akkknes ktos cos tu napisal dzisiaj a ja nie wiem kto... 20.09.07, 19:58 hm... jest tutaj tak duzo tych naszych historii, ze widze ze gdzies pojawil sie nowy wpis, ale ja nie wiem gdzie :(((( Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: ktos cos tu napisal dzisiaj a ja nie wiem kto 20.09.07, 21:12 to ja,pytalam,co u Was?bo cos dawno nikt nie pisal... Jak tam akkknes?Misia,co u Cciebie? Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: ktos cos tu napisal dzisiaj a ja nie wiem kto 20.09.07, 21:53 to mi nie pokazuje twojego postu chyba albo go nie moge znalezc... ja mam mlyn w pracy zaraz zacznie sie szkola wiec mlyn dwa a poza tym to chyba jestem w trakcie zakochiwania sie (?) Odpowiedz Link Zgłoś
drzazga1 Re: wracanie do siebie 21.09.07, 00:08 Nadzieje pod tramwaj podloz. Facet wyraznie okazal, ze mu na Tobie nie zalezy, natomiast niewykluczone, ze bedzie utrzymywal kontak, dopoki sobie kogos nowego nie przygrucha, bo byla ciagle kochajaca dziewczyna to bardzo uzyteczne urzadzenie jest... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 21.09.07, 10:54 akknes a co Ty taka tajemnicza jesteś. Proszę tu natychmiast wszystko ze szczegółami opisać;-) jabłonka a co u Ciebie, jak Twoje samopoczucie?? u mnie trochę bez zmian ale nie umiem stwierdzić czy już się odkochałam czy tylko te moja uczucia są lekko uśpione bo nie mam z nim żadnego kontaktu. Czuję wciąż żal, że to się skończyło ale to nie jest już taka czarna rozpacz i już nie rozmyślam o nim obsesyjnie. Mam jednak nadzieje, że mi przeszło bo mam go już serdecznie dość. Dziewczyny meldować co u Was:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 21.09.07, 15:14 Akkknes!!!!!!!!Mow!!!!!Alez mnie zaciekawilas...:) To dobrze misia,ze sobie radzisz,byle tak dalej:) Ja niestety ciągle mysle o bylym:( to juz nie jest takie obsesyjne,ale...nadal jest:/ Probuje sie umawiac z facetami,ale...za kazdym razem mysle,ze chcialabym byc w tej chwili z kims innym...wiadomo z kim...Ale pewnie z czasem bedzie coraz lepiej:) Mocno w to wierze... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 07.10.07, 19:06 no tak... minal chyba miesiac jak ON nie mial jak zlapac ze mna kontaktu i nasluchac sie plotek... no i pisze do mnie ostatnio, ze jak bede na gadu-gadu to zebym sie odezwala. ale ze mnie ostatnio czesto gesto tam nie ma, to wiadomosc sprzed paru dni. hm, jakby cos chcial to przeciez zna numer... no ale mimo ze byl niedostepny odpisalam ze GRZECZNIE ze co chce :D (oczysicie nie doslownie :D) wiec przed chwila wlaczylam gg i czytam wiadomosc od niego: ze chce mnie zaprosic na obiad <wow> odpisalam ze z jakiej okazji ale luz - hehe on nawet nie zdaje sobie sprawy ze ja NAPRAWDE nie mam czasu :D :D :D :D :D a pewnie w koncu udalo mu sie zarobic jakies pieniadze i chce sie pochwalic... i posluchac plotek :/ ŻAL normalnie ŻAL no ale coz, czekam na dalszy rozwoj wydarzen - oczywiscie ze wam wszystko opisze :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 09.10.07, 12:00 cześć dziewczyny u mnie totalnie nic się nie dzieje więc nie mam co pisać ale nie narzekam na taki stan jest mi dobrze spotykam się z przyjaciółmi, spędzam miło czas w ich towarzystwie. Przedtem nie miałam dla nikogo czasu bo tylko był on albo czekałam właśnie na tel. od niego i jak teraz patrze na to z perspektywy czasu to zachowywałam się strasznie, po zerwaniu byłam jeszcze gorsza szczególnie dla najblizszych przyjaciół i rodziny ze mną przez pierwsze 3 miesiące nie dało się normalnie rozmawiać, byłam nerwowa, drażliwa i niewiele mi było trzeba żeby wszcząć awanture z jakiekoś błachego powodu. Ja sama widziałam, że zachowuję się nienormalnie ale nie umiałam nad tym zapanować, wyładowywałam się na wszystkich. Teraz jest już lepiej i ta pozorna nuda, która wkroczyła teraz w moje życie bardzo mi odpowiada ok to chyba tyle a co u Was?:) Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: wracanie do siebie 09.10.07, 20:36 U mnie minie niedlugo 2 miesiace i jest z kazdym dniem lepiej, ale codziennie mi sie przypominaja rozne rzeczy, czesto mi sie sni. Chcialabym, zeby przyszedl taki dzien, ze nie bede o tym wszystkim myslala. Trzymajcie sie!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
modliszka24 Re: wracanie do siebie 09.10.07, 12:08 ja wracalam do swojego partnera kilka razy i musze przyznac ze warto bylo bo od dluzszego czasu jest cudownie pamietaj rozmawiajcie duzo Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 09.10.07, 12:31 dzieki, ale teraz to juz po jabolach... ma z kim i o czym rozmawiac. nie wiem co ex kombinuje, ale nie sadze zeby to byla good idea. nie wiem zreszta nie mialam czasu wskoczyc na gg - ale pewnie juz mu sie odechcialo kolacyjek w restauracjach. chyba ze chce mi powiedziec ze bedzie tata albo czyms pochwalic - wiem, ze na takie cos go stac. a moja rola sprowadzi sie juz tylko co do tego, ze udowodnie mu, ze nie jestem juz ta sama, zaplakana, samotna, nieporadna zyciowa dziewczynka. warto zobaczyc jego mine :] (chyba ze mi odwali jakis numer, ale nie wiem czy pobije wydarzenia sprzed prawie roku...) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 10.10.07, 10:31 Marta u mnie to już 4 miesiące minęły i też wciąż przypominają mi się wspólne chwile tylko z tą różnicą, że już nie wyje z tego powodu do księżyca;)nawet się uśmiechnę jak mi się przypomni coś szczególnie miłego. Nie powiem odczuwam jeszcze żal ale to jest tylko takie lekkie ukłucie, które szybko przechodzi. Tęsknie też trochę ale to też już jest do przeżycia. akknes najlepiej w ogóle nie dowiaduj się jaką to niespodziankę ma dla Ciebie Twój były napisz mu, że Cebie to już od dłuższego czasu nieinteresuje co u niego słychać lepiej nie wywoływać wilka z lasu;) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 12.10.07, 15:13 eh... wbrew wszystkim (wprowadzonym w temat) osobom i pewnie sobie samej umowilam sie z nim... Zobaczymy czy w ogole dojdzie do spotkania..... Odpowiedz Link Zgłoś
jo.anna22 Re: wracanie do siebie 12.10.07, 23:52 A wiesz jak Cie pozniej bedzie bolalo serce?? Kiedy sie kogos kocha naprawde, to nielatwo sobie poradzic ze wspomnieniami...to bardzo boli..bedziesz sie ludzic, ze jeszcze mozecie byc razemaz dostaniesz kopa w tylek i wszystko zacznie sie od poczatku...a to nie jest tak,ze bedzie bolalo mniej...bedzie bolalo jeszcze bardziej....: (((NIESTETY. Odpowiedz Link Zgłoś
jagodkajagodka Re: wracanie do siebie 13.10.07, 08:42 Witam Was...ja tak tylko informacyjnie, jak życie po rozstaniu może się ułożyć i jak rozstanie wygląda. Przez dwa lata byłam z cudownym mężczyzną. Po rozstaniu wariowałam...przez rok czasu leczyłam się z depresji,nie pomagało nic. Chciałam go odzyskać,pisałam maile,smsy...a on po dwóch miesiącach od rozstania kogoś poznał. Są razem do dziś. Ja po tamtym koszmarnym roku stanęłam na nogi. Ale potrzebowałam jeszcze rok być sama, by rozpoczą nowy związek. Zakończony(???) tydzień temu po raz trzeci czy czwarty z bardzo poważnych powodów. Tak samo wariuję. Tak samo nie umiem normalnie funkcjonować. Po jednym epizodzie depresji jest dwukrotnie większe prawdopodobieństow, że będą następne... Trzymajcie się ciepło i walczcie. Mimo wszystko. Ja mojej długiej walki nigdy się nie wstydziłam, ani tego,że miałam odwagę jego kochać. Odpowiedz Link Zgłoś
marta2xs Re: wracanie do siebie 13.10.07, 16:29 Trzymaj sie, wszystkie tu walczymy. Tez mam czasem wrazenie, ze mam depresje. Trzymam sie tylko dlatego, ze mam nadzieje, ze juz niedlugo bedzie lepiej. Sama sie wpakowalam w beznadziejny zwiazek i sama musze sobie z tym poradzic. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 14.10.07, 12:29 spotkalam sie, mowil ze zaluje, ze tamta go oszukala, ze od paru tygodni zasypiajac mysli o mnie... ze nic ode mnie nie chce, ze nie bylby w stanie mnie o cokolwiek prosic bo i tak juz za duzo dla niego zrobilam... ze tesknil.... i nie powiedzial ze chce wrocic. Odpowiedz Link Zgłoś
e1982 Re: wracanie do siebie 14.10.07, 16:23 nie musiał... czy zawsze trzeba wprost mówić ?:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie bylo cie 14.10.07, 19:37 nie mowie, ze musial... ale mogl. niby jechalam na to spotkanie i sie trzmalam, wiedzialam co jest wazne co sie dzieje i jak jest... ale jakas taka resztka oczekiwania byla... trudno mi sie o tym przyznac przed sama soba nawet. minely dwa dni, niby jest ok, niby nic sie nie zmienilo... niby. powiedzial ze jeszcze na pewno zapyta mnie czy pojde z nim gdzies znowu, dalam mu czas na odpowiedz - ale taka po konkrecie, dlaczego chcial sie ze mna spotkac. jest pare pytan, na ktore nie mam odpowiedzi; jest pare spraw ktore mnie nurtuja... jest niby tak samo a jednak inaczej. i to jego kajanie sie, przepraszanie, zalowanie - teraz juz nieotrzebne, bo mi naprawde nie zalezy na tym, zeby on to robil. te stwierdzenia, ze jednak ja bylam ok, ze to jego wina, ze teraz mu tego brakuje i za tym teskni... minelo tyle czasu, nie mowie ze to jedno spotkanie zmienilo wszystko. jest kobieca duma, ze jednak ja a nie ona. ale to teraz jest bez znaczenia i bez sensu. jest honor, ktorego nie mialam przez pol roku. jest zadowolenie, ze mimo wszystko PRZEZYLAM. jest niewypowiedziane zdanie, gest, ze moglby zapytac. moglby chciec nie tylko mnie zobaczyc, ale znowu tu byc. jest watpliwosc i pytanie do tysiaca ludzi mijanych na miescie - czemu ja? i ta pie.przona niepewnosc, czego on chce, moze dalej mam zyc jakby nic, udawac, ze nie slyszalam tego, ze zrobilby wszystko zeby spedzic ze mna znowu sylwestra (a nie nalezaly do najlepszych), znowu wpasc w ta maszyne szkola-praca-dom-drinki ze znajomymi-i byle do nastepnego ranka... moze znowu udawac sama siebie ze nic nie bylo, nie bylo tego spotkkania, nie bylo rozmowy? i z drugiej strony, ta 'madrosc wyucozna na bledach' - ze z oddali wspomnienia blekitnieja? to, ze nie patrze na to moze zbyt obiektywnie? i to, ze niestety nie mam gumki do wymazywania pamieci - ze to nie ja wybralam innego, ze to nie ja go zostawilam w szpitalu, przy natloku problemow... i z drugiej strony - ze ludzie jednak sie zmieniaja... Odpowiedz Link Zgłoś
e1982 Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 14.10.07, 22:54 żyj po prostu jak do tej pory..uwzględniając to, że może faktycznie się zmienił.. Po co się tyle zadręczasz..? Będzie, co będzie.. Jeśli się ponownie "zgłosi" do Ciebie - ok - zobaczysz, czy chcesz się spotkać, czy też nie.. Jeśli się nie odezwie - nic nie tracisz...bo co? Jeśli będzie Cię to wszystko nadal nurtować - zapytaj wprost - czego on chce od Ciebie.. A nie - tworzy się miliony sytuacji w głowie..które w niczym nie pomagają..Mówię też na własnym przykładzie:)Życie lubi się zmieniać, płatać figle - nie ma co za wiele rozmyślać Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 15.10.07, 09:01 rozmawialam z nim pol nocy... standardowo - to nie jest do konca tak pieknie... bo marysia mu mowi, ze TEZ go kocha. bo on wie ze tylko ja go kocham. bo on chcial zeby to ona go zostawila, bo boi sie ze jak znowu zrobi komus to co mi, to bedzie zle... bo on sam nie wie czy jest z marysia... bo on jak jej teraz powie ze wraca do mnie to ona nie bedzie dlugo czekac na nastepngo... ze on nie ma zadnej pewnosci czy mnie nie skrzywdzi, czy ja go dalej kocham.. ze to ze tamto... ja wiem - znowu klamal i nie powiedzial prawdy... dlatego nie siedze i sie nie zadreczam pytaniam, tylko tak czasami jak tu wsiade do was to pisze... nikomu o tym nie mowie, bo sie wstydze, bo jest mi glupio, bo boje sie ze jak o tym powiem glosno to sie osmiesze... dalam mu tydzien zeby wyjasnil sobie sprawe z nia, i tydzien zeby sobie przemyslal z kim chce byc. bo jak ona sie dowie ze znowu ja to bedzie miala bacik nad tylkiem i bedzie super - a ja nie chce miec nad nim bacika, wiec musialam mu ten warunek postawic. plakal i prosil, ze on nie chce tracic mnie na zawsze, ze on myslal, ze to wszystko wolniej sie potoczy, ze inaczej sie rozegra... ze on mial plan, zeby sie ze mna pospotykac i sprawdzic czy jest w stanie mnie pokochac... a tak to ja mu kaze wybierac... zapytalam go, czy to, ze ze mna pojdzie raz do knajpy jest rowne z tym, ze to z nia bedzie spal, ze jak to porownywac, jak ja robie wszystko zeby sie do niego nie zblizyc? i wiecie co? wiem, ze jak teraz mnie nie wybierze, to bede juz w takim miejscu, ze nie bede miala jak zrobic tego kroku do tylu... ze jak juz nie pojdziemy razem to kazde z nas pojdzie w swoja strone - przynajmniej ja... bede jak w takim miejscu, ze on nie bedzie mial ze mna ani kontaktu ani nic... powiedzialam mu o tym. i teraz czekam na ten cholerny dzien wyborow... bo mu powiedzialam, ze ma do wyboru - albo zadzwoni do mnie w niedziele albo wcale. i ze moze do mnie zadzwonic tylko pod jednym warunkiem. boze od wczoraj mam znowu gule w gardle, glodna nie jestem, czas mi mija jak ostatniej zimy... tylko teraz mam szole i prace i nie moge nawalic... nie moge sama sobie pozwolic na to co wtedy. moge pojsc sama albo z nim - i jestem gotowa zamknac i nigdy nie wracac do pewnych kwestii... jak tez jestem przygotowana na to, ze bede musiala isc dalej sama... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 15.10.07, 11:35 akknes i widzisz znalazłaś się znowu w tym samym punkcie jak wtedy gdy zakładałaś ten wątek czyli jaby nigdy nie było tych ostatnich miesiecy w których już było lepiej. Znowu czekasz na jego wybór az on sie zdecyduje czy Ty czy Marysia przecież to wtedy o to samo chodziło. akknes jak nie kochał to już nie pokocha jak on to chce sprawdzić. Nie widzisz,że on się wcale nie zmienił dalej nie potrafi dokonać wyboru, dalej jest niezdecydowany. Nie przyszedł i nie powiedział koniec z tamtą, to był największy błąd mojego życia chcę być tylko i wyłącznie z Tobą tylko Cię zwodzi jakimiś obietnicami bez pokrycia, i dalej każe Ci siedzieć i czekać niewiadomo na co i znowu będzie to trwało do momentu aż z Marysią będzie dobrze. Przerpaszam akknes ale musisz raz i na zawsze odciąć się od tego faceta zawsze bedzie jakaś Marysia dlatego, że on nie chce być z Tobą tak na 100%. On wie,że Ty go kochasz i że będzie mu dobrze tylko, że on nie kocha i jak tylko się pojawi znowu jakaś Marysia to zrobi Ci takie samo piekło jak ostatnio. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 15.10.07, 11:51 misia, mam nadzieje ze nigdy nie bedzie tak jak piszesz... teraz juz sie powoli rozkrecam w pracy - chociaz jesc dalej mi sie nie chce. pierwszy raz w zyciu postawilam komus naprawde prawdziwy warunek (i mam ku... wyrzuty sumienia, bo stawianie warunkow nie jest ok) ale nawet nie chce myslec co dalej Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 15.10.07, 20:16 akknes to nie stawianie warunków nie jest ok tylko to co robi Twój były. Ja też mam nadzieje,że to co napisałam się niesprawdzi ale jeżeli się niezdeklaruje to olej go nie daj się wodzić za nos jak ostatnio. Akknes jeżeli wybierze Ciebie to jesteś w stanie o tym wszystkim zapomnieć, jesteś w stanie zapomnieć o maryśce i będziesz mieć 100% pewność, że nie mają kontaktu? Czy warto jest odgrzebywać coś co się już skończyło, już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Czy nie lepiej zachować miłe wspomnienia i iść naprzód? Akknes ja Ci po prostu życzę jak najlepiej i nie wiem czy dla Ciebie najlepszy będzie powrót do byłego. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 16.10.07, 08:33 misia, kobito, pewnie ze wiem, PO CO mi to piszesz... ale wiesz, to forum to moj jedyny powiernik - nikt 'na zywo' nawet sie nie domysla... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 18.10.07, 10:25 akknes nie wiem po co Ci to piszę, pewnie daltego, że ostatnio stałam się straszną zołzą dla której wszyscy faceci to samo zło;), którego trzeba unikać za wszelką cene! więc pewnie nie jestem obiektywna w tym moim pisaniu do Ciebie. Pisz dalej co tam u Ciebie a ja sie postaram powstrzymać od komentarzy, buziaki Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 15.10.07, 11:44 jagoda trzymaj się i walcz nie daj się znowu depresji nie jest tego wart nawet najcudowniejszy facet. Bedzie to długa walka wiesz to z własnego doświadczenia ale w końcu będzie dobrze to też wiesz z doświadczenia i tu już nie chodzi czy będzie ktoś nowy czy będziesz sama ale, że będzie dobrze.Samotność ala taka smotność, że się nie ma faceta jest czasem tym czego najbardziej nam potrzeba. Odpowiedz Link Zgłoś
tenmiles Re: wracanie do siebie 18.10.07, 10:43 Ja trochę zmienię temat. Strasznie denerwuje mnie powiedzenie "nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy", kto to w ogóle wymyślił? Chyba jakiś kretyn. Ludzie potrafią się bardzo zmienić na przestrzeni czasu. I potrzeba zarówno do tego 1 miesiąca jak i czasem paru lat, nie ma na to reguły. Szczególnie, gdy ludzie są młodzi, niedojrzali do poważnego związku. Chciałbym tu zauważyć, że zarówno może być tak samo jak wcześniej, jak i dużo lepiej. Ponieważ każdy przypadek jest inny i NIE można tutaj generalizować. Ja bym o takie rzeczy nie pytał na forum. Nie pytałbym obcej osoby o swoje życie, ani o rady. Nikt mnie nie zna lepiej jak ja sam, a życie potrafi zaskakiwać i faktycznie może być lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 18.10.07, 11:29 nie widzisz różnicy tu nikt nikogo nie pyta o rade. Czasem pewnych rzeczy nie da się powiedzieć ani rodzinie ani najbliższemu przyjacielowi a samemu jest trudno uporać się z pewnymi rzeczami więc po to są fora internetowe, po to jest ten wątek żeby móc anonimowo wypłakać wszystkie swoje smutki czy żale bo tak jest łatwiej i piszą tu ludzie, którzy akurat są lub byli w takiej sytuacji i mogą coś doradzić albo podtrzymać Cię na duchu i Ty możesz ich rady wziąć sobie do serca albo możez je olać nikt Ciebie tu do niczego nie zmusza. Odpowiedz Link Zgłoś
tenmiles Re: wracanie do siebie 18.10.07, 12:08 Masz rację. Ludzie szukają tutaj pocieszenia. Jednak rady są tylko radami, dlatego ja podchodziłbym do nich z dystansem. Uważam, że powinno je się brać pod uwagę, ale nie powinny być kwestią ostateczną, nie wymagającą negacji. Każdy z nas jest tylko człowiekiem i może się mylić. Ja jestem daleki doradzania komukolwiek w tym temacie. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 18.10.07, 20:40 tenmiles, widac ze wymieksz i nie czytales calego watku :P sa po prostu takie chwile, ze wiem, ze gdybym pogadala z kims osobiscie to plakalam jak glupia przez pol dnia, a jak mam mlyn i wiem ze moge na forum poswiecic chwile, to wypisze z siebie to co we mnie siedzi i nie mam czasu wyc. poza tym, po raz drugi chcialam zauwazyc ze nie czytales jednak watku :P bo ja nie jestem az tak podatna na wplywy u gdybym miala stosowac rady ktore tu czytalam to juz dawno nie pamietalabym ze byl jakis eks :P miska a ty pisz, tu nie chodzi o komentarze pewnie miedzy jednym telefonem a mejlem i faxem cos ci odpisalam i nie przeczytalam i wyszlo nie tak jak chcialam :) tu nie chodzi o komentowanie... sama wiesz... :( Odpowiedz Link Zgłoś
tenmiles Re: wracanie do siebie 19.10.07, 04:50 Ile czasu od nieodzywania się do niego upłynęło zanim on się odezwał? Czysta ciekawość. :) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.12.07, 18:21 Hej...ja to chwilami mysle,ze jestem nienormalna,bo o bylym nie moge ciągle zapomniec...Swieta sie zblizaja,w ogole ich nie czuje,nie jestem szczesliwa...Co za zycie... Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 18.10.07, 20:58 Witajcie!Dawno tu nie zaglądałam,a teraz...czytam i uwierzyć nie mogę - Akkknes!!! Nie zamierzam Ci niczego radzić,bo to bez sensu...glupie serce i tak wie i zrobi swoje...Zycze tylko,zebyś była silna i swiadoma swojej wartosci. Tak jak Tenmiles,uwazam,ze woda w rzece nigdy nie jest ta sama - tylko brzeg wygląda podobnie. Wszystko moze sie zdarzyc. Moze warto tylko nie robic sobie za bardzo nadziei,bo po co nam rozczarowanie? Trzymaj sie!:) A u mnie...hhmm...poza tym ze nadal jestem nieszczesliwa,to troche sie zmienilo...Oprocz pracy mam dodatkowe zajecia,a w weekendy kolejne studia - czas zapelniony. No i spotykam sie z roznymi facetami. Nic do nich nie czuje,nie chce sie wiązac,ale uwazam,ze to chore,zebym siedziala w domu i z nikim sie nie spotykala...Szczerze ich informuje o mojej niecheci do zaangazowania,wiec nie mam wyrzutow sumienia. To tyle...zycie toczy sie dalej... Aaa...okazalam sie miękka bo niedawno wyslalam mu urodzinowe zyczenia smsem,za ktore grzecznie podziekowal...i tyle. Co za zycie...dobrze ze jutro weekend :) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.10.07, 09:46 jabłonka to dobrze, że masz mnóstwo zajęć i nie masz czasu rozmyślać. Natłok zajęć pomaga a kiedyś w końcu stwierdzisz, że nie potrzebujesz o nim myśleć. Ja niestety nie doczekałam się ani życzeń na urodziny ani na imieniny od niego a od jego kolegi dowiedziałam się, że on już od dawna ma mnie w dalekim poważaniu więc poczułam się jeszcze raz jak totalna idiotka i, że kiedyś byłam dziewczyną która się szanowała a teraz wszyscy mnie mają za pożałowania godną istotę, która wciąż cierpi z powodu jakiegoś głupiego faceta, który naprawde nie jest tego wart i w końcu to do mnie dotarło. Teraz zaczynam okres bez facetów bo za bardzo jestem do nich źle nastawiona:) akknes to nie tak, że się poczułam urażona czy coś w tym stylu tylko, że ja naprawde jestem nieobiektywna bo dla mnie w tym momencie faceci to autentyczne samo zło:)i nic sensownego Ci nie napiszę bo ja mądra jestem po szkodzie i nie wiem co ja bym zrobiła gdyby nagle mój były się odezwał, że chce spróbować jeszcze raz pewnie mialabym taki sam mętlik w głowie jak Ty i od razu zapomniałabym o tych wszystkich miesiącach w których byłam nieszczęśliwa czy to jak byłam z nim czy już bez niego więc też dlatego powstrzymam się od komentowania:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 19.10.07, 11:51 eks odezwal sie... hm... w maju definitywnie END, potem w czerwcu doda i 'katarsis', cos kolo sierpnia - 'miasto aniolow', potem we wrzesniu jego sms, ze cos chcial... mamy pazdziernik. dla mnie jednak wszystko sie usralo po bozym narodzeniu - bo 2dni potem poznal ja i wszystko zeszlo na drugi plan... mimo ze sylwester z wielkimi obietnicami byl wspolny, potem jeszcze pare innych rzeczy, ze w lutym moje imieniny, kolacja i kino... dobra, dalam mu warunek - ja albo ona. pierwszy raz w zyciu dalam komus warunek i pierwszy raz ten kto go uslyszal SKOMLAL zebym tego nie robila. dalam mu tydzien. on sie z nia rozstal, ona go zdradzala, wrzucali sobie... a pare dni potem mowi mi, ze to, ze z nia skonczyl nie dalo mu satysfakcji, ze nie czuje zeby to skonczyl. nagle ona go odblokowala na gg... nagle dowiaduje sie, ze ona mowi ze go kocha. powiedzialam ze teraz wiem gdzie jestem i ze tylko teraz jest jeszcze czas... ostatni raz. nie powiem, serce mi sie scisnelo, pewnie. ale jesli w ten tydzien on mi nie powie ze poprostowal to co mial do wyprostowania to sorry, koniec. powiedzialam, ze wiecej nigdy mnie nie zobaczy, nie uslyszy, nie zlapie. i jestem w stanie to zrobic. nie wiem jak jest z ta woda w rzece i z brzegiem. chcialabym, ale ja bedzie - nie wiem... :( Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.10.07, 13:40 no dobrze akknes nie powiem Ci żebyś uciekała z krzykiem:) ale badź konsekwentna i wymuś na nim decyzję po tym tygodniu niech on raz a porządnie się określi, żebys Ty w końcu mogła poczuć święty spokój. Pisz jak tam się sprawy mają buźaki Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 20.10.07, 17:46 NIESTETY nie bede nic na nim wymuszac. bedzie chcial - ok, odezwie sie w okreslonym czasie; nie - oboje wiemy co to znaczy... on wie gdzie aktualnie stoje, gdzie bylam a gdzie bede... Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.10.07, 21:05 Akkknes,a jakis czas temu pisalas - o ile mnie pamiec nie myli - ze jestes chyba w trakcie zakochiwania sie...Nie rozwinęło sie? Ja ostatnio mam jakies dziwne mysli,ze to sie nigdy nie skonczy,tzn ze nigdy go nie wymarze z glowy - zresztą chyba nawet tego nie chce...Po prostu mimo wielu zajec,imprez,ludzi,ktorzy sa wokol mnie,nie bylo dnia zebym o nim nie myslala. I nie jest to jedna mysl,ale....cale mnostwo... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 23.10.07, 15:28 jabłonka mam takie same obawy jak Ty tylk, że ja chcę sobie go wybić z głowy tylko mi nie wychodzi. Niby na zewnątrz jest ze mną wszystko ok. Przyjaciele i znajomi myślą, że już sobie poradziłam ale tak naprawdę to jestem nieszczęśliwa:( i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jak myslićie jest możliwa taka sytuacja, że chłopak jest z dziewczyną ale jej nie kocha, lubi ją, jest mu z nią dobrze ale jej nie kocha z tego też powodu się rozchodzą czy jest możliwe, że jeszcze kiedyś może się w niej zakochać czy jak już nie kochał to już nigdy nie pokocha. Napiszcie mi raz a porządnie, że to nie jest możliwe a może w końcu przestane czekać niewiadomo mimo tego, że mnie już rozczarował tyle razy od naszego zerwania dając wyraźnie do wiadomości że nie ma żadnych szans na nic nawet na przyjaźń a ja wciąż z tymi klapkami na oczach siedzę już 4 mc i czekam tylko nie wiem na co:( Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 23.10.07, 16:08 Mówię Ci dobitnie jak nigdy nikomu...NIE MA SZANS!! DAJ SPOKÓJ!! Wiem, że nie pomogło :) Pisałam tutaj pod koniec lipca...Nam się udało-powiedział, że mnie kocha i nigdy nie opuści.. A ja się cieszę- ale to radość przeplatana strachem, że jednak znów...Ehh. Ale wiem, że dam radę nawet bez niego :) Bo to ja jestem najważniejsza ;P Trzymajcie się ciepło kochane :* Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 23.10.07, 21:39 Misia...chyba jestem ostatnią osobą, która powinna sie na ten temat wypowiadać... Wiem tylko jedno,ludzie się zmieniają - codzinnie; dojrzewają, nabierają doświadczeń. Nigdy nie wiemy,co nas spotka,jakie emocje bedą nami kierować,jakie uczucia się w nas pojawią. Możemy zyc - Ty,ja i mnostwo innych osob - nadzieją,marzeniami...tylko do czego to prowadzi? Mnie do niczego dobrego...sama sie zadręczam i niszczę... Wierzę tylko,że to ma jakis sens,ze czegos sie nauczę,cos zrozumiem,ze moje cierpienie nie jest bezcelowe... Trzymaj sie:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.10.07, 17:06 jabłonka dzięki ja wiem, że to nie ma większego sensu ale niepotrafie nic z tym zrobić:( Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 24.10.07, 19:15 Wiem Misia...bo całkiem rozsądne spostrzeżenia i rady,których potrafię udzielać...nijak się mają do mnie samej,moich uczuc i emocji... Bądźmy dzielne;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 11.11.07, 21:12 Część,skąd tak długie milczenie? Co u Was? Misia,Akkknes? Jakieś ciekawe zmiany?:)Pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 13.11.07, 18:53 Hej jabłonka:) u mnie bez zmian, raz lepiej raz gorzej. A co u Ciebie słychać, jak Twoje samopoczucie, może u Ciebie coś się zmieniło?:) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 14.11.07, 14:24 U mnie tez bez zmian...Faceci kompletnie mnie nie obchodzą,spotykam sie z nimi,ale...mam to w sumie gdzies... A poza tym to spotykam czasem na imprezach bylego...oj...serduszko szybciej bije wtedy,ale...Wiem,ze to juz nic nie znaczy. O tyle jest dobrze,ze nie unikamy sie jak bysmy byli sobie obcy-tak reagowalam po pierwszym rozstaniu-ale mowimy "czesc",nawet sie do siebie usmiechamy i zamieniamy zdawkowe"co slychac". Ostatnio az sie zdziwilam,bo ex rozmawial i sie smial i bawil z moim dobrym przyjacielem-wczesniej jakos nie palali do siebie sympatią...Wszystko jak widac sie zmienia,a zycie zaskakuje... Chyba przyzwyczailam sie troche do bycia samą i...dobrze mi z tym - niczego nie oczekuje,nie martwie sie...jakos tak lekko...Wiem jednak,ze z czasem ta "lekkość bytu" może stac sie nieznośna... Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.11.07, 13:17 Hej dziewczyny odświeżam wątek:) Jestem ciekawa co tam u Was słychać? U mnie bez zmian z nikim się nie umawiam, z nikim się nie spotykam na ten moment jest mi dobrze tz. nie narzekam jakoś przesadnie;) Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 03.12.07, 23:00 U mnie tez bez zmian...chyba niestety...Byle do przodu;) Odpowiedz Link Zgłoś
misia_uszatka Re: wracanie do siebie 04.12.07, 11:17 Teraz się zbliża najgorszy okres, święta i sylwester. Mam cały czas w pamięci ostatnie święta i ostatniego sylwestra i jak przeżyję teraz to znaczy, że juz ze mną dobrze ale staram się nie rozmyślać o tym za wiele. Co ma być to będzie, niech się dzieje co chce bylem tylko nie siedziała w ciemnym pokoju i wyła do księżyca;) jabłonak najważniejsze, że do przodu!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 22.12.07, 15:42 Wiesz Misia,dla mnie te swięta to coś przykrego.W ogole sie nimi nie ciesze:( W mojej glowie panują mysli,ze powinnam przeciez je spedzic z nim... Jeny,jak dlugo jeszcze...o Sylwestrze nie wspominam... No ale ciągle sobie powtarzam,ze wszystko sie dzieje w jakims celu...to co przezywam tez... Gdybym tak mogla zaangazowac sie w cos nowego,tzn nowy związek. Ale kompletnie sobie nie wyobrazam tego. Poznaje facetow,naprawde fajnych,wartosciowych,ale...w ogole mi nie zalezy. Taka "nieznosna lekkosc bytu" jak pisal Kundera... Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 13.01.08, 23:26 dawno nie zagladałam, wątek przycichł. Chciałam tylko napisać, że czas wcale ran nie lezy - mój zwiazej zakończył się w marcu/kwietniu - niestety ciągle nie moge wyjść z tego, płacz, przygnębienie, wahania nastrojów to moja codziennoćść. Nie czuję radości życia, jedno o czym marzę to zniknać i przestac czuć...Ale sie boję... Odpowiedz Link Zgłoś
widokzmarsa Re: wracanie do siebie 13.01.08, 23:36 pół roku to mało. W końcu mija taki czas że da się oddychać. Odpowiedz Link Zgłoś
kapuszek Re: wracanie do siebie 13.01.08, 23:44 kiedy?? nie wyobrażam sobie że moge przestac Go kochać, choć on przestał kochać mnie... każda kolejna próba spotykania sie z kimś, kończy się ogromnym bólem.Rozczarowaniami. Nie wierzę już w siebie,,, Odpowiedz Link Zgłoś
widokzmarsa Re: wracanie do siebie 13.01.08, 23:52 to wynika z tego że to on zostawił ciebie, nasza psychika jest słaba. Można kochać jeszcze raz, czasami szybko, czasami po latach. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 14.01.08, 09:30 timbunia, nie chce wyjsc na kogos bez-serca, ale jak dla mnie to ty powinnas pogadac z jakims lekarzem. ktos nizej napisal ze pol roku to jeszcze nic. a dla mnie to nie jest w kategoriach pol roku a 'w-zeszlym-roku' czy tez 'rok-temu' - i jesli dalej nie radzisz sobie z tym, to cos jest nie tak. ja nie wiem, gdybym dalej rozpaczala po eksie, to nie wiem co byloby ze szkola, praca, znajomymi, domem?? ze mna?? rozumiem ze mozna byc przegnebiona, placzliwa, czy miec wahania nastrojow - ale ile mozna, dziewczyno czas sie ogarnac!!!!!!!!!!!!!!! i to nie sa zarty... Odpowiedz Link Zgłoś
modliszka24 Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:24 myslalam ze nie ma sensu ale teraz wiem ze ma i bardzo sie ciesze ze wkoncu jakos sie miedzy nami uklada Odpowiedz Link Zgłoś
elphina Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:31 I nie boisz się że kiedyś znów wywinie Ci taki numer? Bo znów stwierdzi, że nie kocha, że to czy tamto? I czy warto wracać dla stwierdzenia "jakoś się między nami układa"? Dziwię się.. Odpowiedz Link Zgłoś
ququlkka Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:39 Jeśli facet odszedł i nie widać, żeby mu zależało, to znaczy, że nie zależy! Trzeba się z tym pogodzić i przestać snuć nierealne marzenia. Żyć chwilą! Zająć się sobą, rozwijać zainteresowania, zadbać o siebie, poczytać babskie blogi jak lovetrap.pl i przestać się zadręczać, wyluzować! Wtedy szybko się znajdzie taki, który doceni taką naturalność :) Może to i brutalne, ale prawdziwe. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:47 ide sprawdzic co to ten > lovetrap.pl :))))) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:44 modliszka, mam nadzieje ze Twoj post to odp na pytanie czy warto wracac do siebie :) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:44 modliszka, mam nadzieje ze Twoj post to odp na pytanie czy warto wracac do siebie :) Odpowiedz Link Zgłoś
peanutbutterfly I jak się skończyła ta historia, bo nie jestem 18.01.08, 14:10 wstanie przeczytać takiej ilości postów. :/ Wróciliście do siebie? Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 18.01.08, 23:21 Nie, nie wrócili, na szczęście:) Akknes, co u Ciebie? Jak się sprawy z tym nowym-prawie-byłym-niedoszłym mają?:) Odpowiedz Link Zgłoś
avital84 Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 18.01.08, 23:27 > Akknes, co u Ciebie? Jak się sprawy z tym nowym-prawie-byłym-niedoszłym mają?:) Czyli to dość skomplikowana historia? Trochę jak z Wenezueli? :) Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 19.01.08, 03:15 Dziś stało się coś, zobaczyłam jego zdjęcia rodzinne z poczatku grudnia z "żoną" - obraczkę miała - ona w ciąży - doś widocznej. Jedno mnie uderzyło zby szybko na nowy zwiazek i dziecko - dotarła prawda bolesna choć przyznaje nie potwierdzona. że będą jeszcze ze mną kręcił z inną - i to nie ja byłam powodem rozpadu - jak mnie oskarżał... Czuję się podle, oszukana, zdeptana - wyglada na to że 6 lat szczerości poszło na marne - nie zasługiwałam na prawdę... jest 3 w nocy, jedno o czym marzę to umrzeć. ddokładnie rok temu było zapoznanie naszych rodziców - czy to nie ironia losu. nie wierzę w to żeby miało być lepiej, czy będzie 6 miesięcy czy dwa lata - ja sobie nie radzę... Odpowiedz Link Zgłoś
angie3101 Timbunia.. 19.01.08, 13:02 Dziewczyno, nie zzadręczaj sie wiecej..wiem, że nie jest łatwo, ale..życie toczy sie dalej..Twoje życie, bez niego..pewnie masz rację-ON kręcił z inną będąc z Tobą i zwalił wine na Ciebie, zeby nie miec wyrzutów sumienia..to podłe, płytkie i bez serca, ale niektórzy ludzie tak właśnie postępują..ja czytam ten wątek od początku, trafiam na niego akurat wtedy gdy Aknes go rozpoczęła, sama wtedy rozstałam sie z facetem, z którym byłam 2,5 roku..dawno temu pisałam co nieco w tym wątku, choć dawno juz tego nie robiłam, ale zaglądam w miarę regularnie więc znam Twoją historię..dlatego dziewczyno ogarnij sie!! życie Ci przecieka przez palce, a ON nie jest tego wart, i teraz masz na to dobitne dowody... Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: Timbunia.. 19.01.08, 23:20 dziś coś we mnie pękło. Może to droga ku ozdrowieniu, może prawda wyzwala.. nie wiem. Wiem, że człowiek, któremu zaufałam oddałam serce na całe życie - umarł i juz nigdy nie wróci. Rozmawiałam dziś z dawnym cieniem tego któego kochałam... oczywiscie była mowa o mojej winie, powiedziałam mu że był tchórzem, że jest, bo nie był w stanie powiedziec nic wprost. nawet o swoim małżeństwie. Swoją drogą dziwie sie - powiedział że poznał ją w te wakacje, przez kolegę, a w paźndzierniku już był ślub i 2-3 miesieczna ciąża. Albo ja jestem głupia albo on mnie okłamał znowu. nie wnikam nie rostrzasam - chce zapamietać J. jako tego którego pokochałam - nie chcę mieć nic wspólnego z tym kim teraz sie stał. teraz muszę zająć się sobą, i poskładac to co mi z życia zostało. zmarnowałam rok na rozprczanie - bo gdzies miałam nadziej. Postąpił jak nie mój J. Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 19.01.08, 15:00 Timbunia, skarbie, nie zadręczaj się już tym facetem... Wiesz... to, co on zrobił było podłe i okrutne. Okłamywał Cię i jeszcze zwalił winę na Ciebie. Facet zasługuje tylko i wyłącznie na pogardę, nie jest wart Twoich łez... Byłaś u psychologa? To trwa już za długo... naprawdę idź na jakąś wizytę, chodź regularnie, wyrzuć wszystkie kontakty i wszystko, co by mogło Ci go przypominać i spróbuj zyć od nowa... Trzymaj się. Sciskam Cię cieplutko. Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 19.01.08, 15:05 Avi, to nawet bardzo skomplikowana historia:) proponuję przeczytać cały wątek by się dowiedzieć o co chodzi:D W skrócie: Akknes została porzucona przez jakiegoś palanta, który nie mógł się długo określić o co mu chodzi, męczyła się, w końcu od niego uciekła, olała go,ostatnio zaiskrzyło między nią a jej kolegą, nie byli jeszcze parą, on chciał podobno, potem mu coś odbiło i stwierdził, że jeszcze coś czuje do swojej byłej i na razie tyle z opowieści:) Akkknes popraw jak coś przekręciłam, albo niedopowiedziałam:D Czy dobrze mam wrażnie, że to najdłuższy wątek na tym forum?:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 20.01.08, 18:12 kaktusico, a nie wiem czy najdluzszy, moze byly lepsze kwiatki :) pierwsze co - timbunia, napisalas ze on postapil jak nie twoj j... timbunia: on juz NIE jest twoj!! a ten moj doszly-niedoszly, znowu sie odezwal w tygodniu :) ja nie wiem, my sie chyba nigdy nie zgramy :D tym razem ja naprawde nie mam czasu :D sajon w pracy, sesja, no i koncowka karnawalu :) a byly prawdziwy to sciemy wali jak ta lala, gdzie on mial juz nie mieszkac, gdzie sie przeprowadzac... eh klepie glupoty i chyba myslal, ze jest taki bosssski ze lykam kazde jego slowo :D nie no luz, wiadomo czasem zaboli bardziej lub mniej (zwlaszcza jak sprzeda jakis glupi tekscior, ktory niby ma wyjsc na prawdziwe...) ale spokojnie, ogarnelam sie!! taki kop byl mi chyba potrzebny zeby osiagnac to co teraz osiagnelam :) dzis juz wiem, ze nie ma gory ktorej nie przesune, albo ze gwiazdke z nieba da rade sciagnac :))) prawda jest tez taka, jak mi powiedzial kiedys wspolny znajomy - dla niego teraz 'z wyzszej polki' - osiagnelam w naprawde krotkim czasie to, co on probuje od paru lat a i tak tego nie osiagnie. laskocze to strasznie moje ego, ale wiem, ze po prostu mam naprawde bardzo bardzo bardzo duzo szczescia w zyciu. az boje sie, ze kiedys to sie skonczy i nie chce nic zapeszac... faktem jest ze osiagnelam to, o co inni naprawde walcza, a ja FARTEM to mam :) czego i wam wszystkim zycze :))) Odpowiedz Link Zgłoś
4-metamorphosis Re: wracanie do siebie 25.04.08, 19:29 ale jakie wracanie? po prostu sobie znajdz nowego faceta,bo na tym sie swiat nie konczy... sorki,ale to prawda. najlepsze na wyleczenie sie ze zwiazku,to ....nowa milosc...albo przynajmniej przelotny romans... Odpowiedz Link Zgłoś
zielonajablonka Re: wracanie do siebie 26.04.08, 16:48 To nie takie proste...kiedy wadą każdego noweg faceta,mimo wielu zalet,jest to,że nie jest Nim... Ale ciągle próbuję...;-) Odpowiedz Link Zgłoś
kasia.zebra Re: wracanie do siebie 02.08.18, 14:41 Miałam taką samą sytuację i podjęłam decyzję, której nie żałuję. Trzeba być naturalnym, mówić co nam leży na duszy, nie udawać, że wszystko jest ok do świętego nigdy, bo jeszcze się chłop rozmyśli i będziesz bardziej cierpieć. Jak naprawde kocha to zauwazy, ze mu Ciebie brakuje i wroci, a jak nie, to nie bylo warto ;) Odpowiedz Link Zgłoś