diverse_women
29.03.07, 21:22
...tańczyć... :/
Chodzimy już od jakiegoś czasu, razem, na kurs tańca towarzyskiego. Ja umiem
wszystko b.dobrze, nauczyciel jak i nauczycielka mówią, że ja jako partnerka,
nie powinnam sprawiać problemów w tańcu, bo świetnie sobie radzę.
Niestety on ciągle się myli, trzęsą mu się ręce, jak się potknie, to się
odsuwa i przestaje tańczyć, zakłada ręce na klate i obrażony. Moja wina?! Nie.
On ciągle nie tańczy w rytm, myli się, nie patrzy jak inni pokazują jak robić
kroki, a potem błagalnie jęczy: "Nie umiem podstawowego kroku!"
Mam tego dość. Chciałam się nauczyć tańczyć i umieć, a nie co 15 sek. zostawać
"porzucona" na parkiecie, bo 4-ty krok mu się pomylił.
Zapłaciliśmy z góry, więc trzeba chodzić, ale zastanawiam się, czy nie wybrać
się na ten taniec z bratem, albo kuzynem, bo mój facet zamiast się rozwijać,
to się cofa na tych zajęciach :/ A jak mówię: "Teraz złap mnie za rękę i
obrót." to się krzywi i burczy coś pod nosem :/
To facet powinien prowadzić w tańcu, a nie za każdym razem mam mu mówić co io
jak. To nudne i wkurzające...
No, ale jak pójdę z kimś innym, nawet z bratem, to się na śmierć obrazi...