Kryzys końca studiów?

22.04.09, 22:11
Hej:)
Chciałam Was zapytać o radę. Może macie pomysł, wskazówki, które mi pomogą podjąć właściwą decyzję.
W tym roku kończę prawo. Nie był to wybór z miłości, może nawet nie z rozsądku. W chwili kryzysu końca liceum dałam sobie to wcisnąć, rodzina mnie namówiła, ja bardzo się bałam zrobić coś innego. Marzyłam o polonistyce, dziennikarstwie. W sumie znaczenie miało też to, że bałam się ich oceny, że studiuję coś głupiego i będę nikim w przyszłości.
Teraz, minęło 5 lat, powinnam podjąć decyzję odnośnie mojej przyszłości... I tu pojawia się problem. Z jednej strony wiem, że prawo nie jest tym co chciałabym robić. Ale boję się że już jest za późno żeby coś zmienić. Kończę studia, chcę się usamodzielnić.
Wymyśliłam, że pójdę na filologię romańską, wiem że czułabym się dobrze pracując jako tłumacz. Ale droga do tego celu jest bardzo długa. Nie mam pieniędzy żeby się utrzymać sama. Bardzo trudno mi będzie pracować na cały etat i studiować tak trudny kierunek.
Tu pojawia się pokusa, że może powinnam zacząć pracować w kancelarii, a zmienić coś później, może zrobić studia podyplomowe...
Ale boję się, że utknę całkiem w prawie i będę nieszczesliwa robiąc coś, czego nie lubię.
Co mi radzicie? Jeśli pójdę na filologię, czeka mnie kolejne 3-4 lata bardzo ciężkiej pracy. Boję się, że nie jestem na tyle silna. Może nie jestem na tyle pewna że chcę być tłumaczem, żeby to robić.
Może lepiej być "rozsądną", zostać adwokatem (mam bardzo dobre wyniki, wiem że jest to w zasięgu moich możliwości).
Zaplątałam się całkiem...
    • marzeka1 Re: Kryzys końca studiów? 22.04.09, 22:15
      Podziwiam, że mogłaś studiować cś, co cię nie kręciło, co zrobiłaś wbrew sobie.
      • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 22.04.09, 22:18
        Nic do podziwiania... Z perspektywy czasu widzę, że to było sprzedanie siebie dla rodziny, dla opinii innych...
        Ale to też nie jest tak, że mnie to nudzi kompletnie. To jest to czego nie chcę robić, ale są takie rzeczy które mnie ciekawią. Chwilami lubiłam te studia... Chwilami
    • c_amala Re: Kryzys końca studiów? 22.04.09, 22:16
      Jeśli chcesz byc tłumaczem może po prostu wyjedz za granicę, tam nauczysz się
      języka... pewnie lepiej niż na filologii w kraju. A pozniej jakas podyplomówka z
      tłumaczen... pozdrawiam
    • ja-27 Re: Kryzys końca studiów? 22.04.09, 22:20
      Marzylas o dzennikarstwie i mozesz to robic... wiekszosc
      dziennikarzy nie studiow kierunkowych... a mozesz polaczyc to z
      prawem... pisac w branzowym pismie...

      Zarobisz na drugie studia i zostaniesz tlumaczem...

      Zycze powodzenia i podziwiam za prawo...
    • marek.usc dziecko drogie 22.04.09, 22:32
      pomimo że jesteś chyba w moim wieku trochę dzieli nas klasa społeczna ale wiesz co lepiej być tym adwokatem niż polonistą, to jest różnica zaledwie paru tyś zł na miesiąc, niebo a ziemia, naprawdę chciałbym być tak nieszczęśliwy jak ty i mieć takie dylematy. Jak zdolna jesteś to wykorzystaj to, naprawdę masę ludzi chciałoby być na twoim miejscu a nie dane im jest to z racji tego ze urodzili się np. w biednej wielodzietnej rodzinie... i z braku pieniędzy poszli na polonistykę by potem zostać panią nauczyciel za góra 2000zł miesięcznie i liczenie pieniążków z miesiąca na miesiąc, ale dla nich to szczyt marzeń.

      Rodzice dali ci szansę, jak na razie z niej korzystasz... nie zmarnuj tego!
      • balalalka Re: dziecko drogie 22.04.09, 22:37
        :)
        Niemniej jednak chyba wolę robić to co kocham niż to czego ode mnie oczekują. Wiem, że to są problemy, które mogą wywołać uśmiech politowania u wielu osób. Jednak jeśli jesteś w sytuacji, w której oczekiwania nałożone na Ciebie uniemożliwiają Ci życie swoim własnym życiem to przestaje być takie fajne. Spróbuj być zdolnym i mający kasę robotem, który orientuje się po paru latach że został wykorzystany do spełniania nieswoich marzeń. Nagle się orientujesz, że w ten sposób płacisz za to, co masz. Trundo jest z tego wyjść. Bardzo.
        • marek.usc Re: dziecko drogie 26.04.09, 10:15
          Kurcze ile ty masz lat...25?? I jeszcze rodzice mówią ci co masz robić w życiu... ja sobie nie wyobrażam żeby w moim wieku starzy kierowali mną. Dorosła kobieta jestes a pieprzysz na forum jak nastolatka (przepraszam za słownictwo).
          Piszesz że trudno z tego wyjść... no się zgadzam ale da się oddzielic życie osobiste od pracy tylko trzeba chcieć a pieniądze są ważne kiech nikt mi nie mówi inaczej!:/
          I chce ci zwrócić uwage na jeden aspekt... pracowałęm kiedys w dziedzinie którą w średniej szkole kochałem (to była moja pasja), a teraz tego nienawidzę dlatego że miałem to na codzień 8-12 godzin dziennie po prostu zbrzydło mi to!!! i zastanów się czy aby to dziennikarstwo ci kiedyś nie zbrzydnie bo każdy zawód atrakcyjnie wygląda doputy się nie zagłębisz bardziej:)
          • lisy Re: dziecko drogie 26.04.09, 18:08
            No dokłaadnie :D weź się za siebie kobieto.
      • c_amala Re: dziecko drogie 22.04.09, 22:40
        eee tam Wy to tylko kasa i kasa... Ja zdecydowanie wolałabym robic to co kocham,
        za mniejsze pieniądze niz męczyć się w dobrze płatnej pracy, której nie lubię.
        Pieniądze szczęścia nie dają...
        • ja-27 Re: dziecko drogie 22.04.09, 22:54
          Popieram... ja robie to co kocham i nie chcialabym pracowac za
          wieksza kase w innej branzy... ja sobie zycia nie wyobrazam bez
          mojej pracy... chyba bym uschla...

          Pewnie, ze najlepsza opcja to robic co sie kocha i duzo zarabiac...
          co prawda na zarobki ja nie narzekam, ale nic mnie nie przekona do
          zmiany zawodu... chyba, ze mnie zwolnia...
          • balalalka Re: dziecko drogie 22.04.09, 23:01
            Tego też się boję, że tak naprawdę ten pomysł z rzuceniem prawa to jest dziecinna fanaberia, że ja powinnam być szczęśliwa z miejsca, bo kończę taaakie studia. Czy powinnam być wdzięczna rodzicom, że nie dali mi prawa wyboru? Że nie zapytali mnie nigdy co mnie naprawdę interesuje, kim chciałabym być... A kiedy chcę się z tego uwolnić wreszcie, słyszę dookoła siebie, że jestem rozpieszzconym dzieckiem, bo nie doceniam tego co juz mam...
            • ja-27 Re: dziecko drogie 22.04.09, 23:06
              No na pewno mozesz byc dumna z tego co konczysz, bo nie kazdy ma
              glowe to prawa...
              Nikt tez nie powiedzial, ze jak zaczepisz sie w kancelarii to juz
              tam zostaniesz... ale dobrze byloby zlapac prace usamodzielnic sie i
              spalniac swoje marzenia... jestes jeszcze mloda i wszystko przed
              Toba...
              Ja po studiach dopiero tak naprawde urzeczywistnilam swoje
              marzenie... wiec wszystko przed Toba...
              Ale masz dobry fach w reku, gdyby te marzenia sie nieco odsunely...
            • grassant Re: dziecko drogie 23.04.09, 11:23
              balalalka napisała:
              > Tego też się boję, że tak naprawdę ten pomysł z rzuceniem prawa to
              jest dziecinna fanaberia,
              Nie, nie jest to fanaberia. Możesz zmarnować SWOJE życie robiąc to,
              czego nie lubisz. Aby tłumaczyć nie potrzeba mieć skończonych
              studiów językowych. Możesz np. tłumaczyć teksty, dokumenty prawnicze.

              Czy powinnam być wdzięczna rodzicom, że nie dali mi prawa wyboru? Że
              nie zapytali mnie nigdy co mnie naprawdę interesuje, kim chciałabym
              być...
              Nie, nie powinnaś być im wdzięczna za narzucenie kierunku, nie obraź
              się, ale nie byli w tamtym momencie dobrymi/mądrymi rodzicami. Po
              prostu unieszczęśliwili Cię.

              A kiedy chcę się z tego uwolnić wreszcie, słyszę dookoła siebie, że
              jestem rozpieszzconym dzieckiem, bo nie doceniam tego co juz mam...
              Dziwne podejście. Czy Twoi rodzice mają wyższe wykształcenie? Czy
              pracują w wybranym przez siebie zawodzie?
              • balalalka Re: dziecko drogie 23.04.09, 13:33
                >
                > Czy powinnam być wdzięczna rodzicom, że nie dali mi prawa wyboru? Że
                > nie zapytali mnie nigdy co mnie naprawdę interesuje, kim chciałabym
                > być...
                > Nie, nie powinnaś być im wdzięczna za narzucenie kierunku, nie obraź
                > się, ale nie byli w tamtym momencie dobrymi/mądrymi rodzicami. Po
                > prostu unieszczęśliwili Cię.

                > A kiedy chcę się z tego uwolnić wreszcie, słyszę dookoła siebie, że
                > jestem rozpieszzconym dzieckiem, bo nie doceniam tego co juz mam...
                > Dziwne podejście. Czy Twoi rodzice mają wyższe wykształcenie? Czy
                > pracują w wybranym przez siebie zawodzie?

                Tak, mają wyższe wykształcenie. W mojej rodzinie nie do pomyślenia jest nie mieć studiów. Sami wybrali swoje prace i je lubią. Co więcej, praca jest dla nich całym życiem. Podobnie dla moich sióstr i brata. Czasem wydaje mi się, że mam w rodzinie samych pracoholików. W tej rodzinie jesteś kimś, jeśli skończyłeś studia. Mój ojciec ma w głębokiej pogardzie wszystkich, którzy nie osiągnęli dużo, choć mogli.
                Wiem, ze to brzmi dziwnie, ale moja rodzina jest bardzo toksyczna. I ma wciąż na mnie ogromny wpływ. Jestem najmłodszym dzieckiem, zawsze miałam być najlepsza, z presją rodzeństwa z sukcesami. Żeby znaczyć cokolwiek, żeby zasłużyć na cokolwiek musiałam mieć dobre oceny. Inaczej spotykała mnie pogarda... co najmniej.
                Można mówić, ze to moja wina. Pewnie tak jest. Mogłam się uwolnić, mogłam robić to co kocham. ALe z perspektywy czasu widzę, że byłam za słaba żeby się zbuntować. Może nadal jestem. Nie potrafię odrzucić na bok możliwości bycia "kimś" chociaż przez zostanie świetnym prawnikiem. Bo to jest możliwość pokazania wszystkim, że nie jestem nikim, choć wciąż się z tym w mojej rodzinie spotykam.
                Zawsze nic nie znaczyłam dla mojej rodziny. A jeśli teraz zrezygnuję z prawa, a do tego w czymś innym mi się nie uda, zostanę znów upokorzona.
                • grassant Re: dziecko drogie 23.04.09, 14:24
                  Sami wybrali swoje prace i je lubią.
                  Zatem nie byli w Twojej sytuacji i nie potrafią (nie chcą) zrozumieć
                  Ciebie. Istnieje pojęcie wymarzonych zawodów dla dzieci. Dla mnie
                  to przelewanie na dzieci braku realizacji swoich ambicji. Dzieci
                  nie są własnością rodziców!

                  Mój ojciec ma w głębokiej pogardzie wszystkich, którzy nie osiągnęli
                  dużo, choć mogli.
                  Niech ma. Czy jest przez to szczęśliwy? Ty możesz myśleć inaczej.
                  Musisz rozpocząć życie na własny rachunek.
                  Z toksycznymi ludźmi lepiej nie mieć do czynienia.

                  Nie potrafię odrzucić na bok możliwości bycia "kimś" chociaż przez
                  zostanie świetnym prawnikiem. Bo to jest możliwość pokazania
                  wszystkim, że nie jestem nikim, choć wciąż się z tym w mojej
                  rodzinie spotykam.
                  Bycie „kimś”, dla samego bycia jest chyba żałosne. To prostytucja.

                  A jeśli teraz zrezygnuję z prawa, a do tego w czymś innym mi się nie
                  uda, zostanę znów upokorzona.
                  Ty zostaniesz upokorzona? Raczej będziesz zawsze upokarzana, gdy
                  będziesz postępować wg ich wzorców.

                  Każdy ma prawo zrobić ze swoim życiem, co chce. Decyzję podejmiesz
                  sama i sama poniesiesz za nią odpowiedzialność.
                  Współczuję Ci. Powinnaś walczyć o samorealizację
        • owsianka_3 Re: dziecko drogie 23.04.09, 12:23
          Nienawiść do pracy kiepsko płatnej rośnie z każdym rokiem. Wszystko, naprawdę
          wszystko może się kiedyś znudzić. Wtedy zostają chociaż pieniądze i prestiż
          społeczny.
      • ada.lovelace Re: dziecko drogie 15.02.16, 15:55
        Po stylu pisania rzeczywiście wnoszę, że dzieli was klasa społeczna... ale na korzyść autorki.
    • nsc23 balalalka, 22.04.09, 23:17
      Ja tez koncze w tym roku studia. Poniewaz doszlam do wniosku, ze nie chce
      pracowac w zawodzie zgodnym z kierunkiem studiow postanowilam pojsc na drugie
      studia w zupelnie inna strone. I to nie tak, ze swoich pierwszych studiow jestem
      niezadowolona, bo uwazam, ze nie moglam wybrac ciekawszych i fajniejszych
      studiow, ale jednak pracowac w tym zawodzie bym nie chciala :) Nie ma nic zlego
      w tym, ze zmieniasz zdanie - lepiej teraz niz za 20 lat byc sfrustrowana i
      zgorzkniala baba ;)
    • koala_tralalala Re: Kryzys końca studiów? 22.04.09, 23:31
      Po prostu poszukaj pracy w mediach. Na poczatku bedziesz sie musiala
      troche przestawic (styl pisania), ale w koncu chyba glowe masz na
      karku jesli skonczylas prawo, wiec sobie poradzisz.
      • alajna85 Re: Kryzys końca studiów? 22.04.09, 23:38
        relatywnie niewielu ludzi pracuje w zawodzie zgodnym z wykształceniem, więc się
        nie przejmuj tylko idź do przodu i teraz rob to, co chces
    • stedo Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 00:22
      Ależ dziennikarzem możesz być w dalszym ciągu.Prawnicy są bardzo cenieni w tym
      zawodzie.Dla własnej satysfakcji możesz podyplomowo zrobić dziennikarstwo.To
      łatwe studia, dasz radę.Same studia dziennikarskie są trochę puste.Najlepiej
      skończyć coś konkretnego a dziennikarstwo potem.Powodzenia.
    • mari-is Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 00:31
      Mając wykształcenie prawnicze, jako tłumacz tekstów prawniczych
      jesteś poza konkurencją. A jeśli będziesz miała uczucie, że tracisz
      czas, to zawsze możesz wyjechać na staż do PE. Za trzy lata, nawet
      narazie tylko z licencjatem, masz dwa zawody, które spokojnie możesz
      połączyć i dobrze na tym zarobić.
    • lisy Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 08:40
      Dobrze Ci ludzie radzą, nie zaczynaj kolejnych studiów! Jako prawnik
      masz otwarte drzwi do wielu zawodów, proponuję pomyśleć teraz o
      stażu np w gazecie. Nie wiem jak wygląda Twoje cv, ale nawet jeśli
      rubrykę "doświadczenie" masz pustą, szukaj etatu w tych wymarzonych
      dziedzinach, może akurat Cię zatrudnią.

      Staż w kancelarii nie jest wcale głupim pomysłem i może nie
      wierzysz, ale przybliży Cię do Twojego celu (zmiana zawodu).

      Tylko czy sobie poradzisz? Bardzo to dziecinne pisać "ktoś mi
      wcisnął te studia". Mam nadzieję że to tylko tak Ci się wymsknęło i
      życzę powodzenia :)
    • wegetujacyfacet Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 11:08
      Witam. Sama musisz sobie odpowiedzieć co chcesz robić w swoim życiu,
      coś co daje tobie satysfakcję. Jeśli już wiesz co ci daje tą
      satysfakcje, to sie zastanów jakies są pieniądze z tego. Jak będzie
      wyglądało twoje życie pod względem finansowym? Pamiętaj że pieniądze
      to nie wszystko. Piniądze nie dają szczęścia lecz pomagają w tym
      szczęściu. Robiąc hipotetyczne założenie masz rodzine: męża, dzieci
      w zawodzie adwokata będziesz miała większą kasę miesięcznie niż w
      zawodzie tłumacza/a możesz wylądować jako nauczycielka, a tu są
      marne pieniądze/. Czy póżniej jak upłynie jakiś czas możesz żałować
      że podjełaś taką a nie inną decyzję. W życiu najwążniejsze jest to
      co robimy z pasją a nie na siłę. W naszym kraju jest sporo osób
      które pracują w jakimś zawodzie, który im nie daję satysfakcji, lecz
      czysty pieniądz. W życiu jest tak, że zawsze musimy coś
      poświecić.CZy w twoim wypadku będzie to poświecenie że będziesz
      adwokatem?Nie wiem.
      ***Widzisz jestem osobą którą skończyła 3 kierunki wyższe które były
      moją pasją, tylko jeden z nich daje możliwość zarabiania dużych
      pieniedzy.Ale ja sam musiałem sobie na te studia zarobić. Miałem
      wiele razy dość studiów i pracy,widziałem jak koledzy balują na
      studiach ale zaparłem się i udało mi się skończyć. Może był to błąd
      ale bo napewno coś straciłem. Ale mi zależało by pracować i mieć
      sensowne i dobre pieniądze z pracy, by moje dzieci nie męczyłe się
      tak jak ja. A mi zdażało się wiele razy jeśc suchy chleb i popisając
      wodą. Teraz juz moja sytuacja finansowa sie poprawiła. Lecz
      konsekwencją pracy i studiów jest to że nie ma kobiety którą mogę
      wieść życie rodzinne. Miałem taką której mogłem dać dobre i wygodne
      życie i pracę ale nie wyszło i nic na to nie poradze.

    • rzmija Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 11:15
      Skoro już skończyłaś tak trudne studia, masz wiedzę to szkoda by było całkiem to
      zaprzepaścić. Poszukaj może czasopism do których mogłabyś pisać jako prawnik.
      Wtedy połączysz swój pomysł na życie z kapitałem który dały Ci studia.
    • sundry Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 11:17
      balalalka napisała:


      > Wymyśliłam, że pójdę na filologię romańską, wiem że czułabym się
      dobrze pracują
      > c jako tłumacz.

      Skąd wiesz? a jak w trakcie studiów ci się odwidzi?Chyba mało jest
      ludzi,dla których ich zawód jest prawdziwą pasją i jeszcze dobrze na
      tym zarabiają.
      • burmetka Re: dla mnie jesteś trochę dziwna 23.04.09, 11:36
        po pierwsze: nie mogę pojąć jak można studiować coś czego się nie
        lubi...przecież studia wpływają na całe Twoje życie...
        ale nie martw się już nie dołuje:P musisz rozwiązać problem, przedewszystkim
        odpowiedz sobie na pytania:
        1. Czy napewno nie możesz pracować w swoim kierunku? ( bo będziesz bardzo
        nieszczęsliwa itp..)
        2. Czy nie możesz robić czegoś innego? co chcesz nie koncząc studiów
        Studia filoloficzne pochłaniają kupę czasu, trzeba się temu poświecić. Chce Ci
        się? Przeanalizuj czy warto. Pozatym dobra nauką języka jest wyjazd za granicę.

        • stinefraexeter Re: dla mnie jesteś trochę dziwna 23.04.09, 11:39
          Zacznijmy może od tego, że studia tego typu nie są sposobem na naukę języka...
          Tam się idzie język już przyzwoicie znając.
    • stinefraexeter Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 11:37
      Hmm, rozumiem twoje rozterki, natomiast musisz sobie uświadomić jedną rzecz:

      piszesz o byciu tłumaczem francuskiego (zakładam,że język znasz na poziomie
      zaawansowanym), ale czy ty wiesz, jak taka praca wygląda? Czy jesteś pewna, że
      byś się w tym sprawdziła? Bo jeśli nie, to niestety uważam twój pomysł z
      romanistyką za nienajlepszy..
      A teraz powody:

      1) filologia to nie tylko tłumaczenia. To w zasadzie często 5 długich lat
      studiowania gramatyki historycznej, fonetyki, historii francuskiego kręgu
      kulturowego i abstrakcji nt. dyskursu. Jeśli już zależy ci na tłumaczeniach, to
      raczej wybierz coś w rodzaju lingwistyki stosowanej.

      2) z własnego doświadczenia wiem, że marnowanie kolejnych 5 lat na taką właśnie
      lingwistykę to rzecz nie warta świeczki. Już teraz masz super specjalizację
      (prawo) i znasz język (wciąż zakładam). Kolejne studia ci do tego nie są
      zupełnie potrzebne. Najwyżej jakieś studium podyplomowe (które jednak na ILS na
      UW jest potwornie drogie), ale i bez tego możesz spróbować swoich możliwości w
      tej dziedzinie.

      3) jeśli marzy ci się tłumaczenie literatury pięknej to zapomnij. Ułamek
      procenta tłumaczy się tym zajmuje. Jest to rzecz bardzo trudna i, co
      najważniejsze, niewiele się na takiej filologii w tym kierunku nauczysz
      niestety. Najwięcej tłumaczy działa w tłumaczeniach specjalistycznych (prawo,
      medycyna, finanse). Ty już specjalizację masz.

      4) nie musisz być prawnikiem jeśli nie chcesz (zresztą jaki zawód mogłabyś
      wykonywać bez aplikacji?). Jeśli zależy ci na spróbowaniu swoich sił, to szukaj
      pracy w mediach, w gazetach. Brak magistra z dziennikarstwa akurat nie jest
      żadnym problemem. Zobacz, jak ci rzeczywiście idzie te pisanie.
      Tłumaczeń też spróbuj, żeby się przekonać, czy to coś dla ciebie (musisz jednak
      wiedzieć, ze jest to niezwykle trudne zajęcie za niezwykle psie pieniądze).

      Ale zaczynanie nowych studiów, zwłaszcza filologicznych bym ci odradzała. No
      chyba że byłyby to studia zaoczne, które pozwoliłyby ci pracować.
    • jack20 Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 11:56
      Masz problem.
      Wydaje mi sie ze masz takie pojecie o pracy po romanistyce jak twoi
      rodzice o zawodzie prawnika.
      Wybrali tobie ten zawod ze wzgledu prawdopodobnie badz na kase badz
      naogladali sie hollywodskich filmow o prawnikach.
      Nie sadze ze nie bedac zwyksztalcenia czyms w rodzaju literata a
      drugi jezyk miec we krwi od urodzenia rownorzedny z ojczystym mozna
      z powodzeniem tlumaczyc literature nie mowiac o poezji.
      Mysle o tlumaczeniu jakosci odpowiadajacej oryginalowi.
      Podobnie tylko z tego srodowiska rekrutuje sie symultan-tlumaczy
      (tzn. tlumaczacych rownoczesnie text mowiacego na jezyk inny)
      Zycze jednak powodzenia, bowiem...:
      Tlumaczenia w polskich firmach (na portalach ) sa czesto horrorem z
      ktorego zrozumieniem jest dla poslugujacego sie tym jezykiem bardzo
      ograniczone lub wogole niezrozumiale
      • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 13:41
        jack20 napisał:

        > Masz problem.
        > Wydaje mi sie ze masz takie pojecie o pracy po romanistyce jak twoi
        > rodzice o zawodzie prawnika.
        > Wybrali tobie ten zawod ze wzgledu prawdopodobnie badz na kase badz
        > naogladali sie hollywodskich filmow o prawnikach.

        Wbrew pozorom doskonale wiedzieli co robią. A ja wiem na czym praca prawnika polega, ale przekonałam się o tym na własnej skórze później. Kiedy wybierałam te studia myślałam, że da się robić coś czego się nie lubi, ale co daje sukces i się w tym spełniać. Zawsze w szkole udawało mi się "polubić" lekcje, jeśli udawało mi się być w nich dobra. Bez ogromnej pasji, ale lubiłam to.
        Kiedy przyszło do studiowania prawa, okazało się że praca bez serca to najgorsze co można robić. Męczyłam się strasznie, kończę te studia z rozsądku i po to, żeby mieć dyplom. Ale gdzieś zgubiłam umiejętność lubienia tego co robię tylko dlatego że to robię.
        Wiele razy płakałam nad książkami, rzucałam kodeksami... i dalej jechałam na czwórkach i piątkach. Po to, żeby "coś" mieć. Żeby nie umrzeć z głodu po studiach. Teraz widzę, że nawet za cenę głodu cięzko jest mi się zmusić do pójścia do pracy w kancelarii. Mogłam już na studiach pracować w prawie, zamiast pracować tak jak pracowałam za psie pieniądze. Ale ciągle wolałam sprzedawać w sklepie albo przekładać kretyńskie papiery w biurze niż zająć się prawem.

        Problemem jest to, że wiem czego nie chcę. Nie wiem czego chcę. Czy ktoś z Was miał ten sam problem? Jak sobie poradziliście?

        > Nie sadze ze nie bedac zwyksztalcenia czyms w rodzaju literata a
        > drugi jezyk miec we krwi od urodzenia rownorzedny z ojczystym mozna
        > z powodzeniem tlumaczyc literature nie mowiac o poezji.
        > Mysle o tlumaczeniu jakosci odpowiadajacej oryginalowi.
        > Podobnie tylko z tego srodowiska rekrutuje sie symultan-tlumaczy
        > (tzn. tlumaczacych rownoczesnie text mowiacego na jezyk inny)
        > Zycze jednak powodzenia, bowiem...:
        > Tlumaczenia w polskich firmach (na portalach ) sa czesto horrorem z
        > ktorego zrozumieniem jest dla poslugujacego sie tym jezykiem bardzo
        > ograniczone lub wogole niezrozumiale
        • stinefraexeter Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 13:46
          > Problemem jest to, że wiem czego nie chcę. Nie wiem czego chcę. Czy ktoś z Was
          > miał ten sam problem? Jak sobie poradziliście?

          I właśnie dlatego zaczynanie nowych studiów przez ciebie to zły pomysł.

          Skończ te prawo, bo już jesteś blisko.
          I daj sobie czas poznać samą siebie.
          Poszukaj pracy, zobacz jak się w czym sprawdzasz, pozwól sobie odkryć w sobie
          predyspozycje i zdolności (np. może się okazać, ze świetnie się sprawdzasz jako
          organizatorka "eventów").

          Skoro nie wiesz, czego chcesz, to rzucanie się na nowe studia po omacku może się
          okazać stratą czasu. Zwłaszcza że twoje zainteresowania (języki, literatura,
          pisanie) pozwalają mi domniemywać, że mogłabyś je rozwijać bez taplania się na
          nowo w akademickim świecie.
          • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 13:57
            >
            > I właśnie dlatego zaczynanie nowych studiów przez ciebie to zły pomysł.
            >
            > Skończ te prawo, bo już jesteś blisko.
            > I daj sobie czas poznać samą siebie.
            > Poszukaj pracy, zobacz jak się w czym sprawdzasz, pozwól sobie odkryć w sobie
            > predyspozycje i zdolności (np. może się okazać, ze świetnie się sprawdzasz jako
            > organizatorka "eventów").
            >
            > Skoro nie wiesz, czego chcesz, to rzucanie się na nowe studia po omacku może si
            > ę
            > okazać stratą czasu. Zwłaszcza że twoje zainteresowania (języki, literatura,
            > pisanie) pozwalają mi domniemywać, że mogłabyś je rozwijać bez taplania się na
            > nowo w akademickim świecie.

            Właśnie mam już trochę dość studiowania; ja tak naprawdę uczę się od kiedy skończyłam 5 lat. Nawet nauka czytania była dla mnie zadaniem, któe miałam wykonać jak najlepiej. Już chwilami mam ochotę usiąść i nie robić nic. Nawet nie skończyłam studiów, a już jestem wypalona. Ale gdzie mogłabym szukać pracy? Jak? Marzy mi się jakaś praca w prasie, może PR, ale ciągle czuję że nie byłabym w tym naprawdę dobra. Ale cóż, z literatury nie wyżyję...
            • sundry Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:04
              Może jakiś gap year za granicą?odetchniesz trochę i będziesz mogła
              się zastanowić co dalej.
              • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:28
                sundry napisała:

                > Może jakiś gap year za granicą?odetchniesz trochę i będziesz mogła
                > się zastanowić co dalej.

                Teraz mam gap year za granicą :) A właściwie Erasmusa. I niewiele się nim cieszę, myśląc ciągle o tym co bedzie jak wrócę do Polski...
                • sundry Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:31
                  Erasmus to co innego,jesteś przecież na studiach ciągle.
            • stinefraexeter Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:05
              Dlatego daj sobie chwilę oddechu.

              Za chwilę poraz pierwszy od 5 roku życia wyjdziesz z bezpiecznego kokonu jakim
              jest szkoła i nauka. Dopiero wtedy tak naprawdę zorientujesz się, jak sobie
              dajesz radę w "prawdziwym" życiu i dopiero wtedy poznasz samą siebie i swoje
              umiejętności.

              A jak zaczniesz szukac pracy to może się okazać, ze z marzeń i aspiracji
              niewiele wyjdzie. Zobaczysz, perpektywa zmieni się całkowicie. I dopiero wtedy
              będziesz mogła zobaczyć, na którą ścieżkę zawodową najbardziej się nadajesz.
            • anaisanais Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:38
              to po prostu probuj - idz do gazet i zglos sie, moze cie zatrudnia,
              zobaczysz jak ta praca wyglada czy ci sie spodoba, jak nie to
              znienisz,
              probuj probuj , nie teoretyzowanie, tylko idz w to posmakuj i
              przezyj, mozesz stracic lata na wyobrazaniu sobie jakby to bylo
      • maladalila Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 13:49
        Jack20, chyba jednak dużo Ci się wydaje, a niewiele wiesz.
    • anaisanais Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:30
      ja mam taki sam problem chodz niestety nie mam rozwiazania. mysle ze
      kolega/kolezanka stinefraexeter powyzej napisala madra rzecz i taka
      jest tez moja rada.
      moi rodzice tez bardziej naciskali na dobre oceny, wybor dobrych
      studiow (takich ktore dadza prace i pieniadze) i ja tak sama tez
      myslalam. studia ekonomiczne nigdy mnie w sumie nie pasjonowaly,
      potem dosc krotko potem zaczelam pracowac w IT bo taka byla sytuacja
      i tak pracuje od 8 lat. w miedzyczasie przenioslam sie za granice,
      co bylo bardzo cennym doswiadczeniem, i ogolnie nie zaluje ze tak
      moja droga sie potoczyla, ale czuje ze juz bardzo chcialabym ja
      zmienic.
      Tak naprawde jednak nie wiem co innego moglabym robic. tzn. sa
      oczywiscie rzeczy ktore lubie ale jakos nie wiem czy moglyby byc
      moim zawodem, albo osiagniecie ich zaleloby mnostwo czasu. cos tam
      myslalam o historii ale nic nie wyszlo z tego. zaczelam bardziej
      jedynie zajmowac sie po prostu wolnym czasie tym co lubie i
      rozwinelam swoje hobby, ktore daja mi mnostwo zadowolenia.
      mysle ze te wahania tak naprawde pochodza z nieznajomosci siebie tak
      ja pisala stinefraexeter. pewnie nigdy nie koncentrowalas sie na tym
      co lubisz, zajeta nauka i dostawaniem piatek? dlatego tez raczej
      powiedzialabym - poczekaj i daj sobie czas na poznanie siebie, to
      moga byc lata, i po prostu rob to co lubisz. moze w prawie tez sa
      jakies dziedziny ktore sa ciekawsze, albo prawo bedzie droga do
      czegos innego, np. do jakis organizacji gdzie bedziesz mogla dzialac
      bardziej organizacyjnie. rozwijaj tymczasem te umiejetnosci ktore sa
      twoja silna strona, pracuj nad slabymi stronami np. mozesz pisac do
      gazet interetowych, a jesli te tlumaczenia cie pasjonuja moze rozwaz
      wyjazd za granice, sprobuj kursow i rozmawiaj z osobami ktore robia
      zawody ktore cie interesuja. czasem nasze wyobrazenie o zawodzie
      jest inne niz ten zawod naprawde. sa tez pewnie firmy od doradztwa
      zawodowego, moze pomoga ci okreslic profil i zdecydowac co dalej?
      czasem mysle ze osoby ktore nauczyly sie stawiac sobie wysoko
      poprzeczke lubia wybierac rzeczy wymagajace wysilku i trudne, tez
      trudne do osiagniecia, dla samego trudu.
      tzymaj sie
      • stinefraexeter Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 15:28
        Koleżanka stine zgadza się z anaisanais i podpisuje pod tym co napisała ;)

        Zresztą ja też byłam i w zasadzie wciąż jestem w podobnej sytuacji. I widzę, że
        istotnie masz dość nauki, stąd właśnie takie myśli... Po prostu nadszedł moment
        na wejście w nową fazę w życiu. Znasz siebie doskonale, wiesz już jak
        funkcjonujesz w realiach szkolno-uczelnianych, ale już czas na to, by wreszcie
        zmierzyć się z prawdziwym życiem.
        Nauka i uczelnia to, wbrew pozorom, bardzo wygodny i bezpieczny świat.
        Nic innego ci nie pomoże, jak tylko wejście w życie "po magistrze".
        A potem być może zdecydujesz się na jakieś podyplomówki, itd., ale to będzie już
        zupełnie inny rodzaj nauki.
        Najważniejsza rzecz: twoje odczucia są naturalne i często spotykane. Życzę dużo
        cierpliwości, bo będzie ci bardzo potrzebna.
    • hania1976 Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:35
      A ja bym w takiej sytuacji wybrala sie w podroz dookola swiata.
      Wyjechala tak na pol roku. Sama.

      Wiem, wiem, ze kwestia pieniedzy BARDZO wchodzi w gre. Ale jesli nie
      mozesz sobie teraz na to pozwolic, popracuj troche w zawodzie,
      ktorego nie lubisz, zarob, i w swiat!

      Po powrocie bedziec miec bardzo jasny obraz tego kim jestes i czego
      chcesz od zycia. Powodzenia!
      • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:38
        hania1976 napisała:

        > A ja bym w takiej sytuacji wybrala sie w podroz dookola swiata.
        > Wyjechala tak na pol roku. Sama.
        >
        > Wiem, wiem, ze kwestia pieniedzy BARDZO wchodzi w gre. Ale jesli nie
        > mozesz sobie teraz na to pozwolic, popracuj troche w zawodzie,
        > ktorego nie lubisz, zarob, i w swiat!
        >
        > Po powrocie bedziec miec bardzo jasny obraz tego kim jestes i czego
        > chcesz od zycia. Powodzenia!

        Mniej więcej od czerwca poprzedniego roku jestem w podróży. Wyjechałam sama za granicę, studiować i pracować. ALe ciągle wiem, że to nie jest prawdziwe życie i że wrócę do problemów już niedługo...
        Chciałabym już teraz się z nimi zmierzyć.
      • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:40
        Już wiele widzę, choćby umiałam zauważyć, jak bardzo nie znoszę prawa, Wczesniej zaprzeczałam, teraz juz wiem. To już bardzo dużo. Uniezależniam się powolutku od rodziny, jeszcze nie do końca finansowo, ale już jest znacznie lepiej.
        Jednak wciąż nie wiem co jest tym, co chciałabym robić. Ciągle mam wrażenie że jest coś lepszego, co mogłabym robić. ALe nie umiem tego znaleźć...
        • hania1976 Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 15:04
          Mialam na mysli plecaczek, i w swiat .. nie za praca, nie za
          nauka .. raczej za poznaniem siebie :)

          Uderzylabym do Ameryki Poludniowej, Srodkowej, pozniej do Indii,
          Chin itd ..

          TAKA wyprawa otworzy Ci oczy, zobaczysz.

          Zreszta nie malo jest osob ktore tak wlasnie poznaja czego chca od
          zycia :)
          • simply_z Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 15:11
            pytanie skad wziac na to wszystko fundusze ,nie mowiac ,ze dla
            smotnej kobiety taka wyprawa to ryzyko...
            • hania1976 Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 15:17
              Ryzykiem jest w ogole zycie :)

              Fundusze nalezy uzbierac. W miejscach o ktorych mowie, zyjesz za
              kilka dolarow dziennie.

              A samotne kobiety jak najbardziej wybieraja sie na takie wojaze,
              uwierz mi.
              • anaisanais Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 15:22
                nie zgadzam sie z tym pomyslem podrozy, przeciez autorka wie mniej
                wiecej co ja interesuje, po prostu musi tego sprobowac.
                a wojazujac tylko odwleka dzialanie.
                • hania1976 Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 15:30
                  >>Problemem jest to, że wiem czego nie chcę. Nie wiem czego chcę.
                  >>Czy ktoś z Was miał ten sam problem? Jak sobie poradziliście?

                  Ja podaje tylko jeden z pomyslow na radzenie sobie z "niewiedzeniem-
                  czego-sie-chce". Ale oczywiscie taka podroz nie jest dla kazdego, i
                  nie chodzi tu wylacznie o sprawy finansowe.
                  • anaisanais Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 15:34
                    a tak z ciekawosci sie spytam, czy udalas sie w taka podroz i czy
                    przyniosla cos wymiernego, tzn faktyczne rozwiaznie problemow?

                    dodam ze nie mam nic zlego na mysli zadajac to pytanie, ani nie
                    staram sie krytykowac, fakt ze sama sie sceptycznie odnosze bo
                    uwazam ze lepiej jest po prostu dzialac w "zyciu" nic odwlekac ale
                    moze ktos ma inne doswiadczenia.
                    • hania1976 Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 16:01
                      Niesmiertelne pytanie to czy byc czy miec.

                      Jezeli osoba chce kariery, to faktycznie lepiej nie tracic roku w
                      zyciorysie, gdzies tam szwedajac sie po swiecie. Lepiej wtedy
                      skoncentrowac sie wylacznie na swojej pracy, i wygladac na
                      zadowolonego z zycia, no albo nim byc :)

                      Ale jesli chce sie czegos innego niz kariera, wtedy taka podroz duzo
                      da .. Poznajac inne kultury, widzac jak inni ludzie zyja, jak mysla,
                      co jest dla nich wazne, a co wcale, wtedy uczysz sie o sobie :)

                      Zreszta, w przypadku autorki tego watku taka przygoda moglaby byc
                      wstepem do pieknej, i chcianej kariery dziennikarskiej :)

                      Jeszcze raz powtarzam, to jest moja wlasna sugestia, ale ile ludzi
                      na swiecie, tyle i innych sugestii.
                      • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 22:41
                        wiem co oznacza samotna podroz, bo takie lubie najbardziej :) Choc najdalej zagnało mnie tylko po Europie na razie.
                        Tak, to już teraz byłoby odwlekanie decyzji. Już widzę, że nic nie zdziałam rozmyślając w czasie podróży z plecakiem. Teraz przyszedł niestety czas na konfrontację z szarą rzeczywistością. Tą prawdziwą... I to bedzie duzo trudniejsze niż pojechać samej do Indii. Szczerze mówiąc wybór drogi jest dla mnie trudniejszy niż jakikolwiek inny cel... Ale chyba to nie ejst tylko mój problewm :)
    • i_ga Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:40
      Kochana, pocieszę Cię nie bedziesz się musiała nawet starć, żeby nie
      pracować w zawodzie. Na rynku usług prawniczych jest ogromna
      konkurencja i musiałabyś mieć naprawdę imponujące cv żeby zaraz po
      studiach pracować jako prawnik( no chyba,że masz placy). Podobnie
      jest z zostaniem adwokatem. Chcesz być dziennikarką to zacznij
      działać. Postarj się o staż w jakiejś gazecie bądź w mediach.
      Studia prawnicze maja jedną zaletę są cenione poza rynkiem
      prawniczym i są przydatne praktycznie w każdej branży więc do
      dzieła!!! P.s. musisz lubić swoją pracę bo będziesz spędzać w niej
      ok 80% swojego "dorosłego" życia....
      • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:42
        i_ga napisała:

        > Kochana, pocieszę Cię nie bedziesz się musiała nawet starć, żeby nie
        > pracować w zawodzie. Na rynku usług prawniczych jest ogromna
        > konkurencja i musiałabyś mieć naprawdę imponujące cv żeby zaraz po
        > studiach pracować jako prawnik( no chyba,że masz placy). Podobnie
        > jest z zostaniem adwokatem. Chcesz być dziennikarką to zacznij
        > działać. Postarj się o staż w jakiejś gazecie bądź w mediach.
        > Studia prawnicze maja jedną zaletę są cenione poza rynkiem
        > prawniczym i są przydatne praktycznie w każdej branży więc do
        > dzieła!!! P.s. musisz lubić swoją pracę bo będziesz spędzać w niej
        > ok 80% swojego "dorosłego" życia....


        Tak się składa moja droga że znam realia pracy po prawie. I wiem, że zostanie adwokatem jest w moim zasięgu i bez pleców. Pewnie to brzmi zarozumiale, ale na tyle znam swoją wartość, żeby wiedzieć że to się da. Jasne że wymaga wiele wyrzeczeń i parę lat pracy za 800 zł, ale to jest coś co byłabym wstanie osiągnąć.
        • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:44
          Tyle że to jest za wysoka cena.
          • i_ga Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:56
            Nie chodzi mi o dostanie się na aplikację itd. a raczej o to, że
            cięzko jest o dobrą pracę ( za dobre pieniądze)zaraz po studiach tym
            bardziej jak się nie ma do tego przekonaia. Wiesz ja świetnie sie
            czułam na studiach prawniczych ale za to aplikacja to jazda bez
            trzymanki.....w pracy tez nie ma taryfy ulgowej. Jednym słowem jest
            cięzko!!!!Jeżli Cię to nie kręci to nie pakuj się w to.
          • simply_z Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 14:57
            mysle ,ze wlasnie wyjazd za granice ci to uswiadomil ,tez jestem na
            stypednium i zaczelam dostrzegac co chcialabym zmienic ,co bym mogla
            robic a czego nie.I tez sie obawiam powrotu ..,najwazniejsze to
            zaczac cos robic w kierunku ,kktory cie interesuje ,moze jakas
            podyplomowka ,moze pisanie do gazet lub na portalach
            internetowych ,nie ma co pakowac sie w cos co nie daje ci
            satysfakcji.Tak jest ze wszystkim ,ze zwiazkami i z praca
            rowniez.Zycie jest po prostu za krotkie ,jakkolwiek idealistycznie
            to brzmi.Los byc moze pokazal ci przez ten wyjazd ,ze musisz cos
            zmienic ,moze nawet cie otrzezwil.
    • wea89 Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 15:02
      Piszesz,ze marzyłaś o dziennikarstwie.A co Ci przeszkadza dorobić roczne
      [tak,jest to możliwe !] studia podyplomowe z tego i starać się o pracę w tym
      zawodzie? Na dobrą sprawę- wielu dziennikarzy NIE MA ukończonych studiów
      dziennikarskich!Przejrzyj sobie strony kilku tych bardziej znanych,przekonasz
      się, jak różne studia kończyli.
    • jagoda_pl Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 18:08
      Ja bym radziła Ci jakiś staż w kancelarii - robiłaś już coś takiego?
      Mam sporo znajomych po prawie, którzy mieli podobne dylematy i część
      dopiero po zderzeniu z praktyką umiała podjąć decyzję. Jedni
      zostali, inni obrali inne drogi.

      Kolejne studia magisterskie to trochę strata czasu.
      , choć jeśli bardzo tego pragniesz to w sumie - czemu nie? Ale
      lepiej jakoś inaczej się przekwalifikować - studia podyplomowe,
      wyjazd zagraniczny, staże...
      • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 22:44
        jagoda_pl napisała:

        > Ja bym radziła Ci jakiś staż w kancelarii - robiłaś już coś takiego?
        > Mam sporo znajomych po prawie, którzy mieli podobne dylematy i część
        > dopiero po zderzeniu z praktyką umiała podjąć decyzję. Jedni
        > zostali, inni obrali inne drogi.
        >
        Tak, właśnie po takim stażu zdecydowałam, że nie chcę, żeby moja noga więcej postała w kancelarii. I to nie jest sprawa jednostkowej kancelarii, tylko mojego podejścia do tej roboty.
        Nawet pracując w sklepie miałąm więcej serca dla tej roboty niż dla kancelarii.
    • ozlem Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 19:02
      Jest jeszcze coś takiego jak studia podyplomowe (w Wa-wie, Poznaniu, Krakowie, Łodzi), które kształcą tłumaczy konferencyjnych i pisemnych. Jako osoba po prawie masz ogromne mozliwości, bo tłumaczenia prawnicze i biznesowe to spory kawał tortu tłumaczeniowego. Jest jedno "ale" - tłumaczenie to tak naprawde powtarzanie tego co ktoś inny powiedział, ale w innym języku. Zero miejsca na kreatywność. O to Ci naprawdę chodzi?
    • mary_an Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 20:26
      Moja przyjaciolka skonczyla filologie w Polsce, chce wyspecjalizowac sie w
      tlumaczeniach prawniczych i teraz wyjechala studiowac prawo za granica, zeby sie
      doszkolic w jezyku i fachowej terminologii. Moze pomysl o studiach podyplomowych
      we Francji (bo chyba chodzi o francuski??) i mozesz potem robic
      polsko-francuskie tlumaczenia prawnicze, jest spore zapotrzebowanie na takich
      specjalistow. Nie trzeba od razu zaczynac studiow od poczatku :)

      Popatrz sobie w internecie, jest mnostwo ofert dla lawyers-linguists, ja tez
      jestem wlasnie po tych dwoch kierunkach o ktorych piszesz i wiem o czym mowie :)
    • lisy Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 21:20
      Czytam to co piszesz i przykro mi, ale nie wiesz co to "kop w dupę".
      Niestety jest Ci bardzo potrzebny - może to pokrętnie piszę, bo nie
      jest moim zamiarem obrażanie Ciebie. Nie wiesz, bo KWD to nie to
      samo, co zmuszanie się do nauki nielubianych przedmiotów.

      Chodzi o to, żebyś zobaczyła, na czym polega praca zawodowa, bo masz
      jakieś mylne wyobrażenie.

      Jeśli jeden wyuczony zawód Ci nie odpowiada, to chodzisz co dzień do
      tej nielubianej pracy a w międzyczasie szukasz innej. Wysyłasz dużo
      cv na różne stanowiska pracy, w różnych dziedzinach i chodzisz na
      rozmowy. Już na tym etapie zobaczysz, jak jest trudno. Na pewno
      znajdziesz coś, ale to jeszcze nie będzie to. Podłapiesz trochę
      doświadczenia i zmienisz pracodawcę. I znowu i znowu. Tak to
      zazwyczaj wygląda, żadne roczne podróże do wnętrza siebie..

      Jestem za tym, żebyś szukała pracy w wymarzonych dziedzinach,
      przygotuj się jednak na to, że trochę to potrwa.

      Przede wszystkim zacznij wysyłać cv, bo tylko tak zrozumiesz o co mi
      chodzi. Hmm będzie to wyglądało mniej więcej tak, że nie Ty
      wybierzesz sobie pracę, tylko ona Ciebie.
      • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 22:48
        lisy napisała:

        > Czytam to co piszesz i przykro mi, ale nie wiesz co to "kop w dupę".
        > Niestety jest Ci bardzo potrzebny - może to pokrętnie piszę, bo nie
        > jest moim zamiarem obrażanie Ciebie. Nie wiesz, bo KWD to nie to
        > samo, co zmuszanie się do nauki nielubianych przedmiotów.
        >
        > Chodzi o to, żebyś zobaczyła, na czym polega praca zawodowa, bo masz
        > jakieś mylne wyobrażenie.

        Co masz dokładnie na myśli? Musze powiedzieć że nie do końca zrozumiałam.
        :)

        > Jeśli jeden wyuczony zawód Ci nie odpowiada, to chodzisz co dzień do
        > tej nielubianej pracy a w międzyczasie szukasz innej. Wysyłasz dużo
        > cv na różne stanowiska pracy, w różnych dziedzinach i chodzisz na
        > rozmowy. Już na tym etapie zobaczysz, jak jest trudno. Na pewno
        > znajdziesz coś, ale to jeszcze nie będzie to. Podłapiesz trochę
        > doświadczenia i zmienisz pracodawcę. I znowu i znowu. Tak to
        > zazwyczaj wygląda, żadne roczne podróże do wnętrza siebie..
        >
        > Jestem za tym, żebyś szukała pracy w wymarzonych dziedzinach,
        > przygotuj się jednak na to, że trochę to potrwa.
        >
        > Przede wszystkim zacznij wysyłać cv, bo tylko tak zrozumiesz o co mi
        > chodzi. Hmm będzie to wyglądało mniej więcej tak, że nie Ty
        > wybierzesz sobie pracę, tylko ona Ciebie.

        Jestem na samym początku drogi, więc nie widzę powodu dla którego miałabym w ogóle zaczynać tę nielubianą pracę. Chciałabym tego uniknąć, bo na ile znam siebie, mogę utknąć w tym na dobre.
        Z moim obecnym CV nie mam w tym momencie wiekszych szans ani na prace w tłumaczeniach ani w dziennikarstwie. Stad pomysł na drugie studia. Po to żeby mieć co zaoferować, żeby jednak móc wybrać coś dla sibie, a nie tylko dać się wybrać.

        ALe moze nie zrozumiałam?
        • lisy Re: Kryzys końca studiów? 24.04.09, 08:45
          Ok wyjaśnię.

          Ty myślisz, że podejmiesz decyzję,co chcesz robić, a potem zaczniesz
          szukać pracy. W praktyce wygląda to tak, że np (to tylko przykład,
          ale częsty)wyślesz 100 cv i nikt nie zaprosi Cię na rozmowę, albo
          zaproszą dwie firmy, które nie do końca Ci odpowiadają.

          Powinnaś najpierw powysyłać cv, rozejrzeć się po rynku pracy. Zacząć
          staż w dziedzinie która Cię interesuje (np dziennikarstwo). A propos
          dziennikarstwa - znam temat bardzo dobrze, skąd ten pomysł że nie
          masz szans?? Wręcz preferowane są osoby ze specjalizacją i bez
          studiów dziennikarskich, bo mają konkretną wiedzę o jakimś temacie.

        • lisy Re: Kryzys końca studiów? 24.04.09, 08:55
          Jeszcze jedna rzecz, już Ci ludzie o tym pisali. Teraz wydaje Ci
          się, że najlepiej się sprawdzisz w roli tłumacza. W praktyce:
          dokształcisz się, potem siądziesz sobie przed kompem, wyszukasz
          oferty, powysyłasz cv. Zaprosi Cię na rozmowę firma która
          wykorzystuje swoich pracowników. Albo szef okaże się cieciem. Albo
          warunki pracy będą dobijające z powodu dojazdów.

          Konkluzja ;P : pracę zmienia się co jakiś czas z różnych powodów,
          więc ta kancelaria to tylko etap, nie myśl o niej jak o złej drodze,
          innej drodze.
          • hania1976 Re: Kryzys końca studiów? 24.04.09, 09:28
            > Konkluzja ;P : pracę zmienia się co jakiś czas z różnych powodów,
            > więc ta kancelaria to tylko etap, nie myśl o niej jak o złej
            drodze,
            > innej drodze.

            prace tak, mozna zmieniac co jakis czas. ale specjalizacje?

            no prosze Ciebie, to nie czasy komuny za ktorej osoba znajaca
            angielski mogla byc i nauczycielem, i tlumaczem (ustnym i pisemnym,
            z kazdej dziedziny), i pracowac w biurze w jakimkolwiek chciala
            sektorze - i do tego wszystkiego wystarczylo tylko "troche sie
            doksztalcic".

            jesli dziewczyna bedzie sobie tak skakala z "etapu w etap", jak to
            nazwalas, to w wieku 40 lat nie bedzie nic tak na prawde umiec, i
            wtedy dopiero bedzie problem - bo ewentualny pracodawca zawsze
            wybierze albo mloda osobe do wyszkolenia, albo osobe juz
            wyspecjalizowana, z 15-letnim doswiadczeniem w tym zawodzie.
            • lisy Re: Kryzys końca studiów? 24.04.09, 11:40
              Nie, nie o to mi chodzi. Chciałam jej pokazać, jak zwykle wygląda
              scieżka zawodowa. Żeby się nie bała tak tej kancelarii, że ją
              wchłonie i nie wypuści.

              Np:
              1. najpierw pracuję w kancelarii, ale nie chcę byc prawnikiem
              2. idę na staż do gazety, jestem "chłopcem na posyłki", nie lubię
              tego ale wiem że to tylko taki etap
              3. zostaję redaktorem, ale np mało mi płacą, więc
              4. zaczynam pracować w portalu internetowym. Jest fajnie i kasa jest
              ok, ale np mam spięcia z szefem i zespół mi nie odpowiada, więc
              5. przenoszę się do agencji reklamowej, albo agencji p.r. albo innej
              agencji medialnej, albo jeszcze gdzie indziej i tam już jest ok, to
              jest to

              O to mi chodziło. Pomijam oczywiście wszystkie kłopoty z dostaniem
              pracy w poszczególnych firmach.
              • anaisanais Re: Kryzys końca studiów? 24.04.09, 11:51
                masz racje, jest oczywiste ze zanim sie znajdzie "to" przechodzi sie
                kamienista sciezke. ale dlatego jest wazne wiedziec co sie chce
                robic i jak to ma wygladac z grubsza, zeby te etapy przetrwac a nie
                zalamac sie np. jestem chlopcem na posylki wiec praca w gazecie jest
                to kitu.
              • hania1976 Re: Kryzys końca studiów? 24.04.09, 12:09
                masz racje, tak mniej wiecej wyglada sciezka zawodowa :)

                tyle ze autorka watku mysli i o tlumaczeniach, i o dziennikarstwie i
                moze jeszcze o czyms innym .. i w rzeczywistosci sama nie wie czego
                chce, tzn nie wie do konca ktora sciezke zawodowa wybrac -
                przynajmniej ja tak odebralam tresc watku.

                mnie sie wydaje, ze autorka jest ogolnie wypalona, zmeczona,
                znudzona, i tez nie do konca pewna, ze dziennikarstwo czy
                tlumaczenia bedzie wlanie tym co doda jej skrzydel.
                • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 25.04.09, 00:15
                  hania1976 napisała:

                  > masz racje, tak mniej wiecej wyglada sciezka zawodowa :)
                  >
                  > tyle ze autorka watku mysli i o tlumaczeniach, i o dziennikarstwie i
                  > moze jeszcze o czyms innym .. i w rzeczywistosci sama nie wie czego
                  > chce, tzn nie wie do konca ktora sciezke zawodowa wybrac -
                  > przynajmniej ja tak odebralam tresc watku.
                  >
                  > mnie sie wydaje, ze autorka jest ogolnie wypalona, zmeczona,
                  > znudzona, i tez nie do konca pewna, ze dziennikarstwo czy
                  > tlumaczenia bedzie wlanie tym co doda jej skrzydel.

                  Można powiedzieć ze Haniu trafiłaś w sedno ;)
    • marajka Re: Kryzys końca studiów? 23.04.09, 21:24
      Nie mam czasu na czytanie całej dyskusji, ale odpiszę, bo miałam bardzo podobny
      problem.

      Na pewno sporo osób odradzało Ci "odwrót" od prawa, bo w społeczeństwie panuje
      pogląd, że to studia dla cyborgów z encyklopediami zamiast mózgów i jak ktoś
      prawo skończył to musi byc naprawdę zdolny i porzucenie ścieżki prawniczej to
      szaleństwo. Tymczasem prawo to kierunek jak każdy inny, wymaga może większej
      systematyczności. To nie fizyka, gdzie trzeba rozumieć materiał, tu wszystko
      można wkuć. Panuje też pogląd, że po prawie łatwo o pracę, bo tyle możliwości-
      zapomina się tylko o tym, że w praktyce jest o pracę o wiele trudniej, bo może i
      miejsc pracy po prawie sporo, ale absolwentów o wiele więcej. Przebiją się
      najlepsi, a nie można byc najlepszym nie mając do czegos serca. I nie mówię o
      wielkiej pasji, ale adwokat brzydzący się prawem? Nie będzie nigdy dobry w
      swojej pracy.

      Jak już pisałam miałam podobny problem. Rzuciłam prawo po V semestrze. Już na II
      roku każde kolokwium powodowało u mnie żal, złośc, że studiuję coś czego nie
      znoszę. A myśl o tym, że prawo ma mi towarzyszyc mi do końca życia, wywoływała
      szczękościsk z przerażenia. Przestraszyłam się, że to się już nie zmieni, że
      będę mieć poczucie, że zmarnowałam życie. No i wiedziałam, że jako przeciętny
      prawnik(do aplikacji mnie nie ciągnęło) i tak kariery nie zrobię. Zmieniłam
      miasto, zmieniłam kierunek na polonistykę, spec. edytorską. I jestem naprawdę
      szczęśliwa. Nie mam oczywiście pewności, że znajdę pracę w zawodzie, ale
      przynajmniej będę wiedzieć, że zrobiłam wszystko by robić to, co kocham. Wolę
      pieniądze na niedoszłą aplikację przeznaczyć na podyplomówkę z logopedii, która
      również mnie interesuje. Jasne, że jak rezygnowałam z prawa, słyszałam często
      "Będziesz nauczycielką?". Na kilka polonistek jakie znam uczy tylko jedna. Ale
      ludzie myślą bardzo stereotypowo. Ja po prostu wolę byc dobra polonistką niż
      kiepskim prawnikiem brzydzącym się kodeksami. Tak więc dobrze rozumiem Twoje
      rozterki. Ale między nami jest taka różnica, że Ty już to nieszczęsne prawo
      skończyłaś, dlatego uważam, że drugie studia to kiepski pomysł, zwłaszcza, że
      chcesz tłumaczyć.No i praca plus studiowanie filologii... Filologia wbrew
      pozorom jest bardziej czasochłonna niż prawo, mnóstwo czytania i biegania za
      książkami, które często ciężko zdobyć. Ja na Twoim miejscu poszłabym na jakiś
      porządny kurs językowy i po prostu poszukała pracy. Jeśli dalej kręci Cię
      dziennikarstwo to spróbuj się zaczepić w mediach. To na pewno rozsądniejsze niż
      bycie adwokatem, jeśli ma się do prawa takie podejście jak Ty. No chyba, że
      najważniejsze są dla Ciebie pieniądze. (Do mających kłopoty z czytaniem ze
      zrozumieniem: to, że dla kogoś pieniądze nie są najważniejsze, to nie znaczy że
      w ogóle są nieważne)
      Powodzenia i odwagi!
    • yoko0202 Re: Kryzys końca studiów? 24.04.09, 14:51
      balalalka napisała:


      > Wymyśliłam, że pójdę na filologię romańską, wiem że czułabym się
      dobrze pracując jako tłumacz. Ale droga do tego celu jest bardzo
      długa. Nie mam pieniędzy żeby się utrzymać sama. Bardzo trudno mi
      będzie pracować na cały etat i studiować tak trudny kierunek.

      nie przesadzaj.
      takie jest życie.
      setki tysięcy ludzi chodzi do pracy, studiuje zaocznie lub
      wieczorowo, prowadzi dom i wychowuje dzieci, dodatkowo pomaga
      niedołężnej babci i udziela się charytatywnie w schronisku dla
      zwierząt.

      skończ to prawo, idź do kancelarii nawet na sekretarkę prawną
      (ewentualnie idź na drugą zmianę w dużej kancelarii jako sekretarka
      wieczorowa -godz. np. 17.00 - 21.00 i tak dostaniesz elegancką
      pensję) i idź na tą romanistykę zaocznie. w międzyczasie próbuj z
      tłumaczeniami w różnych agencjach itp. a za parę lat będziesz
      profesjonalnym tłumaczem tekstów prawniczych i będziesz tłukła kupę
      kasy:)

      nie daj się wciągnąć w robienie czegoś, co cię nie kręci, ale
      wykorzystaj wiedzę, którą obecnie posiadasz.

      aha, już tak jest że w życiu nie ma łatwo, więc nie przejmuj się i
      nie szukaj problemów, tylko wal do przodu!

      • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 24.04.09, 20:45
        żeby jeszcze ta sekretarka tyle zarabiała...
        Do tego juz mam doswiadczenie z szukania takiej pracy, w kancelariach z zasady wola osoby bez studiow prawniczych, tak zeby nie chcialy sie wybic wyzej :)
        • yoko0202 Re: Kryzys końca studiów? 25.04.09, 22:34
          balalalka napisała:

          > żeby jeszcze ta sekretarka tyle zarabiała...

          z doświadczenia - wieczorowa sekretarka w dużej kancelarii ok. 2000
          na rękę - może to nie jest nie wiadomo co, ale dzień masz wolny, do
          tego ewentualne nadgodziny płatne, dużury weekendowe itp.

          > Do tego juz mam doswiadczenie z szukania takiej pracy, w
          kancelariach z zasady wola osoby bez studiow prawniczych, tak zeby
          nie chcialy sie wybic wyzej :)

          oj, nieprawda:)
          • balalalka Re: Kryzys końca studiów? 07.06.09, 17:39
            Tak mi sie przypomniało o tym wątku. Dziekuję wszystkim, których
            zainteresowały moje "kryzysowe" wynurzenia.

            Wiem już trochę więcej. Nie chcę zaczynać filologii. Język jest dla
            mnie po to, żeby cos w nim powiedzieć, zajmowanie się "czystym"
            językiem nie jest dla mnie.
            Wolę wykorzystać ten czas tak, żeby mieć coś więcej do powiedzenia.
            Jakkolwiek, ciągle myśl o tłumaczeniach tkwi we mnie i mam zamiar
            kiedyś się tym być może zająć.
            Natomiast postanowiłam spróbować swoich sił w mediach. Jasne...
            praca w prasie będzie wymagać ode mnie pracy nad stylem, jasnością
            wyrażania swoich myśli. Ale myślę, że dziennikartwo może być dla
            mnie wyborem najlepszym, o ile nie oczywistym dla mnie.
            Dla osoby, która nie może usiedzieć w miejscu, musi zamieniać swoją
            pracę w pasję, a pasję w pracę, wybór prawa byłby samobójstwem.
            Natomiast to, jaką drogę wybiorę, to pozostaje pod znakiem
            zapytania. Mogę zacząć studia dziennikarskie, równocześnie pracując
            w gazecie/wydawnictwie i pisząc. Ale jest we mnie głód wiedzy.
            Jestem już zmęczona studiami, ale chcę wiedzieć więcej.
            Więc być może wybiorę "nierozsądną" drogę rozwijania się na własną
            rękę, prób pisania, praktyk w mediach, ryzykując, że kariera pojawi
            sie albo nie, w wieku 28 lat, 40 albo nigdy.
            Jeszcze nie wiem jak to wszystko sie potoczy, ale z dnia na dzień
            jest coraz lepiej i coraz mniej mam wątpliwości. Odkopałam dawne
            marzenia i zaczynam uczyć się wiary w to, że moga się spełnić.
            Pozdrawiam
Pełna wersja