Dodaj do ulubionych

do osób tkwiących w nieudanych związkach

07.10.08, 17:12
dlaczego właściwie w nich tkwicie?
ja tkwię, ale nie wiem dlaczego.
Nie oczekuję bynajmniej, żeby ktoś z forum wytłumaczył mi moje
powody:) ale chciałabym usłyszeć Wasze historie i może jakoś
sprowokować się do kolejnych przemyśleń.
czerwona lampka zapalała mi się już dawno; minęły pierwsze
uniesienia; na dzień dzisiejszy mieszka u mnie facet, którego ledwo
toleruję, nasze życie to marazm bez namiętności, zero wspólnych
pasji, planów, perspektyw na przyszłość, moje podejrzenia o zdradę i
kłamstwa itp itd
przyziemne powody bycia razem odpadają: nie mamy ślubu, mamy dzieci
z poprzednich związków, ale nie wspólne; jestem niezależna
finansowo, w zasadzie od lat liczę tylko na siebie i tak naprawdę to
ja czasami jego wspieram finansowo.
po kilku latach razem, skłaniam się ku opinii, że przyzwyczajenie to
straszna i destrukcyjna siła, a może to strach przed samotnością??
Może to strach, że zrobiłabym głupotę? Może to tak ma być – 1,5 roku
bajki, i męka przez kolejne 50 lat, a ja liczę na cuda??? Może
jestem dziwna, nietolerancyjna, skrzywiona i szukam ideału, którego
nie ma???
Ostatnio zapytałam sama siebie, czy gdybym była o 10 lat młodsza to
bym odeszła? – na 99% tak... zawsze jakaś wskazówka heh…
Jak jest u Was? Co Wami kieruje, że tkwicie w związku, w którym nie
jesteście szczęśliwi?

Obserwuj wątek
    • wilk11 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 17:17
      To zależy jak rozumiesz nieudany związek... Coś, co się wypaliło po latach czy
      niedopasowanie.
      W tym pierwszym przypadku można z kimś pozostawać, bo ktoś nas potrzebuje, a
      mamy dla niego miłość (nawet jeśli bez fajerwerków), przyjaźń.
      A z niedopasowaniem na każdym kroku... Nie patrz na wiek, to nie ma znaczenia.
      • yoko0202 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 17:22
        w tym przypadku jednak niedopasowanie totalne, cały czas
        nieporozumienia o wszystko, choć ostatnio nieporozumień zero bo mnie
        już nie zależy żeby cokolwiek tu wychodziło, robię swoje, on swoje,
        nie ma wspólnych tematów to i nie ma nieporozumień.
        • wilk11 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 17:37
          Jeśli ta analiza nie jest zrobiona na szybko, pod wpływem emocji, chwili i
          szarości dnia, to ja nie wiem, po co jesteście razem. Może tak jest
          ekonomiczniej? Bo jak tu mówić o strachu przed samotnością, skoro właśnie teraz
          jesteś samotna?
          • yoko0202 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 18:10
            wilk11 napisał:

            > Jeśli ta analiza nie jest zrobiona na szybko, pod wpływem emocji,
            chwili i
            > szarości dnia, to ja nie wiem, po co jesteście razem.

            analiza jest robiona nieustannie od ok. roku,

            Może tak jest ekonomiczniej?

            ?!?!?!? chyba dla niego.....

            Bo jak tu mówić o strachu przed samotnością, skoro właśnie teraz
            > jesteś samotna?
            bardzo, on nawet nie śpi w sypialni, tylko na kanapie w salonie...
            • nawrocona5 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 20:29
              Na takich dywagacjach mijają lata aż przychodzi moment, w którym jedyna możliwa
              odpowiedź brzmi "juz nie warto, już za późno bo przezylismy tyle, teraz juz nie
              ma sensu itp."
              Po co czekać na ten moment?
              Być może powstrzymywała cię obawa, że będziesz mimo wszystko żałować.
              Ta chwila, w której poczujesz przekonanie, że nie bedziesz żałowała swojej
              decyzji - to jest właściwa chwila na rozstanie. Jesli to czujesz, zaufaj sobie i
              działaj.

    • galee Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 21:11
      Ja mogę coś od siebie dorzucić. Ja z kolei NIE JESTEM PEWNA czy jestem w związku
      udanym czy nie. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało, taki właśnie jest
      stan faktyczny. Jestem w tym związku od wieku wczesno-nastoletniego i właściwie
      od początku była to bardziej potrzeba posiadania kogoś bliskiego niż miłosne
      fajerwerki. Fakt faktem - rozumiemy się doskonale, po części dlatego że
      dorastaliśmy już jako para i znamy się na wylot. Jednak teraz, kiedy jesteśmy
      dorośli, bardzo brakuje mi pożądania, namiętności. Zamiast tego jest przyjaźń,
      wspólne tematy, wspólne zdanie na wiele tematów, wspólne zainteresowania. No i
      właśnie - wspólne konto w banku. Z kredytem mieszkaniowym dodam. Haczyk jest
      taki - przez pewien czas to ja zarabiałam więcej, on mniej, bardziej na mnie
      spoczywała odpowiedzialność. Teraz jest odwrotnie - to on dużo zarabia, ja
      ostatnio prawie wcale bo staram się skończyć studia które kiedyś porzuciłam. I
      jest mi wygodnie, korzystam z pieniędzy, bo własność niby wspólna, niby
      przyszłość razem, niby wcześniej to ja robiłam za zarabiacza. I niestety ciężko
      mi to przez gardło przechodzi, ale często zastanawiam się czy to nie dlatego tak
      w tym związku trwam - z wygody. I tęsknię jak każda kobieta za pasją, namiętną
      miłością, do zrozumienia i wspólnego języka tak się przyzwyczaiłam że jest to
      czymś naturalnym, to pierwsze wydaje się jak zakazany owoc którego nie ma, to
      drugie mało atrakcyjnym chlebem powszednim. I co można powiedzieć o takim
      związku? udany - nieudany? pod pewnymi względami udany jak rzadko, pod innymi (a
      jednak bardzo ważnymi) niestety... A można ta cała namiętność, pożądanie, to
      wszystko jest przereklamowane? i tak prędzej czy później się wypala i zostaje to
      co my już mamy tak dobrze wypracowane? na prawdę nie wiem. Wzdryga mi się jakiś
      wewnętrzny organ na myśl że miałabym wykorzystywać kogoś tak mi bliskiego, a
      potem gdy stanę na nogi po prostu odejść? pewnie nikt nic odkrywczego nie
      wymyśli :) drogi są dwie i każdą w jakiś sposób odczuwam jako złą.
      • madai Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 07.10.08, 21:21
        Ja tez dodam cos od siebie. To juz przeszlosc, ale dlugi czas
        tkwilam w zwiazku bez sensu. Zero wspolnych pasji, totalnie inne
        charaktery, w lozku tez srednio, wizualnie tragedia, a mimo to nie
        umialam sie z tego wyrwac. Mysle, ze przczyna byla samotnosc, choc z
        drugiej strony mam i mialam wielu znajomych, kilku przyjaciol
        kochajaca rodzine, wiec nie wiem. Czasem tkwi sie w takich zwiazkach
        bez przyczyny, z przyzwyczajenia!!!!!!!

        Na szczescie w pore sie ocknelam i w jednej chwili to urwalam.
        • yoko0202 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 09:05
          żałowałaś kiedykolwiek tej decyzji o rozstaniu?
          • gazetowy.mail Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 09:16
            "A po nocy przychodzi dzien a po burzy spokoj...."

            Tez bylam w takich "ukladach".
            Po pierwsze oficjalnie ktoś jest i nie jest się samemu.
            Po drugie cieżej kogos wygonic z domu jak juz sie mieszka razem niz
            przestac sie spotykac i dzwonic do siebie

            Po trzecie i najwazniejsze. Jak juz sie ponownie stanie singlem to
            nagle przychodzi NOWA WIELKA MILOSC. A niby człowiekowi wydaje się
            że będzie ciężko znów kogos "rozpoznawać"

            Właśnie w sobotę pogoniłam przyjaciela i czekam....
            • yoko0202 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 09:21
              wiesz, ja kiedyś dawno temu też "pogoniłam", ale mieszkaliśmy razem
              2 miesiące a nie kilka lat, było inaczej i... łatwiej.
              poza tym ja to taka dobra du...pa jestem, wszyscy naokoło mi mówią
              żebym pomyślała o sobie i chociaż zaczęła dzielić tą przysłowiową
              ostatnią kromką chleba zamiast ją oddać w całości, a ja mam
              dylematy, że jemu będzie przykro...
              • czerwonymuchomor Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 09:46
                w takim pustym związku byłam 17l(małżenstwo 14l +dziecko)po
                początkowych uniesieniach,po jakimś czasie nie zostało nic.
                nie wiem po co tkwiłam w tym,nie łączyło nas nic oprócz dziecka-może
                dlatego,że chciałam aby miało pełną rodzinę?ale co to za ojciec-
                m popijał sobie coraz częściej,zaniedbywał nas.
                odeszłam i nie żałuję.
                ułożyłam sobie życie na nowo z kochanym człowiekiem,który jest
                lepszym mężem i tatą dla mojego dziecka,niż jego biologiczny ojciec
                -------------------------------------------------
                • yoko0202 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 13:07
                  u mnie nie ma sytuacji typu popijanie, awantury, nie daj boże
                  bijatyki itp.
                  zwykle po prostu marazm i szarość dnia
                  choć ostatnio on chyba zaczął jakieś podchody robić, kwiatki mi
                  przynosi, do kina zaprasza; miłe to z pewnością jest, ale to są
                  tylko elementy dnia codziennego, a u nas brakuje solidnych podstaw
                  wspólnego życia.
                  • ibelin26 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 14:38
                    Rozstanie jest cholernie traumatycznym przeżyciem. I to chyba powód
                    zasadniczy, że woli sie trwać w związku niż odejść.
                    To tak jakby zdecydować, żeby na żywca ucięli rękę czy nogę. Do
                    bolącej i niesprawnej ręki można sie przyzwyczaić, jakoś z nią żyć.
                    Myśl o amputacji bez znieczulenia przeraża.
                    • maru-da85 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 13.10.08, 10:13
                      ibelin26 napisała:

                      > Rozstanie jest cholernie traumatycznym przeżyciem. I to chyba
                      powód
                      > zasadniczy, że woli sie trwać w związku niż odejść.
                      > To tak jakby zdecydować, żeby na żywca ucięli rękę czy nogę. Do
                      > bolącej i niesprawnej ręki można sie przyzwyczaić, jakoś z nią
                      żyć.
                      > Myśl o amputacji bez znieczulenia przeraża.

                      Przeraża, ale czy z taką "nogą" da się żyć.

                      Pzdr
                      >
                    • natalkai Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 13.10.08, 21:07
                      Zgadzam się z Tobą w 100%.
                  • dolanka Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 16:33
                    U mnie to wygląda tak: było wielkie płomienne uczucie na
                    kruchuteńkich podstawach, mąż patrzał we mnie jak w obrazek, a teraz
                    jest proza życia, której ja się spodziewałam a on chyba nie umie
                    strawić, choć sam walnie się przyczynia do podłej atmosfery.
                    Zawsze byłam realistką, wierzę raczej we wzajemny szacunek, "pracę u
                    podstaw" nad każdym dniem małżeństwa, niż w namiętność aż po grób.
                    Mamy małe dziecko, drugie w drodze, pracę, mieszkanie, zdrowie, niby
                    jest ok, ale żyjemy obok siebie, zero zrozumienia. Nie wiem czy ja
                    go jeszcze kocham, w dobre dni wydaje mi się że bardzo, nie
                    chciałabym rozstania, ale jestem taka cholernie zmęczona tym
                    rozmijaniem się naszych oczekiwań i prób poprawy sytuacji. Bo on
                    owszem, na swój sposób sie stara, tylko że to tak żałośnie mało, a
                    ja już nie wiem czy ja daję z siebie więcej, czy tak mi się wydaje
                    po prostu. Chwilami chciałabym żeby zniknął ot tak, i problem z
                    głowy, a potam zaczynam myśleć o dzieciach, obowiązkach, finansach i
                    osiadam baznadziejnie na mieliźnie. Sytuacja bez dobrego wyjścia.
                    • madai Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 21:36
                      Poczatkowo mialam duze watpliwosci, czy dobrze zrobilam i on jeszcze
                      nie pomagal mi w ich rozwianiu, bo ciagle mnie dreczyl psychicznie,
                      przyjezdzal, wydzwanial, pisal, byl mwszedzie. Ale po 2 tygodniach
                      uzerania sie z tyjm chlopem doszlam do wniosku, ze absolutnie nie
                      zaluje decyzji i tylko zmarnowalabym sobie zycie, tkwiac w tym
                      zwiazku. Takze sily zycze :)
    • karina2976 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 08.10.08, 22:31
      Ja calkiem niedawno - tydzień temu, zakończyłam własnie taki związek!
      Dlaczego w nim tkwiłam - bo cały czas wierzyłam, że to się zmieni,
      bo obwiniałam siebie o to, że sie nie dogadujemy. On był dla mnie
      dobry a ja nie potrafiłam tego docenić; bo bardzo szybko doszło do
      mnie, że chyba do siebie nie pasujemy, że nadajemy na róznych
      falach. Byłam z nim, bo bałam się tracić człowieka, który wydawał mi
      sie wartosciowy. Ale z dnia na dzien było coraz gorzej, nie
      rozumielismy się w codziennych sytuacjach, kłócilismy sie o
      prozaiczne rzeczy, rozmijalismy się, rozstawaliśmy się i
      schodzilismy. W sumie trwało to siedem miesiecy, bo miałam nadzieje,
      ze jakos sie dotrzemy ;-)Ale ja z dnia na dzień coraz bardziej
      gasłam. Moze bałam się zaczynac wszystko od nowa... moze bałam sie,
      ze bede sama ...Ale w koncu podjelam ostateczną decyzję, i staram
      się tego nie analizowac. Jak się kogos naparwde kocha, to chce sie z
      nim byc, pomimo wielu problemów, trudnych chwil, nieporozumień. Ale
      jesli zwatpienie pojawia sie zbyt czesto, nie warto takiego zwiazku
      ciagnąc dłuzej - niewazne, ile lat masz. Szkoda zycia, naparwde
      szkoda.
    • margoline Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 10.10.08, 15:09
      Jestem z facetem od ponad 4 lat. Mieszkamy razem od pol roku. On
      jest cudowny - rozumie mnie. stara sie, aby mi bylo dobrze... Ale ja
      mimo to.... nie wiem, czegoś wciąż mi brakuje... czy tej
      namiętności, która gdzieś się zagubiła? Ciągle czuje potrzebę
      przeżycia czegoś fascynującego, poznania kogos, kto mnie za soba
      pociągnie... Czuję się jak zdzira - facet mnie kocha (ja go zreszta
      też i to bardzo), a ja tego nie doceniam tylko marze o czyms innym.
      czy to "cos innego" istnieje? czy kazdy zwiazek po kilku latach
      wyglada jak moj? Jak rozwiązać taka sytuację? Jak mozna kochać a
      jednoczesnie pragnąć tak drastycznej odmiany...? Jestem jeszcze
      bardzo mloda - 21 lat? Macie jakies pomysly?
      • renebenay Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 10.10.08, 18:28
        Poprostu go nie kochasz i dlatego takie pytania.
      • malinowy000 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 10.10.08, 19:50
        jest takie powiedzonko, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma
    • nangaparbat3 jak myslicie? 11.10.08, 07:58
      Kiedyś, dawno temu, tkwiłam w nieudanym związku, niszczacym.
      Świetnie wiem dlaczego: byłam nadmiernie zwiazana z rodzicami, nie umiałam sobie
      wyobrazic, ze zawodzę ich nadzieje na córke meżatke i wnuki. No i presja
      społeczna na zamęscie i macierzyństwo, to sie łaczyło oczywiscie w jedno.
      Wybawiła mnie pewna pani, która dosc brutalnie mi faceta odebrała - minęło 20
      lat, czasem zagladam na jej profil na NK i mam wielka ochote napisac do niej, ze
      jej dziękuje, ze dzieki niej zdarzyło sie potem w moim zyciu wszystko co
      najlepsze i jestem szczesliwa.
      Ale nie piszę, bo boje sie, ze pomyśli, żem wariatka.
      A moze jednak napisac?
      JAk myślicie?
      • siwy_dzban Re: jak myslicie? 12.10.08, 14:58
        Kiedys bylem z pewna dziewczyna 3 lata :) no prawie 3 lata.
        Zaczelismy sie spotykac jak bylismy w LO. Wszystko nam sie ukladalo
        ok, spedzalismy ze soba wiekszosc wolnego czasu.
        Wyjechalismy na studia. Z moich znajomych do tego miasta nikt nie
        poszedl, w przeciwienstwie do kolezanek mojej obecnie bylej- to tez
        z nimi zamieszkala.
        Wyjechalismy miesiac wczesniej, pojechalem z nia zeby pomoc jej sie
        odnalezc w nowym miescie, pomoc szukac pracy itp itd.
        Wszystko bylo ladnie, pieknie (bedac glupim, mlodym szczylem [byla
        to moja pierwsza milosc - pierwsza osoba, z ktora sie przespalem i
        takie tam...]) gdy po paru miesiacach oznajmila mi iz nie wie czy
        chce ze mna byc ale mnie kocha.- "nie chce cie narazie widziec ale
        cie kocham" - dosc zartobliwie brzmia te slowa w dniu dzisiejszym,
        dzisiaj jest to dosc komiczne, lecz w tedy mnie one dosc powaznie
        zranily, dodam ze "potrzebowala mezczyzny" (ok przyznam ale
        wyjasnienie nizej). Co do mojej glupoty to przyznam sie, glupi
        bylem, ze staralem sie jak glupiec. Ona pracowala w restauracji -
        wracala dosc pozno, zawsze jak miala u mnie nocowac - a dosc czesto
        sie to zdarzalo - czekalem na nia z obiadem/kolacja, pralem jej
        rzeczy, masowalem ja- bo przeciez taka zmeczona.
        Zawsze o nia dbalem, bez niczego znosilem jej humorki i tym podobne
        pierdoly. Byla dla mnie wszystkim. No tak tak, bylem mieki jak
        swieza guma orbit.
        Po tym namietnym oznajmieniu uczuc nabralem sporo dystansu. Zranilo
        mnie to co mi powiedziala a najbardziej zranilo mnie to, ze ona
        nigdy nie doceniala moich staran. Dalej sie staralem ale nie w takim
        stopniu jak wczesniej a ona dalej miala podejscie jakie miala - co
        mnie caly czas irytowalo. Co jakis czas wyskakiwala z pomyslem
        zrobienia sobie przerwy na pare tygodni - regularnie tak bylo.
        Pobujalismy sie jeszcze pol roku, az wyjechalismy razem za granice
        na saksy. Byl to jeden z najwiekszych bledow zyciowych w moim zyciu
        (dobra mam ich sporo na koncie). Na wyjezdzie mialem jej dosc, grala
        mi na nerwy, nie moglem jej zniesc. Wiec oznajmilem jej, ze mam dosc
        i wracam do pieknego kraju nad wisla. Po powrocie troche tesknilem
        za nia - ale moja zlosc i niechec wygrywala. Poznalem swietna
        dziewczyne, bardzo sympatyczna, mila, piekna - ideal- spotykalismy
        sie jakis czas. O czym dowiedziala sie poprzedniczka - zaczela do
        mnie dzwonic, pisac i takie tam, ze jej przykro, ze zaluje, ze teraz
        rozumie co stracila i tego typu pierdoly. Po jej powrocie jakos sie
        zeszlismy, ale juz nie bylo tak jak kiedys. Mialem poprostu to
        gleboko gdzies. Juz w mniejszym stopni sie staralem. Po paru
        miesiacach ona zrozumiala ze cos jest nie tak, ze nie jestem taki
        jak kiedys. Chciala zebym byl taki jak dawniej, bardziej czulym itp.
        Na co odpowiedzialem, ze "jestem taki jakiego chciala". Powiedzialem
        jej to samo co ona mi zrobmy sobie przerwe ze ja kocham ale nie wiem
        czy chce z nia byc - moze zlosliwe ale w tym przypadku prawdziwe.
        Ona celnie powiedziala, ze "jesli sie nie wie czy sie chce z kims
        byc to oznacza, ze sie nie wie to oznacza, ze sie nie chce byc ale
        czlowiek sie boi odejsc" - prawda, przyznam. No znowu dalem ciala -
        zmieklem - i dalej bylismy razem. Kolejne wakacje spedzilismy
        osobno - wyjechala na saksy - stany zjednoczone. Przez 3 miesiace
        otrzymalem od niej ok 20 mejli, ani jednego telefonu, chcialem sam
        do niej zadzwonic - ach w pracy mialem taka mozliwosc, ze modlem
        sobie dzwonic za granice ile chcialem :) ale ona odpowiedziala, ze
        to jest 3ci swiat nie ma tam telefonu. Okazalo sie ze jest telefon,
        a nie dzwoni bo nikt nie jedzie do miasta aby moc kupic karte -
        okazalo sie ze nie ma z tym problemu bo moja kuzynka a zarazem jej
        przyjaciolka, byla tam rowniez - ona nie miala zadnych powyzszych
        problemow. No coz. Poinformowalem ja o moich jakze wyolbrzymionych
        frustracjach, ona sie zapienila bo jak smiem sie denerwowac o takie
        cos.
        Po powrocie od razu rozstanie. Jakos nie moglem tego zdzierzyc
        (glupi) chcialem do niej wrocic. Ale odpuscilem sobie dosc szybko -
        nie odzywalem sie bo po co. Natomiast ona po jakims czasie ona sie
        odezwala, ze chce wrocic, na co na poczatku przytaknalem ale zaraz
        zrezygnowalem. Nie moglem jej wybaczyc kilku rzeczy - do dzisiaj
        pomimo ze minelo troche czasu no dobra ponad rok :P
        W tym czasie spotykalem sie z paroma dziewczynami, czasem z kilkoma
        naraz - ale bylo to niewinne spotykanie sie i zabijanie czasu- dobra
        zranilem pare osob tym. Co jakis czas sobie gadamy- zawsze ona pisze
        do mnie i zali sie jaki swiat jest niesprawiedliwy, zali sie. Troche
        sie zeszmacila do czego ona sie nie przyznaje.
        Jestem zlosliwy ale ze wzgledu na ten czas co bylismy razem nie chce
        jej mowic "spier**" a mam ochote :)

        Obecnie jestem z piekna dziewczyna i wspaniala dziewczyna, ktora
        czasem mnie niszczy mentalnie. Jak to sie mowi "mozna sie z nia
        bawic 3 tygodnie w miesiacu " :P bo ten jeden tydzien to same
        nerwy :P

        Podsumowujac:
        je nie mialem odwagi sam powiedziec "spie*" :)
        teraz sie nauczylem i osobie mowiacej mi "odchodze " mowie
        grzecznie "ok, pa"
        :)
    • siwy_dzban Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 12.10.08, 15:07
      wymienilem tylko zachowanie. Powinienem dodac ze totalnie do siebie
      nie pasowalismy pod wzgledem charakteru :)
      osobiscie uwazam ze przedstawia ona poziom emocjonalny glona :)
      Poczucie humoru abstrakcyjne niczym rubik, ktory klaszcze i
      jednoczenie krzyczy "rewelacyjna gra, wysmienita grafika" (dla tych
      co pamietaja ten pamietny program w tv:P)
    • palinka75 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 13.10.08, 01:04
      Jakbym siebie czytała... Też tak mam.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=85299795
      Najgorsze, że łapię się na tym, że ciągle szukam na niego jakiegoś
      haka, czekam na niewłaściwe słowa, gesty, sytuacje, by stwierdzić:
      teraz koniec! Nie ma rozmów o tym co mnie interesuje, nie
      uczestniczymy wzajemnie w swoim prywatnym życiu, ciągle padają złe
      słowa, ciagle jakis moje pretensje, wszystko nie aż tak złe, by mieć
      siłę na zakończenie, a w ogóle nie dobre, bo podobno w człowiekowi w
      związku ma być lepiej niż samemu. Ecchh
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 13.10.08, 07:17
      > Co Wami kieruje, że tkwicie w związku, w którym nie
      > jesteście szczęśliwi?
      Zapewne ryzyko że po rozstaniu szczęścia nie przybędzie.
      A że związki nie zawsze są szczęśliwe? Że są czasami nudne, czasami brakuje
      namiętności a czasami zrozumienia? Cóz - bywa. Tak samo nie mieszkamy w swoim
      wymarzonym miejscu na ziemi, ani nasza praca nie jest wspaniałym zajęciem
      dającym satysfakcję i grubą kasę. Ale mimo to nie rzucamy pracy z miejsca żeby
      szukać tej wymarzonej. I nie sprzedajemy mieszkania i nie wyprowadzamy sie w
      Alpy/hawaje/riwierę.

      Dlaczego więc oczekujemy że w życiu damsko/męskim spotka nas maksimum szczęścia
      i partner idealny? To jest nierealna mrzonka.
      • nangaparbat3 Hola hola 13.10.08, 08:26
        Jest róznica miedzy nieosiaganiem ideału, a tkwieniem w czyms, co nam zwyczajnie
        szkodzi.
        Zły zwiazek ma to do siebie, ze niesłychana ilosc energii poświecasz na to, aby
        w nim przetrwac. Rujnujesz sie, a druga strona i tak ma ci za złe wszystko, co
        robisz i czego nie robisz.
        To juz lepiej tę sama energie poswiecic na wolontariat w schronisku dla zwierząt.
        • o0iva0o Re: Hola hola 13.10.08, 19:42
          I jak macie jakies wnioski?

          Moze trzeba wybitnie pielegnowac piekne chwile (jak sie juz zdarza)
          miedzy soba? Wywyzszac je, idealizowac? moze to one sciasniaja zwiazek.

          Najgorsze jest uczucie - uczucie -kurcze a co jakbym z nim zerwala jakbym
          zaczela byc z kims innym? moze bylo by w ten sposob mi i jemu lepiej?
          • o0iva0o Re: Hola hola 13.10.08, 19:43
            "Rozstanie jest cholernie traumatycznym przeżyciem. I to chyba powód
            zasadniczy, że woli sie trwać w związku niż odejść.
            To tak jakby zdecydować, żeby na żywca ucięli rękę czy nogę. Do
            bolącej i niesprawnej ręki można sie przyzwyczaić, jakoś z nią żyć.
            Myśl o amputacji bez znieczulenia przeraża."

            Tez mnie to przeraza.
      • rzeczowakobieta Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 14.10.08, 11:00
        Wlasnie ze chlopak z ktorym zaczne sie spotykac tez bedzie mial wady,moze nawet
        wieksze, moze sie czegos dowiem co mi nie bedzie w 100% odpowiadalo. Czytalam na
        forum o dziewczynie ktora ma faceta idealnego (wyglad, inteligencja ,
        pocz.humoru,duze konto w banku,kocha ja)ale no wlasnie ale.Ona chce z nim zerwac
        bo seks z nim nie jest satysfakcjnujacy (powodem jest male przyrodzenie).
        Ja jestem racjonalna i wiem ze nie ma ludzi idealnych ale na jej miejscu jakbym
        sie zakochala w kims takim jak ona a potem taki zonk, to idzie sie pochlastac!
        W moim zwiazku tez seks nie jest idealny z reszta.Wiec co ja sie czepiam...

        Po 2 wlasnie po to jest milosc zeby nam zaslaniala niedosyty w pracy,czy w
        innych sferach zyciowych. Po to szukamy prawie idealnego partnera zeby chociaz
        przy nim poczuc sie szczesliwi, jak juz nie ma sie tego domu na Riwierze i super
        platnej pracy.
    • natalkai Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 13.10.08, 21:01
      Ja też jestem w cholernie nieudanym związku i podobnie jak Ty nie
      wiem dlaczego. Jestem młoda, mam 21 lat, mogłabym być z kimś innym.
      Ale mimo to tkwię w tym wszystkim i....dupa. Czasami patrzę na
      mojego chłopaka z którym jestm już ponad trzy lata i zastanawiam się
      co mnie jeszcze przy nim trzyma. Chyba tak jak piszesz
      przyzwyczajenie. Może to, że tyle lat jestem z nim, a może strach
      przed nieznanym, może to że będę kiedyś jednak żałowała rozstania z
      nim i nie ułoże sobię życia z nikim innym. Niewiem chyba wszystko
      naraz. Coraz częściej tęsknię za wielką miłością. Wiem że taka się
      zdarza. A mój facet? niestety, nie wzbuda we mie zadnych większych
      emocji. Cholera znieczuliłam się na każdy jego wybryk, na każde
      zranienie. To tyle.
      • rzeczowakobieta Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 14.10.08, 10:33
        Moim zdaniem moze to byc przyzwyczajenie psychiczne.

        Jestesmy z ta osoba bo zdarzaja sie chwile ktore sa piekne,ktore dodaja
        skrzydel, w ktorych czlowiek czuje ze kocha (namietnosc, podniecenie,
        dopamina,serotonina) a pozniej przychodzi zjazd,bo znowu popadamy w rutyne.Znowu
        widzimy wady,przeszkody itd I dla tych rzadkich cudownych chwil tkwimy w tych
        zwiazkach.

        Ale tak nie powinno byc.Moim zdaniem powinno sie czuc szczescie,
        i zakochanie codziennie. Jak sie czlowiek obudzi i patrzy na druga osobe to tez
        powinno sie to czuc.
        Cos jest grubo nie tak...
        • nawrocona5 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 14.10.08, 10:59
          Może strach przed złymi emocjami? Tymi nieznanymi - bo złe emocje w związku mamy
          znane i "oswojone" więc czujemy się zaimpregnowani na drobne urazy które nas
          spotykaja na co dzien.
          Ale boimy sie tego co przyniesie rozstanie - jakie nowe ciosy, a może emocje w
          nas samych o których jeszcze nie wiedzielismy?

          A może boimy się rachunku sumienia? Koniec związku nie musi oznaczać, że
          wszystko od początku było pomyłką, ale to chyba strach przed przyznaniem sie do
          błędu ( w domysle - zmarnowania iluś lat) bywa spoiwem, które trzyma duzo
          związków a nawet małżeństw.

          Przyczyn może być wiele, wszystkie są bezsensowne. Ogólnie to brak odwagi - tak
          naprawde wiele osób marzy, aby "coś" sie wydarzyło i pomogło podjąć decyzję.
          • rzeczowakobieta Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 14.10.08, 16:28
            A jak na przyklad po rozstaniu juz nigdy mnie nikt tak nie pokocha?
            I beda spotykac samych przykrych facetow?
            Mam w tym doswiadczenie, uwierzcie, z mojej perspektywy to nie jest latwe poznac
            kogos ok.Z drugiej strony nigdy nie wiadomo co przyniesie zycie.

            Swiadomosc, swiadomosc obudzenia sie rano i stwierdzenia "jestem sama" "sa male
            szanse ze ktos mnie przytuli dzisiaj lub za tydzien"
            BRZMIA strasznie ;(
        • ursz-ulka Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 23.10.08, 15:34
          > Jestesmy z ta osoba bo zdarzaja sie chwile ktore sa piekne,ktore
          dodaja
          > skrzydel, w ktorych czlowiek czuje ze kocha (namietnosc,
          podniecenie,
          > dopamina,serotonina) a pozniej przychodzi zjazd,bo znowu popadamy
          w rutyne.Znow
          > u
          > widzimy wady,przeszkody itd I dla tych rzadkich cudownych chwil
          tkwimy w tych
          > zwiazkach.

          ładnie napisane... sedno sprawy...
    • anka_firanka02061986 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 28.12.23, 09:33
      Jakbym czytała siebie. Przyzwyczajenie, brak przewodzenia czy spotka się kogoś kto uzupełni pustkę. To ja go podnoszę, to ja mu pomagam, daje mu całą siebie, w zamian dostaje wiele. Ma w łóżku wszystko a tu pach, jakaś dzi*ka dla urozmaicenia... Za co ja się pytam? Za moje dobre serce? Nie chce stracić tego co mam, ale tkwiąc e tym tracę się... Ech
    • roscahill Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 03.01.24, 19:16
      mam dzieci i nie umiem im tego zrobic. Mieszkam za granicą nie mają tu nikogo pròcz nas. Sama płacze nad swoim losem ;((( wlasnie po kolejnej awanturze o nic ;((
    • palisadio0000 Re: do osób tkwiących w nieudanych związkach 12.01.24, 20:06
      Cześć. Witaj. Ja również jestem w związku gdzie od samego początku niestety nie jesteśmy dopasowani w bardzo wielu kwestiach. Często nie mam z kim o wielu problemach porozmawiać czy podzielić się różnymi spostrzeżeniami jakie przez wiele lat do chwili obecnej mnie spotkały i spotykają. Jak będziesz chciała lub ktoś kto jest może w podobnej sytuacji, możesz do mnie napisać . palisadio@Interia.pl Ogólnie jestem z ŁÓDZKIEGO.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka