Dodaj do ulubionych

Trudne chwile - test na przyjaciol

17.05.03, 22:31
Post na innym forum zainspirowal mnie do tego watku.

Otoz: zauwazylam ze za kazdym razem gdy jest mi zle to wykruszaja sie ludzie,
ktorych uwazalam za przyjaciol.

Przyklad. Ponad dwa lata temu zmarla moja mama. Z placzem zadzwonilam do
jednej z kolezanek, bo znala moja mame i lubila, wiec pomyslalam ze moze
bedzie chciala przyjsc na pogrzeb. W odpowiedzi uslyszalam ze ona nie lubi
przestawac ze smutnymi ludzmi bo to ja doluje i zakonczyla rozmowe. Odezwala
sie po pol roku. Byla dosc zdziwiona, ze nie chcialam isc z nia do kina
(wykrecilam sie brakiem czasu, choc tak naprawde bylam w depresji po
rozstaniu z narzeczonym). Niedawno znow zadzwonila z pytaniem czy nadal sie
na nia gniewam i o co sie gniewam. Do mnie dotarlo wtedy ze ja wcale sie na
nia nie gniewam, ze moj gniew minal po tygodniu, ale po prostu brak kontakow
przez ten czas spowodowal ze nie mam dla niej juz tego, co mialam kiedys.
Spotkalam sie z nia ale nie bylo tak jak dawniej.

Przy okazji chcialam dodac, ze w kazdej trudnej chwili byly podobne, jak ta
wyzej opisana, sytuacje. Ale mam tez kilka osob, ktore zawsze byly ze mna a i
pojawialy sie nowe, na ktore nigdy wczesniej nie liczylam.

Czy wy tez macie takie doswiadczenia?
Obserwuj wątek
    • Gość: Aisza to proste... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 17.05.03, 22:37
      ..jak konstrukcja cepa:
      badania naukowe nawet potwierdziły prawdę, że lubimy ludzi: ładnych,
      szcześliwych, optymistycznych, zdrowych, wokół których rozchodzi się zapach
      sukcesu
      i z takimi własnie najchętniej spędzamy czas
      ***
      byc może podświadomie wierzymy w zabobony, że "p[ech i nieszczęście sa
      zaraźliwe"
      ***
      trzeba prawdziwej przyjaźni (miłości), aby przezywcięzyc lęk przed nieszczęściem
      ***
      tacy jesteśmy... po prostu
      • matrek Najgorsze jest to 05.08.03, 00:39
        ze masz racje
    • Gość: ewka12 Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.bredband.skanova.com 17.05.03, 22:45
      ja mialam tak ze swoim ex chlopakiem.jak bylo mi dobrze ,swiecilo slonce to
      ogrzewal sie wtym blasku.a jak stracilam na jakis czas prace,przyjaciol mialam
      nie wielu,bo mieszka wiekszosc z nich w Polsce to na mojego chlopaka tez nie
      moglam liczyc.zamykal sie w sobie,siedzial przed telewizorem,komputerem ,ale
      nie przy mnie.ja rozumiem,ze to nie kazdy potrafi tak przytulic kogos do
      serca,pocieszyc,ale ostatecznie przyjaciol poznaje sie w biedzie.powiedzialam
      mu,ze jest partnerem tylko na lato,a ja potrzebuje na kazda pore roku.no i sie
      rozstalismy.a wracajac do temetu,czy tylko z ta jedna dziewczyna cie to
      spotkalo?
      • Gość: anE Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.acn.waw.pl 17.05.03, 22:54
        no przeciez anahella napisala, ze nie tylko sytuacja z ta jedna dziewczyna..
        • Gość: ewka12 Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.bredband.skanova.com 17.05.03, 22:57
          no to sorka!przepraszam,ale jestem rozkojarzona.wlasnie rozpracowywuje plan
          jak poznac sasiada i naprawde przegapilam to.
          • Gość: anE Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.acn.waw.pl 17.05.03, 23:00
            to moze w osobnym watku, :-) 'jak rozpracowac sasiada', :-))))
            mi sie moj sposob udal, wiec chetnie sie podziele doswiadczeniem, ale to juz
            in. temat
            • Gość: anE Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.acn.waw.pl 17.05.03, 23:03
              tez kurcze, jestem przytomna! wlasnie zauwazylam watek o sasiedzie, :-)))
              dopiero co odpalilam kompa, :-) jutro odpisze, bo dzis bylam all day na
              paintballu i spac mi sie chce od tego swierzego powietrza, lasu i slonca.

              pozdr.
      • anahella Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 17.05.03, 22:56
        Gość portalu: ewka12 napisał(a):

        > a wracajac do temetu,czy tylko z ta jedna dziewczyna cie to
        > spotkalo?

        W innych trudnych sytuacjach tez znalezli sie tacy. Nie chce opisywac tego, bo
        wyszedlby dlugi elaborat. Szczerze mowiac nie mam do nich zalu. Postapili tak
        jak chcieli postapic - widac nie byli moimi przyjaciolmi tylko zwyczajnie -
        znajomymi. Nie chce oczywiscie powiedziec, ze stracilam wszystkic przyjaciol
        przez swoje niedole, bo wielu jest nimi nadal.
    • Gość: anE Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.acn.waw.pl 17.05.03, 22:58
      sad but true..

      czasem sie tez moze okazac, ze ludzie, o ktorych nigdy bys w ten sposob
      pomysla, okazuja sie pelni wyczucia, empatii, wsparcia.. to dziala w obie
      strony. lepiej jest miec kilkoro przyjaciol niz wielu niby-przyjaciol.

      we wczesniejszym watku juz to bylo - faktem jest, ze ludzie lubia
      usmiechnietych, takich ktorzy nie marudza, nie narzekaja, daja in. - optymizm,
      radosc, zabawe, usmiech.. napelniaja baterie ludzi wokol

      pozdr.
    • Gość: moboj Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: 62.233.250.* 17.05.03, 23:14
      stwierdzam, że jestem szczęściarą. od mniej więcej 10 lat mam swoją wierna
      paczkę przyjaciół. na początku byłam tylko ja i kilku chłopaków - mieszkalismy
      w jednym mieście, ale poznalismy się dopiero w górach. od tamtej pory jestesmy
      razem na dobre i na złe. do paczki doszlo jeszcze kilka osób, tzn. nasi
      partnerzy. trzymamy się wszyscy razem na impreazach, podczas wyjazdów
      wakacyjnych i tak zwyczjnie na co dzień. nie ominęły nas burze i poważne
      problemy niektórych osób, ale każde z nas zawsze może liczyc na wsparcie innych
      o najdziwniejszych porach.
      jejku, jak ja ich wszystkich kocham...
    • czarna33 Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 17.05.03, 23:22
      No to ja sie podpisze ,mam garsteczke starych wyprobowanych przyjaciol.A w
      chwilach tych zlych,najgorszych pojawiali sie ludzie(moze nie od razu
      przyjaciele),na ktorych pomoc zawsze moglam liczyc.
      • Gość: zielona@ Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.05.03, 02:39
        Po kilku latach znajomości sądziłam że zdobyłam naprawdę fajnych, zaufanych
        przyjaciół. Jednak rozstałam się z facetem - pofrunął fiuuuu na wysokie
        stanowisko, Bardzo Ważne, ach, dziewczeta aż piszcza, jaki to wazny człowiek.
        Ja przy nim - malutka. Z tych "przyjaciół" nie było przy mnie nikogo w
        trudnych i serio bolesnych chwilach. Wszyscy wybrali Bardzo Ważną i Mogącą
        Wiele Załatwic Personę. Hu...owo sie poczułam.
        Od tego czasu poznałam wielu nowych ludzi, nowe znajomości; ale nie jestem już
        taka ufna i rzadko nazywam kogoś przyjacielem. Na szczęście została przy mnie
        najlepsza przyjaciółka.
        • Gość: .................. Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 18.05.03, 02:47
          Miec dobrych przyjaciol, nie jest wcale latwa sprawa. Przyslowie
          mowi: prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie (potrzebie).
          • Gość: ryża małpa Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.lublin.mm.pl 18.05.03, 10:31
            Na to żeby dostrzec że ktos jest twoim przyjecielem potrzeba wiele lat. Ja od
            ludzi zajmowania się moją osoba nie wymagam i raczej wolę przeżyc moje
            nieszczęsia po cichu i sobie tylko ale zaskoczył mnie ostatnio jeden człowiek,
            z którym owszem, przyjaźnimy sie w powszechnym tego słowa zanczeniu ale nie
            spodziewałam sie od niego wsparcia w trudnej chwili. Teraz zaskoczył
            mnieponownie :-))) I nigdy nie znawałam nikogo moim prawdziwym przyjacielem..a
            teraz, po 8 latach znajomości chyba moge. I bardzo mnie to cieszy :-)))
      • Gość: Jo Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.05.03, 20:47
        Moi rodzice mają na kogo liczyć w naprawdę trudnych chwilach. Byłam tego
        świadkiem dwa razy. Pierwszy raz to było wtedy, gdy tata stracił pracę - w
        godzinę po tym, jak powiadomił o tym kogoś ze znajomych, na naszym progu
        pojawili się wszyscy jego przyjaciele. Drugi raz - gdy miał zawał - i to był
        przypadek, że w dzikim zamieszaniu wiadomość wyszła na zewnątrz - w ciągu pół
        godziny w szpitalu zjawili się WSZYSCY. Ja w tym momencie uwierzyłam, że tata
        przeżyje.
    • snow.white Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 18.05.03, 10:35
      Moj kumpel caly czas mi powtarza,zebym nie byla naiwna,bo prawdziwej przyjazni
      nie ma.A ja sie nie moge z tym pogodzic i wiem swoje.Tzn wiedzialam,bo ostatnio
      coraz czesciej dochodze do wniosku,ze moze on ma racje.Ze i tak najwazniejszy
      jest swoj interes i korzysc :(( przynajmniej na takich ludzi ja zazwyczaj
      trafiam.
      • Gość: renia Ciekawa jestem co o nas mowia..... IP: *.athens.access.acn.gr 18.05.03, 10:39
        ... ci którzy w trudnych chwilach oczekiwali, że beda mogli na nas liczyć. Jak
        zdaliśmy ten test na przyjaciela. Warto pokusić sie o refleksję.
        • snow.white Masz racje... 18.05.03, 10:56
          ...ale jak mi brakuje czasem podpory z ich strony,to przynajmniej wiem jak to
          jest.I nigdy ich samych nie zostawiam.Moze kiedys docenia.

          Nie mowie o wszystkich oczywiscie :) na szczescie...
          • Gość: izabelix przyjaciele IP: *.radiotel.com.pl / 10.200.0.* 18.05.03, 12:00
            mam kilku sprawdzonych przyjaciol... znajomosci te licza sobie niemal tyle lat
            ile sama mam:) znamy sie od tetry i w najwazniejszych, w natrudniejszych
            momentach moglam na nich liczyc.... jestem bardzo ostrozna w nadawaniu tytulu
            przyjaciel... pamietam jak po 15tu latach znajomosci zastanawialam sie czy moge
            kogos nazwac przyjacielem:)
            ale... kiedy przyszly trudne momenty okazalo sie ze moge rowniez liczyc na
            osoby ktore slabo znam, sami zaoferowali pomoc... w przeciwienstwie do rodziny
            z ktora dobrze wychodzi sie na zdjeciu...
            pozdrawiam
            iz
        • anahella Re: Ciekawa jestem co o nas mowia..... 18.05.03, 20:25
          Gość portalu: renia napisał(a):

          > ... ci którzy w trudnych chwilach oczekiwali, że beda mogli na nas liczyć.
          Jak
          > zdaliśmy ten test na przyjaciela. Warto pokusić sie o refleksję.

          No wlasnie! Osoba, o ktorej mowie (znamy sie juz kilkanascie lat) przez okres
          naszej znajomosci 3 razy rozstawala sie z kolejnymi narzeczonymi. ZAWSZE wtedy
          bylam przy niej. Dzwonila z placzem o 3.00 nad ranem a ja wysluchiwalam jej
          zali do swiata, dbalam zeby nie byla sama w najgorszych momentach - zapraszalam
          do siebie, wyciagalam do kina itp. Zawsze mialam czas dla niej. Teraz nie mam,
          bo poznalam innych ludzi i z tymi, ktorzy pamietaja o mnie w trudnych chwilach
          wole przebywac. Ona mysli ze ja sie gniewam, a nie chodzi o gniew, chodzi o
          brak wspolnych tematow. W koncu przez dwa lata mialy prawo wywietrzec.
          • drzazga1 Pozastanawiałam się i wyszło... 18.05.03, 21:04
            ... tak pół na pół, chociaż nie, raczej 30 : 70. Przewaga niestety po stronie
            tych, co się zmywają, jak zaczyna padać... Ale 30 % zostaje :-))))

            Tyle, że ja sama mam taki odruch, ze jak zaczyna być mi źle, coś mnie trzepnęło
            po głowie, coś się nie udało (takie coś, na czym strasznie mi zależało, żeby
            sie udało), ja sama profilaktycznie znikam z pola widzenia.
            Chowam się do nory lizać rany i wychodzę dopiero jak się podgoją. Asekuracja?
            Może....

            Z drugiej strony - wypadki, kiedy się na kimś "przejechałam" były częste
            raczej w okresie szkoły, wchodzenia w dorosłość - właściwie żadna "przyjaźń" z
            tego okresu nie przetrwała, bo tak naprawdę to nie były żadne przyjaźnie. Nie
            żałuję. Co najśmieszniejsze, osoby, na których wtedy się zawiodłam, same
            usiłują teraz, po paru latach odnawiać kontakty. Tyle, ze ja nie mam na to
            kompletnej ochoty - mówiąć szczerze i brutalnie - nie będę marnować czasu. Mnie
            się robi w balona raz, drugiej szansy nie daję.
            Swoją drogą dziwne uczucie - ktoś, kto mnie kiedyś odepchnął z perspektywy
            czasu uznaje za człowieka na tyle wartościowego, ze przez osoby trzecie szuka
            mojego nr telefonu?



            anahella napisała:


            > No wlasnie! Osoba, o ktorej mowie (znamy sie juz kilkanascie lat) przez okres
            > naszej znajomosci 3 razy rozstawala sie z kolejnymi narzeczonymi. ZAWSZE
            wtedy bylam przy niej. Dzwonila z placzem o 3.00 nad ranem a ja wysluchiwalam
            jej zali do swiata, dbalam zeby nie byla sama w najgorszych momentach -
            zapraszalam do siebie, wyciagalam do kina itp. Zawsze mialam czas dla niej.
            Teraz nie mam, bo poznalam innych ludzi i z tymi, ktorzy pamietaja o mnie w
            trudnych chwilach
            > wole przebywac. Ona mysli ze ja sie gniewam, a nie chodzi o gniew, chodzi o
            > brak wspolnych tematow. W koncu przez dwa lata mialy prawo wywietrzec.
            >

            Jakbym siebie samej słuchała :-))). Miałam dokładnie taki sam przypadek.
            Tamtą "przyjaźń" odchorowałam psychicznie i fizycznie. Klasyczny
            przypadek "przejrzenia na oczy" :-))) - nagle dotarło do mnie, co o tej osobie
            sądzą wspólni znajomi. Było, minęło. Teraz nie czuję żalu ani urazy tylko
            obojętność. Chyba czas naprawdę leczy rany :-))))
          • Gość: .................. Re: Ciekawa jestem co o nas mowia..... IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 19.05.03, 02:28
            A co sadzicie o kolejnym ruskim przyslowiu: luczsze 100 druziej
            cziem 100 rubliej.
            • anahella z maatematycznego punktu widzenia:) 19.05.03, 17:19
              Gość portalu: .................. napisał(a):

              > A co sadzicie o kolejnym ruskim przyslowiu: luczsze 100 druziej
              > cziem 100 rubliej.


              jezeli masz 100 przyjaciol i potrzebe na 100 rubli to od
              kazdego pozyczasz po rublu i masz i przyjaciol i ruble:)
              Dlug zwracasz w 100 ratach, co jest bardzo korzystne, a do
              tego czy przyjaciel bedzie sobie liczyl odsetki od 1
              rubla?

              Hm... ale tak sobie myle - czy warto niszczyc przyjazn
              ukladami finansowymi? Raz pozyczylam koledze pieniadze.
              Tak po prostu poszlam do bankomatu i wyjelam z konta
              kilkaset zlotych, co biorac pod uwage fakt, ze to bylo
              kilka lat temu podnosi wartosc tej sumy. Mial oddac za
              kilka dni, bo rzekomo jego pensja sie opozniala. Problem
              dlugu rozwiazal... zrywajac znajomosc ze mna.

              Innym razem pozyczylam przyjaciolce nieduza sume. To byla
              kwestia 200 zl (niecalych). Kolezanka miala kupic cos, na
              co jej nie bylo stac, a tu trafia sie ta rzecz uzywana -
              wlasciciel wyjezdza za granice i sprzedaje tanio bo zalezy
              mu na czasie. Wiem ze ona malo zarabia, wiec mowie ze odda
              jak bedzie miala i moze byc w ratach. Dostalam dlug przy
              jej najblizszej pensji, do tego od jej mamy czekolade, bo
              rzecz miala byc dla jej mamy.

              Ot i tu przyjaz i pieniadze i dwie rozne postawy:) Aha
              zanim pozyczylam koledze pieniadze to twierdzil ze jestem
              jego przyjacielem i tylko na mnie moze liczyc:>
              • serwal2 Re: z maatematycznego punktu widzenia:) 20.05.03, 22:26
                anahella napisała:

                > Gość portalu: .................. napisał(a):
                >
                > > A co sadzicie o kolejnym ruskim przyslowiu: luczsze 100 druziej
                > > cziem 100 rubliej.


                Jest też inne przysłowie (choc chyba nie rosyjskie). Kim jest przyjaciel? To
                człowiek, którego znamy na tyle dobrze, by prosic go o pożyczkę, ale na tyle
                słabo by mu nie pozyczyc mu pieniędzy. :)))
                • Gość: .................. Re: z maatematycznego punktu widzenia:) IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 21.05.03, 19:34
                  serwal2 napisała:

                  > anahella napisała:
                  >
                  > > Gość portalu: .................. napisał(a):
                  > >
                  > > > A co sadzicie o kolejnym ruskim przyslowiu: luczsze 100 druz
                  > iej
                  > > > cziem 100 rubliej.
                  >
                  >
                  > Jest też inne przysłowie (choc chyba nie rosyjskie). Kim jest przyjaciel? To
                  > człowiek, którego znamy na tyle dobrze, by prosic go o pożyczkę, ale na tyle
                  > słabo by mu nie pozyczyc mu pieniędzy. :)))
                  *** To ruskie przyslowie wcale nie mowi o pozyczaniu pieniedzy,
                  jako takim, gdzyz przyjazn nie zamyka sie glownie w pieniadzach, choc
                  one dotycza nas na codzien niestety. Chodzi o to, ze jezeli masz
                  100 rubli w kieszeni, to mozesz za nie kupic to i tamto -kawalek
                  chleba, poczym pozostac bez kopiejki i nikt Ci jej nie pozyczy
                  jezeli nie masz zadnego przyjaciela. Jezeli zas masz 100 przyjaciol
                  (tych prawdziwych oczywiscie) to chleb od nich zadarmo dostniesz w
                  chwili potrzeby. To Twoje (inne) przyslowie nie jest wcale
                  przyjacielskie. Ja bym je nazwal egoistyczne czy dbajace tylko o
                  siebie, kiedy sie tylko o wlasna skore dba. Z niego moze wynikac
                  moral taki, ze dla "przyjaciol" nie pozycza sie pieniedzy. Pozdrawiam
                  • anahella Wykropkowany!!!! grrrr!!!! 21.05.03, 19:50
                    Gość portalu: .................. napisał(a):

                    > *** To ruskie przyslowie wcale nie mowi o pozyczaniu pieniedzy

                    ZARTOWALAM!!!!

                    Ale, ale... po co ci w tej Kanadzie 100 rubli?;)
                    • Gość: .................. Re: Wykropkowany!!!! grrrr!!!! IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 21.05.03, 20:12
                      anahella napisała:


                      > ZARTOWALAM!!!!
                      >
                      > Ale, ale... po co ci w tej Kanadzie 100 rubli?;)
                      >
                      Ty tam ponizej, jak czytalem, przedstawilas sprawe wlasciwie z tymi
                      rublami, co wcale nie odnosilo sie do pozyczania pieniedzy. To, ze
                      akurat ujelas to, w pewnym miejscu do ich pozyczania, nie zmienilo
                      tresci tego przyslowia (przynajmniej dla mnie). A z tymi rublami,
                      to na nic mi sie tu zdadza. Napisalem o nich, bo w koncu
                      przyslowie ruskie, a wiec pasowalo je ujac oryginalnie, czyli tez z
                      ruskimi rublami - teraz rozumiesz? Podoba mi sie Twoje okreslenie
                      "wykropkowany". Roznie mnie tu z tymi kropkami nazywaja. Wykropkowany
                      chyba poraz pierwszy. Pozdrawiam
                      • anahella Re: Wykropkowany!!!! grrrr!!!! 21.05.03, 20:16
                        Gość portalu: .................. napisał(a):

                        > anahella napisała:
                        >
                        >
                        > > ZARTOWALAM!!!!
                        > >
                        > > Ale, ale... po co ci w tej Kanadzie 100 rubli?;)
                        > >
                        > Ty tam ponizej, jak czytalem, przedstawilas sprawe wlasciwie z
                        tymi
                        >
                        > rublami

                        No ale twoja wypowiedz skusila mnie do zartu. Jezeli czujesz sie przez to
                        urazony to przepraszam. To z rublami w Kanadzie to tez byl zart.

                        > Podoba mi sie Twoje okreslenie
                        > "wykropkowany".

                        No to sie ciesze ze ci sie podoba
                        • Gość: .................. Re: Wykropkowany!!!! grrrr!!!! IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 21.05.03, 20:54
                          anahella napisała:

                          > No ale twoja wypowiedz skusila mnie do zartu. Jezeli czujesz sie przez to
                          > urazony to przepraszam. To z rublami w Kanadzie to tez byl zart.
                          >
                          > > Podoba mi sie Twoje okreslenie
                          > > "wykropkowany".
                          >
                          > No to sie ciesze ze ci sie podoba
                          >
                          Dziewczyno?! Za co urazony, za co przepraszac? Ja zarty lubie, a z
                          kobieta je uwielbiam. Nie umiem sie tez obrazac, nawet jezeli jest
                          za co. Tu nie znachodze najmniejszego powodu ku temu. Z rublami w
                          Kanadzie tak wlasnie odebralem -jako zart, czesciowo kpine. Tak wiec
                          na przyszlosc nawet nie mysl o tym, ze czymkolwiek czy kiedykolwiek
                          mnie tu na forum obrazilas. Nie probuj tez mnie za cokolwiek
                          przepraszac. Niech odwaze sie nalegac na to, i prosze sie zastosowac
                          do moich wymagan. OK? Ja w koncu chlop, i wolno mi troche
                          rozkazywac (tu ja zartuje).
                          • anahella Re: Wykropkowany!!!! grrrr!!!! 21.05.03, 20:56
                            Gość portalu: .................. napisał(a):

                            > Ja w koncu chlop, i wolno mi troche
                            > rozkazywac (tu ja zartuje).

                            Ale z ziemia czy malorolny jestes?;) (nadal zartuje)
                            • Gość: .................. Re: Wykropkowany!!!! grrrr!!!! IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 21.05.03, 21:04
                              anahella napisała:

                              > Ale z ziemia czy malorolny jestes?;) (nadal zartuje)
                              >
                              Wiesz? Ja tylko ten ze spodniami i cos w spodniach. Czy Ci to
                              wystarcza?
    • ptaszyca Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 18.05.03, 20:16
      no cóż, z przyjaciółmi czasami tak jak z rodziną... najlepiej na zdjęciu... ale
      wtedy to chyba nie przyjaciele. A czasami pozornie obcy człowiek umie bardziej
      pomóc. Przydażyło mi się tak. Zobaczył (wyczuł), że mam doła gigant i
      zadziałał, niby drobiazg, ale będę pamiętała. A paradoksalnie to jemu
      należałoby się wsparcie wtedy bo miał problemy nieporównywalnie większe od
      moich.
      pozdrawiam
      • anahella Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 18.05.03, 20:33
        ptaszyca napisała:

        > Zobaczył (wyczuł), że mam doła gigant i
        > zadziałał, niby drobiazg, ale będę pamiętała. A paradoksalnie to jemu
        > należałoby się wsparcie wtedy bo miał problemy nieporównywalnie większe od
        > moich.

        Co prawda moj watek jest o zupelnie kims innym ale chce zaznaczyc, ze tez mam
        kogos takiego. Poznalysmy sie przed matura (jejejeej ile to juz czasu!) i
        zawsze jak jest mi zle to slysze dobre slowo.
        Ona zreszta sama dzwoni jak mam dola. Ma takie wyczucie moich nastrojow.
        Mam tez inna znajoma, ktora jest raczej chlodna i zdystansowana. Jak mam
        problemy to zwracam sie o porade do niej, bo wiem ze nie bedzie sie nade mna
        rozczulac, tylko podrzuci jakas konstruktywna mysl. Czyli jedna goi rany a
        druga otwiera oczy:)

        W ogole w trudnych momentach czasem pojawia sie ktos na ksztalt aniola. Po
        rozstaniu z moim mezczyzna kolezanka z pracy dzwonila co wieczor przez jakis
        czas z pytaniem czy jestem sama, czy moze do mnie przyjechac albo gdzies sie
        wybrac. Wcale tego od niej nie oczekiwalam a tu - taka mila niespodzianka:)
        • raszefka Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 18.05.03, 20:57
          Tak to jest, z tymi aniołami :)) Kiedyś zaskoczył mnie mój były. Zerwaliśmy
          daaaawno, bo był płaczliwy. I, o ironio!, jest jedną z niewielu osób, które
          widziały jak płaczę. Kiedy puściły mi nerwy po jednym z egzaminów, po prostu
          znalazł mnie ukrytą w szatni, podszedł i przytulił. I pomyśleć, że przez 4 lata
          studiów prawie ze sobą nie rozmawialiśmy!!
          A poza tym, to nie mam przyjaciół. Wydawało mi się, że mam. Ale studia się
          skończyły i fiuuuuu. Nikt nie ma dla mnie czasu. Życie sobie układają :(( Nie
          mam o to pretensji, bo jak?
          Pozdrawiam wszystkich, którzy przyjaciółmi mogą się pochwalić :))
          • anahella Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 18.05.03, 21:08
            raszefka napisała:

            > Nikt nie ma dla mnie czasu. Życie sobie układają :(( Nie
            > mam o to pretensji, bo jak?
            > Pozdrawiam wszystkich, którzy przyjaciółmi mogą się pochwalić :))

            To moze zadzwon do kogos fajnego, z kim chcialabys sobie pogadac? Na pewno
            wiekszosc z nich chetnie spotka sie z toba. Moze wlasnie ci ludzie mysla o
            tobie, ze nie masz czasu bo jestes zajeta swoimi sprawami? Warto czasem odezwac
            sie do dawno nie widzianej kolezanki.
            • raszefka Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 19.05.03, 16:36
              anahella napisała:


              > To moze zadzwon do kogos fajnego, z kim chcialabys sobie pogadac? Na pewno
              > wiekszosc z nich chetnie spotka sie z toba. Moze wlasnie ci ludzie mysla o
              > tobie, ze nie masz czasu bo jestes zajeta swoimi sprawami? Warto czasem
              odezwac
              >
              > sie do dawno nie widzianej kolezanki.
              >
              >

              Odeszłam od monitora i tak zrobiłam. ALE... to ja dzwonię, zawsze ja pierwsza

              Może mam tylko zwykłego dołka, a może wychodzą ze mnie jakieś prowincjonalne
              kompleksy :(
              • anahella Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 19.05.03, 17:10
                raszefka napisała:

                > anahella napisała:
                >
                >
                > > To moze zadzwon do kogos fajnego, z kim chcialabys sobie pogadac? Na pewno
                >
                > > wiekszosc z nich chetnie spotka sie z toba. Moze wlasnie ci ludzie mysla o
                >
                > > tobie, ze nie masz czasu bo jestes zajeta swoimi sprawami? Warto czasem
                > odezwac
                > >
                > > sie do dawno nie widzianej kolezanki.
                > >
                > >
                >
                > Odeszłam od monitora i tak zrobiłam. ALE... to ja dzwonię, zawsze ja pierwsza

                Wiesz co? jak bylam mlodsza to tez zawsze ja dzwonilam. po
                30-tce mi sie zmienilo. Mysle ze podobnie jestes takim
                typem jak ja, ze towarzysko robisz sie atrakcyjna gdy twoi
                przyjaciele dorastaja. Teraz mam mnostwo znajomych w
                wiekszosci starszych ode mnie.

                >
                > Może mam tylko zwykłego dołka, a może wychodzą ze mnie jakieś prowincjonalne
                > kompleksy :(

                e tam od razu kompleksy. :) po prostu masz dola.
                • raszefka Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 19.05.03, 17:25
                  anahella napisała:

                  >
                  >
                  > e tam od razu kompleksy. :) po prostu masz dola.
                  >
                  >
                  Aham, nawet więcej. Przyjaciel* niedawno (po zdanym egazminie z psychiatrii)
                  zdiagnozował u mnie jakąś chorobę psychiczną ;)))) Ale powiedział, że
                  reaktywna, czyli mam się wziąć w garść, na razie bez farmaceutyków hehe. No to
                  będzie duże Tyskie z sokiem

                  Podbudowana jestem, może moi też dorosną i mnie docenią :)))))))

                  *kolejne gapiostwo, za które się płaci. Był pod ręką przez lata, a jak
                  pomyślałam, że może więcej niż p. to się okazało, że o kilkanaście tyg za późno
        • ptaszyca Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 18.05.03, 21:09
          Miałam na myśli kogoś pozornie obcego, nie przyjaciela, to był "tylko " kolega
          z pracy. Przyszedł do mnie służbowo i olał te służbowe sprawy jak zobaczył jaka
          jestem. Nigdy mu tamtego momentu nie zapomnę. Myślę, że ludzie, którzy mają
          własne, naprawdę duże problemy potrafią nie tylko być bardziej empatyczni, ale
          wiedząc ile znaczy wsparcie serdecznej osoby są bardziej skłonni to dawać.
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re:test na przyjaciol-DZIĘKI ZA TEN WĄTEK !!!! 18.05.03, 20:33
      wreszcie coś do refleksji,przemyślenia... kiedyś się dopiszę, dzisiaj już sił
      mi brak, a nie chcę tematu spłycać. pozdr. =<:>-<<<<<<<<<<<<<=
    • summa Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 18.05.03, 22:12
      anahella napisała:

      > Post na innym forum zainspirowal mnie do tego watku.
      >
      > Otoz: zauwazylam ze za kazdym razem gdy jest mi zle to wykruszaja sie ludzie,
      > ktorych uwazalam za przyjaciol.

      Może to dziwne, ale ja mam doswiadczenia wręcz odwrotne.
      Kilka miesięcy temu zmarła bardzo mi bliska osoba. Doswiadczylismy wtedy - ja i
      moja rodzina - bardzo dużo serdeczności i wsparcia, zarówno od przyjaciół, jak
      i od osób, z którymi nie jesteśmy blisko i po których nie spodziewałam tego
      typu reakcji. Musze przyznać, że bardzo mnie to podniosło na duchu i pomogło
      przetrwać najcięższe chwile.
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 18.05.03, 22:15
        summa napisała:

        > anahella napisała:
        >
        > Może to dziwne, ale ja mam doswiadczenia wręcz odwrotne.
        > Kilka miesięcy temu zmarła bardzo mi bliska osoba. Doswiadczylismy wtedy -
        ja > moja rodzina - bardzo dużo serdeczności i wsparcia, zarówno od
        przyjaciół, jak
        > i od osób, z którymi nie jesteśmy blisko i po których nie spodziewałam tego
        > typu reakcji. *****A JAK ZAREAGOWALI CI - PO KTÓRYCH SIĘ SPODZIEWAŁAŚ ?******
        • julla Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 18.05.03, 23:25
          Gdy bylam młodsza, bardzo pochopnie nazywałam ludxmi swoimi przyjaciółmi.
          Teraz zaczynam cenić, że w języku polskim jest dużo rzeczowników określających
          stopien zażyłości. Szczerze mówiąc mam takie usposobienie, że nigdy nie chcę
          i oczekuję od nikogo towarzyszenia mi w trudnych chwilach, jest to dla
          krępujące i męczące. Wystarczy mi, że ktoś okazuje mi życzliwość, jest wobec
          mnie uczciwy i bezinteresowny; dla mnie to jest "przyjacielski" test.
          Bardzo boleję nad tym, że nigdy nie udało zaprzyjaźnić mi się tak głęboko z
          żadną kobietą (ale dużo chyba w tym mojej winy, bo wyniosłam z domu rodzinnego
          lęk przed kobietami).
          Moim jedynym przyjacielem jest mój mąż, ale gdy coś mnie mocno przygwoździ, to
          oddalam się nawet od niego.
          Myślę, że parę osób mogło się na mnie przejechać, oczekując czegoś, czego tak
          naprawdę nie potrafiłam im dać, dlatego mam dużo pokory względem oceniania
          innych pod kątem "zdania testu na bycie przyjacielem"
          • raszefka Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 19.05.03, 16:32
            julla napisała:


            > Myślę, że parę osób mogło się na mnie przejechać, oczekując czegoś, czego tak
            > naprawdę nie potrafiłam im dać, dlatego mam dużo pokory względem oceniania
            > innych pod kątem "zdania testu na bycie przyjacielem"

            Bardzo mądre to, co napisałaś. Właśnie od wczoraj zastanawiam się nad tym, jak
            ja zdałabym taki test... no i nie wiem. Nie przypominam sobie, żeby
            kiedykolwiek sytuacja tego ode mnie wymagała. Teraz jednak czasem mi przykro,
            że nikt się z niczym do mnie nie zwraca, nikogo pocieszać nie muszę... Tak
            jakby mnie nikt nie potrzebował
          • anahella Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 19.05.03, 17:21
            julla napisała:

            > Myślę, że parę osób mogło się na mnie przejechać, oczekując czegoś, czego tak
            > naprawdę nie potrafiłam im dać, dlatego mam dużo pokory względem oceniania
            > innych pod kątem "zdania testu na bycie przyjacielem"

            wiesz, to co napisalas bardzo zmusza do refleksji - dzieki
            za ten tekst.
    • faveur Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 19.05.03, 16:42
      Moim zdaniem lepiej, żeby nie trzeba było takich egzaminów zdawać. To znaczy,
      właściwie trudno mi powiedziec, czy sama bym go zdała, czy zdaliby go ci,
      których uważam za przyjaciół. Coraz mnije zresztą jest takich osób.
      Mianowicie - o ile pewna osba bardzo mi pomogła i ojej rodzinie, kiedy była
      taka potrzeba, to nie wiem z kolei, czy mogłabym powierzyć jej swoje bóle i
      tajemnice, bo obawiałabym sie, że pół miasta je wkrótce będzie omawiać. Z
      jedenj zatem strony bardzo jej jestem wdzięczna i można powiedzieć, ze to
      prawdziwy przyjaciel, ale to przyjaźń, zaś z drugiej, nie jest to przyjaźń
      taka naprawdę bliska i pełna zaufania. Druga osoba. OWszem, raz mi pomogła w
      gardłowej sprawie, ale do dziś wraca do tego, niby żartem, jakby oczekujac, że
      będę jej dozgonnie wdzięczna. Przy czym jest to taka przyjaciółka od
      wszystkich tajemnic i jej akurat ufam, ale juz na pewno nie poproszę jej o
      konkretną wymierną pomoc, w postaci na przykład poświęcenia mi czasu, czy
      załatwienia czegoś wymiernego dla mnie. Trudno znaleźć takiego prawdziwego
      przyjaciela na zawsze. Wiele osób niestety nie potrafi przejsc tego testu, do
      wielu mam ogromny zal, nawet nie chcę o tym mówić. Sama też nie jestem świeta,
      chociaż wydaje mi się, ze nie miałm jeszcze okazji tak do koca zdać egzaminu z
      przyjaźni.
    • Gość: mandarynka Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 19.05.03, 16:44
      Mam dwoje przyjaciół. Jestesmy ze soba w radosci, w smutku, w biedzie, w
      dostatku. Wyplakalismy w swoje rekawy morze lez, nasmialismy do utraty tchu. I
      nic nie zmienilo sie nawet wtedy, gdy sie rozstali.
      Marku, Karolino, Kocham Was:)
      J.
    • rzulw Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 19.05.03, 17:20
      anahella napisała:

      "uważałam" - dokładnie tak to powinno się nazywać. Nie można mieć przyjaciół.
      Można jedynie uważać, że się ich ma. A czy nasze "uwagi" okażą się słuszne,
      okazuje się zawsze "w praniu". Działa to obie strony. Można "uważać"
      i "deklarować".

      > Czy wy tez macie takie doswiadczenia?
      Jako "uważający" i deklarujący prałem wiele. Ale tylko parę z nich
      nie "wylano/łem z kąpielą".
    • Gość: WoBi Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.telkab.pl 19.05.03, 21:07
      Po przeczytaniu wszystkich postow, pozwolilem sobie na chwile refleksji. I
      doszedlem do pewnych wnioskow:
      Jestem osoba, ktorej stosunkowo latwo zdobyc symaptje i zaufanie. I z tego
      powodu za czesto przypisuje ludziom etykietke: przyjaciel. I to chyba zawsze
      odbija sie na mnie. Ufam im i licze na nich w trudnych chwilach, jednak rzadko
      dostaje pomoc, cieple slowo. Odczuwam, ze ta "przyjazn" jest jednostronna.
      Potem tylko jestem zawiedziony i roczarowany. A uwazalem go (ja) za
      przyjaciela. Z tego powodu przestalem, rozmawiac o sowich problemach z innymi.
      Moze boja sie ze znowu ktos sie ode mnie odwroci... i moze boje
      sie "testowac" "przyjaciol".
      Inna sprawa, ze w kolejnych etapach zycia zmieniaja sie ludzie. Odchodza i
      kontakty sie urywaja. Zrywaja kontakty. Probowalem, podtrzymywac znajomosci,
      jednka czy zawsze ja musze wychodzic z inicjatywa? NIE - wiec po co tacy
      znajomi...
      Niedawno, w tym miesiacu... Mialem koszmarnego dola, nie majac nikogo pod
      reka wylalem wszystkie swoje zale i ubolewania wiadomoscia @ do kolezanki.
      Ktora z resza bardzo cenie, zalezy mi na niej i uwazam Ja za kogos waznego. Po
      wyslaniu tej wiadomosci, stwierdzilem, ze to bylo glupie posuniecie, nie
      powinienm jej zawracac glowy swoimi problemami. I wyslalem nastepna z
      przeprosinami. Moral jest taki: powiedziala mi, ze przyjaciol za cos takiego
      sie nie przeprasza. Wtedy na prawdo zrobilo mi sie cieplutko na serduchu. :)
      • dyzma-nikodem Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 20.05.03, 01:08
        też "na dniach", może nie wszystkie wylałem, ale dałem do zrozumienia, że "źle
        ze mną" Po wysłaniu wiadomości... nie doczekałem się odpowiedzi...(to były smsy)
        Napisałem i wysłałem, co myślę na ten temat.
        Zapytała następnego dnia (też smsem), czy jest jakiś limit czasowy na odpowiedź
        i że... u niej "wsio ok".
        Ciężko mi było w ogóle "wylewać", ale jeszcze ciężej i trudniej było czytać
        taką odpowiedź.

        Pocieszające jest to, że pomoc nadeszła z całkiem innej strony...
        niespodziewanej i "z partyzanta" ;-)

        Dodam jeszcze tylko tyle, że tamta osoba "ostro" studiuje psychologię i podobno
        robi to w celu niesienia pomocy potrzebującym.
        A przyjaźni nie deklarowała...
        OFIAROWAŁA JĄ!

        qwa...współczuję przyszłym pacjentom...

        Przyjaźń należy odwzajemniać, ale jak ktoś ma Ciebie gdzieś
        (czytaj: w dupie)... to trzeba go też mieć dzieś? (czytaj : jak poprzednio)
        • anahella O sms-ach 20.05.03, 01:15
          dyzma-nikodem napisał:


          > Zapytała następnego dnia (też smsem), czy jest jakiś limit czasowy na
          odpowiedź

          Jestes pewny ze ona tego esemesa przeczytala? Moze oba esemesy przeczytala
          jednoczesnie i natychmiast odpowiedziala?

          Jako posiadaczka komorki, wiem jak czesto sie jej zapomina, nie wlacza, nie
          zauwaza ze sie wyladowala itp.
          • dyzma-nikodem Re: O sms-ach 20.05.03, 01:28
            anahella napisała:

            > dyzma-nikodem napisał:
            >
            >
            > > Zapytała następnego dnia (też smsem), czy jest jakiś limit czasowy na
            > odpowiedź
            >
            > Jestes pewny ze ona tego esemesa przeczytala? Moze oba esemesy przeczytala
            > jednoczesnie i natychmiast odpowiedziala?
            >
            > Jako posiadaczka komorki, wiem jak czesto sie jej zapomina, nie wlacza, nie
            > zauwaza ze sie wyladowala itp.

            Nie napisałem, że była jedynym moim "przyjacielem" i jedyną osobą, do której
            napisałem. Napisałem też do innych... po odpowiedzi od niej, jeszcze bardziej
            zdołowany... do tej pory "sprawdzają", czy jest ze mną okay...
    • pajdeczka Nie mam przyjaciół.... 20.05.03, 10:33
      ...ale od paru lat chodzę na wszystkie pogrzeby rodzinne ludzi mi bliskich.
      Uważam to za swój obowiązek. Sama wiem, jak bardzo chce się, aby w takim
      momencie było koło ciebie jak najwięcej współczujących ci ludzi. To są bardzo
      trudne chwile i chociaż nie jest mi lekko uczestniczyć w takich uroczystościach
      to staram się przemóc i iść. Bo w tym momencie nie jest najważniejsze to, jak
      ja się z tym czuję, ale, jak się czuje ta druga osoba. Co tu dużo mówić, każda
      śmierć przynosi cierpienie bliskim. I to właśnie przez wzgląd na tych, którzy
      zostali należy póśc na pogrzeb, a nie ze względu na osobę zmarłego. Tak myślę.
      • anahella Re: Nie mam przyjaciół.... 20.05.03, 11:32
        A moze jednak masz? Tylko nigdy ich tak nie nazwalas?
        • pajdeczka Re: Nie mam przyjaciół.... 20.05.03, 12:02
          anahella napisała:

          > A moze jednak masz? Tylko nigdy ich tak nie nazwalas?

          Przekonam się, kiedy przyjdzie pora, wówczas dowiem się, jak ich nazwać
          naprawdę:)))))
          To tak, jak z prawdziwą miłością. Nigdy nie wiemy czy to co czujemy do drugiej
          osoby to prawdziwie, wielkie uczucie , dopiero, kiedy się coś wydarzy
          szczególnego dowiadujemy się, ile było warte to uczucie. Mogę coś o tym
          powiedzieć, bo po 14 latach wiem już na pewno, że to jest miłość, i to z obydwu
          stron, trudna miłość, ale za to prawdziwa, taka, o jakiej czytamy w książkach,
          albo oglądamy w filmach.
          • Gość: camina Re: Nie mam przyjaciół.... IP: *.dolsat.pl 04.08.03, 23:30
            pajdeczka napisała:

            >> To tak, jak z prawdziwą miłością. Nigdy nie wiemy czy to co czujemy do
            drugiej
            > osoby to prawdziwie, wielkie uczucie , dopiero, kiedy się coś wydarzy
            > szczególnego dowiadujemy się, ile było warte to uczucie. Mogę coś o tym
            > powiedzieć, bo po 14 latach wiem już na pewno, że to jest miłość, i to z
            obydwu
            >
            > stron, trudna miłość, ale za to prawdziwa, taka, o jakiej czytamy w
            książkach,
            > albo oglądamy w filmach.


            Ja dopiero po rozstaniu sie z moja kolezanka uswiadomilam sobie jak wiele ona
            dla mnie znaczyla, jaka byla wielka, kochana i co stracilam. W nowych
            znajomosciach szukam teraz choc jej namiastki, jej ciepla, spokoju. I choc
            brzmi to troche dziwacznie, takim uczuciem nie darzylam chyba nikogo. Nawet
            mojego nazreczonego.
            Minelo juz tyle czasu, a ja nadal za nia tesknie i czuje sie gorzej niz kiedy
            z premedytacja rzucil mnie chlopak.
            Zazdroszcze tym ktorzy maja przwdziwych przyjaciol i zaluje,ze nie potrafilam
            walczyc tak jak inni o przyjazn. Moze do prawdziwej [pzryjazni trzeba
            dorosnac...?
            >
            • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Nie mam przyjaciół.... 04.08.03, 23:33
              napewno trafisz znów na dobrą i cenną przyjaźń. Z tego jak piszesz i co piszesz
              widać to. Więc bądź dobrej myśli. :)))


              Gość portalu: camina napisał(a):

              > pajdeczka napisała:
              >
              > >> To tak, jak z prawdziwą miłością. Nigdy nie wiemy czy to co czujemy do
              >
              > drugiej
              > > osoby to prawdziwie, wielkie uczucie , dopiero, kiedy się coś wydarzy
              > > szczególnego dowiadujemy się, ile było warte to uczucie. Mogę coś o tym
              > > powiedzieć, bo po 14 latach wiem już na pewno, że to jest miłość, i to z
              > obydwu
              > >
              > > stron, trudna miłość, ale za to prawdziwa, taka, o jakiej czytamy w
              > książkach,
              > > albo oglądamy w filmach.
              >
              >
              > Ja dopiero po rozstaniu sie z moja kolezanka uswiadomilam sobie jak wiele
              ona
              > dla mnie znaczyla, jaka byla wielka, kochana i co stracilam. W nowych
              > znajomosciach szukam teraz choc jej namiastki, jej ciepla, spokoju. I choc
              > brzmi to troche dziwacznie, takim uczuciem nie darzylam chyba nikogo. Nawet
              > mojego nazreczonego.
              > Minelo juz tyle czasu, a ja nadal za nia tesknie i czuje sie gorzej niz
              kiedy
              > z premedytacja rzucil mnie chlopak.
              > Zazdroszcze tym ktorzy maja przwdziwych przyjaciol i zaluje,ze nie potrafilam
              > walczyc tak jak inni o przyjazn. Moze do prawdziwej [pzryjazni trzeba
              > dorosnac...?
              > >
              • Gość: camina Re: Nie mam przyjaciół.... IP: *.dolsat.pl 05.08.03, 11:18
                p.a.d.a.l.c.o.w.a napisała:

                > napewno trafisz znów na dobrą i cenną przyjaźń. Z tego jak piszesz i co
                piszesz
                >
                > widać to. Więc bądź dobrej myśli. :)))
                >

                Dzieki za pocieszenie, ale mam wrazenie ze w tym poszukiwaniu stracilam juz
                nadzieje na znalezienie kogos bliskiego z kim moglabym i plakac i smiac sie.
                Chyba dane jest mi tylko zycie tylko wsrod znajomych, ale nie przyjaciol.
    • aguszak Ze mną jest tak... 20.05.03, 15:49
      ... że mam dwie przyjaciółki - tzn. osoby, które wg mnie można nazwać
      przyjaciółkami...
      Jeszcze nigdy nie miałam okazji (może i dobrze), żeby je sprawdzić - poza
      jakimiś tam moimi dołkami, w które każdy co jakiś czas popada i czasem
      wystarczy trochę sobie pogadulić, zjeść coś pysznego, albo pójść na spacer,
      gdzie nogi poniosą...
      Natomiast one mogły liczyć na mnie w naprawdę złych chwilach swojego życia.
      Czuję się z nimi z tego powodu bardzo związana i odpowiedzialna za Nie w jakiś
      sposób...
      ...ale dziwne jest, że żadna z Nich nie powiedziała mi wprost, że uważają mnie
      za przyjaciółkę... Czy może tego nie należy werbalizować, bo staje się to wtedy
      banalne...? Czasem mi tego brakuje, żeby mi ktoś powiedział, że jestem fajna
      kumpelą, albo dobrą przyjaciółką, ale... może jeszcze na to sobie nie
      zasłużyłam...?
      hmmm....
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: zauważyłam taką "prawidłowość" , że..... 20.05.03, 17:38
        aguszak napisała:

        > ...ale dziwne jest, że żadna z Nich nie powiedziała mi wprost, że uważają
        mnie
        > za przyjaciółkę... Czy może tego nie należy werbalizować, bo staje się to
        wtedy
        >
        > banalne...? Czasem mi tego brakuje, żeby mi ktoś powiedział, że jestem fajna
        > kumpelą, albo dobrą przyjaciółką, ale... może jeszcze na to sobie nie
        > zasłużyłam...?
        > hmmm
        ************************************
        .......ludzie generalnie unikają pozytywnych podsumowań= ciepłego,pozytywnego
        zcharakteryzowania innej,wartej tego,osoby. może to z zagonienia ?, dystrakcji?
        doprawdy nie wiem. Niestety, nie zapominają zazwyczaj o tych negatywnych
        ocenach.I to za drobne "błędy w sztuce". OTO SENTENCJA NA TĘ OKOLICZNOŚĆ:

        ...cokolwiek dobrego zrobię-nikt mi nie pamięta...
        ...cokolwiek złego zrobię - nikt mi nie zapomni... / tak nieudolnie tłumacząc z
        języka ang./
        • raszefka bardzo trafne spostrzeżenia 20.05.03, 23:32
          Dodatek ode mnie:
          Od mojej przyjaciółki, a właściwie to nie od niej, ale bardziej będąc z nią,
          nauczyłam się mówić ludziom, za co i jak bardzo ich cenię. Szczerze, bo szczera
          bywam boleśnie (choć, jak ma być boleśnie, to wolę się nie odzywać). I to mi,
          kurczę, sprawia taaaaaką radochę :) Chyba większą niż tym, których komplementuję



          ....czy "komplement" to dobre słowo w tej sytuacji?
        • aguszak Re: zauważyłam taką 'prawidłowość' , że..... 21.05.03, 09:11
          p.a.d.a.l.c.o.w.a napisała:

          > .......ludzie generalnie unikają pozytywnych podsumowań= ciepłego,pozytywnego
          > zcharakteryzowania innej,wartej tego,osoby. może to z zagonienia ?,
          dystrakcji?
          > doprawdy nie wiem. Niestety, nie zapominają zazwyczaj o tych negatywnych
          > ocenach.I to za drobne "błędy w sztuce". OTO SENTENCJA NA TĘ OKOLICZNOŚĆ:
          >
          > ...cokolwiek dobrego zrobię-nikt mi nie pamięta...
          > ...cokolwiek złego zrobię - nikt mi nie zapomni... / tak nieudolnie tłumacząc
          z
          >
          > języka ang./

          Masz całkowitą rację z tym wypominaniem potknięć. Właśnie jedna z moich
          przyjaciółek do dziś dnia pamięta, że umawiałam się z Nią na wyjazd na działkę,
          ale w ostatniej chwili zadzwoniłam i powiedziałam, że nie pojadę.
          Nieraz mi to wypomina, chociaż w żartach, ale ja wiem, że ma do mnie żal, że
          tak w ostatniej chwili.... rozmawiałyśmy o tym wielokrotnie i wyjaśniałam Jej
          tę sytuację, ale On tak jakby nie przyjmowała tego do wiadomości...
          A ile razy było tak, że w środku nocy jechałam do Niej przez całe miasto, bo
          miała kłopoty i deprechę...?
          • julla Re: zauważyłam taką 'prawidłowość' , że..... 21.05.03, 09:20
            Oj, ja też tak mam. Moja koleżanka "od zawsze" pamięta mi moje winy prawie od
            okresu niemowlęcego. Wypomina mi np. że jak nas razem kąpano w dzieciństwie to
            ona zawsze musiała siedzieć w wannie na korku! Ostatnio świadomie zerwałam z
            nią bliższe kontakty, bo ogrom moich przewin zaczął mnie już przytłaczać.
            • pajdeczka Re: zauważyłam taką 'prawidłowość' , że..... 22.05.03, 14:41
              julla napisała:

              > Oj, ja też tak mam. Moja koleżanka "od zawsze" pamięta mi moje winy prawie od
              > okresu niemowlęcego. Wypomina mi np. że jak nas razem kąpano w dzieciństwie
              to
              > ona zawsze musiała siedzieć w wannie na korku! Ostatnio świadomie zerwałam z
              > nią bliższe kontakty, bo ogrom moich przewin zaczął mnie już przytłaczać.

              Julla, nie wiem o co chodzi te Twojej przyjaciółce! Przecież siedzenie na korku
              w wannie to największa przyjemność!
    • trinity5 Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 22.05.03, 13:43
      Witam.
      Röwniez tez tak kiedys myslalam ze mam paru przyjaciöl.Wydawalo mi sie ze sä to
      przyjaznie dosc,dojrzale(15-letnie),ale gdy przychodzi taka chwila ze
      najbardziej potrzebujesz wsparcia psychicznego,to wtedy okazuje sie ze ci
      ludzie ktörych nazywalas swoimi przyjaciölmi,tak naprawde nimi nie sä.Bo co to
      za przyjaciel ktöry jest przy tobie w chwilach sukcesu,a gdy "nadejdä
      chmury"nagle znika.....Moim najwiekszym przyjacielem jest möj Mäz,i Rodzice.
      Pozdrawiam.
    • Gość: podnosze Re: Trudne chwile - test na przyjaciol IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.08.03, 22:12
    • wonsz Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 05.08.03, 02:32
      Stary watek, ale...

      Kiedy rodzina obrazila sie bo zawiodlem oczekiwania, wspolnik zostawil mnie z
      dlugami i zaleglymi podatkami a firma padla na ryj zostaly tylko trzy osoby na
      ktore moglem liczyc: zona, przyjaciolka i babcia. Cala reszta, ktora krecila
      sie wokolo w dobrych czasach okazala sie bardzo zajeta i chwilowo
      nieosiagalna. Te trzy kobiety pomogly mi wyjsc na prosta i teraz, kiedy juz
      nie musze zyc o suchym chlebie z drzemem, znow mam wielu "przyjaciol". I
      wielki do nich dystans.

      K.
      • lunatica Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 05.08.03, 02:54
        smuuutne. ale prawdziwe. wiem cos o tym. dlatego ogromnie cenię sobie garstkę
        sprawdzonych przyjaciół :-)
        L.
        • wonsz Re: Trudne chwile - test na przyjaciol 05.08.03, 04:49
          Mysle, ze przyjaciele czasami sprawdzaja sie, ale nie sa sprawdzeni na zawsze.
          To, ze raz pomogli nie musi oznaczac, ze zawsze pomagac beda.

          Umiesz liczyc, licz na siebie. Niestety.

          K.
    • lyche1 Re: Trudne przyjaźnie. 05.08.03, 10:05
      Ja mam "szczęście" do przyjaźni :)) Czasami nie widuję się z kimś rok, dwa,
      pięć; nagle telefon albo dzwonek do drzwi i słowa : "słuchaj muszę z kimś
      pogadać, bo pęknę". Nigdy nie odmawiam. Większość moich znajomych ma swoje
      drugie połowy, własne życie. Rozumiem, że nie zawsze mają czas na spotkania ze
      mną. Nie trzeba się dlatego na kogoś obrażać. Sama mam czasem tyle na głowie,
      że nie mogę myśleć o spotkaniach z przyjaciółmi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka