Dodaj do ulubionych

ROZWODY - proste lekarstwo

29.01.02, 14:36
cytat z dzisiejszego Metropolu:
"Jan Paweł II wezwał KATOLICKICH adwokatów i sędziów do oporu przeciw
rozwodom. ... rosnąca liczba rozwodów ... jest "plagą społeczną" z
katastrofalnymi następstwami dla rodzin." koniec cytatu

wspaniale, cudownie itd itp
oto samoobnażanie prawdziwej natury kościoła zmuszonego przez sekularyzację i
demokrację do zajęcia właściwszego miejsca,
kombinują jak mogą żeby fasady ładnie wyglądały,
tak jak w przypadku aborcji zakaz jest i OK.

czyż nie jest tak, że kościół katolicki jest jednym z najbardziej
restrykcyjnych odnośnie wszystkiego co z seksem się wiąże bo księża żenić się
nie mogą i bredzą potem, bredzą latami i rano
takie jest moje zdanie
Obserwuj wątek
    • Gość: Magda Re: ROZWODY - proste lekarstwo dla leniwych. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.01.02, 21:39
      Nie jestem za tym aby zabronic ludziom w uzasadnionych okolicznosciach wziasc rozwod. Mysle, ze
      wskaznik rozwodow wynosilby wowczas ponizej 10%, a nie 50% i wiecej jak to ma miejsce dzisiaj.
      Ludzie przysiegi traktuja dzis jak zart. Zartem jest dla nich rodzina i dzieci. Ot znudzilo mi sie,
      spodobal mi sie ktos inny i to wystarczy do rozwodu. Smutne, bardzo smutne i tragiczne szczegolnie
      dla dzieci. Na szczescie w malzenstwie trzeba pracowac codziennie. To nie jest latwe, ale bardzo
      realne i mozliwe. Ludzie dzisiaj sa zbyt leniwi aby sie wysilac, latwiej sie rozwiesc.
      • Gość: Ania Re: ROZWODY - proste lekarstwo dla leniwych. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.01.02, 21:45
        Magda, mozesz mi napisac skad jestes ? Nie chodzi o Twoj post. Ja z Toronto.
        • Gość: Magda Re:Do Ani IP: *.toronto80.dialup.canada.psi.net 31.01.02, 00:55
          Czesc Aniu ja tez jestem z Toronto. Pozdrawiam cie serdecznie.
      • nell26 Re: ROZWODY - proste lekarstwo dla leniwych? 29.01.02, 21:55
        Gość portalu: Magda napisał(a):

        > Nie jestem za tym aby zabronic ludziom w uzasadnionych okolicznosciach wzias
        > c rozwod. Mysle, ze
        > wskaznik rozwodow wynosilby wowczas ponizej 10%, a nie 50% i wiecej jak to ma
        > miejsce dzisiaj.
        > Ludzie przysiegi traktuja dzis jak zart.

        Ach tak?

        Zartem jest dla nich rodzina i dzieci.
        > Ot znudzilo mi sie,
        > spodobal mi sie ktos inny i to wystarczy do rozwodu.


        TO nie jest jedyny powod do rozwodu, racze zauwazyc...

        >Smutne, bardzo smutne i tr
        > agiczne szczegolnie
        > dla dzieci.

        A jak tatus jest awanturujacym sie po nocach pijakiem, maltretujacym dzieci? To co dalej bedziesz
        obstawala przy tym, ze rozwod jest zlem je krzywdzacym? Czyz lepiej, ze są codziennie tluczone kijem po
        glowach przez ojca- sadyste? Maja wtedy, szczesliwsze dziecinstwo, niz by byly tylko z matka, ale w
        spokojnym, pelnym szcescia i usmiechu domu?

        >Na szczescie w malzenstwie trzeba pracowac codziennie.

        Banalne...
        Wiesz , Ameryki nie odkrylas...

        >To nie jest
        > latwe, ale bardzo
        > realne i mozliwe. Ludzie dzisiaj sa zbyt leniwi aby sie wysilac, latwiej sie ro
        > zwiesc.

        A ty jestes zbyt leniwa, by zauwazyc, ze czesciej sa inne powody do rozwodu, niz ten co podalas.

        • Gość: Surowa Re: ROZWODY - proste lekarstwo dla leniwych? IP: *.talnet.pl 30.01.02, 08:51
          nell26 napisał(a):

          > Gość portalu: Magda napisał(a):
          >
          > > Nie jestem za tym aby zabronic ludziom w uzasadnionych okolicznosciach
          > wzias
          > > c rozwod. Mysle, ze
          > > wskaznik rozwodow wynosilby wowczas ponizej 10%, a nie 50% i wiecej jak t
          > o ma
          > > miejsce dzisiaj.
          > > Ludzie przysiegi traktuja dzis jak zart.
          >
          > Ach tak?
          >
          > Zartem jest dla nich rodzina i dzieci.
          > > Ot znudzilo mi sie,
          > > spodobal mi sie ktos inny i to wystarczy do rozwodu.
          >
          >
          > TO nie jest jedyny powod do rozwodu, racze zauwazyc...
          >
          > >Smutne, bardzo smutne i tr
          > > agiczne szczegolnie
          > > dla dzieci.
          >
          > A jak tatus jest awanturujacym sie po nocach pijakiem, maltretujacym dzieci? To
          > co dalej bedziesz
          > obstawala przy tym, ze rozwod jest zlem je krzywdzacym? Czyz lepiej, ze są cod
          > ziennie tluczone kijem po
          > glowach przez ojca- sadyste? Maja wtedy, szczesliwsze dziecinstwo, niz by byly
          > tylko z matka, ale w
          > spokojnym, pelnym szcescia i usmiechu domu?
          >
          > >Na szczescie w malzenstwie trzeba pracowac codziennie.
          >
          > Banalne...
          > Wiesz , Ameryki nie odkrylas...
          >
          > >To nie jest
          > > latwe, ale bardzo
          > > realne i mozliwe. Ludzie dzisiaj sa zbyt leniwi aby sie wysilac, latwiej s
          > ie ro
          > > zwiesc.
          >
          > A ty jestes zbyt leniwa, by zauwazyc, ze czesciej sa inne powody do rozwodu, ni
          > z ten co podalas.
          >

          Gdybyś umiała dobrze czytać to nie skomentowałabyś w ten sposób wypowiedzi Magdy.
          Nie chodzi jej o patologię (pijaństwo jednego z małżonków, przemoc czy nieróbstwo
          męża), ale o różnice w charakterach. Jest to sytuacja, w której należy dążyć do
          zminimalizowania tych różnic, tzn. pracując nad sobą. Ale ludziom się tego nie
          chce robić, bo łatwiej jest odciąć linę niż rozwiązywać mozolnie supeł.
          Pozdrawiam i życzę mniej zajadłowści w wypowiedziach
          • Gość: Magda Re: Do Surowej IP: *.toronto80.dialup.canada.psi.net 31.01.02, 01:09
            Surowa dziekuje ci bardzo za ten list. Odczytalas moj post prawidlowo, w
            przeciwienstwie do Nell, ktora atakuje mnie bez powodu. W pierwszym zdaniu
            napisalam wyraznie, ze jestem za rozwodami w uzasadnionych okolicznosciach.
            Pijanstwo, wszelkie formy patologii jak wykorzystywanie seksualne nieletnich,
            przemoc fizyczna czy psychiczna naleza do tych uzasadnionych sytuacji. Nie
            twierdze rowniez, ze w bardzo rzadkich przypadkach totalnego niedopasowania
            partnerow rozwod nie powinien miec miejsca. Ciagle jednak uwazam, ze jest
            mnostwo par, ktore sie rozwodza w momencie nieduzego konfliktu, czy kryzysu, z
            ktorego moga wyjsc jako para, bez rozwodu, byc moze nawet silniejsza , bo
            wzbogacona o to doswiadczenie.
      • Gość: Surowa Re: ROZWODY - proste lekarstwo dla leniwych. IP: *.talnet.pl 30.01.02, 08:46
        Gość portalu: Magda napisał(a):

        > Nie jestem za tym aby zabronic ludziom w uzasadnionych okolicznosciach wzias
        > c rozwod. Mysle, ze
        > wskaznik rozwodow wynosilby wowczas ponizej 10%, a nie 50% i wiecej jak to ma
        > miejsce dzisiaj.
        > Ludzie przysiegi traktuja dzis jak zart. Zartem jest dla nich rodzina i dzieci.
        > Ot znudzilo mi sie,
        > spodobal mi sie ktos inny i to wystarczy do rozwodu. Smutne, bardzo smutne i tr
        > agiczne szczegolnie
        > dla dzieci. Na szczescie w malzenstwie trzeba pracowac codziennie. To nie jest
        > latwe, ale bardzo
        > realne i mozliwe. Ludzie dzisiaj sa zbyt leniwi aby sie wysilac, latwiej sie ro
        > zwiesc.

        Zgadzam się, małżeństwo jest dla pracowitych ludzi, a nie dla leni.
        Ale nawet praca może po kilunastu latach przejść w rutynę , a wtedy, wykonywana
        bez przyjemności, tylko z obowiązku, prowadzi powoli do samozagłady. Tak też jest
        z maałżeństwem.

      • tima Re: ROZWODY - proste lekarstwo dla leniwych. 02.02.02, 18:59
        czy dla przecietnej kobiety powodem do rozwodu jest zdrada meza - ale nie tylko
        zdrada polegajaca na seksie ale rowniez zdrada psychiczna? Czy ktoras z was
        miala taka sytuacje i moze podpowiedziec, czy z takim czlowiekiem mozna dalej
        zyc czy nie ma co bawic sie w wybaczanie i po prostu sie rozwiesc?
    • nell26 Re: ROZWODY - proste lekarstwo 29.01.02, 22:08
      Na słowo Kosciól, scyzoryk mi sie otwiera w kieszeni. Czyz oni nie widza, ze najwiekszym
      zagrozeniem dla rodziny jest rozpowszechniajaca sie bieda, a co za tym rozprzestrzeniajaca sie
      patologia?
      Najlatwiej zakazac antykoncepcji, to nic , ze niepohamowana prokreacja doprowadzi do jeszcze
      wiekszej nedzy. Za co ci bezrobotni ludzie maja wyzywic swe potomstwo, przeciez ksiadz im nie da, za
      co wyksztalcic te dziesiecioro dzieci, ktore sie pojawi w nastepstwie stosowania kalendarzyka
      małżenskiego? Nic to, skoncza tylko podstawowke...Kosciol sie bedzie bardzo z tego cieszyl, bo
      latwiej rzadzic ciemnym bydlem, niz wyksztalconymi elitami..
      • yak-ona Re: ROZWODY - proste lekarstwo 29.01.02, 22:23
        nell26 napisał(a):

        > Na słowo Kosciól, scyzoryk mi sie otwiera w kieszeni. Czyz oni nie widza, ze na
        > jwiekszym
        > zagrozeniem dla rodziny jest rozpowszechniajaca sie bieda, a co za tym rozprzes
        > trzeniajaca sie
        > patologia?
        > Najlatwiej zakazac antykoncepcji, to nic , ze niepohamowana prokreacja doprowad
        > zi do jeszcze
        > wiekszej nedzy. Za co ci bezrobotni ludzie maja wyzywic swe potomstwo, przeciez
        > ksiadz im nie da, za
        > co wyksztalcic te dziesiecioro dzieci, ktore sie pojawi w nastepstwie stosowani
        > a kalendarzyka
        > małżenskiego? Nic to, skoncza tylko podstawowke...Kosciol sie bedzie bardzo z t
        > ego cieszyl, bo
        > latwiej rzadzic ciemnym bydlem, niz wyksztalconymi elitami..


        racja, racja, swieta racja!!!!!
        podpisuje sie pod slowami nell26!!!pozdrawiam!!!

      • Gość: andy Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: 212.76.35.* 30.01.02, 08:37
        wyjęłaś mi te słowa z ust!!! podpisuję się pod tym!
        pozdr.
    • Gość: zuzanna Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: 195.205.34.* 29.01.02, 22:35
      Po co wogole sie te sluby. NIe lepiej życ na kocia łape. Zero stresu zero
      problemu z rozwodem. Jak nie wychodzi to ciał bambion i juz
      • wredna_asia Re: ROZWODY - proste lekarstwo 30.01.02, 01:31
        Zgadzam sie z pogladem prezentowanym przez Magde. Tak sie sklada, ze pisze z
        Usa, gdzie rozwody sa nagminne i wcale nie spowodowaly poprawy w
        spolezcenstwie. Wprost przeciwnie. Niedawno popularnosc zdybyla sobie
        ksiazka "Legacy of the Divorce" i pokazala jakie spustoszenie przynosi rozwod.
        Bo rozwod to nie hop siup i juz jest mi lepeij. Moja kumpela Andrea ma 24 lat
        i do tej pory calkowicie nie pogodzila sie z tym, ze jej matka odeszla od ojca
        dwanascie lat temu.

        Nie zawsze zgadzam sie z papiezem. Nie uwazam, ze rozwod to zlo i nalezy
        potepiac w czambul. Koscial ma jednak prawo krytykowac nagminnosc rozwodow, bo
        troska o moralnosc (moze czasem zle rozumiana) to jedno z zadan kosciola. Ale
        niedouczonej nell przypomne jednak, ze w sytacjach awanturujacego sie
        alkoholika czy beznadziejnego malzenstwa Kosciol oferuje separacje albo
        uniwaznienie. Nell26, trzeba czasem poczytac przeciwnika zanim sie scyzoryk
        otworzy. Sama, jako osoba biseksualna mam problemy z nauka moralna kosciola,
        ale jako milosniczka demokracji rozpoznaje prawo Kosciola do prezentowania
        niewygodnych dla mnie pogladow. Nie zawsze postepuje zgodnie z nauka kosciola,
        alw jakis tam sentyment do katolicyzmu mi pozostal.

        Co do zycia na kocia lape to wcale nie jest bezstersowo. Mam doswiadczone w
        tej dziedzinie koleznaki.
        • Gość: yak-ona Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.client.attbi.com 30.01.02, 02:13
          wiadomo , ze rozwody to nic dobrego , ale nie mozna sie przeciez na sile do
          kogos przywiazac!!!albo na sile kogos przywiazywac!
          chyba nie musze pisac o mezach - brutalach czy nagminnych seksoholikach z
          kolezankami z pracy, o zonach- kaprysnych czy puszczalskich...

          ale nic mnie tak nie wkurza jak mieszanie nie kosciola do wszytkiego co
          popadnie- chyba aborcja, antykoncepcja ,rozwody to tematy na ktore ksiadz czy
          papiez moze sie wypowiedziec , ale tylko wypowiedziec...

          przeciez ONI nie maja pojecia co znaczy zyc z inna osoba w zwiazku malzenskim -
          na ogol plci przeciwnej-( przynajmniej na razie )!!!
          a zawsze musza sie wtracac!!!

          no wkurza mnie to strasznie!!!

          nadmienie , ze pochodze z bardzo , ale to bardzo katolickiej rodziny !
          wychodzic za maz nie mam zamiaru , wiec rozwod tez mnie ominie! amen!
          • Gość: soso Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: 195.41.66.* 30.01.02, 07:49
            Ciekawa sprawa, prawie wszyscy sa przeciwko kosciolowi i przeciwko rozwodom.

            Mysle, choc do kosciola nie chodze, ze gdzies powinnismy dostac informacje, co
            jest spolecznie doceniane a co jest zle. No wiecie, dekalog, itd. Sprawa takze
            rozbija sie o autorytet bo to nie to samo jak na koncu gry komputerowej ktos
            napisze 'nie zabijaj' a co innego jak powie to ojciec, matka, czy ktos, kto
            reprezentuje 2000 lat historii pewnej moralnosci, ktorej efektem jest
            cywilizacja europejska.

            Rozwod jest niechciany a juz najlepiej wiedza ci, co przeszli przez ta gehenne.
            Nikt nie zyczy sobie rozwodu i rozwod nie jest jak puszka po coli - po wypiciu
            zgniec i wyrzuc.

            Mysle, ze papiez powiedzial cos, co wyraza wlasnie ogolny i podstawowy kanon
            moralnosci i to sie niepodoba tym, co lubia 'wolnosc' i nieodpowiedzialnosc. Na
            dodatek jest to rzeczywiscie przeciwne 'wolnosci' wyboru i jest to wtracanie
            sie w sprawy prywatne. No wiec (c)huzia na Jozia. Ale mysle, ze dobrze jest
            uzywac autorytetu instytucji do przypomnienia o kanonie, jakkolwiek latwo jest
            sie do tego przyczepiac i jakkolwiek jest to niepopularne.

            Za rozwodem ciagna sie tragedie ludzi, zlamane wyobrazenia o milosci,
            lojalnosci, odpowiedzialnosci, rodzinie. Przechodzenie nad tym do porzadku
            dziennego i czyszczenie sumienia w 'Bravo-girl' czy poprzez oburzanie sie na
            kosciol nie zmieni wszystkiego tego tragicznego, co niesie rozwod. A wiec moze
            pozwolmy ludziom ze szczegolnymi uprawnieniami moralnymi do mowienia tego, co
            uwazaja za sluszne nawet jak prywatnie nie jest to dla nas wygodne. Tolerancji!

            I jeszcze jedno - dlaczego zaraz piszecie o pijakach i sadystach. A co z
            ludzmi, ktorzy sa tylko zwyczajnie nieodpowiedzialni i egoistyczni, zenia sie i
            plodza dzieci tak latwo i lekko jak lekko jak kupuje sie pare spodni. Mysle, ze
            to glownie o nich chodzi kiedy mowi sie o dostrzeganiu w malzenstwie takze
            odpowiedzialnosci za los bliskich. Ja dobrze przyjmuje przypominanie o tym co
            dobre a co zle. Niezaleznie od tego, czy jest to przyjemne czy nie. Jak nie
            bedziemy chronili kregoslupa moralnosci to bedziemy mieli tak jak mamy:
            prezydenta-klamce, premiera-zdrajce, lekarzy jak w ludzkim pogotowiu i ludzi
            glosujacych na ludzi, ktorzy o moralnosci chrzescijanskiej nie mieli nawet
            okazji uslyszec - no bo skad?


            soso
        • Gość: Surowa Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.talnet.pl 30.01.02, 08:54
          wredna_asia napisał(a):

          > Zgadzam sie z pogladem prezentowanym przez Magde. Tak sie sklada, ze pisze z
          > Usa, gdzie rozwody sa nagminne i wcale nie spowodowaly poprawy w
          > spolezcenstwie. Wprost przeciwnie. Niedawno popularnosc zdybyla sobie
          > ksiazka "Legacy of the Divorce" i pokazala jakie spustoszenie przynosi rozwod.
          > Bo rozwod to nie hop siup i juz jest mi lepeij. Moja kumpela Andrea ma 24 lat
          > i do tej pory calkowicie nie pogodzila sie z tym, ze jej matka odeszla od ojca
          > dwanascie lat temu.
          >
          > Nie zawsze zgadzam sie z papiezem. Nie uwazam, ze rozwod to zlo i nalezy
          > potepiac w czambul. Koscial ma jednak prawo krytykowac nagminnosc rozwodow, bo
          >
          > troska o moralnosc (moze czasem zle rozumiana) to jedno z zadan kosciola. Ale
          > niedouczonej nell przypomne jednak, ze w sytacjach awanturujacego sie
          > alkoholika czy beznadziejnego malzenstwa Kosciol oferuje separacje albo
          > uniwaznienie. Nell26, trzeba czasem poczytac przeciwnika zanim sie scyzoryk
          > otworzy. Sama, jako osoba biseksualna mam problemy z nauka moralna kosciola,
          > ale jako milosniczka demokracji rozpoznaje prawo Kosciola do prezentowania
          > niewygodnych dla mnie pogladow. Nie zawsze postepuje zgodnie z nauka kosciola,
          >
          > alw jakis tam sentyment do katolicyzmu mi pozostal.
          >
          > Co do zycia na kocia lape to wcale nie jest bezstersowo. Mam doswiadczone w
          > tej dziedzinie koleznaki.

          Kiedyś usłyszałam mądrą wypowiedź, że Amerykanie zatoczyli koło, jeśli chodzi o
          obyczaje i powoli wracają do tego od czego odeszli. My jesteśmy na 1/4 lub 1/2
          drogi i dopiero za kilkanaśnie lub więcej lat będziemy tacy mądrzy. (Jak ze
          wszystkim innym, zresztą).
          Pozdrowienia ze starego kraju

        • chudyy prawo kościoła do krytyki 30.01.02, 09:16
          wredna_asia napisał(a):
          > Koscial ma jednak prawo krytykowac nagminnosc rozwodow, bo
          > troska o moralnosc (moze czasem zle rozumiana) to jedno z zadan kosciola.

          kościół ma prawo krytykować, ale czy ma prawo nawoływać prawników do utrudniania
          ludziom rozwodów?????
          to nie jest troska o jakość rodzin, tylko o świeży wygląd tynku na fasadzie!!!
          • Gość: ewa Re: prawo kościoła do krytyki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 09:56
            Zgadzam sie z tym tynkiem.Papieza nie interesuje, jak ta rodzina funkcjonuje,
            czy ludzie sie kochaja itd.Gdyby go to interesowalo, nawolywal by do tworzenia
            kolek samopomocy malzenskiej, czegos w stylu AA, gdzie mozna by bylo pogadac.
            Pomysl ze rozwod jest zrodlem zla, i dlatego nalezy go zakazac, jest rownie
            tworczy, jak zakaz produkcji nozy, bo tym mozna zabic.Rozwod jest ukoronowaniem
            nieumiejetnosci okreslenia samego siebie i porozumienia sie, do tego sie
            dochodzi i dorasta, niestety zajmuje to duzo czasu, wrecz w pokoleniech. Ale
            ograniczenie liczby rozwodow tylko wtedy bedzie budujace i cos warte, gdy
            bedzie wyplywalo z ludzkich przemyslen i pragnien, dojrzalosci, a nie
            administarcyjnego zakazu . Ja gratuluje kolezance, ktora nie zabija, bo tak jej
            powiedzieli.Ja nie zabijam, bo matka nauczyla mnie wrazliwosci na innych, nie
            chcialabym zrobic komus krzywdy, zabrac mu szans, zapachu kwiatow, widoku nieba.
            A u papieza i co poniektorych ksiezy wystepuje taki schemat ktory ja nazywam
            syndromem poswiecenia - zrezygnowali z malzenstwa, nigdy go nie odczuli, maja
            poczucie straty i dlatego potwornie ich wkurza, jak ktos z ta cenna rzecza
            postepuje nie tak, jak im sie wydaje ze powinien, jak oni by postepowali, gdyby
            mogli.Oczywiscie, sa to tylko ich fantazje, ale skad moga to wiedziec? Chca
            zmusic ludzi aby docenili, co maja, a co oni stracili bezpowrotnie i uzywaja do
            tego zakazu.Problem w tym, ze nikogo nie mozna zmusic do tego, aby cos polubil
            i zaczal o to dbac.Trzeba czasu.
            Jesli ktos tego nie wie, to podwaza to wszelkie jego kwalifikacje do mowienia
            ludziom, co maja robic ze swoim zyciem.
            Rozumiem,ze przyjaciolka nie moze sie pogodzic z rozwodem. Sugerowalas jej
            psychoterapie? Jesli po 12 latach dalej czuje sie skrzywdzona i zraniona, to
            sama z tego nie wyjdzie, a chyba chcialaby poczuc sie szczesliwa?To mozliwe,
            sama jestem dzieckiem rozwiedzionych rodzicow.
          • Gość: A27 Re: prawo kościoła do krytyki IP: *.proxy.aol.com 30.01.02, 18:12
            Ok, ja juz prawie nie bywam na forum, ale wypowiem sie dzisiaj

            1. Jesli papez nawoluje prawnikow do czegos, to jest to ruzcanie grochu o
            scane. Czy wielu prawnikow zrezygnuje z dochodowej praktyki. Na rozwodach
            najwiecej korzystaja prawnicy i moze to byla jedna z motywacji papieza w jego
            wypowiedzi. Chudyy, Ty sie tak za bardzo nie martw o prawnikow, bo raczej nie
            umira z glodu.

            2. Zgadzam sie z soso i Wredna i Magda.

            3. Jak to juz zauwazono u Polakow za granica - zauwazyl Doki- slowa papieza
            byly specyficznie skierowane do RZYMIAN a nie do calego swiata. Media
            niepotzrezbinie rozdmuchalay sprawe. Ale widomo, ze media lubi napieprzac na
            Karolka, bo lepeij napieprzac na kogos niz promowac pozytywne zmiany w
            spoleczenstwie. Poza tym to co mowi papiez powinno obchodzic jedynie
            katolikow. Nie-katolicy niepotzrebnie sie tutaj oburzaja na papieza, skoro NIC
            ich nie zobowiazuje by sluchac i podazac za jego pogladami. A katolicy wiedza,
            ze zycie z zgodne z naukami kosciala jest typem idealnym raczej niz
            rzeczywistoscia.
        • Gość: Nell Re: ROZWODY - proste lekarstwo do douczonej Asi IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 10:38
          Nie zyjesz w Polsce, wiec patrzysz na to z naszej perspektywy...i nasz polski zaklamany katolicyzm.
          A separacja- nie rozsmieszaj!!!! Moze u was w Hameryce ludzie rozwodza sie, bo facetowi nie staje na
          widok zony. W Polsce jest inaczej. Rozwody z powodu niewernosci zadziej sie zdarzaja niz z innych
          powodow. Polska kobieta potrafi zniesc wiele.
          • Gość: Magda Re: ROZWODY - Do Nell IP: *.toronto80.dialup.canada.psi.net 31.01.02, 01:15
            Polska kobieta potrafi zniesc o wiele wiecej niz amerykanki, szczegolnie jesli
            nie ma szansy na odrebne mieszkanie po rozwodzie.
        • Gość: Nell Re:Nasi Okupanci IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 10:48
          Wszystkim zainteresowanym, a w szczegolnosci douczonej Asi w. polecam ksiażke T. Boya
          Zelenskiego pt: " Nasi okupanci". Autor w sposob znakomity demaskuje kler, jego stosunek do seksu
          oraz do malzenstw,uniewaznien i separacji. I chociaz rzecz ta pisana byla prawie 100 lat temu, nic nie
          stracila na swojej aktualnosci. Pokazuje prawdziwe oblicze tej skostnialej organizacji, jaka jest
          kosciol katolicki.
          • Gość: ewa Re:Nasi Okupanci IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 11:37
            Wlasnie znajomy uniewaznil malzenstwo - chodzili ze soba wiele lat, dorosli
            ludzie, noc poslubna byla. Ciekawe, jak to zrobil?pniewaz znajomy jest dosc
            daleki, pytac za bardzo nie wypada.
            A propos, Wojciech KOssak zrujnowal sie na uniewaznienie malzenstwa.Szczescie
            ze mial kase.
            • Gość: yoyo Re:Nasi Okupanci IP: 213.25.31.* 30.01.02, 12:17
              Ostatie oredzie papieza to, niestety, logiczna konsekwencja rozwizan dot.
              aborcji i antykoncepcji. W Polsce sa ginekolodzy ktorzy nie przepisuja środków
              antykoncepcyjnych 'bo nie pozwala na to ich sumienie' i w dupie maja to co
              zrobi kobieta nie majaca dostepu do nowowczesnej i skutecznej antykoncepcji
              oraz jaki to moze miec wplyw na jej zycie.
              A teraz adwokat ma miec mozliwosc odmowy pomocy w przypadku rozwodu - a niby
              jaikm prawem ma miec mozliwosc decyzji jak ktos ma zyć? Jak jest katolik, nich
              sie nie rozowdzi i juz.

              KK i jego zwoleenicy najbarziej lubia mowic innym co maja robic, ogladac i
              meslec - oczywicie bez ponoszenia samemu jakichkolwiek konsekwencji. Ilu ksiezy
              pomaga domom dziecka ??
              • Gość: soso do yoyo IP: 195.41.66.* 30.01.02, 13:34
                KK, o ktorym tak niechetnie piszesz, tylko reprezentuje pewien poglad. I
                dobrze. Odwrotna sytuacja jest taka:
                1.Kosciol popiera antykoncepcje i aborcje.
                2.Kosciol daje rozwody o ile taka jest wola malzonkow.
                3.Kosciol przeznacza mase forsy na domy dziecka (bo ich zapewne bedzie
                przybywac).
                Czy taki kosciol jest Ci blizszy, yoyo?

                No i wloz miedzy bajki, ze kobieta mimo ze chce to nie dostanie srodkow anty-.
                No i wloz miedzy bajki, ze adwokat juz dzis nie moze odmowic wziecia udzialu w
                sprawie o rozwod
                No i wloz miedzy bajki, ze ludzie maja innych 'w dupie' jezeli odmawiaja
                przepisania srodkow aborcyjnych.

                Owszem, nienawidzisz kosciola. Ale nie potrafisz wyartykulowac dlaczego.

                Wedlug mnie papiez wsparl ludzi, ktorzy maja wlasne i krytyczne zapatrywanie na
                rozwod, by sie z tym nie kryli. I tylko tyle. By srodowisko bylo czystsze a
                woda mniej metna. Czy nie czujesz, ze Polska jest jak bagno i w koncu czujemy
                ta stechlizne dookola bardziej i bardziej? Czy nie przyjemniej by Ci sie zylo
                wsrod ludzi porzadnych i wiedzacych, co jest wlasciwe a co nie? Gdzie skora nie
                jest na sprzedaz i jest to poza mozliwosciami dopuszczalnego myslenia. To tylko
                o to chodzi.
                I tak beda rozwody, to jest czesc zycia. Ale niech nie bedzie to takie latwe
                moralnie. Niech ludzie zastanawiaja sie nim pojda do oltarza. Niech wytwarzaja
                w sobie silne motywacje i rozumieja konsekwencje. To nie jest takie zle, czyz
                nie tak? Czy chcesz faceta, ktory podejdzie do Ciebie w ten sposob: 'Jak cos mi
                nie bedzie pasowac to do widzenia. W koncu co to takiego rozwod. To normalka.'
                Na wiesc o Twojej ciazy:'Idz do lekarza. Nie chce tego dziecka. W koncu aborcja
                to normalaka'. Jak Wasze dziecko bedzie plakalo w nocy: 'Oddajmy go do
                koscielnego sierocinca. W koncu to normalka'. Lubisz taka normalke? Niektorzy
                nazywaja to prywatnoscia lub wolnoscia. Papiez nie. I to wszystko.

                soso
                • chudyy albo albo ??? 30.01.02, 14:51
                  mam nadzieję, że to zapał polemiczny powoduje, że pokazujesz tylko skrajności?
                  Nie podoba mi się jednak spychanie na skrajne pozycje, a to częste postępowanie
                  przekonanych o znajomości prawdy.

                  W końcu przeciwnicy aborcji nazywają samych siebie obrońcami życia, a więc jaką
                  możliwość dają innym? Będąc przeciw stajesz się automatycznie "zwolennikiem
                  śmierci".

                  Skąd nagle pogotowie w dyskuji o tym czy postępowanie kościoła to troska czy
                  fasada? Kolejne spychanie myślących inaczej na pozycje skrajne?

                  pozdrawiam
                  • Gość: Ignac Re: albo albo ??? IP: 195.94.207.* 30.01.02, 15:35
                    chudyy napisał(a):

                    > Skąd nagle pogotowie w dyskuji o tym czy postępowanie
                    kościoła to troska czy
                    > fasada?

                    Czesto tak bywa, ze dla nastawionych pozytywnie - to
                    zwykla, chrzescijanska troska. A jak sie komus "Swiss
                    Army Knife" za pazucha otwiera jak slyszy o Kosciele, to
                    nie pomoga ani ochronki, ani domy dla matek samotnych i
                    maltretowanych, ani przykoscielne grupy Anonimowych
                    Erotomanow.
                    Poza tym - co Wam Kosciol zrobil? Jedyna jego wada to, ze
                    nie chce chwalic Waszych wybrykow. Nie bedzie ich
                    chwalic. Przyzwyczajcie sie do mysli, ze jak ktos zdradza
                    albo rzuca zone, to ksiadz proboszcz go nie poprze.
                    Jesli chodzi o wezwanie Papieza do prawnikow, to podobne
                    wezwanie zawiera polski Kodeks rodzinny i opiekunczy, o
                    prosze:

                    Art. 56. § 1. Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i
                    trwały rozkład pożycia, każdy z małżonków może żądać,
                    ażeby sąd rozwiązał małżeństwo przez rozwód.
                    § 2. Jednakże mimo zupełnego i trwałego rozkładu pożycia
                    rozwód nie jest dopuszczalny, jeżeli wskutek niego
                    miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci
                    małżonków albo jeżeli z innych względów orzeczenie
                    rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
                    § 3. Rozwód nie jest również dopuszczalny, jeżeli żąda go
                    małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że drugi
                    małżonek wyrazi zgodę na rozwód albo że odmowa jego zgody
                    na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z
                    zasadami współżycia społecznego.


                    Art. 61(1). § 1. Jeżeli między małżonkami nastąpił
                    zupełny rozkład pożycia, każdy z małżonków może żądać,
                    ażeby sąd orzekł separację.
                    § 2. Jednakże mimo zupełnego rozkładu pożycia orzeczenie
                    separacji nie jest dopuszczalne, jeżeli wskutek niej
                    miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci
                    małżonków albo jeżeli z innych względów orzeczenie
                    separacji byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
                    § 3. Jeżeli małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich
                    dzieci, sąd może orzec separację na podstawie zgodnego
                    żądania małżonków.

                    Pozdrowienia
                    • Gość: Jaceq Re: albo albo ??? IP: *.ppp.szeptel.net.pl 30.01.02, 22:47
                      Ignac, dzieki za cytat z KRiO. Widać, że jest on do wymiany.
                      Moje dorastające córki po 'orędziu' JP2 już zapowiedziały, żebym zapił zimną wodą inny ślub, niż
                      cywilny.
                • Gość: Jaceq Re: do yoyo IP: *.ppp.szeptel.net.pl 30.01.02, 22:51
                  Yoyo - popieram Cię w każdym słowie.
            • Gość: Hanna E. Re:Nasi Okupanci IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 01:52
              Nasz obecnie kasowy malarz Wojciech Kossak wydał kupę kasy na unieważnienia i
              rozwody nie własne, a swoich córek. Jego starsza córka znana jako Maria
              Pawlikowska-Jasnorzewska unieważniła małżeństwo z CK oficerem Władysławem
              Bzowskim, potem rozwiodła się z Janem Pawlikowskim, aby wreszcie znaleźć spokój
              i szczęście na ostatnie lata życia u boku Stefana Jerzego Jasnorzewskiego.
              Młodsza córka znana jako Magdalena Samozwaniec rozwiodła się z Janem
              Starzeńskim, po czym w tragicznych okolicznościach wyszła za mąż za Zbigniewa
              Niewiadowskiego. Którego książkę "30 lat życia z Madzią" polecam, bo to
              najpiękniejszy i głęboko poruszający obraz związku dwojga ludzi, którzy nigdy
              nie wkroczyli w jesień życia.
        • Gość: Jaceq Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.ppp.szeptel.net.pl 30.01.02, 22:37
          wredna_asia napisał(a):

          >Moja kumpela Andrea ma 24 lat i do tej pory calkowicie nie pogodzila sie z tym, ze jej matka odeszla od
          ojca dwanascie lat temu.

          Jedna kumpela nie jest żadnym argumentem. Sto innych kumpel może mieć całkiem przeciwne zdanie.

          > Nie zawsze zgadzam sie z papiezem. Nie uwazam, ze rozwod to zlo i nalezy
          > potepiac w czambul. Koscial ma jednak prawo krytykowac nagminnosc rozwodow, bo
          > troska o moralnosc (moze czasem zle rozumiana) to jedno z zadan kosciola. Ale
          > niedouczonej nell przypomne jednak, ze w sytacjach awanturujacego sie
          > alkoholika czy beznadziejnego malzenstwa Kosciol oferuje separacje albo
          > uniwaznienie.

          Wredna Asiu, kosciół ma prawo krytykować, ale w tej sytuacji JP2 posunął się jednak za daleko.
          Po 1. Papież tym razem wezwał prawników do sprzeniewierzenia się zasadzie niezawisłości ze względu
          na własne przekonania religijne. Nie uważasz, że byłoby to karygodne?
          Po 2. Co JP2 do rozwodów np. protestantów?
          Separacja to tragifarsa. 'Separowany' tyran np. ma prawo dalej mieszkać z tyranizowanymi.
          Natomiast unieważnienia w takich sytuacjach prawo kanoniczne wogle nie przewiduje.

          . Sama, jako osoba biseksualna mam problemy z nauka moralna kosciola,
          > ale jako milosniczka demokracji rozpoznaje prawo Kosciola do prezentowania
          > niewygodnych dla mnie pogladow. Nie zawsze postepuje zgodnie z nauka kosciola,
          >
          > alw jakis tam sentyment do katolicyzmu mi pozostal.
          >
          > Co do zycia na kocia lape to wcale nie jest bezstersowo. Mam doswiadczone w tej dziedzinie
          koleznaki.

          Te stresy to kto im funduje (tzn. koleżankom)? - Dulskie społeczeństwo.
    • yess Re: ROZWODY - proste lekarstwo 30.01.02, 14:54
      to fakt. kosciol zrobil wszystko aby malzenstwo bylo traktowane jako kara (w
      przpadku kiedy jest nieudane) dozwotnia.
    • wredna_asia Nell, ales walnela z tym Boyem 30.01.02, 18:30
      Douczona Wredna Asia przypomina Nell, ze od czasow Boya odbylo sie cos takiego
      jak Sobor Watykanski Drugi i Kosciol nieco zlagodnial. Zwlaszcza papiez Jan23
      byl w tych sprawach dosyc lagodny.

      Boy-Zelenski, z calym dla niego szacunkiem, w sprawach koscielnych jest
      najbardziej nieobiektywna osoba jaka znam.
      • yak-ona Re: NIE MOZNA NIKOMU NIC ZABRANIAC... 30.01.02, 19:53
        dlaczego od razu popadamy w jakies skrajnosci???
        kosciol zabrania aborcji- kosciol popiera aborcje???
        kosciol zabrania rozwodow- kosciol popiera rozwody???itd , itp!!!

        a moze jest jeszcze cos pomiedzy???

        ja osobiscie jestem przeciwniczka aborcji, uwazam to za morderstwo , ale nie
        mozna nikomu zabronic- kazdy ma swoje sumienie i postapi jak bedzie chcial!!!
        tak samo jest z rozwodami!!!
        jestem im przeciwna , ale nie mozna nikomu nic zabraniac a tym bardziej
        uniemozliwiac!
        mam wiele kolezanek i kolegow z rozbitych malzenstw i wiem jak sobie marnie
        radze w kontaktach z plcia przeciwna- nie zawsze ale czesto tak jest!!!

        ostatnio tez mam wiele kontaktow z kosciolem protestanckim- presbiteranie- i
        ludzmi chodzacymi do tego kosciola...z czasem coraz wiecej widze zalet i coraz
        szerzej otwieraja mi sie oczy na skostniale struktury i zasady kosciola
        katolickiego , do ktorego formalnie przynalezalam od urodzenia!





      • nell26 Do Asi 30.01.02, 20:29
        wredna_asia napisał(a):

        > Douczona Wredna Asia przypomina Nell, ze od czasow Boya odbylo sie cos takiego
        > jak Sobor Watykanski Drugi i Kosciol nieco zlagodnial. Zwlaszcza papiez Jan23
        > byl w tych sprawach dosyc lagodny.

        Czyzby? Przeciez on i za czasów Boya był bardzo" łagodny", szczególnie dla tych, co dysponowali
        pokaznym portfelem. A uniewaznienia malzenstw, no cóż, odbywały sie nawet, gdy para miała kilkoro
        dzieci i to z powodu 'mariatum non consumatum" A i dzisiaj jest podobnie, wystarczy miec pieniadze, a
        uzyska sie wszystko..Kosciol nie pozbył sie jak dotad swej hipokryzji..

        Nie wydaje Ci sie asiu ze jestes hipokrytka? Masz sentyment do katolicyzmu..., a, o ile wiem Papiez nie
        zmienił jeszcze stosunku Kosciola do homoseksualizmu..No cóz, swoj ciagnie do swego...

        >
        > Boy-Zelenski, z calym dla niego szacunkiem, w sprawach koscielnych jest
        > najbardziej nieobiektywna osoba jaka znam.

        był

    • Gość: a psik Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: 192.168.1.* 30.01.02, 23:58
      Jezeli macie problem z Kosciolem - to po co wam slub koscielny - jak bierzecie
      cywilny to Kosciolowi nic do tego.

      Fajna rozmowe mialem ostatnia na temat slubow w Kanadzie - przed slubem sie
      podpisuje dokument na wypadek rozwodu, co jest regula - co kto wnosi do
      malzenstwa zeby problemow z podzialem nie bylo na wszelki wypadek......tez
      fajnie.... ktos to podpisywal ? moze opisze jakies sa odczucia ?
      A prawnicy maja was w dupie dla nich nie jestescie malzenstwem z problemami,
      dla nich jestescie towarem, albo numerem w kartotece - za pieniadze zrobia
      wszystko (prawie) wiec moze troche humanizmu by im nie zaszkodzilo.
      • Gość: Jaceq Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.ppp.szeptel.net.pl 31.01.02, 17:46
        Gość portalu: a psik napisał(a):

        > Jezeli macie problem z Kosciolem - to po co wam slub koscielny - jak bierzecie
        > cywilny to Kosciolowi nic do tego.
        >
        O ile sie nie myle, to chyba papiez swoj apel do prawnikow 'nie bierzcie spraw rozwodowych' nie uzaleznil
        od wyznania. Stad taki szum.

        > Fajna rozmowe mialem ostatnia na temat slubow w Kanadzie - przed slubem sie
        > podpisuje dokument na wypadek rozwodu, co jest regula - co kto wnosi do
        > malzenstwa zeby problemow z podzialem nie bylo na wszelki wypadek......tez
        > fajnie.... ktos to podpisywal ? moze opisze jakies sa odczucia ?

        Intercyza - chyba i w Polsce rzecz znana. Tzn na pewno. Wyobrazmy sobie parę katolików, ślub kościelny i
        przedtem... podpisana intercyza. Tzn. idąc do spowiedzi przed ślubem, zakładali z góry możliwość
        rozwodu. A tak bywa.

        > A prawnicy maja was w dupie dla nich nie jestescie malzenstwem z problemami,
        > dla nich jestescie towarem, albo numerem w kartotece - za pieniadze zrobia
        > wszystko (prawie) wiec moze troche humanizmu by im nie zaszkodzilo.

        To na pewno. Dlatego skutki 'prawne' mowy papieskiej przewiduję... żadne.
        • Gość: a psik Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: 192.168.1.* 31.01.02, 20:18
          On sie zwrocil do prawnikow katolickich tyle ze gdzies w zawirusze niektorym to
          umknelo
          z wyrazami szacunku
          • Gość: fantasia Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: 62.233.138.* 01.02.02, 22:02
            Gość portalu: a psik napisał(a):

            > On sie zwrocil do prawnikow katolickich tyle ze gdzies w zawirusze niektorym to
            >
            > umknelo
            > z wyrazami szacunku

            Do kogo???????????

            Kto to jest "prawnik katolicki"?!?!?!?

            (a propos - dziś był u mnie w domu hydraulik katolicki... przez telefon
            rozmawiałam z informatykiem katolickim... ale niestety również z moim tatą,
            emerytem niekatolickim...)

            Takie określenie jak "prawnik katolicki" jest z językowego oraz pragmatycznego
            punktu widzenia absurdalne. Jeśli mówimy np. "dobry prawnik" albo "renomowany
            prawnik", to wartościujemy, wyrażamy swoje zdanie o tym prawniku. Jeśli
            mówimy "prawnik amerykański" albo "prawnik emerytowany", to opisujemy prawnika. A
            jeśli mówimy "prawnik katolicki" - słowo "katolicki" nie mówi o nim jako o
            prawniku NIC!!! Tyle logika.

            Zawód prawnika polega na zastosowaniu PRZEPISÓW PRAWNYCH danego państwa do
            przeprowadzania określonych czynności. Do wykonywania tych czynności dobrze -
            czyli efektywnie i precyzyjnie - przekonania religijne prawnika nie mają nic do
            rzeczy. Tak, jak nic do rzeczy nie ma kolor oczu osoby, która wykonuje ten zawód.

    • Gość: Hanna E. Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 01:08
      Pragnę tutaj przypomnieć - rozwód nie jest przyczyną rozkładu związków. Jest
      skutkiem rozkładu współżycia. I niekoniecznie rozkład współżycia musi zakończyć
      się rozwodem.
      Rozwód zawsze jest tragedią. Nawet jeśli mówimy o rozstaniu pary "na kocią
      łapę". Przecież po wielu latach taka para ma często dzieci, pewien wspólny
      majątek, powiązania biznesowe i towarzyskie.
      Staram się być wierną katoliczką, ale mam pewien problem z zaakceptowaniem nauk
      Kościoła w sprawie zakazu rozwodów. Wydaje mi się, że separacja nie rozwiązuje
      pewnych problemów. Czy należy karać kobietę, która w młodym wieku wyszła za mąż
      za faceta, który później okazał się pijakiem lub sadystą, samotnością do końca
      życia? Przecież taka osoba nie jest niczemu winna, a jako katoliczka powinna
      porzucić nadzieję na następny udany związek. Powinna modlić się i pościć w
      intencji poprawy i nawrócenia męża. Owszem, faktycznie najczęściej pości, ale z
      całkiem innego powodu. I chyba dla takich kobiet nadzieja zbawienia jest ważna,
      ale brak nadziei na uznanie przez Kościół próby ułożenia sobie życia rodzinnego
      na tym świecie jest nieskończenie smutny...
      Niepokoją mnie słowa Ojca Św. Nie skierował on swojego orędzia tylko do sędziów
      konsystorza (którzy muszą sie kierować prawem kanonicznym), ale też do
      niezawisłych urzędników państwowych, którzy obojętnie od swiatopoglądu, mają
      orzekać zgodnie z konstytucją i kodeksem prawnym swojego kraju. Owszem,
      prawnicy to gatunek, który razem ze szczurami i karaluchami przeżyje nawet
      wojnę atomową. Ale wielu z nich będzie miało moralną zagwozdkę, na której nie
      najlepiej wyjdą ich podsądni.
      Uważam też, że większa lub mniejsza dostępność rozwodu niczego nie zmienia,
      jeśli chodzi o sukces lub porażkę w rozwiązywaniu problemów małżeńskich. Zawsze
      będą ludzie, którzy przy pierwszych kłopotach po prostu oleją partnera i
      uznają, że "Sorry, nie udało się" i nie ma o czym gadać. I czasy tu nic nie
      zmieniły, tylko my już przestaliśmy tolerować pewne eleganckie zakłamanie.
      Kiedyś zamiast przeprowadzania rozwodu pan domu wydawał kasę na tancerki, a
      pani domu przyjmowała "przyjaciela rodziny". I co, to było bardziej moralne?
      • muzaaa Re: ROZWODY - proste lekarstwo 31.01.02, 01:17
        Prostym lekarstwem na rozwody jest niebranie slubow.
        • Gość: ........ Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.sympatico.ca 31.01.02, 02:05
          Tak, tak plujcie na kosciol, papieza i ksiezy. Pamietajcie ze oni
          tez sa ludzmi. To ze sie nie zenia, to wcale nie oznacza
          ze zazdroszcza tym ktorzy sie zenia jak niektorzy tutaj
          sugeruja. Moze dalej bedziecie tworzyc wygodne i dopasowane
          sobie normy moralne zgodne ze swoimi ograniczonymi mozdzkami
          a zrobicie sie dokladnym BYDLEM. Szanowane bydlo ma jednak
          swojego pasterza. A wy, ci co plujecie kogo macie?
          • Gość: Lo Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 03:38
            Nigdy nie śmiałabym pluć na Kościół i Ojca Świetego.
            Czyżbyś był księdzem?
            W moim życiu poznałam kilku księży, którzy zbliżając się do wieku
            chrystusowego, mieli duże problemy z wiarą. Z powodu problemów z samotnością
            nadużywali alkoholu i spotykali się z dziewczynami. Jeden z tych znajomych
            księży nie wyrwał w wierze i wolał zostać ojcem dziecka i partnerem matki
            swojej córki.
            Ponoć w wieku 33 lat lat normalny mężczyzna myśli o założeniu rodziny i
            spłodzeniu potomstwa.
            Ale inna sprawa, że mam wielki szacun dla pewnego proboszcza dużej warszawskiej
            parafii. Okazał się prawdziwym duszpasterzem, bo wykazał tak głębokie
            zrozumienie spraw małżeństwa, bez fanatyzmu i pruderii. Pokazał nam drogę do
            pojednania z Bogiem i sobą.
        • Gość: Hanna E. Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 03:19
          To chyba nie czytałaś mojego postu. Mam 2 przyjaciółki, które zdecydowały się
          na związek nieślubny mając ok. 21 lat. Obie mają wyższe wykształcenie i dyplomy
          dobrych uczelni, a także świetny zawód i życzliwych, nieźle sytuowanych
          rodziców. Pierwszą nazwijmy A drugą B. Pani A. urodziła dwoje dzieci. Pan A nie
          dawał sobie rady ze sprawami zawodowymi i zaczął pić. Wkrótce stracił pracę.
          Pani A płaciła rachunki, zajmowała się wychowaniem dzieci i urządzała dom pana
          A, w którym zamieszkała. Pan A upadł nisko i po paru latach po prostu zaczął
          panią A bić. Pani A popłakała kilka lat, w czasie których po cichu odkładała
          wkład na mieszkanie. Wreszcie mając duży kredyt do spłacenia wzięła dzieci i
          wyniosła się na swoje lokum. Kłócą się do tej pory o opiekę nad dziećmi i
          rzeczy kupione w czasie trwania ich związku.
          Pani B rodzice wybudowali dom. Pan B zamieszkał u niej i był ponoć cudowny.
          Pomagał jej w jej biznesie i nie było żadnych zadrażnień. Pełna harmonia dusz i
          ciał. Po kilkunastu latach pan B poznał młodą dziewczynę i wyniósł się po
          cichu. Pani B została z bagażem swoich 35 lat, pustym domem i wrażeniem, że
          zmarnowała życie. Bo, jak ostatnio mi się przyznała, żałuje, że już nie będzie
          miała dzieci. Bo kto zechce pannę w tym wieku?
          Przecież to typowe problemy, które występują także u cywilnych i kościelnych
          małżeństw.
          Akt cywilny i Sakrament Małżeństwa nie mają wpływu na życie ludzi. Bo przecież
          jak zamieszkujesz z chłopakiem, to nie będziecie się rozliczać co do grosza,
          tylko pewne wydatki zaplanujecie wspólnie. Nie będziecie sypiać z kim popadnie.
          I chyba nie masz ochoty żyć z facetem, który mimo najlepszej pigułki, w razie
          wpadki powie Ci: "Masz tu 1000 dolców, jedź do Holandii, usuń, albo między nami
          koniec". I pójdzie balować, kiedy dorwie cię najgorsza grypa. Zamieszkując z
          chłopakiem faktycznie decydujesz się na małżeństwo.
      • Gość: A27 Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.proxy.aol.com 31.01.02, 02:06
        Oczywiscie, ze rozwod jest czasem mniejszym zlem i nie nalezy ludzi karac za
        blad. Oczywiscie, ze nie mozna czynic rozwodu czyms nielegalnym. Ale chyba
        zadna katoliczka nie spodziewa sie, ze powtorne malzestwo bedzie mogla zawrzec
        w kosciele. I trudno sie dziwic kosciolowi, ze drugiego malzenstwa po
        rozwodzie nie chce traktowac jak sakrament. Z drugiej strony niezaleznie od
        tego co mowi papiez wielu ksiezy naprawde bardzo wspiera tak zwane malzenstwa
        niesakramentalne. I to jest dobre w Kosciele.

        Wszyscy wiemy, ze nasz Karolek lubi byc czarno-bialy. I wszyscy wiemy, ze my w
        zyciu jestesmy szarzy czyli gdzies pomiedzy. Moze najlepiej dazyc do tej
        bialosci, a gdy sie czarno zdarzy, to na szczescie ktos madrzejszy nawet od
        papieza bedzie nas z tego sadzil. (O ile w istenienie tego kogos wierzymy.)
        • aatam wystarczy gotówka 31.01.02, 09:42
          Otórz moi drodzy, nie widzę powodu do zbytnich uniesień nad tą kwestią..w
          chwili gdy nie wiadomo o co chodzi..chodzi o pieniądze.
          W sytuacji, gdy moralnie zakazuje się prawnikom uczestniczenia w rozwodach,
          sędziom ich orzekania - zamyka się ludziom drogę do wyrwania sie z domowego
          raju. W sensie cywilnym.
          W tym samym czasie zliberalizowane prawo kanoniczne pozwala uzyskać rozwód
          kościelny za pośrednictwem biskupa. Przysługa ta kosztuje ok. 2000 - 4000
          PLN..w zależności od tego , czy argumenty są bardziej czy mniej przekonywujące.
          A więc - z jednej strony mamy zablokowany strumień pieniędzy płynący do aparatu
          cywilnego orzekającego rozwody..Z drugiej - otwartą furtkę zasilającą kabzę
          księży, którzy poprowadzą Sprawę. Kolejne niewysychające źródełko. HUrraa..i
          dzięki JP2 - posiadające ogromne możliwości rozwoju..
          i tyle w tej kwestii..
          Nie chcę potępiać JP2 jako człowieka. Chcę go pochwalić jako doskonałego szefa
          ogromnej korporacji finansowej. Z udziałam w największych firmach swiata,
          kopalniach złota w Ameryce Pd., rozległych interesach na całym świecie. Dbałość
          o źródło dochodów - i podejmowanie długoterminowych decyzji umorzliwiających
          ich stały napływ - świadczy o wspaniałym zmyśle menadżerskim. Takie zarządzanie
          pozwoli KOściołowi przetrwać. W świetnej kondycji jeszcze przez wiele lat.
    • chudyy odnoszę wrażenie 31.01.02, 09:06
      1. nie po raz pierwszy zresztą, że część dyskutantów, hm, zamiast dyskutować
      obraża innych, przekonanie słuszności poglądów miewa swoje wady?

      2. największymi oponentami bywają osoby, które bądź małe doświadczenie życiowe
      mają (młodość jest wspaniała czyż nie?) lub fajnie życie im się układa i stąd
      może wynikać ich trudność w zrozumieniu odmiennych kolei losu

      3. jakoś najwięcej do powiedzenia o tym jak żyć w małżeństwie mają bezżenni
      księża; zdaje się, że w wyznaniach gdzie duchowni mają rodziny nie ma aż tak
      radykalnych zaleceń w stosunku do całej sfery seksu

      4. również bardzo dużo do powiedzenia o wychowywaniu dzieci mają osoby
      bezdzietne, pewnie wynika to z nadmiaru czasu wolnego

      Cieszy mnie jednak, że w wielu listach pojawia się opór przeciw temu od czego
      zacząłem, mieszania się kościoła w nie swoją sferę. Kościół katolicki to w
      istocie instytucja totalitarna, która dużo więcej zabiega o wpływy niż o jakość
      życia nas maluczkich. Takie jest moje zdanie. Pluralizm jest potrzebny nie
      tylko w sferze polityki okazuje się.

      Pozdrawiam wszystkich
    • Gość: Kaga Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 20:02
      Katoliczką na szczęście nie jestem, ale ruszyło mnie to, co powiedział papież.
      Zastanawiam się, co może się zdarzyć. Mam kilkoro zajomych, którzy są właśnie w
      trakcie rozwodu. Wiadomo, jak długo w Polsce taka sprawa może się ciągnąć. I
      wyobraźcie sobie taką sytuację - oto po dwóch latach udreki sądowej, po
      ogromnej kasie wydanej na adwokatów, po dylematach natury moralnej i po tych
      wszystkich stresach, jakie przeżywa sie w czasie rozwodów - pani sędzina, albo
      pan sędzia mówi, że nie orzeknie rozwodu, bo jest katolikiem posłusznym nauce
      społecznej kościoła rzymskiego. Paranoja. A ludzie, którzy po przejściu gehenny
      najpierw za sobą, a potem z polskim sądownictwem zostaną w punkcie wyjścia z
      niemoznością ułożenia sobie życia, z opróżnionym do zera kontem i bez
      nadziei... W pewnym wieku dużo poemerytalnym niektórzy powinni raczej ważyć
      słowa. Idee ideami, a zycie jest zyciem.
      • Gość: a psik Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: 192.168.1.* 31.01.02, 21:07
        powinnas scenariusze filmowe pisac - Oscar murowany. Napisz cos moze dluzszego
        prosze, odloze wtedy na polke "Shipping news" z ktore autorka dostala Pulitzer'a

        z wyrazami szacunku
        • Gość: rainbow Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.02, 09:50
          "Lepsze" scenariusze pisze samo życie - czy ktos pamieta jescze historię
          nstoletniej zgwałconej Irlandki, której próbowano uniemożliwić wyjazd z kraju
          zeby nie dokonała aborcji? Jaki scenarzysta to wymyśli?
          Zdarzają się historie "rozwodowe" przekraczajace to, co wy,yłił autor "Wojny
          Państwa Rose"
          Ksieża wypowiadajacy się o rozowdach - czy antykoncepcji - to tak jak Eskimos
          mówiący o żyrafach. Jesli ludzie chcą się rozwieść, i na nowo ułożyć życie, to
          powinni mieć taką możliwość.
      • Gość: Jaceq Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.ppp.szeptel.net.pl 01.02.02, 16:48
        Gość portalu: Kaga napisał(a):

        >Wiadomo, jak długo w Polsce taka sprawa może się ciągnąć.

        Wiadomo, niestety. Byleby utrudnić rozwód, słuszny czy 'lekkomyślny'. Przenieśli nawet orzekanie
        rozwodowe z rejonowych do okręgowych.

        >pani sędzina, albo
        > pan sędzia mówi, że nie orzeknie rozwodu, bo jest katolikiem posłusznym nauce
        > społecznej kościoła rzymskiego. Paranoja.

        Na szczęście (jak dotąd) w Polsce, gdyby coś takiego powiedział/a, toby przestał/a być sędzią.
        Szkoda, że nie ma czegoś takiego jak 'niezawisłość ginekologów'.

        A wszystkim rządzi for$a.
    • Gość: kasia Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.atol.com.pl 31.01.02, 21:23
      Chciałabym odnieść się do kilku kwestii. Po pierwsze, iż rozwód zawsze jest
      tragedią dla rodziny. Otóż nie zawsze. Moi rodzice się rozwiedli, po
      uprzedniej separacji( a raczej moja matka),ponieważ ojciec był alkoholikiem ze
      wszystkimi tego następstwami(awantury, bicie, wynoszenie rzeczy z domu,
      zdrady, dziecko z inną kobietą).Mieli slub kościelny, ksiądz stwierdził, że
      matka ma nosić swój "krzyż" z pokorą, bo Bóg tak chciał.Rozwodu kościelnego
      nie dostali nigdy, nie mieli szans. Nigdy nie przeżywałam tego rozwodu jako
      tragedię, do dziś jestem szczęśliwa, że ominęło mnie życie z takim "tatusiem".
      Po drugie nell26 pisze o dmomu szczęśliwym i spokojnym z matką. Otóż to też
      nie jest regułą.Matka uchroniła mnie od życia z alkoholikiem, ale potem
      zafundowała mi takie piekło, że długie lata nie mogłam sobie poradzić ze sobą
      ani też w małżeństwie.Chodziłam na psychoterapię, miałam depresję, w
      dziciństwie byłam upakarzana, zaniedbywana we wszelki sposób, min. następstwem
      wieloletniego niedojadania jest dziś chore serce, nerka, wątroba, bezpłodny
      jajnik.Moje dzieciństwo i okres dojrzewania nie kojarzy mi się ze szczęśliwą
      krainą.I matka nie pochodziła z patologicznej rodziny, sama była wykształcona,
      uchodziła za wspaniałą kobietę wychowującą samotnie córkę.A prawda była taka,
      ze nienawidziła mnie, bo byłam córką wstrętnego męża, obwiniała mnie za rozpad
      swego małżeństwa (absurd! miałam wtedy 4 lata) i zajmowała się mną tylko
      dlatego, że bała się oddać mnie do domu dziecka("bo co by ludzie
      powiedzieli").Pomimo tego uważam, że ludzie mają prawo się rozstać, gdy nie
      mogą żyć ze sobą. Zgadzam się jednak też z tym, ze powinno się próbować
      naprawić związek, gdy nie zachodzi w nim jakieś rażące zło.Wiem to z własnego
      doświadczenia, że decyzję o rozwodzie podejmuje się często pochopnie. Ja także
      nie potrafiłam porozumieć się z mężem i po dwóch latach małżeństwa
      postanowiłam się rozwieść.Nie mówiłam o tym mężowi, bo chciałam najpierw
      znaleźć pracę i mieszkanie i wtedy powiedzieć, ze odchodzę.Mój mąż naprawdę
      był okropny, ale zdarzyło się w naszym życiu coś, co sprawiło, że przejrzał on
      na oczy i zaczął ze mną rozmawiać. Początkowo nie chciałam o niczym mówić. W
      końcu jednak zaczęliśmy rozmawiać i "rozmawialiśmy" tak około roku.
      Wytłumaczyliśmy sobie wiele spraw, mąż przyrzekł poprawę, ja też. Bo okazało
      się, ze on też nie był do końca szczęśliwy ze mną. Raniliśmy się nawzajem.
      Porozumieliśmy się, pogodzili, zmieniliśmy i jesteśmy bardzo szczęśliwym
      małżeństwem i ani nam w głowie się rozstawać. A ta cała sprawa z rozwodem
      uświadomiła nam, ze nie należy podejmować pochopnie poważnych decyzji, a także
      to ,że potrafimy wyjść z każdego zakrętu. Dlatego powtarzam jeszcze raz każdy
      ma prawo do rozstania, ale najpierw należy dobrze się zastanowić i spróbować
      naprawić to co zostało nadwyrężone.Pozdrawiam wszystkich "przed" i "po
      rozwodzie".
      • Gość: Magda Re:Do Kasi IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.02.02, 23:24
        Kasiu dzieki, ze podzielilas sie z nami doswiadczeniami ze swojego zycia.
        Mysle, ze moga one kazdemu dac wiele do myslenia. Jestes bardzo madra i
        wartosciowa dziewczyna. Ciesze sie , ze pokonaliscie z mezem stojace na waszej
        drodze problemy i potraficie zyc szczesliwie. To wielka sztuka. Mozecie byc
        przykladem i inspiracja dla wielu. Co do twojego dziecinstwa to przykre, ze
        dorosli moga byc az tak nieodpowiedzialni i pozbawieni serca, ale to za toba i
        tego juz nie zmienisz. Popatrz na siebie i pomysl : tyle trudnosci zdolalam
        pokonac, jestem kims szczegolnym i inni patrza dzisiaj na mnie z podziwem i
        uznaniem. Ja jestem jedna z tych osob, ktore cie podziwiaja. Pozdrawiam
        goraco. Magda
    • Gość: żona? Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.punkt.pl 01.02.02, 11:49
      czytam czytam i co....zastanwiam się ilu z Was ma przed sobą sprawę rozwodową
      lub za sobą...ja też z tak wielką łatwością krytykowałam, mędrkowałam, ale
      niestety stało się-mąz odszedł ,złożył pozew , który wisi w powietrzu niemal
      trzy miesiące bo facet wreszcie zastanawia się nad sobą...tez mówiłam-ludzie
      nie zgadzają się ,rozwodzą się i przestają robić z siebie katorżników,a
      Kościołowi guzik do tego...teraz gdy walcze ze swym bólem od sześciu
      miesięcy ,mówię już inaczej. tego bólu, bólu rozstania, rozwodu, opuszczenia
      dzieci, nie można rozpatrywać pod jednym tylko kątem, nie można oceniać własną
      skalą ocen...piszą niektórzy: a cóż papiezowi do tego...a do tego moi mili, że
      stoi Facet na na straży Kościoła i w ramach ewangelii jaką głoszą Jego
      Apostołowie ma prawo...to był apel nie nakaz czy zakaz. to tak jak z
      antykoncepcją-praktykujący wiedzą że Kościół mówi NIE ale i tak czynią swoje,bo
      ktoś nam pozwolił decydować. tak samo i w tym przypadku-zadecydują adwokaci.
      pisały tu dziewczyny "jestesmy leniwi"-tak jesteśmy. nie potrafimy już walczyć,
      walczyć o rodzinę, małżeństwo. Nie mówię tu o bitych,maltretowanych ,nie mówię
      o coraz częstszej patologii. mówię o tak zwanej różnicy charakterów, presji
      rodziny, bo wg statystk to coraz częstszy powód rozwodów! ulegamy złotym
      myślom przekazywanym przez media- im wcześniej tym lepiej, im młodsi jesteście
      tym szybciej poradzicie sobie, bo do roku po rozwodzie dochodzi do kolejnych
      małżeństw rozwodników. zastanawiam się tylko dlaczego- ano dlatego że boimy się
      samotności może, bo pragniemy być z kim bisko ,,,,bliżej. a przecież mogliśmy
      to mieć z dotychczasowym czesto cudownym partnerem...tylko niestety
      lenistwo...to smutne. Rozwód -słowo brzmi oschle a kryje się za nim tyle
      cierpień, tyle bólu i płaczu do utraty tchu. Jest kilka osób których nie lubię -
      mam jednak nadzieję że nigdy nie będą musieli...i nawet jesli moje małżeństwo
      skończy się rozwodem -nie będe mówić z ironią wszystko dla ludzi...
      • Gość: ewa Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.02, 14:55
        Nigdy nie mowilam czegos takiego z ironia, tylko ze spokojem.
        A co do zbawiennej rady ze nalezy rozmawiac - tylko ze nie wszyscy potrafia,
        wide pare postow.Jesli ludzie nie sa w stanie opanowac sie na forum, co
        powiedziec o sytuacji znacznie trudniejszej emocjonalnie?
        Ja mysle, ze w koncu ludzie zauwaza, ze te rozwody wcale nie sa takie latwe,
        mimo ze mnostwo ludzi serwuje taka teze - naprawde uwazacie ich za kompletnych
        bezczujow? Troche czasu uplynie, coraz wiecej osob zauwazy, ze latwiej
        rozmawiac niz zaczynac wszystko od nowa, w dodatku z kiepskim samopoczuciem.Ale
        do tego ludzie musza dojsc sami, kazdy w swoim indywidualnym przypadku i
        tempie.Tego sie nie da zalatwic na skroty.Pisala kobieta, ktora po przejsciach
        odnalazla sie ze swoim mezem - ale oni oboje chcieli i potrafili. Czasami to
        tak zwane chcenie wyglada tak, ze druga strona ma wykonac samokrytyke - pozniej
        jest oczywiscie placz i oskarzanie o zla wola.
        Dlaczego JK2 nie proponuje i nie zacheca do tworzenia grup wsparcia, chyba
        dlatego ze uwaza, ze rada typu - znos swoje w pokorze jest najbardziej
        wartosciowa i nic bardziej tworczego nie da sie wymyslec.
        A moze tak WM - wsciekli malzonkowie jako malzenska wersja AA? Ale tam tez
        trzeba pojsc samemu.
        Oczywiscie ze to nie Kossak sie rozwodzil, on mial przez cale zycie jedna zone,
        regularnie zdradzana.
        Tez nikomu rozwodu nie zycze i mam nadzieje,Zono?, ze sie dogadacie, a nie
        tylko zdecydujecie zostac razem ze wzgledu na dzieci. Czy masz moze jakas
        pomoc, sa ludzie , ktorzy sie tym zajmuja. A ty bedziesz potrzebowala wiele
        sil, niezaleznie od decyzji meza - jesli zostanie, na rozmowe, wysluchanie go,
        mowienie o swoim bolu,wybaczenie, budowanie od nowa,nie spieszenie sie. jesli
        nie - na procedure i zbudowanie nowego zycia. Z serca zycze ci tego pierwszego,
        zebyscie mogli sie zrozumiec i znowu kochac.
      • Gość: Magda Re:Do Zony IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 01.02.02, 23:45
        Droga Zono, to przykre, ze musisz przezywac taki trudny okres. Rozumiem, ze
        zalezy ci na twoim malzenstwie, ale z pewnych powodow twoj maz chce sie
        rozwiesc. Nie wiem o co chodzi, ale czuje, ze to powazne. Czy nie moglibyscie
        wspolnie skorzystac z pomocy negocjatora, osoby trzeciej( np.psychologa) ktora
        sprobowalaby zblizyc wasze stanowiska? Rozumiem, ze czekasz na bieg wypadkow,
        ale moze byloby lepiej zajac bardziej aktywna postawe w tej sprawie.
        Prawdopodobnie nie chcesz zadrazniac jeszcze bardziej sytuacji, ale nie sadze
        ze zaszkodziloby ci gdybys mu dala delikatnie znac,ze ci na nim tak bardzo
        zalezy.Nie zniechecaj sie jednak, jesli cos pojdzie nie po twojej mysli. Do
        wytrwalych i odwaznych swiat nalezy. Zycze powodzenia w walce o malzenstwo i
        trzymam kciuki.
    • Gość: Ja Re: ROZWODY - proste lekarstwo IP: *.dip.t-dialin.net 01.02.02, 22:17
      Czasem rozwod to jedyne wyjscie z sytuacji. Wiem bo sama to przeszlam, choc
      wcale tego nie chcialam. Wydaje mi sie czasem, ze zycie to jakas paranoja, ze
      wlasciwie to nie mamy na nie wplywu. Mojego meza poznalam majac 19 lat, a slub
      wzielismy rok pozniej. teraz wiem, ze bylam zbyt mloda i zbyt "zielona" by
      podjac taka decyzje. Wlasciwie to decyzja podjela sie sama- chcialam uciec z
      rozbitego przez ojca alkoholika domu, w ktorym nie moglam znalezc dla siebie
      miejsca. On dal mi na poczatku to czego- tak mi sie wydawalo- potrzebowalam:
      poczucie bezpieczenstwa. Nie chcialm widziec zlych stron naszego "zwiazku" i
      sluchac przestrog jego znajomych. Nie przeszkadzal mi tez fakt, ze byl starszy
      o 8 lat i bardzo doswiadczony. Myslalam ze "szczeniece" lata ma juz za soba, ze
      wie czego w zyciu chce i ze......Rok po slubie okazalo sie (dostal wezwanie na
      test) ze ma dziecko z inna kobieta. No coz! Ja poradzilam sobie z tym faktem
      dosc szybko, on nie mogl. Zaczal pic, pil, pil i pil jeszcze wiecej. Scenariusz
      zaczal sie powtarzac. Stwierdzilam ze sie- nas nie poddam- bardzo go kochalam.
      Probowalam wszystkiego. Pomagalo- na tydzien, dwa. Stwierdzilam ze odejde-
      robilam to 3 razy. Roza, przeprosiny- kazda kolejna proba byla trudniejsza.
      Wreszcie mi sie udalo. Spakowalam torbe i ucieklam, schowalam sie, chcialam
      zaczac od nowa. On nie chcial na to pozwolic. Czulam sie bardzo zle, prosilam o
      pomoc policje- nigdy nie pomoga (chyba ze wezwac pogotowie). Rozwod trwal
      bardzo dlugo, zostalam tez bardzo zle i niesprawiedliwie potraktowana- SWIATEM
      ZADZA MEZCZYZNI! Ale udalo sie. Po dosc dlugiej depresji wyjechalam, zaczelam
      studia, ulozylam sobie moje dorosle, WSPANIALE zycie. Teraz mam przyjaciela z
      ktorym planujemy przyszlosc- juz sie nie boje. Jesli chodzi o kosciol, to jest
      mi to obojetne- nie wspieral mnie kiedy tego potrzebowalam (od dziecka prosilam
      Boga codziennie zeby tatus nie pil wodki- chyba nie uslyszal). Moj chlopak jest
      wierzacy i zalezy mu na slubie koscielnym, mie jednak ze nic z tego. Ostatnio
      zamieszkalismy razem. Witajac go 1 raz po pracy zobaczylam w drzwiach...twarz
      mojego meza. Bardzo mnie to przerazilo, bo myslalam ze juz sobie z tym
      poradzilam. To wcale nie jest takie proste, bo milosc zranila mnie tak bardzo,
      ze jeszcze jakas drzazga siedzi w samym srodku mojego serducha. Reasumujac-
      CIESZE SIE ZE ZAZYLAM TEGO LEKARSTWA JAKIM JEST ROZWOD.
    • muuu Re: ROZWODY - proste lekarstwo 02.02.02, 19:58
      >
      > czyż nie jest tak, że kościół katolicki jest jednym z
      najbardziej
      > restrykcyjnych
      > odnośnie wszystkiego co z seksem się wiąże


      a co ty wiesz o restrykcyjnosci w seksie? zyles w gminie
      islamskiej ? chyba sie nie naczytales

      > bo księża żenić się
      > nie mogą i bredzą potem, bredzą latami i rano
      > takie jest moje zdanie

      demokrato zsekularyzowany jak tak nie lubisz kosciola to
      nie chodz. Nie bedzie fasady.

      A co do rozwodow zgadzam sie z Magda (post ponizej).
      • chudyy Muuu 04.02.02, 11:41
        a ja dziękuję za uprzejmy ton polemiki, pewnie szybko się uczysz,
        pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka