Dodaj do ulubionych

najpierw dziecko, później ślub??!!??

IP: hades:* / 10.10.12.* 14.05.03, 10:57
cześć kochane BABKI!!!
jestem z moim kochanym już od 6 lat... i tak sobie czasami myślimy, że zbliża
się pora na bycie rodzicami... ale... no właśnie, jest ale - otóż nie
jesteśmy małżeństwem, a ja chciałabym aby wszystko odbyło się po kolei, że
tak powiem... najpierw ślub, następnie za jakiś czas ciąża i upragnione
dziecko... ale on uważa, że nie musimy być małżeństwem, bo dla niego frajdą
będzie jego dwuletni potomek obecny na weselu

co wy o tym sądzicie?? macie jakieś doświadczenia, spostrzeżenia?

ja bardzo bym chciała mieć wesele, męża, dziecko... ale mam wrażenie,że
jeżeli przystanę przy odwrotnej kolejności to może nigdy nie dojść do dnia
ślubu... :(
Obserwuj wątek
    • matrek Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 11:04
      Jeśli masz wrażenie, to pewno masz tez jakieś podstawy. A jesli tak, to
      powinnaś brać to pod uwagę.
    • moboj Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 11:05
      a co w tym dziwnego, że najpierw dziecko, potem slub? dla mnie to nie jest
      dziwna kolejność.
      ja natomiast dziwię się tym wszystkim kobitkom, które wpadają i rodzina
      natychmiast organizuje ślub, bo wszystko musi byc jak należy. moim skromnym
      zdaniem cały ten stres związany z organizacją ślubu, wesela itp. to sprawa
      niezbyt bezpieczna dla ciąży i dziecka.
      • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 11:18
        podpisuje sie obiema rekami i nogami, :-)
      • anahella Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 11:49
        moboj napisała:

        > ja natomiast dziwię się tym wszystkim kobitkom, które wpadają i rodzina
        > natychmiast organizuje ślub, bo wszystko musi byc jak należy. moim skromnym
        > zdaniem cały ten stres związany z organizacją ślubu, wesela itp. to sprawa
        > niezbyt bezpieczna dla ciąży i dziecka.

        no tak, ale autorka watku nie chce zachodzic w ciaze zeby
        wywrzec presje na swoim mezczyznie (lub zeby zrobila to
        za nia rodzina), tylko chce najpierw slubu a potem dziecko
        - kolejnosci przyjetej od wiekow. Po prostu chce miec
        tradycyjnie i wcale sie jej nie dziwie.
        • Gość: moboj Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? anahella IP: 62.233.250.* 14.05.03, 12:51
          anahella napisała:

          >
          > no tak, ale autorka watku nie chce zachodzic w ciaze zeby
          > wywrzec presje na swoim mezczyznie (lub zeby zrobila to
          > za nia rodzina)

          ale przeciez ja nic takiego nie napisalam. zrozumiałam dobrze to, co napisała
          autorka, a ta uwaga na temat robienia slubu w czasie ciąży była juz dodana ode
          mnie - takie przemyslenie i tyle.

          , tylko chce najpierw slubu a potem dziecko
          > - kolejnosci przyjetej od wiekow. Po prostu chce miec
          > tradycyjnie i wcale sie jej nie dziwie.

          każdy zyje tak, jak chce natomiast argument o tradycji uswięconej wiekami
          praktyki do mnie nie trafiaja, bo gdyby bylo tak, jak piszesz to nie byłoby
          internetu i siedzielibyśmy przy lampach naftowych, albo i gorzej.
      • wiktoria21 Re: zgadzam się z Tobą-Moboj,n/txt 14.05.03, 15:35
        moboj napisała:

        > a co w tym dziwnego, że najpierw dziecko, potem slub? dla mnie to nie jest
        > dziwna kolejność.
        > ja natomiast dziwię się tym wszystkim kobitkom, które wpadają i rodzina
        > natychmiast organizuje ślub, bo wszystko musi byc jak należy. moim skromnym
        > zdaniem cały ten stres związany z organizacją ślubu, wesela itp. to sprawa
        > niezbyt bezpieczna dla ciąży i dziecka.
    • Gość: beemka Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.acn.waw.pl 14.05.03, 11:07
      Gość portalu: niepewna napisał(a):

      > cześć kochane BABKI!!!
      > jestem z moim kochanym już od 6 lat... i tak sobie czasami myślimy, że
      zbliża
      > się pora na bycie rodzicami... ale... no właśnie, jest ale - otóż nie
      > jesteśmy małżeństwem, a ja chciałabym aby wszystko odbyło się po kolei, że
      > tak powiem... najpierw ślub, następnie za jakiś czas ciąża i upragnione
      > dziecko... ale on uważa, że nie musimy być małżeństwem, bo dla niego frajdą
      > będzie jego dwuletni potomek obecny na weselu
      >
      > co wy o tym sądzicie?? macie jakieś doświadczenia, spostrzeżenia?
      >
      > ja bardzo bym chciała mieć wesele, męża, dziecko... ale mam wrażenie,że
      > jeżeli przystanę przy odwrotnej kolejności to może nigdy nie dojść do dnia
      > ślubu... :(


      I masz racje. Nie to, zebym potepiala zwiazki nieformalne, ale tak czesto
      jest, ze jak sie para przyzwyczai do mieszkanie razem, potem dojdzie dziecko,
      to zaczynaja sie zastanawiac, po co im ten slub. W porzadku, jesli obojgu nie
      sprawia to roznicy, ale jesli jedno z nich chce, to nie znaczy, ze drugie
      mysli tak smo. Jezli zalezy Ci na slubie, to najpierw przysiega, potem dziecko.
      Pozdrawiam
      Beemka.
    • dooshek meski egoizm? 14.05.03, 11:25
      chce miec dziecko ale slub to juz niekoniecznie? a dlaczego, ja sie pytam? bo
      nie bedzie mial nalozonej obraczki na palec to sie nadal bedzie mogl czuc jak
      wolny ptak? i co? jak pojdzie cos nie tak to sie bedzie mozna urwac zostawiajac
      kobiete z maluszkiem?
      sory, ale to jest nie fair, glownie wobec kobiety, ktora sie kocha. i dziecka,
      ktore ma sie ochote miec, ale jako sp z o.o. czyli z ograniczona
      odpowiedzialnoscia).
      • Gość: anE Re: meski egoizm? IP: *.chello.pl 14.05.03, 11:27
        a jak bedzie mial obraczke, to nie bedzie mogl zostawic?
        nawet jezeli nie bedzie mezem, alimenty musialby placic.
        pozdr.
        • dooshek Re: meski egoizm? 14.05.03, 11:31
          owszem, nawet przykucie go do sciany nic nie da, jak sie bedzie chcial ulotnic.
          zastanawia mnie jedynie fakt, ze facet chce miec dziecko, ale nie chce slubu...
          wniosek? wziecie slubu bardziej go przeraza niz posiadanie dziecka... wniosek?
          wg niego slub niesie ze soba wieksza odpowiedzialnosc niz dziecko... czyli co?
          trudniejsze jest podpisanie papierka niz odpowiedzialnosc za drugiego czlowieka
          do konca jego zycia?
          • Gość: anE Re: meski egoizm? IP: *.chello.pl 14.05.03, 11:36
            Twoj logiczny wywod wydaje sie racjonalny, jednak nie wiesz o nich wszystkiego.
            nie-branie slubu niekoniecznie musi byc oznaka strachu przed
            odpowiedzialnoscia. moze chodzi o to, ze slub nic nie zmienia, to po co go
            brac?! i tak sa razem, kochaja sie. dla mnie deklarowana chec posiadania
            dziecka jest duza odwaga, bo po co by chcial to dziecko? zeby sie nim pobawic i
            zostawic? bez sensu.. taka moja opinia, oczywiscie kazdy przypadek in., wiec
            nie wiem, jak tam z nimi bedzie.

            zycze all the best, pozdr.
            • dooshek Re: meski egoizm? 14.05.03, 11:57
              okej, skoro ten slub jest tak nieistotny, to dlaczego dla mezczyzny jest to
              taki problem? przeciez to niczego nie zmieni, wszystko bedzie jak dawniej,
              skoro ze soba mieszkaja to nawet nie odczuja ze cos sie zmienilo?

              • Gość: anE Re: meski egoizm? IP: *.chello.pl 14.05.03, 12:10
                znam taka pare, dziewczyna zaszla w ciaze. urodzila dziecko. jeszcze jak byla w
                ciazy - rodzina naciskala: 'wstyd! 3ba wziac slub, dziecko bedzie nieslubne!'
                itd. a oni specjalnie odczekali ten szum, teraz, kiedy sa pewni swego, ze chca
                razem zyc, maja zamiar w lato wziac slub, dziecko ma 2,5 roku.
                pozdr.
                • dooshek Re: meski egoizm? 14.05.03, 12:25
                  sadze ze malzenstwo to sprawa dwojga a nie rodziny, ktora nalega, wiec ich
                  zdanie jest tu najmniej istotne. w sumie to nie rodzina ale oni beda mieszkac
                  razem i tworzyc "wspolny dom". wydaje mi sie jednak ze bedac para nalezy
                  patrzec na potrzeby obojga partnerow, nie tylko jednego z nich. on nie chce
                  malzenstwa, ale ona czuje taka potrzebe. on chce dziecka, ona tez, ale ona
                  czulaby sie bardziej komfortowo (z jej tylko znanych przyczyn) gdyby najpierw
                  byl slub a potem dziecko. ona czuje taka potrzebe i juz. uwazam, ze jej partner
                  powinien o tym pomyslec teraz a nie rzucac texty z podrosnietym dzieckiem na
                  wlasnym weselu. miedzy Bogiem a prawda gdybym byla na jej miejscu to wrednie
                  bym spytala czy mysli o ich slubie, czy moze o ich dziecku na jego slubie ale z
                  inna. tak tez moze byc....

                  ps. ja bedac w facetem, ktorego kocham nie dazylabym do posiadania dziecka "po
                  slubie", dla mnie papierek nie jest wazny, bo wiem ze to rzeczywiscie nic by
                  nie zmienilo. ale dla innej kobiety jest to wazne i nalezy to uszanowac.
                  • Gość: Anda Re: meski egoizm? - do przemyslenia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.05.03, 13:06
                    Popieram stanowisko Dooshka.
                    Jesli oboje chceca miec wspolne dziecko, a ona zeby je miec czuje potrzebe
                    wpierw uregulowania prawnego ich zwiazku i on o tym wiem.... to czy naprawde
                    chce miec z nia dziecko?
                    Bo:
                    1. on wie ze ona do ich dziecka potrzebuje formalnego potwierdzenia ich zwiazku
                    2. on nie chce potwierdzenia formalnego
                    3. czy on aby nie mydli jej oczu ze chce tez miec z nią dziecko??

                    Pozdrawiam,
                  • Gość: anE Re: meski egoizm? IP: *.chello.pl 14.05.03, 13:15
                    > wydaje mi sie jednak ze bedac para nalezy patrzec na potrzeby obojga
                    partnerow, nie tylko jednego z nich.

                    zgadzam sie w zupelnosci, jednak jezeli potrzeby obojga drastycznie odbiegaja
                    od siebie, nalezy znalesc kompromis albo lepsze rozwiazanie, lub w razie
                    nieporozumienia - zostac sie, bo konsekwencje decyzji moga byc pozniej
                    b.powazne i krzywdzace.
                    w ogole tego typu decyzje sa b.trudne i wydaje mi sie, ze dla matki dziecka
                    lepsze jest byc zona niz konkubinka, bo w takiej sytuacji nalepsze polozenie ma
                    facet.

                    pozdr.
                • Gość: moboj Re: meski egoizm? IP: 62.233.250.* 14.05.03, 14:26
                  Gość portalu: anE napisał(a):

                  > znam taka pare, dziewczyna zaszla w ciaze. urodzila dziecko. jeszcze jak byla
                  w
                  >
                  > ciazy - rodzina naciskala: 'wstyd! 3ba wziac slub, dziecko bedzie nieslubne!'
                  > itd. a oni specjalnie odczekali ten szum, teraz, kiedy sa pewni swego, ze
                  chca
                  > razem zyc, maja zamiar w lato wziac slub, dziecko ma 2,5 roku.
                  > pozdr.

                  no i świetna sytuacja. rodzina naprawdę nie powinna się wtrącać w życie dwojga
                  dorosłych ludzi, którzy ze slubem lub bez, z dzieckiem lub bez, tworzą rodzinę.
            • anahella Re: meski egoizm? 14.05.03, 11:57
              Gość portalu: anE napisał(a):

              > Twoj logiczny wywod wydaje sie racjonalny, jednak nie wiesz o nich wszystkiego.

              fakt, ze znamy tylko wycinek sytuacji, jednak jasna jest
              sytuacja prawna zwiazku nieformalnego i formalnego. Jak
              kobieta ma dziecko to wtedy rezygnuje na jakis czas z
              kariery i jest na utrzymaniu ojca dziecka. W przypadku
              malzenstwa jest wspolnota majatkowa (chyba ze sie
              zastrzeze ze jej nie ma). W przypadku konkubinatu takowej
              nie ma. Co prawda zycie pokazuje ze czesto slub nie jest
              gwarantem bezpieczenstwa finansowego dla kobiety, jednak
              jakies zabezpieczenie to jest.

              Poza tym slub ma nie tylko skutki prawne. W naszym
              koltunskim spoleczenstwie gorzej traktuje sie matke nie-
              mezatke niz matke-mezatke. Nie rozumiem dlaczego autorka
              watku mialaby sie dobrowolnie poddawac mobbingowi
              spolecznemu. Nie wiemy w jakim srodowisku zyja
              zainteresowani i z jakich srodowisk pochodza.
    • Gość: małgosia Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 14.05.03, 11:36
      Może warto spojrzeć na to od strony ewentualnego potomka: kiedy on wolałby sie
      urodzić?
      • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 11:37
        a jak beda stali z dzieckiem przed wystawa sklepowa i dziecko bedzie chcialo
        motor, ciezarowke, lalke barbi, domek dla lalek za fortune, to tez zdanie
        dziecka bedzie sie liczylo?
        • Gość: vir Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.nagraj.pl 14.05.03, 12:00
          Gość portalu: anE napisał(a):

          > a jak beda stali z dzieckiem przed wystawa sklepowa i dziecko bedzie chcialo
          > motor, ciezarowke, lalke barbi, domek dla lalek za fortune, to tez zdanie
          > dziecka bedzie sie liczylo?

          jesli ma do wyboru lalke brunetke i blondynke - to co? nie liczy sie zdanie
          dziecka- bo dzieci i ryby glosu nie maja?
          • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 12:05
            moj przyklad byl abstrakcyjny, jestem jak najbardziej za tym, zeby dzieci
            mialby wybor swoich zabawek bez narzucania im 'co_bedzie_dla_nich_najlepsze',
            uwazam jednak, ze zdanie dziecka co do tego, kieby by wolalo sie urodzic jest
            absurdalne!
        • Gość: małgosia Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 14.05.03, 12:00
          Widzę, że chcesz strywializować moją wypowiedź.Ale ja nadal uważam, ze dziecko
          ma prawo chcieć urodzić się w pełnej rodzinie. A do wszystkich zabawek nie ma
          prawa. Poza tym chyba nie można tych spraw ustawiać na jednym poziomie
          • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 12:07
            a niesformalizowany zwiazek dla Ciebie nie jest pelna rodzina?! i tak
            traktujesz ludzi. pytasz sie ich: macie papierek czy nie macie, bo nie wiem,
            jak o was mowic, czy rodzina, czy niepelna rodzina. chore!
            • Gość: małgosia Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 14.05.03, 12:11
              Dla mnie małżeństwo to nie tylko papierek, ale o tym wszystkim pisalismy już w
              innym wątku.
              • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 12:24
                ale wlasnie przez TAkich ludzi jak Ty, w spoleczenstwie sa stereotypy i gorzej
                sie traktuje tych z 'niepelnych rodzin', jak ich sama nazwalas
              • Gość: moboj Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: 62.233.250.* 14.05.03, 13:04
                Gość portalu: małgosia napisał(a):

                > Dla mnie małżeństwo to nie tylko papierek, ale o tym wszystkim pisalismy już
                w
                > innym wątku.

                ale pozwól, żeby inni zyli po swojemu. to, co podoba się tobie, nie musi
                podobac się reszcie.
                • fimka Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 13:06
                  Gość portalu: moboj napisał(a):

                  > Gość portalu: małgosia napisał(a):
                  >
                  > > Dla mnie małżeństwo to nie tylko papierek, ale o tym wszystkim pisalismy j
                  > uw > > innym wątku.
                  > ale pozwól, żeby inni zyli po swojemu. to, co podoba się tobie, nie musi
                  > podobac się reszcie.

                  i odwrotnie!
                  • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 13:10
                    zauwaz, ze moboj ma taki poglad, ze kto chce, tak robi, z tym - ze nie ma nic
                    przeciwko zawieraniu slubu czy byciem razem bez papierka, a to zwlaszcza
                    ludzie, ktorzy maja poglad, ze bez slubu to tragedia, niepelna rodzina,
                    odrzutek spoleczenstwa - maja wiekszy wplyw na szykanowanie tych o odmiennych
                    pogladach.
                    takie moje zdanie, pozdr.
                    • fimka Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 13:16
                      Gość portalu: anE napisał(a):

                      > zauwaz, ze moboj ma taki poglad, ze kto chce, tak robi, z tym - ze nie ma nic
                      > przeciwko zawieraniu slubu czy byciem razem bez papierka, a to zwlaszcza
                      > ludzie, ktorzy maja poglad, ze bez slubu to tragedia, niepelna rodzina,
                      > odrzutek spoleczenstwa - maja wiekszy wplyw na szykanowanie tych o odmiennych
                      > pogladach.
                      > takie moje zdanie, pozdr.

                      jesli uda ci sie wychowac swoje dzieci tak by sie nie przylaczaly do
                      szykanowanie wszelakich "odmiencow" to bedziesz mogla powiedziec ze twoje
                      zdanie jest prawdziwe
                      a jezeli autorce watku zalezy na slubie to do tego tez ma prawo
                      • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 13:22
                        > jesli uda ci sie wychowac swoje dzieci tak by sie nie przylaczaly do
                        > szykanowanie wszelakich "odmiencow" to bedziesz mogla powiedziec ze twoje
                        > zdanie jest prawdziwe
                        > a jezeli autorce watku zalezy na slubie to do tego tez ma prawo

                        Autorke watku rozumiem, nie mam zamiaru jej przkonywac, ze jej wybor jest
                        niewlasciwy.
                        a co do dzieci - to wlasnie mam zamiar wychowac je na takich ludzi, ktorzy nie
                        beda smiac sie z in. z powodu ich odmiennosci, sama tego nie robie. a ze dzieci
                        nasladuja swoje otoczenie, nie bedzie to trudne, :-)

                        • Gość: moboj Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: 62.233.250.* 14.05.03, 14:40
                          Gość portalu: anE napisał(a):


                          > a co do dzieci - to wlasnie mam zamiar wychowac je na takich ludzi, ktorzy
                          nie
                          > beda smiac sie z in. z powodu ich odmiennosci, sama tego nie robie. a ze
                          dzieci
                          > nasladuja swoje otoczenie, nie bedzie to trudne, :-)

                          tez mam zamiar wychowac swoje dzieci tak, żeby umiały być ponad gadaniem ludzi,
                          którzy nie potrafią znieść wszelkich odmienności. sama nie wyśmiewam ludzi o
                          innych poglądach czy wyglądzie i chcę, żeby moje dzieci też to potrafiły.
                  • Gość: moboj Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: 62.233.250.* 14.05.03, 14:36
                    fimka napisała:

                    >>
                    > i odwrotnie!

                    no i tez własnie mi wsio ryba, czy ktoś ma slub, czy go nie ma - nie to jest
                    dla mnie kryterium oceny człowieka. natomiast pare tygodni temu była tu na
                    forum dyskusja o mieszkaniu ze soba bez ślubu i tam dyskusja nie była milusia -
                    wyszło, że te, co mieszkaja razem bez slubu to same najgorsze wcielenia diabła
                    niemalże.
          • wiktoria21 Re: małgosiu 14.05.03, 13:15
            Gość portalu: małgosia napisał(a):

            > Widzę, że chcesz strywializować moją wypowiedź.Ale ja nadal uważam, ze
            dziecko
            > ma prawo chcieć urodzić się w pełnej rodzinie.

            Uważasz,że tylko mąż i żona to pełna rodzina?Ja myślę,że pełna rodzina to
            kobieta i mężczyzna razem,którzy razem wychowują dziecko a to czy są
            małżeństwem czy nie to chyba nie świadczy o tym,że to prawdziwy związek,nie
            sądzisz?
            • fimka Re: małgosiu 14.05.03, 13:25
              wiktoria21 napisała:

              > Uważasz,że tylko mąż i żona to pełna rodzina?Ja myślę,że pełna rodzina to
              > kobieta i mężczyzna razem,którzy razem wychowują dziecko a to czy są
              > małżeństwem czy nie to chyba nie świadczy o tym,że to prawdziwy związek,nie
              > sądzisz?

              wiec powiedz mi prosze - ktora rodzina jest bardziej "pelna" i
              bardziej "prawdziwy" zwiazek:
              1. on + ona + dziecko /wolny zwiazek/, czy
              2. ten sam on + ona zona + dziecko /malzenstwo/

              oba zwiazki dzieja sie rownoczesnie, on lozy i przyklada sie do wychowania
              dzieci obu kobiet
              • wiktoria21 Re: małgosiu 14.05.03, 13:33
                fimka napisała:

                > wiktoria21 napisała:
                >
                > > Uważasz,że tylko mąż i żona to pełna rodzina?Ja myślę,że pełna rodzina to
                > > kobieta i mężczyzna razem,którzy razem wychowują dziecko a to czy są
                > > małżeństwem czy nie to chyba nie świadczy o tym,że to prawdziwy związek,ni
                > e
                > > sądzisz?
                >
                > wiec powiedz mi prosze - ktora rodzina jest bardziej "pelna" i
                > bardziej "prawdziwy" zwiazek:
                > 1. on + ona + dziecko /wolny zwiazek/, czy
                > 2. ten sam on + ona zona + dziecko /malzenstwo/
                >
                > oba zwiazki dzieja sie rownoczesnie, on lozy i przyklada sie do wychowania
                > dzieci obu kobiet

                nie rozumiem,to jest pytanie do mnie?
                • Gość: małgosia Re: małgosiu IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 14.05.03, 13:49
                  A co to jest Twoim zdaniem "prawdziwy związek"?
                  • wiktoria21 Re: małgosiu 14.05.03, 13:54
                    Gość portalu: małgosia napisał(a):

                    > A co to jest Twoim zdaniem "prawdziwy związek"?

                    Każdy sam wie co wg niego znaczy prawdziwy związek,nie sądzę jednak by zawarcie
                    ślubu gwarantowało cokolwiek.To jest tylko i wyłącznie Twoje zdanie,że
                    <<<<---pełna rodzina to ta gdzie kobieta i mężczyzna mają slub--->>>>,moje
                    zdanie na ten temat różni się jednak od Twojego.
                  • Gość: moboj Re: małgosiu IP: 62.233.250.* 14.05.03, 14:49
                    Gość portalu: małgosia napisał(a):

                    > A co to jest Twoim zdaniem "prawdziwy związek"?

                    nie do mnie było to pytanie, ale odpowiem. z moim ukochanym mężczyzną jestem od
                    8 lat, a od 6 mieszkamy razem. bardzo się kochamy, szanujemy, jesteśmy ze soba
                    bardzo szczęśliwi, razem prowadzimy dom, pomagamy sobie, jesteśmy dla siebie
                    oparciem w każdej sytuacji i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. a to, czy
                    mamy slub, czy nie, naprawdę nie ma znaczenia.
          • Gość: moboj Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: 62.233.250.* 14.05.03, 14:31
            Gość portalu: małgosia napisał(a):

            Ale ja nadal uważam, ze dziecko
            > ma prawo chcieć urodzić się w pełnej rodzinie.

            uważasz, że, jak to nazywasz, pełna rodzina jest receptą na wszystko? bo ja się
            urodziłam w pelnej rodzinie, nawet szczęśliwej na początku, żadnej
            patologicznej, a jednak teraz wolę do okresu mojej młodości nie wracać, bo moja
            sytuacja rodzinna jest tak, że skóra mi cierpnie i nikomu tego nie zyczę. a
            znów przyjaciel z mojej paczki był przez całe życie wychowywany przez swoich
            rodziców, którzy do tej pory nie maja slubu i jest szczęsliwy, ajego
            dzieciństwo i młodośc to sielanka.
            poza tym gdyby tzw. pełna rodzina była recepta na wszystko to nie byłoby domów
            dziecka.
      • Gość: moboj Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: 62.233.250.* 14.05.03, 12:57
        Gość portalu: małgosia napisał(a):

        > Może warto spojrzeć na to od strony ewentualnego potomka: kiedy on wolałby
        sie
        > urodzić?

        trywializując: znaczy mam spytac swojego jajnika?
        • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 13:08
          nie jajnika tylko dziecko! a kiedy dziecko jest swiadome swojego zdania?! kiedy
          podrosnie, czyli jak ma 7-10 lat?! no, wtedy najlepiej bedzie go zapytac o
          zdanie nt slubu! :-) takie jest rozumowanie malgosi
          • Gość: małgosia Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 14.05.03, 13:57
            Moje rozumowanie nie jest takie, zeby pytać dziecko, ale żeby się postawić w
            jego sytuacji. Ja np. chciałabym żeby moi rodzice byli małżeństwem, zanim się
            urodzę. Tobie zapewne jest to obojętne. Ale takie postawienie sie w sytuacji
            dziecka może pomóc w podjęciu decyzji. Autorka postu chciałaby wziąć ślub ze
            swoim obecnym partnerem, więc chyba podobnie spojrzałaby na tę sprawę. Ty
            spojrzałabyś zapewne inaczej i podjęłabyś inną decyzję, do czego masz prawo.
            • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 14:17
              ale na jakiej podstawie twierdzisz, ze zdanie dziecka bedzie takie samo jak
              osoby, ktora sie stawia w jego sytuacji? rany!!! nie moge sie nadziwic, ze Ty
              powaznie to wszystko piszesz!
              • fimka Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 14:33
                Gość portalu: anE napisał(a):

                > ale na jakiej podstawie twierdzisz, ze zdanie dziecka bedzie takie samo jak
                > osoby, ktora sie stawia w jego sytuacji? rany!!! nie moge sie nadziwic, ze Ty
                > powaznie to wszystko piszesz!

                jestes niekonsekwentna- wyzej napisalas ze zamierzasz wychowac dziecko wlasnie
                tak- jakie sama masz poglady!
                "niedaleko pada jablko od jabloni" znasz?
                i jakos nie wyobrazam sobie zeby dziecko mialo kiedys pretensje ze zjawilo
                sie po slubie, natomiast jestem w stanie sobie wyobrazic ze w pewnych
                okolicznosciach moze mu byc przykro ze zjawilo sie przed.
                • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 15:43
                  jestem konsekwentna, bo obiektywnym dobrem (cnota, dobra cecha, wyznacznikiem
                  dobrego wychowania) jest wychowanie dziecka w duchu zrozumienia dla odmiennosci
                  in. - chodzi mi o niewysmiewanie i umiejetnosc wypowiadania swoich pogladow.
                  jak moboj wyzej napisala, to czy sie jest w tzw. pelnej czy nie- rodzinie, nie
                  jest zadnym wyznacznikiem do sądu, czy decyzje o wyborze stopnia formalizacji
                  zwiazku byly sluszne.
          • Gość: małgosia Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 14.05.03, 13:57
            Moje rozumowanie nie jest takie, zeby pytać dziecko, ale żeby się postawić w
            jego sytuacji. Ja np. chciałabym żeby moi rodzice byli małżeństwem, zanim się
            urodzę. Tobie zapewne jest to obojętne. Ale takie postawienie sie w sytuacji
            dziecka może pomóc w podjęciu decyzji. Autorka postu chciałaby wziąć ślub ze
            swoim obecnym partnerem, więc chyba podobnie spojrzałaby na tę sprawę, jak ja.
            Ty spojrzałabyś zapewne inaczej i podjęłabyś inną decyzję, do czego masz prawo.
    • Gość: Dkenka a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już 6 lat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 11:36
      niepewna, jeśli oboje byście nie dążyli do ołtarza, to jest ok. Dziecko powinno
      mieć kochających rodziców,a czy są oni małżeństwem czy żyją bez ślubu to mniej
      istotna sprawa, przynjamniej też dla mnie. Co z tego, że założy
      obrączkę...obrączkę można zdjąć i też odejść, to wcale nie scala związku to są
      mity i stereotypy. Jeśli ludziom zależy na sobie to będą szczęśliwi i wierni
      sobie bez ślubu, jeśli nie zależy to małżeństwo nie pomoże, utrudni tylko
      rozstanie, nie wspominając o kłopotliwym rozwodzie. Nie lepiej oszczędzić sobie
      kolejnego (ew.) stresu. Co innego, że Tobie zależy na ślube i kolejności a
      Twojemu partnerowi nie, myślę, że będąc z nim 6 lat bez ślubu pokazałaś mu, że
      Tobie na tej imprezie też nie zależy. To wszystko też wynika z kwestii wiary.
      Mnie np. nie przeszkadza, że żyję z kimś bez ślubu. Planując dziecko, nie
      rozmawiamy od razu o ślubie. Albo chce się wziąć ślub, albo nie. Albo chce się
      mieć rodzinką (nawet nie formalną albo nie). Ja chcę mieć rodzinką z tym moim
      panem:), ale na ołtarz a właściwie na urząd (bo kościelnego nie chcę) nie
      namawiam. Po prostu mnie to nie ujmuje niczego ani nie odbiera radoścu, ale
      jeśli Ty masz być przez to nieszczęśliwa - porozmawiaj o tym poważnie.I
      dojdźcie do kompromisu:)))POzdr
      • Gość: RealLife Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.ld.euro-net.pl 14.05.03, 12:08
        To ja ci powiem, jak to może wyglądać w praktyce po iluś tam latach. Przykłady
        z życia. 1) Żyli bez ślubu przez prawie 10 lat, dorobili się dziecka. Ze
        względu na stan zdrowia dziecka ona zrezygnowała z pracy (za jego aprobatą). A
        potem jemu sie 'odwidziało'. Tak jej uprzyjemnił życie, że sama się
        wyprowadziła. Owszem, alimenty zasądzono, ale tylko na dziecko. Ona nie ma
        domu, nie ma pracy, nie ma środków do życia. Wspólny dorobek okazał się jego
        dorobkiem. Ona tuła sie teraz po przytułkach i domach opieki.
        2) Żyli również bez ślubu, 2 dzieci, on umiera. Dzieci, owszem, dostały rentę.
        Ale jego rodzina rozdrapała wszystko, bo była rodziną a ona obcą babą, nawet
        nie żoną. Firma, którą prowadzili razem, była jego firmą, jej w żadnych
        papierach nie było i nic się jej nie należy.
        Ja rozumiem myślenie młodych, że miłość, że chęć bycia razem, że nie
        papierek... Ale życie pokazuje, że trzeba mieć papiery na wszystko, bo w razie
        niepowodzenia nie można niczego udokumentować i można zostać na lodzie bez
        dachu nad głową i środków do życia. Miłość nie może być ślepa, musi być w niej
        przynajmniej odrobina rozsądku a już na pewno duża doza instynktu
        samozachowawczego.
        • Gość: anE Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.chello.pl 14.05.03, 12:23
          fakt, mnie to przekojuje
        • Gość: Dkenka Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 12:45
          Gość portalu: RealLife napisał(a):

          > To ja ci powiem, jak to może wyglądać w praktyce po iluś tam latach.
          Przykłady
          > z życia. 1) Żyli bez ślubu przez prawie 10 lat, dorobili się dziecka. Ze
          > względu na stan zdrowia dziecka ona zrezygnowała z pracy (za jego aprobatą).
          A
          > potem jemu sie 'odwidziało'. Tak jej uprzyjemnił życie, że sama się
          > wyprowadziła. Owszem, alimenty zasądzono, ale tylko na dziecko. Ona nie ma
          > domu, nie ma pracy, nie ma środków do życia. Wspólny dorobek okazał się jego
          > dorobkiem. Ona tuła sie teraz po przytułkach i domach opieki.

          a życie w konkubinacie jest też brane pod uwagę, jesli osoba występują o prawa
          do majątku, którego dorobili się razem (zwłaszcza jeśli jest jeszcze dziecko).
          Nie starała się udowodnić konkubinatu?!

          > 2) Żyli również bez ślubu, 2 dzieci, on umiera. Dzieci, owszem, dostały
          rentę.
          > Ale jego rodzina rozdrapała wszystko, bo była rodziną a ona obcą babą, nawet
          > nie żoną. Firma, którą prowadzili razem, była jego firmą, jej w żadnych
          > papierach nie było i nic się jej nie należy.

          to samo jak wyżej....można udowodnić wspólne życie i jest szansa na dom i
          majątek. Też miałam taki przypadek.


          > Ja rozumiem myślenie młodych, że miłość, że chęć bycia razem, że nie
          > papierek... Ale życie pokazuje, że trzeba mieć papiery na wszystko, bo w
          razie
          > niepowodzenia nie można niczego udokumentować i można zostać na lodzie bez
          > dachu nad głową i środków do życia. Miłość nie może być ślepa, musi być w
          niej
          > przynajmniej odrobina rozsądku a już na pewno duża doza instynktu
          > samozachowawczego.

          wiesz, ja nie mówię, że w ogóle nie powinno się, że sama nie chcę (przeczytaj
          uważniej, wspominałam o urzędzie). Myślę, że to byłyby jedyne powody dla
          których zawarlibyśmy małżeństwo (właśnie te wypadki losowe). Jednak my na razie
          nie mamy jeszcze co dzielić. Kryzyz....a pieniądze wydajemy na bieżąco (bo tak
          dobrze zarabiamy, chcąc się jeszcze uczyć i rozwijać). Poza tym, wiem, że gdyby
          nawet za jakiś czas (co może być nieuniknione, tego nie nikt) odwidziało by się
          mojemu szczęściu i dodatkowo mielibysmy dziecko, to nie zostawił by mnie na
          tzw. lodzie. To b. dobry człowiek. A tę pewność mam, bo byliśmy już w jednej
          trudnej sytuacji, taki mały sprawdzian od losu i zobaczyłam to na własne oczy.
          Podać przykład?! Czy wierzysz na słowo?
          • Gość: RealLife Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.ld.euro-net.pl 14.05.03, 14:07
            Jak byłem piękny i młody, to też mi było bez różnicy, ze ślubem, czy bez ślubu,
            byle z NIĄ. I wybrałem wersję 'ze slubem' dlatego, że było bez różnicy. Dzisiaj
            młodzi wybierają raczej tę 'bez ślubu'(?). Dzisiejsze życie jest tak szybkie i
            zmienne,i ma w sobie tyle pokus, że może mężczyźni boją się takich decyzji 'na
            zawsze'. A my przeżyliśmy razem ponad 20 lat i wiem, że decyzja ta była
            słuszna.
            Gość portalu: Dkenka napisał(a):
            > Nie starała się udowodnić konkubinatu?!
            Obie są na etapie 'starania', ale długo to jeszcze potrwa a żyć trzeba. Tym
            bardziej, że samo rozstanie okazało się dla nich przeżyciem na tyle
            traumatycznym, że nie wiem, czy bez pomocy życzliwych ludzi w ogóle mogłyby żyć.
            > nie mamy jeszcze co dzielić.
            Ale kiedyś możecie mieć. O przyszłości trzeba myśleć już teraz.Poza tym rodzina
            jest swego rodzaju 'firmą' a wiadomo, jakie mogą być losy 'cichych udziałowców'
            w razie plajty.
            > nie zostawił by mnie na tzw. lodzie. To b. dobry człowiek.Czy wierzysz na
            > słowo?
            Chcę wierzyć, ale sam jestem mężczyzną i mam znajomych mężczyzn i wiem z
            doświadczenia, że nie zawsze wygląda to tak różowo. Facet to wyjątkowo zmienne
            i niestałe zwierzę. Chociaż nie zawsze, czego ja jestem przykładem. I gdybym
            mógł pogadać, jak facet z facetem, z twoim chłopakiem, to bym mu powiedział, że
            większości kobiet potrzebna jest swego rodzaju 'pewność' i dlatego wolą żyć w
            małżeństwie. Kobieta, jak porządny dom, musi czuć, że stoi na twardym
            fundamencie, który utrzyma w przyszłości całą rodzinę. Romantyzm jest dobry na
            wstępie a potem to już tylko realizm z domieszką (dużą) romantyzmu.
            Mówię, jak baaardzo dojrzały facet (bo taki juz jestem) i może wydawać się to
            nudne, bo często młodzi ludzie uważają, że miłość pokona wszystkie przeszkody.
            Nadal bardzo kocham moją żonę, ale życie ma swoje wymagania i samą miłością nie
            da się zaspokoić wszystkich jego potrzeb. Co więcej, przy braku realizmu miłość
            może zaniknąć. Paradoksalna prawda.
            • Gość: anE DO NIEPEWNEJ IP: *.chello.pl 14.05.03, 14:33
              proponuje, zebys wydrkowala niektore wypowiedzi, ktora sa dopelnieniem Twojego
              zdania, moze Twoj facet zrozumie, o jaka pewnosc, zabezpieczenie Ci chodzi.
              jezeli mu to obojetne, a Tobie na tym zalezy, to warto by bylo przekonac go do
              Twojego zdania,
              zycze Ci powodzenia, pozdr.
            • Gość: Dkenka Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 14:48
              Gość portalu: RealLife napisał(a):

              > Jak byłem piękny i młody, to też mi było bez różnicy, ze ślubem, czy bez
              ślubu,
              >
              > byle z NIĄ. I wybrałem wersję 'ze slubem' dlatego, że było bez różnicy.
              Dzisiaj
              >
              > młodzi wybierają raczej tę 'bez ślubu'(?). Dzisiejsze życie jest tak szybkie
              i
              > zmienne,i ma w sobie tyle pokus, że może mężczyźni boją się takich
              decyzji 'na
              > zawsze'. A my przeżyliśmy razem ponad 20 lat i wiem, że decyzja ta była
              > słuszna.

              wiesz, ja też w sumie nie mam już 20 lat, choć pewnie dla Ciebie jestem młoda.
              Być może właśnie jest tak jak piszesz, że są pokusy, z których można korzystać
              bez żadnych większych konsekwencji a i społeczeństwo też już przywykło. Byc
              może dlatego i mój i wielu innych partnerównie chcą się żenić. Widzisz, jednak
              u mnie jest taka sytuacja, że moja miłość jest rozwodnikiem i pomimo iż nie
              jestem winna jego nieudanego związku, nie czuję się na siłach zmuszać, bądź
              wymuszać na nim ślub. Swego czasu żyłam z kimś bradzo długo (7 lat) taka miłość
              z czasów liceów....rozstaliśmy się a potem mieliśmy okazję znów trafic na
              siebie (oczywiście nie przypadkowo). Zastanawiałam się długo czego ja chcę, o
              czym marzę, czego pragnę, bo tamten człowiek oferował mi małżeństwo i rodzinę,
              tylko, że ja jakoś tego nie czułam, nie z nim. Zrozumiałam, że tu nie chodzi o
              realizacją jakiś celów (choć ponoc człowiek jest tak skonstruowany, żeby
              założyć prawdziwą - wg. prawa, rodzinę) tylko o moje samopoczucie, uczucia i
              marzenia (ale nie tylko kobiece-mąż, dziecko). Mój ex chciał mi to dać, ale ja
              wybrałam tego człowieka, który nie mówi o małżeństwie (o dzieciach-bardzo). I
              pomimo, iz jestem kobietą i chciałabym jak zauważyłeś pewności, gruntu itp.,
              nie będę naciskać, bo to mnie nie unieszczęsliwa. Jeśli kiedyś podejmiemy taką
              decyzję, to będę pewna, że on tego na prawdę chce, potrzebuje itd. i nie roi
              tego tylko dla mnie.


              > Obie są na etapie 'starania', ale długo to jeszcze potrwa a żyć trzeba. Tym
              > bardziej, że samo rozstanie okazało się dla nich przeżyciem na tyle
              > traumatycznym, że nie wiem, czy bez pomocy życzliwych ludzi w ogóle mogłyby
              żyć

              każde rozstanie jest trudne, chyba zwłaszcza dla kobiety....

              > > nie mamy jeszcze co dzielić.
              > Ale kiedyś możecie mieć. O przyszłości trzeba myśleć już teraz.Poza tym
              rodzina
              >
              > jest swego rodzaju 'firmą' a wiadomo, jakie mogą być losy 'cichych
              udziałowców'
              >
              > w razie plajty.

              jesli faktycznie będziemy mieć aż tyle, żeby zastanawiać się nad tym, to
              zapewne porozmawiamy o tym i podejmiemy decyzją najbardziej słuszną dla nas.

              > > nie zostawił by mnie na tzw. lodzie. To b. dobry człowiek.Czy wierzysz na
              >
              > > słowo?
              > Chcę wierzyć, ale sam jestem mężczyzną i mam znajomych mężczyzn i wiem z
              > doświadczenia, że nie zawsze wygląda to tak różowo. Facet to wyjątkowo
              zmienne
              > i niestałe zwierzę. Chociaż nie zawsze, czego ja jestem przykładem. I gdybym
              > mógł pogadać, jak facet z facetem, z twoim chłopakiem, to bym mu powiedział,
              że
              >
              > większości kobiet potrzebna jest swego rodzaju 'pewność' i dlatego wolą żyć w
              > małżeństwie.


              dziekuję, być może że on tak jak Ty też kiedyś dojdzie do takich wniosków.
              Wiem, że jesteście zmienni, troszkę żyję....mi chodziło o przykład materialny,
              że wiem, jakby była taka sytuacja, że nie chciałby byc ze mną, ale mielibysmy
              dziecko, wspólny majątek, to pomyślałby o mnie. Znam go już z tej strony. Swego
              czasu rozstaliśmy się (tzw. separacja nastąpiła), ja odeszłam w między czasie z
              pracy, a on pomimo, że nie chciał się ze mną spotykać (chciał pobyć sam lub z
              kimś, nie ważne) co miesiąc dawał mi pieniądze na życie i troszczył się o mnie
              na miarę swoich możliwości i tego co mógł mi sobą zaoferować. Mógł niewiele (bo
              chciałam jego), ale jednak...Zgadzam się jednak z Tobą.


              > Mówię, jak baaardzo dojrzały facet (bo taki juz jestem) i może wydawać się to
              > nudne, bo często młodzi ludzie uważają, że miłość pokona wszystkie
              przeszkody.

              kiedyś tak myślałam, teraz wiem, że miłość bardzo pomaga przetrwać nawet
              najcięższe chwile. Bez niej wszystko co się ma, osiąga traci sens. A ludzie
              okazuje się, są dla siebie obcy....

              > Nadal bardzo kocham moją żonę, ale życie ma swoje wymagania i samą miłością
              nie
              >
              > da się zaspokoić wszystkich jego potrzeb. Co więcej, przy braku realizmu
              miłość
              >
              > może zaniknąć. Paradoksalna prawda.

              tak, ale myśleć realistycznie i kochać, nie oznacza, komuś (zwłaszcza)
              ukochanej osobie coś narzucać. Związek to zbiór kompromisów.
              • Gość: RealLife Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.ld.euro-net.pl 14.05.03, 15:17
                Związki ludzi 'dojrzałych', często 'po przejściach' to temat na zupełnie inną
                dyskusję. Dziewczyna zakładająca ten wątek wydaje się być młoda i 'na starcie'.
                Dlatego doradzam ślub, jeśli uważa, że z tym właśnie mężczyzną chce spędzić
                życie. Życie bez końca w wolnym związku, to dla mnie, jak noszenie pożyczonych
                spodni - niby na moim tyłku a nie moje. Kiedyś wreszcie trzeba kupić własne,
                choćby dla własnego dobrego samopoczucia. Chociaż znam takich, co całe życie
                przechodzili w pożyczonych.
                • Gość: Dkenka Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 15:37
                  Gość portalu: RealLife napisał(a):

                  > Związki ludzi 'dojrzałych', często 'po przejściach' to temat na zupełnie inną
                  > dyskusję. Dziewczyna zakładająca ten wątek wydaje się być młoda i 'na
                  starcie'.

                  ja nie jestem osobą po przejściach (juz nie młodziutką, lecz nie dojrzałą
                  jeszcze jak to się określa)
                  >
                  > Dlatego doradzam ślub, jeśli uważa, że z tym właśnie mężczyzną chce spędzić
                  > życie. Życie bez końca w wolnym związku, to dla mnie, jak noszenie
                  pożyczonych
                  > spodni - niby na moim tyłku a nie moje. Kiedyś wreszcie trzeba kupić własne,
                  > choćby dla własnego dobrego samopoczucia. Chociaż znam takich, co całe życie
                  > przechodzili w pożyczonych.

                  ale człowiek to nie własność i nie spodnie.
                  • Gość: RealLife Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.ld.euro-net.pl 14.05.03, 15:47
                    Gość portalu: Dkenka napisał(a):
                    > ale człowiek to nie własność i nie spodnie.

                    Przecież to było z przymrużeniem oka a ty się juz denerwujesz.
                    • Gość: Dkenka Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 15:57
                      Gość portalu: RealLife napisał(a):

                      > Gość portalu: Dkenka napisał(a):
                      > > ale człowiek to nie własność i nie spodnie.
                      >
                      > Przecież to było z przymrużeniem oka a ty się juz denerwujesz.

                      ależ skąd nie zdenerwowałam się, stało sie poważnie i już:)
            • Gość: moboj Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: 62.233.250.* 14.05.03, 15:19
              Gość portalu: RealLife napisał(a):


              > Chcę wierzyć, ale sam jestem mężczyzną i mam znajomych mężczyzn i wiem z
              > doświadczenia, że nie zawsze wygląda to tak różowo. Facet to wyjątkowo
              >zmienne i niestałe zwierzę.

              a ślub raczej charakteru mężczyzny nie zmieni, prawda?

              Chociaż nie zawsze, czego ja jestem przykładem. I >gdybym mógł pogadać, jak
              facet z facetem, z twoim chłopakiem, to bym mu >powiedział, że większości
              kobiet potrzebna jest swego rodzaju 'pewność' i >dlatego wolą żyć w
              małżeństwie. Kobieta, jak porządny dom, musi czuć, że stoi >na twardym
              fundamencie, który utrzyma w przyszłości całą rodzinę.

              ślub nie jest gwarancją, że facet nie odejdzie, nie uważasz?
              ja żyję z moim mężczyzna bez ślubu i w naszym związku to ja jestem
              przeciwniczka slubu, więc to nie zawsze kobieta dąży do małżeństwa. ja się
              czuję bezpiecznie i do tego nie jest mi małżeństwo potrzebne.

              Romantyzm >jest dobry na wstępie a potem to już tylko realizm z domieszką
              (dużą) >romantyzmu.
              > Mówię, jak baaardzo dojrzały facet (bo taki juz jestem) i może wydawać się to
              > nudne, bo często młodzi ludzie uważają, że miłość pokona wszystkie
              przeszkody.
              > Nadal bardzo kocham moją żonę, ale życie ma swoje wymagania i samą miłością
              >nie da się zaspokoić wszystkich jego potrzeb. Co więcej, przy braku realizmu
              miłość może zaniknąć. Paradoksalna prawda.

              a co do realizmu i tzw. spraw administracyjnych: rozliczać mozna sie osobno, a
              wszystko inne reguluje się u notariusza i w testamencie.
              • Gość: RealLife Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.ld.euro-net.pl 14.05.03, 15:34
                Gość portalu: moboj napisał(a):
                > a ślub raczej charakteru mężczyzny nie zmieni, prawda?
                > ślub nie jest gwarancją, że facet nie odejdzie, nie uważasz?
                Rzeczywiście, nie zmnieni, i rzeczywiście, nie uważam...ale trochę utrudni
                nieprzemyslane odejście. Faceci dość łatwo ulegają urokowi długonogich
                blondynek i uwierz mi, że łatwiej zostawia sie konkubinę niż żonę.

                > ja żyję z moim mężczyzna bez ślubu i się czuję bezpiecznie
                Na dłuższą metę życie w konkubinacie jest jak mieszkanie w wynajętym pokoju - w
                każdej chwili mogą ci wymówić. Prawdopodobnie jesteś bardzo młoda, ale z czasem
                źle ci będzie tak ciągle 'na walizkach'. Każdy człowiek (no, prawie każdy)
                odczuwa w pewnym momencie swego życia potrzebę stabilizacji.

                > a co do realizmu i tzw. spraw administracyjnych: rozliczać mozna sie osobno,
                > awszystko inne reguluje się u notariusza i w testamencie.
                Z czasem przekonasz się, że nie do końca.
                • Gość: Dkenka Re: a co to za różnica:), skoro żyjesz z nim już IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 15:42
                  Gość portalu: RealLife napisał(a):

                  > Gość portalu: moboj napisał(a):
                  > > a ślub raczej charakteru mężczyzny nie zmieni, prawda?
                  > > ślub nie jest gwarancją, że facet nie odejdzie, nie uważasz?
                  > Rzeczywiście, nie zmnieni, i rzeczywiście, nie uważam...ale trochę utrudni
                  > nieprzemyslane odejście. Faceci dość łatwo ulegają urokowi długonogich
                  > blondynek i uwierz mi, że łatwiej zostawia sie konkubinę niż żonę.

                  Szanuję Twoje poglądy (dość nietypowe niektóre jak ostatnio na mężczyzn), lecz
                  sorry, ale być tylko żoną???? Ulegnie blondi i wróci tak, bo jestem jego żoną?
                  Właśnie o to chodzi, że lepiej niech ulegnie i niech nie wraca. Mi nie zalęzy
                  na statusie bycia żoną, lecz jego kobietą, której ulega....a nie innej
                  >
                  > > ja żyję z moim mężczyzna bez ślubu i się czuję bezpiecznie
                  > Na dłuższą metę życie w konkubinacie jest jak mieszkanie w wynajętym pokoju -
                  w
                  >
                  > każdej chwili mogą ci wymówić. Prawdopodobnie jesteś bardzo młoda, ale z
                  czasem
                  >
                  > źle ci będzie tak ciągle 'na walizkach'. Każdy człowiek (no, prawie każdy)
                  > odczuwa w pewnym momencie swego życia potrzebę stabilizacji.


                  życie z kimś jest juz stabilizacją. Wspólen mieszkanie, sprawy te dobro i złe a
                  tym bardziej plany na dziecko.
                  • Gość: ReaLife Re: Dkenka IP: *.ld.euro-net.pl 14.05.03, 16:09
                    Gość portalu: Dkenka napisał(a):
                    > Szanuję Twoje poglądy (dość nietypowe niektóre jak ostatnio na mężczyzn)
                    Bo ja jestem średnio starej daty.

                    > ale być tylko żoną. Mi nie zależy na statusie bycia żoną,lecz jego kobietą,
                    > której ulega....
                    Ale jemu też musisz czasem ulec, bo będzie nisprawiedliwie.

                    > życie z kimś jest juz stabilizacją.
                    Jednak jeszcze nie.
                    • Gość: Dkenka Re: Dkenka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 16:13
                      Gość portalu: ReaLife napisał(a):

                      > Gość portalu: Dkenka napisał(a):
                      > > Szanuję Twoje poglądy (dość nietypowe niektóre jak ostatnio na mężczyzn)
                      > Bo ja jestem średnio starej daty.

                      a ja nie wiem co to znaczy:)
                      >
                      > > ale być tylko żoną. Mi nie zależy na statusie bycia żoną,lecz jego kobietą
                      > ,
                      > > której ulega....
                      > Ale jemu też musisz czasem ulec, bo będzie nisprawiedliwie.

                      kwestia..zależy w czym.....
                      >
                      > > życie z kimś jest juz stabilizacją.
                      > Jednak jeszcze nie.

                      w pewnym sensie tak....przynajmniej ja to tak czuję, i myślę, że właśnie o to
                      sie rozchodzi, co kto, za co uznaje....
                      • Gość: RealLife Re: Dkenka IP: *.ld.euro-net.pl 14.05.03, 16:36
                        > > Gość portalu: ReaLife napisał(a):
                        > > Bo ja jestem średnio starej daty.

                        > Gość portalu: Dkenka napisał(a):
                        > a ja nie wiem co to znaczy:)

                        Tzn, że za młody, żeby uważać, że żona to tylko do garów a mąż pan i władca i
                        za stary, żeby pogodzić się z tym, że kobiety ostatnio koniecznie chcą dokopać
                        mężczyznom. Co zresztą widać w wielu głosach tej dyskusji.

                        > > Ale jemu też musisz czasem ulec, bo będzie nisprawiedliwie.
                        > kwestia..zależy w czym.....
                        W wielu rzeczach - np. kto pozmywa, gdzie na wczasy, na jaki kolor pomalować
                        mieszkanie, jakie imię dać dziecku i takie różne. Wspólne życie, to ciągłe
                        dogadywanie się i kompromisy. Nic na siłę.
                        • Gość: Dkenka Re: Dkenka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 16:40
                          >
                          > Tzn, że za młody, żeby uważać, że żona to tylko do garów a mąż pan i władca i
                          > za stary, żeby pogodzić się z tym, że kobiety ostatnio koniecznie chcą
                          dokopać
                          > mężczyznom. Co zresztą widać w wielu głosach tej dyskusji.

                          w takim razie ja też jestem w odpowiednim już wieku:)

                          > W wielu rzeczach - np. kto pozmywa, gdzie na wczasy, na jaki kolor pomalować
                          > mieszkanie, jakie imię dać dziecku i takie różne. Wspólne życie, to ciągłe
                          > dogadywanie się i kompromisy. Nic na siłę.

                          Ale właśnie o tym pisalam, że związek (formalny czy nie) to zbiór kompromisów.
                          Nic na siłę....dokładnie:)
    • Gość: Pasja Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.net.autocom.pl 14.05.03, 11:56
      Ja byłam z miom obecnym mężem też 6 lat przed ślubem. Zawsze temat ślubu był
      obecny w naszych rozmowach ale: mało kasy, nie ma gdzie mieszkać... Marzyliśmy
      też o dziecku ale chcieliśmy po ślubie. Jeden dzień spowodował,że
      stwierdziliśmy, że nigdy nie bedziemy mieli wszystkiego o czym marzymy
      przed...W styczniu tego roku wzięliśmy ślub, teraz jestem w 10 tygodniu ciąży.
      Nie mamy dużo kasy, mieszkamy u rodziców ale jesteśmy szczęśliwi i czekamy na
      upragnionego dzidziusia. Takiego szczęścia i Tobie życzę!
    • carmella Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 12:08
      nie idz na reke facetowi.
      moze pisze to dlatego, ze jestem bardzo zla na mojego ( a moze juz nie mojego),
      ale....
      Tez chce miec juz dziecko. I w sumie w pewnym momencie bylo mi wszystko jedno
      czy mam slub czy nie.
      Ale dzis do mnie dotarlo, ze nie. Najpierw slub a potem dziecko. Dlaczego
      zawsze ustepowac glupszemu??(czyli facetom)
    • muszek0 Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 13:25
      wydaje mi się to naturalne, że dziecko powinno się wychowywać w rodzinie w
      sensie prawnym.
      jeżeli dwoje ludzi zdecydowało się jeszcze silniej ze sobą związać dając na
      świat potomka, to nie wiem dlaczego nie chcą się ze sobą związać w sensie
      formalnym. 90 zł, odpis aktu urodzenia, dowód osobisty i wniosek. i tyle.
      a mówienie, że późniejsze czynności rozwodowe to olbrzymi kłopot jest juz
      totalnym idiotyzmem. o wiele większym problemem jest zagubienie, cierpienie i
      strach dziecka, kiedy widzi, że jego rodzice stają się sobie obcymi ludźmi.
      • Gość: małgosia Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 14.05.03, 13:36
        Masz rację, chociaż to niepopularna tutaj opinia. Niektórzy zarzucą ci, ze
        zbytnio przejmujesz się jajnikiem
        • Gość: niepewna Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: hades:* / 10.10.12.* 14.05.03, 14:41
          dziękuję wszystkim za rady i szczere wypowiedzi :)

          w kwestii ślubu - wydaje mi się, że każda kobieta marzy o tym dniu, i dlaczego
          ja miałabym zrezygnować z realizacji mojego marzenia, tylko dlatego że on ma
          inne pojęcie na ten temat?? moim zdaniem, mój ukochany najzwyczajniej w świecie
          boi się ślubu, wesela... jak chyba każdy facet ;)

          poza tym nie chcę być do końca życia konkubiną - to mi się kojarzy z
          patologią... a wam???

          i jeszcze jedno... jeśli urodzę dziecko przed ślubem to chcę aby miało moje
          nazwisko, a on aby miało jego - i co teraz?? i znowu problem. także myślę, że
          najpierw ślub i później dzidzia... nie ma ocgoty bawić się na weselu wlaśnym i
          cały czas pilnować 2letniego malucha, który uczepi mi się do nogi ;)
          • wiktoria21 Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 14:48
            Gość portalu: niepewna napisał(a):

            > poza tym nie chcę być do końca życia konkubiną - to mi się kojarzy z
            > patologią... a wam???

            mnie ani trochę związek bez ślubu nie kojarzy się z patologią.Patologią
            natomiast może być to,że tak ktoś może myśleć.
          • Gość: RealLife Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.ld.euro-net.pl 14.05.03, 15:00
            Nie wiem, czy przeczytałaś co napisałem wcześniej. Jeśli nie, to przeczytaj i
            może pokaż swemu facetowi.
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=6025151&a=6028598
            Wypowiadają się tu w większości kobiety, może posłucha głosu mężczyzny. I
            jeszcze ci powiem, że jeśli odczuwałem opór przed ślubem, to na pewno tej
            kobiety nie kochałem, mimo że było nam razem w zasadzie dobrze a w łóżku,
            często rewelacyjnie. Dla tych kilku swoich przedślubnych kobiet też byłem
            bardzo dobry, zawsze mogły na mnie liczyć, ale bez ślubu. Przykro by było,
            gdyby u ciebie było podobnie. Faceci często chcą poczekać w przytulnym gniazdku
            na tę swoją 'jedyną' podpierając się teorią wolnego związku. Albo w ogóle nie
            chcą się żenić bojąc się odpowiedzialności i nawet do głowy im nie przyjdzie,
            że wolny związek też jest odpowiedzialnością. Myślą, że w razie jakiś
            niepowodzeń zwiną żagle i będzie po problemie. I co najgorsze, często tak robią
            i nawet nie mają poczucia winy, bo przecież to nie była żona. Argumentują
            później, że kobieta sama zgodziła się na takie warunki, mimo że wiedziała, czym
            to grozi.
            A po 6 latach, to rzeczywiście już najwyższy czas podjąć poważne decyzje, co do
            przyszłoąci związku. Ja bym optował za ślubem.
            • wiktoria21 Re: RealLife 14.05.03, 15:18
              Gość portalu: RealLife napisał(a):

              Faceci często chcą poczekać w przytulnym gniazdku
              >
              > na tę swoją 'jedyną' podpierając się teorią wolnego związku. Albo w ogóle nie
              > chcą się żenić bojąc się odpowiedzialności i nawet do głowy im nie przyjdzie,
              > że wolny związek też jest odpowiedzialnością. Myślą, że w razie jakiś
              > niepowodzeń zwiną żagle i będzie po problemie. I co najgorsze, często tak
              robią
              >
              > i nawet nie mają poczucia winy, bo przecież to nie była żona.

              ***************************************
              Niestety,nie ma reguły,bo tak samo często facet 'zwija żagle' nawet jak jest
              ślub.
              ***************************************
              • Gość: Dkenka Re: RealLife IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.03, 15:45
                wiktoria21 napisała:

                > Gość portalu: RealLife napisał(a):
                >
                > Faceci często chcą poczekać w przytulnym gniazdku
                > >
                > > na tę swoją 'jedyną' podpierając się teorią wolnego związku. Albo w ogóle
                > nie
                > > chcą się żenić bojąc się odpowiedzialności i nawet do głowy im nie przyjdz
                > ie,
                > > że wolny związek też jest odpowiedzialnością. Myślą, że w razie jakiś
                > > niepowodzeń zwiną żagle i będzie po problemie. I co najgorsze, często tak
                > robią
                > >
                > > i nawet nie mają poczucia winy, bo przecież to nie była żona.


                poczucie winy czlowiek ma sam w sobie, a nie dlatego czy to zona czy nie. Co
                jest warta miłość, skoro tylko myślał by o uczuciach bo na papierze widnieje
                napis: ŻONA I MĄŻ. Właśnie w tym sęk, że jeśli kochał i nawet kiedyś rzuci
                kogoś z wolnego związku to też z poczuciem winy tym bardziej.
                >
          • Gość: moboj Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: 62.233.250.* 14.05.03, 15:46
            Gość portalu: niepewna napisał(a):

            >
            > poza tym nie chcę być do końca życia konkubiną - to mi się kojarzy z
            > patologią... a wam???
            >
            dla mnie skrzywieniem jest takie myslenie, wiesz? za duzo oglądasz wiadomości.
        • ja_nek Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 14:50
          6 lat to dość sporo, aby wykrystalizować swe uczucia, upewnić się, że to jest
          TO. Myślę, że Twoje obawy są słuszne, nie chcesz zostać za jakiś czas bez
          środków do życia (udowodnienie, że było się w związku nieformalnym przed sądem,
          myślę jest żmudne i długie, rodzina zrobi wszystko, aby połozyć łapska na
          pieniądzach).
          Jeśli facet boi się ślubu, uważa to za niepotrzebny dodatek.... cóż ten śłub
          zawiera z Tobą i musi uwzględniać Twoje zdanie. Powinien to zrozumieć i znaleźć
          złoty środek.
          Może jest trochę niefrasobliwy, może napatrzył się wśród znajomych na inne
          pary, może ktoś z jego rodziny się rozwodził i on widział to pranie brudów....
          Myślę, ze facet musi sporo przemyśleć, potrzeba mu czasu. Nie napieraj bardzo
          mocno, ale przypominaj co pewien czas. Nigdy nie rób z tego powodu wielkich
          awantur, presja taka to najgorszy sposób. Tylko argumenty, przykłady z życia.
          Facet prześpi się z tym i za jakiś czas da się przekonać. Te argumenty, że coś
          może się stać (jakiś wypadek losowy) to dobre argumenty.
          Jeśli boi się komplikacji za ileś lat, niech nie bierze kościelnego
          (uniewaznienie jest bardziej kłopotliwe niż rozwód cywilny).

          Jest w kobiecie (każdej) jakaś obawa i każdy środek, który wzmacnia związek w
          jej oczach jest istotny do spełnienia.

          Pozdrawiam
          janek
      • Gość: moboj Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: 62.233.250.* 14.05.03, 15:35
        muszek0 napisał:

        > wydaje mi się to naturalne, że dziecko powinno się wychowywać w rodzinie w
        > sensie prawnym.
        > jeżeli dwoje ludzi zdecydowało się jeszcze silniej ze sobą związać dając na
        > świat potomka, to nie wiem dlaczego nie chcą się ze sobą związać w sensie
        > formalnym. 90 zł, odpis aktu urodzenia, dowód osobisty i wniosek. i tyle.
        > a mówienie, że późniejsze czynności rozwodowe to olbrzymi kłopot jest juz
        > totalnym idiotyzmem. o wiele większym problemem jest zagubienie, cierpienie
        i
        > strach dziecka, kiedy widzi, że jego rodzice stają się sobie obcymi ludźmi.

        wiesz co? moi rodzice stali się sobie obcy ,a byli, hm, "rodzina w sensie
        prawnym".
    • atlantis75 Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 15:10
      Gość portalu: niepewna napisał(a):
      > ja chciałabym aby wszystko odbyło się po kolei, że
      > tak powiem... najpierw ślub, następnie za jakiś czas ciąża i upragnione
      > dziecko...

      Witaj niepewna :) Po pierwsze: to żaden wstyd ani
      dyrdymały chcieć, by przechodzenie z etapu małżeństwa do
      dziecka - odbywało się w sposób tradycyjny. A więc:
      najpierw ślub, potem dziecko. Mam, w tej kwestii, podobne
      poglądy i potrzeby do Twoich.





      >ale on uważa, że nie musimy być małżeństwem, bo dla niego frajdą
      > będzie jego dwuletni potomek obecny na weselu
      > co wy o tym sądzicie??

      Dlaczego on tak uważa? Uzasadnienie tego "frajdą" nie za
      bardzo mnie przekonuje (Ciebie chyba też...). Porozmawiaj
      z nim, powiedz o swoich potrzebach. To normalne, że
      niektórym do poczucia bezpieczeństwa wystarczy ten
      "papierek", a inni mogą się bez tego obejść. Ty masz
      jednak takie przekonania - i tego sie trzymaj. Myślę, że
      kochający facet, poważnie myślący o waszym związku -
      powinien ustąpić Ci w tym temacie :) Jemu korona z głowy
      nie spadnie, a Ty będziesz zadowolona :) Także: szczera
      rozmowa.



      > ja bardzo bym chciała mieć wesele, męża, dziecko... ale mam wrażenie,że
      > jeżeli przystanę przy odwrotnej kolejności to może nigdy nie dojść do dnia
      > ślubu... :(

      A to już inny temat... Boisz się, że on w ogóle nie chce
      ślubu? Niepewna, koniecznie pogadaj ze swoim mężczyzną.
      Musisz wiedzieć na czym stoisz, jakie są jego poglądy na
      związki, małżeństwo. Być może całkiem różne od Twoich...

      Pozdrawiam. Atlantis :)
      Napisz, jak ustosunkował się do Twojej rozmowy.
      • Gość: niepewna Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: hades:* / 10.10.12.* 14.05.03, 15:28
        nawiązując do kwestii niekorzystnych zdarzeń z przeszłości jakie mogą mieć
        wpływ na jego antyślubny stosunek - nie było rozwodu ani nic takiego...

        myślę, że może on sie wzoruje na otoczeniu - akurat jego najlepsi koledzy też
        nadal są kawalerami, i wyrażają chęć posiadania dziecka, ale ślub - NIGDY! może
        to przez to? chce być zatwardziałym kawalerem? może to jakaś obawa? prze
        pierwszy polegnie? bo tak to właśnie mężczyźni z jego grona nazywają - koleś
        się chajta = poległ, jakieś dziwne określenie? dla mnie = kocha i jest tego
        świadom !!!

        teraz cały czas mu w rozmowach podkreślam, że żyjemy w wolnym związku, więc nie
        ma prawa mnie ograniczać, zabraniać babskich wyjść, lub spotkań ze znajomymi z
        pracy, bo powiedziałam mu, że nie jestem jeszcze jego - to go bardzo wnerwia :(
        bo on uważa, że ja jestem jego i tylko jego... nie koniecznie, moim zdaniem;

        skoro on nie chce ślubu to niech będzie żył w zgodzie z konsekwencjami związku
        wolnego!!!
        • Gość: anE Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.chello.pl 14.05.03, 15:48
          > cały czas mu w rozmowach podkreślam, że żyjemy w wolnym związku, więc nie
          > ma prawa mnie ograniczać, zabraniać babskich wyjść, lub spotkań ze znajomymi
          z pracy, bo powiedziałam mu, że nie jestem jeszcze jego - to go bardzo wnerwia
          > bo on uważa, że ja jestem jego i tylko jego... nie koniecznie, moim zdaniem;
          > skoro on nie chce ślubu to niech będzie żył w zgodzie z konsekwencjami
          związku wolnego!!!


          jak wezmiecie slub, bedziesz bardziej sklonna brac jego zakazy, nakazy,
          lubienie, nielubienie pod uwage?! bo jezeli tak mowisz, to on bedzie to
          pamietal, jezeli dojdzie do slubu. wtedy bedzie mial dodatkowy
          argument 'przetargowy'

          pozdr.
        • atlantis75 Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 14.05.03, 15:49
          Gość portalu: niepewna napisał(a):

          > myślę, że może on sie wzoruje na otoczeniu - akurat jego najlepsi koledzy też
          > nadal są kawalerami, i wyrażają chęć posiadania dziecka, ale ślub - NIGDY!

          Niepewna, ja w sierpniu staję na ślubnym kobiercu. Gotowa
          na ślub byłam już 2 lata temu, ale... czekałam na zaręczny
          :) Czekałam, czekałam i... było mi przykro, czasami się
          złościłam. Mijały święta, moje urodziny... a tu nic. Dla
          jasności: pierścionek i ślub to dla mnie b. ważne kwestie.
          Wreszcie podjęłam się delikatnej rozmowy. Okazało się, że
          mojejmu ukochanemu "inaczej czas płynie", nie ma nic
          przeciwko małżeństwu. Przyszły kolejne moje urodziny, były
          zaręczyny, teraz trwają przygotowania do ślubu :) Wszyscy
          koledzy mojego faceta są w wolnych związkach i jakoś nie
          śpieszy im się do marszu Mendelhsona... My byliśmy przez
          pewien czas "egzotycznym zjawiskiem". jeden kolega zapytał
          się mnie wprost, czy przypadkiem nie "wpadliśmy".
          Słyszałam też jak kuple mówili do mojego narzeczonego
          "podziwiam cię", "to poważna sprawa". Złościło mnie to
          czasami, ale w końcu przestaliśmy być "małpami w cyrku".





          może>
          > to przez to? chce być zatwardziałym kawalerem? może to jakaś obawa? prze
          > pierwszy polegnie? bo tak to właśnie mężczyźni z jego grona nazywają - koleś
          > się chajta = poległ, jakieś dziwne określenie? dla mnie = kocha i jest tego
          > świadom !!!

          Niepewna, po ile macie lat. Pytam z ciekawości, bo jeżeli
          Twój facet traktuje ślub jako "śmierć na polu walki" i
          pokonanie przed kumplami, to chyba jest niedojrzały...




          >
          > teraz cały czas mu w rozmowach podkreślam, że żyjemy w wolnym związku, więc nie
          > ma prawa mnie ograniczać, zabraniać babskich wyjść, lub spotkań ze znajomymi z > pracy, bo powiedziałam mu, że nie jestem jeszcze jego - to go bardzo wnerwia :(

          Myślę, że jednak źle robisz... Podkreślając, że jesteś w
          wolnym związku i możesz robić co chcesz - sugerujesz, że
          po ślubie wszystko się zmieni na tzw. "klatkę". Czyli to
          czego faceci chyba się boją: więzienie. Mów mu przede
          wszystki o swoich potrzebach, o miłości, o tym, jak bardzo
          to dla Ciebie jest ważne.



          > skoro on nie chce ślubu to niech będzie żył w zgodzie z konsekwencjami związku
          > wolnego!!!

          A jakie są konsekwencje wolnego związku?

          Pozdrawiam. Trzymaj się dzielnie! Atlantis :)
    • Gość: fridha Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.03, 15:52
      a ja właśnie dostałam kosza, mój "narzeczony", mimo, że mamy wyznaczoną datę,
      nagle stwierdził że nie jest gotowy, może za rok itp.
      mieszkamy razem, chce być ze mną- tak mówi- ale ślub nie.
      co wy na to?

      rozważam opcję- odejść, zapomnieć....
      • atlantis75 Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? 15.05.03, 15:57
        Gość portalu: fridha napisał(a):

        > a ja właśnie dostałam kosza, mój "narzeczony", mimo, że mamy wyznaczoną datę,
        > nagle stwierdził że nie jest gotowy, może za rok itp.
        > mieszkamy razem, chce być ze mną- tak mówi- ale ślub nie.
        > co wy na to?
        >
        > rozważam opcję- odejść, zapomnieć....


        Fridha, współczuję... jesteś pewnie rozżalona. Czy
        narzeczony rozwinął jakoś słowa "nie jestem gotowy"? Czy
        wtłumaczył Ci w jaki sposób może tę gotowość osiągnąć? Na
        kiedy mieliście wyznaczoną datę? Czy nagle tak mu się
        przywidziało? Ile lat jesteście razem, od kiedy mieszkacie
        wspólnie?
        Trochę pytań, ale może to pomoże mi zrozumieć...
        Trzymaj się!
        Atlantis :)
        • Gość: fridha Re: najpierw dziecko, później ślub??!!?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.03, 17:00
          jesteśmy razem kilka lat, mieszkamy razem dwa, slub za klika miesięcy, sala
          zarezerwowana nawet.Okazał się niedojrzałym piotrusiem panem, powody są
          naprawdę bez sensu- że decyzja na całe życie, a on mi nie ufa (rozstaliśmy się
          raz na kilka miesięcy z mojej inicjatywy), a poza tym,że ślub kosztuje, nikt
          nie nalega itp.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka