sueellen
18.07.09, 17:51
Już kiedyś pisałam na forum, że ślubu generalnie nie chcę. Nie zależy mi.
Zależy mi na związku, nie na małżeństwie.
Oboje jesteśmy niezależni - mieszkamy ponad 2000km od domów rodzinnych i oboje
nie lubimy (bardzo nie lubimy) jak nam się ktoś wchrzania do życia. On - 34
lata, od 17 r.ż żyje praktycznie na własny rachunek, nie pozwala rodzinie na
żadne naciski (za co jest często mocno krytykowany). Dochodzi do tak
absurdalnych sytuacji że nie daje swojej mamie zapakować mu kanapek na drogę
kiedy wyjeżdża z domu rodzinnego. Wtedy "teściowa" wciska je mnie.
Na ślub były i są mocne naciski ze strony mojej i jego rodziny. Nie ma takiej
rozmowy telefonicznej, w której nie byłaby wypomniana nasza kocia łapa. Ja mam
znacznie utrudnioną sytuację, bo główną naciskaczką jest moja 84-letnia
Babcia, której po prostu nie wypada zbyć.
W końcu stwierdziliśmy, że skoro już spodziewamy się dziecka i rodzinka nie
może przeżyć, że się jeszcze nie zakuliśmy w obrączki, postanowiliśmy, że po
prostu pójdziemy podpisać papierek i wszyscy będą szczęśliwi.
Kiedy poinformowaliśmy rodzinkę o naszych planach, dowiedzieliśmy się, że ślub
bez wesela to nie ślub. Na co odpowiedzieliśmy, że nie mamy na to kasy, a
kredytu na wesele brać nie zamierzamy. Na co oni, że nam wesele zafundują,
jednak my (a zwłaszcza mój mężczyzna) za nic w świecie się nie zgodzi. I koło
się zamyka, więc ślubu nie będzie. Dochodzi do tego, że z wielką niechęcią
wybieram się do rodzinnego miasta, bo wcale nie mam ochoty na wysłuchiwanie
wykładów ciotek, jęczenia Babci itd. Do tego słyszę, że całkowicie odcinam się
od rodziny, zrywam kontakty i palę mosty. No ale co mam robić, skoro wiecznie
słyszę tylko krytykę i ataki na mnie i mój wybór?