Dodaj do ulubionych

moja załosna historia

21.08.08, 09:52
Po skonczeniu studiow od razu wyszlam za maz i urodzilam corke.Sczescie
rodzinne trwalo prawie 4lata.Miesiac temu okazało sie,ze maz regularnie mnie
zdradzł.Wszystko wyszło na jaw,postawiony pod sciana przyznal sie do
wszystkiego. Prosil o wybaczenie itd.Problem w tym,ze nie jestem i nigdy nie
bede w stanie zapomniec o krzywdzie jaka mi/nam wyrzadzil.Nie bede umiala o
tym zapomniec ani sie pogodzic i zyc z nim dalej.Podjelam decyzje o
rozwodzie.Mam tylko obawy,ze samej z dzieckiem sobie nie poradze:(Mowiac
wprost,po skonczeniu studiow nigdzie nie pracowalam,zdecydowalismy wtedy z
mezem zebym zajela sie domem i mała a pozniej jak bede chciala to podejme
prace.On nas utrzymywał.A teraz mam 29lat i boje sie o przyszlosc.Wprawdzie
znajomi mi mowia,ze jeszcze wszystko przede mna i zebym sie wziela w garsc a
na pewno jeszcze bede szczesliwa.a Wy co o tym sadzicie?przez ostatnie
wydarzenia zdolowalam sie troche i juz czuje sie taka stara i ogolnie do niczego:(
Obserwuj wątek
    • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:07
      Musze to napisac: nienawidze Twojego meza! Twojego meza i wszystkich
      takich nieodpowiedzialnych rozplodowcow. Musisz byc dzielna. Moze
      jednak dasz rade wybaczyc i utrzymac rodzine? Zadra zostanie na
      zawsze.
    • survived Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:07
      Będziesz szczęśliwa.
      A mąż, on po prostu nie umie, umiał? inaczej.
      Niech idzie gdzie chce, a Ty idź do przodu.
      powodzenia,
      S.
    • jakub_234 Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:10
      Sorki, ze tak pisze, ale przez takich bydlakow jak Twoj maz,
      mezczyzni maja zszargana opinie. Wstyd mi za takich!
      • survived Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:19
        A czy może ktoś mi powiedzieć, po co te inwektywy?
        Czy nazwanie męża 'bydlakiem", "rozplodowcem", itp. pomoże w czymś?
        Skoro będąc w stałym, bardzo młodym, związku nie umiał zapanowac nad
        sobą, jest po prostu niezdolny do lojalności, do zycia w rodzinie.I
        to wszystko.
        • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:22
          To ja tak go nazwalam nie autorka postu - po prostu nerwy puscily
          jak to przeczytalam bo tutaj w pracy nam sie wlasnie rozwodzi
          kolega, co zdradzil zone i zostawia ja z dwojka dzieci (coreczka 1
          rok i 2 miesiace i synek 3 lata). Idzie do innej, odkochal sie.
          • aquamineralle Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:35
            odkochal sie.

            pies przestał lubić to nie ma wyjścia
            • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:46
              Niezla z Ciebie suczka co nie?
              Nie martw sie, tez sie kiedys zakochasz i spojrzysz na swiat
              bardziej przychylnie :-)


              aquamineralle napisał:

              > odkochal sie.
              >
              > pies przestał lubić to nie ma wyjścia
              • aquamineralle Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:48
                > Niezla z Ciebie suczka co nie?


                nie życzę sobie nazywanie mnie w ten sposób
                i nie będę z Tobą rozmawiać
                • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:49
                  ok, nie bede juz pisac ale tylko powiem, ze masz na pewno poczucie
                  humoru ale dzialajace tylko w jedna strone. suczka to po prostu
                  zartobliwe okreslenie "twardej babki", nic innego nie mialam na
                  mysli, ale przepraszam jesli sie urazilas. no i juz oczywiscie nie
                  pisze do Ciebie.
          • survived Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:49
            To są dramaty.
            ja wychodzę z założenia, że od takich ludzi, mężczyzn, ale kobiet
            też, należy się odciąć.
            Z doświadczenia wiem, że negatywne emocje, uczucie żalu, bardzo
            osłabia.
            Nie warto.
            Warto natomiast iść do przodu.
    • 1.xxx12345 Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:44
      powiedziałabym temat stary i już nudny!! zastanawiam się, jak coś, co jest znane od tysięcy lat może na nowo zaskakiwać.

      sama sobie winna jesteś. kobieta, która zakłada, że ten jej jedyny będzie jej wierny przez całe życie, jest po prostu szczeniacko głupie.
      żaden psychicznie zdrowy facet nie będzie wierny. nawet jeżeli nie pójdzie w bok to i tak będą mu się przed oczami przesuwać inne dziewczyny -> zdrada emocjonalna w całej postaci.

      zbierz się w garść, zacznij być samodzielna, od faceta (lub od ciebie, w zależności od przyznanej opieki nad dziećmi) wyegzekwować alimenty i życie idzie dalej. mając 29 lat stoisz nie na końcu tylko na początku swojej drogi życia.

      przepraszam za brutalność ale zacznijcie w końcu myśleć kobiety a nie poruszajcie się we własnym świecie z 1001 nocy.
      • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:53
        No wydaje mi sie, ze jednak przesadzasz. Kazdy kto wstepuje w
        zwiazek malzenski z celem zalozenia rodziny wierzy, ze to na zawsze
        i ufa w odpowiedzialnosc drugiej strony.

        Czy kobieta wychodzac za maz i chodzac z brzuszkiem powinna
        jednoczesnie uczeszczac na intensywne kursy asertywnosci,
        doszkalajace a takze natychmiast po porodzie zrobic sobie intensywny
        trening bo musi zakladac, ze na 99% procent maz ja zostawi, zdradzi,
        porzuci? A ona ma byc na to przygotowana i nie moze sobie pozwolic
        na utrate czujnosci? Gdy to nieuchronnie nastapi to powinna z
        dzielna mina powiedziec "spodziewalam sie tego i patrzcie na mnie!
        jestem samodzielna, zaradna i zaraz sobie od nowa wszystko
        poukladam!" a dziecko to manekin i jemu obojetne ktory pan jest
        tatusiem..prosze...odrobine mniej brutalnosci i takiego
        generalizowania
        • 1.xxx12345 Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:02
          toarmina napisała:

          > No wydaje mi sie, ze jednak przesadzasz. Kazdy kto wstepuje w
          > zwiazek malzenski z celem zalozenia rodziny wierzy, ze to na zawsze
          > i ufa w odpowiedzialnosc drugiej strony.
          >

          pomiędzy wiarą a faktami jest duża przepaść. stare przysłowie mówi, że całe piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami.



          > Czy kobieta wychodzac za maz i chodzac z brzuszkiem powinna
          > jednoczesnie uczeszczac na intensywne kursy asertywnosci,
          > doszkalajace a takze natychmiast po porodzie zrobic sobie intensywny
          > trening bo musi zakladac, ze na 99% procent maz ja zostawi, zdradzi,
          > porzuci? A ona ma byc na to przygotowana i nie moze sobie pozwolic
          > na utrate czujnosci?


          gdy chce być samodzielna - TAK!!!!



          > Gdy to nieuchronnie nastapi to powinna z
          > dzielna mina powiedziec "spodziewalam sie tego i patrzcie na mnie!
          > jestem samodzielna, zaradna i zaraz sobie od nowa wszystko
          > poukladam!"

          dokładnie TAK.


          > a dziecko to manekin i jemu obojetne ktory pan jest
          > tatusiem..

          tego nie napisałam. zakładając, że dziecko było decyzją obydwojga, założyłam również, że ani mamie ani tacie losy dzieciaka nie będą obojętne i obydwoje będą tą odpowiedzialność ponosić.

          • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:08
            Ale rozumiem, ze piszesz to na podstawie swoich lub przezyc bardzo
            bliskiej osoby? Tak? I taka postawa kobiety w malzenstwie
            zaskutowala tym, ze jej nie porzucil? czy tym, ze jak ja porzucil to
            sie "raz, dwa otrzepala, wstala z ziemi i poszla dalej jakby nigdy
            nic"?
            • 1.xxx12345 Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:31
              toarmina napisała:

              > Ale rozumiem, ze piszesz to na podstawie swoich lub przezyc bardzo
              > bliskiej osoby? Tak? I taka postawa kobiety w malzenstwie
              > zaskutowala tym, ze jej nie porzucil? czy tym, ze jak ja porzucil to
              > sie "raz, dwa otrzepala, wstala z ziemi i poszla dalej jakby nigdy
              > nic"?


              ja sama w wieku 24-30 lat. trzy razy się "otrzepywałam". na szczęście nie było
              dzieci. czwartego razu nie będzie!!
              • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:33
                No zaskoczylas mnie ta statystyka. Z ciekawosci spytam czy za kazdym
                razem mialas inna kreacje?
                • 1.xxx12345 Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:48
                  możliwe, że należę do tych, którzy uczą się na błędach. jak widzę ty nie chcesz
                  tego zrobić. rozumiem, łatwiej jest pozostać we własnych marzeniach i
                  wyobrażeniach "jak być powinno". to jest może tylko jedna "kreacja", za to jaka
                  stabilna. :/
                  • f.l.y Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:51
                    gdyby Twój mąż zginął w wypadku - tfu! tfu!

                    musiałabyś sobie poradzić moja droga....

                    więc?

                    dasz sobie radę...trzeba tylko chcieć...
                  • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:52
                    Kazdy ma swoje podejscie do zwiazku i malzenstwa - ja bardzo dlugo
                    zwlekalam z decyzja probujac jak najlepiej to tylko mozliwe poznac
                    druga osobe i stowrzyc z nia jak najblizsza wiez - taka obustronna.
                    Byc moze to bedzie blad ale w kazdym razie mam poczucie, ze zrobilam
                    bardzo duzo aby go uniknac.
                    • 1.xxx12345 Re: moja załosna historia 21.08.08, 12:27
                      f.l.y dała tu bardzo dobry przykład - co zrobisz jak twój mąż zginie tragicznie?

                      tak naprawdę nie chodzi tu o to "co ja zrobię jak..." tylko o własną urażoną
                      ambicje - "jak on śmiał zobaczyć inną kobietę, która jest dla niego LEPSZA ode
                      mnie".
                      • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 12:40
                        Nie wiem czy pytanie bylo adresowane do mnie? bo przez te drzewiasta
                        struktura dyskusji moze mi sie tak wydawac? wiec odpowiadam w swoim
                        imieniu:
                        zostalo zbadane i zmierzone naukowo (analiza wielu konkretnych
                        przypadkow), ze opuszczenie rodziny przez meza i ojca w wyniku
                        smierci jest dla tej rodziny mniej traumatycznym przezyciem niz
                        opuszczenie w wyniku rozwodu. poniewaz jestem wlasnie z takiej
                        rodziny, ktora zostala osierocona to moge wypowiedziec sie takze na
                        bazie wlasnych doswiadczen.
                        Na smierc nie mamy zadnego wplywu - przechodzi i zabiera - nie
                        mozesz walczyc, probowac odzyskac - musisz zyc dalej i powoli
                        ogarniac wszystkie sprawy. A w przypadku, nad ktorym dyskutujemy
                        jest przeciez jeszcze mozliwosc walki, probowania ocalenia tej
                        rodziny.
                        • 1.xxx12345 Re: moja załosna historia 21.08.08, 12:59
                          toarmina napisała:

                          > A w przypadku, nad ktorym dyskutujemy
                          > jest przeciez jeszcze mozliwosc walki, probowania ocalenia tej
                          > rodziny.


                          jeżeli jest? ok. zgadzam się. tylko!!! ile znasz takich małżeństw, które wróciły
                          "do normy" po "walce". owszem, są takie. może 1 na 100 innych, które miały problemy.

                          wg. mnie jedynym rozwiązaniem jest zmiana priorytetów w związku.
                          • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 13:36
                            Coz, takich ktore probuje od nowa jest zdecydowanie, zdecydowanie
                            miej. Znam slownie jedno.
      • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 10:56
        I nie pisz, ze jest sobie sama winna. Wina pewnie jest gdzies
        pomiedzy ale piszac tak nie wspierasz tylko dolujesz, a chyba nie o
        to chodzi prawda?


        1.xxx12345 napisała:

        > powiedziałabym temat stary i już nudny!! zastanawiam się, jak coś,
        co jest znan
        > e od tysięcy lat może na nowo zaskakiwać.
        >
        > sama sobie winna jesteś. kobieta, która zakłada, że ten jej jedyny
        będzie jej w
        > ierny przez całe życie, jest po prostu szczeniacko głupie.
        > żaden psychicznie zdrowy facet nie będzie wierny. nawet jeżeli nie
        pójdzie w bo
        > k to i tak będą mu się przed oczami przesuwać inne dziewczyny ->
        zdrada emo
        > cjonalna w całej postaci.
        >
        > zbierz się w garść, zacznij być samodzielna, od faceta (lub od
        ciebie, w zależn
        > ości od przyznanej opieki nad dziećmi) wyegzekwować alimenty i
        życie idzie dale
        > j. mając 29 lat stoisz nie na końcu tylko na początku swojej drogi
        życia.
        >
        > przepraszam za brutalność ale zacznijcie w końcu myśleć kobiety a
        nie poruszaj
        > cie się we własnym świecie z 1001 nocy.
      • granatowa-only Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:01
        Warto zadać sobie pytania: czy da się uratować ten związek i czy jest sens nadal
        trwać przy mężu, który Cię oszukiwał latami.
        Wybaczyć można (choć tak na świeżo, trudno w to uwierzyć), ale żyć pod jednym
        dachem z człowiekiem, który zdradził chyba niemożliwe.
        • toarmina Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:12
          Nie znamy sytuacji dokladnie wiec trudno oceniac ale z opisu to
          bardzo mlodzi ludzie. Moze ten mezczyzna przez pierwsze lata
          malzenstwa nie dojrzal jeszcze do roli meza i ojca? Ale moze ta
          walka o wybaczenie nauczy go wiele. Ja bym probowala pod warunkiem,
          ze zdrajca wykazalby sie podobna lub znacznie wieksza wola walki o
          odbudowanie zawiedzionego zaufania i pokazal, ze byl szczeniakiem
          owszem i ulegl pokusie ale teraz zrozumial blad, co moze stracic i
          walczylabym o swoja rodzine.
    • angelika-mama Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:26
      Strasznie ci współczuję.Jeśli podjęłaś już decyzję o rozstaniu to
      wez się w garść - dasz sobie sama radę :)Strach ma wielkie oczy.
      Ale może warto spróbować jeszcze raz? Wybaczyć,ale nie zapomnieć :)
    • mr_woland Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:33
      masz 29 lat!!!!!!!!!! Jasne ze sobie doskonale poradzisz!!!!!!!!! moja mama ma 51 i strasznie dlugo nie pracowala... ciezko jej sie pozbierac po rozwodzie, ciezko bylo podjac jakakolwiek decyzje ale dala sobie swietnie rade :) prawie bez niczyjej pomocy. Wiem ze najtrudniejszy jest pierwszy krok... praca dla Ciebie z pewnoscia sie znajdzie. BEDZIE DOBRZE!!!!!!!!!!!!
    • mr_woland Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:34
      a w jakim zawodzie, charakterze szukasz pracy?
      • luupaa Re: moja załosna historia 21.08.08, 15:03
        skonczylam prawo.Wiec raczej w tej dziedzinie bede musiala czegos
        poszukac.Dzieki za otuche.
        • stedo Re: moja załosna historia 21.08.08, 22:19
          Prawo!? To przecież tak uniwersalne wykształcenie że możesz znależć pracę w
          wielu dziedzinach!Dziewczyno, głowa do góry! Dasz radę! To tylko na początku tak
          ciężko wygląda.Może nie podejmuj na razie kroków rozwodowych pod wpływem emocji.
          Spróbuj póki co, usamodzielnić się, znależć pracę, ochłonąć.I jak się nieco
          uspokoisz na trzeżwo zdecydujesz co dalej.Trzymaj się:))
    • lajton Re: moja załosna historia 21.08.08, 11:39
      dasz radę
      musisz, bo nie jesteś w tym momencie odpowiedzialna tylko za siebie
      później przyjdzie satysfakcja, ale to dopiero później
    • jakas_kobietka Re: moja załosna historia 21.08.08, 12:30
      masz dopiero 29 lat, jeśli się nie załamiesz wszystko przed tobą, naprwawdę, ja
      w takim wieku pewnie nawet będę dopiero przed ślubem;) tylko niem możesz się
      załamać..
    • dzika_monika Re: moja załosna historia 21.08.08, 13:03
      a przez ten czas jaki był miły kochany i zapracowany?

      czy było to widać?
      • luupaa Re: moja załosna historia 21.08.08, 15:02
        Do tamtego czasu bylo wszystko ok.Nie zauwazylam nic co mogloby niepokoic i
        zastanawiac. Dzielil ze mna wszystkie obowiazki,małej tez poswiecal duzo czasu.
        Byl po prostu swietnie zorganizowany,jak sie okazało.No coz,stalo sie.Ja wiem ze
        nie bede mogla z nim dalej zyc.Strasznie boli ale tak bedzie lepiej.On
        oczywiscie nie dopuszcza mysli rozwodu ale z mojej strony to postanowione.
        • baba67 Re: moja załosna historia 21.08.08, 15:41
          Bardzo Ci wspolczuje.Rozumiem ze jestes z takich osob co albo wszystko albo
          nic-ideal siegnal bruku , przebaczenie jest niemozliwe.
          Bedzie Ci bardzo ciezko i to nie tylko finansowo, ale lzej niz z kims komu nie
          potrafisz wybaczyc.
    • mrs.solis Re: moja załosna historia 21.08.08, 16:37
      Powiem ci co ja bym zrobila na twoim miejscu. Wiem ,ze juz
      postatnowilas od niego odejsc. Jednak nie musisz robic tego od razu.
      Ja nie mowiac nic o rozwodzie zaczelabym szukac pracy i organizowac
      sobie opieke nad dzieckiem. W domu zachowywalabym sie normalnie. Nie
      obchodziloby mnie juz co maz robi i z kim. Na seks ze mna tez raczej
      nie mialby co liczyc, ale chyba nie bylby tym zdziwiony po tym jak
      sie dowiedzialas o jego zdradach. Z chwila gdy znalazlabym sobie
      prace i "grunt pod nogami" wystapilabym o rozwod.
      • szrama_z_szarm Święte słowa! 21.08.08, 18:04
        Gdybym miała 20 lat mniej-powiedziałabym, że taka propozycja to zwyczajne
        ku...wo. Dziś, nauczona doświadczeniem i granitowym przeświadczeniem, że życie
        ni kija -nie jest czarno-białe- polecam takie rozwiązanie.
        • mrs.solis Re: Święte słowa! 22.08.08, 03:48
          szrama_z_szarm napisała:

          > Gdybym miała 20 lat mniej-powiedziałabym, że taka propozycja to
          zwyczajne
          > ku...wo.

          A jak nazwac to co zrobil jej maz???? wiec w tym wypadku nie powinna
          miec nawet cienia wyrzutow sumienia,nawet gdyby byla tak uczciwa jak
          ty 20 lat temu :)
        • 5er Re: Święte słowa! 22.08.08, 08:31
          szrama_z_szarm napisała:

          > Gdybym miała 20 lat mniej-powiedziałabym, że taka propozycja to
          zwyczajne
          > ku...wo.

          mam nadzieję, że mając 20l. więcej powiem tak samo :)
      • stedo Re: moja załosna historia 21.08.08, 22:23
        Oo, o tym samym pisałam powyżej. Tak powinnaś postąpić.Rozważnie, nie kierując
        się pierwszymi emocjami.Gdy złapiesz grunt, wtedy zdecydujesz na zimno.
        • 5er Re: moja załosna historia 22.08.08, 08:34
          stedo napisała:

          > Oo, o tym samym pisałam powyżej. Tak powinnaś postąpić.Rozważnie,
          nie kierując
          > się pierwszymi emocjami.Gdy złapiesz grunt, wtedy zdecydujesz na
          zimno.

          grunt można łapać kilka lat... :))
    • betka.0 Re: moja załosna historia 21.08.08, 18:13
      Ja Ci też mówię weź się w garść. Z czasem dojdziesz do wniosku że
      dobrze zrobiłaś,na początku na pewno pomogą Ci rodzice, najbliższa
      rodzina lub przyjaciele. Poza tym możesz oskarżyć męża o alimenty,
      na pewno jakoś sobie poradzisz i z czasem podejmiesz pracę. Nie
      warto żyć z kimś kto zniszczył Twoje zaufanie, nigdy już mu nie
      zaufasz i nic nie będzie tak jak dawaniej. Jak nie zrobisz z tym
      porządku Twoje życie to będzie krąg podejrzeń, niedowmówień,
      wypominania i ciągłych kłótni. Z początku na pewno Ci będzie ciężko,
      ale z pewnością dasz sobie radę. Życzę powodzenia i głowa do góry.
    • optymistyczka Re: moja załosna historia 21.08.08, 18:36
      Gdy jest rodzina i pojawia się taki problem,to ciężko powiedzieć tak zwyczajnie
      "cześć,odchodzę".Jeśli nie będziesz potrafiła żyć z tą myślą,to lepiej zacząć z
      córką wszystko od nowa.Jesteś jeszcze młoda i z pewnością sobie poradzisz.Życzę
      powodzenia!
    • hamerykanka Re: moja załosna historia 21.08.08, 22:19
      Wjdz na forum rozwod i co dalej, tam ci dziewczyny udziela
      rzeczowych informacji jak wszystko zalatwiac.
      Powodzenia
    • 5er Re: moja załosna historia 22.08.08, 08:28
      Po skonczeniu studiow od razu wyszlam za maz i urodzilam corke...

      Kto dążył do małżeństwa? Kto chciał mieć dziecko? Twój opis jest
      wyrwany z kontekstu.
      • luupaa Re: moja załosna historia 22.08.08, 09:07
        To wygladalo troche inaczej.Zdiagnozowano u mnie pewne problemy zdrowotne i
        zostalam postawiona pod sciana.Mowiac wprost musialam zdecydowac sie na dziecko
        w ciagu roku w przeciwnym razie moglabym za jakis czas juz nie moc nigdy miec
        dzieci.To byla swiadoma decyzja,rozmawialam o niej z moim wtedy to
        narzeczonym(3lata starszy ode mnie).Przedstawilam sprawe i od poczatku mowilam
        ze nie chce by czul sie do czegokolwiek zmuszany.Chcial dziecka, tak jak i ja.Na
        szczescie okazalo sie po jakims czasie,ze zagrozenia zdrowotnego juz nie ma i
        wszystko jest ok.
        • luckily-survived Re: moja załosna historia 22.08.08, 10:46
          Czytam te posty, zwłaszcza te antymęskie, no nie wiem.
          Neurotyczne klimaty nieco, jak dla mnie.
          Jasne, ze sporo osób nieodpowiedzialnych i zwyczajnie nie umiejących
          w związku zyć, po jednej i drugiej stronie. Wielu jest też
          zwyczajnych cynikow. Ale takie emocjonalne generalizowanie jest
          zwyczajnie głupie.
          Rozumiem, że trudne przeżycia wymagają odreagowania, ale po co w ten
          sposób?
          pozdrawiam,
          S.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka