aprikose
14.09.07, 22:03
jestem w związku z moim facetem od 5 lat, mieszkaliśmy razem przez 2, po czym
musiałam się przeprowadzić ze względu na studia i tak jest do dziś - mieszkamy
osobno, ale odwiedzamy się, Skype, flaterate'y ułatwiają sprawę na tyle, że
jesteśmy na bieżąco z wydarzeniami u drugiej osoby itd. akurat związek na
odległość nie jest dla nas problemem.
Problem leży gdzie indziej. Ja mam 24 lata, a On 30. Uważam się za kobietę
atrakcyjną i pewną siebie - oczywiście można by zrzucić te 5 kg, ale czuje się
świetnie, dbam o włosy, paznokcie, ubiór... jak każda kobieta. jestem zadbana.
Tymczasem u mojego Kochania od 2 lat rzeczy wygladają inaczej. Kiedyś dbał o
siebie, chodził od czasu do czasu na siłownię lub jezdził rowerem- żeby nie
tracić formy, ubierał się z gustem. Gdy się poznaliśmy ważył 90 kg przy
wzroście 187 cm, czyli całkiem OK.
Niestety on strasznie się zmienił - obecnie waży 115 kg (!), ma wielki brzuch,
na którym porobiły mu się rozstępy, do tego zaczął w międzyczasie łysieć - ma
zakola tak spore, że trudno to jeszcze nazywać zakolami. to taka tylko
"wysepka", placek włosów "na przedzie". Co gorsza zapuścił włosy do ramion i
czesze je w kitkę! :/ za żadne skarby nie chce słyszeć o zmianie fryzury bo
twierdzi że przez tę łysinę w krótkich włosach będzie źle wyglądał. Co może
byc prawdą, bo jego kolega ma ten sam problem i krótkie włosy i faktycznie -
wygląda to nieciekawie. Ale kitka też nie poprawia sprawy :/ Ze względu na
wagę ciężko mu dobrać ciuchy. wcześniej chodziliśmy razem po sklepach, teraz w
tych markach, które zawsze nosilismy, rozmiar XXL jest dla niego strasznie
opinający, źle leży. Nogi ma nadal szczupłe, rozmiar spodni się nie zmienił,
jednak urosł mu strasznie brzuch. Przestał chodzić na siłownię bo mówi że nie
ma czasu :( rower odstawił od kiedy kupił samochód. jestem już naprawdę
załamana, bo przestał mnie pociągać seksualnie. Gdy się spotykamy i jestem u
niego np na tydzień lub dłużej namawiam go codziennie na wspólne spacery,
rower, zdrowe gotowanie... dawałam mu wielokrotnie lekko do zrozumienia, żeby
zaczał o siebie dbać. z nikłym rezultatem.
Choruję na IBS, odżywiam się więc zdrowo, praktycznie wykluczyłam węglowodany
i cukry, ograniczam tłuszcze zwierzęce. Pokazałam mu w jak łatwy i szybki
sposób przygotować pyszne i zdrowe lekkie sałatki i desery, czy inne dania ale
to nic nie daje, bo on zajada stres - czekoladą, cukrami generalnie. ciągle
pije też cappuccino.
Tydzień temu gdy się widzieliśmy powiedziałam mu po raz kolejny wprost, żeby
zaczął ćwiczyć, inaczej się odżywiać, bo nie wygląda to dobrze. Jak zwykle
powiedział że popracuje nad sobą. Ale coś czuję że i tym razem to nic nie da.
co robić? czuję, że go kocham ale przeszkadza mi jego wygląd. A jego tusza
jest też problemem w łóżku - niektóre pozycje są po prostu niewygodne /
niewykonalne. Mam spore powodzenie, często zagadują mnie przystojni,
wysportowani faceci, i tęsknię za tym, żeby i mój facet tak wyglądał. Jak go
namówić do zmian? Wiem, że nie schudnie od razu ale może chociaż są szanse na
lepsza fryzurę? brakuje mi już argumentów :( boję się, że niedługo nic już nie
będę do niego czuć, bo zmieni się tak bardzo. Mówi że mnie kocha i w to
wierzę, bo chcemy się pobrać po moich studiach, on bardzo się na to cieszy,
ale to chyba nie znaczy że możemy spocząć na laurach i nie musimy się więcej o
siebie starać? czy macie podobne doświadczenia? czy to jest jeszcze do uratowania?