anahella
17.05.03, 22:31
Post na innym forum zainspirowal mnie do tego watku.
Otoz: zauwazylam ze za kazdym razem gdy jest mi zle to wykruszaja sie ludzie,
ktorych uwazalam za przyjaciol.
Przyklad. Ponad dwa lata temu zmarla moja mama. Z placzem zadzwonilam do
jednej z kolezanek, bo znala moja mame i lubila, wiec pomyslalam ze moze
bedzie chciala przyjsc na pogrzeb. W odpowiedzi uslyszalam ze ona nie lubi
przestawac ze smutnymi ludzmi bo to ja doluje i zakonczyla rozmowe. Odezwala
sie po pol roku. Byla dosc zdziwiona, ze nie chcialam isc z nia do kina
(wykrecilam sie brakiem czasu, choc tak naprawde bylam w depresji po
rozstaniu z narzeczonym). Niedawno znow zadzwonila z pytaniem czy nadal sie
na nia gniewam i o co sie gniewam. Do mnie dotarlo wtedy ze ja wcale sie na
nia nie gniewam, ze moj gniew minal po tygodniu, ale po prostu brak kontakow
przez ten czas spowodowal ze nie mam dla niej juz tego, co mialam kiedys.
Spotkalam sie z nia ale nie bylo tak jak dawniej.
Przy okazji chcialam dodac, ze w kazdej trudnej chwili byly podobne, jak ta
wyzej opisana, sytuacje. Ale mam tez kilka osob, ktore zawsze byly ze mna a i
pojawialy sie nowe, na ktore nigdy wczesniej nie liczylam.
Czy wy tez macie takie doswiadczenia?