ona_w_rozterce
01.12.07, 12:51
Układa nam się dobrze, świetnie się rozumiemy, ale mamy konflikt związany ze
ślubem.
Po pierwsze, ja wcale go nie chcę tzn nie zależy mi. Wystarczy cicha ceremonia
w urzędzie. On nie może tego zrozumieć. Jak to? Jesteś kobietą - wszystkie
kobiety marzą o białej długiej sukni i weselu.
On pochodzi ze wsi, - jeśli nie będzie tak jak nakazuje tradycja, pół rodziny
się obrazi. Po co niepotrzebnie się denerwowac. A odwalmy to wesele, niech się
cieszą. Przecież to tak naprawdę impreza dla gości. Najedzą się, napiją, będą
zadowoleni, my się też pobawimy.
Próbowałam iść na kompromis. Ok, ale 22:00 kulmicacja, jakieś fajerwerki,
przedstawienie - niespodzianka albo inna atrakcja, wsiadamy do auta i jedziemy
w podróż poślubną, a oni się bawią dalej do rana. - Nie przeszło. Zdaniem
mojego przyszłego męża, też się obrażą, że ich zostawiamy.
Uległam. Nie lubię się kłócić. Po co dyskutować skoro to tylko jedna noc.
Trochę tylko kasy szkoda, ale to nie jest najważniejsze. Jednak im bliżej
wesela tym bardziej mi się odechciewa. Po prostu mnie to irytuje. NIE CHCĘ
tego cholernego weselicha. W głowie rodzi mi się plan, by zabrać do hotelu
jeansy i bluzkę i po rosole po prostu wsiąść w samochód i pojechać do domu. Z
mężem lub bez. Albo wyciąć inny podobny numer. Ciekawe jakie by mieli miny. W
każdym razie wesele byłoby niezapomniane i zdecydowanie inne niż wszystkie :P
Jakieś sugestie i pomysły?