deczi 23.07.03, 15:09 Jak reagować podczas spotkania ze zboczeńcem? Mam wyjątkowe "szczęście" do spotykania takich typów i zawsze mnie ta sytuacja paraliżuje. Czy powinnam coś powiedzieć, czy nie zwracać uwagi (a czasem się tak nie da)? D. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
piasia Re: zboczeńcy 25.07.03, 08:41 Zabagtelizować faceta: Panie, z robakiem to na ryby! Niezła sztuka, a jak wygląda jak stanie? uuuu, człowiecze, z czym do gości? A jak nie możesz go ominąć (np. ktoś onanizuje się w nocnym tramwaju przy tobie) to powiedz głośno i wyraźnie "proszę państwa, uwaga! Tu jest zboczeniec!!!" Odpowiedz Link Zgłoś
deczi Re: zboczeńcy 25.07.03, 09:51 Czyli chodzi o to, żeby nie pokazać strachu i zaskoczenia, tylko wyśmiać faceta? Miałam już taką sytuację, ze facet onanizował się siedząc obok mnie na siedzeniu w zatłoczonym autobusie (zasłaniał się teczką przed innymi), ale byłam tak sparaliżowana, że żadne słowa przez gardło by mi nie przeszły. Dzięki za radę, mam nadzieję, że nie będę musiała prędko z niej korzystać. D. Odpowiedz Link Zgłoś
wojciech.kruczynski Re: zboczeńcy 04.08.03, 12:25 Szersze omówienie tej sprawy jest w którymś z wcześniejszych wątków. Wyśmiewanie działa, ale nie sądzę, by było konieczne. Ekshibicjoniści są nieagresywni. Odchodzą, jeśli "ofiara" się nie wstydzi, gdy jest pewna siebie. Warto więc, zamiast poniżać chorego człowieka, zastanowić się, dlaczego ja się wstydzę w sytuacji, kiedy to on powinien się wstydzić? Odpowiedz Link Zgłoś
deczi Re: zboczeńcy 05.08.03, 11:53 wojciech.kruczynski napisał: > Szersze omówienie tej sprawy jest w którymś z wcześniejszych wątków. > Wyśmiewanie działa, ale nie sądzę, by było konieczne. Ekshibicjoniści są > nieagresywni. Odchodzą, jeśli "ofiara" się nie wstydzi, gdy jest pewna siebie. > Warto więc, zamiast poniżać chorego człowieka, zastanowić się, dlaczego ja się > wstydzę w sytuacji, kiedy to on powinien się wstydzić? Jakoś nie mogłabym się chyba przemóc, żeby powiedzieć coś ośmieszającego czy obraźliwego. Ale czy sama ostentacyjna pewność siebie, zajmowanie się spokojnie swoimi sprawami mimo sytuacji, może tu pomóc? Czy można liczyć na to, że jak taki człowiek nie zobaczy strachu i skrępowania "ofiary", to da sobie spokój, czy po prostu "robić swoje" i pozwolić mu doznać "chwili szczęścia"? D. Odpowiedz Link Zgłoś
wojciech.kruczynski Re: zboczeńcy 06.08.03, 11:01 Chodzi pewnie o taką sytuację, jak ta w tramwaju? Czasem da spokój, czasem nie. Ale przecież zawsze można mu zwrócić uwagę. W końcu jesteś w tej chwili jakiegoś rodzaju seksualnym obiektem dla niego i masz prawo mu tego zakazać. Można więc powiedzieć, żeby przestał, bo na Ciebie i tak to nie działa. Jeśli nie przestanie, można powiedzieć "jak pan nie przestanie natychmiast, to zadzwonie po policję - odbiorą pana na najbliższym przystanku, wstydu pan sobie narobi a jeszcze może spałują na komisariacie - po co to panu". To powinno wystarczyć, jeśli powiesz to spokojnie, patrząc mu w oczy. To on ma się czuć winny, nie Ty. Musi być przekonany, że wykonasz swoją obietnicę. Jeśli jakimś cudem będzie kontynuował, to rzeczywiście zadzwoń. Masz prawo bronić swych praw. Dokładnie tak samo możesz się bronić przy innym naruszaniu Twoich granic: gdy ktoś za Tobą namolnie łazi, gdy się bezczelnie gapi, gdy puszcza za plecami niewybredne komentarze. Ważne tylko, żeby stopniować sprzeciw: najpierw zwrócenie uwagi, potem obietnica, potem jej wykonanie. Nie ma sensu stwarzać konfliktów ponad miarę. Odpowiedz Link Zgłoś
deczi Re: zboczeńcy 06.08.03, 15:51 Dziękuję za odpowiedź. Takie sytuacje zdarzają mi się w pociągach, ale teraz mniej podróżuję, więc myślę, że ich będzie mniej. Zwykle starałam się nie zwracać uwagi na takie osoby, raz wyszłam z przedziału, raz, coś powiedziałam, albo odsuwałam się. Nigdy nie było większego problemu (poza sytuacją, gdy facet onanizował się na siedzeniu obok mnie w wypchanym autobusie. To mnie sparaliżowało). Kupiłam książkę "Zawsze bezpieczna..." i widziałam, ze jest w niej coś na ten temat. Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam D. Odpowiedz Link Zgłoś