dziarski-czterdziestoparolatek
26.06.03, 14:50
witam miłe panie!
już zupełnie nie wiem, co robić z nurtującym mnie problemem.
otóż.
mam w domu tzw. babiniec, i czasem nie powiem, jest mi z tym dobrze, ale
ostatnio czuję się zmęczony. zupełnie nie wiem, jak sobie poradzić. ostatnio
ożenił się syn, a to spowodowało naniesienie na domową mieliznę kolejnej
kobiety (=dolanie oliwy do domowego ogniska).
otóż: nie dość, że córka całymi dniami siedzi w Internecie - studiuje
zaocznie, wiec ma czas - to jeszcze na kogoś tam poluje nieustannie do tego
stopnia, że w nocy wykrzykuje coś o kromkach chleba a lunatykując opróżnia
cały chlebak do ostatniej wysuszonej skórki.
żona sie nie maluje, za to przestała nosić majtki (córka pokazała jej jakąś
stronę, na której modna pani zapewniała, że to bardzo na czasie - mnie się
nie podoba, bo jeszcze się żona podziębi i skaże tym samym na uciążliwe
nasiadówki z rumianku, ale przemów tu do rozsądku kobiecie), i domaga się
dobermana, koniecznie czarnego. nie mam pojęcia po co, i nie umiem
wyperswadować, a jedyny argument: bo tak!
w niedziele, podczas rodzinnych obiadów, dochodzi kolejny problem: świeżo
upieczona żona syna czyni w moim kierunku podejrzane gesty (ociera się o mnie
w ciasnym przedpokoju, patrzy w oczy maślanym wzrokiem, nakrywa swoją dłonią
moją dłoń z pilotem, słowem stara się nawiązać kontakt fizyczny), a chociaż
jest ładna, to przecież smarkula wobec której chciałbym czuć się ojcem a nie
zdobywaną zwierzyną.
w dodatku dzisiaj wszystkie się sprzysięgły chyba, bo nazywają mnie durniem z
licencjatem (również podjąłem studia, w dzisiejszej sytuacji wykształcenie
się liczy) i starym satyrem (dałem sobie wytatuować pośladek). właściwie
tylko żona syna nie nazywa mnie satyrem, za to przy każdej okazji naprasza
się, że chce obejrzeć tatuaż. i zbadać go organoleptycznie.
już nie wiem co się z nimi dzieje.
czekam na porady, idąc gotować zupę pomidorową. żona lubi, kiedy obiad jest
na czas.
ukłony dla szanownych pań.
dziarski po 40-stce