lamarea
15.11.07, 10:25
mam 27 lat,wstaje do pracy po 3 w nocy,jadę do niej 1.5h,w pracy spędzam około
12h,potem podróż powrotna i w domu jestem ok.7 wieczorem.Przed 8 muszę już być
w łóżku,żeby móc znowu wstać w nocy. Jak widzicie raczej nie mam wiele wolnego
czasu.Mąż również ciężko prauje,ale wraca do domu kilka godzin wcześniej.Gdy
przekraczam próg,myślę żeby jak najszybciej położyć się do łóżka i resztką sił
zmuszam się żeby wypić kubek herbaty i pobyć dosłownie kilka minut z mężem.Gdy
kładę głowę na poduszcze,dosłownie film mi się urywa.Seks od kilku miesięcy
dla mnie nie istnieje.Na mojej liście rzeczy do zrobienia jest gdzieś zaraz za
podróżą na Saturna.Mąż z definicji ma swoje potrzeby,ostatnio zrezygnował z
seksu"na nieboszczyka",stara się nie nalegać,ale widzę że go już rozsadza.Mąż
ciągle żyje mitycznym"sobotnim wieczorem",a ja albo w soboty też pracuję,albo
nadrabiam zaległości we wszystkim z całego tyg.,albo nie mam siły w ogóle się
ruszyć.Dochodzi jeszcze fakt,że mąż wstaje razem ze mną żeby zrobić mi
śniadanie,robi obiady,sprząta,zakupy etc. i w ramach wdzięczności powinnam
chociaż coś poudawać 2/tydz.,ale ja po prostu nie mam na to siły.Za 2m-ące
zmieniam pracę,przeprowadzamy się żeby już móc żyć nomalnie.Nowa praca i dojdą
kolejne stresy.Mąż chce mnie wysłać do lekarza,bo twierdzi że mój brak
zainteresowania seksem jest wynikiem niskiego poziomu hormonów.Może macie
jakieś pomysły jak przetrwać te kilka najbliższych miesięcy w miarę
pokojowo,chociaż nie wiem czy później coś się nagle zmieni,bo jakoś
nadnormalnej ochoty na seks nigdy nie
miałam.Od kilku m-ęcy nie używamy zabezpieczeń,w wiadomym celu,bez
skutku(chociaż przy takiej częstotliwości ciężko pewnie o jakieś skutki).Może
rzeczywiście powinnam odwiedzić lekarza?
Pozdrawiam i dziękuję.