tam.ta
25.08.08, 15:13
Pisałam tu jakiś czas temu o tym, że po kilku latach związku mój mężczyzna
odszedł ode mnie. Powiedział, że zawsze bede dla niego wazna, ale ze nie czuje
tego co kiedys i chce bysmy nadal byli przyjaciółmi. Od maja utrzymywalismy
intensywny kontakt. On bo bylam dla niego wazna, ja bo wciaz go kochałam i
łudziłam sie, ze wrocimy do siebie. Nie sprzeczalismy sie. Bylo rewelacyjnie,
ale bylo, bo to byla tylko przyjazc. Od wczoraj on ma kogos. Jest z nia. Ona
dostała to wszystko co dla mnie było wazne, najdrozsze, jedyne. Juz w sobote
bylo inaczej podczas rozmowy, w sumie poklocilismy sie. Pozniej dostałam smsa,
w ktorym on stwierdzil, ze go wyprowadzialam z równowagi. Odpisałam, ze to nie
tak. W niedziele nie odezwal sie. Dzisiaj tez nie pisał. Ale wiem, on jego
kolegi, ktory wygadał sie, ze pojawiła sie kobieta. To co teraz czuje to taki
bol, ze nie umiem go opisac. Nie umiem przestac płakać. Nie umiem sobie z tym
poradzic. Prosze pomodlcie sie ze mnie, bo jedyna mysl jaka mi do glowy
przychodzi to zeby polknac cala fiolke leków nasennych i nic juz nie czuc.
Kochałam go tyle lat, pamietam kazdy wspolny dzien, kazde jego słowo, jego
wzrok i dotyk, a teraz to wszystko juz nie jest wazne, nie moje. Nie potrafie
sie z tym pogodzic!!! Kilka ostatnich miesiecy pomimo rozstania próbowałam zyc
normalnie. Spotykac sie z ludzmi, bywac na koncertach, ale zyłam bo wciaz
wierzyłam, ze wrocimy do siebie, a teraz tak jakby zabrakło powodu do zycia.
Czy ktos mnie rozumie?