Dodaj do ulubionych

Mój mąż jest nie wporzadku:(

05.01.07, 17:57
Moje drogie niewiem co sie dzieje w moim związku cos sie popsuło mam męza ale
nie jesteśmy długo małżeństwem zaledwie od 17 lipca 2006 on mnie zaczoło
kłamywac (w dodatku czescto robi mi na złośc tak jakby chciał zebym na niego
nakrzyczała jak to zrobi e to on podbuza tą sytuacje) mówi ze idzie odwieśc
samochód co rzeczywiscie robi ale poźniej zamiast wrócic do domu do mnie i
swojego dziecka on idzie do kolegi a poźniej do narzeczonej tego kolegi albo
na piwnko czuje sie niechciana
niemam pojecia co mam z tym fantem zrobic
Obserwuj wątek
    • wytrwala Re: Mój mąż jest nie wporzadku:( 05.01.07, 17:58
      powiedziec mu o tym ? :-)
      • karolcia9931 Re: Mój mąż jest nie wporzadku:( 05.01.07, 18:00
        mowiłam setki razy on mowi nie przesadzaj jak sie bardzo obraze to sie uspokaja
        na miesiąc i znowu to samo najgorsze jest toze ja już do niego całkowicie
        straciłam zaufanie i go juź nie kocham
        • djo4 Re: Mój mąż jest nie wporzadku:( 05.01.07, 18:02
          jestew pewna?
          to bardzo mocne slowa
          • karolcia9931 Re: Mój mąż jest nie wporzadku:( 05.01.07, 18:04
            jestempewna
            jak
            nigdy
            • wytrwala Re: Mój mąż jest nie wporzadku:( 05.01.07, 18:05
              no to co - rozwod? czy o co chodzi ? :/
              • kleo1 Re: Mój mąż jest nie wporzadku:( 05.01.07, 18:08
                ile macie lat? nieby mało istotne ale jednak. Z jakiego powodu się pobraliście?
                Rozumiem, że z powodu ciąży? Skoro taki krótki staz małżeński i jest już
                dziecko? Poza tym skoro go nie kochasz to po co z nim jesteś? Tylko z tego
                powodu że macie razem dziecko? To troszkę nie te czasy...
                • karola979 odpowiedź 06.01.07, 00:17
                  Nie kochasz go??? Tylko nie pisz, że wychodząc za niego za mąż już go nie
                  kochałaś, bo to byłoby idiotyczne, wychodzić za mąż bez miłości. Jeśli jednak z
                  miłości to szybko się odkochałaś. Co było tego powodem (jeśli można spytać)??
                  Jeśli z tego powodu, że wychodził z domu samochód odprowadzić i nie wracał od
                  razu to moim zdaniem to nie jest powód do odkochania się. Pewnie czytałaś moja
                  historię, którą w bardzo dużym skrócie umieściłam w odpowiedziach na Twój wątek.
                  To chyba bardziej ja mam powody do tego aby odkochać się ale na dzień dzisiejszy
                  jestem z nim bo muszę sobie uświadomić zanim podejmę jakąkolwiek decyzję czy
                  jeszcze go kocham a czy to już tylko przyzwyczajenie.
    • karola979 podobna historia 05.01.07, 23:40
      Cześć karolcia9931! Widzę, że nie tylko mamy takie same imię ale i podobny
      problem. Ja mam dłuższy staż małżeński niż Ty (wrzesień 2005r). Wszystko
      wydawało się dobrze, ale jak to się mówi "szydło wyszło z worka" po ślubie. 2
      tygodnie po ślubie okłamał mnie mówiąc, że wychodzi na 10min do sklepu a wrócił
      po 10 godzinach!! wypity, zamiast do sklepu poszedł do koleszków. Takie sytuacje
      powtarzały się co jakiś czas. Mi również mąż dogaduje, wyprowadza z równowagi
      tak aby mnie sprowokować do kłótni i mało tego jeszcze dolewa oliwy do ognia aby
      ta kłótnia była bardziej dotkliwa, wtedy jak już osiągnie to co chciał to jak to
      się „owija kota ogonem” i całą kłótnię zwala na mnie, że to moja wina, bo na
      niego krzyczę a on taki grzeczny i potulny itd. w taki sposób robi sobie
      pretekst aby wyjść z domu i udawać wielce obrażonego. Myślałam, że jak zacisnę
      zęby i jakoś to przetrwam to on odpuści sobie, zrozumie, że źle robi, niestety
      było coraz gorzej, bo w kłótniach, które on prowokował zaczęło padać wiele
      przykrych słów z jego ust "zołza" "hadra" "jesteś moim błędem" "po co się z Tobą
      ożeniłem" "koniec małżeństwa" itd. aż wreszcie "wypier..." "spierd..." "pakuj
      się i zdupcaj ..." itd. Przestał mnie szanować a zaczął kłamać. Nawet jak
      leżałam w szpitalu to potrafił ten fakt wykorzystać i pił z kumplami, na noc nie
      wracał. Oczywiście przepraszał obiecywał poprawę, później łamał obietnicę i znów
      kłótnie i znów przeprosiny i obiecywanki i znów je łamał ... itd. Wszystko to
      sprawiło, że przestałam mu ufać, odsunęłam się od niego w tym sensie, że
      odpycham go w łóżku, nie pozwalam na czułości. A on jest na mnie o to wściekły
      bo nie rozumie czemu ja nie chcę. Zły jest o to do takiego stopnia że zapytał
      czy ma mi za "to" płacić a czy na boku szukać. Przez ten ponad rok małżeńska
      przez nie złą szkołę życia przeszłam. Mąż widzi tylko cudze błędy i wytyka je a
      swoich nie widzi. Uważa że to niczemu nie jest winien bo to ja jestem zła, nie
      miła itd. Bzdura!! Teraz trochę się uspokoiło ale ja nie potrafię zapomnieć o
      tym co było, już nie jestem tą samą karoliną jaką byłam przed ślubem. Mam do
      męża żal za jego zachowanie i traktowanie mnie. Często myślę o rozstaniu. Dodam
      ze nie mamy dzieci.

      Może Twój mąż nie może przyzwyczaić się do 2 nowych ról "mąż" "tato" może dla
      niego to wszystko za szybko się dzieje, daj mu trochę czasu. Porozmawiaj z nim
      szczerze. Walcz o Wasze szczęście o szczęście Waszego dziecka. Ja walczyłam i
      przynajmniej ja sama i nikt mi nie może zarzucić, że tak łatwo sobie odpuściłam,
      bo naprawdę chciałam uratować to małżeństwo ale jak już wiadomo bo do „tanga
      trzeba dwojga”.

      Trzymam kciuki


      • gosiakk31 Re: podobna historia 06.01.07, 00:23
        Dziewczyno, a co Ty jeszcze z nim robisz?! Uciekaj, dopóki nie masz z nim
        dzieci, urodzisz komuś innemu, kto będzie Was szanował.
        • karola979 do gosiakk31 06.01.07, 01:22
          Trudno odejść, to pierwszy i jedyny facet którego pokochałam, jemu tylko się
          oddałam i 8 lat swojego życia mu poświęciłam. Wszystko było w porządku, oboje
          szczęśliwi, zakochani w sobie, wspólne plany na przyszłość, cudowny wymarzony
          ślub itd. a teraz jak zostałam jego żoną wszystko się odmieniło i pomimo tych
          jego zachowań ciężko mi go zostawić. Tak jakbym nadal wierzyła, że może być
          jeszcze dobrze. Wiem, że to jest głupie, naiwne i chore, ale taka jest prawda,
          że nie mam w sobie wystarczającej siły aby odejść, więc zaciskam zęby i brnę
          dalej, tym samym skazując siebie w dalszym ciągu na przykrości, upokorzenia.
          Boże jakie to głupie!!! .... ale silniejsze ode mnie. Sama się w tym wszystkim
          pogubiłam, że już nie wiem co czuję do niego, raz chcę aby mnie mocno tulił a za
          jakiś czas odpycham go i tak wkoło Macieju. On w większości uważa, że co złe to
          ja, chociaż ja z natury jestem odpowiedzialną, spokojną i kompromisową osobą. On
          tak potrafi owinąć „kota ogonem”, że czasami poczuwam się do winy za tą całą
          atmosferę jaka jest między nami. Wiele rzeczy mi wypomina nawet to jak chce iść
          do kolegów i ja się sprzeciwie to wtedy wypomina mi, że mi wolno było iść w
          odwiedziny do taty a jemu nie wolno do kolegów. Pewnie zadajesz sobie pytanie
          dlaczego go nie chce do nich puszczać a to dla tego, że oni go buntują przeciwko
          mnie, na własne uszy słyszałam jak mówili do niego „nie dawaj się żonie” „no co
          Ty zgupiałeś żony słuchasz”. A wtedy mój mąż pokazywał, że nie jest pod moim
          tzw. „pantoflem” i było trochę nie przyjemnych dla mnie chwil. Teraz od
          dłuższego czasu wywalczyłam i o wiele mniej się z nimi spotyka a raczej już
          sporadycznie na chwilę. Ale nieodpowiednie słownictwo w moim kierunku pozostało.
          Więc pomyślałam, że skoro wywalczyłam że przestał zadawać się z tym towarzystwem
          to może wywalczę jeszcze jego lepsze zachowanie. Nie wiem co z tego wyniknie.
          Chociaż tyle dobrego, że nie mamy dziecka. Rzeczywiści pogubiłam się skoro nie
          potrafię ocenić sytuacji, stwierdzić co mnie jeszcze z nim łączy (czy to jeszcze
          miłość a czy już tylko przywiązanie z racji tak wielu lat bycia razem), nie
          potrafię podjąć jakieś konkretnej decyzji w tej sprawie. Boję się samotności, że
          nigdy nie poznam odpowiedniego faceta, z którym stworzę szczęśliwą rodzinę i
          doczekam się dzieci. Dodam że mam 26 lat. Pesymizm przeze mnie przemawia ale to
          nie dziwota po tym przez co przeszłam (śmierć Mamy – miałam wtedy nie całe 16
          lat; teraz to małżeństwo) trudno mi uwierzyć że mogę zaznać szczęścia. I trudno
          mi samą siebie zrozumieć.
          • gosiakk31 Re: do gosiakk31 06.01.07, 02:00
            Słuchaj, ja doskonale rozumiem Twój dramat. Chodziłam z nim od 17 roku życia,
            kiedy miałam 24 pobraliśmy się. Niby się starał, ale nie potrafił uwolnić się
            od kawalerskiego życia, alkoholu, kolegów i imprez. Ciąża, dziecko, ja w domu
            nasłuchująca kroków na schodach późno w nocy. Z czasem coraz gorsze awantury,
            płakałam ja, on i kilkuletni syn. Na nic obiecanki. W końcu go znienawidziłam.
            To wszystko w dużym skrócie, bo nie chce mi się już do tego wracać. Od trzech
            lat mieszkam sama z synem i nigdy nie żałowałam swojej decyzji i cieszę się że
            nie uległam tym ostatnim błaganiom i groźbom, że odbierze sobie zycie. On żyje
            i ma się dobrze, niewiele się zmienil. Zrobisz jak uważasz, ale albo musisz nim
            wstrząsnąć i pokazać, że nie wytrzymasz tego dłużej, albo spróbuj sobie ułożyć
            życie od nowa. Prawda jest taka, że jak będziesz miała dziecko, będzie
            trudniej. Naprawdę nie przemawia przeze mnie jakaś niechęć do związków ani broń
            Boże do facetów, po prostu uważam że kobiety powinny się bardziej szanować. To,
            że był pierwszy, nie znaczy ze jestes na niego skazana. Obawa przed samotnością
            to coś czego boi się większość kobiet, ale czasami lepiej zaryzykować. Jesteś
            jeszcze młoda, bez dzieci. Uda się, zobaczysz, znajdziesz szczęscie. Jeżeli
            będziesz chciała jeszcze pogadać to jeszcze tu zajrzę. Pozdrawiam.
            • karola979 do gosiakk31 06.01.07, 14:50
              dzięki gosiakk31

              to fakt bardzo mi ciężko w tym związku. Najbliższa rodzina przestała wierzyć w
              to że się mój mąż kiedykolwiek zmieni, raz to mój tato powiedział a raczej mnie
              prosił abym się spakowała i wróciła do rodzinnego domu bo w końcu się wykończę
              psychicznie.

              Próbuję walczyć, bo mimo wszystko chcę aby się ułożyło ale czuję, że nie ma
              szans na to, ale przynajmniej będę miała świadomość że próbowałam.
            • karola979 do gosiakk31 06.01.07, 14:56
              gdy po każdym razie jak w czasie kłótni powiedział "wypier.." albo "spierd..."
              albo "zdupcaj..." to pakowałam swoje rzeczy i wracałam do domu rodzinnego. Za
              drugim razem powiedziałam sobie "KONIEC!już nie wrócę do niego" ale to były
              tylko słowa, bo prędzej czy póżniej wracałam po jego przeprosinach i
              obiecankach. Nie mam na tyle sił aby po takiej wyprowadzce do domu rodzinnego
              już tam zostać. Cholera co on ze mmną zrobił, że nie potrafię mu się oprzeć,
              pomimo tego jak on czasem mnie traktuje ....
              ... już sama nie wiem co robić ... ???
              • walnientaenta Re: do gosiakk31 06.01.07, 15:19
                te wypowiedzi utwierdzaja mnie w przekonaniu ze branie slubu to błąd (
                przestaje ludziom zalezec ) mam 33 lata, "mąż" 40, córka 3, i panicznie boję
                sie powiedziec TAK,
                ja zawsze byłam wrogiem uzależnienia ( małżenstawa) za pomoca papierka, a i
                "mąż" w wieku 27 lat powiedział TAK ( na cywilnym) i jak twierdzi więcej tego
                błędu nie popełni - 3 lata super związku przerodziło się w 2 lata koszmarnego
                małżeństwa
                Na szcęście jesteśmy razem 5 lat, mamy obrączki ( w szafie :-)), były wzloty i
                upadki, ale nikt nikomu nie powiedział "sper..j" ( po takich słowach byśmy już
                nie byli razem - po co wracać, do czego ?)
              • gosiakk31 Re: do gosiakk31 06.01.07, 22:00
                Witaj karola979. Wiem, że trudno podjąć decyzję. Ja też dojrzewałam do niej
                powoli. Nie było lekko, bałam się że sobie sama nie poradzę. Na szczęście masz
                wsparcie taty, to bardzo ważne, i super że masz się gdzie przeprowadzić. Może
                twojemu mężowi potrzebny jest taki wstrząs, może musi się naprawdę
                przestraszyć, że cię straci i to spowoduje jakąś zmianę. Spróbuj, odejdź i nie
                ulegaj zbyt szybko. Niech ci udowodni, że naprawde potrafi się zmienić.
      • sweet_pink kilka słów drobnego pocieszenia 06.01.07, 20:57
        jestem 26 letnia rozwódką (3 lata malżeństwa)...z myśla o rozstaniu szarpałam
        sie rok...miotałam między tym czy kocham czy nie, między poczuciem obowiązku,
        między lekiem o przyszłość...długo nie umiałam podjąć decyzji, aż przyszło samo
        z siebie nagle mocne postanowienie-rozstanie. daj sobie więc czas na wachania
        rozmyślania...może sie coś poprawi przez ten czas i bedzie happy end, albo
        przyjdzie decyzja...czas znajdzie rozwiązanie.
        no i rozwód wcale nie oznacza samotności, ja bardzo szybko poznałam kogoś bardzo
        wartościowego i buduje życie na nowo...Tobie też się to może przydażyć, bo po to
        się jedno kończy żeby się kolejne mogło zacząć.

        ucha do góry, nie daj się tłamsić, wypracuj w sobie asertywność i trzymam kciuki
        za decyzje lub lepsze czasy

        ps. a tacie się nie dziw, nie kłóć się i nie miej żalu...myslę że on sie
        paniczie boi, ze ten facet zacznie Cię bić i zrobi krzywdę, nie miej mu za zle
        tego lęku

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka