tabakierka2
10.12.08, 07:04
Kochane kobitki,
mam dziś mega fatalny nastrój :/ chciałabym się nieco wyżalić.
Sytuacja wygląda tak:
przyjechali do nas szwagier ze szwagierką z dwójką dzieci ( syn 2,
córka 6). Jako, że mamy nowe mieszkanie ( od kilku tygodni)
zapraszamy małe grupki znajomych i rodziny na taką mikro -
parapetówkę.
Ze szwagrem i szwagierką mamy kontakt bardzo rzadki ( jak i reszta
rodzeństwa mojego męża)- bo nijak się z nimi dogadać nie możemy (
pomimo, że są koło 30stki - trochę tylko strasi od nas). Problem
tkwi w tym, że to straszne betony:/ tzn. mają swoje algorytmy,
których się trzymają ( +chore koncepcje), ale tylko oni, nikt poza
tym.
Otóż, wracając do tematu. Byli u nas wczoraj. Mówilismy, żeby nie
przynosili nam kwiatów ( a już na pewno nie w doniczce, bo
mozliwości mieszkania dwupokojowego są ograniczone, ponadto mamy
zupełnie inne gusta)- a oni co??? Nie dość, że spóźnieni 1,5h (
mieszkamy w tym samym mieście, dzieli nas około 15km)to jeszcze z
wielką donicą z kwiatem ( obrzydliwy!).Przygotowaliśmy się z mężem
na to spotkanie - mieszkanko wysprzątane, wypachnione, ciasto
kupione... Nasi goście wchodzą, rozbierają sieibie i dzieci...Ich
2letni syn biegnie do pokoju gościnnego ( my stoimy w korytarzyku)
siada na kanapie i..............zaczyna "macać" ciasto- kawałek po
kawałku!!!!!!!!!!!!! i nakłada sobie! a rodzice nic!!!!! zero
tematu, zero nic! ( ja wkurzona na maxa, maż też!, ale tow koncu
brat, trzeba zachować spokój). Siadamy do kawy - mały przestawia
wszystko na stole - wkłada wszystkim łyżeczki do filiżanek z kawą i
nadal maca jedzenie. Rodzice zero reakcji. Dobiera się do misy z
owocami -przynosi jabłko, szwaggierka mu je obiera, mały zjada, ale
przy okazji wdeptuje część jabłka w naszą wykładzinę :/ podobnie jak
ciasto, które wcześniej zjadł. Łazi z kubkiem niekapkiem po
mieszkaniu - ostatecznie kubek mu wypada z ręki i zachlapuje naszą
piękną ścianę :( ( sok chyba jakiś malinowy, bo widzę czerwone plamy
na ścianie;( ) - to ma być kubek niekapek??? Oczywiście w trakcie
spotkania wspaniali rodzice wszystko komentują - że to nie takie, że
tamto nie takie.... Wychodzą, a ja umieram ze zmęczenia :( Szkody-
zalana ściana, "wymemłane" narzuty na kanapę i fotele ( mały je
nuplał w buzi), wdeptane w wykładzinę kawałki ciasta i jabłka. A
szwagierka zapatrzone w tego obrzydliwego dzieciaka jak w obrazek :/
Moja refleksja na dziś: NIE CHCĘ MIEĆ DZIECI W NAJBLIŻSZYM CZASIE!
Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale tego nie było trzeba :/