Dodaj do ulubionych

Ślubu, kurde, nie będzie!

18.07.09, 17:51
Już kiedyś pisałam na forum, że ślubu generalnie nie chcę. Nie zależy mi.
Zależy mi na związku, nie na małżeństwie.

Oboje jesteśmy niezależni - mieszkamy ponad 2000km od domów rodzinnych i oboje
nie lubimy (bardzo nie lubimy) jak nam się ktoś wchrzania do życia. On - 34
lata, od 17 r.ż żyje praktycznie na własny rachunek, nie pozwala rodzinie na
żadne naciski (za co jest często mocno krytykowany). Dochodzi do tak
absurdalnych sytuacji że nie daje swojej mamie zapakować mu kanapek na drogę
kiedy wyjeżdża z domu rodzinnego. Wtedy "teściowa" wciska je mnie.

Na ślub były i są mocne naciski ze strony mojej i jego rodziny. Nie ma takiej
rozmowy telefonicznej, w której nie byłaby wypomniana nasza kocia łapa. Ja mam
znacznie utrudnioną sytuację, bo główną naciskaczką jest moja 84-letnia
Babcia, której po prostu nie wypada zbyć.

W końcu stwierdziliśmy, że skoro już spodziewamy się dziecka i rodzinka nie
może przeżyć, że się jeszcze nie zakuliśmy w obrączki, postanowiliśmy, że po
prostu pójdziemy podpisać papierek i wszyscy będą szczęśliwi.

Kiedy poinformowaliśmy rodzinkę o naszych planach, dowiedzieliśmy się, że ślub
bez wesela to nie ślub. Na co odpowiedzieliśmy, że nie mamy na to kasy, a
kredytu na wesele brać nie zamierzamy. Na co oni, że nam wesele zafundują,
jednak my (a zwłaszcza mój mężczyzna) za nic w świecie się nie zgodzi. I koło
się zamyka, więc ślubu nie będzie. Dochodzi do tego, że z wielką niechęcią
wybieram się do rodzinnego miasta, bo wcale nie mam ochoty na wysłuchiwanie
wykładów ciotek, jęczenia Babci itd. Do tego słyszę, że całkowicie odcinam się
od rodziny, zrywam kontakty i palę mosty. No ale co mam robić, skoro wiecznie
słyszę tylko krytykę i ataki na mnie i mój wybór?
Obserwuj wątek
    • erillzw Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 18:01
      ja wam sugeruje zamówić termin w USC, zebrac przyjaciół, podpiusac
      papier i finito.
      Niech sie obrazaja.
      Co to ich kufa zycie? Niech sie zajma swoim a nie wam wasze planuja
      wedle wlasnych widzimisie.
      ja bym zlosliwie zrobila to w USC, tylko z przyjaciołmi i stawiajac
      ich przed faktem. Albo tydzien przed faktem. przyjda albo nie.
      • ania78p Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 18:03
        Tak samo.
        Weźcie ślub cywilny. A rodzinkę powiadomcie, że macie cywilny w takim a takim
        dniu itp, albo w ogóle zaproście ich na cywila.
      • sueellen Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 18:09
        Tak, ale to tylko zaogni jeszcze bardziej sytuację. Poza tym, sama już nie wiem
        na czym im zależy - na ślubie czy weselu? Bo mnie na niczym w sumie. Mnie zależy
        na tylko świętym spokoju.
    • marzeka1 Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 18:08
      Za bardzo się przejmujesz, na dodatek mieszkając tak daleko, rodziną.Jeśli
      chcecie tylko ślub, to POWIADAMIASZ o tym rodzinę, nie rozmawiasz o tym, nie
      konsultujesz. A jeśli mieliście jednak plany zaobrączkować się, a
      zrezygnowaliście, bo rodzina jest oburzona, że nie ma weselicha, to znaczy, że
      ciągle macie problem z własną dorosłością i podejmowaniem decyzji samodzielnych.
    • beberebe Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 18:09
      W dzisiejszych czasach ślub bez wesela to rzecz normalna. Jeśli rodzinie to nie
      odpowiada to ich problem - to jest Wasz ślub i to Wy decydujecie jak ma wyglądać
      a nie babcie, ciotki i reszta rodziny. Chyba potrafisz sama podjąć decyzję?
      Jeśli się obrażą to trudno, kiedyś im przejdzie. Jeśli faktycznie chcecie ślubu
      i jesteście na niego gotowi to nie powinno być żadnego problemu. Bierzecie ślub,
      wysyłacie zawiadomienia (albo i nie) i po sprawie - i od tej chwili cieszycie
      się wspólnym życiem :)
      Powodzenia
    • mary_an Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 18:20
      Ostatnio pisalas, ze nie chcesz brac slubu w ogole. Wiec jesli chodzi tylko i
      wylacznie o spelnienie zachcianki rodziny, ktora domaga sie wielkiego slubu i
      wystawnego wesela, to raczej nici z tego w tej sytuacji. Po prostu powiedz im,
      ze na razie slubu nie bedzie, ale juz zalozyliscie osobne konto na ten cel i
      zbieracie na wielkie wesele. W ten sposob mozna ich pare lat pozwodzic, w koncu
      wesele to droga sprawa :)) I zawsze jak beda zaczynac ten temat, to im mozesz
      wtedy przytaknac i powiedziec, ze tez juz nie mozesz sie doczekac. A za pare lat
      moze juz sie uspokoja i zajma czyms innym (chrztem wnuka np.).
    • vienetta Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 18:33
      Wydaje mi się, że rozumiem wasze rodziny.
      Małzeństwo jest urzędowym aktem przypieczętowującym przynależność do
      rodziny. Rodzice chcą mieć synową (zięcia)a nie partnera córki
      (syna), o którym nie wiadomo co myśleć - czy to juz rodzina, czy
      tylko partner? Małżeństwo pieczętuje rodzinę, legalizuje związek i
      wtedy dla wszystkich wiadomo, że to synowa, a to zięć, a nie ktoś
      może na chwilę. Konkubinat nie powoduje przynależności do rodziny
      partnera:)
      Parę lat temu bym pewnie myślała tak jak ty, że wara innym od mojego
      życia, ale zmieniła mi się optyka na bardziej wyważaną, jako że
      niedługo stanę przed taką sytuacją ze strony moich dzieci:) Punkt
      widzenia zalezy od punktu siedzenia.
      Serdecznie pozdrawiam i uwierz mi, że czasami naprawdę nie
      zaszkodzi "schylić" się trochę w stronę potrzeb rodziców i bliskich.
      • lisbeth25 Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 18:58
        Tzn. wzięłabyś ślub mimo, że tego nie chcesz, aby uszczęśliwić wasze
        rodziny?
        • vienetta Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 19:16
          Nie wiem:)
          Na szczęście dla mnie zasadą jest legalizacja i nie muszę się
          zasatanawiać nad problemem wątkotwórczyni.
          Odpisałam jej po prostu, że rozumiem ich rodziny i że byłoby dla
          mnie też problemem, gdyby moje dzieci nie chciały zalegalizować
          związków.
          • lisbeth25 Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 19:23
            Chciałam po prostu znać Twoje zdanie.
            A jeśli wiedziałabyś, że Twoje dziecko nie chce ślubu i że złoży
            przysięgę jedynie z powodu presji rodziny- dalej chciałabyś tego
            ślubu?
            • vienetta Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 19:45
              Tak, dlatego że uważam, że legalność związku i jego
              uprawomocnienie:) jest ważne dla obu stron i zrodzonych z niego
              dzieci. Człowiek nie zyje w próżni.
              • tygrysio_misio Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 16:16
                1. nie musi tez zyc jak bezrozumna owca, ktora bezmyslnie poddaje sie machinie
                prawnej

                2. slub jest rozpoczeciem nowej komorki spolecznej, zwanej "rodzina"...ale na ta
                rodzine sklada sie tylko maz,zona i dzieci... rodzice meza/zony nie sa brani
                prawnie pod uwage... dla rodzicow ziec/synowa to obca osoba

                3. nie wolno zawierac umow ze skutkami prawnymi/finansowymi itpe tylko dla
                zachcianki postronnych osob
    • enith Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 18:46
      To będzie wredne co napiszę, ale... bierzesz ślub, którego nie chcesz, bo 84-letnia babcia, która i tak niebawem kopnie w kalendarz i na dodatek mieszka 2000 km od ciebie, na ciebie naciska? Zastanów się dziewczyno, nad swoim postępowaniem. Jeśli każda rozmowa z domem rodzinnym kończy się utyskiwaniem mamusi, siostry, babci czy uj wie kogo jeszcze, przestań dzwonić! Ile ty masz lat, 15? Może pozwolisz jeszcze rodzinie, żeby wybrała ci imię dla dziecka? A co z chrztem? Bo gwarantuję ci, że nawet jeśli nie chcesz ochrzcić, to seniorka rodu, jeśli wcześniej nie umrze, będzie wam tak truć, ze ochrzcicie. Czemu dajesz wredniej rodzinie włazić sobie na głowę? Ja ustawiłam całą swoją rodzinę do pionu JEDNĄ rozmową nt. tego czemu nie będzie ślubu kościelnego i zamknęłam buzie wszystkim, w tym takiej właśnie jak twoja, niereformowalnej babci. NIKT w tej chwili w mojej obecności nie piśnie nawet słowa nt ślubu kościelnego. Da się? Da! Tylko trzeba pomyśleć o własnej, za przeproszeniem, dupie, a nie tym, że się urazi kogoś z rodziny. Tylko do tego trzeba mieć jaja.
      • lonely.stoner amen! 18.07.09, 19:27
        n/t
        • sueellen Re: amen! 19.07.09, 00:10
          Taaak, to teraz popatrz na siebie i zastanów się czy też byś się tak łatwo
          całkowicie odizolowała od swojej rodziny, którą mimo wielu problemów kochasz?
          Czy odcięłabyś się od matki, ojca, rodzeństwa, dziadków? Zastanów się 10 razy
          zanim coś takiego napiszesz. I czy o swojej własnej Babci byś coś takiego
          napisała???
          • enith Re: amen! 19.07.09, 01:03
            Uprzedziłam moją rodzinę, że jeśli nie przestaną w chamski i wredny sposób komentować i krytykować MOICH wyborów życiowych, odetnę się od nich. Wystarczyło powiedzieć to raz i dobitnie, i dotarło, wierz mi, dotarło do wszystkich, w tym do skostniałej moherowej babci, która chodziła po wsi i lamentowała, że wnuczka żyje w grzechu (brak ślubu kościelnego) oraz wydzwaniała do mojej mamy ŻADAJĄC, by ta zmusiła mnie do zawarcia ślubu w kościele.
            Ty natomiast rozśmieszasz mnie pisząc o swojej rzekomej niezależności, podczas, gdy dajesz się na odległość manipulować swojej rodzinie, która ma w dupie twoje potrzeby i twoje wybory życiowe i próbuje cię lepić, jak garnek z gliny. Weź lepiej zrób to wesele, bo zwyczajnie brak ci charakteru i asertywności, by powiedzieć rodzicom czy dziadkom, że masz zamiar przeżyć życie po swojemu i wg swojego planu. Połóż uszy po sobie, ale nie pisz nic, proszę, o niezależności, bo to śmieszne. Może i jesteś dorosła, ale o swoim życiu nadal pozwalasz decydować mamusi. To jest twoja "niezależność".
            • zawszezabulinka Re: amen! 19.07.09, 11:36
              enith - super ze to napisalas. zapamietam na przyszlosc jak rodzina bede
              lamentowac.

              chociaz tak naprawde to wszyscy brali slub koscielny i mieli wesele 1 lub 2
              dniowe. tylko jedna osoba z najblizej rodziny wziela slub cywilny i miala
              skromne krotkie przyjecie. dzieki temu mam tutaj jakby ulatwienie i nikt nie
              lamentowal oo bez koscielnego itp - w kazdym razie ja tego nie slysze

              ale my z partnerem dogadujemy takie szczegoly i oboje chcemy cywilny i nie ma
              zmiluj :)

              ale jest jeszcze na to czas...
            • sueellen Re: amen! 19.07.09, 11:49
              Skoro uważasz że tak silny wpływ na mnie mają, to na jaką decyzję wpłynęli? Na
              razie jak widać żadną, więc o jakiej manipulacji piszesz? Chyba tej nieudanej,
              bo ani ślubu ani wesela nie ma, - żyjemy tak jak chcemy, co nie zmienia faktu,
              że lamenty są dalej. I to jest główny problem, bo i tak zrobimy tak jak uważamy.
              • tygrysio_misio Re: amen! 20.07.09, 16:22
                dalas sie wciagnac w slub, ktorego nie chcialas zeby sie zamkneli... nie doszlo
                do niego jedynie ze wzgledu na wesele, ktorego nie chcialas.... ale mimo
                wszytsko gdyby oni nie naciskali na wesele, a jedynie na slub to bys sie
                ochajtala mimo braku na to checi...

                danie sie wkopac z umowe cywilno-prawna ze skutkami prawnymi/finansowymi itpe
                jest o wiele gorsze niz danie sie namowic na jedno krotkie wesele
          • posh_emka Re: amen! 19.07.09, 21:48
            Ja bym tak zrobiła- żyje się dla siebie, a nie dla innych.
    • szpil1 Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 19:44
      Widocznie nie jesteście aż tacy niezależni skoro jednak zgodziliście
      się na swój ślub.
      • zawszezabulinka slub jest dla was a nie dla rodziny 18.07.09, 20:00
        jesli nie zgadzaja sie na zwykly papierek to powiedz zeby sie odp***li od was ;)
        bo to jest wasz slub a nie ich
    • niebieski_lisek Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 20:34
      zachowujecie się, jakbyście chcieli kogoś ukarać. Mam wrażenie że nie jesteście
      aż tacy niezależni jak chcielibyście być. Uciekliście z dala od domu rodzinnego,
      a i tak nie potraficie przeforsować własnego zdania, a opisana sytuacja z
      kanapkami jest dla mnie zupełnie absurdalna.
    • kingula2812 Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 20:58
      Nie daj się wrobić w wesele, ślub tylko dlatego, że inni sobie tego
      życzą, ja uległam i bardzo tego żałuje, hajtnęłam się bo obecni
      teściowie chcieli, wymuszali. Pamietaj to jest Twoje życie, Twoje i
      tylko twoje, żadne babcie, mamy nie mogą od ciebie wymagać decyzji o
      ślubie. Uszczęśliwisz innych, ale będziesz czuła, że to nie wyszło
      od ciebie. Wesele to często tylko pokazówa. OOOOOOOOOOOOOlej to.
      Chyba, że coś się zmieni i zapragniesz zaobraczkować się.
      • sueellen Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 22:37
        > Nie daj się wrobić w wesele, ślub tylko dlatego, że inni sobie tego
        > życzą, ja uległam i bardzo tego żałuje, hajtnęłam się bo obecni
        > teściowie chcieli, wymuszali.

        Nawet jeśli w końcu wyjdę za mąż, w nic się nie wrobię i nie sądzę, abym tego
        żałowała, bo ze ślubem czy bez chcemy być razem, więc sam ślub nie jest żadnym
        problemem.
    • burza4 Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 21:24
      znając rodzinkę powinnaś była przewidziec, że byle papierek ich nie
      zadowoli:) oni chcą żebyście żyli wg ich schematów, wzięli ślub
      kościelny, wyprawili weselicho na 200 osób typu "pokazówa" (bo jak
      to? dzieci za granicą, a niczego się nie dorobili? na wesele ich nie
      stać?). Zresztą - mam prawie pewność, że ślub też nie położy kresu
      krytyce. Zawsze coś się znajdzie. A to imię dla dziecka głupie, a to
      mieszkacie nie tak jak trzeba, a to inaczej powinniście gospodarować
      pieniędzmi... Wtrącają się - bo na to pozwalasz i fakt, że to np.
      babcia niczego nie zmienia, bo każdemu można w stosowny do
      okoliczności sposób powiedzieć, że to nie jego sprawa.

      jeśli WY chcecie ślubu dla siebie (a nie świętego spokoju) to na
      twoim miejscu wybrałabym się w jakies miłe miejsce i wzięła ślub np.
      na plaży, i rodzinkę postawiłabym przed faktem dokonanym dzwoniąc
      radośnie z informacją "taadaaaam, właśnie się pobraliśmy"

      inna sprawa, że ja bym się nie przejmowała rodziną, ale z oddalenia
      człowiek ma inne podejście i łatwiej mu wejść na głowę.
      • madai Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 22:26
        jestem w podobnej sytuacji, u nas rodziny bardzo naciskaja na
        wesele, my go nie chcemy, chcemy za to slub cywilny i finito. ale
        oni nie potrafia zrozumiec i juz chodza obrazeni.

        Mam nadzieje ze zarowno Tobie, jak i mnie sie ulozy i nasze rodziny
        zrozumieja, ze kazdy przezywa swoje zycie tak, jak chce, bo ma je
        jedno. rodzice juz taka szanse mieli - odnosnie slubu - wiec niech
        pozwola nam zadecydować.
    • stinefraexeter Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 18.07.09, 22:52
      Wychodzenie za mąż tylko dla rodziny i wbrew sobie to oczywiście głupota,
      chociaż osobiście nie rozumiem, co was tak bardzo odstrasza od ceremonii, która
      przecież jedynie ułatwi wam życie. No ale to wasz wybór. No właśnie, czy aby na
      pewno "wasz"? Odnoszę dziwne wrażenie, że największym oponentem jest twój facet,
      który ma jakieś chorobliwe rozumienie "wolności" (o co chodzi z tymi kanapkami?
      to zamach na jego niezależność, czy co?).

      Ktoś już wyżej słusznie wspomniał, że cała ta sytuacja wskazuje raczej na coś
      przeciwnego: tyle pisaniny o "wielkiej niezależności", a i tak gotowi byliście
      pobrać się dla spokoju twojej babci i na dodatek nie dajecie sobie rady z
      komentarzami własnych rodzin. COś mi się wydaje, że z tą waszą niezależnością
      jest jak z ryczącą krową, co mało daje mleka: dziecinna obrona przed kanapkami,
      ale jak przychodzi co do czego, to asertywność u trzydziestoczterolatka rozbija
      się w pył.
      • sueellen Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 19.07.09, 12:12
        > Wychodzenie za mąż tylko dla rodziny i wbrew sobie to oczywiście głupota,
        > chociaż osobiście nie rozumiem, co was tak bardzo odstrasza od ceremonii, która
        > przecież jedynie ułatwi wam życie.


        Nic nas nie odstrasza - nie widzimy potrzeby brania ślubu i nie widzę również
        żadnych ułatwień jakie ślub miałby nam zapewnić.

        Odnoszę dziwne wrażenie, że największym oponentem jest twój facet

        To tylko wrażenie.

        > Ktoś już wyżej słusznie wspomniał, że cała ta sytuacja wskazuje raczej na coś
        > przeciwnego: tyle pisaniny o "wielkiej niezależności", a i tak gotowi byliście
        > pobrać się dla spokoju twojej babci i na dodatek nie dajecie sobie rady z
        > komentarzami własnych rodzin.

        A jak można sobie dawać radę z takimi komentarzami? Ja je już albo ignoruję i
        nie odpowiadam, albo mówię, nie martw się bo będzie dobrze i tyle.

        Poza tym, ślub nam nie jest szczególnie potrzebny, ale że nie boimy się go jak
        diabeł święconej wody, doszliśmy do wniosku, że wzięcie go nie będzie jakimś
        specjalnym poświęceniem.

        > ale jak przychodzi co do czego, to asertywność u trzydziestoczterolatka rozbija
        > się w pył.

        W którym momemncie?
        • lonely.stoner Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 19.07.09, 12:34
          heh, ktos napisal ze rodzina sie obraza bo nie bedzie wesela, a niech sie
          obraza, jak zauwaza ze nikogo to nie rusza to szybko im przejdzie.

          co do tego watku - i wpisu o tych kanapkach, to tez uwazam ze facet 30 paro
          letni kotry kanapek nie wezmie bo nei chce zeby mamusia mu mowila co ma robic -
          hahaha, to jest naprawde groteska roku. Tez mi sie wydaje ze dajecie sobie
          wchodzic na glowe.
        • stinefraexeter Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 19.07.09, 15:30
          Wiesz, pierwsza połowa postu była o tym, jacy to oboje jesteście wyjątkowo
          wyczuleni na punkcie własnej niezależności, a już twój facet to w ogóle od
          nastoletnich lat jest samodzielny. No i git.

          A potem się okazuje, że jednak byliście skłonni jedynie dla spokoju rodziny i
          starszej babci wziąć ten ślub. W drugim akapicie zatem dowiadujemy się, że wy w
          zasadzie nic przeciwko ślubom nie macie... To jak w końcu jest? Chcecie tego
          ślubu czy nie chcecie?

          Ten przykład z facetem i kanapkami to naprawdę fajna metafora tego, jak sobie
          waszą "niezależność od rodziny" wyobrażam: jestem taki dorosły, że kanapek od
          mamy nie przyjmę (co, moim zdaniem, wskazuje na lęk przed przypięciem etykietki
          "dziecka" - innymi słowy, twój dzielny mężczyzna wciąż nie jest pewny swojej
          pozycji "dorosłego), ale ślub weźmiemy, bo przecież starszej babci nie można ot
          tak zbyć..
        • kitek_maly Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 19.07.09, 15:34

          > > ale jak przychodzi co do czego, to asertywność u trzydziestoczterolatka r
          > ozbija
          > > się w pył.
          >
          > W którym momemncie?

          W tym momencie, kiedy daje sobie wchodzić na głowę w czasie rozmowy.
          A obrazowanie niezależności nie wzięciem kanapek to faktycznie przykład
          niezwykłej dorosłości i samodzielności. :DD
    • llatarnik Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 19.07.09, 16:24
      Nie bierz ślubu w imię asertywności. W ramach niezależności trzymaj swoje
      dziecko jak najdalej od dziadków i babć, bo jeszcze kiedyś podstępnie poczęstują
      je kanapką czy ciastkiem lub stanie się coś bardziej okropnego - kupią mu
      zabawkę. Gdy dziecko kiedyś się spyta, dlaczego inne dzieci mają dziadków i
      babcie, odpowiecie mu, że oni są zacofani i nieasertywni. Pewne rzeczy
      przechodzą z pokolenia na pokolenie, więc istnieje duża szansa, że w gdy dziecko
      skończy 18 lat, Ciebie asertywnie oleje, więc będziesz mogła być dumna z
      wpojonej mu niezależności.

      A tak poważnie - odmówić przyjęcia kanapki własnoręcznie zrobionej przez matkę w
      imię niezależności? Moim zdaniem to już patologia...
    • enith Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 19.07.09, 18:38
      Sueellen, czy ty dziewczyno, masz język i wiesz, jak się go używa? Przeszkadzają ci lamenty rodziny? To czemu jasno i dobitnie nie rozmówisz się z tymi, którzy tak cisną na ten nieszczęsny ślub? Wykorzystaj jakiś rodzinny spęd z okazji urodzin, świąt czy jeszcze czegoś innego i w obecności wszystkich oświadcz, że nie będziesz więcej z nikim rozmawiać na temat ślubu, że temat jest zamknięty, koniec i kropka. Co się stanie, gdy to zrobisz? Pogadają, pomruczą, pomarudzą, aż w końcu zamkną buzie. Nie bój się, nie będzie zbiorowego samobójstwa, nie będzie histerii i lamentów, nie zostaniesz z rodziny wyklęta ani usunięta z zapisów w testamencie. Uwierz mi, twoja rodzina zaakceptuje wasz wybór, tylko musisz im ten wybór JASNO zakomunikować, a nie ignorować wredne komentarze czy lamenty. Dziwię ci się, że w momencie, gdy metoda ignorowania kompletnie się nie sprawdziła, ty nie rozmówiłaś się z członkami rodziny, tylko kładziesz uszy po sobie. Więcej asertywności!
    • cloclo80 Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 19.07.09, 20:05
      Skoro nie chce kanapek nawet od matki to już tylko kwestia czasu kiedy nie
      będzie potrzebować niczego od ciebie. Umoczyłaś jak szlag.
      Naciski ze strony rodziny to test czy facet jest w stanie zmienić swoje
      podejście a'la Zosia Samosia. Jak widać nie potrafi. Robi to celowo, bo gdy w
      końcu bedziecie razem zamieni ci zycie w pieklo, a ty nie bedziesz miala do kogo
      zwrocic sie po pomoc i ochrone.
    • sweet_pink łaczę się w bólu.... 20.07.09, 12:19
      Witam.
      Ja mam tez trochę taki cyrk. powiem tyle, że "postaw się i bądź asertywna" to
      gó..., a nie rada. Ja jestem osobą zaprawioną życiowo, dość asertywną, partner
      jest trochę bardziej spolegliwy i z teściami radzimy sobie słabo. Czemu? A temu,
      że nawet mając mocy charakter i dużo siły trudno sobie radzić z szantażem i
      terrorem emocjonalnym.
      Ja jestem rozwódką (wtedy byłam młoda i spolegliwa i wzięłam ślub ze wszystkimi
      fanfarami jak rodzinka chciała, a szkoda) i do ślubu nastawiona jestem
      niechętnie. Partner jest ateistą i tez na szczęście mu się nie pali. U nas np są
      takie cyrki: Potencjalna teściowa dopada mnie sam na sam i dywagacje na temat
      czy ja ślub unieważniam. Ja kulturalna idiotka odpowiadam, że nie bo nie ma ku
      temu przesłanek. Nagabywania sie powtarzają, jak mówię że to moja sprawa to
      oburzenie że jej sprawa bo ona by chciała syna po katolicku wydać. Staram się
      puszczać mimo uszu. Przy którymś z kolej nagabywaniu w stylu "a ja mam znajomego
      księdza może byście porozmawiali" puszczają mi nerwy i mówię, że choćbym była
      czystą panienka to z jej synem ślubu w kościele bym nie wzięła bo jest nie
      wierzący, a ja też do kościoła nie chodzę. To się zaczęły szlochy. Dosłowne.
      Szkoda mi tego mojego chłopa było, bo to nie łatwe patrzeć jak własna matka
      szlocha. A szlochy były o to, że ona biedna do piekła pójdzie, bo przyrzeczenia
      z chrztu nie dotrzymała i syna po katolicku nie wychowała (bo że niby dotarło do
      niej to co powtarzał od 15 lat - że nie wierzy). Histeria pełna. Facet
      psychicznie stłamszony, ale matkę opie...ł i powiedział, że nie będzie
      przyjeżdżał jak się takie rozmowy i płacze będą odbywać. Odpuścili trochę.
      Za każdym razem jednak wysłuchujemy litanii kto się ostatnio w rodzinie, po
      sąsiadach pożenił i tylko mój słyszy, że ma przykład brać. Albo o tym że
      teściowej się wesele marzy, bo ona co miesiąc na wesela chadza i poodpraszać
      rodzinę i pociotków trzeba będzie (wesele na ze 300 osób po moim trupie).
      Ostatnio po rodzinie urodziła się dwójka nieślubnych dzieci, to teściowa doszła
      do wniosku, że opowiada jak to ona chciałaby mieć wnuka i o wszystkich dzieciach
      co się po rodzinie i sąsiadach urodziły namiętnie opowiada.
      Najchętniej bym się na to wszystko wypięła. Partner jest niestety jedynakiem z
      szacunku do rodziców jeździ, a ja jeżdżę z nim jako wsparcie. Mnie to najwyżej
      wkurza, albo sie podśmiechuje, albo ignoruje, albo sobie tłumaczę, że starsza
      pani miała marzenia i musi potrwać aż się pogodzi z ich utratą, ale on jako
      osoba związana z rodzicami znosi to tragicznie.
      Do tego ostatnio doszły płacze o zawód jaki sobie wybrał..."nigdy nie myślałam,
      że syna na robola fizola wychowam". Mi się serce kraje jak w tym dobrym facecie
      negują wszystko co dla siebie wybrał. Jak wracamy do domu to jest psychicznie
      skopany. Jestem z niego dumna, że nie ulega i rozumiem, że wypiąć się na
      samotnych schorowanych rodziców też nie potrafi.
      Tak więc autorko, życzę siły w walce z przemocą. Powiem tak, że ja to nie
      najgorzej znoszę, bo w byłym małżeństwie miałam sporo problemów, chodziłam do
      psychologa i nauczyłam się sporo dystansu i metod radzenia sobie w takich
      sytuacjach. Może warto żebyś popracowała nad sobą, czy to jakaś wizyta u
      psychologa, czy samodzielna praca z literaturą o samodoskonaleniu. Bo rodziny
      nie zmienisz na dłuższą metę, chcesz się uwolnić to musisz to niestety
      przepracować w sobie, zmienić to jak odbierasz te wszystkie nagabywania. Wtedy
      będzie łatwiej.
      • stinefraexeter Re: łaczę się w bólu.... 20.07.09, 12:28
        Sweet pink, to są trudne sytuacje i wcale nierzadkie. Natomiast nic się nie
        zmieni, jeśli twój facet wciaż będzie się zachowywał jak miękka gąbka.
        Niech po takich ekscesach przestanie do nich przyjeżdżać. Będą szlochy, tak jak
        teraz, będzie obraza, ale jeśli będziecie konsekwentni, to w końcu skapitulują.
        Na razie to oni są górą i mają nad wami pełną władzę.
        • sweet_pink Re: łaczę się w bólu.... 20.07.09, 12:58
          stinefraexeter--> Ja za mojego partnera tej decyzji nie podejmę...uważam, ze to
          ogólnie słaby pomysł robić coś za innych. ja go zachęcam do jak największej
          samodzielności (bo jest też element dbania o jedynaczka), wspieram w radykalnych
          działaniach, staram sie podbudowywać jego pewność siebie, no i oczywiście
          stawiam wymagania, że na gruncie rodziny to ma być w stosunku do mnie taki i
          taki (np. oczekuje od niego, że mnie będzie bronił przed zakusami kulinarnymi
          swojej mamy, która nie częstuje, a rozkazuje zjeść). Przyznaję, że on staje na
          wysokości zadania i z wyjątkiem jego nastroju (i czasem mojego) teściowe nie
          mają na nasze życie wpływu.
          Cóż więcej mogę, poza wysłaniem go na terapię?
          Uważam że nie da się ot tak obrażeniem i nie przyjeżdżaniem zmienić mentalności
          prawie 70 letnich ludzi, do których nie dociera, że źle robią, a jak sie osłabia
          kontakt to nie umieją połączyć tego z faktem własnych zachowań mimo, że się to
          mówi wprost (albo od razu o tym zapominają). Do tego fakt, że każda afera odbija
          się na ich zdrowiu nie ułatwia memu partnerowi życia.
          • stinefraexeter Re: łaczę się w bólu.... 20.07.09, 13:53
            Masz oczywiście sporo racji w tym, co piszesz. Gdyby to on sam zaczął wątek na
            forum, wtedy sugestie trafiłyby wprost do niego. Ty jedynie możesz próbować
            uświadomić mu pewne rzeczy.

            Jedna tylko ważna uwaga: nie chodzi o zmienienie jego rodziców. To jest
            niemożliwe i wy oboje jesteście ostatnimi ludźmi, którzy byliby w stanie tego
            dokonać. CHodzi o to, że, wbrew temu, co piszesz, twój mąż (bo to w sumie o
            niego się głównie rozchodzi) wcale nie jest asertywny. Asertywność to nie jest
            odcinanie się od rodziny i wszczynanie awantur. Asertywność to umiejętność
            bronienia swoich granic, a korzysta się przy tym z odpowiednich narzędzi.
            Wspaniale jak wystarczy uprzejmość, fajnie jak sprawdza się ignorowanie. Co
            jednak robić, jak te środki nie wystarczają? Ano "postraszyć" trochę rodziców.
            Odcięcie się od nich na jakiś czas wydaje się pewnie twojemu mężowi zbyt
            drastycznym rozwiązaniem, ale ja nie widzę innego. Być może on nie zdaje sobie
            sprawy z tego, że na wielu takich emocjonalnych pieniaczy jak twoi teściowie,
            przyzwyczajonych do skutecznej manipulacji, takie środki działają znakomicie.
            Oni teraz wiedzą, że ich syn jest całkowicie pod ich kontrolą. Nie szanują go.
            Wiem, że to od niego wszystko zależy. Może jednak udałoby ci się uświadomić mu,
            że on jest w stosunku do swoich rodziców tak bardzo nieasertywny jak tylko można?
            • sweet_pink Re: łaczę się w bólu.... 20.07.09, 14:32
              Ja uważam, że mojemu niemężowi tylko psycholog jest w stanie pomóc. On sobie
              doskonale zdaje sprawę z poziomu własnych braków w asertywności. Wprost mówi, że
              często odpuszcza "żeby się nie nasłuchać". Moim zdaniem poziom przemocy tam jest
              okropny. Upominanie, krytykowanie, lamentowanie. Tam się prośbą, czy spokojem
              nie da, a radykalniejsze metody to sie kończą wizytą teścia w szpitalu. Nie
              przyjedzie, to będą telefony, rozłączy się to będzie albo więcej telefonów, albo
              telefon że matka/ojciec ciężko chorzy. Nie będzie odbierał to przyjadą, albo
              obdzwonią szpitale bo się coś stać mogło. Ja się totalnie nie dziwię, że facet
              sobie z taką spiralą nie radzi.
              Przykład rozmowa niemęża w środę:
              - To co przyjedziecie w piątek?
              - Nie mamo, nie damy rady przyjedziemy w sobotę rano
              - Ale mówiliście, że w piątek
              - Mówiliśmy, że nie wiemy jeszcze. Przyjedziemy w sobotę.
              - Ale może się postaracie w piątek
              - Przyjedziemy w sobotę (i tu następuje zmiana tematu)
              Sobota:
              Przyjeżdżamy i zastajemy teściową bladą jak trup (dosłownie) , która prawie
              płacząc nas wita i lament że ona całą noc nie spała, bo sie denerwowała, że się
              zabiliśmy po drodze bo przecież mieliśmy przyjechać w piątek i jak on mógł nie
              zadzwonić i ona padnie na serce z nerwów (ale zadzwonić to nie, lepiej się całą
              noc denerwować).
              Ja w takiej sytuacji staram się "ulitować" w stylu (oj jaka pani biedna, tle się
              nadenerwować po próżnicy, takie straszne nieporozumienie), ale chłop widać nerwy
              napięte, bo się zwyczajnie przejmuje zdrowiem najbliższej osoby.
              Jak dla mnie bez psychologa tu mogę się jedynie nawojować z wiatrakami, a na to
              jestem już za stara i za mądra. Pilnuję swojego terytorium, czasem zaszczekam,
              chłopa wspieram i tyle.
              A historie opisuję, bo tu tyle rad o asertywności i stawianiu na swoim i
              konsekwencji, a dobrze sobie zdawać sprawę, że to nie takie proste. Że z
              przemocy wyrwać się ciężko, od wyrzutów sumienia i wpojonych powinności też.
              • stinefraexeter Re: łaczę się w bólu.... 20.07.09, 15:06
                Och, przyznaję ci rację. Ci ludzie to naprawdę ekstraklasa...
                Wiesz, ja bym w sobotę po takim powitaniu po prostu wyszła ze słowami "Nie
                róbcie ze mnie durnia". Ale wiem, że łatwo mówić stojąc z boku.

                Coś twój facet musi z tym zrobić, bo jest kompletnie zdominowany.
      • llatarnik Re: łaczę się w bólu.... 20.07.09, 21:52
        "Potencjalna teściowa dopada mnie sam na sam i dywagacje na temat
        czy ja ślub unieważniam. Ja kulturalna idiotka odpowiadam, że nie bo nie ma ku
        temu przesłanek. Nagabywania sie powtarzają, jak mówię że to moja sprawa to
        oburzenie że jej sprawa bo ona by chciała syna po katolicku wydać. Staram się
        puszczać mimo uszu. Przy którymś z kolej nagabywaniu w stylu "a ja mam znajomego
        księdza może byście porozmawiali" puszczają mi nerwy i mówię, że choćbym była
        czystą panienka to z jej synem ślubu w kościele bym nie wzięła bo jest nie
        wierzący, a ja też do kościoła nie chodzę."


        Buuuuueeeeeechachacha. To się dobrały - niedoszła teściowa i synowa. Jedna warta
        drugiej, bo obie wierzą, że rozwód kościelny można załatwić przez znajomego
        księdza...

        To która z was trzyma smoka w kuchni?
        • sweet_pink Re: łaczę się w bólu.... 21.07.09, 09:43
          kto Ci powiedział, że ja wierzę w taką bzdurę?
          zresztą sam nie wiesz co piszesz, bo coś takiego jak rozwód kościelny nie
          istnieje. istnieje stwierdzenie nieważności małżeństwa - orzeczenie przez sąd
          biskupi, że sakrament został zawarty w sposób nieważny (kłamliwy, pod przymusem,
          z zatajeniem istotnych informacji itp.).
    • pretensjaa Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 12:54
      Ja na pewno nie robilabym nic wbrew sobie.
    • twojabogini Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 13:13
      Sueellen,

      na twoim miejscu zastanowiłabym się - z ręka na sercu, czego ty
      chcesz. Rodziny chcą ślubu po katolicku i wesela, mężczyzna nie chce
      nic: "jednak my (a zwłaszcza mój mężczyzna) za nic w świecie się
      nie zgodzi..."
      .

      Gdzie w tym wszystkim ty? Z praktyki powiem ci, że jeśli planujecie
      potomstwo, to ślub cywilny wiele ułatwia - dzieciom. Jestem
      dzieckiem "nowoczesnych rodziców", którzy nie bawili się w
      konwenanse. Niby czasy się zmieniły, ale mentalność nie tak bardzo.

      Przemyśl jeszcze jedno - bardzo często jest tak, że mężczyźni,
      pozornie "nowocześni", narzucają tą "nowoczesną ideologię" kobiecie.
      Po jakimś czasie okazuje się, że jednak chodziło o uniknięcie
      odpowiedzialności, furtkę do szybkiego rozwiązania związku w razie
      spotkania tej jedynej, albo furtkę do wielu "jedynych". Jeśli przed
      spotkaniem tego mężczyzny miałaś nowoczesne poglądy to okej. Ale
      jesli doszłaś do nich pod jego wpływem, to zastanów się na ile on
      jest nowoczesny, a na ile jest zdolny cię zostawić z dwójką dzieci,
      bo nie jesteś jego żoną. Porozmawiaj z nim, co też w przysiędze
      małżeńskiej uważa za przestarzałe? Wierność? Wspólnotę?

      Pozdrawiam,
      • lisbeth25 Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 13:27
        Aż mi się nie chce czytać tych bzdur.
        Sugerujesz, że Suellen nie ma mózgu i robi nie to, co chce ale to co
        jej facet każe?
        • twojabogini Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 14:12
          lisbeth25 napisała:

          > Aż mi się nie chce czytać tych bzdur.

          To nie czytaj.

          > Sugerujesz, że Suellen nie ma mózgu i robi nie to, co chce ale to
          co jej facet każe?

          Nadinterpretacja. Odniosłam wrażenie, że Sueellen jest rozbita
          pomiędzy nieprzejednanym stanowiskiem rodziny i nieprzejednanym
          stanowiskiem mężczyzny. Między młotem a kowadlem łatwo zgubić swoje
          zdanie. Zwłaszcza, że jak już znalazło się wyjście pozornie
          zadowalające obie strony (ślub cywilny), to nic z tego nie wyszło. W
          tej sytuacji pomyślałabym czego ja chcę i właśnie to zrobiła.
          A co do "nowoczesnych" panów - spotkałam się z paroma
          takimi "przypadkami". Byli tak nowocześni, że nie wahali się
          prysnąć, zostawiając kobietę samą z dziećmi. Do tego uważali, że są
          w porządku, no bo przecież niczego nie obiecywali i kobieta też
          mogła w kazdej chwili odejść. Albo tekst: "Opanuj się człowieku,
          masz żonę i dwoje dzieci" - "To nie jest moja żona".
          • llatarnik Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 22:00
            Polemizować z postem Twojagogini nie zamierzam, bo ogólnie się zgadzam. Co
            najwyżej go streszczę:

            Jak by nie patrzeć i cokolwiek by teraz założycielka wątku nie zrobiła, to i tak
            ma przrąbane.

            Niech żyje asertywność, he he he...
        • stinefraexeter Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 15:08
          lisbeth25 napisała:

          > Aż mi się nie chce czytać tych bzdur.
          > Sugerujesz, że Suellen nie ma mózgu i robi nie to, co chce ale to co
          > jej facet każe?

          Dokładniej : robi to, co jej każą facet i rodziny.
      • sueellen Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 22:33
        Rodziny chcą ślubu po katolicku i wesela, mężczyzna nie chce
        > nic: "jednak my (a zwłaszcza mój mężczyzna) za nic w świecie się
        > nie zgodzi..."
        .

        Jak już cytujesz, to cytuj porządnie, a nie wyrywaj z kontekstu. On za nic w
        świecie się nie zgodzi, żeby KTOKOLWIEK płacił za jego wesele. Jeśli
        chodzi o ślub ma stosunek jak ja - neutralny, a nie "nowoczesny".

        Jego rodzice mają dwa mieszkania i dwa domy, ogromny kawał ziemi, hotel i kupę
        kasy. Zrobiliby wesele jak dla króla i nawet by tego nie odczuli, ale on nie
        weźmie od nich grosza. Przyjechał do Londynu 9 lat temu, przez 2 lata pracował w
        McDonaldzie za 500 funtów miesięcznie, wynajmował pokój bez łazienki i kuchni. 2
        Lata gotował w mikrofalówce, a kąpał się w szkole, mimo że mógł brać ile się da
        od rodziców tak jak to robią jego kuzyni i rodzeństwo. On ma 10 kuzynów, z czego
        pracuje CZWORO - reszta nie robi nic, bo wszystko dają im rodzice. On jest inny,
        on niczego od nikogo nie chce, mimo, że jego rodzice chętnie by mu dali... ale
        coś za coś.
    • amuga Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 18:37
      Wniosek jest taki ze bierzemy slub by zamknac usta rodzicom i
      ciotkom.
      Olac ich wszystkich.
      • llatarnik Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 22:10
        amuga napisała:

        > Wniosek jest taki ze bierzemy slub by zamknac usta rodzicom i
        > ciotkom.
        > Olac ich wszystkich.

        O kurde

        Jeszcze takich 5000000000000000 postów, a i ja być może uwierzę, że to facetom
        jest ślub potrzebny i że to faceci na zawarcie ślubu naciskają...
        • wanioliowa Re: Ślubu, kurde, nie będzie! 20.07.09, 22:32
          > Jeszcze takich 5000000000000000 postów, a i ja być może uwierzę, że to facetom
          > jest ślub potrzebny i że to faceci na zawarcie ślubu naciskają...

          Ja nie naciskałam :) ani na ślub - ani na dziecko. Wszystko wychodziło od mojego
          faceta - i być może mam średniowieczne poglądy - ale moja duma nie przebolałaby
          tego, że miałabym się o to prosić choćby z najmniejszej sugestii pomiędzy zdaniami.

          A co do wątku głównego - jestem pierwszym naczelnym buntownikiem rodzinnym. Mam
          wspaniale relacje ze wszystkimi - ale potrafię być asertywna.
          Na jakiekolwiek zagrywki sugerująco - wymuszające - reaguję wewnątrz szałem i
          agresją - lecz na zewnątrz widać tylko stosowną minę i krótkie ucięcie tematu z
          ostrzeżeniem - że nie będę rozmawiać na ten temat i nie życzę sobie żadnej
          dyskusji, ponieważ już mam swoje zdanie i decyzję i nic jej nie zmieni.

          Uważam że jedna rozmowa wystarczy - i nie chodzi tu o upór. Rozsądną
          argumentacją można mnie przekonać do lotu na księżyc - ale jak ktoś plecie to
          samo bez sesnu - nie widzę powodu aby gadać dalej. Dlatego jeśli po raz setny
          masz to samo przerabiać powiedz - że od dziś temat zostaje zamknięty i kropka.
          Jeśli ktoś go poruszy - rozlącz się, wyjedz, zrób cokolwiek co zaszczepi
          myślenie - akcja slub - reakcja koniec rozmowy. Może po 5 takich zdarzeniach
          zakodują, że nie mówi się o tym i koniec.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka