Dodaj do ulubionych

Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a

IP: *.compower.pl 26.07.03, 15:29
Ludzie byłam dzis na kursie naturalnego planowania rodziny odbycie go
wymagane jest do zawarcia slubu koscielnego.Masakra jak oni traktują ludzi
mają ich za ciemnogród,dorosłym ludziom robi sie powtórke z biologii.Mam za
sobą juz kilka takich kursow i jestem wrecz przerazona ingerencją kleru
chocby w tak intymną sferę jaką jest wspołzycie małzenskie.Kursy prowadzi
jakies zdewociałe przesiąkniete ideologią koscioła małzenstwo xiądz
najwyrazniej uznał ze bedą bardziej wiarygodni ; pytam z jakiej racji ja
osoba wolna mam przedstawiac obcej baburze swoje cykle i konsultowac sie z
nią na ten temat???? p r z e g i ę c i e , ok chciałam slubu koscielnego
dobrowolnie nikt mnie nie zmusza ale nie wiedziałam w co sie pakuje.Mowie wam
żeznia pomijajac kwestie finansowe ,na nauki wydalismy juz 170 zł.
Obserwuj wątek
    • Gość: Ru Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: *.chello.pl 26.07.03, 15:46
      wybor prosty- dotrwaj do konca i wez slub koscielny albo zrezygnuj i badź
      konsekwentna- weź slub cywilny. ustal priorytety i ponies konsekwencje.
    • soczewica to jest to płatne??? 26.07.03, 15:50
      jak sobie pomyślę, że miałabym w przyszłosci wydać pieniądze na coś tak
      bzdurnego... śmiech na sali.
      w życiu. co za różnica, czy akt prawny zatwierdzi facet w koloratce czy bez
      koloratki? dla mnie żadna, chociaż nie każdy musi się ze mną zgodzić, no ale ja
      nie chodzę do kościoła, nie praktykuję od 14 roku zycia.
      podejrzliwie patrzę też na ludzi, którzy nie będąc zbyt gorliwymi katolikami -
      jednak upierają się przy ślubie kościelnym. hipokryzja. (zaznaczam, że nie znam
      sytuacji autorki wątku i nie do niej kieruję me słowa ;)
      • Gość: moboj Re: to jest to płatne??? IP: 62.233.250.* 26.07.03, 16:13
        soczewica napisała:

        > podejrzliwie patrzę też na ludzi, którzy nie będąc zbyt gorliwymi katolikami -

        > jednak upierają się przy ślubie kościelnym. hipokryzja.

        pogląd mam identyczny:) moim zdaniem slub kościelny powinni brac ludzie
        naprawdę wierzący, stosujący się do wszystkich wskazań KK (czyli
        wstrzemięźliwość seksualna przed slubem, stosowanie metdo naturalnych, msza co
        niedzielę, posty itp.). cała reszta to hipokryci - tak uważam, nic na to nie
        poradzę:)
        sama cieszę się, ze uniknę tych nauk przedslubnych, bo o ile w ogóle zdecyduję
        sie kiedyś na ślub to na pewno będzie to tylko cywilny. od kilku lat jestem
        niewierząca i progu kościoła na pewno nie przekroczę.
        • soczewica Re: to jest to płatne??? 26.07.03, 16:22
          no i słusznie.
          może moje poglądy nie są aż tak radykalne.
          nie chcę publicznie mówić o moich relacjach z wiarą :)
          ALE byłam kiedyś na ślubie kościelnym moich znajomych - klasyczna wpadka,
          dziewczyna była w tak zaawansowanej ciąży, że nawet nie starała się jej ukryć.
          jak tak szła do ołtarza z wypiętym bębenkiem i specjalnie przerobionej do tego
          celu białej (!!!) sukni, to żal mi jej było. zwłaszcza, że z czsów licealnych
          (maturę zdawała będąc w 2gim miesiącu, rodzice nic nie wiedzieli wtedy)
          pamiętałam, jak mówiła mi, że chciałaby wziąć ślub w sukience wprawdzie białej,
          ale skromnej z indyjskiego sklepu. może to i naiwne marzenie, niech będzie. ale
          szkoda było patrzeć na ten cały ślub, zorganizowany przez rodziców.
          wszystko dla porządku, w mordę jeża. smutne to było widowisko.
          poszłam sobie spod kościółka, zjadając kilka cukierków którymi obrzucali
          panstwa młodych - ale czułam lekki niesmak.
        • Gość: Nina nie zarzekaj się IP: *.chello.pl 26.07.03, 16:47
          • soczewica nie podważaj moich przekonań 26.07.03, 17:29
            nie traktuj w kategoriach "zarzekania się" tego co napisałam.
            ciąża bez wątpienia przyspieszyłaby mój mariaż, ale możesz mi wierzyć, nie
            dałabym się wcisnąć w białą suknię z powiększeniem na brzuch. nie ubrałabym też
            różowych kabaretek do żółtej mini, a wiesz dlaczego? bo to paskudnie wygląda, i
            źle bym się z tym czuła.
            decyzja o ślubie i jego kształcie i tak stresogenna sama w sobie, nie może być
            wyciśnięta na mnie przez rodziców.
            nie udało im się namówić mnie do ubrania pantofelków na obcasie na ślub brata.
            do sukni założyłam glany, i uniknęłam odcisków, spuchniętych nóg i obtartych
            palców.
            i całe szczęście, bo po pięknym, tradycyjnym ślubie, życzeniach dla rodziców i
            kiczowatym zespole brat się prędko rozwiódł. odciski byłyby na darmo.
        • Gość: Jotka NOWY POST TUTAJ IP: *.ists.pl / 192.168.1.* 28.07.03, 20:57
          > moim zdaniem slub kościelny powinni brac ludzie
          > naprawdę wierzący, stosujący się do wszystkich wskazań KK (czyli
          > wstrzemięźliwość seksualna przed slubem, stosowanie metdo naturalnych, msza
          co
          > niedzielę, posty itp.). cała reszta to hipokryci - tak uważam, nic na to nie
          > poradzę:)

          Ciekawa jestem jaką miarą zmierzysz to czy ktos wierzy, czy nie. Dla mnie
          hipokrytami są ludzie którzy przestrzegają wszystkich wymienionych przez Ciebie
          kryteriów, ale poza tym dla bliźniego (a często dla własnej rodziny) są równie
          przyjaźni jak wirus Ebola.

          Istny Narennturm ;P
          • Gość: moboj Re: NOWY POST TUTAJ IP: 62.233.250.* 28.07.03, 22:03
            Gość portalu: Jotka napisał(a):

            >
            > Ciekawa jestem jaką miarą zmierzysz to czy ktos wierzy, czy nie. Dla mnie
            > hipokrytami są ludzie którzy przestrzegają wszystkich wymienionych przez
            Ciebie
            >
            > kryteriów, ale poza tym dla bliźniego (a często dla własnej rodziny) są
            równie
            > przyjaźni jak wirus Ebola.
            >
            > Istny Narennturm ;P

            otóż w moim poście pojawiły się takie oto słowa: "stosujący się do wszystkich
            wskazań KK". chyba nie spodziewałaś się, że ja tu wymienię wszystkie rzeczy,
            których dobry katolik powinien przestrzegać, bo pisałabym dwa dni (stąd
            skrót "itp").
      • mamalgosia Re: to jest to płatne??? 27.07.03, 11:35
        Soczewico, wielbicielko "Na Wspólnej". Dobrze, że zaznaczyłaś, że nie jesteś
        katoliczką i w takim razie Twój punkt widzenia jest zrozumiały. Ale dla
        katolika (z prawdziwego zdarzenia) nie jest to obojętne, czy ślub jest
        kościelny czy cywilny. Ma to zupełnie inne skutki.
        • soczewica Re: to jest to płatne??? 27.07.03, 14:25
          mamalgosia napisała:

          > Dobrze, że zaznaczyłaś, że nie jesteś katoliczką i w takim razie Twój punkt
          widzenia jest zrozumiały.

          nie wiem, gdzie wyczytałaś, że nie jestem katoliczką, ja napisałam, że nie
          praktykuję, nie wyrzekłam się chrztu.

          > Ale dla katolika (z prawdziwego zdarzenia) nie jest to obojętne, czy ślub jest
          > kościelny czy cywilny. Ma to zupełnie inne skutki.

          obawiam się niestety, że liczba tych z prawdziwego zdarzenia ma się nijak do
          liczby udzielanych ślubów. nie pojmę, o co chodzi osobom które sporadycznie
          uczęszczają do kościoła, że nagle pragną wziąć ślub przed księdzem, ale mam
          wrażenie, że tu nie liczy się duchowość, tylko biała suknia i cała
          oprawka. "romanticzna" oprawka.
          • mamalgosia Re: to jest to płatne??? 28.07.03, 11:46
            To właśnie jest bolesne, że katolików z prawdziwego zdarzenia jest mało wśród
            tych, którzy biorą śluby kościelne. Niestety to właśnie ci "niby katolicy"
            robią najwięcej hałasu i najwięcej się rzucają. A przeciez to takie proste: nie
            podoba się, to tego nie rób.
            Bardzo nie lubię zakłamania.
    • Gość: doku A czego się spodziewałaś po religijnych? IP: *.chello.pl 26.07.03, 16:17
      To przecież najgorsza ciemnota. Czasem nawet współczuję wam, wierzącym, ile
      poniżenia musicie znosić.
      • soczewica to nie tak 26.07.03, 16:29
        znam parę, która poznała się właśnie - w kościele :)
        ci z kolei mieli się pobierać za rok, ale z powodu dzidziusia (ha, krew nie
        woda, nawet katolicka) przyspieszyli imprezę. i oni musieli przebrnąć przez
        nauki kościelne, ale chyba nie było to dla nich jakąś wielką męką.
        cóż, przydarzyło im się dziecię, zresztą rozkoszne. nadal chodzą do kościoła co
        niedzielę, uczestniczą we wszystkich świętach.
        ale jeśli ktoś bierze ślub kościelny bo mu się marzy biała suknia i romantyczna
        oprawka, a kościół wącha następnym razem dopiero z okazji komunii dziecka, to
        nic innego jak głupota łamana przez ciemnogród.
        nie wiem czy na tym forum, ale gdzieś spotkałam takie zdanko: nie chodzę do
        kościoła zbyt często, ale "kościelny" jest bardziej duchowy niż "cywilny" (czy
        podobnie brzmiące ale w takim samym znaczeniu). hipo-kurde-kryzja. nic ponadto.
      • wiktorkaa Re: A czego się spodziewałaś po religijnych? 28.07.03, 13:57
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > To przecież najgorsza ciemnota. Czasem nawet współczuję wam, wierzącym, ile
        > poniżenia musicie znosić.

        a ja współczuję Tobie,ze jesteś tak ograniczonym człowiekiem i zamkniętym na
        wszystko,co nie zgadza się z Twoim zdaniem,przykre...
        • capa_negra Re: A czego się spodziewałaś po religijnych? 29.07.03, 14:16
          kogos mi przypominasz.......ale może sie myle
    • Gość: Mrufka Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 26.07.03, 17:20

      Po pierwsze: kursy przedmalzenskie powinny byc DOBROWOLNE.
      Po drugie: jesli juz sa obowiazkowe to w zadnym wypadku nie powinno sie za nie
      placic, to nie prawo jazdy! (A jak para jest biedna to kosciol jeszcze z niej
      zdziera, ale patalachy.)
      A co mnie najbardziej zdenerwowalo to ta wzmianka o obcej babie wciskajacej
      nosa w cykle. Powalilo kobiete do reszty, od tego jest lekarz-ginekolog!

      Mrufka.
    • Gość: renia Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: *.ath.spark.net.gr 26.07.03, 17:25
      Przepraszam najmocniej ale czy ja dobrze zrozumiałam? Żeby wziąć ślub trzeba
      skończyć jakiś kurs i wylegitymować się przed jakims instruktorem wykresami
      własnych cykli miesięcznych?? Jest to wymagane czy jakieś dobrowolne
      przedsięwzięcie? Brałam slub kościelny ale nic takiego nie bylo. Jesli teraz
      sprawa tak wyglada to faktycznie ja dziekuje serdecznie, to jakaś pomyłka. I w
      dodatku sa to kurzy platne? Bez sensu. Chyba ze zle cos zrozumialam.
      • jagna_jagna Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 26.07.03, 17:30
        Gość portalu: renia napisał(a):

        > Przepraszam najmocniej ale czy ja dobrze zrozumiałam? Żeby wziąć ślub trzeba
        > skończyć jakiś kurs i wylegitymować się przed jakims instruktorem wykresami
        > własnych cykli miesięcznych?? Jest to wymagane czy jakieś dobrowolne
        > przedsięwzięcie? Brałam slub kościelny ale nic takiego nie bylo. Jesli teraz
        > sprawa tak wyglada to faktycznie ja dziekuje serdecznie, to jakaś pomyłka. I
        w
        > dodatku sa to kurzy platne? Bez sensu. Chyba ze zle cos zrozumialam.


        Kurs i papirek trzeba mieć ale te obowiazkowe konsultacje?! Za moich czasów
        pani od cyklów sobie pogadała na kursie, przekazała co tam miała nam do
        przekazania i stwierdziła, że jak ktoś MA POTRZEBE skonsultować z nią swoje
        cykle to ona przyjmuje tu i tu i można przyjśc.
        Ale obowiązkowo i to jeszcze płatne? Przegięcie pały.
        A jak ktoś nie prowadził takich zapisków to co? Ma sobie wymyśleć żeby panią
        konsultant usatysfakcjonowac?!
      • Gość: moboj Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: 62.233.250.* 26.07.03, 19:09
        Gość portalu: renia napisał(a):

        > Przepraszam najmocniej ale czy ja dobrze zrozumiałam? Żeby wziąć ślub trzeba
        > skończyć jakiś kurs i wylegitymować się przed jakims instruktorem wykresami
        > własnych cykli miesięcznych?? Jest to wymagane czy jakieś dobrowolne
        > przedsięwzięcie? Brałam slub kościelny ale nic takiego nie bylo. Jesli teraz
        > sprawa tak wyglada to faktycznie ja dziekuje serdecznie, to jakaś pomyłka. I
        w
        > dodatku sa to kurzy platne? Bez sensu. Chyba ze zle cos zrozumialam.

        dobrze zrozumiałaś. w zeszłym roku trzy moje koleżanki ze studiów wyszły za
        mąż. wszystkie trzy brały udział w kościelnych naukach przedslubnych i od
        wszystkich trzech panie zażądały robienia wykresów i przedstawienia ich na
        ostatnich przedslubnych konsultacjach, żeby one mogły sprawdzić, czy para
        potrafi te naturalne metody stosować. paranoja normalnie. zwłaszcza, że te
        panie nie są lekarzami, więc nie są uprawnione do oglądania takich rzeczy.
        takie wykresy to ja mogłabym ginekologowi pokazać, ale nie jakiejs walniętej
        dewocie.
        • mamalgosia Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 27.07.03, 11:37
          Dobrowolność dobrowolnością, ale z innej beczki: nie uważam, żeby trzeba było
          być ginekologiem, żeby znać się na planowaniu rodziny, naprawdę
        • the_dzidka Taka ciekawostka 28.07.03, 11:21
          Moja przyjaciółka tez musiala chodzić na kursy i też wykazać się wykresami na
          ostatnim spotkaniu. Pan prowadzący (porady o sypianiu pod cienką kołdrą, aby
          nie przegrzać jąder, i o bieganiu codziennie po 5 km, żeby ostudzić niewłasciwe
          popędy) siedział w pokoju i po kolei przyjmował "zadanie domowe" do
          sprawdzenia, a dziewczęta w korytarzu pod sala w pośpiechu zżynały do zeszytów
          wykresy z jakiegoś mocno wyczytanego podręcznika typu zdrowie kobiety. Moja
          przyjaciółka weszła do pana, wyrąbała mu od drzwi, że ona nie ma 15 lat i nie
          będzie się wygłupiac ze spisywaniem wykresów z książki, a w ogóle to używa
          pigułek i nie ma najmniejszego zamiaru stosować metod "naturalnych".
          Pan na to z dezaprobatą: - Alez proszę pani, to przecież grzech!
          Moja przyjaciółka: - A to, że te panie za drzwiami za chwilę będą pana
          oszukiwać, twierdząc, że te wykresy to ich własna praca - to nie jest grzech?
          Pan jej zaliczył :-)
    • Gość: skoczek Do analfabetki IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.07.03, 17:27
      Gość portalu: małgo napisał(a):

      > żeznia

      Piśmienni ludzie napisaliby: rzeźnia.


      Pamiętaj analfabetko - skoczek patrzy.
      • soczewica do bucowatego skoczka 26.07.03, 17:31
        Gość portalu: skoczek napisał(a):

        > > żeznia
        > Piśmienni ludzie napisaliby: rzeźnia.

        jak tam pacanku? czekam na twoje naukowe uzasadnienie poprawności "tę" a "tą"
      • Gość: renia Do skoczka IP: *.ath.spark.net.gr 26.07.03, 17:32
        Nazywanie kogoś analfabetą z powodu błędu ortograficznego swiadczy o tym, że
        zupełnie nie kojarzysz znaczenia sława analfabeta. Dowiedz się najpierw kto to
        jest analfabeta, co oznacza 'pismienny" i wtedy pisz na forum bo tak to
        robisz z siebie niedouka żałosnego.
        • Gość: skoczek Do analfabetki IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.07.03, 17:47
          Gość portalu: renia napisał(a):

          > zupełnie nie kojarzysz znaczenia -----sława----
          • Gość: renia Re: Do analfabetki IP: *.ath.spark.net.gr 26.07.03, 17:58
            Ktoś, kto pisze żeźnia
            -popełnia błąd ortograficzny
            -nie zna poprawnej pisowni słowa "rzeźnia"
            - najprawdopodobniej umie pisac, skoro napisał "żeźnia", w juz na pewno
            Autorka wątku umie pisać, o czym łątwo się przekonac. Zatem analfabetką żadna
            miarą nie jest.

            Przy okazji: ktoś, kto pisze "sława" zamiast "słowa" popełnia błąd
            mechaniczny, tzw. literówkę i też nie jest analfabetą. Naganne, niechlujne,
            zwłaszcza, jeśli literówki pojawiają się często, ale z analfabetyzmem nie ma
            nic wspólnego.


            Skoczku miej mnie na oku, bedzie mi miło. Od 10 lat mieszkam za granicą i
            chętnie przyjmę krytykę mojego j. polskiego, bo wiesz, człowiek tak w piórka
            obrasta, ze szkoda gadać. Ale proponuję Ci wprowadzić więcej taktu i ogłady
            do tonu Twoich wypowiedzi.

            P.S. Jesli będziesz nadal niegrzeczny to przestanę traktować Cię z sympatią.
          • soczewica hehe 26.07.03, 18:09
            Gość portalu: skoczek napisał(a):

            > czytać. Ktoś, kto pisze "żeznia", nie potrafi pisać>

            błąd.
            taki ktoś nie potrafi pisać poprawnie. powtórz powolutku, może się uda: po-praw-
            nie.
            analfabetą nie jest w żadnym przypadku.
            coraz bardziej się przekonuję, że faktycznie jesteś wyedukowany ortograficznie,
            ale w złym kierunku i nie do końca. ktoś zaszczepił ci chamstwo (mamusia?) i
            nadwrażliwość na orty, ale zapomniał dodać małego kursu pt. Charakterystyczne
            cechy dyslektycznych/dysortograficznych błędów.
            pamiętaj buraku - soczewica czuwa. będe miała na ciebie oko, półinteligencie.
            • Gość: renia Re: hehe IP: *.ath.spark.net.gr 26.07.03, 18:18
              Prawda jest taka, że do wyłapania błędów, które udaje się skoczkowi wyłapac,
              nie potrzeba być w zaden specjalny sposób wyedukowanym, wystarczyło w
              podstawówce uwazać na lekcjach polskiego. W połączeniu z wyczuciem jezykowym i
              pewną taką wrażliwoscią na orty , taka znajomość ortografii jaką wykazał się
              jak do tej pory Skoczek nie jest zadnym wyczynem ani o madrosci czy wiedzy nie
              świadczy. Jestem natomiast przekonana, ze z prawdziwym dyktandem o wysokim
              stopniu trudnosci, wymagającym szczególowej wiedzy o zasadach pisowni w jezyku
              polskim, Skoczek (podobnie jak wiekszosć przecietnych ludzi - czyli takich, do
              jakich skoczek należy), by sobie nie poradził zadną miarą.
              • soczewica Re: hehe 26.07.03, 18:35
                zgadzam się.
                nie podejrzewam też naszego buraczka o wykształcenie polonistyczno-
                filologiczne, z bardzo prostej przyczyny: gdyby zajmował się tym zawodowo,
                szybko by mu się znudziło wyłapywanie błędów.
                gdyby każdy naukowy z IFP'ów tak szalał, nic innego oprócz nagminnych poprawek
                nie znalazłoby się na żadnym z forów.
                • Gość: moboj Re: hehe IP: 62.233.250.* 26.07.03, 19:12
                  soczewica napisała:

                  > zgadzam się.
                  > nie podejrzewam też naszego buraczka o wykształcenie polonistyczno-
                  > filologiczne, z bardzo prostej przyczyny: gdyby zajmował się tym zawodowo,
                  > szybko by mu się znudziło wyłapywanie błędów.
                  > gdyby każdy naukowy z IFP'ów tak szalał, nic innego oprócz nagminnych
                  poprawek
                  > nie znalazłoby się na żadnym z forów.

                  sama jestem polonistką, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby ludzi na forum
                  poprawiać. to nie szkółka skoczku. Tobie, skoczku, polecam kurs dobrego
                  wychowania.

                  • Gość: Lena Re: hehe IP: 80.48.96.* 26.07.03, 20:04
                    Skoczek ma zacięcie belferskie ale niestety metody starej daty. Moja babcia,
                    przedwojenna nauczycielka też uważała, że jak gówniarzowi przyleje się w dupę
                    to będzie grzeczniejszy a ubliżanie jest świetną metodą moblizowania do lepszej
                    pracy. Na szczęście nauczycielką była krótko a własnych dzieci dziadek nie
                    pozwoliłby bić. Przekonania jednak miała żelazne.
                    Do tego kolega skoczek prezentuje równie starą szkołę - ponieważ nie wie co
                    autor ma na myśli skupia się na ortografi i stylistyce. Nie bój się skoczku, tu
                    nie biją za odmienne przekonania. Możesz zaprezentować swoją piękną (nie
                    wątpię) polszczyznę i tym nowocześniejszym sposobem nauczysz innych
                    posługiwania się ojczystym językiem.
                    PS. Jeśli jesteś nauczycielem to uważaj, na rozprawie rozwodowej (jeśli
                    kiedykolwiek będziesz miał żonę) możesz dowiedzieć się, że jedyne co Ci w życiu
                    wychodzi to pisanie rozkładu zajęć dla rodziny. Doznasz szoku. Znam już takie
                    przypadki.
                  • zalotnica Re: hehe...moboj 26.07.03, 23:15
                    Gość portalu: moboj napisał(a):

                    > sama jestem polonistką, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby ludzi na forum
                    > poprawiać. to nie szkółka skoczku. Tobie, skoczku, polecam kurs dobrego
                    > wychowania.

                    Czy nadal jestes tego pewna co piszesz ? czy mam Ci przypomniec....?
                    • moboj Re: hehe...moboj 27.07.03, 11:12
                      zalotnica napisała:

                      > Czy nadal jestes tego pewna co piszesz ? czy mam Ci przypomniec....?

                      Zalotnica czujna jak zwykle:) fakt, Ciebie zdarzyło mi sie poprawić. jednak
                      ośmielę się zauważyć, że Ciebie w poprawianiu i pouczaniu nie przebije nikt:) i
                      nie chodzi tu o orty:)
                      • zalotnica Re: hehe...moboj 27.07.03, 13:16
                        moboj napisała:

                        > Zalotnica czujna jak zwykle:) fakt, Ciebie zdarzyło mi sie poprawić. jednak
                        > ośmielę się zauważyć, że Ciebie w poprawianiu i pouczaniu nie przebije nikt:)

                        Nauczycielka z krwi i kosci, ale to dobrze o; ...a to drugie zostawie bez
                        komentarza..
                        • moboj Re: hehe...zalotnico 27.07.03, 14:57
                          zalotnica napisała:

                          > Nauczycielka z krwi i kosci, ale to dobrze o; ...a to drugie zostawie bez
                          > komentarza..

                          no usmiechnij się:):):)
                          • zalotnica Re: hehe...moboj 27.07.03, 15:28
                            moboj napisała:

                            > zalotnica napisała:
                            >
                            > > Nauczycielka z krwi i kosci, ale to dobrze o; ...a to drugie zostawie be
                            > z
                            > > komentarza..
                            >
                            > no usmiechnij się:):):)

                            ...ale czy nie zauwazylas , ze zawsze to robie...? zycie jest wtedy o wiele
                            piekniejsze...
                            powodzenia
                            • Gość: moboj Re: hehe...zalotnico IP: 62.233.250.* 27.07.03, 15:45
                              zalotnica napisała:


                              > ...ale czy nie zauwazylas , ze zawsze to robie...? zycie jest wtedy o wiele
                              > piekniejsze...
                              > powodzenia

                              pozdrawiam:)
    • summa Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 26.07.03, 17:48
      O takich kursach macie tutaj wyczerpującą dyskusję:

      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=10607&w=4137564
    • kev1 buahaha 26.07.03, 22:48
      Widze ze najlepiej wyCHodzą wam wywody na temat ortÓw, cÓŻ za głębokie
      rozważania na temat poprawnej pisowni.
      Ludzie ktÓRZy nie umieją sie wypowiadać nie mają zdania bądz nie rozumieją
      poruszanych tematÓw zazwyczaj pier.... głupoty.
      Jedno jest pewne trzeba miec ostro nawalone do gara zeby siedziec ze słownikiem
      i sprawdzac orty na jakimś forum w necie.
    • matrek Nauki p.m. sa bezpłatne /nt 26.07.03, 23:08

      • Gość: renia to na co Małgo wydała 170 zeta? IP: *.ath.spark.net.gr 26.07.03, 23:27
        Bo ja tez słyszalam, ze sa bezpl. Ale nie sadze z kolei, ze Malgo sieje
        klamliwa propagande. Wyjasnijcie mi to prosze, bo ja na zadnym kursie p.m. nie
        bylam i normalnie oczom nie wierze jak to wszystko czytam.
        • Gość: małgo Re: to na co Małgo wydała 170 zeta? IP: *.compower.pl 27.07.03, 18:20
          Gość portalu: renia napisał(a):

          > Bo ja tez słyszalam, ze sa bezpl. Ale nie sadze z kolei, ze Malgo sieje
          > klamliwa propagande. Wyjasnijcie mi to prosze, bo ja na zadnym kursie p.m.
          nie
          > bylam i normalnie oczom nie wierze jak to wszystko czytam.


          Jestem z Krakowa i bynajmniej nic sobie nie wymyślam.Zasięgałam informacji na
          temat kursów dla narzeczonych jednak w kancelarii w ktorej załatwiamy ślubne
          formalnosci xiądz dysponował jednym adresem i ostro przekonywał abysmy własnie
          tam go odbyli. Ok okazało sie ze kurs trwa 2 dni koszt od pary to 140 zł + do
          tego obowiązkowe konsultacje w katolickiej poradni życia rodzinnego zamiennie z
          kursem naturalnego planowania rodziny ktorego koszt to 10 zł od osoby +
          materiały czyli jakies arkusze do obserwacji cykli na cały rok broszury
          itp.Więc prosze bez posądzeń o sianie kłamliwej propagandy.Jesli chodzi o sam
          kurs nie sądze by ludzie prowadzący go mieli fachowe przygotowanie czy tym
          bardziej wykształcenie medyczne. Okazało sie ze jedna z dziewczyn
          uczestniczących w kursie jest lekarzem nie powstrzymała sie od zadawania pytan
          co ewidentnie było nie na rekę prowadzącym.Mielismy niezły ubaw. Teorie o
          dziurach w prezerwatywach rozbawiły całą sale.Aha konsultacje w Poradni
          polegają na przedstawieniu własnych cykli ( spotkania są 2 w odstępach
          miesiąca)Żuciłam temat na forum bo chciałam wiedziec co Wy na to zrobiła sie z
          tego dyskusja o ortach jakas paranoja dla mnie ale oka i tak dobrze ze laski
          nie zaczeły wymieniac sie przepisami na szarlotke.Pozdro
          • zalotnica Re: to na co Małgo wydała 170 zeta? 27.07.03, 18:25
            Gość portalu: małgo napisał(a):

            >> > ... i tak dobrze ze laski
            > nie zaczeły wymieniac sie przepisami na szarlotke.

            Macie wspaniale poczucie humoru...
            • ana_75 Re: to na co Małgo wydała 170 zeta? 27.07.03, 18:49
              W Krakowie na kursy chodzi się do Dominikanów, a do poradni do Koscioła
              Mariackiego. W tych miejscach wszystko jest za darmo i bez wciskania kitów.
          • Gość: renia Re: to na co Małgo wydała 170 zeta? IP: *.ath.spark.net.gr 28.07.03, 15:32
            Małgo napisała:



            >Więc prosze bez posądzeń o sianie kłamliwej propagandy.



            Ależ wlasnie ja Cie NIE POSADZAM o sianie propagandy klamliwej, co wyraznie
            napisalam w swoim poscie. Pozdrawiam.
    • mamalgosia Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 27.07.03, 11:33
      Nie oburzaj się, że ktoś Ci fnduje powtórkę z biologii. Wierz mi, że ponad 80%
      kobiet nie jest w stanie określić u siebie dni płodnych. Jeśli jesteś w
      pozostałych 20% to bądź dumna, ale niestety Kościół musi taką powtórkę zrobić,
      bo wiedza jest skandalicznie niska
      • Gość: felinecaline Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: *.dial.proxad.net 27.07.03, 14:32
        powtorka z biologii bylaby nie od rzeczy, gdyby "serwowal" ja fachowiec i to
        nie od biologii, ale raczej ginekolog lub seksuolog. Sadze, ze jezeli KK
        podejmuje sie organizowania szkolen to powinien wziac MORALNA odpowiedzialnosc,
        by byly one merytoryczne . jesli panstwo placi katechetomù "uczacym" w szkolach
        panstwowych religii to KK powinien placic specjalistom za nauczanie na
        szkoleniach malzenskich czy jak je tam zwal tego, czego NIE CHCE DOPUSCIC w
        nauczaniu szkolnym; nie do pomyslenia jest, zeby takie szkolenia prowadzily
        jakies "zjawione" pancie i opowiadaly nowozencom in spe niestworzone rzeczy o
        jakich czytam w tym i pokrewnym temacie. Ze znalezieniem funduszy nie powinno
        byc klopotu, jako, ze datki "tacowe" czy inne okolicznosciowe plyna wartkim
        strumieniem.
        • niedzwiedziczka Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 27.07.03, 16:27
          Gość portalu: felinecaline napisał(a):

          > powtorka z biologii bylaby nie od rzeczy, gdyby
          "serwowal" ja fachowiec i to
          > nie od biologii, ale raczej ginekolog lub seksuolog.

          Na kursie, na który ja chodziłam był ginekolog i nikt nie
          wymagał wykresów cykli miesięcznych.
          >
          za nauczanie na
          > szkoleniach malzenskich czy jak je tam zwal tego, czego
          NIE CHCE DOPUSCIC w
          > nauczaniu szkolnym;

          Przepraszam, ale ale za czasów AWS była mowa o
          wprowadzaniu nauczania o życiu w rodzinie (w tym
          zachowania seksualne). Obecny rząd tylko mówi o nauczaniu
          seksualnym i ewentualnie pozwala na douczanie w
          programach typu "Rower Błażeja", gdzie wychowanie
          seksualne zaczyna się od "może wy też jesteści bi, posimy
          o telefony".
          ja już chyba wspomianłam, że za czasów prześwietnej
          komuny, której obecny rząd jest kontynuacją pierwsze
          wiadomości :skąd się biora dzieci" otrzymałam na
          lekcjach religii (prowadzącą była kobieta, osoba świecka).



          >nie do pomyslenia jest, zeby takie szkolenia prowadzily
          > jakies "zjawione" pancie i opowiadaly nowozencom in spe
          niestworzone rzeczy o
          > jakich czytam w tym i pokrewnym temacie. Ze
          znalezieniem funduszy nie powinno
          > byc klopotu, jako, ze datki "tacowe" czy inne
          okolicznosciowe plyna wartkim
          > strumieniem.

          Jeśli ja chodziłam na kursy prowadzone przez ginekologa,
          to o jakim specjaliści mówisz?
          • Gość: feline Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: *.dial.proxad.net 27.07.03, 17:48
            Tylko problem w tym, ze AKURAT TY chodzilas na kursy prowadzone przez gineko a
            znakomita wiekszosc osob wypowiadajacych sie w temacie mialo szanse "zalapac
            sie" na prowadzaca "pania" o wyzej nie wyjasnionej specjalizacji. Gdyby
            proporcje byly odwrotne nie bylo by wiekszego problemu. Co do edukacji
            seksualnej lezy ona martwym neptkiem niezaleznie od tego, kto akurat jest u
            wladzy.
            • zalotnica Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 27.07.03, 17:54
              Gość portalu: feline napisał(a):

              > Co do edukacji
              > seksualnej lezy ona martwym neptkiem niezaleznie od tego, kto akurat jest u
              > wladzy.

              Juz nie przesadzajcie tak z ta edukacja seksualna, bo w XXI wieku, nawet
              dzieci w przedszkolu juz wiedza skad sie biora dzieci. Ja nazwalabym to
              lekcewazeniem, i obojetnie ile takich kursow sie przejdzie, ktos LENIWY
              i tak "gumki" nie zalozy...bo tu chodzi tylko o te przyjemnosci...
          • ana_75 Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 27.07.03, 18:54
            niedzwiedziczka napisała:
            pierwsze
            > wiadomości :skąd się biora dzieci" otrzymałam na
            > lekcjach religii (prowadzącą była kobieta, osoba świecka).


            Ja też na lekcji religii otrzymałam informacje skąd się biora dzieci. Miałam
            wtedy chyba 6 lat i zakonnica wciskała nam kit, że dziecko bierze się z takiego
            ziarenak, które kobieta ma pod sercem. Jak chce dziecko to musi się goraco
            modlic do Boga. Wtedy Bóg dmucha na to ziarenko i z niego powstaje dzidziuś.
            Przez długi czas bałyśmy się z koleżankami bawić w dom. Bałysmy się, że Pan Bóg
            pomysli ze chcemy mieć dzieci i będziemy w ciąży.

            Ech ta katolicka edukacja: ciemnogród i zacofanie.
            • Gość: GOSC Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: 80.51.242.* 28.07.03, 11:44
              Jets wyspa, wyspa za morzem dziewięciu miesięcy
              gdzie dzieci rosną, rosną na drzewach
              i słońce rozdaje im złote szturchańce
              i moga i moga i moga jak jabłka dojrzewać
              Bęc,bęc, bęc już jeden leci
              pac,pac,pac już drugi spada
              bęc, bęc, bęc sypią sie dzieci
              jak tłusty różowy grad
              Pod wieczór na wyspę przychodzą dorosli...
              i zostawia te dzieci co płaczą
              a biorą, a biorą a biorą ze sobą wesołe.

              Czy uważasz, że ta osoba, która ten wiersz ułożyła też Ci kit wsiskała.
              Zakonnica i religia nie są od uświadamiania ginekologiczno-położniczego
              Tylko od uswiadomienia podopiecznym, że dzieci są darem Boga.
              A dusza "tchnieniem Bozym".
              Wiele w tym poezji, co mówiła, aż szkoda, że mnie tak nie uświadomiono
              (oszczedzę Ci wesji, jaką mi zafundowały przyjaciółki), zazdroszczę Ci.
              • ana_75 Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 17:48
                Ja w tym nie widzę żadnej poezji. Swoją durną paplaniną zakonnica wzbudziła
                tylko w nas dziewczynkach strach.
                Lepiej nic nie mówić niż wciskać dzieciom jakieś brednie.
            • Gość: Pani z poradni Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: 80.51.242.* 28.07.03, 11:58
              Zasadniczo, zeby prowadzic nie "kursy" wystarczy posiadac dyplom Nauczyciela
              Naturalnego Planowania Rodziny. Dyplom taki wydaje Instytut Matki i Dziecka w
              warszawie lub jego terenowe oddziały oraz Stowarzyszenie Nauczycieli
              Naturalnego Planowania Rodziny. Wymagany jest egzamin z metody angielskiej i
              zasad nauczania metody. Niektóre osoby zatrudnione w parafialnych poradniach
              rodzinnych mają Podyplomowe Studium Wychowania Rodzinnego i
              Seksualnego.Diecezjalne poradnie zazwyczaj zatrudniają lekarza.
              Kursy przedmałżeńskie - to nie te samo co nauki przedmałżeńskie. Takie kursy
              powinny prowadzic osoby mające przygotowanie pedagogiczno-biologiczne.... Kurs
              ma za zadanie pomoc psychologiczną oraz nauczenie sie metod naturalnego
              planowania rodziny. Więc jesli na nie ktos się zapisuje niech nie traktuje
              zajęć z naturalnego planowania rodziny jako szykan, bo to straszna
              dziecinada.Ostatecznie sam się zdeklarował.
              Natomiast nauki, mają, jak napisał GOSC, za zadanie pouczenie o podstawowych
              obowiązkach małżeńskich i nauce Kościoła dotyczacej zagadnień małżenstwa i
              rodziny. Wtedy nie wymaga się malowania wykresów! Osoba, która na nauki chodzi,
              musi zdawać sobie sprawę, że zgodziła sie "zostac pouczoną", ale nikt jej nie
              każe się zgadzać z ową nauką. Niemniej i w tym wypadku obowiązuje zachowanie
              odpowiednie do powagi chwili jaką jest udzielenie sakramentu małżeństwa.W
              wielu diecezjach można wybrac nauki lub kursy, w innych są tylko nauki. Być
              może, jak komuś zależy na czasie, to płaci za taki kurs (wyjazdowy ?) stąd
              nieporozumienia. Nauki u nas są za darmo, materiały można kupić, jak ktoś chce.
              I do tego, każdy ( z funduszy parafii) dostaje kilka odbitek gratis (
              broszurkę o obronie zycia itp).PzP
            • Gość: paw Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.07.03, 14:35
              ana_75 napisała:

              > niedzwiedziczka napisała:
              > pierwsze
              > > wiadomości :skąd się biora dzieci" otrzymałam na
              > > lekcjach religii (prowadzącą była kobieta, osoba świecka).
              >
              >
              > Ja też na lekcji religii otrzymałam informacje skąd się biora dzieci. Miałam
              > wtedy chyba 6 lat i zakonnica wciskała nam kit, że dziecko bierze się z
              takiego
              >
              > ziarenak, które kobieta ma pod sercem. Jak chce dziecko to musi się goraco
              > modlic do Boga. Wtedy Bóg dmucha na to ziarenko i z niego powstaje dzidziuś.
              > Przez długi czas bałyśmy się z koleżankami bawić w dom. Bałysmy się, że Pan
              Bóg
              >
              > pomysli ze chcemy mieć dzieci i będziemy w ciąży.
              >
              > Ech ta katolicka edukacja: ciemnogród i zacofanie.


              A jakie informacje chciałaś usłyszeć w wieku 6 lat? Instrukcję zakładania
              spirali?
              Wyluzujcie się ludzie, bo wasze antykościelne (bo już nawet nie antyklerykalne)
              zacietrzewienie przekracza wszelkie granice!!
        • mamalgosia Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 11:43
          Przepraszam Cię bardzo, ale nie uważam, zeby tzreba było być ginekologiem, albo
          seksuologiem, zeby znać się na naturalnych metodach planowania rodziny!!!
          A jeśli już o ginach, to mój - zreszta bardzo fajny, miły itp - nie potrafił
          ocenić fazy cyklu na podstawie badania szyjki macicy. Żałosne
    • Gość: Anton Kipski xiądz proboszcz... IP: *.acn.waw.pl 28.07.03, 10:07
      ...potrafi odgonić od Kościoła więcej ludzi niż niejeden Wolter.

      Jak to, kurka, jest, że ludziom wierzącym, blisko związanym z Kościołem, takie
      problemy zdarzają się istotnie rzadziej? Że np. na kursie przedmałżeńskim, na
      który ja się wybrałem, o cyklach i owulacjach mówił lekarz ginekolog? Że cały
      kurs prowadziło kilka sympatycznych par małżeńskich, o których można było
      powiedzieć różne rzeczy, ale akurat nie to, że były zdewociałe?

      Sądzę, że bierze się to m.in. z tego, że ja wiem, czego szukam i wiem gdzie
      tego szukać. Kiedy idę na kurs przedmałżeński to nie po to, żeby odfajkować
      glejt dla xiędza proboszcza, tylko po to, żeby się dowiedzieć czegoś o
      małżeństwie, o mojej narzeczonej i o sobie. Nie idę na byle jaki kurs, na
      chybcika, bo w tej parafii mniej wymagają, bo coś tam. Idę na kurs porządny, o
      którym wiem, że jest dobry, który zaliczyli jacyś moi znajomi.

      Coś jak z wyborem dentysty. Jeśli ci konował rozwali ząb, to nie klniesz na
      żmijowe plemię dentystyczne, tylko po prostu szukasz lepszego.
      • aguszak Otóż to Anton :))) 28.07.03, 10:33
        Gość portalu: Anton napisał(a):

        > ...potrafi odgonić od Kościoła więcej ludzi niż niejeden Wolter.
        >
        > Jak to, kurka, jest, że ludziom wierzącym, blisko związanym z Kościołem,
        takie
        > problemy zdarzają się istotnie rzadziej? Że np. na kursie przedmałżeńskim, na
        > który ja się wybrałem, o cyklach i owulacjach mówił lekarz ginekolog? Że cały
        > kurs prowadziło kilka sympatycznych par małżeńskich, o których można było
        > powiedzieć różne rzeczy, ale akurat nie to, że były zdewociałe?
        >
        > Sądzę, że bierze się to m.in. z tego, że ja wiem, czego szukam i wiem gdzie
        > tego szukać. Kiedy idę na kurs przedmałżeński to nie po to, żeby odfajkować
        > glejt dla xiędza proboszcza, tylko po to, żeby się dowiedzieć czegoś o
        > małżeństwie, o mojej narzeczonej i o sobie. Nie idę na byle jaki kurs, na
        > chybcika, bo w tej parafii mniej wymagają, bo coś tam. Idę na kurs porządny,
        o
        > którym wiem, że jest dobry, który zaliczyli jacyś moi znajomi.
        >
        > Coś jak z wyborem dentysty. Jeśli ci konował rozwali ząb, to nie klniesz na
        > żmijowe plemię dentystyczne, tylko po prostu szukasz lepszego.

        Nic dodać, nic ująć...
        Ja za żadne nauki przedmałżeńskie nie płaciłam, a chodziłam na nie do dwóch
        parafii na przemian, bo chcieliśmy się szybciej wyrobić i chodziliśmy dwa razy
        w tygodniu. Za ślub kościelny (z organistą) zapłaciłam w sumie 150 PLN i nikt
        się na mnie krzywo nie patrzył, że nie daję więcej, ot co! Inna sprawa, że
        część kwiatów od gości oddaliśmy do kościoła, bo na drugi dzień po weselu
        wyjeżdżaliśmy na urlop i szkoda było, żeby się zmarnowały - proboszcz się
        bardzo ucieszył, bo mało kto tak robi :)
        To bardzo zależy od naszego podejścia do sytuacji... A jak ktoś bardzo chce, to
        i w nowym moście dziurę znajdzie :)))
        Pozdrowionka :)
      • dorotka1970 Re: Kipski xiądz proboszcz... 28.07.03, 10:40
        To najbardziej przekonujacy post na ten temat jaki czytalam.

        Pozdrawiam,
        Dorotka

        P.S. Jesli sie powtorze to sorki, ale cos mi dzis kompik szwankuje.
        --------
        Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
        • Gość: Anton Ach, kłaniam się w pas i rumienię... nt. IP: *.acn.waw.pl 28.07.03, 11:57
          :)
      • sagan2 Re: Kipski xiądz proboszcz... 28.07.03, 10:57
        oczywiscie w tym, co pisze Anton jest bardzo duzo racji.
        mam jednak kilka "ale" ;)

        po pierwsze - nie kazdy moze sobie wybrac kurs... ja
        mieszkam za granica, jest jeden polskojezyczny kosciol
        katolicki, nie ma wyboru... mysle, ze w malych
        miasteczkach czy na wsiach tez nie ma zadnego wyboru...
        blogoslawieni, ktorzy mieszkaja w krakowie czy warszawie
        i maja do wyboru dziesiatki parafi...
        ... i z tym wiaze sie moje drugie bardzo powazne "ale" -
        skoro kosciol wymaga tych kursow (bez "lapowki" sa
        obowiazkowe), to powinien zadbac, by byly na przyzwoitym
        poziomie. wydaje mi sie, to obowiazek moralny kosciola -
        przeciez te kursy maja za zadanie przygotowac ludzi do
        wspolnego zycia ze soba przez wiele lat, w zdrowiu i
        chorobie, w szczesciu i nieszczesciu... (a nie sa, jak
        mysla niektorzy, po to, aby je "odbebnic"...). dlatego w
        sumie nakladam i na kosciol obowiazek prowadzenia dobrego
        kursu, a nie tylko koniecznie na narzeczonych szukania
        dobrego kursu...
        oczywiscie, kto szuka, ten pewnie znajdzie, ale marzy mi
        sie, aby kazdy mogl sie napic z krynicy madrosci "ot tak,
        po prostu"
        • Gość: GOSC Re: Kipski xiądz proboszcz... IP: 80.51.242.* 28.07.03, 11:32
          Mylisz się, jesli sądzisz, że kursy te mająza zadanie ....itp.
          One są po to, by Twoje małżeństwo było zawarte ważnie.
          Musisz miec podstawową wiedzę na temat tego, w co się pakujesz.Jesli ksiądz
          kogoś zwalnia z nauk, to osobą, co do której jest pewien, że te wiedze na pewno
          posiada.
          Wykresów nie musisz robic, to po prostu zacheta, nie chcesz - powiedz
          GRZECZNIE nie, to wszystko.
        • Gość: Anton Re: Kiepski xiądz proboszcz... IP: *.acn.waw.pl 28.07.03, 11:56
          sagan2 napisała:

          > skoro kosciol wymaga tych kursow (bez "lapowki" sa
          > obowiazkowe), to powinien zadbac, by byly na przyzwoitym
          > poziomie. wydaje mi sie, to obowiazek moralny kosciola -

          Oczywiście że tak. Za każde zaniedbanie w tej sprawie Kościół drogo zapłaci!
          Zresztą już płaci - wystarczy poczytać posty zniechęconych jakimś niedobrym
          kursem. Takie kursy nie powinny być niedobre. No ale niestety, są księża i
          księżyska i trudno jest to przeskoczyć. Fajny tekst na ten temat "W drodze",
          bez różu, ale za to z brutalną prawdą:
          www.mateusz.pl/wdrodze/nr354/09-wdr.htm
          > przeciez te kursy maja za zadanie przygotowac ludzi do
          > wspolnego zycia ze soba przez wiele lat, w zdrowiu i
          > chorobie, w szczesciu i nieszczesciu... (a nie sa, jak
          > mysla niektorzy, po to, aby je "odbebnic"...). dlatego w
          > sumie nakladam i na kosciol obowiazek prowadzenia dobrego
          > kursu, a nie tylko koniecznie na narzeczonych szukania
          > dobrego kursu...

          Otóż to, otóż to. Chociaż z drugiej strony człowiek sam ma obowiązek szukać i
          znajdować. Sam sakrament go z tego nie zwalnia.

          > oczywiscie, kto szuka, ten pewnie znajdzie, ale marzy mi
          > sie, aby kazdy mogl sie napic z krynicy madrosci "ot tak,
          > po prostu"

          Ba!
    • clodine Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 11:36
      Moja siostra cioteczna z mezem prowadza takie kursy, i mimo ze to moja rodzina
      to nie mam o nich najlepszego mniemania - a to dlatego iz oni swiecie wierza
      (szczegolnie maz siostry) ze homoseksualisci rodza sie dlatego iz kobiety
      zazywaja tabletek antykoncepcyjnych i prezerwatyw i goraco na swoich kursach
      potepiaja ich uzywanie. Wykresy z cyklem miesiecznym kaza przygotowywac na
      zakonczenie kursu - bez tego nie ma zaliczenia, i traktuja to jako rzecz
      zupelnie najnormalniejsza na swiecie (bo przeciez ktos moze nie wiedzie jak sie
      metoda naturalna planuje rodzine). Przygotowania medycznego nie maja w ogole,
      jedynie pedagogiczne i filozoficzne.. I czasem po prostu rece opadaja jak sie
      slucha czego oni mlodych przed tym slubem ucza.. ehh :/
      • mandaryn_a Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 14:18
        Skonczylismy te kursy jakies 3 tygodnie temu. Za miesiac mamy slub. Na kursie
        pani nam opowiadal o metodach naturalnych, ktore, jako katoliczka, jak
        najbardziej popieram, ale wylacznie do planowania dzieci. To dobre dla kobiety
        je znac - zwlaszcza kiedy stracie sie o dziecko. Ale Boze Święty!!! Nigdy,
        kiedy ciąży chcesz uniknąć.
        Kobieta mi mówiła, że metoda naturalna jest najlepsza, najbezpieczniejsza i że
        jeśliładnie sobie obliczę i poobserwuje śluz - dzidzi nie będzie!!! Ale mówiła,
        że profesor z Australii, który wynalazł metodę obserwacji ślubnych i stosowała
        ją przez całe życie jego żona ma 9 (!!!) dzieci. 9 !!!
        Na koniec wykładów pani nas spytała czy w planowaniu dziecka będziemy stosować
        obserwację śluzu, temp. itd. odpwoeidzielaiśmy, że tak. Pani spyatała czy
        bedziemy całe życie stosować metody naturlne jakoby zapobiec ciąży.
        Odpowiedzieliśmy, że nie. że śodki antykoncepcyjne dają nam mniejsze ryzyko
        zajścia w ciążę. Że nie stać nas na wychowywanie nawet 3 dzieci, a co dopiero 9
        (!!!) jak pana prfesora z Australii. Wiem, że przeniosłam nieco tak piękną
        sparwę - jak to nam powtarzała pani poradni i pani katechetka - jak narodzenie
        dzieciatka do spraw przyziemnych i materializmu, ale kurde naprawdę mnie nie
        stać. WŁaśnie dlatego nie będę obserować śluzu. Nie będę stosować metody
        naturalnej jako metody zapobiegawczej. Środki antykoncepcyjnej są stworzone
        przez człowieka, a człowiek przez Boga. Ilke jest taki rzeczy???? Ile???? To
        tak jakby zakazać nipełnosprawnemu stosować implantów lub sztucznych protez, bo
        to nienaturalne!!! Proteza jest sztuczna, ingeruje w nature!!!
        • Gość: Anton Metody naturalne IP: *.acn.waw.pl 28.07.03, 14:50
          Dlaczego ile razy jest mowa o kursach przeciwmałżeńskich tyle razy słyszę
          protest przeciwko naturalnym metodom planowania rodziny?

          mandaryn_a napisała:
          >mówiła,
          > że profesor z Australii, który wynalazł metodę obserwacji ślubnych i
          stosowała
          > ją przez całe życie jego żona ma 9 (!!!) dzieci. 9 !!!

          No i co, że 9? A ile chciała ich mieć? Może właśnie 9. A może 10?

          > Środki antykoncepcyjnej są stworzone
          > przez człowieka, a człowiek przez Boga. Ilke jest taki rzeczy???? Ile???? To
          > tak jakby zakazać nipełnosprawnemu stosować implantów lub sztucznych protez,
          bo
          > to nienaturalne!!! Proteza jest sztuczna, ingeruje w nature!!!

          Nie o to chodzi. Zasadnicza kwestia związana z metodami naturalnymi - i
          przyczyna dla której Kościół je właśnie zaleca to fakt, że nie ingerują one w
          sam stosunek. Że małżonkowie nie oddzielają się od siebie sztucznymi barierami,
          że wreszcie - nie traktują się wzajemnie li tylko jako przedmioty użycia.

          To nie jest kwestia jakiejś tam "wyższości matematyki nad chemią" tylko tego,
          że stosunek powinien być otwarty na możliwość powstania życia. Otwarty, co nie
          znaczy, że za każdym razem tak się musi kończyć. W przeciwnym przypadku masz
          coś w rodzaju uczty Lukullusa. Kolesie obżerają się pasztetami i fruktami,
          potem idą na zaplecze, wymiotują i encore to samo. Czy to jest piękne i
          naturalne? Nie jest. Tak samo z seksem "antykoncypowanym".
          • wiktorkaa Re: Metody naturalne 28.07.03, 15:22
            Gość portalu: Anton napisał(a):

            > No i co, że 9? A ile chciała ich mieć? Może właśnie 9. A może 10?

            coś trudno mi uwierzyć w to,ze ktoś świadomie chce i palnuje 9 lub 10 dzieci


            > Nie o to chodzi. Zasadnicza kwestia związana z metodami naturalnymi - i
            > przyczyna dla której Kościół je właśnie zaleca to fakt, że nie ingerują one w
            > sam stosunek. Że małżonkowie nie oddzielają się od siebie sztucznymi
            barierami,że wreszcie - nie traktują się wzajemnie li tylko jako przedmioty
            użycia.

            nie uważam,aby stosowanie antykoncepcji hormonalnej powodowało to,ze oddzielają
            oni się od siebie,to bzdura nie mająca się w żaden sposób do rzeczywistości.Nie
            traktuję mojego partnera jak przedmiot tylko go kocham.

            Kolesie obżerają się pasztetami i fruktami,
            > potem idą na zaplecze, wymiotują i encore to samo. Czy to jest piękne i
            > naturalne? Nie jest. Tak samo z seksem "antykoncypowanym".

            nie uważam seksu 'antykoncepcyjnego' za coś złego,czy stosuje antykoncepcję czy
            nie tak samo traktuję tą osobę,a na pewno to nie powoduje,że traktuję tą osobę
            przedmiotowo.
            • Gość: Anton Re: Metody naturalne IP: *.acn.waw.pl 28.07.03, 15:56
              wiktorkaa napisała:
              > coś trudno mi uwierzyć w to,ze ktoś świadomie chce i palnuje 9 lub 10 dzieci

              No widzisz, a niektórym się tak zdarza, że chcą mieć dzieci ile wlezie.I co im
              zrobisz? Reedukacja?

              > nie uważam seksu 'antykoncepcyjnego' za coś złego,czy stosuje antykoncepcję
              czy
              > nie tak samo traktuję tą osobę,a na pewno to nie powoduje,że traktuję tą
              osobę
              > przedmiotowo.

              Różnica jest taka, że decydujesz się na oderwanie aktu seksualnego od jego
              naturalnego celu. To tak jak to jedzenie dla samej przyjemności, a nie dla
              najedzenia się.
              • hal9000 Re: Metody naturalne 28.07.03, 20:53
                Gość portalu: Anton napisał(a):

                > Różnica jest taka, że decydujesz się na oderwanie aktu seksualnego od jego
                > naturalnego celu. To tak jak to jedzenie dla samej przyjemności, a nie dla
                > najedzenia się.

                A przy stosowaniu NPR w celu uniknięcia ciąćy to o co chodzi?
              • wiktorkaa Re: Metody naturalne 29.07.03, 07:56
                Gość portalu: Anton napisał(a):


                > No widzisz, a niektórym się tak zdarza, że chcą mieć dzieci ile wlezie.I co
                im
                > zrobisz? Reedukacja?

                Wiele jest rodzin gdzie ludzie chca mieć dzieci ile wlezie tylko potem niech
                nie płaczą i nie prosza o pomoc.

                > Różnica jest taka, że decydujesz się na oderwanie aktu seksualnego od jego
                > naturalnego celu. To tak jak to jedzenie dla samej przyjemności, a nie dla
                > najedzenia się.

                Jem dla przyjemności również,kocham się też m.in.dla przyjemności-czy to coś
                złego,ze coś robi sie dla przyjemności?
          • mandaryn_a Re: Metody naturalne 28.07.03, 15:47
            Gość portalu: Anton napisał(a):

            > Dlaczego ile razy jest mowa o kursach przeciwmałżeńskich tyle razy słyszę
            > protest przeciwko naturalnym metodom planowania rodziny?

            W latach 50. nawet księżą burzliwie obradowali nad tą kwestią. Niestety znam
            księży którzy sami zastanawiają się czy te kursy w ogóle są potrzebne!!!


            > No i co, że 9? A ile chciała ich mieć? Może właśnie 9. A może 10?


            A z 10 jest w ciąży, bo źle wyliczyła dni płodne, uups!! nie źle, tylko
            organizm jej zaszalał i wypuścił sobie jajeczko 3 dni wcześniej!!! Niestety
            profesor musi zwiększyć ilość godzin pracy i wykładów z 11 na 13 na dobę. Nie
            dziękuję.



            > Nie o to chodzi. Zasadnicza kwestia związana z metodami naturalnymi - i
            > przyczyna dla której Kościół je właśnie zaleca to fakt, że nie ingerują one w
            > sam stosunek. Że małżonkowie nie oddzielają się od siebie sztucznymi barierami


            ALe nie uważasz, że to akurat to nie powinno nikogo interesować????!!!! A już
            zwłaszcza kościół. Tabletka antykoncepcyjna nie jest dla mnie żadną barierą,
            ani w doznaniu miłości przez mojego męża, ani w moralności. Dlatego, że wolę
            zapobiec tej ciąży niż później zadreczać się materialnie i MORALNIE, że mojego
            ukochanego dziecka nie mogę wyżywić, ubrać, wykształcić, że nie mam na toi
            pieniędzy. Czyż nie powstaje pytanie, że materializm wygrywa teraz z
            moralnością. A może już wygrał. LEPIEJ ZAPOBIEC i penwie zapobiec NIŻ PÓXNIEJ
            SIĘ MARTWIĆ, ŻE NIE MAM NA CHLEB


            > że wreszcie - nie traktują się wzajemnie li tylko jako przedmioty użycia.


            Mój mąż używa prezerwatywy - ja tego nie czuję, on tego nie czuje - jest
            fajnie, ale AAA JESTEŚMY PRZEDMIOTAMI???




            > To nie jest kwestia jakiejś tam "wyższości matematyki nad chemią" tylko tego,
            > że stosunek powinien być otwarty na możliwość powstania życia.

            to prawda, ale kiedyś przecież nie było takich problemów, bo nie było środków
            anty. bo nie było problemów ze zdobyciem pieniędzy. Ale teraz jest inaczej, ale
            świat jest materialny, teraz w seksie ważna jest przyjemność bez trzęsienia, że
            o kurcze nie możemy bo dzisiaj jajeczkuje... Teraz ten świat niestety nie na
            tym polega. Dziewczyny tracą dziewictwo w wieku 16 lat (średnia), dla
            amerykanek tylko liczy się przyjemność seksualna - to już nie jest akt
            powstaania dziecka - to seks - dziki seks...
            Teraz dziecko w małżeństwach jest planowane, bardzo konkretnie, po długich
            przemyśleniach... czy jesteśmy gotowi je wychować czty nas na to stać???!!!

            > Kolesie obżerają się pasztetami i fruktami,
            > potem idą na zaplecze, wymiotują i encore to samo. Czy to jest piękne i
            > naturalne? Nie jest. Tak samo z seksem "antykoncypowanym".


            Przecież przeżycie aktu seksualnego, orgazmu, odczuć podczas gry wstępnej jest
            identyczne jak biorę tabletkę i jak jej nie biorę!!!!
            • Gość: Anton Re: Metody naturalne IP: *.acn.waw.pl 28.07.03, 16:02
              mandaryn_a napisała:

              > ALe nie uważasz, że to akurat to nie powinno nikogo interesować????!!!! A już
              > zwłaszcza kościół.

              No więc Kościół to jest taki geszeft, który ci mówi: to jest dobre, a to złe.
              Tak robić należy, a tak nie. Pytanie tylko, czy Ciebie interesuje, co Kościół
              mówi. Bo że mówi i że będzie mówić - taką ma rolę i zdaje się to jeszcze nie
              jest zakazane.

              > Tabletka antykoncepcyjna nie jest dla mnie żadną barierą,
              > ani w doznaniu miłości przez mojego męża, ani w moralności. Dlatego, że wolę
              > zapobiec tej ciąży niż później zadreczać się materialnie i MORALNIE, że
              mojego
              > ukochanego dziecka nie mogę wyżywić, ubrać, wykształcić, że nie mam na toi
              > pieniędzy. Czyż nie powstaje pytanie, że materializm wygrywa teraz z
              > moralnością. A może już wygrał. LEPIEJ ZAPOBIEC i penwie zapobiec NIŻ PÓXNIEJ
              > SIĘ MARTWIĆ, ŻE NIE MAM NA CHLEB

              Nie popadajmy w przesadyzm, chleb jest po 1,50 zł.

              > Mój mąż używa prezerwatywy - ja tego nie czuję, on tego nie czuje - jest
              > fajnie, ale AAA JESTEŚMY PRZEDMIOTAMI???

              No właśnie o coś takiego - sprowadzenie wszystkiego do "jest fajnie" - chodzi.

              > to prawda, ale kiedyś przecież nie było takich problemów, bo nie było środków
              > anty. bo nie było problemów ze zdobyciem pieniędzy. Ale teraz jest inaczej,

              Tia... Kiedyś to Polska rosła w siłę, a ludzi żyli dostatniej. Nie piernicz!
              Żyjemy w najbogatszej epoce w historii, a cały czas histeryzujemy, że na nic
              nas nie stać.

              > Dziewczyny tracą dziewictwo w wieku 16 lat (średnia), dla
              > amerykanek tylko liczy się przyjemność seksualna - to już nie jest akt
              > powstaania dziecka - to seks - dziki seks...

              Ja rozumiem, ale czy to dobrze, czy źle?

              > Przecież przeżycie aktu seksualnego, orgazmu, odczuć podczas gry wstępnej
              jest
              > identyczne jak biorę tabletkę i jak jej nie biorę!!!!

              Nie wątpię w to ani przez chwilę. Panom Rzymianom też frukty smakowały.
              • mandaryn_a Re: Metody naturalne 28.07.03, 16:58
                Gość portalu: Anton napisał(a):
                > No właśnie o coś takiego - sprowadzenie wszystkiego do "jest fajnie" - chodzi.


                To prawda, teraz wszystko sprowadzane jest do przyziemności czyli do ”jest
                fajnie”
                > Tia... Kiedyś to Polska rosła w siłę, a ludzi żyli dostatniej.

                Nie mówię o Polsce lecz o świeicie - sięgnij po literturę społeczno z końca
                XVIII wieku to skapujesz o czym mówię

                Nie piernicz!


                Nie mów tak brzydko...:)

                > Żyjemy w najbogatszej epoce w historii, a cały czas histeryzujemy, że na nic
                > nas nie stać.

                Zbyt prosto do tego podchodzisz. To najbogatsza epoka pod względem potrzeb
                niestety nienajbogatsza pod względem ich urzeczywistaniania. To bogactwo widać
                na półkach sklepowych niestetyy nie w kieszeniach społeczeństw. I tu jest
                zasadnicza różnica. Niestety dla niektórych osób (nawet dla moich krewnych)
                1,50 za bochen chleba to wiele. Dlatego korzystniej kupić mąkę za 69 gr. w
                Tesco i upiec chleb na 3 dni.
                • Gość: India Re: Metody naturalne IP: *.k.mcnet.pl 28.07.03, 17:09
                  mandaryn_a napisała:

                  > Gość portalu: Anton napisał(a):
                  > > No właśnie o coś takiego - sprowadzenie wszystkiego do "jest fajnie" - cho
                  > dzi.
                  >
                  >
                  > To prawda, teraz wszystko sprowadzane jest do przyziemności czyli do ”jes
                  > t
                  > fajnie”
                  > > Tia... Kiedyś to Polska rosła w siłę, a ludzi żyli dostatniej.
                  >
                  > Nie mówię o Polsce lecz o świeicie - sięgnij po literturę społeczno z końca
                  > XVIII wieku to skapujesz o czym mówię
                  >
                  > Nie piernicz!
                  >
                  >
                  > Nie mów tak brzydko...:)
                  >
                  > > Żyjemy w najbogatszej epoce w historii, a cały czas histeryzujemy, że na n
                  > ic
                  > > nas nie stać.
                  >
                  > Zbyt prosto do tego podchodzisz. To najbogatsza epoka pod względem potrzeb
                  > niestety nienajbogatsza pod względem ich urzeczywistaniania. To bogactwo
                  widać
                  > na półkach sklepowych niestetyy nie w kieszeniach społeczeństw. I tu jest
                  > zasadnicza różnica. Niestety dla niektórych osób (nawet dla moich krewnych)
                  > 1,50 za bochen chleba to wiele. Dlatego korzystniej kupić mąkę za 69 gr. w
                  > Tesco i upiec chleb na 3 dni.



                  Ciekawa jestem kiedy mam ten chleb piec jak z pracy wychodzę najmarniej o 19:00.

                  India
                • Gość: Anton Re: Metody naturalne IP: *.acn.waw.pl 28.07.03, 17:18
                  mandaryn_a napisała:

                  > > Tia... Kiedyś to Polska rosła w siłę, a ludzi żyli dostatniej.
                  > Nie mówię o Polsce lecz o świeicie - sięgnij po literturę społeczno z końca
                  > XVIII wieku to skapujesz o czym mówię

                  Na młot Thora! Nie wymagaj ode mnie żebym czytał takie rzeczy. Są jakieś
                  granice, poza które w towarzyskiej gawędce się nie posunę! Napisz jak człowiek
                  człowiekowi co masz na myśli; może zrozumiem.

                  > > Żyjemy w najbogatszej epoce w historii, a cały czas histeryzujemy, że na n
                  > ic
                  > > nas nie stać.

                  > Zbyt prosto do tego podchodzisz. To najbogatsza epoka pod względem potrzeb
                  > niestety nienajbogatsza pod względem ich urzeczywistaniania.

                  No więc nie. Jesteśmy najbogatsi właśnie pod względem urzeczywistnienia
                  realnych potrzeb. Każdy ma w domu nawet ciepłą wodę, a o ubikacji czy łazience
                  nie mówi się już "wygody", jak to jeszcze było w latach 50., bo to standard.
                  Ludzie przed wojną żyli w znacznie większej biedzie niż teraz.

                  > To bogactwo widać
                  > na półkach sklepowych niestetyy nie w kieszeniach społeczeństw. I tu jest
                  > zasadnicza różnica. Niestety dla niektórych osób (nawet dla moich krewnych)
                  > 1,50 za bochen chleba to wiele. Dlatego korzystniej kupić mąkę za 69 gr. w
                  > Tesco i upiec chleb na 3 dni.

                  No cóż, tak - jeśli ktoś sam sobie piecze chlebn z biedy a nie dla smaku to
                  rzeczywiście jest biedny. Ale, że tak powiem, I find this hard to believe. Zrób
                  se introspekcję. Ja Ci jej nie zrobię - tak samo jak nie będę Ci mówić, na ile
                  dzieci Cię stać.
          • moboj Re: Metody naturalne 28.07.03, 16:13
            Gość portalu: Anton napisał(a):

            >
            > Nie o to chodzi. Zasadnicza kwestia związana z metodami naturalnymi - i
            > przyczyna dla której Kościół je właśnie zaleca to fakt, że nie ingerują one w
            > sam stosunek. Że małżonkowie nie oddzielają się od siebie sztucznymi
            barierami,
            >
            > że wreszcie - nie traktują się wzajemnie li tylko jako przedmioty użycia.

            no to już jest przesada - przynajmniej dla mnie. biorę pigułki antykoncepcyjne
            i czy to oznacza, że mój związek z partnerem jest od razu gorszy? nie ma
            sztucznych barier, nie traktujemy się jak przedmioty. wręcz przeciwnie: bardzo
            sie kochamy, szanujemy, mamy do siebie zaufanie tylko po prostu nie jest to dla
            nas odpowiedni czas na dziecko i tyle.

            • Gość: Anton Re: Metody naturalne IP: *.acn.waw.pl 28.07.03, 18:01
              moboj napisała:

              > i czy to oznacza, że mój związek z partnerem jest od razu gorszy?

              Nie oznacza. Ale oznacza tyle, że z dwóch głównych celów współżycia (wyrażenie
              i umocnienie miłości oraz płodzenie potomstwa) jeden zupełnie odcinacie.
              • Gość: moboj Re: Metody naturalne IP: 62.233.250.* 28.07.03, 20:16
                Gość portalu: Anton napisał(a):

                > Nie oznacza. Ale oznacza tyle, że z dwóch głównych celów współżycia
                (wyrażenie
                > i umocnienie miłości oraz płodzenie potomstwa) jeden zupełnie odcinacie.

                zdecydowanie ważniejszy jest cel pierwszy. na drugi jeszcze przyjdzie czas. nie
                jest moim marzeniem urodzenie dziecka, a potem liczenie na rodziców, że może
                kupią wózek i pieluchy. dla mnie antykoncepcja to wyraz rozsądku, a nie
                sprowadzanie partnera do roli przedmiotu - do głowy by to nam nie przyszło.
              • hal9000 Re: Metody naturalne 28.07.03, 21:01
                Gość portalu: Anton napisał(a):

                > moboj napisała:
                >
                > > i czy to oznacza, że mój związek z partnerem jest od razu gorszy?
                >
                > Nie oznacza. Ale oznacza tyle, że z dwóch głównych celów współżycia
                > (wyrażenie i umocnienie miłości oraz płodzenie potomstwa) jeden zupełnie
                > odcinacie.

                I znowu...

                Zakładając, że NPR jest jednak skuteczną metodą unikania ciąży, to... czym się
                ona tutaj różni od tabletki anty albo gumki?

                A żadan metoda nie jest na 100% pewna, więc z możliwością zajścia w ciążę,
                choćby mało prawdopodobną, zawsze trzeba liczyć. Nawet przy pigułce...
              • wiktorkaa Re: Metody naturalne 29.07.03, 08:08
                Gość portalu: Anton napisał(a):


                > Nie oznacza. Ale oznacza tyle, że z dwóch głównych celów współżycia
                (wyrażenie
                > i umocnienie miłości oraz płodzenie potomstwa) jeden zupełnie odcinacie.

                i co w związku z tym?
          • hal9000 Re: Metody naturalne 28.07.03, 22:39
            Gosc portalu: Anton napisal(a):

            > sam stosunek. Ze malzonkowie nie oddzielaja sie od siebie sztucznymi
            > barierami, ze wreszcie - nie traktuja sie wzajemnie li tylko jako przedmioty
            > uzycia.

            Niektóre kobiety maja poza okresami płodnymi znacznie zmniejszone libido. A
            kochanie sie wówczas, gdy kobieta nie ma na to wielkiej ochoty to dopiero jest
            traktowanie przedmiotowe. To taki "onanizm przy użyciu kobiety".

            Prawdopodobnie w takiej sytuacji pigułki również zmniejszyłyby libido kobiety,
            no ale gumka (poza przypadkami uczulenia na lateks) byłaby już chyba jakimś
            rozwiązaniem. No i poza tym gumka pozwala na przedłużenie stosunku, co zwiększa
            szanse kobiety na osiągnięcie przez nią satysfakcji ze stosunku.

            Nie wierzysz, że tak może być? To poczytaj tutaj. Szczególnie ciekawe są
            wypowiedzi Joanny a zwłaszcza Jurka. Życzę interesującej lektury...
            www.mateusz.pl/pow/020616.htm#listy
          • Gość: paw Re: Metody naturalne IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.07.03, 14:45
            Gość portalu: Anton napisał(a):

            > Dlaczego ile razy jest mowa o kursach przeciwmałżeńskich tyle razy słyszę
            > protest przeciwko naturalnym metodom planowania rodziny?
            >
            > mandaryn_a napisała:
            > >mówiła,
            > > że profesor z Australii, który wynalazł metodę obserwacji ślubnych i
            > stosowała
            > > ją przez całe życie jego żona ma 9 (!!!) dzieci. 9 !!!
            >
            > No i co, że 9? A ile chciała ich mieć? Może właśnie 9. A może 10?
            >
            > > Środki antykoncepcyjnej są stworzone
            > > przez człowieka, a człowiek przez Boga. Ilke jest taki rzeczy???? Ile????
            > To
            > > tak jakby zakazać nipełnosprawnemu stosować implantów lub sztucznych prote
            > z,
            > bo
            > > to nienaturalne!!! Proteza jest sztuczna, ingeruje w nature!!!
            >
            > Nie o to chodzi. Zasadnicza kwestia związana z metodami naturalnymi - i
            > przyczyna dla której Kościół je właśnie zaleca to fakt, że nie ingerują one w
            > sam stosunek. Że małżonkowie nie oddzielają się od siebie sztucznymi
            barierami,
            >
            > że wreszcie - nie traktują się wzajemnie li tylko jako przedmioty użycia.
            >
            > To nie jest kwestia jakiejś tam "wyższości matematyki nad chemią" tylko tego,
            > że stosunek powinien być otwarty na możliwość powstania życia. Otwarty, co
            nie
            > znaczy, że za każdym razem tak się musi kończyć. W przeciwnym przypadku masz
            > coś w rodzaju uczty Lukullusa. Kolesie obżerają się pasztetami i fruktami,
            > potem idą na zaplecze, wymiotują i encore to samo. Czy to jest piękne i
            > naturalne? Nie jest. Tak samo z seksem "antykoncypowanym".

            Brawo! Podobnie jak za post o "xiędzu". Obawiam się jednak, że Twoje argumenty
            nie przekonają większości obecnych tu zapyziałych obrońców "wolności"
            człowieka, walczących zaciekle z narzucanymi przez Kościół "pętami". To nie to
            audytorium.
            Pozdrawiam serdecznie!
        • Gość: KTOS Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: 80.51.242.* 28.07.03, 18:25
          O ile wiem, profesor Roetzer ma już swoje lata, najmłodsze jego dzieci mają
          zapewno koło 40 -tki, a że jest katolikiem z całą pewnością stosował z żoną
          metody statystyczne. Niepowodzenia związane z metodą kalendarzykową skłoniły
          go, "Humane Vitae" zawiera własnie taki apel do naukowców, do stworzenia
          metody opartej na naturalnym rytmie płodności u kobiety, ale skuteczniejszej
          niż kalendarzyk.
          Osoby takie są dla mnie własnie godne zaufania - naprawę zyją tym co wierzą.
          Inna rzecz, że znam masę osób, które celowo zdecydowały się mieć więcej
          dzieci, wystarczy zresztą wejść na strony Stowarzyszenia Rodzin Wielodzietnych.
          W dzisiejszych czasach wydaje się to nie do pojęcia, a jednak...to jakby
          sprzeciw przeciwko konsumpcyjnemu stylowi zycia i przekonaniu, żę nie da się
          mieć więcej niż jednego dziecka.
        • Gość: JA Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: 80.51.242.* 28.07.03, 18:28
          A, chciałam jeszcze dodać: istnieje naturalne i sztuczne uzębienie, naturalny i
          sztuczny biust, ale nie istnieje naturalny i sztuczny internet, naturalna bądz
          sztuczna telewizja... W naturze nie ma antykoncepcji w znaczeniu "swiadomego i
          dobrowolnego ubezpładniania się". A więc nie ma "naturalnej" i "sztucznej"
          antykoncepcji, antykoncepcja jest zawsze sztuczna.
          "Nie jest nieładem moralnym podjęcie niepłodnego stosunku, ale uczynienie go
          niepłodnym" - Kościół nazywa antykoncepcję "niełądem moralnym".
          • hal9000 Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 21:49
            Gość portalu: JA napisał(a):

            > "Nie jest nieładem moralnym podjęcie niepłodnego stosunku, ale uczynienie go
            > niepłodnym" - Kościół nazywa antykoncepcję "nieładem moralnym".

            A czym jest NPR? Oczywiście można powiedzieć, że NPR to nie antykoncepcja
            tylko "okresowa wstrzemięźliwość". Ale podobnie można mówić, że strajk
            to "przerwa w pracy" chcąc ukryć jego cel... :))))

            W NPR niby nie robimy nic, aby uczynić stosunek niepłodnym... I dlatego
            chlubimy się, że nasza postawa jest "otwarta na życie"...

            Użyję pewnej analogii. Powiedzmy, że obiecałem przyjacielowi, że go odwiedzę.
            Ale jestem teraz chwilowo bardzo zajęty i nie mam czasu abu u niego wysiadywać.
            Co robie? Dowiaduję się kiedy go nie ma w domu i wtedy idę. W razie czego jego
            sąsiedzi potwierdzą, że mnie widzieli gdy chciałem go odwiedzić. Ale czy nie
            prościej byłoby po prostu umówić się na spotkanie wtedy gdy oboje mamy czas?
            Czy tak nie byłoby po prostu... uczciwiej?

            Niby nie robimy nic, aby "ubezpłodnić" stosunek w NPR, ale za to bawimy się w
            ciuciubabkę z płodnością. I tak wygląda "otwartość na życie" w NPR...

            Dla mnie to hipokryzja... Bądźmy uczciwi i nazwijmy NPR antykoncepcją, jeżeli
            ją stosujemy aby uniknąć ciąży. Tak samo nazwijmy strajk strajkiem a
            nie "przerwą w pracy", jeżeli służy do wywarcia nacisku na pracodawcę...
            • hal9000 Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 23:02
              hal9000 napisał:

              > Dla mnie to hipokryzja... Bądźmy uczciwi i nazwijmy NPR antykoncepcją, jeżeli
              > ją stosujemy aby uniknąć ciąży. Tak samo nazwijmy strajk strajkiem a
              > nie "przerwą w pracy", jeżeli służy do wywarcia nacisku na pracodawcę...

              I jeszcze jedna analogia przyszła mi do głowy...

              Czy sąd powinien przyjąć tłumaczenie kogoś, kto stał na czatach w trakcie
              włamania, że przecież on nic nie robił tylko sobie spacerował? Co, nie wolno
              spacerować? Co taki gość ma wspólnego z włamaniem?

              No to teraz inne pytanie...

              Co wspólnego z antykoncepcją ma kobieta mierząca sobie temperaturę? Przecież
              ona nie robi nic przeciw płodności...
              • dorotka1970 halo Hal... :-)) 29.07.03, 08:28
                Dawno cie nie bylo.
                Witam najmilszego z kanibali :-)
                Dorotka
                --------
                Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                • hal9000 Re: halo Hal... :-)) 29.07.03, 15:06
                  dorotka1970 napisała:

                  > Dawno cie nie bylo.
                  > Witam najmilszego z kanibali :-)

                  Witaj moja kolacyjko... :)))))
    • Gość: zuza112 Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 28.07.03, 15:09
      A ja byłam na świetnym kursie - u Dominikanów. Mieliśmy zajęcia, które polegały
      na wypełnianiu ankiet (na różne tematy) które były wstępem do rozmów - w
      parach. Gadałam sobie z moim mężem na temat hierarchii wartości, sposobów
      rozwiązywania codziennych problemów, poważnych spraw (jak wyobrażam sobie nasze
      codzienne życie, co by się stało, gdyby jedno z nas poważnie
      zachorowało).Myślałam, że wiem wszystko o narzeczonym, a okazało się, że te
      testy były bardzo pouczające... O metodach planowania rodziny rozmawialiśmy z
      lekarzem ginekologiem, który mówił, że istnieją także inne sposoby
      antykoncepcji - odpowiadał na pytnia o pigułki, prezerwatywy, itp. Było
      naprawdę super.
      A co do samego ślubu kościelnego... Ja ślubowałam mężowi - nie księdzu, było to
      dla mnie ważne, bo chociaż nie chodzę co niedzielę do kościoła (przeciętnie raz
      w miesiącu) to taki ślub był dla mnie czymś wyjątkowym. Nie uważam, żeby to
      była hipokryzja, przecież wierzę w Boga.
      Z.
      • mandaryn_a Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 15:27
        Gość portalu: zuza112 napisał(a):

        > A ja byłam na świetnym kursie - u Dominikanów. Mieliśmy zajęcia, które
        polegały
        >
        > na wypełnianiu ankiet (na różne tematy) które były wstępem do rozmów - w
        > parach. Gadałam sobie z moim mężem na temat hierarchii wartości, sposobów
        > rozwiązywania codziennych problemów, poważnych spraw (jak wyobrażam sobie
        nasze
        >
        > codzienne życie, co by się stało, gdyby jedno z nas poważnie
        > zachorowało).Myślałam, że wiem wszystko o narzeczonym, a okazało się, że te
        > testy były bardzo pouczające... O metodach planowania rodziny rozmawialiśmy z
        > lekarzem ginekologiem, który mówił, że istnieją także inne sposoby
        > antykoncepcji - odpowiadał na pytnia o pigułki, prezerwatywy, itp. Było
        > naprawdę super.
        > A co do samego ślubu kościelnego... Ja ślubowałam mężowi - nie księdzu, było
        to
        >
        > dla mnie ważne, bo chociaż nie chodzę co niedzielę do kościoła (przeciętnie
        raz
        >
        > w miesiącu) to taki ślub był dla mnie czymś wyjątkowym. Nie uważam, żeby to
        > była hipokryzja, przecież wierzę w Boga.
        > Z.
      • mandaryn_a Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 15:28
        Gość portalu: zuza112 napisał(a):

        > A ja byłam na świetnym kursie - u Dominikanów. Mieliśmy zajęcia, które
        polegały
        >
        > na wypełnianiu ankiet (na różne tematy) które były wstępem do rozmów - w
        > parach. Gadałam sobie z moim mężem na temat hierarchii wartości, sposobów
        > rozwiązywania codziennych problemów, poważnych spraw (jak wyobrażam sobie
        nasze
        >
        > codzienne życie, co by się stało, gdyby jedno z nas poważnie
        > zachorowało).Myślałam, że wiem wszystko o narzeczonym, a okazało się, że te
        > testy były bardzo pouczające...

        Pomylilas katecheze przedmalzenska z poradnia rodzinna. Owszem - na katechezie
        są świetnie rzeczy, ciekawe, ale poradnia to zupelnie inna książka...

        O metodach planowania rodziny rozmawialiśmy z
        > lekarzem ginekologiem, który mówił, że istnieją także inne sposoby
        > antykoncepcji - odpowiadał na pytnia o pigułki, prezerwatywy, itp. Było
        > naprawdę super.

        I od ginekologa dostaliście zaświadczenie potrzebne przecież do ślubu
        kościelnego?
    • annika_vik Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 15:49
      Za każdym razem, kiedy widzę i słyszę o takich "problemach", opadają mi ręce, a
      co gorsza, opanowuje mnie złość.

      Nie ma obowiązku w Polsce do brania ślubu w ogóle. Można żyć ze sobą bez ślubu,
      albo wziąć ślub cywilny. Jeżeli ktoś chce wziąć ślub kościelny, katolicki,
      założenie jest takie: przynajmniej jedna z osób wstępujących w związek
      małżenski przed kapłanem jest KATOLIKIEM, WIERZĄCYM I PRAKTYKUJĄCYM ZGODNIE Z
      ZASADAMI TEGO KOŚCIOŁA.

      Czyli jest to osoba, która: nie współżyła przed ślubem (jeżeli to zrobiła,
      szczerze żałuje popełnienia grzechu) zgadza się, że seks pozbawiony możliwości
      prokreacji jest grzechem, chce wychowywać swoje dzieci w wierze katolickiej
      itd.

      KOŚCIÓŁ - w osobie proboszcza - ma prawo i obowiązek sprawdzić, czy osoba,
      która do niego przychodzi, spełnia te wymagania oraz czy jest godna dostąpić
      sakramentu małżeństwa. Robi to w taki sposób: sprawdza, czy zna osobiście
      kandydata, czy widzi go na mszach. Sprawdza jego świadectwa z religii. Wysyła
      na 2 spowiedzi. Każe wypełniać formularz przedmałżeński, wysyła na nauki.

      I to wszystko jest jak najbardziej w porządku.

      Jeżeli ktoś wybrał sobie taką religię jak katolicyzm rzymski, jeżeli jest
      wierzący, nie będzie miał z tym żadnego problemu.

      Jeżeli chce "białej sukienki" i kwiatów w kościele, to zasługuje tylko na to,
      żeby go potępić. Dzięki przeszkodom w drodze do ołtarza może się nad sobą
      zastanowi.

      Jestem niewierząca i nie wpadłabym na pomysł brania ślubu w kościele. Gdyby mój
      narzeczony - katolik - tego chciał, zastanowiłabym się, czy mogę się zgodzić na
      wychowanie dzieci w wierze katolickiej. Jeśli tak - wzięlibyśmy "jednostronny"
      ślub katolicki. Jeśli stwierdziłabym, że tego nie chcę, żadne białe suknie i
      zdanie rodziny by mnie do tego nie zmusiło.

      Gdzie tu jest jakikolwiek problem?
      Jeśli jesteś katolikiem, żyj i zachowuj się jak katolik. Jeżeli nie chcesz tak
      żyć, odstąp od wiary i wyjdź z Kościoła.

      Annika
      • niedzwiedziczka Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 28.07.03, 19:06
        Popieram Cię w 100%. Ludzie ładują się w takie historie
        "bo rodzina", "bo ona chciłaby w białej sukni", "bo....
        jeszcze sto innych powodów". Jak to jest, że dorosły
        człowiek, który samodzielnie podejmuje decyzję, że chce
        byc z kimś przez całe życie nie umie sam podjąć decyzji
        "nawet jakby się rodzina miała obrazić, to nie są moje
        zasady", tylko potem opisuje na forum, jaki to horror
        musiał przezyć, żeby wyjść za mąż/ożenić się. Albo
        akceptuję i przygryzam język, albo olewam i robię po
        swojemu. Kochani, miejcie trochę odwagi do podejmowania
        własnych decyzji. A wiem o czym mówię, bo mieszkałam na
        wsi i jednak miałam odwagę zażyczyć sobie małego (ok. 35
        osób), bezalkoholowgo wesela, podczas gdy w całej
        rodzinie odbywały się imprezy na ponad 100 osób z rzeką
        wódki. Przecież najważniejszy nie jest sam ślub, czy
        wesele, ale całe życie po nim.
    • atlantis75 Masakra? Nikt cię nie zmusza :) 28.07.03, 15:52
      Kurs przedmałżeński zakończyliśmy ponad tydzień temu. Nie
      było, aż tak strasznie :))) Trzeba mieć tylko do tego
      odpowiednie podejście, dystans i poczucie humoru. Na kurs
      poszliśmy z własnej, nieprzymuszonej woli. Gdybym w ogóle
      nie zgadzała się ze wszystkimi poglądami głoszonymi przez
      kościół - nie zawracałabym sobie głowy ślubem kościelnym,
      nie zmuszałabym się do tej "masakry". Mam wiele uwag,
      jeżeli chodzi o mój kurs, ale kilka rzeczy bardzo mi się
      podobało. Wykłady o miłości, dzieciach, rodzinie :) Mądra
      kobieta z 35-letnim stażem małżeńskim mówiła pięknie, ale
      bez fałszu. Mówiła o chwilach wspaniałych i katastrofach,
      wielkich kryzysach małżeńskich. Spotkanie z alkoholikiem
      było tak ciekawe, że cała sala (40 par) słuchała z uwagą.
      Mądry facet opowiedział o swoim życiu, o odbiciu się od
      dna, o pomocy innym.
      Do przełknięcia był film na temat aborcji, ale nie ze
      względu na treść (jestem przeciwniczką aborcji, ale nikogo
      nie opluwam i zawsze staram się zrozumieć takie sytuacje),
      tylko na nagranie: amerykański film z lat 80., trochę
      przestarzały.
      Z wyrozumiałością i bez nerwowej wysypki wysłuchałam
      wykładu na temat naturalnych metod regulacji poczęć :)
      Spokojna pani wytłumaczyła, że niekoniecznie musimy się ze
      wszystkim zgadzać, prosiła o cierpliwość i próbę
      przemyślenia tematu. W podobny sposób przebiegła wizyta w
      poradni małżeńskiej przy kościele. Starałam się zachować
      spokój, narzeczony miał czasami problem z powstrzymaniem
      szerokiego uśmiechu :)
      Stosuję antykoncepcję hormonalną, mam na kącie kilka
      grzeszków - tak jak każdy :) Nie uważam się za osobę
      obłudną (padło tu podobne stwierdzenie ze wskazaniem na
      osoby, które nie stosują się do do wszystkich wymagań
      kościoła, a biorą ślub kościelny), dwulicową, nie robię
      niczego z przymusu i na pokaz.
      Wiem, że przez pewne sprawy w drodze przed ołtarz trzeba
      przebrnąć. Niekoniecznie trzeba się ze wszystkim zagadzać,
      ale jeżeli ludzie decydują się na ślub kościelny, to
      powinni wiedzieć dlaczego to robią. Ja robię to, bo wierzę
      w Boga, w jego siłę i dobro. Chcę dzielić z nim radość i
      zobowiązanie tego Wielkiego Dnia :) Zmodyfikowałam nieco
      swoją wiarę, wierzę, że Bóg wszystko ludziom wybaczy,
      jeżeli naprawdę starają się być lepszymi.
      Stosuję antykoncepcję. Poszłam do spowiedzi generalnej -
      nie uzyskałam rozgrzeszenia. Nie psioczyłam, poszukałam
      innego kościoła, innego księdza. Dostałam rozgrzeszenie i
      chwilę mądrej rozmowy.
      Kościół tworzą ludzie, dlatego nie warto z ich powodu
      obrażać się na Boga :)))

      Pozdrawiam. Atlantis
    • anndelumester a ja kursy olałam : )) 28.07.03, 15:58
      Na sczęśćie mamy znajomego księdza który jest normalny...dał nam ślub bez nauk,
      badania cykli, wizyt w poradni oraz karteczek ze spowiedzi..jego zdaniem takie
      zagrywki są generalnie uwłaczające ...naszym zdaniem też więc nie było
      problemu...ten sam ksiądz bedzie chrzcił nasze dziecko - również bez stosu
      kwitów ..bo wiara nie polega na biurokracji i nie należy jej tym mierzyć ..
      pozdrawiam i życzę wytrwałości : )

      >
      • Gość: Ja Re: a ja kursy olałam : )) IP: 80.51.242.* 28.07.03, 18:17
        A ja bym Ci za takie wypisywanie głupot kazała chodzic po slubie. Ksiądz uznał,
        że znasz naukę Kościoła i zwolnił Cie z nauk, a tutaj dziecinadę orzadzasz.
        • anndelumester Re: a ja kursy olałam : )) 29.07.03, 12:00
          Gość portalu: Ja napisał(a):

          > A ja bym Ci za takie wypisywanie głupot kazała chodzic po slubie.
          taaa, jasne a może do kamieniołomów? dobrze że nie jesteś księdzem
          proboszczem : ) cóż takiego głupiego napisałam możesz rozwinąć? to, że da się
          takie brednie w poradniach małżeńskich ominąć ? bo wszytko zależy z kim z
          hierarchów z KK masz do czynienia..wiadomo, jeżeli trafisz na proboszczynę o
          mentalności pruskiego urzędnika połączonego z psem ogrodnika wiadomo zero
          dyskusji...ale czasami nawet w KK są ludzie światli i otwarci ...nawet na
          heretyków : ))

          Ksiądz uznał,
          >
          > że znasz naukę Kościoła i zwolnił Cie z nauk, a tutaj dziecinadę orzadzasz.

          nie, zarówno ksiądz i my uważamy żer nauki przedmałżeńskie w TAKIEJ FORMIE to
          głupota i urąganie ludzkiej godności...ksiądz nie sprawdzał czy znam naukę
          Kościoła czy nie ...nie sprawdzał nawet czy chodziłam na religię ( a tam chyba
          się powinno takie rzeczy przerabiać ), po prostu udzielił nam sakramentu...
          ja wiem, że miłującym biuriokracje gorliwym katolikom to się w głowach nie
          mieści, ale tak było ...

    • Gość: renia Pytanie do Antona IP: *.ath.spark.net.gr 28.07.03, 19:44
      Anton powiedz mi, ale tak z reka na sercu - czy gdybys uzywal Ty albo Twoja
      zona jakiejs antykoncepcji, to naprawde uwazalbys, ze tym samym traktujecie
      sie wzajemni, z zona przedmiotowo? Ja wiem, ze Kosciol tak naucza, ale Ty sam
      uwazasz, czujesz ze nagle zaczalbys ja traktowac przedmiotowo bo rezygnujecie
      z NPR a przerzucacie sie na gumke? Z roznych powodow - lenistwa, wygody,
      potrzeb seksualnych przewyzszajacych mozliwosci jakie daje NPR itd itd. No
      powiedz tak z reka na sercu, czy antykoncepcja zmienilaby to jak traktujesz
      swoja zone? A jesli tak to powiedz jak Ty ochasz te swoja zone, skoro to jak
      ja traktujesz uzalezniasz od kawalka gumy czy malej pigulki. A jesli nie, to
      Twoja powyzsza argumentacja jest o kant .... rozbic.
      • hal9000 Re: Pytanie do Antona 29.07.03, 02:22
        Gość portalu: renia napisał(a):

        > Anton powiedz mi, ale tak z reka na sercu - czy gdybys uzywal Ty albo Twoja
        > zona jakiejs antykoncepcji, to naprawde uwazalbys, ze tym samym traktujecie
        > sie wzajemni, z zona przedmiotowo?

        Już raz podawałem ten link w tym wątku, ale może nie zaszkodzi w tym kontekcie
        jeszcze raz zwrócić uwagę na drugą stronę tego medalu....

        www.mateusz.pl/pow/020616.htm#listy

        I jeszcze raz to pytanie... Czy kochanie się z żoną, kiedy ona tego nie
        pragnie, bo akurat jej libido poza fazą płodną jest małe nie jest właśnie
        przedmiotowym traktowaniem?
        • hal9000 Poprawiam link... 29.07.03, 02:23
          www.mateusz.pl/pow/020616.htm#listy
        • atlantis75 Hal9000... 29.07.03, 13:43
          hal9000 napisał:

          > I jeszcze raz to pytanie... Czy kochanie się z żoną, kiedy ona tego nie
          > pragnie, bo akurat jej libido poza fazą płodną jest małe nie jest właśnie
          > przedmiotowym traktowaniem?

          Hal9000 :) Kochamy się ze swoim mężczyzną wtedy kiedy
          obydwoje mamy na to ochotę. Bywa, że ja nie mam i mój
          mężczyzna nie robi z tego problemu (biorę pigułki) tylko
          przytula i uśmiecha się. Bywa, że on nie ma ochoty (tak,
          mężczyźni też mają spadki libido:) - wtedy ja robię tak
          samo. Czułość, miłość, zrozumienie - nigdy nie było
          inaczej, a przecież stosujemy antykoncepcje hormonalną i
          wg. kościoła powinniśmy traktować się przedmiotowo.
          Przedmiotowe traktowanie człowieka zależy od naszych
          charakterów, osobowości, a nie od pigułek! Dlaczego
          kościół usiłuje wcisnąć ludziom papkę, o której nie ma
          pojęcia? Ludzi mogą uprzedmiotwić także pieniądze, sprawy
          materialne (patrz: bogaci księża), ale nie każdy kto ma
          pokaźne konto jest zły! Ze swojego doświadczenia mogę
          napisać, że antykoncepcja nie rujnuje mojego związku.
          Atlantis
    • Gość: KOBI Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: 80.51.242.* 28.07.03, 20:16
      Jest to subtelny sposób uzywania człowieka ...
    • kora3 Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 29.07.03, 03:28
      Chodziłam na kursy przedmałżeńskie ....niby dobrowolnie :)))) To znaczy mój mąż
      chciał kościelnego ślubu, a mnie to było obojetne czy takowy się odbędzie
      (powiem więcej mnie było obojętne, czy jakikolwiek się odbędzie :)))
      Masakra to może nie była ...ale kabaret owszem :)
      Kurs był prowadzony "metodą dialogową" (uciekajcie od tego ...trwa 9
      tygodni !!!!!)
      Prowadziło go małżeństwo z jakims 25 letni stażem, jednym dzieckiem i bez
      jakiegokolwiek przygotowania..elektronicy :D
      Już na pierwszym spotkaniu pani się pochwaliła, ze po Ich kursach rozchodzi sie
      ok 40% narzeczonych :DDDDD
      Kobieta przypominała moją 68-letnia ciotke bez makijażu (miala jakieś 40
      lat) ..jej kochający mężulo kiedyś w przypływie szczerości rzekł do
      zgromadzonych,ze "żonę trzeba kochac i po ltach, kiedy nie wygląda jak
      dzierlatka" patrząc wymownie na zaniedbaną do granic połowicę ....
      Sama metoda też jest odjazdowa :D
      Oczekiwałam jakiegoś poziomu od kursów w archikatedrze (mój eks je wyszukał:))
      A tu pytanie do par : Czy zastanawialiście się gdzie chcielibyście mieszkać po
      slubie ???
      (a to byli wszystko ludzie już naprawdę koło 30 :))) i doborowe
      towarzycho "wtajemniczonych" - Odnowa w Duchu św. , ruch światło - Życie
      itepe) ...
      Mnie kobieta pyta ...to powiedziałam,ze ja najchętniej na Karaibach :)
      Rozbawiła mnie pytaniem "gdzie chcielibyście" ....co to serial "Dynastia" z
      przeproszeniem :)) ??? Wiadomo, ze ludzie już dawno wiedzieli, czy "przytulą
      się u któryś rodziców, czy też rodziny wysupłają na mieszkanko :D

      O seksie mówiła " Bo jak powiedział Staudynger w tym cały ambaras, aby dwoje
      chciało naraz)...Wydaje mi się, ze jak się już publicznie cytuje jaieś zdanie
      to powinno się wiedzieć kto je wypowiedział (napisał) i powtórzyć poprawnie...a
      tu i autor źle i sam cytat :)))))
      Jkaies testy były głupoty "jaką zupę lubi Twój narzeczony?", "Jaka miała na
      imię prababka narzeczonej od strony ojca?" To niby miało umacniać więżi :DDDDD
      Smiać mi sie z tego chciało, ale kochałam męża ..myślę sobie jakoś przebrnę :)))
      ale całe te kursy były w takim właśnie stylu ....
      O tych metodach niby planowania rodziny też spokojnie wysłuchałam ...nie
      musieliśmy przynosic prawdziwych naszych cykli tylko pani nm dała i trza było
      poobliczać wszzystko ...spoko dostaliśmy max liczbe punktów :D
      Ale jak ta para sie zachwycałą tymi głupotami, a reszta słuchała (naprawdę),
      jakby wierzyli ( może i wierzyli, bo jak wspomniałam to tacy nietypowi
      nowożeńcy byli:)))
      Od razu nam powiedziano,z e to metody oparte na "otwartości na życie" 9czytaj
      wpadka :) i rozwodzili się nad tym, jak to trzeba badać sluzy i mierzyć sobie
      temperaturkę ....z grzeczności niczego nie czytałam w tym czasie, bo jednak nie
      wypada ..tylko kułam zawzięcie słówka na angielski, bo akuratnie miałam mieć
      sprawdzianik na kursie :))) Musiałam mieć zamyśloną minę, bo mnie nie
      przyłapali na olewaniu tego :D
      Qpę czasu na to straciłam to fakt ...ale przeżyć się dało ....pytanie tylko,
      jaki to miało sens ????
      wiem , wiem ...mogłam nie brać ślubu kościelnego :D
      Mogłam żadnego nie brać, bo teraz się musze rozwodzić z powodu skrajnego
      fanatyzmu mojego eks (oby już był eks - 3 majcie kciuki) i całkowitego braku
      zainteresowania sprawami rodziny i bytowymi :( Dzięki bogu i memu rozsądkowi
      nie stosowłam NPR to i nie mamy dzieci, które ucierpiałyby przy rozwodzie ....
      No i tyle w kwestii tych nauk :D
      Pozdro
      Korcia

      • Gość: KOBIETA Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a IP: 80.51.242.* 29.07.03, 10:50
        No to faktycznie, miałas mase przykrych przeżyć.
        • kora3 Re: Kursy przedmałzenskie - m a s a k r a 29.07.03, 15:52
          Gość portalu: KOBIETA napisał(a):

          > No to faktycznie, miałas mase przykrych przeżyć.

          Nie zdajesz sobie sprawy ile tak naprawdę Kobieto!!! Bo mam nadzieję,z e nie
          wiesz co to znaczy żyć z osobą chorą na umyśle i fanatyczną, mająca poparcie w
          swojej chorej rodzinie i sekcie o nazwie Odnowa w Duchu Św...Oby nikt nie
          musiał przechodzić tego co ja .....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka