Gość: polishAM
IP: *.157.81.214.Dial1.Weehawken1.Level3.net
14.07.03, 18:10
A nie mówiłem.
Przed kilkoma dniami w jednej z gazet pojawił się komentarz socjologa, z
którego można wyczytać, że Podkarpacie jest zacofane. I bynajmniej
stwierdzenie to nie dotyczyło gospodarki, ekonomii czy wykształcenia.
Socjolog zacofanie połączył z faktem, że w tym regionie, w porównaniu z
innymi w Polsce, rodzi się wciąż jeszcze wiele dzieci. Taka opinia oburzyła
środowiska rodzin wielodzietnych.
Wyniki spisu powszechnego pokazały smutną prawdę - w naszym kraju
dramatycznie zmniejsza się liczba ludności. Okazało się, że jest nas ponad
330 tysięcy mniej niż przypuszczano. Inaczej jest jednak na Podkarpaciu,
gdzie w ostatnich 15 latach liczba ludności wzrosła o ponad 4 procent.
Większy przyrost ma tylko Małopolska.
Wiele osób, patrząc na niemal katastrofalne liczby, zastanawia się, co jest
powodem takiej - można już powiedzieć dramatycznej - sytuacji. Niektórzy
mówią, że jest to wynik niekorzystnych zmian, jakie zaszły w społeczeństwie.
Na pewno do przyczyn tego stanu rzeczy można zaliczyć bardzo wysokie
bezrobocie, pęd za pieniądzem i wygodne życie. Już teraz utrwalił się w
społeczeństwie model rodziny dwa plus jeden lub małżeństwo bezdzietne. Coraz
częściej ludzie zamiast cieszyć się dziećmi, wybierają wygodne życie, a żeby
zabić samotność kupują sobie psa czy kota. Z drugiej jednak strony, jest
wiele małżeństw, które z różnych przyczyn, od siebie niezależnych, nie mogą
mieć dzieci. Do czego prowadzi taka sytuacja? Krótko mówiąc: do katastrofy
gospodarczej i ekonomicznej.
Zacofani czy mądrzy?
Tymczasem istnieją dwa regiony w Polsce: Małopolska i Podkarpacie, gdzie -
jak wykazał spis - rodzi się dużo dzieci. W południowo-wschodniej Polsce jest
jeszcze stosunkowo dużo rodzin wielodzietnych. Taka sytuacja martwi jednak
pewne środowiska. Na łamach jednego z regionalnych dzienników, komentując
dane dotyczące dzieci rodzących się na Podkarpaciu, socjolog prof. Jerzy
Chłopecki powiedział: "Jesteśmy zacofani".
Taka opinia oburzyła wiele osób. - Bardzo mnie to zabolało - powiedziała nam
Danuta Kowalczyk, od 12 lat prezes Towarzystwa Rodzin Wielodzietnych w
Krośnie. - Uważam, że wyrażanie takich opinii jest bardzo niesprawiedliwe.
Sama mam czworo dzieci i myślę, że są one moim największym skarbem. Zgadzam
się, że wśród rodzin wielodzietnych są i patologiczne, ale to są wyjątki. Czy
patologie nie zdarzają się wśród osób, które np. nie mają dzieci? Ja znam
wiele osób wykształconych, światłych, mądrych, które swoje życie nastawiły na
dzieci i każdego maleństwa wypatrują z wielką nadzieją i radością - dodaje.
Obecnie Towarzystwo Rodzin Wielodzietnych w Krośnie skupia ponad 1900 rodzin.
Są wśród nich takie, które mają nawet jedenaścioro, trzynaścioro czy
szesnaścioro dzieci. - Staramy się pomagać tam, gdzie możemy. Organizujemy
zbiórki pieniędzy, odzieży, podręczników. Generalnie ludziom, którzy mają
dużo dzieci, żyje się trudno (łatwiej na wsi niż w mieście), ale jakoś sobie
dają radę i pomimo problemów są szczęśliwi - podkreśla pani Danuta.
Z wizytą u "zacofanych"
Niewielki domek pod Krosnem - Kombornia, a w nim ład, porządek. Pod piecem
wygrzewa się kot. O tym, że mieszka w nim aż 18 osób (rodzice i szesnaścioro
dzieci) świadczą porozstawiane wszędzie łóżka i słusznej wielkości garnki.
Jak sobie radzą rodzice tej gromadki? Przecież to nie byle jakie zadanie:
wyżywić i ubrać taką rodzinę... - Żyjemy skromnie. Mamy dwa hektary pola i
jedną pensję (ojciec rodziny pracuje w pobliskim Krośnie). Nie kupujemy więc
ziemniaków czy jarzyn. Dzieciaki zdzierają ubrania jeden z drugiego -
opowiadają. - Nie potrzebujemy pomocy, a jeśli komuś nie starcza np.
ziemniaków, to możemy się jeszcze podzielić - dodają.
Miła, serdeczna, ciepła rodzina, gdzie każdy do każdego odnosi się z miłością
i szacunkiem, choć jak wszędzie, czasem zdarzy się sprzeczka.
Wracamy do Krosna, do domu pani Danuty, matki czworga dzieci. - Co ja mogę
powiedzieć? Żyjemy skromnie, z jednej pensji męża. Ja już od 15 lat nie
pracuję - opowiada pani Danuta (dodajmy, że wcześniej pracowała jako
ekonomista i ma ukończone studia wyższe).
Najstarsza z córek pani Danuty to Kasia. Jest studentką - kończy prawo.
Utrzymuje się głównie z kredytu studenckiego, który ma zamiar spłacić w
przyszłości, gdy zacznie pracować. Druga z kolei to Agata. W tym roku zdała
maturę i w związku z tym, że rodziców nie stać na utrzymanie dwóch studentek,
poszła do dwuletniej szkoły pomaturalnej. Chce zostać kosmetyczką. Kolejne
dzieciaki to bliźniaki: skończyły trzecią klasę gimnazjum. - Z całej czwórki
jestem bardzo dumna, są moim największym skarbem i nie oddałabym ich nikomu
za nic na świecie - podkreśla mama, która na pytanie, dlaczego zdecydowała
się na niemodną dziś czwórkę, odpowiedziała: - Bóg mi je dał, a ja je
przyjęłam.
Podobnie o swoich dzieciach mówi inna krośnianka, także pani Danuta, matka
pięciorga dzieci. - Nie wyobrażam sobie życia bez nich i czasem sobie myślę,
że szkoda, że Bóg nie dał mi ich więcej. Drużyna piłkarska to byłoby coś -
mówi z uśmiechem.
Wielodzietność z wyboru
Zajrzyjmy jeszcze do jednego domu: do Ewy i Krzysztofa, którzy są rodzicami
ośmiorga dzieci. Mieszkają w bloku w 70-metrowym mieszkaniu. Różnica wieku
pomiędzy ich najstarszą a najmłodszą pociechą wynosi 18 lat.
- Pierwsze maleństwo przyszło na świat, kiedy jeszcze byliśmy studentami.
Kolejne pojawiały się w różnych odstępach czasowych wtedy, kiedy już czułam
się dobrze i mogłam nosić kolejnego malucha. Dodam tylko, że każde z moich
dzieci karmiłam przynajmniej rok piersią. Przynajmniej - bo zdarzało się i
dużo dłużej - śmieje się pani Ewa.
Jak sobie radzą? Pani Ewa (po studiach wyższych, z tytułem magistra) swoje
powołanie życiowe odnalazła w domu przy dzieciach. Jej mąż pracuje zawodowo.
Wychodzi rano, kiedy jeszcze wszyscy śpią. Wraca, gdy wszyscy (oprócz żony,
która oczywiście - choć zmęczona - czeka z obiadokolacją i ciepłą herbatą)
już śpią; wolne ma tylko w niedziele.
- Chcę powiedzieć o dziwnej ekonomii Pana Boga. Mówi się, że kiedy Pan Bóg
daje dziecko, to daje i na dziecko. Z własnego doświadczenia mogę to
potwierdzić. Teraz, kiedy jest nas już dziesięcioro, żyje się nam lepiej,
dostatniej, niż gdy było nas o połowę mniej - mówi pani Ewa, która dalej
wyjaśnia, że czasem jest jej trudno ogarnąć wszystkie sprawy, cały dom. Wtedy
zdaje się na Boga: - Właściwie tak układamy nasze życie, by Bóg był na
pierwszym miejscu. Jest więc wspólny pacierz, codzienne czytanie Pisma
Świętego, wspólna Msza Święta, a na wakacjach rekolekcje - dzieli się swoim
codziennym życiem zapracowana mama.
Mądre Podkarpacie
Patrząc na utrudzonych (wspomniany socjolog powiedziałby: zacofanych) ojców i
matki, ktoś mógłby spytać: no i co oni mają z tego życia? - ciągła robota,
troska, zmęczenie. Tak, ale oni na pewno by dopowiedzieli: i miłość, i
radość, i poczucie, że robi się coś naprawdę sensownego.
Podkarpacie bogate dziećmi - mądre Podkarpacie. Tam ludzie wiedzą, że dzieci
to skarb. A tym, którzy nadal uważają, że to zacofanie, przypomnijmy, iż np.
bogate rody centralnej Afryki nie liczą swojego bogactwa w pieniądzach,
złocie itd., ale właśnie w dzieciach, bo to one są nadzieją każdego narodu.
Zacofanie czy mądrość?
Małgorzata Pabis