ksiezniczka.hulajnozka
07.08.07, 18:00
Zawsze miałam z szefem bardzo dobre stosunki (ale nie płciowe he he). Zawsze
mogłam na niego liczyć jak miałam problem, świetnie mnie motywował do pracy i
wynagradzał. Można z nim o wszystkim pogadać.
Wróciłam po trzytygodniowym urlopie do pracy i wszystko diametralnie się
zmieniło. Szef traktuje mnie jak powietrze. Jeśli ma mi coś do powiedzenia to
przekazuje mi to przez moją koleżankę, albo swoją asystentkę. Nie słucha co do
niego mówię, jak się go o coś pytam odpowiada mi jego asystentka. Dziś widząc,
że przyniesiono mi do pracy sałatkę zabronił mi jeść w biurze, chociaż
wiedział, że kafeteria do godz. 16.30 jest zajęta, w związku z tym musiałam
zabrać jedzenie do domu.
Firma obchodziła dziś rocznicę działalności na polskim rynku. Wszystkie osoby
zatrudnione w tym dniu otrzymały niezły upominek. Wszyscy, oprócz mnie. Było
mi przykro...
Zawsze byłam bardzo dobrym pracownikiem wysoko ocenianym przez szefa. Podczas
mojego urlopu nie było absolutnie żadnego problemu z wykonywaną przeze mnie
pracą. Dzisiaj dzięki mnie uniknięto zatrzymania produkcji. I wtedy usłyszałam
od szefa jedyne dzisiaj do mnie słowo "super" po czym jak zaczęłam coś do
niego mówić odwrócił się do mnie plecami i zaczął rozmawiać z kimś innym.
Nie wiem o co mu chodzi! Mam z nim porozmawiać czy olać sprawę?
Zaznaczam, że łączą nas jedynie czysto służbowe stosunki i nigdy nie było mowy
o czymś więcej...
Już sama nie wiem.