Dodaj do ulubionych

wracanie do siebie

    • akkknes ktos cos tu napisal dzisiaj a ja nie wiem kto... 20.09.07, 19:58
      hm... jest tutaj tak duzo tych naszych historii, ze widze ze gdzies
      pojawil sie nowy wpis, ale ja nie wiem gdzie :((((

      • zielonajablonka Re: ktos cos tu napisal dzisiaj a ja nie wiem kto 20.09.07, 21:12
        to ja,pytalam,co u Was?bo cos dawno nikt nie pisal...
        Jak tam akkknes?Misia,co u Cciebie?
        • akkknes Re: ktos cos tu napisal dzisiaj a ja nie wiem kto 20.09.07, 21:53
          to mi nie pokazuje twojego postu chyba albo go nie moge znalezc...

          ja mam mlyn w pracy
          zaraz zacznie sie szkola wiec mlyn dwa
          a poza tym to chyba jestem w trakcie zakochiwania sie (?)
    • drzazga1 Re: wracanie do siebie 21.09.07, 00:08
      Nadzieje pod tramwaj podloz. Facet wyraznie okazal, ze mu na Tobie
      nie zalezy, natomiast niewykluczone, ze bedzie utrzymywal kontak,
      dopoki sobie kogos nowego nie przygrucha, bo byla ciagle kochajaca
      dziewczyna to bardzo uzyteczne urzadzenie jest...
      • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 21.09.07, 10:54
        akknes a co Ty taka tajemnicza jesteś. Proszę tu natychmiast
        wszystko ze szczegółami opisać;-)
        jabłonka a co u Ciebie, jak Twoje samopoczucie??
        u mnie trochę bez zmian ale nie umiem stwierdzić czy już się
        odkochałam czy tylko te moja uczucia są lekko uśpione bo nie mam z
        nim żadnego kontaktu. Czuję wciąż żal, że to się skończyło ale to
        nie jest już taka czarna rozpacz i już nie rozmyślam o nim
        obsesyjnie. Mam jednak nadzieje, że mi przeszło bo mam go już
        serdecznie dość.
        Dziewczyny meldować co u Was:)
        • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 21.09.07, 15:14
          Akkknes!!!!!!!!Mow!!!!!Alez mnie zaciekawilas...:)
          To dobrze misia,ze sobie radzisz,byle tak dalej:)
          Ja niestety ciągle mysle o bylym:( to juz nie jest takie
          obsesyjne,ale...nadal jest:/ Probuje sie umawiac z facetami,ale...za
          kazdym razem mysle,ze chcialabym byc w tej chwili z kims
          innym...wiadomo z kim...Ale pewnie z czasem bedzie coraz lepiej:)
          Mocno w to wierze...
          • akkknes Re: wracanie do siebie 07.10.07, 19:06
            no tak... minal chyba miesiac jak ON nie mial jak zlapac ze mna
            kontaktu i nasluchac sie plotek... no i pisze do mnie ostatnio, ze
            jak bede na gadu-gadu to zebym sie odezwala. ale ze mnie ostatnio
            czesto gesto tam nie ma, to wiadomosc sprzed paru dni. hm, jakby cos
            chcial to przeciez zna numer... no ale mimo ze byl niedostepny
            odpisalam ze GRZECZNIE ze co chce :D (oczysicie nie doslownie :D)
            wiec przed chwila wlaczylam gg i czytam wiadomosc od niego: ze chce
            mnie zaprosic na obiad <wow>
            odpisalam ze z jakiej okazji ale luz - hehe on nawet nie zdaje sobie
            sprawy ze ja NAPRAWDE nie mam czasu :D :D :D :D :D
            a pewnie w koncu udalo mu sie zarobic jakies pieniadze i chce sie
            pochwalic... i posluchac plotek :/ ŻAL normalnie ŻAL
            no ale coz, czekam na dalszy rozwoj wydarzen - oczywiscie ze wam
            wszystko opisze :)
            • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 09.10.07, 12:00
              cześć dziewczyny u mnie totalnie nic się nie dzieje więc nie mam co
              pisać ale nie narzekam na taki stan jest mi dobrze spotykam się z
              przyjaciółmi, spędzam miło czas w ich towarzystwie. Przedtem nie
              miałam dla nikogo czasu bo tylko był on albo czekałam właśnie na
              tel. od niego i jak teraz patrze na to z perspektywy czasu to
              zachowywałam się strasznie, po zerwaniu byłam jeszcze gorsza
              szczególnie dla najblizszych przyjaciół i rodziny ze mną przez
              pierwsze 3 miesiące nie dało się normalnie rozmawiać, byłam nerwowa,
              drażliwa i niewiele mi było trzeba żeby wszcząć awanture z jakiekoś
              błachego powodu. Ja sama widziałam, że zachowuję się nienormalnie
              ale nie umiałam nad tym zapanować, wyładowywałam się na wszystkich.
              Teraz jest już lepiej i ta pozorna nuda, która wkroczyła teraz w
              moje życie bardzo mi odpowiada ok to chyba tyle a co u Was?:)
              • marta2xs Re: wracanie do siebie 09.10.07, 20:36
                U mnie minie niedlugo 2 miesiace i jest z kazdym dniem lepiej, ale codziennie mi sie przypominaja rozne rzeczy, czesto mi sie sni. Chcialabym, zeby przyszedl taki dzien, ze nie bede o tym wszystkim myslala.
                Trzymajcie sie!!!!!
    • modliszka24 Re: wracanie do siebie 09.10.07, 12:08
      ja wracalam do swojego partnera kilka razy i musze przyznac ze warto bylo bo od
      dluzszego czasu jest cudownie pamietaj rozmawiajcie duzo
      • akkknes Re: wracanie do siebie 09.10.07, 12:31
        dzieki, ale teraz to juz po jabolach...
        ma z kim i o czym rozmawiac.
        nie wiem co ex kombinuje, ale nie sadze zeby to byla good idea.
        nie wiem zreszta nie mialam czasu wskoczyc na gg - ale pewnie juz mu
        sie odechcialo kolacyjek w restauracjach. chyba ze chce mi
        powiedziec ze bedzie tata albo czyms pochwalic - wiem, ze na takie
        cos go stac.
        a moja rola sprowadzi sie juz tylko co do tego, ze udowodnie mu, ze
        nie jestem juz ta sama, zaplakana, samotna, nieporadna zyciowa
        dziewczynka. warto zobaczyc jego mine :]
        (chyba ze mi odwali jakis numer, ale nie wiem czy pobije wydarzenia
        sprzed prawie roku...)
        • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 10.10.07, 10:31
          Marta u mnie to już 4 miesiące minęły i też wciąż przypominają mi
          się wspólne chwile tylko z tą różnicą, że już nie wyje z tego powodu
          do księżyca;)nawet się uśmiechnę jak mi się przypomni coś
          szczególnie miłego. Nie powiem odczuwam jeszcze żal ale to jest
          tylko takie lekkie ukłucie, które szybko przechodzi. Tęsknie też
          trochę ale to też już jest do przeżycia.
          akknes najlepiej w ogóle nie dowiaduj się jaką to niespodziankę ma
          dla Ciebie Twój były napisz mu, że Cebie to już od dłuższego czasu
          nieinteresuje co u niego słychać lepiej nie wywoływać wilka z lasu;)
          • akkknes Re: wracanie do siebie 12.10.07, 15:13
            eh... wbrew wszystkim (wprowadzonym w temat) osobom i pewnie sobie
            samej umowilam sie z nim...
            Zobaczymy czy w ogole dojdzie do spotkania.....
            • jo.anna22 Re: wracanie do siebie 12.10.07, 23:52
              A wiesz jak Cie pozniej bedzie bolalo serce?? Kiedy sie kogos kocha
              naprawde, to nielatwo sobie poradzic ze wspomnieniami...to bardzo
              boli..bedziesz sie ludzic, ze jeszcze mozecie byc razemaz dostaniesz
              kopa w tylek i wszystko zacznie sie od poczatku...a to nie jest
              tak,ze bedzie bolalo mniej...bedzie bolalo jeszcze bardziej....:
              (((NIESTETY.
              • jagodkajagodka Re: wracanie do siebie 13.10.07, 08:42
                Witam Was...ja tak tylko informacyjnie, jak życie po rozstaniu może się ułożyć i
                jak rozstanie wygląda. Przez dwa lata byłam z cudownym mężczyzną. Po rozstaniu
                wariowałam...przez rok czasu leczyłam się z depresji,nie pomagało nic. Chciałam
                go odzyskać,pisałam maile,smsy...a on po dwóch miesiącach od rozstania kogoś
                poznał. Są razem do dziś. Ja po tamtym koszmarnym roku stanęłam na nogi. Ale
                potrzebowałam jeszcze rok być sama, by rozpoczą nowy związek. Zakończony(???)
                tydzień temu po raz trzeci czy czwarty z bardzo poważnych powodów. Tak samo
                wariuję. Tak samo nie umiem normalnie funkcjonować. Po jednym epizodzie depresji
                jest dwukrotnie większe prawdopodobieństow, że będą następne... Trzymajcie się
                ciepło i walczcie. Mimo wszystko. Ja mojej długiej walki nigdy się nie
                wstydziłam, ani tego,że miałam odwagę jego kochać.
                • marta2xs Re: wracanie do siebie 13.10.07, 16:29
                  Trzymaj sie, wszystkie tu walczymy. Tez mam czasem wrazenie, ze mam depresje. Trzymam sie tylko dlatego, ze mam nadzieje, ze juz niedlugo bedzie lepiej. Sama sie wpakowalam w beznadziejny zwiazek i sama musze sobie z tym poradzic.
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 14.10.07, 12:29
                    spotkalam sie,
                    mowil ze zaluje, ze tamta go oszukala, ze od paru tygodni zasypiajac
                    mysli o mnie... ze nic ode mnie nie chce, ze nie bylby w stanie mnie
                    o cokolwiek prosic bo i tak juz za duzo dla niego zrobilam... ze
                    tesknil....



                    i nie powiedzial ze chce wrocic.
                    • e1982 Re: wracanie do siebie 14.10.07, 16:23
                      nie musiał...
                      czy zawsze trzeba wprost mówić ?:)
                      • akkknes na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie bylo cie 14.10.07, 19:37
                        nie mowie, ze musial... ale mogl.

                        niby jechalam na to spotkanie i sie trzmalam, wiedzialam co jest
                        wazne co sie dzieje i jak jest... ale jakas taka resztka oczekiwania
                        byla... trudno mi sie o tym przyznac przed sama soba nawet.

                        minely dwa dni, niby jest ok, niby nic sie nie zmienilo... niby.
                        powiedzial ze jeszcze na pewno zapyta mnie czy pojde z nim gdzies
                        znowu, dalam mu czas na odpowiedz - ale taka po konkrecie, dlaczego
                        chcial sie ze mna spotkac.

                        jest pare pytan, na ktore nie mam odpowiedzi; jest pare spraw ktore
                        mnie nurtuja... jest niby tak samo a jednak inaczej.
                        i to jego kajanie sie, przepraszanie, zalowanie - teraz juz
                        nieotrzebne, bo mi naprawde nie zalezy na tym, zeby on to robil. te
                        stwierdzenia, ze jednak ja bylam ok, ze to jego wina, ze teraz mu
                        tego brakuje i za tym teskni... minelo tyle czasu, nie mowie ze to
                        jedno spotkanie zmienilo wszystko.
                        jest kobieca duma, ze jednak ja a nie ona. ale to teraz jest bez
                        znaczenia i bez sensu.
                        jest honor, ktorego nie mialam przez pol roku.
                        jest zadowolenie, ze mimo wszystko PRZEZYLAM.

                        jest niewypowiedziane zdanie, gest, ze moglby zapytac. moglby chciec
                        nie tylko mnie zobaczyc, ale znowu tu byc.

                        jest watpliwosc i pytanie do tysiaca ludzi mijanych na miescie -
                        czemu ja?

                        i ta pie.przona niepewnosc, czego on chce, moze dalej mam zyc jakby
                        nic, udawac, ze nie slyszalam tego, ze zrobilby wszystko zeby
                        spedzic ze mna znowu sylwestra (a nie nalezaly do najlepszych),
                        znowu wpasc w ta maszyne szkola-praca-dom-drinki ze znajomymi-i byle
                        do nastepnego ranka... moze znowu udawac sama siebie ze nic nie
                        bylo, nie bylo tego spotkkania, nie bylo rozmowy? i z drugiej
                        strony, ta 'madrosc wyucozna na bledach' - ze z oddali wspomnienia
                        blekitnieja? to, ze nie patrze na to moze zbyt obiektywnie?

                        i to, ze niestety nie mam gumki do wymazywania pamieci - ze to nie
                        ja wybralam innego, ze to nie ja go zostawilam w szpitalu, przy
                        natloku problemow...

                        i z drugiej strony - ze ludzie jednak sie zmieniaja...

                        • e1982 Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 14.10.07, 22:54
                          żyj po prostu jak do tej pory..uwzględniając to, że może faktycznie
                          się zmienił..
                          Po co się tyle zadręczasz..?
                          Będzie, co będzie..
                          Jeśli się ponownie "zgłosi" do Ciebie - ok - zobaczysz, czy chcesz
                          się spotkać, czy też nie..
                          Jeśli się nie odezwie - nic nie tracisz...bo co?
                          Jeśli będzie Cię to wszystko nadal nurtować - zapytaj wprost - czego
                          on chce od Ciebie..
                          A nie - tworzy się miliony sytuacji w głowie..które w niczym nie
                          pomagają..Mówię też na własnym przykładzie:)Życie lubi się zmieniać,
                          płatać figle - nie ma co za wiele rozmyślać
                          • akkknes Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 15.10.07, 09:01
                            rozmawialam z nim pol nocy...
                            standardowo - to nie jest do konca tak pieknie... bo marysia mu
                            mowi, ze TEZ go kocha. bo on wie ze tylko ja go kocham. bo on chcial
                            zeby to ona go zostawila, bo boi sie ze jak znowu zrobi komus to co
                            mi, to bedzie zle... bo on sam nie wie czy jest z marysia... bo on
                            jak jej teraz powie ze wraca do mnie to ona nie bedzie dlugo czekac
                            na nastepngo... ze on nie ma zadnej pewnosci czy mnie nie skrzywdzi,
                            czy ja go dalej kocham.. ze to ze tamto...
                            ja wiem - znowu klamal i nie powiedzial prawdy... dlatego nie siedze
                            i sie nie zadreczam pytaniam, tylko tak czasami jak tu wsiade do was
                            to pisze... nikomu o tym nie mowie, bo sie wstydze, bo jest mi
                            glupio, bo boje sie ze jak o tym powiem glosno to sie osmiesze...
                            dalam mu tydzien zeby wyjasnil sobie sprawe z nia, i tydzien zeby
                            sobie przemyslal z kim chce byc.
                            bo jak ona sie dowie ze znowu ja to bedzie miala bacik nad tylkiem i
                            bedzie super - a ja nie chce miec nad nim bacika, wiec musialam mu
                            ten warunek postawic.
                            plakal i prosil, ze on nie chce tracic mnie na zawsze, ze on myslal,
                            ze to wszystko wolniej sie potoczy, ze inaczej sie rozegra...
                            ze on mial plan, zeby sie ze mna pospotykac i sprawdzic czy jest w
                            stanie mnie pokochac... a tak to ja mu kaze wybierac...
                            zapytalam go, czy to, ze ze mna pojdzie raz do knajpy jest rowne z
                            tym, ze to z nia bedzie spal, ze jak to porownywac, jak ja robie
                            wszystko zeby sie do niego nie zblizyc?
                            i wiecie co? wiem, ze jak teraz mnie nie wybierze, to bede juz w
                            takim miejscu, ze nie bede miala jak zrobic tego kroku do tylu... ze
                            jak juz nie pojdziemy razem to kazde z nas pojdzie w swoja strone -
                            przynajmniej ja... bede jak w takim miejscu, ze on nie bedzie mial
                            ze mna ani kontaktu ani nic...
                            powiedzialam mu o tym.
                            i teraz czekam na ten cholerny dzien wyborow... bo mu powiedzialam,
                            ze ma do wyboru - albo zadzwoni do mnie w niedziele albo wcale. i ze
                            moze do mnie zadzwonic tylko pod jednym warunkiem.

                            boze od wczoraj mam znowu gule w gardle, glodna nie jestem, czas mi
                            mija jak ostatniej zimy... tylko teraz mam szole i prace i nie moge
                            nawalic... nie moge sama sobie pozwolic na to co wtedy.
                            moge pojsc sama albo z nim - i jestem gotowa zamknac i nigdy nie
                            wracac do pewnych kwestii... jak tez jestem przygotowana na to, ze
                            bede musiala isc dalej sama...
                            • misia_uszatka Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 15.10.07, 11:35
                              akknes i widzisz znalazłaś się znowu w tym samym punkcie jak wtedy
                              gdy zakładałaś ten wątek czyli jaby nigdy nie było tych ostatnich
                              miesiecy w których już było lepiej. Znowu czekasz na jego wybór az
                              on sie zdecyduje czy Ty czy Marysia przecież to wtedy o to samo
                              chodziło. akknes jak nie kochał to już nie pokocha jak on to chce
                              sprawdzić. Nie widzisz,że on się wcale nie zmienił dalej nie potrafi
                              dokonać wyboru, dalej jest niezdecydowany. Nie przyszedł i nie
                              powiedział koniec z tamtą, to był największy błąd mojego życia chcę
                              być tylko i wyłącznie z Tobą tylko Cię zwodzi jakimiś obietnicami
                              bez pokrycia, i dalej każe Ci siedzieć i czekać niewiadomo na co i
                              znowu będzie to trwało do momentu aż z Marysią będzie dobrze.
                              Przerpaszam akknes ale musisz raz i na zawsze odciąć się od tego
                              faceta zawsze bedzie jakaś Marysia dlatego, że on nie chce być z
                              Tobą tak na 100%. On wie,że Ty go kochasz i że będzie mu dobrze
                              tylko, że on nie kocha i jak tylko się pojawi znowu jakaś Marysia to
                              zrobi Ci takie samo piekło jak ostatnio.
                              • akkknes Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 15.10.07, 11:51
                                misia, mam nadzieje ze nigdy nie bedzie tak jak piszesz...
                                teraz juz sie powoli rozkrecam w pracy - chociaz jesc dalej mi sie
                                nie chce.
                                pierwszy raz w zyciu postawilam komus naprawde prawdziwy warunek (i
                                mam ku... wyrzuty sumienia, bo stawianie warunkow nie jest ok)
                                ale nawet nie chce myslec co dalej
                                • misia_uszatka Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 15.10.07, 20:16
                                  akknes to nie stawianie warunków nie jest ok tylko to co robi Twój
                                  były. Ja też mam nadzieje,że to co napisałam się niesprawdzi ale
                                  jeżeli się niezdeklaruje to olej go nie daj się wodzić za nos jak
                                  ostatnio. Akknes jeżeli wybierze Ciebie to jesteś w stanie o tym
                                  wszystkim zapomnieć, jesteś w stanie zapomnieć o maryśce i będziesz
                                  mieć 100% pewność, że nie mają kontaktu? Czy warto jest odgrzebywać
                                  coś co się już skończyło, już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Czy
                                  nie lepiej zachować miłe wspomnienia i iść naprzód? Akknes ja Ci po
                                  prostu życzę jak najlepiej i nie wiem czy dla Ciebie najlepszy
                                  będzie powrót do byłego.
                                  • akkknes Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 16.10.07, 08:33
                                    misia, kobito, pewnie ze wiem, PO CO mi to piszesz...
                                    ale wiesz, to forum to moj jedyny powiernik - nikt 'na zywo' nawet
                                    sie nie domysla...
                                    • misia_uszatka Re: na glos nie wypowiem ze tesknilam gdy nie byl 18.10.07, 10:25
                                      akknes nie wiem po co Ci to piszę, pewnie daltego, że ostatnio
                                      stałam się straszną zołzą dla której wszyscy faceci to samo zło;),
                                      którego trzeba unikać za wszelką cene! więc pewnie nie jestem
                                      obiektywna w tym moim pisaniu do Ciebie. Pisz dalej co tam u Ciebie
                                      a ja sie postaram powstrzymać od komentarzy, buziaki
                • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 15.10.07, 11:44
                  jagoda trzymaj się i walcz nie daj się znowu depresji nie jest tego
                  wart nawet najcudowniejszy facet. Bedzie to długa walka wiesz to z
                  własnego doświadczenia ale w końcu będzie dobrze to też wiesz z
                  doświadczenia i tu już nie chodzi czy będzie ktoś nowy czy będziesz
                  sama ale, że będzie dobrze.Samotność ala taka smotność, że się nie
                  ma faceta jest czasem tym czego najbardziej nam potrzeba.
    • tenmiles Re: wracanie do siebie 18.10.07, 10:43
      Ja trochę zmienię temat. Strasznie denerwuje mnie powiedzenie "nie wchodzi się
      do tej samej rzeki dwa razy", kto to w ogóle wymyślił? Chyba jakiś kretyn.
      Ludzie potrafią się bardzo zmienić na przestrzeni czasu. I potrzeba zarówno do
      tego 1 miesiąca jak i czasem paru lat, nie ma na to reguły. Szczególnie, gdy
      ludzie są młodzi, niedojrzali do poważnego związku. Chciałbym tu zauważyć, że
      zarówno może być tak samo jak wcześniej, jak i dużo lepiej. Ponieważ każdy
      przypadek jest inny i NIE można tutaj generalizować. Ja bym o takie rzeczy nie
      pytał na forum. Nie pytałbym obcej osoby o swoje życie, ani o rady. Nikt mnie
      nie zna lepiej jak ja sam, a życie potrafi zaskakiwać i faktycznie może być lepiej.
      • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 18.10.07, 11:29
        nie widzisz różnicy tu nikt nikogo nie pyta o rade. Czasem pewnych
        rzeczy nie da się powiedzieć ani rodzinie ani najbliższemu
        przyjacielowi a samemu jest trudno uporać się z pewnymi rzeczami
        więc po to są fora internetowe, po to jest ten wątek żeby móc
        anonimowo wypłakać wszystkie swoje smutki czy żale bo tak jest
        łatwiej i piszą tu ludzie, którzy akurat są lub byli w takiej
        sytuacji i mogą coś doradzić albo podtrzymać Cię na duchu i Ty
        możesz ich rady wziąć sobie do serca albo możez je olać nikt Ciebie
        tu do niczego nie zmusza.
        • tenmiles Re: wracanie do siebie 18.10.07, 12:08
          Masz rację. Ludzie szukają tutaj pocieszenia. Jednak rady są tylko radami,
          dlatego ja podchodziłbym do nich z dystansem. Uważam, że powinno je się brać pod
          uwagę, ale nie powinny być kwestią ostateczną, nie wymagającą negacji. Każdy z
          nas jest tylko człowiekiem i może się mylić. Ja jestem daleki doradzania
          komukolwiek w tym temacie.
          Pozdrawiam
          • akkknes Re: wracanie do siebie 18.10.07, 20:40
            tenmiles, widac ze wymieksz i nie czytales calego watku :P

            sa po prostu takie chwile, ze wiem, ze gdybym pogadala z kims
            osobiscie to plakalam jak glupia przez pol dnia, a jak mam mlyn i
            wiem ze moge na forum poswiecic chwile, to wypisze z siebie to co we
            mnie siedzi i nie mam czasu wyc.

            poza tym, po raz drugi chcialam zauwazyc ze nie czytales jednak
            watku :P bo ja nie jestem az tak podatna na wplywy u gdybym miala
            stosowac rady ktore tu czytalam to juz dawno nie pamietalabym ze byl
            jakis eks :P

            miska a ty pisz, tu nie chodzi o komentarze pewnie miedzy jednym
            telefonem a mejlem i faxem cos ci odpisalam i nie przeczytalam i
            wyszlo nie tak jak chcialam :) tu nie chodzi o komentowanie...
            sama wiesz... :(
            • tenmiles Re: wracanie do siebie 19.10.07, 04:50
              Ile czasu od nieodzywania się do niego upłynęło zanim on się odezwał? Czysta
              ciekawość. :)
        • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.12.07, 18:21
          Hej...ja to chwilami mysle,ze jestem nienormalna,bo o bylym nie moge
          ciągle zapomniec...Swieta sie zblizaja,w ogole ich nie czuje,nie
          jestem szczesliwa...Co za zycie...
      • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 18.10.07, 20:58
        Witajcie!Dawno tu nie zaglądałam,a teraz...czytam i uwierzyć nie
        mogę - Akkknes!!! Nie zamierzam Ci niczego radzić,bo to bez
        sensu...glupie serce i tak wie i zrobi swoje...Zycze tylko,zebyś
        była silna i swiadoma swojej wartosci. Tak jak Tenmiles,uwazam,ze
        woda w rzece nigdy nie jest ta sama - tylko brzeg wygląda podobnie.
        Wszystko moze sie zdarzyc. Moze warto tylko nie robic sobie za
        bardzo nadziei,bo po co nam rozczarowanie? Trzymaj sie!:)
        A u mnie...hhmm...poza tym ze nadal jestem nieszczesliwa,to troche
        sie zmienilo...Oprocz pracy mam dodatkowe zajecia,a w weekendy
        kolejne studia - czas zapelniony. No i spotykam sie z roznymi
        facetami. Nic do nich nie czuje,nie chce sie wiązac,ale uwazam,ze to
        chore,zebym siedziala w domu i z nikim sie nie spotykala...Szczerze
        ich informuje o mojej niecheci do zaangazowania,wiec nie mam
        wyrzutow sumienia.
        To tyle...zycie toczy sie dalej...
        Aaa...okazalam sie miękka bo niedawno wyslalam mu urodzinowe
        zyczenia smsem,za ktore grzecznie podziekowal...i tyle.
        Co za zycie...dobrze ze jutro weekend :)
        • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 19.10.07, 09:46
          jabłonka to dobrze, że masz mnóstwo zajęć i nie masz czasu
          rozmyślać. Natłok zajęć pomaga a kiedyś w końcu stwierdzisz, że nie
          potrzebujesz o nim myśleć. Ja niestety nie doczekałam się ani życzeń
          na urodziny ani na imieniny od niego a od jego kolegi dowiedziałam
          się, że on już od dawna ma mnie w dalekim poważaniu więc poczułam
          się jeszcze raz jak totalna idiotka i, że kiedyś byłam dziewczyną
          która się szanowała a teraz wszyscy mnie mają za pożałowania godną
          istotę, która wciąż cierpi z powodu jakiegoś głupiego faceta, który
          naprawde nie jest tego wart i w końcu to do mnie dotarło. Teraz
          zaczynam okres bez facetów bo za bardzo jestem do nich źle
          nastawiona:)
          akknes to nie tak, że się poczułam urażona czy coś w tym stylu
          tylko, że ja naprawde jestem nieobiektywna bo dla mnie w tym
          momencie faceci to autentyczne samo zło:)i nic sensownego Ci nie
          napiszę bo ja mądra jestem po szkodzie i nie wiem co ja bym zrobiła
          gdyby nagle mój były się odezwał, że chce spróbować jeszcze raz
          pewnie mialabym taki sam mętlik w głowie jak Ty i od razu
          zapomniałabym o tych wszystkich miesiącach w których byłam
          nieszczęśliwa czy to jak byłam z nim czy już bez niego więc też
          dlatego powstrzymam się od komentowania:)
          • akkknes Re: wracanie do siebie 19.10.07, 11:51
            eks odezwal sie... hm... w maju definitywnie END, potem w czerwcu
            doda i 'katarsis', cos kolo sierpnia - 'miasto aniolow', potem we
            wrzesniu jego sms, ze cos chcial... mamy pazdziernik.
            dla mnie jednak wszystko sie usralo po bozym narodzeniu - bo 2dni
            potem poznal ja i wszystko zeszlo na drugi plan... mimo ze sylwester
            z wielkimi obietnicami byl wspolny, potem jeszcze pare innych
            rzeczy, ze w lutym moje imieniny, kolacja i kino...

            dobra, dalam mu warunek - ja albo ona. pierwszy raz w zyciu dalam
            komus warunek i pierwszy raz ten kto go uslyszal SKOMLAL zebym tego
            nie robila. dalam mu tydzien. on sie z nia rozstal, ona go
            zdradzala, wrzucali sobie... a pare dni potem mowi mi, ze to, ze z
            nia skonczyl nie dalo mu satysfakcji, ze nie czuje zeby to skonczyl.
            nagle ona go odblokowala na gg... nagle dowiaduje sie, ze ona mowi
            ze go kocha.
            powiedzialam ze teraz wiem gdzie jestem i ze tylko teraz jest
            jeszcze czas... ostatni raz. nie powiem, serce mi sie scisnelo,
            pewnie. ale jesli w ten tydzien on mi nie powie ze poprostowal to co
            mial do wyprostowania to sorry, koniec.
            powiedzialam, ze wiecej nigdy mnie nie zobaczy, nie uslyszy, nie
            zlapie. i jestem w stanie to zrobic.
            nie wiem jak jest z ta woda w rzece i z brzegiem.
            chcialabym, ale ja bedzie - nie wiem... :(
            • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 20.10.07, 13:40
              no dobrze akknes nie powiem Ci żebyś uciekała z krzykiem:) ale badź
              konsekwentna i wymuś na nim decyzję po tym tygodniu niech on raz a
              porządnie się określi, żebys Ty w końcu mogła poczuć święty spokój.
              Pisz jak tam się sprawy mają buźaki
              • akkknes Re: wracanie do siebie 20.10.07, 17:46
                NIESTETY nie bede nic na nim wymuszac.
                bedzie chcial - ok, odezwie sie w okreslonym czasie; nie - oboje
                wiemy co to znaczy...
                on wie gdzie aktualnie stoje, gdzie bylam a gdzie bede...
                • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 20.10.07, 21:05
                  Akkknes,a jakis czas temu pisalas - o ile mnie pamiec nie myli - ze
                  jestes chyba w trakcie zakochiwania sie...Nie rozwinęło sie?

                  Ja ostatnio mam jakies dziwne mysli,ze to sie nigdy nie skonczy,tzn
                  ze nigdy go nie wymarze z glowy - zresztą chyba nawet tego nie
                  chce...Po prostu mimo wielu zajec,imprez,ludzi,ktorzy sa wokol
                  mnie,nie bylo dnia zebym o nim nie myslala. I nie jest to jedna
                  mysl,ale....cale mnostwo...
                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 23.10.07, 15:28
                    jabłonka mam takie same obawy jak Ty tylk, że ja chcę sobie go wybić
                    z głowy tylko mi nie wychodzi. Niby na zewnątrz jest ze mną wszystko
                    ok. Przyjaciele i znajomi myślą, że już sobie poradziłam ale tak
                    naprawdę to jestem nieszczęśliwa:( i nie wiem co mam ze sobą zrobić.
                    Jak myslićie jest możliwa taka sytuacja, że chłopak jest z
                    dziewczyną ale jej nie kocha, lubi ją, jest mu z nią dobrze ale jej
                    nie kocha z tego też powodu się rozchodzą czy jest możliwe, że
                    jeszcze kiedyś może się w niej zakochać czy jak już nie kochał to
                    już nigdy nie pokocha. Napiszcie mi raz a porządnie, że to nie jest
                    możliwe a może w końcu przestane czekać niewiadomo mimo tego, że
                    mnie już rozczarował tyle razy od naszego zerwania dając wyraźnie do
                    wiadomości że nie ma żadnych szans na nic nawet na przyjaźń a ja
                    wciąż z tymi klapkami na oczach siedzę już 4 mc i czekam tylko nie
                    wiem na co:(
                    • elphina Re: wracanie do siebie 23.10.07, 16:08
                      Mówię Ci dobitnie jak nigdy nikomu...NIE MA SZANS!! DAJ SPOKÓJ!!
                      Wiem, że nie pomogło :) Pisałam tutaj pod koniec lipca...Nam się
                      udało-powiedział, że mnie kocha i nigdy nie opuści.. A ja się cieszę-
                      ale to radość przeplatana strachem, że jednak znów...Ehh. Ale wiem,
                      że dam radę nawet bez niego :) Bo to ja jestem najważniejsza ;P
                      Trzymajcie się ciepło kochane :*
                      • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 23.10.07, 21:39
                        Misia...chyba jestem ostatnią osobą, która powinna sie na ten temat
                        wypowiadać... Wiem tylko jedno,ludzie się zmieniają - codzinnie;
                        dojrzewają, nabierają doświadczeń. Nigdy nie wiemy,co nas
                        spotka,jakie emocje bedą nami kierować,jakie uczucia się w nas
                        pojawią. Możemy zyc - Ty,ja i mnostwo innych osob -
                        nadzieją,marzeniami...tylko do czego to prowadzi? Mnie do niczego
                        dobrego...sama sie zadręczam i niszczę... Wierzę tylko,że to ma
                        jakis sens,ze czegos sie nauczę,cos zrozumiem,ze moje cierpienie nie
                        jest bezcelowe... Trzymaj sie:)
                        • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 24.10.07, 17:06
                          jabłonka dzięki ja wiem, że to nie ma większego sensu ale
                          niepotrafie nic z tym zrobić:(
                          • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 24.10.07, 19:15
                            Wiem Misia...bo całkiem rozsądne spostrzeżenia i rady,których
                            potrafię udzielać...nijak się mają do mnie samej,moich uczuc i
                            emocji...
                            Bądźmy dzielne;)
                            • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 11.11.07, 21:12
                              Część,skąd tak długie milczenie? Co u Was? Misia,Akkknes? Jakieś
                              ciekawe zmiany?:)Pozdrawiam:)
                              • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 13.11.07, 18:53
                                Hej jabłonka:) u mnie bez zmian, raz lepiej raz gorzej. A co u
                                Ciebie słychać, jak Twoje samopoczucie, może u Ciebie coś się
                                zmieniło?:)
                                • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 14.11.07, 14:24
                                  U mnie tez bez zmian...Faceci kompletnie mnie nie obchodzą,spotykam
                                  sie z nimi,ale...mam to w sumie gdzies...
                                  A poza tym to spotykam czasem na imprezach bylego...oj...serduszko
                                  szybciej bije wtedy,ale...Wiem,ze to juz nic nie znaczy. O tyle jest
                                  dobrze,ze nie unikamy sie jak bysmy byli sobie obcy-tak reagowalam
                                  po pierwszym rozstaniu-ale mowimy "czesc",nawet sie do siebie
                                  usmiechamy i zamieniamy zdawkowe"co slychac". Ostatnio az sie
                                  zdziwilam,bo ex rozmawial i sie smial i bawil z moim dobrym
                                  przyjacielem-wczesniej jakos nie palali do siebie
                                  sympatią...Wszystko jak widac sie zmienia,a zycie zaskakuje...
                                  Chyba przyzwyczailam sie troche do bycia samą i...dobrze mi z tym -
                                  niczego nie oczekuje,nie martwie sie...jakos tak lekko...Wiem
                                  jednak,ze z czasem ta "lekkość bytu" może stac sie nieznośna...
                                  • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 30.11.07, 13:17
                                    Hej dziewczyny odświeżam wątek:) Jestem ciekawa co tam u Was słychać?
                                    U mnie bez zmian z nikim się nie umawiam, z nikim się nie spotykam
                                    na ten moment jest mi dobrze tz. nie narzekam jakoś przesadnie;)
                                    • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 03.12.07, 23:00
                                      U mnie tez bez zmian...chyba niestety...Byle do przodu;)
                                      • misia_uszatka Re: wracanie do siebie 04.12.07, 11:17
                                        Teraz się zbliża najgorszy okres, święta i sylwester. Mam cały czas
                                        w pamięci ostatnie święta i ostatniego sylwestra i jak przeżyję
                                        teraz to znaczy, że juz ze mną dobrze ale staram się nie rozmyślać o
                                        tym za wiele. Co ma być to będzie, niech się dzieje co chce bylem
                                        tylko nie siedziała w ciemnym pokoju i wyła do księżyca;)
                                        jabłonak najważniejsze, że do przodu!!!!
                                        • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 22.12.07, 15:42
                                          Wiesz Misia,dla mnie te swięta to coś przykrego.W ogole sie nimi nie
                                          ciesze:( W mojej glowie panują mysli,ze powinnam przeciez je spedzic
                                          z nim... Jeny,jak dlugo jeszcze...o Sylwestrze nie wspominam...
                                          No ale ciągle sobie powtarzam,ze wszystko sie dzieje w jakims
                                          celu...to co przezywam tez...
                                          Gdybym tak mogla zaangazowac sie w cos nowego,tzn nowy związek. Ale
                                          kompletnie sobie nie wyobrazam tego. Poznaje facetow,naprawde
                                          fajnych,wartosciowych,ale...w ogole mi nie zalezy. Taka "nieznosna
                                          lekkosc bytu" jak pisal Kundera...
                                          • timbunia Re: wracanie do siebie 13.01.08, 23:26
                                            dawno nie zagladałam, wątek przycichł.
                                            Chciałam tylko napisać, że czas wcale ran nie lezy - mój zwiazej
                                            zakończył się w marcu/kwietniu - niestety ciągle nie moge wyjść z
                                            tego, płacz, przygnębienie, wahania nastrojów to moja codziennoćść.
                                            Nie czuję radości życia, jedno o czym marzę to zniknać i przestac
                                            czuć...Ale sie boję...
                                            • widokzmarsa Re: wracanie do siebie 13.01.08, 23:36
                                              pół roku to mało. W końcu mija taki czas że da się oddychać.
                                              • kapuszek Re: wracanie do siebie 13.01.08, 23:44
                                                kiedy?? nie wyobrażam sobie że moge przestac Go kochać, choć on
                                                przestał kochać mnie... każda kolejna próba spotykania sie z kimś,
                                                kończy się ogromnym bólem.Rozczarowaniami. Nie wierzę już w siebie,,,
                                                • widokzmarsa Re: wracanie do siebie 13.01.08, 23:52
                                                  to wynika z tego że to on zostawił ciebie, nasza psychika jest słaba. Można
                                                  kochać jeszcze raz, czasami szybko, czasami po latach.
                                            • akkknes Re: wracanie do siebie 14.01.08, 09:30
                                              timbunia, nie chce wyjsc na kogos bez-serca, ale jak dla mnie to ty
                                              powinnas pogadac z jakims lekarzem.
                                              ktos nizej napisal ze pol roku to jeszcze nic.
                                              a dla mnie to nie jest w kategoriach pol roku a 'w-zeszlym-roku' czy
                                              tez 'rok-temu' - i jesli dalej nie radzisz sobie z tym, to cos jest
                                              nie tak.
                                              ja nie wiem, gdybym dalej rozpaczala po eksie, to nie wiem co byloby
                                              ze szkola, praca, znajomymi, domem?? ze mna??
                                              rozumiem ze mozna byc przegnebiona, placzliwa, czy miec wahania
                                              nastrojow - ale ile mozna, dziewczyno czas sie ogarnac!!!!!!!!!!!!!!!
                                              i to nie sa zarty...
    • modliszka24 Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:24
      myslalam ze nie ma sensu ale teraz wiem ze ma i bardzo sie ciesze ze wkoncu
      jakos sie miedzy nami uklada
      • elphina Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:31
        I nie boisz się że kiedyś znów wywinie Ci taki numer? Bo znów
        stwierdzi, że nie kocha, że to czy tamto? I czy warto wracać dla
        stwierdzenia "jakoś się między nami układa"? Dziwię się..
        • ququlkka Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:39
          Jeśli facet odszedł i nie widać, żeby mu zależało, to znaczy, że nie zależy!
          Trzeba się z tym pogodzić i przestać snuć nierealne marzenia. Żyć chwilą! Zająć
          się sobą, rozwijać zainteresowania, zadbać o siebie, poczytać babskie blogi jak
          lovetrap.pl i przestać się zadręczać, wyluzować! Wtedy szybko się znajdzie taki,
          który doceni taką naturalność :) Może to i brutalne, ale prawdziwe.
          • akkknes Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:47
            ide sprawdzic co to ten
            > lovetrap.pl :)))))
      • akkknes Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:44
        modliszka,
        mam nadzieje ze Twoj post to odp na pytanie czy warto wracac do
        siebie :)
      • akkknes Re: wracanie do siebie 14.01.08, 10:44
        modliszka,
        mam nadzieje ze Twoj post to odp na pytanie czy warto wracac do
        siebie :)
    • peanutbutterfly I jak się skończyła ta historia, bo nie jestem 18.01.08, 14:10
      wstanie przeczytać takiej ilości postów. :/

      Wróciliście do siebie?
      • kaktusica6 Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 18.01.08, 23:21
        Nie, nie wrócili, na szczęście:)

        Akknes, co u Ciebie? Jak się sprawy z tym nowym-prawie-byłym-niedoszłym mają?:)
        • avital84 Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 18.01.08, 23:27
          > Akknes, co u Ciebie? Jak się sprawy z tym nowym-prawie-byłym-niedoszłym mają?:)

          Czyli to dość skomplikowana historia? Trochę jak z Wenezueli? :)
          • timbunia Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 19.01.08, 03:15

            Dziś stało się coś, zobaczyłam jego zdjęcia rodzinne z poczatku
            grudnia z "żoną" - obraczkę miała - ona w ciąży - doś widocznej.
            Jedno mnie uderzyło zby szybko na nowy zwiazek i dziecko - dotarła
            prawda bolesna choć przyznaje nie potwierdzona. że będą jeszcze ze
            mną kręcił z inną - i to nie ja byłam powodem rozpadu - jak mnie
            oskarżał...
            Czuję się podle, oszukana, zdeptana - wyglada na to że 6 lat
            szczerości poszło na marne - nie zasługiwałam na prawdę...
            jest 3 w nocy, jedno o czym marzę to umrzeć. ddokładnie rok temu
            było zapoznanie naszych rodziców - czy to nie ironia losu.
            nie wierzę w to żeby miało być lepiej, czy będzie 6 miesięcy czy dwa
            lata - ja sobie nie radzę...
            • angie3101 Timbunia.. 19.01.08, 13:02
              Dziewczyno, nie zzadręczaj sie wiecej..wiem, że nie jest łatwo, ale..życie toczy
              sie dalej..Twoje życie, bez niego..pewnie masz rację-ON kręcił z inną będąc z
              Tobą i zwalił wine na Ciebie, zeby nie miec wyrzutów sumienia..to podłe, płytkie
              i bez serca, ale niektórzy ludzie tak właśnie postępują..ja czytam ten wątek od
              początku, trafiam na niego akurat wtedy gdy Aknes go rozpoczęła, sama wtedy
              rozstałam sie z facetem, z którym byłam 2,5 roku..dawno temu pisałam co nieco w
              tym wątku, choć dawno juz tego nie robiłam, ale zaglądam w miarę regularnie więc
              znam Twoją historię..dlatego dziewczyno ogarnij sie!! życie Ci przecieka przez
              palce, a ON nie jest tego wart, i teraz masz na to dobitne dowody...
              • timbunia Re: Timbunia.. 19.01.08, 23:20
                dziś coś we mnie pękło. Może to droga ku ozdrowieniu, może prawda
                wyzwala.. nie wiem. Wiem, że człowiek, któremu zaufałam oddałam
                serce na całe życie - umarł i juz nigdy nie wróci.
                Rozmawiałam dziś z dawnym cieniem tego któego kochałam...
                oczywiscie była mowa o mojej winie, powiedziałam mu że był tchórzem,
                że jest, bo nie był w stanie powiedziec nic wprost. nawet o swoim
                małżeństwie.
                Swoją drogą dziwie sie - powiedział że poznał ją w te wakacje, przez
                kolegę, a w paźndzierniku już był ślub i 2-3 miesieczna ciąża.

                Albo ja jestem głupia albo on mnie okłamał znowu. nie wnikam nie
                rostrzasam - chce zapamietać J. jako tego którego pokochałam - nie
                chcę mieć nic wspólnego z tym kim teraz sie stał.
                teraz muszę zająć się sobą, i poskładac to co mi z życia zostało.
                zmarnowałam rok na rozprczanie - bo gdzies miałam nadziej.
                Postąpił jak nie mój J.
            • kaktusica6 Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 19.01.08, 15:00
              Timbunia, skarbie, nie zadręczaj się już tym facetem... Wiesz... to, co on
              zrobił było podłe i okrutne. Okłamywał Cię i jeszcze zwalił winę na Ciebie.
              Facet zasługuje tylko i wyłącznie na pogardę, nie jest wart Twoich łez... Byłaś
              u psychologa? To trwa już za długo... naprawdę idź na jakąś wizytę, chodź
              regularnie, wyrzuć wszystkie kontakty i wszystko, co by mogło Ci go przypominać
              i spróbuj zyć od nowa... Trzymaj się. Sciskam Cię cieplutko.
          • kaktusica6 Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 19.01.08, 15:05
            Avi, to nawet bardzo skomplikowana historia:) proponuję przeczytać cały wątek by
            się dowiedzieć o co chodzi:D W skrócie: Akknes została porzucona przez jakiegoś
            palanta, który nie mógł się długo określić o co mu chodzi, męczyła się, w końcu
            od niego uciekła, olała go,ostatnio zaiskrzyło między nią a jej kolegą, nie
            byli jeszcze parą, on chciał podobno, potem mu coś odbiło i stwierdził, że
            jeszcze coś czuje do swojej byłej i na razie tyle z opowieści:)
            Akkknes popraw jak coś przekręciłam, albo niedopowiedziałam:D

            Czy dobrze mam wrażnie, że to najdłuższy wątek na tym forum?:)
            • akkknes Re: I jak się skończyła ta historia, bo nie jeste 20.01.08, 18:12
              kaktusico, a nie wiem czy najdluzszy, moze byly lepsze kwiatki :)

              pierwsze co - timbunia, napisalas ze on postapil jak nie twoj j...
              timbunia: on juz NIE jest twoj!!

              a ten moj doszly-niedoszly, znowu sie odezwal w tygodniu :) ja nie
              wiem, my sie chyba nigdy nie zgramy :D tym razem ja naprawde nie mam
              czasu :D sajon w pracy, sesja, no i koncowka karnawalu :)

              a byly prawdziwy to sciemy wali jak ta lala, gdzie on mial juz nie
              mieszkac, gdzie sie przeprowadzac... eh klepie glupoty i chyba
              myslal, ze jest taki bosssski ze lykam kazde jego slowo :D nie no
              luz, wiadomo czasem zaboli bardziej lub mniej (zwlaszcza jak sprzeda
              jakis glupi tekscior, ktory niby ma wyjsc na prawdziwe...) ale
              spokojnie, ogarnelam sie!!
              taki kop byl mi chyba potrzebny zeby osiagnac to co teraz
              osiagnelam :) dzis juz wiem, ze nie ma gory ktorej nie przesune,
              albo ze gwiazdke z nieba da rade sciagnac :)))
              prawda jest tez taka, jak mi powiedzial kiedys wspolny znajomy - dla
              niego teraz 'z wyzszej polki' - osiagnelam w naprawde krotkim czasie
              to, co on probuje od paru lat a i tak tego nie osiagnie. laskocze to
              strasznie moje ego, ale wiem, ze po prostu mam naprawde bardzo
              bardzo bardzo duzo szczescia w zyciu. az boje sie, ze kiedys to sie
              skonczy i nie chce nic zapeszac... faktem jest ze osiagnelam to, o
              co inni naprawde walcza, a ja FARTEM to mam :)
              czego i wam wszystkim zycze :)))


    • 4-metamorphosis Re: wracanie do siebie 25.04.08, 19:29
      ale jakie wracanie?
      po prostu sobie znajdz nowego faceta,bo na tym sie swiat nie
      konczy...
      sorki,ale to prawda.
      najlepsze na wyleczenie sie ze zwiazku,to ....nowa milosc...albo
      przynajmniej przelotny romans...
      • zielonajablonka Re: wracanie do siebie 26.04.08, 16:48
        To nie takie proste...kiedy wadą każdego noweg faceta,mimo wielu
        zalet,jest to,że nie jest Nim... Ale ciągle próbuję...;-)
    • kasia.zebra Re: wracanie do siebie 02.08.18, 14:41
      Miałam taką samą sytuację i podjęłam decyzję, której nie żałuję. Trzeba być naturalnym, mówić co nam leży na duszy, nie udawać, że wszystko jest ok do świętego nigdy, bo jeszcze się chłop rozmyśli i będziesz bardziej cierpieć. Jak naprawde kocha to zauwazy, ze mu Ciebie brakuje i wroci, a jak nie, to nie bylo warto ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka