Rodzina mojego chłopaka

22.01.08, 13:45
Nie wiem, czy tylko ja mam takiego pecha, czy to normalne, że trafia się na takich teściów, jacy się mi przytrafili… Obserwuję moje koleżanki i widzę, że całkiem nieźle się dogadują, potrafili znaleźć wspólny język. Ja od małego miałam taką fobię – bałam się, że nie będę akceptowana przez rodzinę przyszłego męża – i chyba sobie to wymodliłam… Już piszę o co chodzi.

Rodzice mojego M są rozwiedzieni. I to, jak ja to określam „typowo po polsku” – pałają do siebie nienawiścią, złośliwości każdego na temat drugiej strony nie mają granic. Z tego małżeństwa jest też siostra M – o niej później.
Oboje założyli nowe rodziny. Ojciec ma żonę – macochę, starszą ode mnie „aż” o 5 lat. Uwierzcie mi na słowo – to prawdziwa zołza. Zakręciła się wokół ojca dla pieniędzy i to wiedzą i widzą wszyscy. Swego czasu miał on dobrze prosperującą firmę a ona była sekretarką. Wrobiła go w 2 dzieci, by jakoś się zabezpieczyć na przyszłość. Mój M i jego siostra początkowo mieszkali z ojcem, po jego ślubie macocha wyprosiła ich do takiej małej dobudówki przy domu. Długo mogłabym pisać o jej niezłym charakterku. Mnie znienawidziła a priori, jeszcze mnie nie znając. Bo planowała spiknąć swoją siostrę z M. Bo przy domu ojca jest działka z rozpoczętą budową i planowała tam usadowić siostrę. Nie udało się a działka, która była zapisana na mojego M jest dzisiaj przepisana na jej dzieci.
No więc od samego początku jej przeszkadzałam no a przy okazji robiła mi czarne PR u ojca. Efekt jest taki, że on mnie nie cierpi, ledwo mi odpowiada na powitanie.
Do pełnego obrazu dodam jeszcze, że dom w dom mieszka babka oraz ciotka z rodziną, wszyscy razem się wspierają oczywiście. No i od samego początku mącą w głowie mojemu M i twierdzą, ze ja nie jestem dla niego właściwą osobą.

Matka – hmm, ciekawa osobowość…. Wzięła drugi ślub, rozwiodła się, ma dziecko. Nie stroni od alkoholu, nie pracuje i dorabia sobie prowadząc biuro matrymonialne, do tego żyje z socjalu. Już teraz zapowiada, że kiedyś złoży wniosek o alimenty… Cóż, dopóki mogła to całkiem dostatnio żyła z alimentów za dzieci. Mój M od dziecięcych lat pracował, bo nie dostawał pieniędzy dosłownie na nic – nawet odzież musiał sobie sam kupować. Dlatego wraz z siostrą zdecydowali się mieszkać z ojcem. Widzę jak dzisiaj matka dba o najmłodsze dziecko. Ta kobieta mimo 50 na karku jest psychicznie niedojrzała, jej głównym celem w życiu są…. Mężczyźni. Dziecko to taki dodatek do życia. Mała sprawia spore problemy wychowawcze więc chciała ją oddać nam na wychowanie… W rodzinie matki są osoby chore psychiczni, ja również ją podejrzewam o to. Kobieta ta przy mnie zachowuje się poprawnie, nie mówi nic złego na mój temat. No ale tak się składa, ze w niedzielę odwiedziliśmy dziadków mojego M i była tam też jego ciotka, nota bene pijana na umór. No i wyleciała z tekstem: „ja nie wiem dlaczego oni twierdzą, ze jesteś brzydka, mała i gruba – dla mnie jesteś w porządku”… Czyli za plecami się jednak źle mówi.

Na koniec siostra M – dziewczyna z ogromnymi problemami natury psychicznej. Bardzo przeżyła rozwód rodziców – podświadomie zawsze wybierała sobie starszych partnerów – substytut ojca, którego zabrakło. Była w ciąży, która usunęła, potem próbowała popełnić samobójstwo, leczyła się psychiatrycznie. Przez 3 lata mieszkałam w UK i rodzina ochoczo nam ją podsunęła, tylko po to by pozbyć się problemu. My na jakiś czas wyjechaliśmy, a ona miała tylko zająć się prowadzeniem domu. Po tygodniu okazało się, że sobie nie radzi, nie jest w stanie dogadać się z lokatorami, zaczęła wyrzucać ludzi na bruk. Kontaktowałam się z nią codziennie telefonicznie i przez gg. A ona w złości pewnego dnia przekopiowała fragment (wyrwany z kontekstu) naszej rozmowy swojemu ojcu. On to skwapliwie wydrukował i zaniósł swojej mamie. Babka oczywiście nie omieszkała mi tego pokazać i nie dała szans na żadne tłumaczenie. Od tamtej pory (1,5 roku) nie bywam w ich domu…

Mój M cały czas stoi za mną jak mur. Rodzinie powiedział, że nie chce na mój temat słyszeć nic złego. Jeżeli ktokolwiek cokolwiek powie – on przestanie z nimi utrzymywać kontakty.

Niemniej jednak jesteśmy ze sobą prawie 6 lat, mieszkamy ze sobą, mamy wspólny kredyt mieszkaniowy i nadal nie myślimy o ślubie. Mnie marzy się taki normalny ślub z weselem, co w naszych warunkach nie jest możliwe. Jak tu zaprosić dwie skłócone ze sobą rodziny, które na dodatek nienawidzą mnie. Kocham mojego M, ale z rodziną chyba powinno się „jakoś” żyć… Dla mnie to spory problem. Chciałabym znaleźć jakiś złoty środek ;(
Dodam jeszcze, ze obawiam się mieć dzieci. W jego rodzinie, po stronie matki zdarzają się choroby psychiczne. Jest jakieś ryzyko, boję się by nie wdało się w jego rodzinę. Wiem, to kwestia wychowania, ale jednak geny też się dziedziczy...
    • menk.a Re: Rodzina mojego chłopaka 22.01.08, 13:52
      Ta saga jest w sam raz dla Łebkowskiej na kolejny scenariusz serialu.

      Będzie dobrze albo źle. Dobrze jeśli się dogadacie. A jeśli się nie
      dogadacie będzie źle.
      Nikt nie powiedział, ze wszyscy maja sie kochać. A w ogóle to może
      im wszystkim dobrze z tą złością. Więc się nie 'wtrancaj' i żyj
      swoim życiem. A jak trzeba uciekaj na drugą stronę ulicy ;P))))
    • hanka19841 współczuje.... 22.01.08, 13:57
      ale masz dziewczyno duzo szczęścia,ze Twój M stoi murem i nic go nie
      rusza, kocha Cię...
      A rodzina, z nia najlepiej na obrazku i to wszystko....
    • cioccolato_bianco Re: Rodzina mojego chłopaka 22.01.08, 14:01
      chyba jedyne wyjscie jest takie, zeby sie odciac calkowicie od
      takiej toksycznej rodzinki.
      pytanie tylko jakie cechy twoj chlopak odziedziczyl po rodzicach i
      jakie wartosci wyniosl z domu. bylabym sceptyczna...
    • miauka Re: Rodzina mojego chłopaka 22.01.08, 14:24
      Rodzice Twojego M są nieszczęśliwi i wiążą się z nieszczęśliwymi. Nie wierzę, że
      jedni ludzie są cacy a inni be...
      M ma ich geny i ich wychowanie. Stoi murem, powiadasz, hmm, widocznie to właśnie
      jest mu potrzebne do rozgrywki z nimi... Bo rodzice są pierwszymi i
      najważniejszymi ludźmi w życiu, czy nam się to podoba czy nie, i nieświadomie
      używamy innych (głównie swoich partnerów) do rozgrywki z rodzicami, ponieważ
      wprost byłoby to dla nas za trudne. Obrażanie się i zrywanie kontaktów to
      kompletna niedojrzałość. Tylko pogarsza sytuację. Naszą, a nie tych, z którymi
      zerwaliśmy. Dopiero sensowne przepracowanie własnych problemów w relacji z
      rodzicami (własnych, a nie problemów rodziców) daje podstawę do zdrowej relacji
      z innymi ludźmi. To tyle.
    • trypel Re: Rodzina mojego chłopaka 22.01.08, 14:33
      Może mnie zjecie ale coś mi tu brzydko pachnie.
      Jesli WSZYSCY wokół są BE, chorzy, skąpi, nie lubią mnie, piją i co tam jeszcze
      wymyslic można a tylko ja jestem w porządku to wydaje mi sie że problem lezy we
      mnie a nie w tamtych...
      • bianna Re: Rodzina mojego chłopaka 22.01.08, 19:02
        Wiesz, że też przez długi czas tak myślałam? Jednak mój M skutecznie
        mnie wyprowadził z błędu, na szczęście.

        On także jest ofiarą rozwodu i do momentu, dopóki mnie nie poznał
        nie zaznał miłości rodzicielskiej. Dlatego jego stosunek do rodziców
        jest zupełnie obojętny. Nie zależy mu, bo nic od nich nigdy nie
        otrzymał. Nawet słowa wsparcia. Ma więc tylko mnie i dlatego stoi za
        mną.
        Na pewno jest w tym jakaś czesc mojej winy. Bo np. nie wchodziłam
        tym ludziom w t....k, nie przymilałam się nigdy. Zawsze alergicznie
        reagowałam na fałsz i obłudę. Nie znalazłam nigdy wspólnego języka z
        jego macochą. Nie potrafiłam po tym wszystkim co wyrządziła i jemu i
        jego siostrze. Widziałam ją kiedyś z innym facetem, a następnego
        dnia z jego ojcem... Gdybym miała odwagę może spróbowałabym
        porozmawiać z nim. O wszystkim. Przez bardzo długi czas utrzymywałam
        dobre sotsunki z resztą rodziny - babcią i ciotką. No ale jak już
        napisałam wcześniej, ojciec podrzucił im fragment wydrukowanej
        rozmowy, zupełnie wyrwany z kontekstu i posklejanej. Wszystko tak,
        by świadczyło przeciw mnie. I tak, by zmieniły o mnie zdanie.
        Z matką mam cały czas poprawny kontakt, ale dla mnie ta kobieta nie
        jest w pełni poczytalna. Najbardziej szkoda mi małego dziecka, które
        ona teraz wychowuje.
        Marzą mi się wspólne święta, uroczystości rodzinne. I bardzo przykro
        mi się robi gdy zostaję sama jak mój M jedzie do rodziny. Zresztą
        robi to bardzo niechętni, z musu i wyłącznie na moj prośbę - bo nie
        chcę by zrywał kontakty. Wiem, że w tym przypadku wina takze
        zostałaby zrzucona na mnie.
        Nie piszę, że ci ludzi są BE. Piszę jedyunie to z jakiej strony dali
        się mi poznać. To, że jego matka jest alkoholiczką jest faktem
        niezaprzeczalnym. To, że ma problemy psychiczne - to juz tylko moje
        podejrzenia, które opieram na swoich obserwacjach.
        Fakt - nie lubią mnie. Nie lubili by żadnej, która pojawiłaby się na
        moim miejscu.
    • modliszka24 Re: Rodzina mojego chłopaka 22.01.08, 20:02
      zdaje mi się ze trochę przesadzasz a zresztą z nimi ze zakładasz związku daj na
      luz omijaj z daleka
Pełna wersja