dotkneszeptem
17.03.07, 11:02
Szczerze powiedziawszy nie wiem od czego zacząć. Mam straszną siotrę -
nastolatkę, 14 - letnią gó..arę, która chodzi do gimnazjum i uważa chyba, że
wszystkie rozumy pozjadała. Tak, jest w tym wina rodziców, szczególnie taty,
który pozwalał jej na więcej, a nawet, kiedy pojawiły się problemy stosował
zazwyczaj taktykę "nie będę się wtrącał, ona wie co jest dla niej dobre, jest
inteligentna, co ja będę się denerwował" (tak, wiem jak to głupio brzmi) co,
jak się można łatwo domyślić, doprowadziło do następującej sytuacji: kiepskie
oceny, wagary, bezczelne odzywki, złośliwość w krystalicznej postaci.
Pyskuje. Nie chodzi na zajęcia, bo "pani się na nią uwzięła". Na zapytanie
mamy, co w szkole burcze "nic". Wchodzę do jej pokoju i jedyne co słyszę
to "wyjdź stąd". Nie pomagają kary - zabronili jej internetu, telewizji,
zabrali telefon komórkowy. Ona na złość siedzi w pokoju i gapi się w sufit
lub robi inne, niepożyteczne rzeczy. Nie można do niej dotrzeć. Na każde
słowo, sugestię odpowiada "no i co z tego? i co mi zrobisz? no?". Sytuacja z
nią zatruwa całą sytuację w domu. Rodzice warczą na siebie. Jedno zrzuca winę
na drugie. Dochodzą do tego jeszcze normalne sprzeczki. Atmosfera jest tak
gęsta, że można ją kroić tępym nożem.
I najgorsze jest to, że ja nie mogę im przetłumaczyć, że trzeba trzymać ją
jeszcze krócej. Skończyć z drobnymi przyjemnościami dla niej (typu: batonik
do szkoły, nowa bluzka, wycieczka szkolna), a zacząć sprawdzać jej zeszyty,
zabronić wyjść.
A może to zły sposób?
Co robić?