dwiesiostry
15.02.07, 16:47
Cześć. Zwracam się do was z prośbą o opinię.
W skrócie sprawa wygląda tak:
Moja starsza siostra, która od kilku lat leczy się na bezpłodność, poprosiła
mnie o moje komórki jajowe. Jej jajeczka mają jakiś problem i nie nadają się
do zapłodnienia. Co prawda jest w kolejce po anonimowe jajeczka w banku, ale
trwa to ponoć miesiącami, a siostra zbliża się już do 40- tki.
Z jajeczka i plemników jej męża powstałby zarodek, z którym byłaby w ciąży.
Co prawda poruszyłam już tę sprawę na forum bezpłodności, jednak myślę, że nie
do końca rozumiem niektóre argumenty dziewczyn, które są właśnie po tej
"drugiej stronie" problemu. Czy komórka jajowa to tylko komórka jajowa, czy
może już dziecko? Czy dać swoje jajeczko to szczodrość, czy początek
komplikacji? czy nie dać, to rozsądek, czy egoizm? Co byście zrobiły,
gdybyście stanęły same przed taką propozycją...?
Będę wdzięczna za posty.