smutno mi bardzo....

22.02.07, 10:46
Całą noc nie mogłam spać...podjełam decyzję o rozstaniu z człowiekiem,którego
kocham nad życie, ale który chyba niestety mnie nie kocha a na pewno nie
sznuje.Pisze o tym na forum bo potrzebuje wsparcia-nie mam o tym komu
powiedziec, nie wiem czy robie dobrze rezygnując z miłości mojego życia...
Od dłuższeko czasu po każdej nawet drobnej kółtni słyszałam od mojego M ze
jesli nie bedzie tak i tak to on sie ze mną rozstanie...bo "zbyt wiele czeka
go miłych chwil w zyciu niż uzeranie sie ze mną"ja zakochana w nim po uszy,
przzyznawałam mu rację,starałam sie jak mogłam zeby było dobrze ale od
pewnego czasu zaczełam zyc własnym zyciem,odgrzebałam stare znajomości
zaczełam wychodzić na imprezy,( moj M nigdy nie miał ochoty na wspólne
wyjścia czy to do kluby czy do znajomych, kocham tańczyć-zapisałam sie na
kurs razem z kolegą(niestety moj M nie znośi tańca), zaczełam chodzic do
teatru itp.itd. Dużo razem przeżyliśmy,bardzo pomagał mi w pewnym momencie
mojego życia,jestem mu wdzięczna...kocham go nad zycie Od jakiegoś czasu on
ciągle podejzewa mnie o zdrade.Stało sie to nie do wytrzymania...nawet kolega
z pracy, który czasami podrzuci mnie do pracy(mieszka blisko) jest dla niego
potencjalnym rywalem...zastanawiam skąd sie to bierze,nigdy nie dałam mu
powodu do braku zaufania...Wczoraj wykrzyczał mi przez telefon ze mi nie
wierzy,nie ufa itp., odwołał nasz weekendowy wyjazd-bo nie ma na niego
ochoty,straszy mnie rozstaniem.Czuje sie zupełnie skołowana,poprośiłam zeby
wszystko przmyslał i zebysmy spotkali sie przy kawie i porozmawiali jak dwoje
dorosłych ludzi ...Powiedział ze jak bedzie miał czas to spotkamy sie w
przyszłym tyg. i odłożył słuchawkę.. a poszło o to ze odwołałam jedno
spotkanie bo miałam na głowie rodzinę(bylismy umowieni o 18 a ja o 16
zadzwoniłam i powiedziałam ze nie dam rady dojechać)...Uświadomiłam sobie ze
ta miłość jest tylko z mojej strony,akceptuje go całego z jego wadami i
zaletami. zawsze wybaczam i czekam ze to doceni...ale to walka z wiatrakami,
on mnie nie kocha i nie szanuje...boli jak cholera ale musze to przeciąć...
    • nutopia Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 10:49
      nie bardzo rozumiem- roztajesz się z facetem który cię nie kocha i jesteś
      nieszczęśliwa...ciesz się, że zaczynasz nowe życie!
      • cichosza7 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 10:52
        jestem nieszczesliwa bo uświadomiłam sobie to właśnie ze ja go kocham a on mnie
        nie....w głebi duszy liczyłam na to ze zawsze bedziemy razem...
        • vanilla5 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 16:26
          Witaj! Wiem, co czujesz. Ja również rostaam się z człowiekiem, w którym jestem
          zakochana. Który nadal jest dla mnie ważny. On również był o mnie szalenie
          zazdrosny, o każdego kolegę, nie lubił tańczyć, miał tylko swoje grono
          znajomych. Moi się nie liczyli.. Ciągle liczyłam, że da się zbudować coś z tego
          na dłużej. Niestety, nie udało się :( Choć minęło już trochę czasu, nadal
          bardzo to przeżywam... Ale czas leczy rany.. Mam taką nadzieję. 3maj się na
          pewno znajdziesz Kogoś, kto pokocha Cię na zawsze i najmocniej. Będzie dobrze.
          POzdrawiam.
    • weronka77 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 10:50
      Może zwrócilibyście się o pomoc do mediatora?Słyszałam że pomaga..
    • maretina Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 10:51
      dzielna jestes, podziwiam za odwage. zrobilas dobrze.
      nie wiem jakie wsparcie Ci jest opotrzebne...powiedz smialo!:)
      blagam, nie daj mu sie przekonac do powrotu.
      • blackforever Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 10:53
        Uważam, że podjęłaś bardzo dobra decyzję. Dziwię się tylko, że przykrości,
        które robił Ci Twój partner nie zraziły Cię do niego i że nadal go kochasz.
        • cichosza7 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 10:59
          Cały czas mam w pamięci ejak bardzo mi pomógł i jak bardzo jest mi
          bliski,chciałam zeby był moim pzrtnerem do konca zycia...Wydawało mi sie ze
          moze on ma racje, moze robie cos nie tak...tkwi we mnie kompleks dziecka z
          rozbitej rodziny.Bałam sie ze nie moge stworzyć "normalnych"relacji
          partnerskich bo nie miałam takich wzorców...robiłam wszystko tak zeby on był
          zadowolony, zeby tylko powiedział mi dobre słowo-wiem ze brzmi to absurdalnie.
          • mimarika Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 11:06
            cichosza7,
            widzisz, w swej wypowiedzi dałaś dowód,że potrafisz stworzyć normalne relacje;
            bo takie polegają na staraniach obu stron; natomiast w waszym przypadku to Ty
            robiłaś wszystko, nawet akceptowałaś coś wbrew własnym przekonaniom. a on Cię
            szantażował,że odejdzie, jesli nie zrobisz czzegoś po jego mysli. To relacje z
            jego str są zatem chore.w związku obie strony maja byc zadowolone.
            Wiem,że rozczarowanie bliską osobą boli najmocniej, ale to minie.
            Pozdrawiam.
    • mimarika Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 11:01
      cichosza7,
      czasem lepiej podjąć taką decyzję jeszcze przed ślubem...boli na pewno, ale z
      czasem minie....
      wiesz, podtawą w związku jest szacunek i zaufanie. a jesli zazdrość przysłania
      to wszystko - dobrze nie rokuje na przyszłość...
      pozdrawiam cieplo,
      Marika
    • gina_rossi Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 11:04
      Moge sie tylko dolaczyc do reszty... Podjelas sluszna decyzje..
      Moze stare,ale jak nadal aktualne i madre powiedzenie...Czas leczy rany!
      Bedzie dobrze! Powodzenia!
      • cichosza7 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 11:34
        Boje sie tylko tego zeby nie podjąć tej decyzji pod wpływem chwili-zebym nie
        załowała ...ze strace kogos kogo bardzo kocham
        • nieszkasob Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 11:39
          trzymaj sie - dobrze robisz z tego co napisalac to wiecej was dzieli niz laczy.
          Rozstanie z kochana osoba boli ale jeszcze bardziej pozniej boli poczucie
          zmarnowanego zycia u boku osoby dla której z wszystkiego musisz rezygnowac.
          Pozdrawiam,
          • maretina cichosza7 22.02.07, 12:09
            milosc uskrzydla, milosc daje sile, wiare w siebie. Tobie ta chora "milosc" dala
            po tylku. poglebiasz sie w kompleksach. to nie tak ma byc.
            dwie strony maja pracowac nad zwiazkiem, nie jedna.
            Twoj byly gfacet byl egoistycznym sadysta, wyczul w Tobie zalekniona kobiete,
            ktora z obawy by w swoim doroslym zyciu nie miec tego co miala w domu rodzinnym,
            stanie na rzesach... ni rzadal stawania na rzesach, a sam nie potrafil zlapac
            rownowagi na dwoch nogach.
            dobrze zrobilas!
    • lady284 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 11:57
      znajdź sobie innego, nie jest ciebie wart, odpuść sobie cżłowieka który
      traktuje cie przedmiotowo
    • rak_75 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 13:41
      Ja zrobiłem to samo ale w drugą stronę. Odszedłęm o d kobiety, która mnie
      bardzo kocha, jak nikt nigdy w życiu, ponieważ ja jej nie kocham. To tylko
      zauroczenie. Zacząłem zauważać u siebie zachowania względem niej, które świadczą
      o moim braku zaangażowania (Twój kolega sie kłania) i nie chciałem fundować
      osobie którą jednak bardzo lubię i szanuję, takich jazd.
      Jest mi ciężko, a jej tymbardziej, ale tak jest lepiej.
      Dobrze zrobiłaś. Wytrzymaj. :)
      • cichosza7 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 13:49
        Tylko ze on mi powtarza ze bardzo mnie kocha i ze wina lezy po mojej stronie bo
        nie jestem taka jak powinnam.Uważa ze nie licze sie z nim bo mam swoje
        zainteresowania,mam swoich znajomych...powoli zaczynam świrować..
        • cichosza7 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 13:51
          Wiem ze teraz brzmi to absurdalnie, ale wystarczy ze powie mi jak bardzo mnie
          kocha i zapominam o całesj sprawie...nie wiem jak mam sie przed tym bronić...
          • konrado80 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 14:13
            musisz sama zdecydowac czego chcesz, jak ma wygladac Twoj zwiazek, bo to Ty w
            nim bedziesz
        • konrado80 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 14:10
          przeciez to normalne ze masz jakies swoje zainteresowania, przeciez kazdy
          takowa chyba posiada, juz o znajomych nie wspomne
          ze znajomych nigdy nie wolno rezygnowac na rzecz partnera
    • konrado80 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 14:05
      tutaj jest tylko krotki opis, ale mozna stwierdzic ze to raczej nie osoba dla
      Ciebie, on chce byc wladca, a Ty masz byc jego podwladna
      ten zwiazek widze prowadzil Cie na dno, zamiast rozwijac
      zauwazylem ze wczesniej zrezygnowalas ze znajomych, ze nie spotykaliscie sie ze
      znajomymi, to jest chore, jeszcze fochy, bo odwolalas spotkanie na ktore nie
      moglas dojechac z pewnych przyczyn, jeszcze wydziera sie przez sluchawke na
      Ciebie, na kurs tanca zapisujesz sie z kolega a nie z nim.

      koles nie ma pojecia na czym polega zwiazek dwojga kochajacych sie ludzi
      on mysli to co napisalem wyzej, ze bedzie panem, a to nie jest tak

      zwiazek to, partnerstwo, przyjazn, zaufanie, milosc i duzo rozmow, ale
      spokojnych a nie krzykow
      do tego spotykanie sie ze znajomymi i wychodzenie gdzies, ogolne zycie, a nie
      siedzenie w domu
      • cichosza7 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 16:27
        Dziekuje Wam za rady...mam kilka dni na przemyslenie wszystkiego...Nie wiem czy
        dam rade sie z nim spotkać,czuje sie zraniona i oszukana chociaz na własne
        zyczenie bo zgadzałam sie prze ponad dwa lata zeby mnie tak traktował...
        • konrado80 Re: smutno mi bardzo.... 22.02.07, 16:48
          przemysl na spokojnie i przeanalizuj to wszystko co bylo do tej pory z tym
          czego oczekujesz
          Powodzenia
Pełna wersja