Dodaj do ulubionych

wczoraj chciałam...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.03, 16:52
...popełnić samobójstwo...ale nie wyszło. Darujcie sobie uwagi o egoizmie i
braku szacunku do życia, nie umiałam już inaczej...
Obserwuj wątek
    • Gość: hydraulik oj moja wina!! IP: 130.94.107.* 29.04.03, 17:05
      telefon mi się rozładował! dziś NAPEWNO naprawię!
      słowo harcerza! gorąca kąąąpiel na baaank!


      PS. prosze prosze ale mam powodzenie w tym tygodniu...


      aaa herbatka? z cukerem!
      • Gość: jarek Re: oj moja wina!! IP: www:* 30.04.03, 10:02
        Gość portalu: hydraulik napisał(a):

        > PS. prosze prosze ale mam powodzenie w tym
        tygodniu...
        >
        > aaa herbatka? z cukerem!

        Taaaak, zgadzam sie z przedmowca,
        ze krawezniki mogly by byc troche nizsze.
        Trudno mi je pokonywac kosiarka spalinowa.
        Zreszta i tak blacha jest ocynkowana.

        jarek
    • graeme Re: wczoraj chcia?am... 29.04.03, 17:55
      co by to mialo rozwiazac?
      zycie jest jak spektakl teatralny. ma swoj koniec.
      ja jestem bardzo ciekaw calosci mojego "przedstawienia". swietna zabawa.
      nawet jak jest ciezko w zyciu to patrze na to wszystko jak z fotela w teatrze.
      po co ma wychodzic w trakcie? lepiej to zrobie niz to co autor mi zapisal?
      przepraszam za te banaly, ale tak jakos wlasnie mysle i jest mi z tym dobrze.
      wiele razy przekonalem sie, ze takie podejscie ma sens. ile fajnych rzeczy by
      mnie minelo.
      pozdrawiam:)))
      graeme
    • hal9000 Re: wczoraj chciałam... 29.04.03, 18:01
      Gość portalu: samobójczyni napisał(a):

      > ...popełnić samobójstwo...ale nie wyszło. Darujcie sobie uwagi o egoizmie i
      > braku szacunku do życia, nie umiałam już inaczej...

      No ale... dlaczego?

      Pozdrawiam serdecznie,
    • Gość: samobójczyni Re: wczoraj chciałam... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.03, 18:19
      bo jestem głupia, słaba, bezsilna.....bo przestałam cokolwiek czuć....bo mnie
      zawiedzono i nie potrafiłam sobie z tym poradzić poraz "n"-ty...
      • bisnesmen Re: wczoraj chciałam... 29.04.03, 18:29
        Droga samobójczyni!
        Nie poddawaj się!!!
        Spróbuj raz jeszcze, teraz się uda.
        • capa_negra Re: wczoraj chciałam... 30.04.03, 09:44
          bisnesmen napisał:

          > Droga samobójczyni!
          > Nie poddawaj się!!!
          > Spróbuj raz jeszcze, teraz się uda.

          Popieram a jak nie za drugim to za kolejnym razem napewno
      • melinek Re: wczoraj chciałam... 30.04.03, 00:23
        Gość portalu: samobójczyni napisał(a):

        > bo jestem głupia, słaba, bezsilna.....bo przestałam cokolwiek czuć....bo mnie
        > zawiedzono i nie potrafiłam sobie z tym poradzić poraz "n"-ty...

        Nie przesadzaj kobieto, :)) napisz lepiej z czym sobie nie poradzilas,
        a my ci podpowiemy, jak mozna sobie poradzic inaczej. Co dwie glowy
        to nie jedna. :))
    • Gość: Minimum estetyki Re: wczoraj chciałam... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.04.03, 18:39
      Gość portalu: samobójczyni napisał(a):

      > ...popełnić samobójstwo...ale nie wyszło. Darujcie sobie uwagi o egoizmie i
      > braku szacunku do życia, nie umiałam już inaczej...


      Jak to próbowałaś i nie wyszło.Osoby po nieudanej próbie samobójczej lądują
      w psychiatryku i są przymusowo leczone.
    • losiu4 Re: wczoraj chciałam... 29.04.03, 19:14
      Gość portalu: samobójczyni napisał(a):

      > ...popełnić samobójstwo...ale nie wyszło. Darujcie sobie uwagi o egoizmie i
      > braku szacunku do życia, nie umiałam już inaczej...

      oj, kobieto... czytajac ten i ponizszy Twoj post zauwazam zdesperowanie wg mnie
      nieuzasadnione. Rozne rzeczy sie czlowiekowi nie udaja w zyciu, ale zeby od
      razu samobojstwo? To zbyt powazna sprawa...

      Pozdrawiam

      Losiu
      • zalogowana Re: wczoraj chciałam... 29.04.03, 19:27
        Masz :

        www.tramping.3.punkt.pl/

        Spakuj się i jedź...zabić to sie zawsze można :)


        Ps.Jakby tamten był już w drodze, to na innych portalach znajdziesz kogoś...
        • Gość: anE do zalogowanej!!! IP: *.acn.waw.pl 29.04.03, 19:42
          bardzo podoba mi sie Twoj nick nie moglam sie powstrzymac, zeby to napisac, :-)
      • Gość: anE Re: wczoraj chciałam... IP: *.acn.waw.pl 29.04.03, 19:41
        wydaje mi sie, ze osoba, ktora chce samobojstwo popelnic jest wtedy najmniej
        zainteresowana powaga sytuacji tylko tym, zeby skonczyc ze soba...
        trude..

        samobojczyni! tez mysle, ze za entym-entym razem sie uda.. - tzn., uda sie to,
        ze sie nie zawiedziesz i bedzie git.
        pozdrawiam!!!
    • reniatoja Re: wczoraj chciałam... 29.04.03, 20:08

      • julla Re: wczoraj chciałam... 29.04.03, 20:30
        Pozwolę sobie, reniu nie zgodzic sie z Tobą do końca.
        Niektórzy podejmują próby samobójcze nie po to, aby ze sobą skończyć, ale po to
        aby zwrócic uwagę na siebie i swoje problemy a wydaje im się, że wyczerpali
        wszystkie inne możliwości.
        Zgadzam sie, że jesli ktoś ma dosyć życia to bierze sznur i się wiesza,z nikim
        nie ma ochoty gadać.
        Nasza samobójczyni ma wyraźnie ochotę pogawędzić. W sumie nic w tym złego.
        Doradzałabym jednak profesjonalną psychoterapię, to jednak co innego niż
        użalanie się na forum. Na dodatek zaraz może pojawić się jakiś buraczany
        cham, od których aż się roi na FK, i sprawić, że znowu się żyć odechce.
      • graeme Re: wczoraj chcia?am... 29.04.03, 20:34
        prosto i do rzeczy reniatoja.
        moze nie trzeba tego co samobujczyni pisze brac doslownie.
        jest jej chyba bardzo smutno i pare rzeczy nie wyszlo tak jak myslala.
        kwestia zycia i smierci, tak jak i samobojstwa, sa rzeczywiscie bardzo powazne
        i bardzo malo tych, ktorym udalo sie je popelnic, ma szanse o tym tutaj
        napisac.
        • reniatoja Re: wczoraj chcia?am... 29.04.03, 20:45
          Zdaje sobie sprawe (i gdy pisalam tamten post tez sobie zdawalam), ze moje
          stanowisko bedzie nie do przyjecia dla tych, co lubia okazywac serce i
          wspolczucie i empatia jest ich mocna strona. Ja po prostu nie moge tego
          zrozumiec. W najblizszej rodzinie mialam samobojstwo wiem jaki to jest szok
          dla wszystkich zainteresowanych i nie wyobrazam sobie, zeby ktos na drugi
          dzien wlaczyl kompa i pisal tkliwe posty na ten temat. Zwracanie na siebie
          uwagi takim sposobem jest chore, bo to naprawde igranie z zyciem i jesli ktos
          nie chce tak naprawde umrzec to nie powinien stwarzac takich pozorow i
          symulowac ochoty na zejscie z tego swiata. Sa inne sopsoby, mozna stanac i
          wrzasnac na srodku miasta, mozna to samo zrobic przy kolacji. (prosze dostrzec
          w powyzszym zdaniu przenosnie, zebym sie potem nie musiala tlumaczyc).
          Mozliwe, ze poniewaz samobojstwo dotknelo moja rodzine bezposrednio jestem
          teraz przewrazliwiona na punkcie "prob" tego typu. no nie mam wspolczucia dla
          Autorki tego wątku i drazni mnie to, ze napisala taki post. Przykro mi, jesli
          jestem niesprawiedliwa.
          • graeme Re: wczoraj chcia?am... 29.04.03, 20:55
            po to chyba jest to forum zeby ludzie mieli okazje sie wyzalic i poszukac rady.
            niefortunnosc jezykowa czy nawet merytoryczna, nie powinna odgrywac tutaj az
            tak waznej roli. dla kogos kto rzeczywiscie doswiadczyl tragedi samobujstwa w
            najblizszym srodowisku, wszelkie podstepne aluzje i relacje w tym wzgledzie
            moga powaznie draznic. nie o to jednak tutaj chyba chodzi. wyrozumialosc moze
            czasami wiele pomoc w zrozumieniu intencji.
          • summa Re: wczoraj chcia?am... 29.04.03, 22:30
            reniatoja napisała:


            > Mozliwe, ze poniewaz samobojstwo dotknelo moja rodzine bezposrednio jestem
            > teraz przewrazliwiona na punkcie "prob" tego typu. no nie mam wspolczucia dla
            > Autorki tego wątku i drazni mnie to, ze napisala taki post. Przykro mi, jesli
            > jestem niesprawiedliwa.

            Moją rodzinę też dotknęło samobójstwo, ale mam zupełnie inne odczucia wobec
            autorki wątku niż renia. Wiem, że samobójcy, ci niedoszli też, to osoby po
            prostu głeboko nieszczęśliwe i samotne. Jeżeli nie mają z kim pogadać w realu,
            to dobrze,że chociaż szukają kogoś na forum. Ja dziewczynie naprawdę współczuję
            i życzę spotkania kogoś życzliwego, dużo siły, a o leczeniu też warto
            pomyśleć...
            • Gość: adam prawda IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.04.03, 22:36
              jedna z bliskich mi osób chciała też to zrobić. Teraz jest po miesięcznym
              pobycie w szpitalu psychiatrycznym i życie układa sobie na nowo. Wizyta u
              psychiatry to nic złego. Lepiej jeśli trafia się tam z własnej woli niż
              przymusowo.
      • ydorius Reniu... 30.04.03, 02:50

        Przeczytałem oba Twoje wpisy.
        Doskonale Cię rozumiem - w Twojej rodzinie był przypadek samobójstwa więc w
        domu powieszonego nie rozmawia się o sznurze. Rozumiem Twoje, jak to nazwać,
        zniecierpliwienie, czy tez irytację na autorkę wątku.

        Nie rozumiem jednego.
        To, że wiesz, jak wygląda samobójstwo od strony rodziny samobójcy nie znaczy
        jeszcze, że znasz wszystkie przypadki samobójstw i wszystkie motywy. To, ze
        masz pewne wyobrażenia na ten temat, poparte doświadczeniem, nie oznacza
        jeszcze, że autorka tego wątku nie zamierzała naprawdę popełnić samobójstwa.
        Ludzie naprawdę są różni.

        Wiesz co? Przypomina mi się film "Dwunastu gniewnych ludzi". Zapewne go znasz.
        Na wszelki wypadek streszczę pokrótce interesujący mnie wyjątek fabuły. Pewien
        chłopak jest oskarżony o morderstwo. Ława przysięgłych, 12 gniewnych ludzi, nie
        ma co do tego wątpliwości. Ale jeden człowiek ma. Ponieważ wyrok musi byc
        jednomyślny, człowiek, który wątpi, buduje hipotetyczną zupełnie i wyjątkowo
        mało prawdopodobną wersję zdarzeń, w której chłopak NIE morduje. Bardzo słabe
        są to poszlaki, a jednak... to było możliwe...

        Widzisz, a to, czego tak właściwie nie rozumiem, to sensu Twojego posta.
        Chodziło i chodzi o ludzkie życie. Choćby nie wiem jak absurdalnie brzmiało
        stwierdzenie początkowe, to przecież istnieje, być może mikroskopijnie mała,
        szansa, że pewne zdarzenie rzeczywiście miało miejsce... Człowiek, zwłaszcza
        załamany emocjonalnie, jest bardzo podatny na wpływy...

        Reniu...
        Po co ten Twój list..?
        Bo jesteś pewna..?

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • ellenai ydorius.... 30.04.03, 04:56
          ....zgadzam sie z toba. W takich sytuacjach zawsze chodzi o zycie.Nie wierze ze
          ktos kto nawet napomyka o samobojstwie jest szczesliwy. W jego psychice nie
          dzieje sie najepiej i potrzeba mu pomocy. Ja Reni nie atakuje,bo ma prawo do
          wyrazania tego co mysli,ja mam jednak odmienne zdanie. Kiedys , wiele lat temu
          bylam na miejscu autorki watku, poradzilam sobie ale przy pomocy garstki osob,
          takich wlasnie jak ydorius. Niestety wiekszosc nie miala pojecia jak podejsc
          do tematu , reagowala obojetnoscia lub agresja,ja natomiast ze swojej strony
          nie oczekiwalam na nic od nikogo. Czlowiek ktory o samobojstwie nie pomyslal (i
          tak powinno byc,nikt nie powinien zaprzatac sobie tym glowy)nie bedzie w
          stanie pojac tego ktory ma to na mysli. Takie jest moje zdanie prywatne.
          A autorce watku zycze wytrwalosci wobec siebie,szukania pomocy, i nie
          poddawania sie nigdy, to jest mozliwe. Mozesz jezeli chcesz pisac na priv do
          mnie. Byc moze pomoge, nie chce wiecej pisac na ten temat na forum, pozdrawiam
          wszysktich serdecznie
          • Gość: renia Ydorius, Ellenai i wszyscy... IP: *.athens.access.acn.gr 30.04.03, 10:12
            No cóż, nie mam wyjscia, musze Wam odpowiedziec. Wiem, ze tlumacza sie tylko
            winni wiec i ja sie wytlumacze. Wiem, zreszta pisalam o tym wczesniej, ze to
            jak podeszlam do sprawy poruszonej w tym watku jest dosc (nie calkiem,
            naprawde) bezduszne. Wasze reakcje nie zaskoczyly mnie - spodziewalam sie
            mniej wiecej takich wlasnie. (szczerze mowiac czekam na konkretny atak ze
            strony jednej osoby- dziwie sie, ze jeszcze nie wyklrzystala okazji, zeby mnie
            pomieszac tutaj nieco z blotkiem).

            Teraz dlaczego zareagowalam tak jak zareagowalam. Otoz jak wspominalam, wiem
            co znaczy samobojstwo w najblizszej rodzinie, nie poprzedzone zadna
            nieudana "proba", zaserwowane z zaskoczenia i w jakim stanie pozostawia tych,
            ktorzy musza z tym stanac twarza w twarz. Byc moze nie wiecie - powiem Wam
            zatem, ze glownym uczuciem jest wstyd, poczucie winy, zalamanie, jest to taki
            wstrzas dla rodziny jak naprawde rzadko jakie wydarzenie. Tysiac razy
            wolelibyscie, zeby ta osoba zginela w jakims wypadku, zeby zabil ja samochod
            czy nagly atak serca niz zeby to bylo samobojstwo. To, ze ktos w twoim
            absolutnie najblizszym srodowisku popelnia wlasnie samobojstwo jest naprawde
            straszne. Pozostawia wielka dziure psychice na dlugi dlugi czas.


            Z drugiej strony mialam kiedys kolezanke, artystke malarke. Byla to osoba,
            ktora sama siebie okreslala mianem "nadwrazliwej". PRzez trzy lata naszej
            znajomosci osoba ta "dokonala " minimum dziesiec "nieudanych" prob
            samobojczych. Notorycznie chodzila z zabandazowanymi nadgarstkami, albo lezala
            w szpitalu po plukaniu zołądka, jakos nie przyszlo jej jednak do glowy, zeby
            skoczyc z wysokiego budynku czy powiesic sie w lesie wieczorem. PRzepraszam,
            ze pisze to z takim sarkazmem, ale to wlasnie ta osoba sprawila, ze
            do "nieudanych" prob samobojczych mam stosunek, jak to trafnie ujal Ydorius,
            zniecierpliwienia, rozdraznienia, irytacji. Nie wiem do konca czym kierowala
            sie moja znajoma, ale na pewno nie bylo to pragnienie smierci. Pewnie, jak
            ktos tu powiedzial, chciala zwrocic na siebie uwage otoczenia. Ale taki sposob
            zwracania na siebie uwagi jest naprawde nie do przyjecia jak dla mnie.
            Zakladajac pesymistycznie, ze ktoras z tych prob skonczylaby sie "sukcesem" -
            jakiz to egoizm w stosunku do matki, ojca, rodziny, wlasnych dzieci, czy
            kogokolwiek sposrod najblizszych. Dlatego nie potrafie wczuc sie w polozenie
            osoby, ktora igra sobie w ten sposob z zyciem, smiercia i uczuciami swoich
            najblizszych. Wierze i rozumiem, ze ktos moze byc gleboko nieszczesliwy, z
            pewnoscia potrzebuje pomocy, ale nie wolno w ten sposob nikogo szantazowac.
            Takie jest moje zdanie, a Autorce watku zycze powrotu do rownowagi i przykro
            mi, jesli Ja czymz dotknelam. Nie to bylo moim celem, lecz moze to, co
            napisalam, pomoze jej spojrzec z nieco innej perspektywy na to, co robi. Nie
            ma takich sytuacji, z ktorych wyjsciem jest samobojstwo, Naprawde nie ma. I
            wiem, ze nie znam wszystkich sytuacji, ani motywow, ani nie uwazam sie za
            mądrą w tym wzgledzie. Moje odczucia wobec prob samobojczych sa takie jakie sa
            i sa one bardzo subiektywne, napietnowane osobistym doswiadczeniem nie
            aspiruje do tego, by byly one wyznacznikiem zdrowego stosunku do problemu. Po
            prostu napisalam to co mysle i to jak ja to widze. Dzieki za krytyke.



            Film, ktorym wspominasz Ydo, znam , bardzo mi sie podobal, zapamietlam z
            niego zwlaszcza to, ze ktos zwrocil uwage na slad na nosie po okularach. Od
            tamtej pory gdy widze u siebie ten slad zawsze przypomina mi sie ten film ;)))
            • ellenai Re: Ydorius, Ellenai i wszyscy... 30.04.03, 16:08
              Gość portalu: renia napisał(a):

              Reniu kochana, to co napisalas jest spojrzeniem na sprawe z perspektywy
              wlasnych doswiadczen i odczuc.Masz swiete prawo tak to wszystko odbierac.Ja Cie
              nie zamierzam krytykowac, bo kazdy ma swoje powody do tego co mysli.Mysle ze
              to co ty napisalas moze pomoc niedoszlym samobojcom ,lub takim jak ta twoja
              nieszczesna kolezanka spojrzec na sprawe innaczej. Taka krytyka jak Twoja bywa
              czasem bardzo potrzebna i moze byc konstruktywna.
              Jest mi bardzo przykro z powodu tego co sie stalo w Twojej
              rodzinie.Bol ,rozalenie,bezsilnosc,ja to tez znam ze swojej rodziny,ale Reniu,
              moim zdaniem jezeli ktos zdecydowal sie na taki krok to nie mozna mu juz bylo
              pomoc. Moze zabrzmi to zbyt drastycznie ale uwazam ze dla takiej osoby to chyba
              jedyne wyjscie jezeli nie potrafi zyc.Czlowiek za czlowieka zycia nie przezyje,
              a jak ktos nie chce sluchac siebie samego i innych i nie radzi sobie to jest
              to jego wybor. Zycie takie jest ze trzeba sobie wykombinowac jak go przezyc.
              Mowie to z pozycji czlowiek ktory mial w rodzinie taki przypadek i sam
              przeszedl osobiscie takie perturbacje ze samym sobia.To wszyskto wybor ,wlasny
              wybor i otoczenie ma prawo sie irytowac, czuc sie oszukane,bo samobojstwo
              jest szantazem wykonywanym na samym sobie i na innych.
              Reniu obserwujac ludzi czasem dochodze do wniosku ze niektorzy ludzie maja
              takie zachowania samobojcze we krwi i naprawde nic nie mozna zrobic,
              przynajmniej ja nie wiem jak im pomoc.

              Twoje posty sa swietne Reniu,tak jak i Ydoriusa,bo kazdy ma prawo miec swoja
              opinie. dziekuje Tobie i wszystkim,a autorka watku niech wszystko dobrze
              rozwazy na spokojnie,przeczyta wypowiedzi forumowiczow i przemysli to
              wszystko ,napewno sobie poradzi o ile pozwoli sobie samej na to. Pozdrawiam

              >
    • anahella Re: wczoraj chciałam... 30.04.03, 01:19
      Kichawa do gory dziewczyno! Bedzie lepiej!
      • Gość: .................. Re: wczoraj chciałam... IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 30.04.03, 03:14
        Dobrze ze ja palcow nie maczal i nie romansowal z Toba. Inaczej
        pewnie razem bysmy to samobojstwo popelnili.
    • lalka74 a dzis juz nie chcesz? n.t. 30.04.03, 03:19
      • Gość: .................. Re: a dzis juz nie chcesz? n.t. IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 30.04.03, 03:33
        Najwidoczniej sie rozmyslila. A moze znowu sie zakochala?
        • lalka74 Re: a dzis juz nie chcesz? n.t. 30.04.03, 03:43
          eee, nie zgrywaj sie, to powazna sprawa tak sobie chciec wczoraj popelnic
          samobojstwo.
          • Gość: .................. Re: a dzis juz nie chcesz? n.t. IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 30.04.03, 03:47
            Powazna sprawa to byla wczoraj. Napewno dzisiaj dziewczyna sie
            smieje. Dlaczego niby ja mam sie martwic? Co bylo a nie
            jest......
    • Gość: autorka wątku Re: wczoraj chciałam... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.03, 17:18
      tak, przeczytałam wszystko choć wcale nie miałam ochoty już tu wchodzić. Prawda
      jest taka, że weszłam i napisałam o tym, bo chciałam to z siebie wyrzucić
      anonimowo, bo wstydzę się tego. Zawsze byłam uważana za osobą atrakcyjną pod
      względem fizycznym i intelektualnym. Taką, której niczego albo prawie niczego
      nie brakuje,a przynajmniej nie powinna mieć powodów do narzekania. Właśnie o
      to chodzi, że nie za bardzo ktoś mnie chciał wysłuchać. Mam oczywiście bardzo
      bliskich znajomych, którym chciałam powierzyć swoje zmartwienia, które z dnia
      na dzień narastały. Potem było ok, a potem znów to samo. Póki miałam siłę
      próbowałam sobie z tym radzić. Ostatnio ta przemienność wydarzeń nabrała
      takiego tempa, że już nie zdążyłam "odbudowywać" się i nie miałam skąd brać
      siły, bo działo się za szybko i kontrastowo to tak jakby rozgrzanego słońcem
      człowieka wrzucać do specjalnie chłodzonej wody raz po raz. Jemu wysiadło by
      serce, we mnie coś pękło jak w żarówce, która gaśnie. Dodatkowo każdy mój
      najbliższy uważał, że świetnie mnie zna, i że ja jestem silną kobietą i sobie
      poradzę. Mogłabym rzec brutalnie-bagatelizowali, ale tak nie było. Oni starali
      się pomóc, tylko nie zdawali sobie sprawy jakie jest stężenie tego wszystkiego.
      To była moja wina, bo zawsze spadałam na "cztery łapy" z różnych, nawet dużo
      gorszych sytuacji, więc sądzili, że i tym razem sobie radzę. Ponadto, chętnie i
      skutecznie pomagałam innym, bo lubię to czynić, jeśli potrafię.

      Przeczytałam słowa krytyczne i szanuję je, bo i ja wielokrotnie mialam
      styczność z różnymi osobami chcącymi odebrać sobie życie bardziej lub mniej
      skutecznie. Fakt, że nigdy ich nie krytykowała, nie bagatelizowałam sprawy,
      nawet jak chcieli zwrócić na siebie uwagę. Bo właśnie o to chodzi. Człowiek ma
      problem i nikt do nie dostrzega, prosi o pomoc a nikt tego nie widzi, ocenia
      się go, wyzywa od słabych a tak na prawdę nie wiadomo co w tym człowieku
      gra. "Głupimi" tekstami mogłabym go na prawdę zabić dopiero. Poza tym akt
      samobójczy (udany lub nie) jest próbą bądż manifestem zwrócenia na siebie
      uwagi: Miałam/em problem nie poradziłem sobie z nim....i nie ważne jaki to
      problem, czy nieszczęśliwa miłość jak ktoś tu się nasmiewał czy inne powody,
      dla każdego człowieka jego problemy są wielkimi, choć innym mogą wydać się
      małe, śmieszne...Innym w tej samej sytuacji bardzo mądrze potrafimy pomóc a
      sobie nie!

      To prawda jest to egoizm. Przecież pisałam aby dano temu spokój. Zdawałam sobie
      sprawę ze słów które tu padną. Tak włączyłam na drugi dzień komputer, bo
      musiałam być w pracy, nie było innego rozwiązania. Czy trafiłam do
      psychiatryka....tak, psychiatryk rzekłabym trafił do mnie tej nocy. Rano
      musiałam iść do pracy, ale do psychiatryka będę biegać, bo zdałam sobie sprawę
      z tego co zaszło. Tej nocy tak jakby nie byłam sobą, duże stężenie stresów i
      pękł pręcik jakis nerwowy.

      Na drugi dzień nie chciałam tego robić ponownie, jak sarkastycznie ktoś tu
      zapytał. Na silnych "uspakajaczach" rozważałam wszystko. Uświadomiłam sobie ile
      osób bym skrzywdziła, bez względu na ogrom mojego problemu. I wcale nie
      myślałam w pierwszej kolejności o rodzinie, tylko o najbliższych znajomych,
      którzy cokolwiek o mnie wiedzieli i moich kłopotach. O tym jakby i co poczuli.
      pomyślałam o moim malutkim braciszku, który uwielbia wykręcać niespodziewanie i
      w tajemnicy przed mamą ( z którą nie mieszkam) numer tel.do mnie, żeby zapytać
      co u mnie....mogłabym jeszcze wiele o tym pisać, wystarczy jednak, że ja wiem.

      Czy jeśli komuś "nie wyszło" samobójstwo tzn. że jest gorszy od tego co mu
      wyszło? Pytanie do tej osoby, która mnie najbardziej skrytykowała, bo miala
      sama tragedię w rodzinie. Tak, zgadza się są bardzo skuteczne sposoby
      pozbawienia się życia i jeden taki wybrałam, a dlaczego nie wyszło.....bo
      zapukał ( a właściwie wszedł, mieszkam sama, także nie spodziewałam
      się "najścia", o co zaraz niektórzy mnie posądzą)ktoś na czas....jak w piosence
      bodajże "Perfectu" tylko, że tam nie zapukał......To wydarzenie "przewróciło"
      mi wszystko....i pomimo, że gdzieś tam daleko we mnie nadal tli się niemoc,
      brak sił do życia.....próbuję...tylko, że niestety albo stety za pomocą
      farmacetyków, kontrolowanych rozmów i etc. I pracuję....ktoś zapyta, zarzuci,
      że powinnam byc w szpitalu, zwolnienie itp. Otóż u mnie w pracy nikt o tym
      wydarzeniu nie wie i nie dowie się. Tu również uchodzę za osobę, która wszystko
      ma (oczywiście w granicach rozsądku), więc nie wyprowadzam ich z błędu....Za
      taką osobą, jak wspominałam uchodzę wszędzie i nawet nikt by nie uwierzył,
      niejednokrotnie przez ten obraz byłam ciuteńkę gorzej traktowana, bo przecież
      mi nic nie potrzeba, nawet zrozumienia. Moje najbliższa znajoma, która dzień
      wcześniej na mnie krzyczała (pierwszy raz w naszej znajomości) za udawanie i
      litowanie się nad sobą, nad żaleniem nie odzywa się teraz do mnie. Nie chciałam
      jej powiedzieć, ale nie potrafiłam skłamać. I nie dlatego milczy, że obraziła
      się....ona nie wierzy....i dobrze może.Dziś patrzę na to wszystko jak na
      (banalnie) SEN, z ta różnicą, że po przebudzeniu zazwyczaj jestem tą samą
      osobą....a po tym śnie już nie.

      Na dodatek straciłam coś, co miałam wcześniej....nie ważne co...starciłam, więc
      nie ma o czym pisać....

      Wiem jedno, nie należy krytykować, czy się przeżylo to samemu, czy ktoś
      dostarczył takich przeżyć, czy w ogole z tym się wcześniej nie spotkało.....nie
      należy. A że żyjemy w dobie komputerów, to chciałam wyrzucić to z siebie.....i
      nie wiem dlaczego.

      Dziękuję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka