roboty. Pracuje po 14 godzin na dobę.
      Ona jest pod ręka, bo pracuje z nim (u niego ;-).
      Może to samotność stres, praca, nuda, cheć oderwania się, może przez to wszystko
      ta nowa "miłość"???

      Czy działa chemia. Moim zdaniem BARDZO SILNIE. Widziałam jego oczy. Ma oczy jak
      po narkotykach. Widziałam jego sms-y do niej - jest po prostu zafascynowany.
      Ale czy w takim razie czas do sylwestra, o który poprosił jest wystarczający?
      CZy te parę dni starczy by sięz tego otrząsnąć?

      Powiedziałam mu, że moim zdaniem działa pod wpływem bardzo silnych emocji.
      Przyznał mi rację. Powiedział, że wie o tym i dlatego przyjechał do mnie i
      dzieci na święta, żeby się od tamtego oderwać i przemyśleć wszystko...
      Ale ja jestem TU ona TAM z NIM. Jakie ja mam szanse, gdy ona jest blisko?

      Postaram się - zgodnie z tym, co mówicie nic nie robić. Czekać...

      Moja córeczka zapytała mnie dziś czy mama płacza bo ma "ała".
      Tak, mama ma ała. Pękło jej serduszko :-(

      Ściskam Was mocno
      • ade1 Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 13:30
        bardzo Ci wspolczuje, najgorsze w takich momentach jest to co sie wyrzadza
        dzieciom. Życzę Ci zeby mąz do Was wrocil a Tobie zebys umiala mu wybaczyc i
        pozwolic sobie aby to co sie wydarzylo nie zniszczylo waszej przyszlosci.
        Faktycznie teraz nie rob nic nie naciskaj nie balgaj. Trzeba miec nadzieje ze
        ochlonie i przede wszystkim zrozumie.
      • martynalub Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 14:15
        Witam,
        to naprawdę trudna sytuacja...
        ale ja kazałabym zwolnić tą dziewczynę z pracy,
        przeprowadziłabym sie do jego miejscowości z dzieciaczkami
        i czekała na obrót sprawy...
        byłaś za daleko kiedy on potrzebował czułości...
        trzymam kciuki za małżeństwo!
      • suprice1 Re: mąż się zakochał... 29.12.06, 13:29
        kotello kochana, domyslam sie jak sie czujesz.Zycze Ci duzo cierpliwosci i
        spokoju, i-wnioskujac po Twoich postach- jestes osoba b. zrownowazona.tak
        trzymaj, ale walcz!ona jest tam z nim, wiec faktycznie szanse sa mniejsze, ale
        ja sadze ze wroci jak sie wyszaleje.tylko czy Ty mu wtedy zaufasz ponownie?wiem
        ze Ci bardzo ciezko...a jak przeczytalam o tym ała i peknietym serduszku to nic
        jak tylko mocno Cie przytulic.trzymaj sie kochana!jestes silna, madra kobieta,
        napewno sie ulozy!
      • plutoniczna Re: mąż się zakochał... 06.01.07, 16:09
        kotella napisała:

        > Ale ja jestem TU ona TAM z NIM. Jakie ja mam szanse, gdy ona jest blisko?
        >
        odwrotnie! jakie ona ma szanse kiedy ty (i dzieci) będziesz przy nim blisko?.
        mysłe ze małe.
    • kryzolia Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 13:30
      Oczywiście, że walcz. Jeśli to tylko możliwe. Zrób co tylko możesz....
      • angell8 Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 14:30
        To co napisałaś, to naprawdę nieprawdopodobna historia....Mam nadzieję, że
        decyzja jaką podejmiesz, bez względu na to jak ona bedzie, wyjdzie Tobie i
        dzieciom na dobre. Życzę Ci tego z całego serca.
    • deodyma Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 15:30
      piszesz, ze romans trwa dopiero dwa tygodnie. to bardzo krotko i skonczy sie
      szybciej, niz zaczal. nie znaczy to jednak wcale, ze masz czekac az malzonek sie
      opamieta. powinnas spakowac jego manatki i wystawic poki czas za drzwi. niech
      sobie idzie do swojej kochanki.
    • hopeless4 Re: mąż się zakochał... 27.12.06, 15:36
      odbilo mu, ktory facet po 2 tyg romasie zostawia rodzine, wytlumacz mu na
      spokojnie co moze stracic dla przygodnej znajomosci ktora po tygodniu moze sie
      oakzac nie istotna a Waszego zwiazku byc moze nie da sie juz polatac. poza tym
      powiedz mu ze ciekawe czegmu te kobiete rzucil facet, zapewne mu tal
      powiedziala by wziac go na litosc::) wiec powiedz mu ze skoro ja rzuciul to
      jednak cos z nia nie tak.
      potem mu powiedz ze ma dzieci, i jesli podejmie ta decyzje to prosze bardzo ale
      niech to przemysli i da temu wszytskiemu czas, bo niewartpo zaprzepaszczac tyl
      u lat spedzonych razem.
      a co do Ciebei nalezy cos nie powinien z nia dluzje parcowac by nie kusic
      losu...
      • toja9912 Re: mąż się zakochał... 28.12.06, 22:19
        doskonale Cie rozumiem. Spotkała mnie bardzo podobna sytuacja po 7 latach
        wspólnego życia. Fascynacja, zauroczenie, miłość (?) mojego męża do innej
        kobiety była dla mnie ciosem prosto w serce. Dowiedziłam się o tym nie od niego
        i do dziś nie jestem pewna, czy nie lepiej byłoby, gdybym się jednak nie
        dowiedziała...
        Nagle przestało być ważne nasze wspólne zycie, nasze dziecko, nasze plany i
        marzenia. Czasem mam wrażenie, że mój facet stracił kontakt z rzeczywistością,
        że zaczął zyc w jakimś zupełnie innym świecie. Też prosił o czas do namysłu, ale
        jednocześnie, w tym właśnie czasie, w mojej obecności odbierał telefony od niej,
        zapewniał ją o swej wielkiej miłości i tęsknocie, raniąc mnie tym
        niemiłosiernie. To upokorzenie było ponad moje siły - zażądałam, żeby się
        wyprowadził i tak się stało. Od miesiąca nie mieszkamy razem i choć bardzo
        cierpię, to jednak jestem choć trochę spokojniejsza - bo nie widzę na co dzień
        jego wielkiej fascynacji, choć oczywiście o niej wiem. Myślę, być może naiwnie,
        że kiedyś zrozumie krzywdę, jaką wyrządził przedw wszystkim dziecku (dziś do do
        niego zupełnie nie dociera), ale nie sądzę, bym mogła go kochać tak jak
        dawniej. Był miłością mego życia - no właśnie: BYŁ. Piszę to wszystko 3 miesiące
        po zdradzie.
    • siwa-sowa Re: mąż się zakochał... 28.12.06, 22:43
      To sie nazywa "plemnikowe zapalenie mózgu".
      Mój mąż też to przechodził, przeczekałam resztką sił, myśląc o dziecku. W końcu
      minęło i tak poszło mu w pięty, że teraz chucha, dmucha na mnie i na rodzinę,
      jak tylko może.Trwa to juz osiem lat, więc odbudował moje zaufanie. Zawsze będę
      jednak pamiętała, że może być różnie, że trzeba dobrze patrzeć, dużo czuć i
      starać się.
      Nie wystawiaj mu walizek, nie podpowiadaj wyboru. To zawsze można zrobić,
      odkręcić trudniej.
      Masz podstawy, by mieć nadzieję, że będzie dobrze.
    • jonka74 Re: mąż się zakochał... 29.12.06, 11:53
      2,5 roku temu przeżyłsm podobną historie. Maz wyjechal do pracy do innego miasta. nie
      mielismy dzieci. Tam poznal kobiete - mezatkę. Wiedzialam, ze cos się dziejej. nie przyjezdzał
      do domu, a jak juz w nim byl bez przerwy sms-owal. trwalo to miesiac, moze dwa. W koncu,
      kiedy przyparlam go do muru, powiedzial, ze poznal kogos i nie wie co z tym zrobic. Powiedzial,
      ze z nia skonczy. Uwierzylam. Po miesiacu niewiele sie zmienilo - kiedy byl przy mnie byl jakby
      nieobecny, nie interesowalo go wlasciwie nic. Ja w tym czasie bylam klebkiem nerwów. W
      koncu nie wytrzymalam, kazalam mu się wyprowadzic. Spokojnie bez awantur. Zrobil to, ale kilka
      dni pozniej zaczal prosic o spotkanie. Kiedy spotkaliśmy sie powiedzial mi cala prawde - xe to
      bylo zauroczenie, ze jednak mnie kocha, ze chce do mnie wrocic. Po wahaniach i po kilku
      dniach "namyslen" zgodzilam sie. Czy zaluje? Chyba nie. Pisze chyba, bo caly czas jestem
      czujna, nie mam juz 100-procentowego zaufania. Mamy 1,5 roczną coreczke. Jest dobrze, ale
      czy zawsze tak bedzie??


    • twojahanus Re: mąż się zakochał... 29.12.06, 14:08
      Moim zdaniem mąż trochę tego kroku nie przemyślał. Po 2 tygodniach... Musiała
      mu zajebiście zrobić chyba w łóżku... przepraszam jeśli Ci uraziłam, ale
      panowie myślą dolną częścią :-))
      Jeśli go kochasz, to przemyśl sobie to wszytsko też, daj mu czas i sobie. Nie
      ma co postępować pochopnie.
      A poza tym takie wyznania w Wygilię- chyba go pogięło
      • gocha1002 Taka odrobinę inna opinia 29.12.06, 16:02
        Kotello, wszyscy podkreślają tu, że twój mąż nie wie, co robi, jest "zakręcony"
        itp. Ja uważam, że powinnaś wiedzieć jeszcze jedno: "zakręcona" jesteś również
        i ty. Jesteś w takim stanie (co jest oczyw. zupełnie zrozumiałe), że miotasz
        się i tak naprawdę jeszcze do ciebie nie dotarł bezmiar tego upokorzenia, które
        stało się twoim udziałem za sprawą męża. Choćby ci sto osób tłumaczyło, nie
        zrozumiesz, że największym twoim błędem jest teraz pokorne czekanie na jego
        decyzję tzw. "powrotu do rodziny". Dlaczego to błąd? Forumowiczka "Dziewczyna
        Szefa" świetnie wyjaśniła, dlaczego osiągniesz tym cel odwrotny od
        zamierzonego. Ja dodam jeszcze coś od siebie. Jeśli twój mąż "wróci" teraz,
        będziesz przeżywać piekło. Będziesz całymi dniami myśleć, gdzie on jest i co
        robi (a tamta przecież z nim pracuje - wg mnie to koszmar), nie uwolnisz sie od
        podejrzeń, a gdy on będzie w domu, będziesz męczyć się, mając świadomość (może
        uzasadnioną), że on tęskni, źle się z wami czuje itp. To piekło może trwać
        całymi miesiącami. A co to w ogóle będzie oznaczało, że wrócił: przecież tamtą
        ma cały czas pod ręką!
        Jeśli się wszystko ułoży (patrz: on się w końcu znudzi) i będziecie razem, to
        po czasie możesz czuć do siebie wstręt, a z tym żyje sie bardzo ciężko.
        Moja propozycja jest taka: pokazać mu drzwi i (umożliwiając mu oczywiście
        kontakt z dzieckiem) starać się nie oglądać go co najmniej przez parę tygodni.
        I najważniejsze: NIE DAĆ SIĘ PRZEPROSIĆ WCZEŚNIEJ NIZ PO PARU MIESIACACH!!!
        Sorry, ale te dwa czy trzy miesiące to jest według mnie mimimum, które byłoby
        mu potrzebne do całkowitego (!) otrząśnięcia się. Powiedz jasno (w tego
        Sylwestra), że podjał decyzję nieodwracalną i daj mu tę nieodwracalność
        odczuć!!! Inaczej nigdy tej twojej decyzji ani też ciebie nie uszanuje.
        Wskazuję ci drogę według mnie najlepszą, choć czuję, że nie będziesz miała sił
        z tej rady skorzystać.
        Mam nadzieję, że nic ci w mojej wypowiedzi nie sprawiło przykrości. Jeśli
        chcesz, napisz do mnie na maila (gocha1002@gazeta.pl).
        Pozdrawiam


        • kotella Re: Taka odrobinę inna opinia 29.12.06, 20:11
          Tak, ja teżjestem zakecona.
          Kręcąsięwe mnie dziwne sprzeczne myśli i uczucia.
          Dziśnp. myślę, że lepiej, gdyby on odszedł...
          Gocha1002, nie jestem pewna czy nie skorzystam z Twojej rady...

          Tak czy siak, jutro się z nim widzę.
          Proszę, trzymajcie kciuki i - jeśli możecie - módlcie się o siłę dla mnie.
          Kotella
          • kotella ciąg dalszy... 03.01.07, 10:43
            W Sylwestra powiedział, że odchodzi.
            - Chyba, że będziesz w stanie żyć z tym, że związałem się z kimś innym -
            powiedział. - Niektórzy ludzie tak żyją...
            Nie, tego nie chcę. Tak bym nie umiała.

            Co ciekawe, chce nas ściągnąć do miasta, w którym mieszka, pomóc mi "stanąć na
            nogi", znaleźć mieszkanie, pracę, dać samochód. Być jak najczęściej z dziećmi...
            Skłaniam się ku tej propozycji, już nawet nie dlatego, że liczę, że go odzyskam,
            raczej po to by dzieci miały "bardziej" ojca...
            Oj, trudne to wszystko... Trudne....


            • maretina Re: ciąg dalszy... 03.01.07, 10:57
              nie jechalabym za nim. pomysl czy nie bedzie to bolesne? chce byc ojcem dla
              dzieci? nikt mu nie broni, ale dlaczego masz latac za nim i jego flama?
              bedziesz umiala bez odchodzenia od zmyslow i rykow patrzec na jego nowe z ycie
              z nowa panna? nie wierze.
              chce byc ojcem? niech jezdzi do dzieci, dlaczego Ty masz swoje zycie wywraca do
              gory nogami po to, zeby on mial wiecej czasu na bzykanie tamtego kur.wiszona?
            • is_he Re: ciąg dalszy... 03.01.07, 13:55
              zgódź się. dla siebie i dla dzieci. nie ma sensu unosić się dumą. choćby
              dlatego, że zakładam, że skoro ci to proponuje to nie masz zbyt dobrej sytuacji
              finansowej etc.
              jednak za jakiś czas, kiedy już staniesz na nogi, postaraj się jak najbardziej
              od niego odciąć.
              i kiedyś, kiedy będziesz czuła się silna- pogadaj z tą, która ci go odebrała.
              tak po prostu, żeby zobaczyć co siedzi w tej pustej głowie... ;)
            • lusia653 Re: ciąg dalszy... 03.01.07, 16:29
              Kotella postaraj się sama stanąć na nogi. Twój mąż Was zostawił i jakby tego
              było mało teraz kombinuje jak sobie ułatwić życie i oczyścić sumienie. Przecież
              Ty w tamtym mieście bedziesz jeszcze bardziej samotna. Tu napewno masz
              przyjaciół, kogoś kto Ci pomoże... i wiesz że jak pójdziesz np. na zakupy nie
              spotkasz jego nowej dziewuchy! Walcz o siebie...
            • gocha1002 Re: ciąg dalszy... 03.01.07, 19:05
              W jego chęci ściągnięcia was do jego miasta czuć na kilometr egoizm. Będzie mu
              wygodnie, bo do dzieci bliżej, a dwie kobiety, którym na nim zależy, będą cały
              czas pod ręką. Pomoc finansowa, jak mi się wydaje, jest w dobie bankowości
              elektronicznej możliwa też na odległość. Ja rozumiem, dzieci... Ale musisz
              wciaż powtaezać sobie jedno: to nie ty zniszczyłaś waszą relację, tylko on, on
              więc niech ponosi wszelkie konsekwencje (włącznie z dojazdami do dzieci).
              Zobacz, jak wszystko odwracasz, myśląc "Jak nie ustąpię, to skrzywdzę dzieci".
              Czy we wszystkim musisz tak ustępować?
              A w ogóle to świetne chwile wybrał sobie na takie wynurzenia: wigilia, noc
              sylwestrowa... Ręce opadają.
              Nie znam twojej sytuacji, ale dam ci uniwersalną radę: myśl teraz głównie o
              tym, jak od strony finansowej zabezpieczyć siebie i dzieci. Nie wykluczaj
              sprawy o alimenty. I najważniejsze: nie rób sobie wyrzutów, odmawiając mu
              czegokolwiek, bo to, co dziś postrzegasz jako "dobro dzieci", może się wkrótce
              objawić jako przeciwieństwo.
    • planetka0 Re: mąż się zakochał... 03.01.07, 11:13
      Ja też mialam kilka lat temu taka sytuacje. To ja wygralam. Zostawil kochanke.
      Ale po tych kilku latach zaluje ze wtedy sie nie rozstalismy. Zadra w sercu
      zawsze pozostanie. Nigdy nie bedzie tak jak kiedys. I jezeli to Cie pocieszy
      powiem Ci, ze teraz czasami chcialabym zeby sobie kogos znalazl. Wtedy sprawa
      bylaby prosta a ja wiedzialabym juz co zrobic.
      • no1teresa pomoz losowi i 03.01.07, 12:21
        tez otworz sie na nowa milosc://
        • jonka74 Re: pomoz losowi i 03.01.07, 13:00
          Chyba dobrze się stało, tak jak sie stało. Może to jest właśnie Twoja szansa.
          Jesteś młoda, na pewno ułożysz sobie życie. Z pewnością będzie Cię to bardzo
          balało jeszcze długo, ale przejdzie. Skuop sie teraz na sobie i dzieciach.
          Znajdź sobie jakieś ciekawe zajęcie, hobby, to pozwoli Ci zapmnieć. Wygrałaś,
          może jeszcz etego nawet nie wiesz. Trzymam za Ciebie kciuki i nie przeprowadzaj
          się broń boże, do niego. Wtedy dopiero pekałoby ci serce. Po co masz ułatwiać
          sk... życie. Niech jeździ z miasta do miasta, jemu i tej jego cizi sie to znudzi
          i życie nie będzie takie sielankowe. A kiedy przyjedzie do dzieci i zobaczy
          młodą, atrakcyjną, spokojną i pewną sibie kobietę będzie sobie pluł w brodę, że
          ją zostawił.
          • maretina Re: pomoz losowi i 03.01.07, 13:06
            mozesz tez powiedziec mezowi, ze jestes zalamana, potrzebujesz czasu dla
            siebie, w zwiazku z tym niech przez kilka miesiecy opiekuje sie zdziecmi. niech
            z nim zamieszkaja. tej lafiryndzie odechce sie pana z obowiazkami.
            • agi_go Re: pomoz losowi i 03.01.07, 13:14
              Odczekaj jeszcze troche -pierwsze oczarowanie zwykle mija. Może otworzą mu się
              oczy.
        • kotella Re: pomoz losowi i 05.01.07, 12:07
          nowa miłosc....
          ale ja ma dwoje małych dzieci!
          Jaką mam szansę na miłość? chyba, że przelotną!!!
          Kotella
          • djo4 Re: pomoz losowi i 05.01.07, 12:10
            dzieci to moze byc atut.
          • maretina Re: pomoz losowi i 05.01.07, 12:52
            kotella napisała:

            > nowa miłosc....
            > ale ja ma dwoje małych dzieci!
            > Jaką mam szansę na miłość? chyba, że przelotną!!!
            > Kotella
            teraz tak myslisz, ale z czasem zobaczysz, ze masz. Twoj maz tez ma dwoje
            malych dzieci a laske zlapal.
            • kotella Re: pomoz losowi i 05.01.07, 13:44
              maretina napisała:

              > teraz tak myslisz, ale z czasem zobaczysz, ze masz. Twoj maz tez ma dwoje
              > malych dzieci a laske zlapal.

              Mój mąż zarabia kupę kasy.
              Nawet jak zapłaci alimenty to zostaje mu tyle, że łatwo mu babkę na kasę złapać.
              No i - niestety - jest przystojny i bystry. A poza tym, pomijając co teraz
              nawyprawiał, to naprawdę fajny facet, więc się nie dziwię, że złapał.
              Dziwię, że taką kiepską. I że jednak. Bo myślałam, że jest fajniejszy niż jest.
              Ale cóż. Shit happens.

              A ja... Nie mam pracy. Trzy lata siedzę w domu...
              Ładna może i jestem (jeszcze), ale dwoje dzieci w pieluchach to niezłe wyzwanie.
              Chyba jakiś totalny nieudacznik życiowy, by się na to złapał ;-)
              Ooo, może na alimenty kogoś złapię...? ;-)

              Nie ma to jak sarkazm na poprawę dnia...
              Pozdrawiam,
              Kotella
              • lewania Re: pomoz losowi i 05.01.07, 14:06
                Okropnie zasmucil mnie Twoj post. Plakalam po jego przeczytaniu, bo wyobrazilam
                sobie jak ja bym sie czula... strasznie!

                Moje przemyslenia:

                - Jesli rozmawialas z ta dziewczyna po tym jak sie dowiedzialas trzeba bylo jej
                powiedziec, zeby sobie znalazla kogos kto zonaty nie jest, i ze nie masz zamaru
                tak latwo meza puscic. I nie dawac mezowi czssu do namyslu bo tu nie ma nad
                czym myslec. Ma ja zostawic i tyle!

                - co do tego stwierdzeniza, ze to jest milosc jego zycia - Bozesz jaka
                bzdura!!! milosc jego zycia, bo nie mieszkaja razem, nie maja dzieci,
                problemow, nie dopadla ich codziennosc. Twoj maz ma po prostu tradycyjny romans
                spowodowany zauroczeniem, ktore pewnie wyniklo z kryzysu wieku sredniego, albo
                po prostu szukal ucieczki po prostu od zycia. Ta "milosc" jesli dodamy do niej
                dzieciaczki, dluzszy staz i cala mase problemow z jakimi boryka sie malzestwo,
                nie bedzie niczym innym jak zwiazkiem, z tkorego wlasnie teraz uciekl.

                - bardzo Ci wspolczuje i boli mnie glupota niewatpliwa Twojego meza, ktory
                zamiast kupic sobie na poprawe humoru BMW zaczal romans, ktory jeszcze smie
                nazywac miloscia zycia. Trzymam za Ciebie kciuki.

                Jesli uwazasz, ze moesz mu to wybaczyc to o niego walcz jak lwica, ale jezeli
                juz teraz czujesz, ze bedzie Cie serce przez to do konca zycia bolalo to zostaw
                to.

                Moj maz wczoraj za Twojego opieprz w domu dostal i z gory go poinformowalam co
                go czeka jak mi oznajmi to co Twoj Tobie. ;)
                • kotek-puszek Re: pomoz losowi i 05.01.07, 14:20
                  Lewania, mojemu też się dostało. Bo to jawne s-stwo. Gdyby dziewczyna była
                  bardziej pewna siebie, to by mu jeszcze walizki przez okno wyrzuciła i
                  pomachała przez okno.

                  A na poważnie. Też uważam, że faceci łapią się na te nowe miłości, zupełnie nie
                  myśląc o tym że kiedys dojdzie do tego samego punktu co z żoną (a może nawet
                  nie dojdzie, bo go wcześniej rzuci). Takim to tylko życzyć powodzenia albo
                  zgodzic się na powrót i zrobić z wiedzą o nim potem porządek, bo na razie
                  szkoda dzieci. Po czasie odejść z przywoitym facetem na zawsze. Tak
                  powiedziałam swojemu: ja nie mówię ci nic zgadzam się, a potem daję ci takiego
                  kopa o jakim nie marzyłeś.
                  • naamah22 Re: pomoz losowi i 05.01.07, 18:05
                    czytam te wszystkie posty i strach mnie ogarnia.mam dopiero 20 lat i jak czytam
                    przez co i w jaki sposob rozpadaja sie zwiazki to wszystkiego mi sie
                    odechciewa.i jak tu zaufac facetowi?? bardzo, bardzo mi Ciebie zal Autorko i
                    trzymam kciuki zeby mimo wszystko jakos to wszystko sie ulozylo
    • anulex Re: mąż się zakochał... 05.01.07, 18:21
      Bardzo trudno radzić Ci w takiej sytuacji. Długo nad tym myślałam. Wahałam się.
      Myślałam, że może lepiej byłoby, gdybyś się przeprowadziła ze względu na
      kontakt ojca z dziećmi, ale w końcu doszłam do wniosku, że to raczej nie jest
      właściwa droga. Czy będziesz w stanie być szczęśliwa po przeprowadzce do
      innego, obcego miasta, w którym Twój były mąż puszcza sie z koleżanką w pracy?
      Czy będziesz potrafiła zbudować tam swoje życie od nowa? Jeśli nie, zostań
      gdzie, jesteś - tu pewnie będzie Ci znacznie łatwiej. Dla dzieci jedną z
      najważniejszych rzeczy na świecie jest posiadanie szczęśliwej mamy. Jeśli
      wpadniesz w depresję, przestaniesz sobie radzić sama ze sobą, nie odnajdziesz
      nowej drogi życiowej, zaszkodzi to nie tylko Tobie, ale również Twoim
      dzieciaczkom. Brak przeprowadzki przecież nie musi oznaczać ograniczenia
      kontaktu z ojcem - skoro zachciało mu się romansów, niech przeprowadzi się do
      Twojego miasta lub przyjeżdza do Was regularnie.
      • mini_kks Re: mąż się zakochał... 05.01.07, 19:56
        Nic nowego nie napiszę, ale może... Może skorzystaj z jego pieniędzy, ale nie
        przeprowadzaj się do jego miasta, bo tylko krzywdę sobie zrobisz. Prędzej czy
        później ich razem spotkasz (o ile wcześniej się nie rozstaną). Niech pomoże Ci
        w Twoim mieście stanąć na nogi. Tu masz rodzinę, przyjaciół... Nie ma co
        ułatwiać skurczybykowi życia :)
        • kotella Re: mąż się zakochał... 05.01.07, 20:58
          mini_kks napisała:

          > Nic nowego nie napiszę, ale może... Może skorzystaj z jego pieniędzy, ale nie
          > przeprowadzaj się do jego miasta, bo tylko krzywdę sobie zrobisz. Prędzej czy
          > później ich razem spotkasz (o ile wcześniej się nie rozstaną). Niech pomoże Ci
          > w Twoim mieście stanąć na nogi. Tu masz rodzinę, przyjaciół... Nie ma co
          > ułatwiać skurczybykowi życia :)

          Mam rodzinę, która ma mnie serdecznie dość, bo wiszę jej na głowie.
          Przyjaciół nie mam, bo pozrywałam większość kontaktów, jak urodziły się bąble.
          A ja myślę tak - nieco ironicznie - a niech mi: spróbuję się przeprowadzić.
          Niech przychodzi do dzieci nawet_codziennie, niech robi zakupy, usypia, kąpie.
          Niech zabiera ich do kina, na basen, do teatru. Niech ta, co po niego łapę
          wyciągnęła, przekona się, że dzieci to nie tylko zdjęcie na biurku i wyjazd raz
          w tygodniu na weekend (bo pewnie jezdziłaby z nim).
          A jak mi będzie źle, jak on nie dotrzyma obietnic, zawsze mogę wrócić tam skąd
          mnie wywiało, a przy okazji wyjazdu zrobić wokól niego niezły młyn i powiedzieć
          mu w oczy, że nie dotrzymał słowa...
          Eee, te parę miesięcy to ja się przemęczę ;-) ...chyba....
          • cosmopszczolka Re: mąż się zakochał... 06.01.07, 13:28
            A co z rozwodem?. Powiedział Ci ze wystąpi o rozwod ?. Bo jesli juz tak jest
            zdecydowany to nie sadze aby tak opiekowałal sie dziecmi i przycodził do Was
            jak sie przeprowadzisz. Bedzie przycodził wtedy kiedy to jemu bedzie
            pasowało.Mysle ze jednak nie powinnas sie przeprowadzac, nie ułatwiac mu, niec
            sie troce potrudzi jak zalezy mu na dzieciac.Cyba ze jest to wieksze miasto i
            bedziecie Ty i dzieci mieli lepsze perspektywy na zycie, wiecej mozliwosci
            kontaktu, wyjascia itd.
          • baba67 Re: mąż się zakochał... 06.01.07, 15:31
            na pewno dobrze kombinujesz-gdyby byl czesciej z dziecmi, bylby z nimi bardziej
            zwiazany emocjonalnie . Moze wdzieki jakiejs doopy zrobilyby na nim wrazenie, to
            jednak obowiazek wzialby gore.
            A tak czul sie jak kawaler.
            Doopa moze sie zniechecic perspektywa faceta na spole z jego rodzina.
            No i po pewnym czasie chemia sie konczy i pewne rzeczy zaczyna sie widziec.
            • walnientaenta Re: mąż się zakochał... 06.01.07, 16:01
              nie czytałam całości tylko pierwsze wypowedzi, ale:
              chyba sa dwa typy ( napewno wiecej) facetów mających rodzinę a zdradza : jeden
              to taki co robi to notorycznie i ma w du.e rodzinę - takiego kopie się w tyłek,
              i drugi co jest w chwilowym amoku - mozna wybaczyc ( osobiście nie wiem czy bym
              potrafiła)
              Z życia : byłam kiedys w takiej sytuacji " lali", facet 15 lat starszy, rodzina
              troje dzieci - wspólne nasze zainteresowania, praca, fascynacja itp. Kilka
              spotakań bez sexu. W chwili gdy miało do niego dojść dotarło do mnie, że On
              zachowuje sie jak ,jak ktos to napisał "pies zerwany ze smyczy", obłęd w oczach
              itp. Ja tez miałam odlot w głowie ale ceniłam go za różne cechy min.
              odpowiedzalność. Zniszczyłabym jego małżeństwo, a i tak nie chciałabym być z
              nim. Zniknęłam ( choć bolało), widzielismy sie parę lat póżniej ( pogadaliśmy
              sobie i jest mi wdzięczny za tamta decyzję, bo tak naprawdę jest kochającym
              mężem i ojcem któremu chwilowo odwaliło)
              Do autorki : ja tez tak jak ta dziewczyna wpadłabym w panike gdyby dla mnie
              chciał zrezygnowac z rodziny ( zbyt duża odpowiedzialność), a czy jestes w
              stanie wybaczyc mężowi ? to ty wiesz.
              • walnientaenta Re: mąż się zakochał... 06.01.07, 16:10
                jeszcze chwilka
                nie zabardzo jednak wierzę w wybaczenie w chwili zdrady fizycznej czy
                emocjonalnej - zdrada = zdrada
                kiedys znajomy tez w swieta opuscił żonę z walizką i poszedł do sekretarki, ta
                go wyśmiała i trzasnęła drzwiami, "pokopany" mąż wrócił do domu, żona straciła
                szacunek do niego on do siebie ( choc tam nie doszło do sexu - wg niektórych
                nie było więc zdrady) znalazła faceta, wyprowadziła sie z małym dzieckiem.
                Jak ich poznałam byli fantastycznym małżeństwem, i co ...... to co pęknie
                ciężko jest posklejać.
                • baba67 Re: mąż się zakochał... 06.01.07, 16:15
                  A ja na szczescie znam przyklad gdzie zona wybaczyla-przypadek gdzie facetowi
                  odwalilo bo w ogole mezem i ojcem byl i jest dobrym.I w ogole porzadnym czlowiekiem.
                  Mowila, ze nie jest tak jak przedtem, ale nie jest tez zle, na pewno lepiej niz
                  gdyby rodzina sie rozpadla.Nigdy sie nie powtorzylo, wyrzuty sumienia mial dlugo
                  i jak go znam, byly szczere.
                  • walnientaenta Re: mąż się zakochał... 06.01.07, 16:27
                    no właśnie bo to zależy od faceta i kobity........i tej drugiej/iego, nic nie
                    jest biale i czarne, porównywalne do innych związków.
                    W moim przypadku żona szczerze mnie nie lubiała i mogła wymyslac najróżniejsze
                    rzeczy na mój temat, a jednak wybaczyła i są razem - no fakt ze On nigdy nie
                    odszedł, bo też pomyślał dwa razy ( nie wisiał na moim telefonie jak kundelek).
                    Przypadek znajomych - spakował walizki, podiął decyzję, został skopany,
                    podkulił ogon i wrócił - ciężko wybaczyć komuś bez charakteru.
              • baba67 Re: mąż się zakochał... 06.01.07, 16:11
                No i tym sie rozni KOBIETA od DOOPY-wlasnie mysleniem co bedzie gdy i czyim
                kosztem.Ty jestes kobieta.
                • walnientaenta Re: mąż się zakochał... 06.01.07, 17:05
                  o rany, przeczytałm spokojnie całość.
                  Autorko ja też mam małe 3 letnie dziecko, męża w pracy (12-16 godzin z
                  sobotami) zarabia kupę kasy i spotyka się z pięknymi kobietami na forum
                  zawodowym. Na szczęście nie mam takiej sytuacji ( mam nadzieję) ale były różne
                  chwile. Jesli jak piszesz jest to typ biznesmena co ma poukładane w głowie to
                  jesli wyciął ci taki numer i odszedł, to jest to jego decyzja i nie przymusisz
                  go do niczego.
                  Przeanalizuj swoja sytuację rodzinną, zawodową, finansową, ustal spokojnie z
                  nim warunki proponowanej przez niego pomocy ( obowiązku) i pomyśl o sobie w
                  końcu to nie ty zrezygnowałaś z rodziny, jesteś żoną i matką to on dał du.y.
                  Jesli stac go na kochankę to stac go również na żone i dzieci ( w sensie
                  finansowym), przenies sie do takiego miasta które tobie odpowiada i organizuje
                  czas dzieciom na przyszłość, niech kupi mieszkanie, jesli nie na ciebie ( temat
                  waszej umowy małżeńskiej) to na dzieci itp. Nie dawaj mu rozwodu, bo dlaczego
                  ma sie rozwodzic z dziecmi ( a kochance taki układ tez się szybko znudzi)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka