Dodaj do ulubionych

mąż mnie bije

31.03.07, 07:21
Już nie wiem co mam robić.Mam dopiero 25 lat a już mam dosyć życia.Mój mąż
ciągle mnie bije czasem nawet nie wiem co go tak zezłościło.Zawsze robi to tak
że nie mam żadnych śladów. Nie mogę nikomu powiedzieć nikomu z mojego
otoczenia a może nie potrafię.Nie mam tyle odwagi.Czasem myślę że to moja wina
bo jestem taka beznadziejna i ciągle robie wszystko nie tak.Mąż nadużywa
alkoholu chociaż on uważa że nie pije za dużo.Na początku bił tylko jak był
pijany a teraz robi to prawie codziennie.Dostaje za wszystko np. wczoraj że
rozmawiam na gg z chłopakiem mojej siostry.Dziś rano zanim poszedł do pracy za
to że, właściwie to nie wiem.
Obserwuj wątek
    • alexxa6 Re: mąż mnie bije 01.04.07, 14:41
      aż nieprawdopodobne? jaka normalna kobieta godzi się z taką sytuacją?
      vanilla-cafe.net/
    • ela282 Re: mąż mnie bije 06.04.07, 07:36
      I Ty jeszcze z nim jesteś? Błąd robisz, że nikomu o tym nie mówisz, przecież w
      ten sposób chronisz łobuza. I Ty tak chcesz być bita całe życie? Zastanów się.
      Zdrowych i wesołych Świąt Ci życzę.
      • suomi77 ale dajecie rady 20.04.07, 19:00
        brak slow,to tak powiedziec komus kto cpa,no co ty to szkodzi!
        Takze Tobie polecam kontakt www.niebieskalinia.org
        to czasem dluga droga,ale warto,Powodzenia
    • baska121 Re: mąż mnie bije 21.04.07, 15:17
      powinnas odejsc od niego zaraz zeby przemyslal swoje postepowanie .Bo moze byc
      coraz gorzej .Musisz o tym mowic rodzicom,siostrze czy komus komu mozesz
      zaufac .Nie wolno ci sie poddawac i czekac .zrobil z ciebie ofiare i wie ze ty
      sie boisz wiec bedzie to robil nadal .Moj ojciec powiedzial do mojego meza -
      sprobuj tylko reke podniesc na moja corke to bedziesz mial ze mna do
      czynienia .Moze i twoj powinien z nim porozmawiac zeby maz wiedzial iz nie
      jestes sama.pozdrawiam
      • dangus zaczęło się od obelgi... 22.04.07, 11:24
        więc,
        miałam podobnie. jestem w 4 miesiącu ciąży. mój chłopak, z którym mieszkałam ma
        problemy z alkoholem; niemalże codziennie wyciągał rękę po piwo, co piątek na
        siłę szukał najmniejszego powodu, żeby wyjść na imprezę i z kumplami się
        zeszmacić. po raz pierwszy uderzył mnie, kiedy byłam w pierwszym miesiącu ciąży.
        pobił mnie po twarzy, rzucał o ścianę, łóżko...niewiele z tego pamiętał
        następnego dnia. zaczęło się od obelgi. był pijany, bez powodu wyzywał mnie od
        "kurew i suk", uderzyłam go po twarzy, po mnie to strasznie zabolało, że on nie
        dość, że sam chodzi na imprezy i doskonale wie, że jestem w ciąży i, że jest
        moim pierwszym chłopakiem (z którym kiedykolwiek współżyłam), wyzywa mnie od
        koleżanek, z którymi się "być może" zabawia na imprezach. już nie mówię, o tym,
        że przez mięsiąc niemalże uganiał się za swoją byłą dziewczyną, która go
        zostawiła bodajże z takich samych powodów.
        drugi raz uderzył mnie także po pijaku, nie pamiętam szczegółów, wiem tylko, że
        bolało, że nie miałam możliwości, ani sposobu uciekać.
        trzeci raz wrócił z imprezy o 4.30 pijany z rozbitą wargą. nie chciałam go
        wpuścić, ale ze względu na jego rodziców i sąsiadów otworzyałm drzwi. umył się,
        rozebrał i zgasił światło...jakby nigdy nic. kazałam mu się wynosić z domu,
        jestem w 4 miesiącu ciąży i, że śmierdzi alkoholem. zaczęła się przepychanka. w
        końcu on wziął nóż i zaczął straszyć, że się potnie, że popełni samobójstwo. nie
        miał odwagi, żeby sobie zrobić najmniejszą krzywdę. tymczasem ja w przypływie
        złości otworzyłam okno i wyrzuciłam jego 2 pary koszul i spodnie na zewnątrz.
        wtedy zaczęła się wojna. on mnie wyzywał bezbożnie, dałam mu policzek, on mnie
        uderzył z powrotem, zaczęłam uciekać, on mnie ciągnął za włosy po podłodze,
        rzucił na łóżko, dusił i etc.
        z rana zadzwoniłam do jego rodziców, powiedziałam, że dłużej nie mogę,
        opowiedziałm im o jego problemach z alkoholem. moja ciąża by tego dłużej nie
        zniosła. jego mama zadzwoniła do niego, kazała mu przyjechać do domu na noc.
        teraz wiem, że to koniec. nie zgodzę się na nic. nie wierzę mu, a najważniejsze,
        że się boję. "wszyscy jesteśmy chrystusami", ale nie pozwólmy krzywdzić naszych
        dzieci. małe, nie umieją się bronić. bądźmy asertywne. trzeba wyraźnie zaznaczyć
        granice możliwości i powiedzieć sobie "TO KONIEC".
        • langusta1980 Re: zaczęło się od obelgi... 23.04.07, 13:20
          jesli teraz bije - to potem Cie zabije !!!!
          jak tak mozna sie nie odezwac przeciez to ponizenie!!!
          Glupota ludzka i lek Powodzenia
          "jak sie chce psa uderzyc to sie kij zawsze znajdzie"
    • kasiam_91 Re: mąż mnie bije 27.03.08, 12:31
      czesc bardzo mi przykro ze ciebie to tagze spotyka ja mam dopiero 17 lat i
      dziecko a maz mnie tak samo bije moge powiedziec ze tylko wtedy gdy jest pijany
      ale on zawsze jest pijany juz tego niewytrzymoje niedaje rady robic dobra mine
      do zlej gry ja jestem w tej sytlacji zlej ze niemoge pokazac ze cos jest nietak
      bo sie boje ze zabiora mi najwiekszy skarp moje dziecko bo jestem niepelnoletnia
      najbardziej boli to ze gdy mnie bije zy wykreca reke widzi ze mnie to boli widzi
      ze placze ze niejest jemu szkoda mnie patrzy tylko jak potwor jak by lalke bil a
      kiedys calowal ta reke
      • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 28.03.08, 01:53
        nie jestem prawnikiem, ale mi się zdaje, że po ślubie niepełnoletnia uzyskuje
        pełnie praw, tak jakby była pełnoletnia, więc myślę, że nie masz się czego
        obawiać, spróbuj porozmawiać może z jakimś prawnikiem z niebieskiej linii na
        przykład

        bycie z człowiekiem który pije i znęca się jest działaniem na swoją własną
        szkodę, ale również na szkodę swojego dziecka, nie ma obowiązku żadnego, aby być
        z kimś takim
    • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 27.03.08, 14:32
      nie no, co Wy opowiadacie dziewczyny, przecież Polacy są wspaniali, rycerscy i
      szarmanccy, całują kobiety w rękę (nawet jak qrwa żadna tego nie chce i się ich
      brzydzi) no, ale Polak to od dziecka w szacunku dla kobiet wychowywany i nic go
      nie powstrzyma... no i najważniejsze, cenią wartości rodzinne...
    • f.finale Re: mąż mnie bije 03.04.08, 16:31
      Kochas go tak, że jesteś w stanie mu pomóc? Mam na myśli długotrwałe
      terapie, poprzedzone cudem zaciągnięcia go do psychologa?
      Ale jak mniemam, kiedy zaproponujesz mu taką wizytę nieźle oberwiesz.

      Co robić? Konkretnie: kiedy będzie się zanosić na kolejny atak,
      ustaw kamerę, włącz dyktafon, albo wciśnij numer w komórce do osoby,
      która w tym czasie nagra akcję. Bądź ostrożna, jeśli zobaczy co
      zrobiłaś marnie to widzę....
      Z tymi dowodami udaj się na policję i szukaj natychmiast miejsca do
      którego się wyprowadzisz.
      Udaj się do jego rodziny, opowiedz co się dzieje, poproś o pomoc.
      Jesli nie uwierzą, przedstaw dowody.
      I niestety, mam złą wiadomość, to koniec!
      Chyba nie zdajesz sobie sprawy co Ci grozi?! Jedno uderzenie, jedno
      popchnięcie i albo lądujesz na wózku, albo nie żyjesz.Pamiętaj, że
      tylko ludzie, którzy uprawiają sztuki walki wiedzą gdzie uderzyć,
      żeby nie zabić. Twoj luby na pewno tego nie wie, a już na pewno nie
      podczas ataku furii.
      skoro jesteś tak młoda to ratuj swoją psychikę, bo jeśli zostaniesz
      z nim choćby chwilę już nigdy nie bedziesz miała odwagi podnieść
      głosu na męzczyznę, nigdy z żadnym nie będziesz czuła się pewnie i
      bezpiecznie. Będąc z nim na własne życzenie niszczysz swoje życie.
      A na świecie są faceci, którzy potrafią kochać bez aktów przemocy:)
      Powodzenia:)
      • czerwony_kwiatek Re: mąż mnie bije 21.04.08, 21:36
        Niedawno zerwałam z chłopakiem, byłam z nim 5,5 roku. A teraz juz
        nie mam Nas:( Wszystko było idealnie, byłam jego Księżniczką i tak
        mnie traktował. I byłoby tak nadal gdyby mnie nie uderzył, przes
        swoją chorą zazdrość. Nie zakończyłam wtedy tego związku, wybaczyłam
        (tak jak wiele innych rzeczy) i trwałam w tym nada. Nie raz płakałam
        przez niego, przez to wszystko moje uczucie gasło. Postanowiłam to
        zakończyć, gdy powiedzialam mu o tym upił się i w nocy przyszedł pod
        mój dom, chciała żebym go wpuściła, straszył mnie i wybił mi szybę:(
        Nie jestem z nim od niedawna, bardzo mi z tym ciężko, boje się
        samotności. Wiem,że on mnie kocha. Przedstawiłam go w ciemnym
        świetle, ale on ma wiele zalet i zawsze był kochany, pomagał mi,
        mogłam na niego liczyć, tyle z nim przeżyłam. Mimo wszystko jest
        bardzo wrażliwy i uczuciowy. On chce ze mną być, a ja zastanawiam
        się czy wrócić, ale jak czytam wasze posty to wiem, że popełniłabym
        błąd. Chociaż juz sama nie wiem. Może on sie zmieni!
        • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 21.04.08, 23:28
          tak, z pewnością się zmieni, przestanie być tym kochanym, zostanie tylko ten
          drugi...
        • pawel.drozdziak Re: mąż mnie bije 23.04.08, 08:45
          Witam,

          Polecalbym trzy artykuly na stronie www.przemocdomowa.pl

          Czy jestes ofiara przemocy - jak sie samodzielnie zdiagnozowac:
          www.przemocdomowa.pl/?p=p_39&sName=czy-jestes-ofiara-przemocy--jak-sie-samodzielnie-zdiagnozowac

          Jest to zestaw kilkunastu standardowych pytan, mogacych byc punktem
          wyjscia do dyskusji o rodzaju i jakosci zwiazku.

          Drugi tekst - jak rozpoznac przyszlego sprawce przemocy w zwiazku:
          www.przemocdomowa.pl/?p=p_34&sName=jak-rozpoznac-przyszlego-sprawce-przemocy-w-zwiazku

          I trzeci - tak zwany kwestionariusz powtarzalnosci. Ten zestaw pytan
          sprawdza w jakim stopniu dana osoba znajduje sie w uwiklaniu
          w "zaklety krag" powtarzania pomiedzy "on jest straszny i odchodze"
          a "kocham go i wierze, ze sie zmieni". Tekst jest tutaj
          www.przemocdomowa.pl/?p=p_37&sName=w-zakletym-kregu-kwestionariusz-powtarzalnosci
          • czerwony_kwiatek Re: mąż mnie bije 23.04.08, 17:16
            Dziekuję! Mi te testy pomogły w wiele uświadomiły. Ale ciągle jest
            mi tak żle, mimo wszystko mój chłopak był dla mnie zawsze bardzo
            dobry, zawsze tak się starał, wiem, że nadal mnie kocha. Dlaczego on
            tak się zachowuje skoro tyle dla niego znaczyłam... Było nam razem
            tak dobrze, nie może pojąć że wszystko zniszczył?!! :(
            • pawel.drozdziak Re: mąż mnie bije 24.04.08, 23:25
              > Było nam razem
              > tak dobrze, nie może pojąć że wszystko zniszczył?!! :(

              nie jestem pewien, czy nie poczuje sie Pani troszke zaszufladkowana
              czytajac to co tu nizej napisze, ale niestety prawda jest taka, ze
              Pani wypowiedzi sa dosc typowe dla osob ktore przez dlugi czas byly
              ofiarami przemocy ze strony partnera. Otoczenie w takich wypadkach
              zwykle reaguje probami przekonania takiej osoby, by porzucila
              oprawce, co najczesciej jest niestety calkowicie bezskuteczne. No i
              wtedy otoczenie wkurza sie i stwierdza, ze taka osoba jest sama
              sobie winna. Co w jakims sensie jest prawda, ale w innym sensie nie
              do konca. Jest to analogiczne do uzaleznien.
              Uwiklanie w przemoc partnerska mozna opisac jako rodzaj choroby, o
              przebiegu nieco podobnym do uzaleznien takich jak alkoholizm lub
              narkomania. I tak jak alkoholizm czy narkomania, uwiklanie w przemoc
              nie poddaje sie racjonalnej argumentacji. Tego sie po prostu nie da
              czlowiekowi logicznie przetlumaczyc. Podobnie jak alkoholik,
              narkoman lub na przyklad hazardzista bita kobieta bywa calkowicie
              niewrazliwa na racjonalne argumenty opisujace potworne straty jakie
              ona ponosi. Prawda jest taka, ze taka kobieta marnuje wlasne zycie.
              Mamy wiosne. Ale ktos taki tego nie widzi. To znaczy inaczej - widzi
              to, nawet to nazywa, ale w chwile po tym zaczyna znow krazyc myslami
              wokol "moze on sie zmieni", "czemu on tego nie rozumie", "czemu on
              to robi", "zobaczcie jaki on niedobry" itd. Zamiast cieszyc sie
              wiosna, isc do knajpy, poznac ludzi, pogadac z przyjaciolmi taka
              osoba moze siedziec i rozwazac problemy w rodzaju "czemu on nie moze
              zrozumiec, ze mnie skrzywdzil" albo "czy on nie moglby sie zmienic"
              praktycznie w nieskonczonosc. Pozniej przychodzi lato, jesien, zima
              i znowu wiosna ale stan sie w zasadzie nie zmienia. Caly czas te
              same pytania, powroty, odejscia i znowu powroty. W ten sposob
              bezpowrotnie traci sie kolejne lata, az w koncu ma sie ich
              szescdziesiat, totalna nerwice wegetatywna, lęki nocne, zadnych
              przyjaciol, dzieci ktore nie chca sie odzywac i jest sie bez grosza
              i bez zadnych perspektyw. I zdarza sie, ze nawet mimo to ktos taki
              wciaz kreci sie w kolko rozprawiajac "o nim". Czemu to zrobil, czemu
              nie rozumie, co wczoraj powiedzial, jak strasznie skandaliczne jest
              to jak on sie zachowuje.. Kazda mysl ktora poswieca Pani tej sprawie
              jest przejawem uzaleznienia i kotwiczy Pania caly czas w tym samym.
              Czasem rozwiazaniem jest psychoterapia. Bywaja jednak i takie ofiary
              przemocy, ktore mimo lat terapii nie wychodza z choroby. Koncza
              zycie jako ofiary. Pierwsza rzecza ktora sie radzi narkomanom, jest
              zaprzestanie ciaglego rozprawiania o narkotykach. Analogicznie
              pierwsza sprawa przy wychodzeniu z przemocy jest oderwanie sie od
              tematyki bylego partnera. Jezeli tak chce Pani tracic czas, jest to
              Pani decyzja. Jesli jednak chce sie Pani uwolnic, trzeba sie po
              prostu uwolnic. Zmienic numer telefonu, adres email, odciac kontakt
              i zaczac od nowa. Wziac zycie we wlasne rece. Narzekanie
              na "niedobrego sprawce" nie posuwa Pani o krok naprzod. Jedyne, co
              Pani moze pomoc, to zajecie sie soba i wlasnym zyciem. Nie ma innej
              drogi.
              • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 25.04.08, 15:47
                kiedy czytam to co Pan napisał nasunęła mi się taka refleksja, że to niby
                wszystko prawda, tylko jakby nie do końca, bo gdyby troszkę zmienić perspektywę,
                to wyglądałoby to nieco inaczej... dziewczęta ciągle słyszą o miłości, o tym, że
                prawdziwym szczęściem kobiety jest rodzina, mąż, dzieci... że dobra żona powinna
                być czuła, troskliwa, wierna, wspierać męża, itp. i itd. , rodzice oczekują, że
                dziewczyna "znajdzie" sobie "dobrego" męża. Znalezienie "dobrego męża" jest
                jakby podstawą statusu społecznego kobiety (nie dobra praca, osiągnięcia)gdy nie
                potrafi sobie "znaleźć chłopa" to coś z nią jest nie tak... jak "dobry mąż"
                zaczyna bić dziewczynę, to ona jest w szoku, nie rozumie tego, co się stało,
                miłość o której słyszała, nie miała nic wspólnego z biciem, więc co... szuka
                odpowiedzi i znajduje "kłopoty małżeńskie" i "kłopoty trzeba rozwiązać!" no i
                zaczyna je rozwiązywać, nie widzi, bo nie może zobaczyć tego, co jest oczywiste,
                że troskliwość, czułość, wspieranie męża to tak naprawdę w małżeństwie o kant
                dupy można potłuc, że "idealna żona" nijak nie poradzi sobie z mężem, który po
                prostu tłucze żonę, bo ma na to ochotę i czuje że mu wolno, zaczyna kombinować,
                a może to choroba, a jak choć trochę pije, to na pewno alkoholik, albo chociaż
                ma zaburzenia osobowości (schizofrenia, narkomania, etc), i zaczyna mu pomagać,
                żeby świat wrócił na swoje tory, żeby to co jej wmówiono, o miłości, o niej
                samej, miało sens, zaczyna "bronić" tego świata, który podobno jest... a jak
                jeszcze małżonek stosujący przemoc potrafi manipulować (a większości potrafi) to
                dziewczyna słyszy jaki to on był nieszczęśliwy w dzieciństwie, jak to go wszyscy
                opuścili, więc ona go nie opuści, bo przecież jest "dobrą żoną", nie taką złą
                jak jej matka, którą ojciec musiał bić, bo pyskowała... nasze kochane swojskie
                szambo...
                • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 25.04.08, 15:55
                  no, a potem kochająca żona nienawidzi dzieci, bo kogoś trzeba nienawidzić, to
                  dzieci są winne, bo są niedobre, bo ktoś musi być winien, kobiety szczególnie
                  nienawidzą córek, sama tego doświadczyłam, synkowie, są na ogół oczkiem w głowie
                  mamusi bitej przez męża, ale córki są złe... synkowie słuchają mamusi i tak
                  świat toczy się dalej
                  • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 25.04.08, 16:20
                    a synkowie obrywają ekstremalnie od tatusiów, bo mamusia ich woli, więc trzeba
                    na złość mamusi lać synka... i potem synkowie nienawidzą mamuś, bo ich
                    "zdradziła" bo pozwoliła znęcać się ojcu, ojcowie tłumaczą, żeby nie słuchali
                    się mamusi, bo baby są złe... i tak można w kółko,

                    psychoanaliza szuka w człowieku ofiary i oprawcy, a wystarczy przecież zapytać,
                    kim byłeś w rodzinie?... ja byłam kubłem na śmieci...
                    • pawel.drozdziak Re: mąż mnie bije 25.04.08, 16:43
                      Istnieje sporo mechanizmow wiazacych osobe doswiadczajaca przemocy z
                      sytuacja. Pewne mechanizmy psychologiczne dzialaja tez w taki
                      sposob, ze zmuszaja do poszukiwania sprawcy w otoczeniu i wybierania
                      wlasnie jego, a nawet do "wydobywania sprawcy" z osoby ktora ma taki
                      potencjal, ale go nigdy wczesniej nie zrealizowala. Mozna byc tez do
                      tego stopnia przyzwyczajonym do tego, ze cisza i spokoj zapowiadaja
                      burze, ze robi sie wszystko by do ciszy nie dopuscic i
                      zeby "wreszcie sie zdarzylo co i tak sie musi zdarzyc" bo najgorsze
                      jest czekanie. Mysle, ze osoby na tym forum maja sporo do
                      powiedzenia o tym co w nich samych sprawia, ze sa uwiklane w
                      przemoc. Czyli co w nich samych powoduje, ze trudno jest sie uwolnic.
                      • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 25.04.08, 19:11
                        Ja się nie zgadzam z tym, że to ofiara "wydobywa sprawcę" jak Pan to ładnie
                        określił, sprawca jest odpowiedzialny za to co robi sam osobiście, tak samo jak
                        ofiara jest odpowiedzialna za to, że pozostaje ze sprawcą, jeśli ma możliwość
                        odejścia. Ja jako dziecko nie mogłam odejść, żadne dziecko nie może.

                        To o czym Pan pisze o poszukiwaniu sprawcy przez ofiarę to może być uzależnienie
                        od retraumatyzacji, ale to nie zwalnia oprawcy z odpowiedzialności. Wiele ofiar
                        przemocy jest po prostu ofiarami w każdym aspekcie swojego życia, ja taką byłam
                        i pewnie w wielu przypadkach nadal jestem. I jak magnez przyciągam pewnego
                        rodzaju oprawców, oni po prostu czują, kim ja jestem, tak samo jak ja poznaję
                        ich. Nie wiążę się z oprawcami, bo tę nauczkę z dzieciństwa zapamiętałam i
                        pojęłam bardzo dobrze, OPRAWCA ZAWSZE BĘDZIE OPRAWCĄ I WIEM, ŻE JA ABSOLUTNIE
                        NIE MOGĘ ZROBIĆ, ABY ZMIENIĆ JEGO ZACHOWANIE.
                        • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 25.04.08, 19:12
                          Inną sprawą mogą być kobiety, które tak naprawdę ofiarami nie są, ale to już
                          inasza inszość.
                        • pawel.drozdziak Re: mąż mnie bije 26.04.08, 11:43
                          > Ja się nie zgadzam z tym, że to ofiara "wydobywa sprawcę" jak Pan
                          to ładnie
                          > określił, sprawca jest odpowiedzialny za to co robi sam osobiście

                          to co pisze Pani przed przecinkiem i po nim nie wyklucza sie. Mozna
                          pewnymi swoimi dzialaniami wydobywac agresywne zachowanie z kogos. A
                          jednoczesnie ten ktos jest odpowiedzialny za to, ze zachowal sie
                          agresywnie, poniewaz mial wybor. Czesto bywa tak, ze sama proba
                          przyjrzenia sie temu, czy ofiara agresji czegos nie robi co moze
                          sprawiac, ze to wlasnie ona staje sie ofiara jest interpretowana
                          jako proba zdjecia odpowedzialnosci ze sprawcy. Tymczasem zupenie
                          nie o to chodzi. To troche jak z ofiarami przemocy rowiesniczej ze
                          strony klasy. Klasa ponosi odpowiedzialnosc za to, ze temu akurat
                          dziecku cos robi. I to jest oczywiste. Ale tez jest jakis dajacy sie
                          zrozumiec czynnik w zachowaniu tego akurat dziecka, ktory sprawia,
                          ze z calej trzydziestki to wlasnie ono ta ofiara zostalo. W pracy z
                          kims takim jest kilka etapow. Pierwszy etap to oczywiscie uznanie
                          tego, ze winne jest otoczenie, a ofiara nie. I to jest warunek
                          jakiejkowiek dalszej pracy. Ale jesli w tym punkcie sie pozostanie,
                          to tak naprawde niewiele to wnosi.

                          Wydobywanie sprawcy moze dzialac na przyklad w ten sposob, ze osoba
                          przyzwyczajona do tego, ze cisza jest zawsze cisza przed burza nie
                          dopuszcza do okresow spokoju bo sie ich boi. I nie uspokoi sie,
                          dopoki "wreszcie" nie wyprowadzi kogos z rownowagi, poniewaz
                          najgorsze na swiecie jest czekanie, a mysl, ze cisza nie zapowiada
                          po prostu niczego jest niewyobrazalna. To tylko jeden z mechanizmow.

                          Inny mechanizm, to moze byc na przyklad czerpanie satysfakcji z
                          moralnej wyzszosci nad kims, kto demonstruje otwarta agresywnosc. Sa
                          ludzie, dla ktorych cenniejsze jest niekonczace sie udowadnianie, ze
                          rzeczywiscie sa skrzywdzeni i ze rzeczywiscie ta druga osoba jest
                          zla, niz oderwanie sie od tego, co ta osoba robi. Zdarza sie to
                          osobom, ktore wlasne agresywne impulsy kojarza z poczuciem winy.
                          Ktos taki moze praktycznie w nieskonczonosc mowic o tym, jak zly
                          jest maz, jak zle sa dzieci, jak potworna jest tesciowa i jedyne,
                          czym taka osoba bedzie zainteresowana, to potwierdzenie ze strony
                          otoczenia, ze faktycznie tak jest. Wszelkie pytania o plany zmiany
                          sytuacji wywoluja albo zmiane tematu, albo zniecierpliwienie i
                          nawracanie do tego samego - jak niedobry jest ten ktos. Moze sie tak
                          dziac z wielu powodow. Jednym z nich jest czerpanie wtornych
                          korzysci z posiadania kogos, kto jest zly i moralnej nad nim
                          przewagi. No i tu oczywiscie takze nie jest tak, ze ta osoba nie
                          jest zla i jest niewinna. Jest winna, faktycznie robi to, co robi i
                          faktycznie ponosi za to odpowiedzialnosc. Tyle, ze przywiazanie do
                          tego oprawcy to pewien psychologiczny mechanizm u ofiary. Nie jest
                          tak, ze ofiara jest wowczas po prostu odpowiedzialna za to, ze nie
                          odchodzi. Slowo "odpowiedzialna" wlasciwie niczego w tym punkcie nie
                          wyjasnia. Ofiare cos przy oprawcy trzyma. Mozna to probowac
                          zrozumiec, o ile da sie sobie i innym przyzwolenie, by w ogole sie
                          temu przygladac.
                          • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 26.04.08, 14:34
                            odpowiedzialność zawsze istnieje, zawsze jesteśmy odpowiedzialni za to co robimy, można zrozumieć przyczyny takiego a nie innego zachowania, ale to nie zdejmuje odpowiedzialności z nikogo... i żeby wyrazić się ściśle, nie jest się odpowiedzialnym za bycie ofiarą, JEST SIĘ ODPOWIEDZIALNYM ZA STOSOWANIE PRZEMOCY I ZA UMOŻLIWIANIE OPRAWCY PRZEMOCY

                            moja matka całe życie funkcjonowała na zasadzie bezwolnej ofiary, do ślubu ją zmusili, nie mogła się rozwieść bo miała dzieci, była wierząca, etc. a w ogóle to "policja powinna przychodzić na interwencje i go nastraszyć to by się bał i ZACHOWYWAŁ TAK JAK TRZEBA" to słowa mojej matki... cały problem z mężem stosującym przemoc to to, że zachowuje się nie tak jak trzeba... a skoro jest niegrzeczny to trzeba go do tego zmusić, nastraszyć, wytresować... powodzenia... moja matka była w tym niezła, ale ja widziałam działalność mojego wytresowanego ojca, wiem co potrafił... w rodzinie gdzie jest przemoc są na ogół również i dzieci, jeśli mąż czy żona boi się ruszyć partnera to całą swoją tłumioną wściekłość zwróci na dzieci...do czasu, kiedy nie będzie mógł sobie ulżyć na partnerce, kiedy będzie słabsza... moja matka nie była największą ofiarą mojego ojca, właściwie to chyba była ofiarą w najmniejszym stopniu, ale też jej się solidnie dostało...

                            coraz bardziej skłaniam się do przekonania, że w rodzinach, gdzie jest przemoc jest dwóch oprawców, w przeważającej większości przypadków dwoje rodziców jest odpowiedzialnych, niezależnie od tego, kto stosuje przemoc (choć na ogół stosują ją oboje, tylko jedno z rodziców w bardziej zaowalowany sposób)

                            chęć posiadania męża, czy żony i założenia rodziny jest dobra, ale niedobre jest, gdy ktoś znajduje sobie osobę, która stosuje przemoc i za wszelką cenę próbuje realizować swój plan założenia "szczęśliwej rodziny" zupełnie nie zwracając uwagi na rzeczywistość... a potem zwala winę na wszystkich dookoła, bo ktoś mi powiedział, że trzeba zrobić tak, albo tak... i jak z tych rad nic nie wychodzi, to przynajmniej jest jedna korzyść: "to wina tych ludzi, bo mi źle doradzili, a ja się głupia słuchałam"... też słowa mojej matki

                            ja powtórzę to co powiedziałam, czego jestem absolutnie pewna, bo doświadczyłam tego sama: OPRAWCA ZAWSZE BĘDZIE OPRAWCĄ, I JA WIEM, ŻE NIE JESTEM WSTANIE ABSOLUTNIE NIC ZROBIĆ, ŻEBY ZMIENIĆ JEGO ZACHOWANIE
                            • piesbaskervill Re: mąż mnie bije 26.04.08, 15:17
                              kiedys już pisałem,że można wziąć pierwszego z brzegu faceta i za-
                              cząć go tresować i wychowywać na swój wymarzony ideał faceta,sku-
                              tek może byc różny,najcześciej treser staje się obiektem agresji.
                              Wyjściowym założeniem jest: ten facet mi nie odpowiada,bo ma takie
                              i takie wady,ba,nawet nie lubię go,ale ja go wychowam,a może wtedy
                              da się lubić.
                              Można też znalezć faceta,ktory prawie nie ma wad i da się lubić
                              i wtedy życie jest znacznie prostsze i przyjemne.
                            • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 26.04.08, 16:50
                              ja tak myślę, że uwikłanie w przemoc między partnerami dochodzi w momencie, gdy
                              jedna strona zaczyna próbować wpłynąć na zachowanie drugiej strony, zaczyna go
                              zmuszać, stosując przemoc fizyczną czy psychiczną, nazywając to na przykład
                              pomocą, czy robieniem porządku, czy wymaganiem szacunku, itp., itd.

                              jak nie można znaleźć idealnego partnerki/partnera, to trzeba zmusić kogoś, żeby
                              się nim stał... co oznacza bycie idealną/idealnym dla niektórych osób? myślę, że
                              to było by ciekawe dowiedzieć się tego
                              • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 26.04.08, 16:53
                                a najlepiej pasuje mi "wymaganie miłości" to jest chyba to...
                                • takitaka Re: mąż mnie bije 26.04.08, 17:53
                                  nome-ol-vides napisała:
                                  > a najlepiej pasuje mi "wymaganie miłości" to jest chyba to...

                                  :))) Taaak! To numer jeden na liście! Nie do przebicia...
                                  • takitaka Re: mąż mnie bije 26.04.08, 18:08
                                    A potem konsekwentnie rozliczać z tego jedynego punktu tropiąc wszelkie możliwe
                                    jego przejawy:
                                    "nie kocha bo... zapomniał/ła o rocznicy ślubu"
                                    "nie kocha bo... obiad był dziś z jednego dania"
                                    "nie kocha bo... wrócił/ła z pracy godzinę później niż zazwyczaj"
                                    "nie kocha bo... rozrzuca skarpetki po pokoju"
                                    "nie kocha bo... głupio się usmiecha choć wie, że tego nie lubię"
                                    "nie kocha bo... "
                                    itp, itd...

                                    Bardzo szybko po podobnych przejawach można rozpoznać partnera, który zgrzeszył
                                    przeciwko pierwszemu wymogowi zwanemu "wymogiem miłości". :)
                                    I wtedy wytacza się armatę, kieruje na partnera (który robi w tym momencie
                                    szybki zwrot) i... wali po forach dyskusyjnych!

                                    :))

                                    (a właściwie to nie śmieszne)
                                    • shangri.la Re: Tikitaki i robaki.... 26.04.08, 18:17
                                      Sorry, ale Twój post powyżej jest tak infantylny, że powinnaś prosić o jego
                                      wycięcie, albo..... spalić się ze wstydu.:)
                                      • takitaka Re: Tikitaki i robaki.... 26.04.08, 18:38
                                        Masz rację! Mówiąc poważnie: jeśli cię facet nie kocha, to mu odpuść. Popłacz,
                                        rozbij szklankę o ścianę, pogryź poduszkę i... daj sobie spokój. Bo to się nie
                                        da zrobić, żeby ktoś kochał na twoje życzenie. Więcej! Nie da się zrobić aby
                                        ktoś kochał NA SWOJE WŁASNE życzenie.

                                        Więc człowiek ma prawo nie kochać i ma też prawo przestać kochać. W związku z
                                        tym ma prawo też odejść, bo życie z osobą, której się nie kocha, może (choć
                                        oczywiście nie musi) stać się koszmarem. W najlepszym razie takie życie z kimś
                                        pod przymusem przerodzić się może w nerwicę lub depresję. Życzysz tego komuś? Bo
                                        ja nie...




                                        • takitaka Jak pogrzeb... 27.04.08, 02:23
                                          Zanim mnie objedziesz za powyższe rady dodam coś jeszcze, co może Ci się przydać gdy jednak zechcesz je kiedyś zastosować. To, co napiszę wydaje mi się bardzo ważne.

                                          Otóż odpuścić to nie wszystko. "Odpuścić" kojarzy mi się z zaniechaniem działań i zamarciem w oczekiwaniu, ewentualnie nieodpowiadaniem na zaczepki i ataki. Ale to nie załatwia sprawy i tak naprawdę nie uwalnia. Łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której marnotrawny kochanek, ignorowany przez dłuższy czas, nagle skruszony puka do drzwi i prosi o wybaczenie - co wtedy?

                                          Podejrzewam, że odpuszczając mamy zazwyczaj nadzieję, że ten drugi "coś zrozumie", zauważy naszą zmianę, zatęskni i wróci z własnej woli. Choćby to była kompletna utopia, to gdzieś tam w głębi duszy mamy taką nadzieję, bo po prostu tego chcemy. Więc nawet odpuściwszy jesteśmy nadal uwiązani.

                                          Więc ja myślę, że aby naprawdę się uwolnić trzeba sobie coś całkowicie świadomie i śmiertelnie poważnie postanowić. Słowo "śmiertelnie" jest tu bardzo na miejscu, ponieważ ta decyzja jest jak śmierć. Trzeba sobie wyobrazić jak najwyraźniej sytuację, w której ten "zniewalający obiekt" zmienia rolę i stara się poprawić relacje, wkupić w nasze łaski, odzyskać względy, powrócić do dawnych, dobrych relacji. I wtedy trzeba mu powiedzieć zdecydowane NIE. Bardzo wyraźnie to odczuć, że oto mamy swoje szczęście u swoich progów, a jednak mówimy NIE. I wyobrażamy sobie teraz, że ta sytuacja na 100% kiedyś nastąpi, i że staniemy wobec tej decyzji jak zareagować. I teraz już wiemy, że będziemy musieli odpowiedzieć NIE, ponieważ właśnie się do tego zobowiązaliśmy, a zrobiliśmy to śmiertelnie poważnie, i to "NIE" jest ceną, którą zapłaciliśmy za wolność.

                                          Tutaj nie można zostawić cienia wątpliwości sobie, że tego właśnie chcemy. Czasami podjęcie decyzji ułatwia świadomość, że marnotrawny wrócił tylko po to aby przetestować naszą wolę i swoją moc, i że tak naprawdę za chwilę znów nas zostawi gdy poczuje się panem. Świadomość tego mechanizmu może przyspieszyć naszą decyzję o ostatecznym uwolnieniu.

                                          Miarą dobrze wykonanego zadania jest ból. Im bardziej przeraźliwie boli, tym lepiej wykonane zadanie. Bo to jest ostateczne pożegnanie, nieodwracalne. Dlatego trzeba się wcześniej dobrze przygotować, upewnić, że się nie cofniemy przed tą wewnętrzną obietnicą. I gdy kiedyś poczujemy się na siłach - wykonać.

                                          Następnie wypłakać się jak na pogrzebie, potem odetchnąć i przejść przez kolejną bramę...
                                          • nome-ol-vides Re: Jak pogrzeb... 27.04.08, 09:42
                                            mnie pomogła książka Susan Forward "Toksyczne namiętności"
                                            • piesbaskervill Re: Jak pogrzeb... 27.04.08, 11:20
                                              nie uczmy ekseprtów,a co książka to teoria,ktora nie każdemu pasuje.
                                              • nome-ol-vides Re: Jak pogrzeb... 27.04.08, 11:29
                                                piesbaskervill napisał:

                                                > nie uczmy ekseprtów,

                                                Piesbaskervill, wybacz, ale to nie było do Ciebie, Tobie nie ośmieliłabym się
                                                udzielać żadnych wskazówek
                                                • piesbaskervill Re: Jak pogrzeb... 30.04.08, 18:01
                                                  nie jestem ekspertem
                                        • fale_morskie Re: Tikitaki i robaki.... 28.04.08, 00:11
                                          Jak człowiek prawdziwie kocha, to nie przestanie. Nie można
                                          usprawiedliwiać kogoś, kto obiecuje, że "do końca życia", a potem to
                                          całe życie niszczy swoją niedojrzałością. Inteligencja życiowa każa
                                          się określać.
                          • postolek Re: mąż mnie bije 12.06.08, 22:39
                            to dlatego ja, mimo, że uciekłam wciąż tęsknię? Nie tęknię z biciem
                            i znęcaniem, ale za ty, jakim był, gdy go pokochałam. A teraz, gdy
                            on juz mnie stracił, uznał, że zrobi wszystko aby nas odzyskać.
                            Jestem jego aniołem, wybawicielką itpDzwoni, przyjeżdza, pisze
                            wiersze....ie chcę wracać do tego, co nam zrobił a tęsknię...
                • takitaka Wybory własne i niewłasne 09.05.08, 01:15
                  nome-ol-vides napisała:

                  > dziewczęta ciągle słyszą o miłości, o tym, że
                  > prawdziwym szczęściem kobiety jest rodzina,
                  > mąż, dzieci... że dobra żona powinna być czuła,
                  > troskliwa, wierna, wspierać męża, itp. i itd.,
                  > rodzice oczekują, że dziewczyna "znajdzie" sobie
                  > "dobrego" męża. Znalezienie "dobrego męża" jest
                  > jakby podstawą statusu społecznego kobiety
                  > (nie dobra praca, osiągnięcia) gdy nie potrafi
                  > sobie "znaleźć chłopa" to coś z nią jest nie tak...

                  I pod tym wpływem poddają się cudzej wizji rzekomo własnego dobra i zaprzepaszczają swój własny interes, łatwo ulegając nierealistycznej wizji szczęścia we dwoje. Czasami sobie myślę, że najłatwiej wchodzą w takie związki "co mają być na całe życie" ci, co mają sami niewiele do zaoferowania. Bo gdy się zna wartość swoich uczuć i szanuje swoje obietnice to chyba trudno jest podjąć odpowiedzialność za wspólne życie i zdecydować w oparciu o jakieś "byle zakochanie" wbrew intuicji i rozsądkowi.

                  Ale analogicznie słyszy się czasem od ekspertów-psychologów historie o rzekomo zmarnowanym życiu w pojedynkę, o uzależnieniu od "pojedynczości". A przecież samotność z wyboru to czasami po prostu troska o JAKOŚĆ WŁASNEGO ŻYCIA. Przejawia się ona w potrzebie dokonywania życiowych wyborów w pełni przytomności i przekonania do nich oraz do ludzi, z którymi chce się mieć do czynienia. To, że czasami ci, z którym chcielibyśmy mieć do czynienia nie chcą z nami mieć do czynienia, nie oznacza, że powinniśmy się zadawać z tymi, z którymi zadawać się nie chcemy. Tym bardziej wchodzić z nimi w relacje na całe życie. Chociaż - jak niejeden psycholog-ekspert (również na tym forum) sugeruje - wokół jest mnóstwo potencjalnych partnerów, z którymi można dobrze ułożyć sobie życie. Pytanie tylko co to znaczy "dobrze"? Lepiej niż z przemocowcem czy lepiej niż w pojedynkę?

                  Bzy pachną, co oczywiście zauważam, ale mnie i tak od czasu do czasu dopada opinia środowiska, chociaż zazwyczaj w formie wspomnienia, zapamiętanej rozmowy czy listu - to i tak dostatecznie przygnębiająca aby na moment zapomnieć o wiośnie. Bo chyba każdy, więc i ja, ma jakieś środowisko, z którym się jakoś tam liczy i w którym chciałby czuć się akceptowany i dobrze rozumiany. Kobieta, która wychodzi za mąż aby udowodnić, że jest w stanie "złapać chłopa" chce być akceptowana w swoim środowisku, i ta, która nie chce łapać "jakiegośtam" chłopa też chciałaby żeby ktoś szanował (lub choćby rozumiał) jej życiowy wybór zamiast traktować ją jak kalekę, która nie jest zdolna do miłości, wierności i innych niewieścich cnót.

                  Masz rację Nome - to opinia środowiska jest w dużej mierze przyczyną złych wyborów. I nawet wtedy, gdy się w swoim przekonaniu błędu nie popełni - to opinia innych sprawia, że trudno się ze swoich wyborów zawsze cieszyć, bo kurdę trzeba być chyba tytanem aby się czasem nie ugiąć pod karzącym okiem innych "lepiejwiedzących co dla nas dobre" ekspertów od naszego życia.
                  • iris2008 Re: Wybory własne i niewłasne 11.05.08, 23:18
                    "Chociaż - jak niejeden psycholog-ekspert (również na tym forum) sugeruje -
                    wokół jest mnóstwo potencjalnych partnerów, z którymi można dobrze ułożyć sobie
                    życie."
                    Może dlatego, że niektórzy są uzależnieni od bycia z KIMŚ i nie wyobrażają sobie
                    życia w pojedynkę - do nich może trafi argument, że na portalu randkowym można
                    sobie kogoś znaleźć ;)
                    Może jest to prosty sposób na pocieszenie kogoś, nie płacz, że się skończyło,
                    będą inni, fajniejsi.

                    "Masz rację Nome - to opinia środowiska jest w dużej mierze przyczyną złych
                    wyborów. I nawet wtedy, gdy się w swoim przekonaniu błędu nie popełni - to
                    opinia innych sprawia, że trudno się ze swoich wyborów zawsze cieszyć, bo kurdę
                    trzeba być chyba tytanem aby się czasem nie ugiąć pod karzącym okiem innych
                    "lepiej wiedzących co dla nas dobre" ekspertów od naszego życia"

                    Zaraz, ale czy to środowisko i eksperci podejmują za nas te decyzje?

                    Tak sobie gdybam...
                  • nome-ol-vides Re: Wybory własne i niewłasne 01.07.09, 15:03
                    zapomniałam ci powiedzieć Takitaka, że bardzo mądrze to napisałaś
            • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 25.04.08, 10:24
              tutaj jest podane sporo literatury na temat przemocy, może się komuś przyda

              www.forum.niebieskalinia.pl/viewtopic.php?t=163
              ja też ciągle zastanawiam się dlaczego? dlaczego to, dlaczego tamto... wszyscy
              się na mnie drą, że zamiast "iść do przodu" męczę w kółko to samo, ale mnie
              zrozumienie jest potrzebne
              • takitaka refleksja 25.04.08, 11:58
                nome-ol-vides napisała:
                > ja też ciągle zastanawiam się dlaczego? dlaczego to, dlaczego tamto... wszyscy
                > się na mnie drą, że zamiast "iść do przodu" męczę w kółko to samo, ale mnie
                > zrozumienie jest potrzebne

                Tak, ja mam podobnie. Ciągle się zastanawiam dlaczego ja tak a nie siak, dlaczego ja to czy tamto. Dlaczego czuję to co czuję, skąd to się bierze, po co mi to, co mi to daje, co zabiera, itd... Wszystko do czasu gdy jakiś sposób rozumienia przeważy, na jakąś interpretację się zgodzę bardziej niż na inne. Wówczas działam z tym właśnie rozumieniem i nie daję się zawrócić starym wątpliwościom.

                Pewnie błądzę nadal, ale jakby... mam wyższe poczucie kontroli (to wężykiem!). :)
                • czerwony_kwiatek Re: refleksja 26.04.08, 10:30
                  U mnie to wszystko wygląda inaczej, ja nie czuję się ofiarą
                  przemocy. Mam dopiero 24 lata i napewno jeszcze wielu rzeczy nie
                  rozumiem, nie mam wielkiego doświadczenia. Moje życie zawsze było
                  cudowne, wspaniała rodzina (nie mam żadnych złych doświadczeń), dużo
                  miłości, szczęścia i rodzinnego ciepła. W wieku 18 lat poznałam
                  wspaniałego chłopaka, nie sądziłam, że coś z tego wyjdzie, ale
                  jednak...od tamtej pory byliśmy nierozłączni i bardzo zakochani. On
                  rónież ma wspaniałych rodziców, napewno nie był krzywdzony w
                  dzieciństwie, chociaż uważam, że było mu "za dobrze"!!! Może to jest
                  powodem... Jest trochę egoistyczny, jego zdanie jest najważniejsze,
                  w tym sensie, że jak były między nami jakieś sprzeczki to nie umiał
                  potem przyznać się do swojego błędu, to ja byłam winna. Przez te 5,5
                  roku było nam wspaniale, mamy tyle pięknych wspomnień. Ale nie raz
                  też przez niego płakałam. Miałam wiele przykrości z jego powodu. On
                  był bardzo zazdrosny. Kiedyś uderzył mnie w twarz tylko dlatego, że
                  zażartowałam sobie na temat zdrady. Na Sylwestrze u znajomych
                  zdenerwowało go to,że kolega chciał ze mna zatańczyć, pił przez to
                  bardzo dużo a potem tak się wkurzył i zaczął się bić ze wszystkimi,
                  wszyscy go denerwowali. Zrobił z siebie pośmiewisko a ja płakałam:(
                  Na drugi dzień przepraszał mnie na kolanach i obiecywał,że to się
                  nie powtórzy, a na drugi rok u tego samego kolegi powtórka z
                  rozrywki:( Było dokładnie tak samo:( Mogłabym jeszcze nie jedną
                  podobną sytuację wymienić. Przed świętami powiedziałam mu,że nie
                  chcę z nim być, wyjaśniłam mu wszystko. Przyjął to nie najlepiej,
                  ale było OK. Poszedł do swojego kuzyna i upił się, o 2-3 h w nocy
                  przyszedł do mnie, chciał żebym go wpuściła, ale ja sie nie
                  zgodziłam.Straszył mnie i pisał ze jak go nie wpuszczę to zbije mi
                  szybę. Stał tak dłuższy czas, stukał, a potem wybił szybę i poszedł.
                  Pisałam do niego, że porozmawiamy jak wytrzeźwieje,prosiłam, ale nic
                  do niego nie docierało. Kiedyś mnie uderzył bo spotkałam się z
                  kolegą i rozwalił w złości mój telefon. Teraz prosi o kolejna
                  szansę, a ja ciągle sie zastanawiam. Tęsknie za nim, ale boje się
                  go! Nie wiem co mam zrobić. Chciałabym z nim być, ale jaką mam
                  pewność że on się zmieni. Zadnej! Wy macie większe doświadczenie,
                  doradźcie mi coś!
                  PS. Gdyby nie to zachowanie jest naprawde super, chciałabym spędzić
                  z nim życie, założyć rodzinę. On tez tego chce, ale jak ja mam mu
                  zaufać?! Jak jest pijany i zły to wpada w szał:(
                  • pawel.drozdziak Re: refleksja 26.04.08, 12:30
                    > U mnie to wszystko wygląda inaczej, ja nie czuję się ofiarą
                    > przemocy. Mam dopiero 24 lata i napewno jeszcze wielu rzeczy nie
                    > rozumiem, nie mam wielkiego doświadczenia.

                    nie chce czepiac sie slowek, ale brzmi to dla mnie troszke tak,
                    jakby Pani pisala, ze nie czuje sie ofiara przemocy, bo ma jeszcze
                    za malo doswiadczenia by to rozpoznac. Czy kiedy bedzie Pani miec 34
                    lata i dziesiec lat takiego zachowania partnera za soba, jakie on
                    prezentuje teraz, bedzie to Pania uprawniac do stwierdzenia, ze jest
                    Pani ofiara? To troche jak czekac, az ktos zrobi cos naprawde, ale
                    to naprawde bardzo bardzo zlego, zeby miec prawo powiedziec, ze cos
                    tu jest nie tak. Tyle, ze w wieku lat 34 jedyne co Pani bedzie z
                    tego miec to moralna satysfakcja z tego, ze rzeczywiscie bylo tak
                    jak Pani czula. Poniesione koszty pozostana Pani kosztami i nikt ich
                    nie zwroci ani nawet nie bedzie tym zainteresowany. Bedzie to
                    czysta, wlasna strata.

                    > uważam, że było mu "za dobrze"!!! Może to jest
                    > powodem... Jest trochę egoistyczny, jego zdanie jest
                    najważniejsze,
                    > w tym sensie, że jak były między nami jakieś sprzeczki to nie
                    umiał
                    > potem przyznać się do swojego błędu, to ja byłam winna.

                    Jaki bedzie wplyw tego na Pania w ciagu najblizszych trzech lat? W
                    jakim kierunku moze Pani zmienic sie pod takim oddzialywaniem?

                    dalej:

                    > nie raz
                    > też przez niego płakałam. Miałam wiele przykrości z jego powodu.
                    On
                    > był bardzo zazdrosny. Kiedyś uderzył mnie w twarz tylko dlatego,
                    że
                    > zażartowałam sobie na temat zdrady.

                    czy kiedykolwiek pozniej zartowala Pani na temat zdrady? Jesli nie,
                    to dlaczego nie?

                    > Na Sylwestrze u znajomych
                    > zdenerwowało go to,że kolega chciał ze mna zatańczyć, pił przez to
                    > bardzo dużo a potem tak się wkurzył i zaczął się bić ze
                    wszystkimi,
                    > wszyscy go denerwowali. Zrobił z siebie pośmiewisko a ja płakałam:(

                    gdyby miala Pani z tym kims dzieci i one by to obserwowaly, w jaki
                    sposob wplyneloby to na ich rozwoj? W jaki sposob wplyneloby na
                    Pania?

                    > Na drugi dzień przepraszał mnie na kolanach i obiecywał,że to się
                    > nie powtórzy, a na drugi rok u tego samego kolegi powtórka z
                    > rozrywki:( Było dokładnie tak samo:( Mogłabym jeszcze nie jedną
                    > podobną sytuację wymienić.

                    to co przede wszystkim zwraca moja uwage w tej opowiesci, to ze Pani
                    nie pisze o tym, jak Pani zareagowala na te przeprosiny na kolanach.
                    Tak jakby "przepraszal mnie na kolanach" bylo rownoznaczne w "w
                    nastepnym roku znow poszlismy razem". Tymczasem to wcale nie jest
                    oczywiste. Przeprosiny na kolanach nie tworza obowiazku wybaczenia.
                    Pani powinna postawic jakies warunki i konsekwentnie je egzekwowac.

                    > Przed świętami powiedziałam mu,że nie
                    > chcę z nim być, wyjaśniłam mu wszystko. Przyjął to nie najlepiej,
                    > ale było OK. Poszedł do swojego kuzyna i upił się, o 2-3 h w nocy
                    > przyszedł do mnie, chciał żebym go wpuściła, ale ja sie nie
                    > zgodziłam.Straszył mnie i pisał ze jak go nie wpuszczę to zbije mi
                    > szybę. Stał tak dłuższy czas, stukał, a potem wybił szybę i
                    poszedł.
                    > Pisałam do niego, że porozmawiamy jak wytrzeźwieje,prosiłam, ale
                    nic
                    > do niego nie docierało.

                    czyli w momencie, kiedy on okazal jawna zlosc, Pani zaczela do niego
                    pisac mimo, ze wczesniej mowila Pani ze sie chce z nim rozstac. W
                    ten sposob on nauczyl sie, ze zawsze kiedy Pani chce sie z nim
                    rozstac zastosowanie przez niego przemocy sprawi, ze Pani sama
                    bedzie prosic go o spokojna rozmowe. Mowiac szczerze chcialbym miec
                    taka osobe, ktora mnie bedzie prosic o rozmowe zawsze wtedy, kiedy
                    mnie sie spodoba zbic szybe. Tluklbym szybe jakies szesc razy
                    dziennie.

                    > Kiedyś mnie uderzył bo spotkałam się z
                    > kolegą i rozwalił w złości mój telefon. Teraz prosi o kolejna
                    > szansę, a ja ciągle sie zastanawiam.
                    > Tęsknie za nim, ale boje się
                    > go! Nie wiem co mam zrobić. Chciałabym z nim być, ale jaką mam
                    > pewność że on się zmieni. Zadnej! Wy macie większe doświadczenie,
                    > doradźcie mi coś!

                    przede wszystkim ten mezczyzna nie ma zadnego, nawet najmniejszego
                    powodu zeby sie zmieniac. Jedynym warunkiem jaki Pani stawia jest
                    zlozenie obietnicy. Co on tak konkretnie straci, jesli sie nie
                    zmieni? Co musi sie zdarzyc, zeby Pani nie dala mu kolejnej szansy?

                    Prosta zasada, zwana zasada trzech - kazde zastosowanie przemocy
                    fizycznej, psychicznej, ekonomicznej lub seksualnej powoduje
                    odciecie przez Pania kontaktu z nim na trzy dni. Jesli w ciagu tych
                    trzech dni on zastosuje ktorykolwiek z trzech rodzajow przemocy,
                    nastepuje odciecie kontaktu na trzy tygodnie. Jesli w ciagu tych
                    trzech tygodni zastosowana zostanie przemoc, okres odciecia kontaktu
                    wzrasta do trzech miesiecy. Jesli przemoc zostanie zastosowana w
                    ciagu tych trzech miesiecy, odciecie kontaktu zostaje przedluzone do
                    trzech lat. I Pani to formuluje jasno i wyraznie, definiujac
                    dokladnie o jakie zachowania Pani chodzi. Za chwile w oddzielnym
                    watku umieszcze stosowna liste, do ktorej moze Pani dopisac swoje
                    sugestie na podstawie wlasnych doswiadczen z ta osoba.

                    > PS. Gdyby nie to zachowanie jest naprawde super, chciałabym
                    spędzić
                    > z nim życie, założyć rodzinę. On tez tego chce, ale jak ja mam mu
                    > zaufać?! Jak jest pijany i zły to wpada w szał:(

                    byc moze wiec jednym z Pani warunkow powinno byc picie alkoholu. Na
                    przyklad mozna to sformulowac w ten sposob, ze jezeli wypije przy
                    Pani wiecej niz dwa piwa, lub pol butelki wina lub dwie setki wodki,
                    to Pani odwroci sie i wyjdzie bez wzgledu na okolicznosci i odetnie
                    kontakt na trzy dni. I dalej analogicznie - zasada trzech. A jesli
                    chce pic wiecej, to moze pic bez Pani obecnosci, z tym, ze jesli
                    pojawi sie w stanie upojenia alkoholowego ktory wskazuje na to, ze
                    wypil wiecej niz ta norma, Pani go wyprosi i odetnie kontakt na trzy
                    dni. I tak dalej. Potrafi to Pani zrobic?
    • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 30.04.08, 14:35
      www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=245
      myślę, że dość ciekawy artykuł, interpretacja psychoanalityczna moim zdaniem
      jest nieco cyniczna, ale w sumie to też jakiś punkt widzenia
      • iris2008 Re: mąż mnie bije 30.04.08, 14:57
        Mi się podoba ten artykuł :)
        Nome, dlaczego uważasz, że jest cyniczny?
        • nome-ol-vides Re: mąż mnie bije 30.04.08, 15:02
          nie artykuł, tylko interpretacja psychoanalityczna
          ja chyba nie lubię psychoanalizy :0)
    • adzi_niki Re: mąż mnie bije 10.05.08, 22:09
      POWIEM CI ZE SAMA JESTEM W TRUDNEJ SYTUŁACJI NAJPIER ROZDAŁAM SIE Z
      MEZEM POTEM POZNAŁAM OBECNEGO PARTNERA JESTESMY ZE SOBA 6LAT BYŁAM 2
      RAZY W SZPITALU BO ZOSTAŁAM PRZEZ NIEGO POBITA Z 1 MAŁZENSTWA MAM 8
      LETNIEGO SYNA A Z PZRTNEREM 13 MC SYNKA JEST CORAZ GORZEJ ZACZAŁ
      CPAC I JEST POTYM AGRESYWNY WYZUCA MNIE Z DOMY BIJE ZNAJOMI I
      RODZICE SIE ODSUNELI ODEMNIE JA SIE POPROSTU BOJE ODEJSC JESTEM W
      TAKIEJ SYTUŁACJI ZE NIE MAM GDZIE MIESZKAC I MUSZE ZNOSIC TO
      WSZYSTKO DZIS NAWET PRZY KOLEDZE MNIE WYZYWAŁ TAK BYM CHCIAŁA ODEJSC
      ALE NIE MAM GDZIE JESTEM NA WYCHOWAWCZYM I NIEWIELE DOSTAJE A JAK
      BYM WROCIŁA DO PRACYTO ZŁOBEK TEZ KOSZTUJE ALE TRZYMAM SIE ZE
      WZGLEDU NA DZIECI I MAM NADZIEJE ZE KTOS MI POMOZE ODNIEGO ODEJSC I
      ZACZAC NOWE ZYCI .JEZELI MASZ GDZIE ISC TO ODEJDZ OD NIEGO ON SIE
      NIE ZMIENI BEDZIE OBIECAŁ TYDZIEN BEDZIE OK A POTEM ZNOWU WIEM ZE TO
      TRUDNE ALE NAPRAWDE POKI JESTES MŁODA ON SIE NAPEWNO NIE ZMIENI NIE
      ŁODZ SIE JA TEZ ODEJDE BO TAK SIE NIE DA ZYC W STRACHU DLA DOBRA
      MOICH DZIECI
      • iris2008 Re: mąż mnie bije 11.05.08, 23:11
        "JA SIE POPROSTU BOJE ODEJSC JESTEM W TAKIEJ SYTUŁACJI ZE NIE MAM GDZIE MIESZKAC I MUSZE ZNOSIC TO WSZYSTKO"

        Nie musisz. Możesz udać się do ośrodka, który zajmuje się ofiarami przemocy. Są też schroniska, gdzie można mieszkać razem z dziećmi, a w międzyczasie układać swoje sprawy.

        Tu możesz sprawdzić, co jest najbliżej Twojego miejsca zamieszkania:
        www.przemocdomowa.pl/?p=p_17&sName=gdzie-szukac-pomocy-w-polsce
    • empe89 Re: mąż/ chłopak mnie bije 11.06.08, 14:05
      nie wiem co poradzic, bo racjonalnie myslac odejdz czym predzej od
      niego. ja pisze bo moj chlopak z ktorym jestem pol roku uderzyl mnie
      dzis po raz pierwszy...;( nikt nigdy w zyciu nie podniosl na mnie
      reki. czuje sie jak jakas szmata. poklocilismy sie, chcialam odejsc,
      choc go kocham to czuje ze on nie ma dla mnie szacunku wyzywa mnie
      dlatego odeszlam, to bylo wczoraj wieczorem, dzis juz do mnie
      przyjechal i bylo niby ok byl jak do rany przyloz, potem zaczelam
      rozmowe odnosnie wczoraj i ze trzeba wprowadzic zmiany, zen ie
      pozwole sie tak traktowac to on ze ja sobie to uroilam wszystko, ze
      jestem neiwdzieczna bo on tyle dla mnie robi a ja nic itd On jest
      ode mnie 6lat starszy i pracuje a ja dopiero jestem po maturze mam
      19 lat i szukam pracy i chce studiowac chociaz zaocznie. Mieszkam
      sama bez rodzicow w wynajetym mieskzaniu. Przez 4 miesiace miszkalam
      u niego pod jednym dachem, ale matka zaczela robic problemy to sobie
      znalazlam cos swojego, a on zostal w domu. Dzis uderzyl mnie jak
      wysiadlam z auta bo rzekomo trzasnelam drzwiami :( podszedl i
      powiedzial nie trzaskaj bo nastepnymrazem pie..e cie w pysk, ale
      nie czekal do nastepnego razu zrobil to odrazu :( okulary
      przeciwsloneczne przelecialy na druga strone jezdni w kawalkach ja
      upadlam, otarlam twarz i zobaczylam krew :( czulam wstyd przed
      ludzmi,zebralam sie i szybko ucieklam, tak jakby to byla moja wina,
      zamknelam sie w domu i plakalam opatrujac rozwalony nos i wyjmujac
      szczatki plastiku z luku oka :( a on przybiegl za mna i dobijal sie
      do drzwi, balam sie go, a tak bardzo go kochalam, po 20 min
      otworzylam z mysla ze moze mnei etraz zabije... przepraszal, mowil
      ze to z milsoci, ze tak bardzo mnie kocha ze to w zlosci klekal i
      prosil o wybaczenie, plakalam i nie bylam w stanie mu nic
      odpwoeidziec, w koncu musial jechac do pracy, aj a placze do tej
      pory :( kocham go, ale etraz udezyl mnei reka w twarz a nastepnym
      razem moze byc gorzej i choc bym chciala to mu nie wierze ze od
      teraz bedzie tylko lepiej, nie da mi powodow do klotni i ze nigdy
      nie podniesie na mnie reki:((( pomozcie blagam :(((
      • zatana Re: mąż/ chłopak mnie bije 15.06.08, 13:04
        Witaj Empe!
        To wielka odwaga napisać o tym, że spotkała Cię krzywda ze strony
        chłopaka.W wielu związkach tak się dzieje, ale nie każda dziewczyna
        opowie o tym komukolwiek.
        Rozumiem to co czujesz: upokorzenie, wstyd, ból,bezsilność. I to, że
        nie możesz zrozumiec,że mogła zrobić to osoba, którą kochasz i
        oczekiwałabyś od niej jak najlepszego traktowania.
        Przemoc w związkach partnerskich zdarza się czesto. Nie oznacza to
        jednak, że mamy na taki układ się godzić.
        U Ciebie i Twojego partnera wygląda to na początek cyklów przemocy,
        które, niestety, same z siebie nie ustaną. Zazwyczaj po tym, jak
        partner "wyładuje" swoją złość (czyt. uderzy Cię), autentycznie może
        żałować tego, co się stało. Nie oznacza to jednak, że aktu przemocy
        nie powtórzy. Przemoc charakteryzuje się tym, że sama z siebie nie
        ustaje, ma tendencje do nasilania się i do skracania "bezpiecznych
        okresów", czyli takich, w których żałuje tego co się stało, jest
        miły, kochający i taki, jakim Go chcesz mieć.
        Zazwyczaj przyczyna ataku agresji ze strony sprawcy jest banalna. U
        Ciebie również przyczyna (trzaśnięcie drzwiami) była banalna i w
        odczuciu obserwatora, zachowania partnera nieadekwatne do przyczyny.
        Nie chciałabym widzieć drugiego razu, skoro po pierszym w życiu
        uderzeniu, upadłaś i zalałaś się krwią.
        Podejrzewam, że partner, pomimo przeprosin na kolanach, obwinia Cię
        o sytuację, która się zdarzyła i że wcześniej przejawiał w stosunku
        do Ciebie zachowania, w których żądał od Ciebie określonego
        zachowania czy też zabraniał czegoś (przemoc psychiczna).
        Zazwyczaj kobiety, które zostały uderzone po raz pierwszy,
        przebaczają. Wiedzą, że ich partner potrafi być kochający i uroczy,
        więc naprawdę wierzą, że to był jednorazowy incydent.
        Pomocy w przebaczeniu udziela działający perfekcyjnie jeden z
        najważniejszych mechanizmów przemocy jaki jest faza miodowego
        miesiąca. Jest to zachowanie partnera, które objawia się
        przepraszaniem partnerki za to co się stało, zapewnianie o miłości,
        kupowanie prezentów, kwiatów, zapraszanie do lokalu itp.a w
        skrajnych przypadkach, udowodnienie miłości np. próbami samobójczymi.
        Przy okazji jednak, parter dba o to, by w słowa przeprosić
        delikatnie "wpleść" słowa, które świadczą o jego skłonnościach do
        agresji i stosowania przemocy oraz o minimalizowaniu jego winy za to
        co się stało - np. "gdybyś mnie nie zdenerwowała, to bym tak nie
        zrobił", albo "wyolbrzymiasz wszystko, przecież się nic nie
        stało", "masz takie delikatne ciało, ja Cię przecież tylko
        dotknąłem", "tak zrobiłem bo Cię bardzo kocham...(np. po pobiciu o
        rzekomą zdradę partnerki), "wiesz, że byłem zdenerwowany po pracy"
        itd...
        Empe, pamiętaj jednak, że cokolwiek byś nie zrobiła lub zrobiła,
        NIGDY nie będziesz odpowiedzialna za to, że partner Cię uderzył lub
        zranił w jakikolwiek inny sposób.
        ZAWSZE winny jest tylko sprawca przemocy, obojętnie jakby zachowała
        się wczesniej ofiara.

        Droga Empe, jesteś młoda, życie przed Tobą, jak piszesz, nigdy nie
        zostałaś uderzona.... jeśli chcesz uchronić się przed doznawaniem
        krzywdy, proszę, skorzystaj z fachowego poradnictwa.
        Dowiedz się, czym jest przemoc, jakie są jej mechanizmy, jakie w
        waszym związku czają się realne zagrożenia, czy to, co Cię spotkało
        to przemoc oraz czy co możesz zrobić etc...
        Może tam gdzie mieszkasz jest profesjonalny ośrodek (zazwyczaj
        nazywają się ośrodkami interwencji kryzysowej), jesli nie ma,
        zadzwoń do Niebieskiej Linii (mają stronkę www).Oni wskażą Ci
        najbliższy punkt pomocowy i udzielą wstępnych informacji przez
        telefon.
        Jesli chciałabys jednak dowiedzieć się czegoś więcej tu na forum,
        postaram się odpisać.
        Zatana


    • madzik032 Re: mąż mnie bije 30.06.09, 14:07
      I co w zwiazku z tym ? Napisalas na forum i czego oczekujesz jesli
      sama jestes niezdecydowana nikt ci nie pomoze...malo tego..daj sie
      lac dalej..jesczze krzycz ze bylo za lekko..jelsi chcesz nei dozyc
      30-stki to badz z nim dalej..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka