Dodaj do ulubionych

partnerka rozwodnika.

24.08.09, 15:29
Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Wiem, ze moj watek wyda sie wielu z Was o prostu smieszny, ale dla mnie to, o
czym chce Wam napisac, jest dla mnie wielkim problemem.
Otoz od ponad 3 lat jestem z mezczyzna, ktory kiedys byl zonaty. Kiedy sie
poznalismy, on byl w separacji ze swoja obecna ex. Rozwod trwal dlugo, 2,5
roku, nie obylo sie bez bardzo ciezkich momentow, ktore i mnie bardzo
wykanczaly. To wszystko doprowadzilo do tego, ze non stop czulam sie jak "ta
druga", jak "nie- zona", jak gorsza. Przestalam ufac swojemu partnerowi.
Wszedzie widzialam jego "ex". Wiem, ze to moze paranoidalne, ale nie
potrafilam inaczej. Kazdy nawet najmniejszy znak jego dawnego zycia
doprowadzal mnie do ataku histerii.
Myslalam, ze po rozwodzie wszystko zmieni sie u mnie na lepsze. Na poczatku
porozwodowego czasu tak tez bylo. Wydawalo mi sie, ze te "demony przeszlosc"
odeszly. Jednak w ostatnim czasie jest coraz gorzej. Wiem, ze moj partner ma w
piwnicy obraczke i zdjecia ze swoja ex. Czuje sie zle w naszym mieszkaniu,
gdyz wydaje mi sie, ze on nie chce pozegnac sie z ta przeszloscia. Ostatnio
urzad skarbowy przyslal mu list adresowany na niego i byla zone. Od tego czasu
nie koge sobie znalezc miejsca. Znow trace zaufanie. On stwierdzil, ze to
nienormalne i musze z tym walczyc. Ale ja nie wiem, co robic, i moj pierwszy
krok kieruje na to forum z prosba o Wasze komentarze i porady.
Z gory dziekuje!
Obserwuj wątek
    • sweet_pink Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 15:44
      opowiem o drugiej stronie medalu.
      jestem kobietą po rozwodzie.
      mam obrączkę i pierścionek zaręczynowy (nie pamiętam gdzie, gdzieś się walają,
      bo jakoś nie szło wyrzucić, zwłaszcza że obrączka zrobiona ze starego złota po
      dziadkach).
      mam zdjęcia ślubne u rodziców na strychu.
      mam ulubiony obrus, co go w prezencie ślubnym dostałam i pralkę i lodówkę też.
      na mój adres przychodzą jakieś listy do eksa.
      mam album ze wspólnych wakacji.
      to na tyle nic dla mnie nie znaczy, że nie kupuje nowego sprzętu, obrączki mi
      się szukać nie chce, na strychu porządków robić też nie, a listy wrzucam do
      zwrotu i zapominam. album czasem oglądam, bo bywałam we wspaniałych miejscach z eks.
      mój obecny partner mieszka ze mną (w tym samym mieszkaniu co mieszkałam z mężem)
      i nie ma żadnego problemu związanego z powyższymi sprawami. gdyby miał było by
      mi ogromnie przykro, czuła bym się że niesłusznie nie ufa moim uczuciom,
      czułabym sie nieakceptowana.
      przeszłość to nie jest coś co się wymazuje gumką, albo ktoś mnie bierze taka
      jaką jestem razem z przeszłością, albo sajonra.
      z ręką na sercu jak nie umiesz sobie z tym poradzić to idź do psychologa, bo
      niszczysz sobie chwile szczęścia czymś co jest nie warte ani jednej twojej myśli
      i dodatkowo ranisz partnera, co do którego wygląda, że nie jest niczemu winien.
    • netusek Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 15:48
      To faktycznie nie normalne.. Jeśli związałas się z rozwodnikiem to
      należało przewidzieć, że od czasu do czasu temat byłej żony może
      wypłynąć.. Musisz jednak pamiętać, że podobnie jest z ludzmi, którzy
      byli wcześniej w długich związkach... Oni również są w pewnym sensie
      jakoś powiązani ze swoją przeszłością, ponieważ lata które spędzali
      ze swoimi exami wywarły z pewnością na ich obecne życie wielki
      wpływ..
      Radzę nie tragizować i zaufac facetowi. Zapewniam Cię, że nie po to
      się rostawał, żeby drugi raz popełniać ten sam błąd..
    • skarpetka_szara Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 15:53
      Masz strasznie marne poczucie wlasnej wartosci wiec udaj sie do
      profesjonalisty aby to naprawic.

      Jezeli nie mozesz akceptowac czyjejs przeszlosci to po co sie
      wiarzesz z takim czlowiekiem?

      Niszczysz bardzo piekne chwile ktore moglabys miec z partnerem a
      nie macie. Smutne. Za pare lat bedziesz zalowac ze zepsulas to.
    • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 16:29
      Dziekuje, szczegolnie Tobie, sweet_pink za ukazanie tez tej drugiej strony. Byc
      moze faktycznie powinnam poszukac profesjonalnej pomocy. Wasze slowa bardzo mi
      pomagaja.
      Te wszystkie mysli doprowadzily do tego, ze zastanawialam sie nawet nad
      rozstaniem, bywa, ze non stop mysle o tym, co jest w piwnicy o tym, co bylo
      kilka lat temu w jego zyciu. I nie potrafie sobie z tym poradzic...
      • erillzw Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 16:50
        Moj partner tez jest rozwodnikiem. Co wiecej, ma z tego małzenstwa
        przeurocza 4 letnią corkę.
        Wiem, ze ma zdjecia ze slubu, wiem, ze ma zdjecia wspolne z byla juz
        zona, wiem ze gdzies ma jakies drobiazgi bo kiedys jak sprzatalam to
        potrafialam na takie. Nawet dokumenty na siebie i byla zone..
        I jest to cos co jest jego integralna czescia. Jego przeszłoscia.
        Nie zdazylo mi sie nigdy przestac mu ufac tylko dlatego, ze mial
        zone, ze byl na etapie pisania pozwu gdy stalismy sie para. ani
        wtedy gdy ona jeszcze pisala czy on sie moze zastanowic.

        Trafnie napisała skarpetka, ze masz problem z samoocena.
        I ktos inny, ze wiazac sie z rozwodnikiem wiazesz sie rowniez z jego
        przeszłoscia. Jedyne co mozesz zrobic to ja zaakceptowac. Jesli masz
        z tym az taki problem to albo udasz sie na terpie ktora pozwoli Ci
        sie uporac ze swoja niska samoocena, ktora w duzej miedze odpowiada
        za takie mysli albo zniszczysz ten zwiazek obsesyjnymi myslami o
        tym, ze jego byla zona gdzies tam pod postacia zdjec czy czegos
        wystepuje. Ona zawsze juz bedzie. Tak jak Twoi byli partnerzy. To
        czesc was..

        P.s Czy mozesz mi powiedziec jakie dokladnie to sa mysli? Z czego
        się biorą? Jak sie pojawiają? Jakie to sa mysli?
        Probuje zrozumiec takie zachowania u kobiet.. jesli nie miałabys nic
        przeciwko. Moze byc na maila gazetowego jesli nie masz ochoty pisac
        publicznie.
        Pozdrawiam.
        • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 17:16
          droga erillzw,
          zmusilas mnie do zastanowienia sie. to dobrze. Ale odpowiem na to pytanie
          publicznie, chce sobie pomoc i mozte tez innym, ktorzy cos takiego przezywaja i
          tu zagladaja. I moze tez otrzymam inne porady. To dla mnie wazne.

          Mysli,ktore mnie nekaja.. Kiedy sie poznalismy, on opowiadal bardzo wiele o
          swoim dawnym zwiazku. Te slowa "zyja" we mnie, wyobrazam sobie sytuacje, w
          ktorych oni sie razem znajdowali i o ktorych on mi opowiadal. Kiedys widzialam
          zdjecie, gdzie usmiechnieci przytulaja sie do siebie i od tamtej pory stoi mi
          ich usmiech przed oczami.
          Wciaz sie przyrownuje. Wiem, to chore, ale nie potrafie inaczej. Bylismy na
          wspolnych wakacjach w Turcji i pytalam co chwile, czy to jego najlepszy urlop
          (bo wiem, ze byl tez w Turcji ze swoja ex). Widze jakies dokumenty, to sobie
          wyobrazam, jak oni razem zyli. Wracam do naszego wspolnego mieszkania, mysle czy
          on tez na nia czekal z herbata, jak i na mnie. czy tak samo spedzali wieczory.
          Co ciekawsze tego typu "fazy zwatpienia" przychodza falami. One nie sa caly czas
          obecne. Ale kiedy przychodza jest to wrecz nie do zniesienia. Kiedy ich nie ma-
          jestesmy szczesliwa para! Nie wiem jak to sie dzieje, ze czasem one sa, a czasem
          nie.
          Moze to jest zwiazane z samoocena? nie wiem. Teraz, kiedy Tobie/Wam tak to
          wszystko opisuje, wydaje mi sie to chore, co mnie "opanowuje". Ale nie potrafie
          inaczej. Nie wiem, jak sobie z tym poradzic!
          • marzeka1 Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 17:48
            "Wszedzie widzialam jego "ex"."- aż takie podejście nie jest do końca normalne,
            bo przecież nie związałaś się z prawiczkiem, a facetem z przeszłością.
            "Nie wiem, jak sobie z tym poradzic!"- może jakiś psycholog, psychoterapeuta?
            Warto coś z tym zrobić, by nie zmarnować przez takie myślenie związku.
          • erillzw Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 18:02
            Dziekuje Ci za odpowiedz :)

            Mysle, ze powinnas pojsc na terapię.
            A powiedz czy do wydarzen ze swojej przeszlosci zdarza Ci sie
            wracac? Myslec o tym? Rozwazac inne opcje ich rozwiania?
            Czy to tyczy sie tylko bylej zony Twojego partnera?
            A i w ogole.. jak Twoj partner sie w tym znajduje?
            • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 18:12
              czasem wracam tez do innych wydarzen i rozwazam, czy w danym momencie nie byloby
              lepiej postapic tak czy inaczej.
              Ale najwiekszy problem chyba mam tylko z tym.
              Moja mama tez zwiazala sie z rozwodnikiem. I nigdy nie byla naprawde szczesliwa.
              Zostala z nim "bo dzieci". Moze to o to chodzi. Nie wiem.

              Moj partner na poczatku naszego zwiazku ponad 3 lata temu sporo mowil o swojej
              ex. Teraz nigdy o niej nie wspomina, ale slowa z tamtego czasu we mnie zostaly i
              tak, jak juz wczesniej pisalam, "zyja" we mnie.
              On nie chce na temat, jak on uwaza, mojego problemu ze mna rozmawiac. Uwaza, ze
              dla niego to wszystko jest dawno zakonczone i zamkniete. Ale jesli tak jest,
              dlaczego nie chce wyrzucic zdjec z piwnicy i sprzedac obraczki, kiedy go o to
              prosze? Czy to znak tego, ze on z przeszloscia sie jeszcze nie pozegnal? Cos we
              mnie mowi: "jesli on nie jest w stanie wyrzucic dla ciebie zdjec swojej ex, to
              nie jest 100% z toba".
              Za kazdym razem kiedy poruszam w jakikolwiek sposob "ten" temat, on blokuje sie,
              poniekad obraza, co mnie jeszcze bardziej rani, gdyz on sie dystansuje i nie
              wiem, czy to moja wina i czy chodzi o to, ze nie powinnam tego tematu poruszac.
              Raz powiedzial mi: chcesz, zebym o przeszlosci zapomnial a sprawiasz swoimi
              dyskusjami tylko to, ze znow o niej mysle.
              To boli.
              • skarpetka_szara Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 18:21
                Ty masz naprawde wielkie problemy psychiczne.

                A czy ty nie masz przeszlosci typu chlopaka? wszystkie zdjecia ze
                swoimi ex spalilas? Nie masz dobrych wspomnien? Co bys zrobila
                gdyby ktos kazal ci spalic swoje zdjecia z przeszlosci? czy wiesz
                jaka jestes iracjionalna?

                rozwod jest dowodem ze faza ich zycia sie skonczyla. Bylby
                potworem gdyby po prostu wywalil wszystko tak, jakby nigdy to
                malzenstwo sie nie odbylo. Rozumiesz?

                A ty... ofiaro losu.... zamiast cieszyc sie zyciem, bo nie wiesz
                jak dlugo wam jeszcze zostalo pozyc na tym swiecie - to droczysz
                sie i marnujesz ten cenny czas na jakies fanabele.

                Facet chce kontynuowac normalne zycie - a ty mu nie pozwalasz.

                Ale ty masz problem natury psychicznej. Do ciebie nic nie dotrze.
                Ty MUSISZ isc do profesjonalisty, bo inaczej spieprzysz ten
                zwiazek. Nikt w takim wariatkowie nie moglby dlugo wytrzymac.
              • erillzw Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 18:23
                karo_linchen napisała:
                > Moja mama tez zwiazala sie z rozwodnikiem. I nigdy nie byla
                naprawde szczesliwa
                > .
                > Zostala z nim "bo dzieci". Moze to o to chodzi. Nie wiem.

                Może trzeba pójść tym tropem. Nie sądze by nie pozostawiło to
                ważnego sladu na Tobie.


                > On nie chce na temat, jak on uwaza, mojego problemu ze mna
                rozmawiac. Uwaza, ze
                > dla niego to wszystko jest dawno zakonczone i zamkniete.

                Bo moze to dla Niego tez temat niewygodny, moze i bolesny. Nie
                chodzi nawet o to, ze cos ma do tej bylej bo w to szczerze watpie.
                Ale rozwod jest bardzo trudnym przezyciem i nie kazdy umie sobie z
                nim poradzic...

                > Ale jesli tak jest,
                > dlaczego nie chce wyrzucic zdjec z piwnicy i sprzedac obraczki,
                kiedy go o to
                > prosze?

                Bo może on nie chce wymazywać przeszłosci. A Ty nie powinnas na to
                nalegać. jesli zdeklarowal ze nie chce wyrzucac zdjec i sprzedawac
                obraczki znaczy trzeba uszanowac to, ze tak zdecydowal. I zwaz na
                to, ze ma te zdjecia nie w domu ale w piwnicy.

                > Czy to znak tego, ze on z przeszloscia sie jeszcze nie pozegnal?

                Nie. To znak, ze nie chce jej wymazywac bo to dziecinne.

                >Cos we
                > mnie mowi: "jesli on nie jest w stanie wyrzucic dla ciebie zdjec
                swojej ex, to
                > nie jest 100% z toba".

                A to co≤ś co Ci tak mowi to Twoja niska samoocena. Która potem
                podejrzewam może mówić "on tego nie wyrzuca bo pewnie jeszcze cos do
                niej ma.. a moze chce do niej wrocic.. przeciez ja nie trzymam nic
                co mnie wiaze z bylymi a on tak.. na pewno mysli o niej.. wspomina
                ja.."
                Zgadlam?

                > Za kazdym razem kiedy poruszam w jakikolwiek sposob "ten" temat,
                on blokuje sie
                > ,
                > poniekad obraza, co mnie jeszcze bardziej rani, gdyz on sie
                dystansuje i nie
                > wiem, czy to moja wina i czy chodzi o to, ze nie powinnam tego
                tematu poruszac.

                Dokladnie tak.
                Zobacz. On wie, ze dla Ciebie to temat problem. Dla niego to temat
                "kawalek mnie ktorego ona nie akceptuje". Z uwagi na Ciebie o tym
                nie mowi a Ty wciaz drazysz temat.
                Znam ten stan. Kiedys sie zapedzialm w drazenie tematu bylej u
                mojego partnera az w koncu powiedzial, ze go ten temat drazni.. I ze
                ma dosc tego tematu. I to byl kubel zimnej wody... Bo fiksujac sie
                na rozwazaniach nad jego byla jakas odsunelam na bok fakt, ze dla
                niego to nie jest obojetna sprawa. Mimo, ze wiem ze nie chcialby do
                niej wracac.. to jednak z jakiegos powodu i uczuc z nia byl.. A to
                zostawia slady.


                > Raz powiedzial mi: chcesz, zebym o przeszlosci zapomnial a
                sprawiasz swoimi
                > dyskusjami tylko to, ze znow o niej mysle.
                > To boli.

                Wiem. Ale On ma racje. I to jego boli, ze probuje Cie nie ranic a Ty
                nie zwracasz na to uwagi i oczekujesz wymazania tematu do którego
                sama wracasz.

                naprawde powinnas udac sie na terapie. Bo nic dobrego z tego stanu
                nie wyniknie.
    • liliankaa77 Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 18:32
      Sama nie będąc rozwódką i mając czystą kartę nie chciałabym nigdy być z
      rozwodnikiem czy facetem z przeszłością, nie dopuściłabym do rozwoju
      związku. No i jestem pierwszą żoną mojego męża i on jest moim
      pierwszym.
      Skoro jesteś w związku z rozwodnikiem, to masz to co chciałaś i musisz
      zaakceptować jego przeszłość.
    • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 18:38
      """A to co≤ś co Ci tak mowi to Twoja niska samoocena. Która potem
      podejrzewam może mówić "on tego nie wyrzuca bo pewnie jeszcze cos do
      niej ma.. a moze chce do niej wrocic.. przeciez ja nie trzymam nic
      co mnie wiaze z bylymi a on tak.. na pewno mysli o niej.. wspomina
      ja.."
      Zgadlam?"""

      Zgadlas. Jest dokladnie tak, jak napisalas.

      Moze faktycznie jakas profesjonalna pomoc by mi/nam pomogla. Problem w tym, ze
      mi sie ten problem wydaje "taki smieszny", zeby go omawiac twarza w twarz z
      obcym czlowiekiem. Nie wiem, czy potrafilabym wszystko tak opowiedziec, jak Wam
      na forum.

      Dzieki za mocne slowa. Chyba mi sie przydaly. Chociaz sama z jednej strony wiem,
      ze to chore, ze chora jest moja zazdrosc o niego, to nie potrafie tego
      przezwyciezyc. Piwnica przyprawiam mnie o ataki paniki i mam ochote tylko uciec.
      Zeby bylo zabawniej, kiedy zakonczyl sie moj poprzedni zwiazek, faktycznie
      wyrzucilam wszystkie zdjecia i to, co sie z moim ex wiazalo. Moj obecny partner
      tez mnie zapytal, czy jak by on ode mnie wymagal wyrzucenia zdjec z moim ex, to
      czy bym to zrobila. Oczywiscie. Dla mnie to bylo zupelnie oczywiste. Dla niego nie.

      Chcemy budowac nasza przyszlosc razem. I ja tez tego chce, dlatego sie zwrocilam
      o pomoc do Was.
      Chyba faktycznie problem lezy wylacznie po mojej stronie i musze z tym walczyc...
    • kora3 jako praktyk z obu stron :) 24.08.09, 19:32
      mówię ci- nie jest to normalne ...
      nie chce powtarzac tego co pisały dziewczyny - ze przeszłosc to nie
      jest coś do resetu, albo wymazania gumka :)

      Jestem po rozwodzie, obecnie ejstrem związana też z rozwoddnikie,
      Mój staz porozwodowy to 5 lat w tym czasie ył powazny zwiazek z
      kims, jego 10 - ma dójkę dorosłych dzieci.
      Jesli Twój partner nie nawija non stop o byłej, ona sie nie narzuca -
      Twoje reakcje nie mają pokrycia w rzeczywistosci.
      • karo_linchen Re: jako praktyk z obu stron :) 24.08.09, 19:35
        teoretycznie wiem to wszystko.
        ale te zdjecia w piwnicy, ta obraczka, o ktorej pisalam wczesniej. Czy to zle,
        ze on nie chce sie tych dwoch rzeczy pozbyc? Czy powinnam sie tym przejmowac. On
        nie chce tego zrobic, nawet, kiedy go o to prosze i blagam. Dla mnie to taki
        znak, ze on chce zachowac te przeszlosc i chce, zeby ona zostala i dalej byla w
        jego zyciu obecna...
        • kora3 Re: jako praktyk z obu stron :) 24.08.09, 19:42
          karo_linchen napisała:

          > teoretycznie wiem to wszystko.
          > ale te zdjecia w piwnicy, ta obraczka, o ktorej pisalam wczesniej.

          alez moje zdjęcia slubne stoją w albumie na półce - fajie wyszłam :)
          a obraczka leży w kasetce - w czym problem?

          Czy to zle,
          > ze on nie chce sie tych dwoch rzeczy pozbyc? Czy powinnam sie tym
          przejmowac.

          Nieeeeee, na litosc boską , to czesc jego przeszłosci Karo, czy
          złoscisz sie,ze nie pozbył sie zdjęc z sredniej szkoły? a jesli tam
          jest jego pierwsza miłosc?
          :)

          O
          > n
          > nie chce tego zrobic, nawet, kiedy go o to prosze i blagam. Dla
          mnie to taki
          > znak, ze on chce zachowac te przeszlosc i chce, zeby ona zostala i
          dalej byla w
          > jego zyciu obecna...

          przesłosc jest w naszym zyciu obecna - przez wspomnienia,
          doswiadczenie ... niepotrzebnuie o to prosidsz i niepotrzebne cię
          to zajmuje. Gdyby codziennie przegladał te foty, mówił o tym,
          porównywał Cie - to znaczyłoby, ze jest nie tak, ale z tego co
          piszesz noramalnie jst, przesadzasz.

          nie krytykuje Cie - zrozum. Po prostu nie patrzrysz racjonalnie -
          czy jest cos jeszcze konkretnego co cię niepokoi na serio?
          • karo_linchen Re: jako praktyk z obu stron :) 24.08.09, 19:56
            wiem, ze mnie nie krytykujesz. Wrecz przeciwnie- bardzo mi pomagasz. Kiedy mowi
            mi to ktos "trzeci" powoli, bardzo powoli dociera do mnie, ze mam powazny
            problem. I to nie ze swoim partnerem ale ze soba.

            To, co mnie niepokoi jest zwiazane z moja mama, ktora, tak jak wczesniej
            napisalam, rowniez zwiazala sie z rozwodnikiem i nigdy nie byla szczesliwa.
            Ona sadzi, ze powinnam jak najszybciej rozstac sie z moim partnerem, ze psuje
            sobie zycie, ze znjade sobie kogos bez malzenskiej przeszlosci, ze to, co kiedys
            bylo, nigdy nie minie i nigdy nie wygram z tym, co on mial kiedys. Nawet moj
            ojciec, ktory jest z moja mama w drugim malzenstwie jest kompletnie przeciwny
            ("bo on jest rozwodnikiem"). Tak zauwazam coraz wiecej wad u mojego partnera,
            ktore wiaza sie z jego przeszloscia (bo on byl z nia tutaj, gdzie my teraz
            jestesmy", "bo jak ja poslubil, to chcial z nia spedzic cale zycie") On nie
            chcial sie rozwodzic, ale musial (tak mi kiedys powiedzial), bo nie wyobrazal
            sobie zycia z kobieta, ktora go zdradzila, ktorej on dawal tyle szans, a ktora
            sie od niego wyprowadzila. On nie mogl bardzo dlugo sie z tym pogodzic. Nawet
            wtedy, kiedy bylismy juz razem, on mowil o swoim bolu. Nie chce byc po prostu
            "zastepstwem", ktore sie nadarzylo i juz tak zostalo. A czasem boje sie, ze nim
            jestem!
            • kora3 Re: jako praktyk z obu stron :) 24.08.09, 20:08
              wiesz, wiekszosc ludzi wiazac sia na powanie z kimś nie mysli o
              rozstaniu - to normalne iz mówił, ze chciał z nia spedzić całe
              życie.

              nie widze nic niepokojącego, o le gadka nie jest taka dzień w dzień
              • karo_linchen Re: jako praktyk z obu stron :) 24.08.09, 20:16
                nie, ta gadka nie pojawia sie co dzien. W ogole on bardzo malo mowi o swoich
                uczuciach. Najczesciej powtarza, ze trzeba sie cieszyc tym, co jest teraz, a nie
                tym, co moze byc kiedys (to, kiedy go pytam o wspolne plany na przyszlosc)
                • kora3 Re: jako praktyk z obu stron :) 24.08.09, 21:08
                  karo_linchen napisała:

                  > nie, ta gadka nie pojawia sie co dzien. W ogole on bardzo malo
                  mowi o swoich
                  > uczuciach. Najczesciej powtarza, ze trzeba sie cieszyc tym, co
                  jest teraz, a ni
                  > e
                  > tym, co moze byc kiedys (to, kiedy go pytam o wspolne plany na
                  przyszlosc)

                  hmmm pewnie nie jest gotowy na budowanie od nowa, za wczesnie się
                  zwiazaliscie - w nim jest jeszcze spro tramumy z poprzedniego zwiazku
    • lima Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 20:01
      Wiesz, Twój problem to ten, że związałaś się z mężczyzną, który był jeszcze
      wtedy żonaty. I chyba mu tego nie wybaczyłaś.
      Że nie był wolnym, i że to Ciebie swoim rozwodem i walką z ex żoną obciążył.
    • figgin1 Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 20:17
      Dziewczyno, masz poważny problem ze sobą. O ile jeszcze wściekanie się na
      zdjęcia, czy obrączki jestem w stanie zrozumieć (chociaż ja bym się wściekła,
      gdyby mi ktoś z czymś takim wyjeżdżał) obrażanie się na list z urzędu
      kwalifikuje cię na jakąś psychoterapię. To jest chore! Zrób coś z tym, bo
      zamęczysz swojego faceta, albo rozwalisz swój związek.
    • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 20:25
      chyba faktycznie to ja mam problem.. chyba... ale juz jakis czas bylo dobrze,
      zaraz po rozwodzie, tlumaczylam sobie, ze teraz to juz sie skonczylo. Rozwod byl
      w grudiu zeszlego roku, a 9 mies. pozniej caly lek do mnie wrocil..
      • marzeka1 Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 20:28
        "chyba faktycznie to ja mam problem.. chyba... ", nie chyba, NA PEWNO. Myślę,że
        jeśli czegoś z tym nie zrobisz, nie zaakceptujesz tego, że masz faceta,który
        miał już żonę i swoje życie PRZED tobą, ale TERAZ wybrał życie z tobą- rozwalisz
        sobie związek.
        • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 20:31
          wiec dokad powinnam sie skierowac? do kogo zwrocic? Co innego wyzalic sie Wam na
          forum, gdzie szczerze pisze o tym, co mnie martwi i co mnie boli i gdzie
          otrzymuje szczere odpowiedzi i pomoc tym samym, a co innego komus opowiadac o
          tym "w twarz". Komu?! Gdzie?! Ten caly problem wydaje sie smieszny, kiedy sie
          tak na niego z boku patrzy..
          • skarpetka_szara Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 20:56
            Problem nie jest smieszny - jest tragiczny, bo przez ten "smieszny
            problem" rozwalasz swoj zwiazek.

            Czym wiecej piszesz tym wiecej sie wydaje o Twoich innych obawach -
            czy on jest napewno dla ciebie, czy ty przypadkiem nie zostalas
            wybrana jako zastepstwo jego zony ktora od niego odeszla, itd...

            w dodatku jestes bardzo niepewna swojego statusu.

            Psycholog by ci pomogl bardzo. Ale z Twojej strony bedzie to
            wymagalo duzo pracy. Psycholog to jest osoba ktora pozwoli tobie
            poukladac caly ten balagan w Twojej glowie. Wyciagnie z Twojej
            glowy DLACZEGO robisz to, co robisz. Przyda ci sie to. Pozatym,
            to nie jest maly problem. Do psychologa nie chcodzi sie tylko z
            jakimis wielkimi dylematami - ale oni sa po to, aby czlowiek mogl
            lepiej siebie zrozumiec. Zreszta... ty masz wielki problem z
            samoocena wiec napewno bedziecie mieli o czym rozmawiac.

            Tylko pamietaj abys sprawdzila dobrze psychologa, bo w PL, bardzo
            czesto jacys amanci oglaszaja sie jako psychologowie, a wcale nie
            maja do tego kwalifikacji.

            • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 21:16
              dziekuje za wskazowke. Moze i masz racje. Tylko jak zaczac, jak ja nawet nie
              wiem, jak swoj problem opisac. Cholera, to ciezko nawet zaczac!
              • skarpetka_szara Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 21:19
                tym sie nie powinnas przejmowac. To jest psychologa praca aby to z
                ciebie ladnie wyciagnac. Zobaczysz, bedzie dobrze. I wazne abys
                sie nie zniechecila - to nie czary-mary - a dluga praca ktorej
                owoce mozesz zobaczyc czasami po miesiacu, czasami po kilku.
    • ewapuzdrowska Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 20:32
      Tak naprawde wydaje mi sie, ze warto by zadac sobie pytanie, czym tak naprawde
      sa twoje leki zwiazane z przedmiotami pochodzacymi z "poprzedniego zycia"
      twojego partnera.
      jeden trop juz zidentyfikowalas - chodzi o historie zycia twoich rodzicow, ich
      doswiadczenia wyniesione z rozwodu - w przypadku ojca, i zwiazku z rozwodnikiem,
      w przypadku mamy. Najwyrazniej nie tylko mama, ale i ojcie maja jakies mniej lub
      bardziej spe=recyzowane przekonanie, ze ow wczesniejszy rozwod polozyl sie
      cieniem na ich zyciu, stad ich przestrogi dotyczace stanu cywilnego twojego
      partnera.
      warto przy tym uswiadomic sobie, ze najczesciej nie sam fakt rozwodu jednego z
      partnerow moze byc jakims utrudnieniem zyciowym, tylko splot okolicznosci, cech
      osobowosci i kryteriow wyboru partnera, ktore sprawily, ze to pierwsze
      malzenstwo sie rozpadlo. Twoj lek moze wiec wyplywac z jakos tam przekazywanego,
      niekoniecznie werbalnie, przekonania, ze mezczyzna rozwiedziony jest "felerny",
      ma jakas skaze na charakterze, ktora utrudnia szczesliwe zycie.
      Lub tez okolicznosci porozwodowe - poczucie winy, relacje z byla zona i dziecmi
      z poprzedniego zwiazku mogly okazac sie tym piorkiem, pod ktorym ugial sie nowy
      zwiazek twojego ojca i twojej matki. Zaindoktrynowana takimi pogladami, mozesz
      szukac powtorzenia tego scenariusza w swoim zyciu, w swoim zwiazku.

      Trop drugi wyplywa z pytania,, czy ty jestes rzeczywiscie z tym mezczyzna
      szczesliwa? czy on daje ci odczuc, ze jestes kims wyjatkowym, ze cie kocha, ze
      zrobilby dla ciebie wszystko? Piszesz wiele o swoim poczuciu nizszosci, ze
      jestes tylko zapchajdziura po Ex-zonie, z ktora twoj partner tak naprawde
      emocjonalnie sie nie rozstal.

      O ile argumenty, ktore wskazujesz tutaj na poparcie tej tezy - posiadanie
      obraczek, zdjec - nie daja podstaw do takiego wlasnie rozumowania, byc moze sa
      jakies inne powody, jakies zachowania, ktore obserwujesz nawet nie do konca
      umiejac je nazwac, ani nawet w pelni zdajac sobie sprawe z ich znaczenia, ktore
      jednak wplywaja na twoje postrzeganie sytuacji w twoim zwiazku.

      Czy czujesz sie kochana? macie wspolne plany na przyszlosc, malzenstwo, dzieci,
      wspolne inwestycje typu mieszkanie, dom?

      Warto zadac sobie powyzsze pytania, nie ignorujac oczywiscie wskazanego tez
      przez innych forumowiczow watku niskiej samooceny.
      • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 24.08.09, 20:46
        droga ewo, dziekuje za Twoj wpis i komentarz. Takze i on zmusil mnie do
        zastanowienia sie nad zwiazkiem, w ktorym zyje. Moze pytanie, czy jestem
        szczesliwa jest uzasadnione i w tym wypadku celnie postawione. Po ostatniej
        klotni, ktora zreszta tej koszmarnej piwnicy dotyczyla, on mnie zapytal czy
        jestem szczesliwa. Odpowiedzialam, ze jestem z nim bardzo szczesliwa, ze co
        dzien ucze sie czegos nowego, ze co dzien cos odkrywam i co dzien kocham na
        nowo. Ale pewnie i jego pytanie bylo uzasadnione.
        Jesli ktors mnie pyta, czy jestem z nim szczesliwa, odpowiadam, ze jestem.
        Rozmawialismy o dzieciach, ktore on takze bardzo chce miec. Ale jest tez kilka
        aspektow, ktore faktycznie mnie niepokoja. Nie wiem, czy to ma zwiazek z jego
        poprzednim malzenstwem. Moze faktycznie jest tak, jak jedna z forumowiczek to
        napisala, ze moj problem polega na tym, ze mu nie wybaczylam, ze on wszedl w
        nasz zwiazek zonaty, z bolem po rozstaniu, ktory ja takze nosilam razem z nim.
        Boje sie. Tylko nie wiem dokladnie czego. Chyba tak jak kazda kobieta, ze mnie
        zostawi. Chociaz to brzmi zbyt banalnie. Nie wiem dokladnie co mnie niepokoi. Ta
        piwnica. To, ze kiedy on wyjezdza na konferencje i mowie, ze bede za nim
        tesknic, on odpowiada, ze przeciez on nie ma z tym problemu, kiedy ja wyjezdzam.
        Nie wiem, to sa szczegoliki. Ale wiem, ze on mnie kocha. Mowi mi to, okazuje mi
        duzo czulosci. Czy czuje sie bezpieczna? Nie wiem. Na pewno troche sie boje.
        Jego przeszlosci? Jego przyszlosci? nie wiem.
        Chce zbudowac cos trwalego, opartego na zaufaniu, milosci, wzajemnym
        zrozumieniu.. chce dac to tez moim dzieciom, gdyz sama przez wiele lat swojego
        zycia bylam przekonana, ze rodzice moga sie tylko nienawidzic. Ja chce, zeby
        moje dzieci uczyly sie milosci. Ale zanim ich tego naucze, musze pokonac te
        "demony", ktore sa we mnie. Inaczej nie mamy przyszlosci przed soba. Nie chce
        watpic w to, ze nam sie nie uda. Ale musze pracowac, bo problem lezy chyba po
        mojej stronie, a nie chce czegokolwiek zepsuc.
        • emma_ja Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 00:06
          a ja nie uwazam, ze jestes wariatka
          nie uwazam takze, ze calkiem bezpodstawne sa twoje obawy

          napisalas, ze on do rozwodu z kobieta, ktora kochal został niejako zmuszony, ze
          reaguje zloscia na prosby o usuniecie jej sladow.ze nie mowi o przyszlosci
          wspolnej- to wszystko sprawia, ze czuje sie niepewnie i to uderza w postaci
          irracjonalnych niby lekow( nerwy o piwnice, czy urzedowy list)

          ja uwazam, ze twoj partner nie pogodzil sie z rozstaniem z zona
          ze byc moze stara sie racjonalizowac to i myslec ze tak byc musi
          ale wygalda na to , ze nie przepracowal tego co mu sie zdarzylo

          wspolczuje ci
          i uwazam, ze twoje obawy mimo, ze na pierwszy rzut okaz wydaja sie absurdalne i
          powierzchowne to po dalszej analizie twoich slow-nie wziely sie z niczego...
          czasem trzeba ufac intuicji

          a twoj partner nie pomaga ci odmawiajac rozmow, wpadajac w zlosc, czy zamykajac
          sie w sobie, mysli wylacznie o sobie i wlasnych uczuciach, rozwiazuje sprawe tak
          aby dla niego bylo dobrze, ale czy stara sie pomoc tobie? w koncu to on i jego
          przeszlosc sa zrodlem problemu

          powtorze- nie zazdroszcze ci...bo nie wymyslilas sobie problemu- ty go masz
          • emma_ja Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 00:17
            nie dziwie sie wcale, ze tak sie czujesz po tym jak uslyszalas, iz rozwiesc sie
            musial, choc nie chcial, choc walczyl a co znaczy kochal, dawal szanse- znaczy
            bardzo mu zalezalo

            wyglada na to, ze on odszedl z rozsadku i poczucia dumy od kobiety, ktora
            kochal...i jej zdrada byla jedynym powodem
            nie sadze, ze milosc sie skonczyla wraz z zawodem jaki mu sprawila

            zwiazek z rozwodnikiem to nie jest historia dla osob z niskim poczuciem
            wartosci, wiem to z autopsji- i choc b kochalam - odeszlam,dzis nie zaluje.
            zyje z osoba bez takich obciazen, i czuje ze oddycham. tamten zwiazek niszczyl
            mnie.chorowalam.trudno bylo odejsc.ale jeszcze trudniej tak zyc. nie kazdy sie
            nadaje do takiego zwiazku.

            zycze ci abys znalazla wlasciwa droge
            moze jednak szkoda abys cale zycie poswiecila na walke z obawami, ze on moze
            nadal do niej cos czuc i chodzeniu do psychiatry.
            wiem jak to moze zatruc zycie
            i ja juz walki ze soba nie musze prowadzic i dobrze mi z tym!!
            czego i tobie zycze

            a w twoim przypadku obawy wcale nie sa bezpodstawne...

            powodzenia
            • default Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 08:37
              Zgadzam się częściowo z emma_ja. Na podstawie pierwszych wpisów
              autorki wątku wydawało mi się, że faktycznie ma jakąś obsesję, że
              przesadza, ale kiedy przeczytałam o okolicznościach rozwodu jej
              partnera, to już nie byłam taka pewna... Faktycznie, wygląda na to,
              że chłopina nie może się ciągle otrząsnąć z traumy spowodowanej
              zdradą i odejściem byłej żony. Autorka to wyczuwa i stąd te fotki i
              obrączka urastają do rangi takiej obsesji. W innym przypadku pewnie
              w ogóle by się nad tym nie zastanawiała.
              Z moich doświadczeń - rozwiodłam się i związałam z rozwodnikiem. Ale
              te nasze rozwody były spowodowane właśnie tym, że się poznaliśmy i
              zakochaliśmy od pierwszego wejrzenia :) On zostawił żonę, ja męża.
              Byliśmy siebie absolutnie pewni i nasze "eksy" zupełnie nas nie
              obchodziły. Ja nie miałam problemów kiedy on jeszcze przez pewien
              czas kontaktował się z byłą (chodziło o uregulowanie spraw podziału
              majątku, firmy itp.), jego nie ruszało, że spotykam się z byłym
              mężem - chociaż trwało to latami, bo mamy wspólne dziecko i stąd
              wynikało stałe utrzymywanie kontaktów. Mój obecny nawet na wódkę się
              umawiał z moim byłym ! :) Natomiast mój były mąż nie do końca
              pogodził się z naszym rozstaniem i kiedy po paru latach związał się
              z kimś, to ta dziewczyna miała podobne schizy jak autorka wątku,
              dostawała po prostu histerii na najmniejszą wzmiankę o mnie (mimo że
              wtedy już ładnych parę lat nie byliśmy małżeństwem). Po prostu
              jakoś wyczuwała, że on ciągle częściowo tkwi w przeszłości. Była z
              nim parę lat, ale w końcu odeszła, nie umiała sobie tego poukładać.
              Tak że rozwodnik a rozwodnik to może być kolosalna różnica -
              wszystko zależy od okoliczności.
    • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 09:07
      wczoraj wieczorem na ten temat rozmawialismy. Partner namawia mnie na zgloszenie
      sie do psychologa i probe przepracowania tego. On uwaza, ze on juz z tym
      skonczyl i dla niego jest ta sprawa zamknieta. Nie wiem, czy to prawda, takich
      rzeczy nie mozna po prostu "zamknac" i po sprawie. Tym bardziej, ze z tego, co
      wiem, jego dawna zona byla jego pierwsza wielka miloscia. I badz co badz byli ze
      soba 7 lat.
      On mowi, ze chce byc ze mna, ze chce miec rodzine, ze ciesy sie na wspolne
      dzieci (tak powiedzial mi wczorej wieczorem). Ale moze faktycznie biora sie te
      moje leki stad, ze nie jestem pewna, czy on faktycznie zamknal za soba wszystko
      i jest ze mnie "calym cialem i dusza".
      Teraz o swojej ex nie opowiada, nie wspomina jej. Ale ja i tak nie czuje sie
      pewnie. Chce walczyc o ten zwiazek, nie poddaje sie lekko i jestem sobie w
      stanie wyobrazic kiedys i z tym mezczyzna miec rodzine.
      A moze i wszystko wyolbrzymiam. Nie wiem. Moze problem lezy tylko po mojej
      stronie i mam jakas paranoje.
      Zglosze sie chyba po porade. Problem polega tylko na tym, ze nie wiem, czy
      problem lezy we mnie, czy w zwiazku. Moze terapia grupowa?
      • kora3 karo miła 25.08.09, 09:19
        karo_linchen napisała:

        > wczoraj wieczorem na ten temat rozmawialismy. Partner namawia mnie
        na zgloszeni
        > e
        > sie do psychologa i probe przepracowania tego.

        Ma rację- on sobie zdaje sparwe z tego, ze sracilas kontrole nad tym
        i chce, żebys ja odzyskała. Madry chłop! Nie robi tak, jak całkiem
        sporo w jego sytuacji "Puknij sie w hgłowe kochanie, wymyslasz itd"


        On uwaza, ze on juz z tym
        > skonczyl i dla niego jest ta sprawa zamknieta. Nie wiem, czy to
        prawda, takich
        > rzeczy nie mozna po prostu "zamknac" i po sprawie. Tym bardziej,
        ze z tego, co
        > wiem, jego dawna zona byla jego pierwsza wielka miloscia. I badz
        co badz byli z
        > e
        > soba 7 lat.

        pewnie, ze nie da sie "zamknać" i po sprawie Karo. Nasze wspomnienia
        i doswiadczenia s aczescią nas samych, pisałam Ci. Ludzie 40-letni
        mają czasem schizy z powodu przezyc w DZIECINSTWIE, choc nie zawsze
        zdają sobie z tego sprawe i nie zawsze wiązą z sobą owo dzieciństwo
        traume w nim i teraźnejszosc. A Ty się dziwisz, ze facet nie umie
        wywalic tego z głowuy tak po prostu.
        Mysle,ze on nad sobą pracuje, stara się, by ow trauma nie
        przeszkadzała mu w zyciu i budowaniu go z Toba, ale na to
        potrzebujecie zcasu, przy czym ty musisz prace dopiero zaczac, bo
        bez zmiany TWOJEJ postawy nic z tego nie bedzie.
        na pocieszenie :) powiem ci, ze ekszona mojego facta na bank była
        jego pierwsza miłoscią, a byli z soba prawie 20 lat i maja dwoje
        doroslych dzieci:) i co? i nic - było mineło. jako i z moim eksmezem
        i ekspartnerem, o którym moj facet wie,ze był moja wielka miłoscią.
        I co z tego BYŁ i czesc.

        > i jest ze mnie "calym cialem i dusza".

        alez pewnie jest, tylko JEGO dusza składa się też z wsponien,
        róznych - fajnych i raumatycznych Karo. Kazdy je ma o ile ma
        pamieć:) naet małe dzieci :)


        > Zglosze sie chyba po porade. Problem polega tylko na tym, ze nie
        wiem, czy
        > problem lezy we mnie, czy w zwiazku. Moze terapia grupowa?

        myslę,ze fachowa porada terapia u dobrego psychologa powina Ci pomóc
        i dojsc do sedba i zmienić swe podejscie
        • karo_linchen Re: karo miła 25.08.09, 09:37
          dziekuje korciu za mile slowa.
          Zastanawiam sie, jak to mozliwe, ze jestesmy ze soba juz tak dlugo, a ten
          problem, niemaly zreszta, miedzy nami jest.
          Nie wiem, czy moge ufac mojemu partnerowi. Boje sie. Dosc czesto lapie sie na
          tym, ze sie po prostu boje. Ale mamy wiele pieknych, szczesliwych momentow,
          wydaje mi sie, ze pasujemy do siebie. I dlatego chce walczyc.
          Moj partner uwaza, ze problem lezy w moim ukladzie z rodzicami i ze to
          wszystkiemu jest winne. Ale ja, kiedy mysle o moich rodzicach nie boje sie,
          kiedy mysle o moim partnerze, jest we mnie jakis lek, ktorego nie potrafie
          zdefiniowac.
          Brakuje mi tych "drobnych dowodow" bycia mojego partnera ze mna, jak na przyklad
          wyrzucenie tych cholernych zdjec.
          Ale z drugiej strony... kiedys mnie zaprowadzil do miejsca, w ktorych spedzil te
          7 lat ze swoja ex. Kiedy zapytalam, co czuje, odpowiedzial, ze nic. Nie wiem
          jadnak, na ile bylo to prawda, na ile nie.
          Nie wiem, czy on mnie porownuje, ja siebie wewnetrznie wlasciwie caly czas i
          pytam sie siebie, czy jest mu ze mna lepiej niz kiedys z jego ex?
          • kora3 Re: karo miła 25.08.09, 10:14
            karo_linchen napisała:

            > dziekuje korciu za mile slowa.

            :)

            > Zastanawiam sie, jak to mozliwe, ze jestesmy ze soba juz tak
            dlugo, a ten
            > problem, niemaly zreszta, miedzy nami jest.


            hmmm ja mam wrazenie, ze jest, bo stale go dokamiasz swoimi lekami i
            schizą. Nie zrozum mnie xle, nie krytykuje Cię, mam wrazenie, ze nad
            tym nie panujesz, a nie ze robisz to swiadomie i chetnie.

            > Nie wiem, czy moge ufac mojemu partnerowi. Boje sie. Dosc czesto
            lapie sie na
            > tym, ze sie po prostu boje.

            Umiesz powiedziec konkretnie CZEGO się boisz? To powazne pytanie.

            I dlatego chce walczyc.

            skoro masz takie przekonanie, to dobrze ze chce powalczyc... z soba.

            > Moj partner uwaza, ze problem lezy w moim ukladzie z rodzicami i
            ze to
            > wszystkiemu jest winne.

            nie wiem, czy napisalas cos tu o układzie z rodzicami, nie
            doczytałam. Jesli mozesz przybliz na czym one polegają i dlaczego
            partner postrzega je jako dysfunkcyjne.

            Jesli mogę sobie pozwolic na pewną dygresję w tym "rodzicowym"
            temacie. Otóz, mam znajoma, która jest bezdzietna panną i jest
            zwiazana z rozwodnikiem z dziećmi, które sa natoletnie, przy ich
            mamie. Od początku ma problem z tym, ze jej partner zajmuje się
            tymi dziecmi, troszczy, płaci i interesuje. Ostatnio jenak, w takiej
            normalnej rozmowie, jak zwykle na ten temat:) powiedziała takie
            zdanie:"Nie umiem tego zaakceoptować, bo ja zawsze miałam rodziców
            tylko dla siebie, a teraz musze się bliska osobą dzielić" -
            kolezanka jest późnym wyczekanym dzieckiem porządnych ludzi,
            jedynym. wszystko, całą swa energię zyciowa, miłosc, starania oddali
            jej, tym bardziej, ze urodziła się, kiuey byli juz bardzo dojrzałymi
            ludxmi, którzy wzasazdie plany zyciowe zrealizowali - mam na mysli
            zawodowe i ambicjonalne.
            Dziewczyna w zasadzie traz sobie przypakiem uswiamila, ze relacje z
            rodzcami maja powazny wpływ na jej stosunek do pratnera.
            Tyle dygresji.



            Ale ja, kiedy mysle o moich rodzicach nie boje sie,
            > kiedy mysle o moim partnerze, jest we mnie jakis lek, ktorego nie
            potrafie
            > zdefiniowac.


            Karo, wieź pomiedzy rodzicami takimi normalnymi rzecz jasna, a
            dzieckiem jest sczególna. Rodzice sie z dziecmi nie rozstaja , nie
            rozwodzą, wybaczja wiecej itd.
            Trudno porównac wiex taką z partnerską.

            > Brakuje mi tych "drobnych dowodow" bycia mojego partnera ze mna,
            jak na przykla
            > d
            > wyrzucenie tych cholernych zdjec.

            Wiesz, to wg mnie zaen dowód - ja to widze tak, ze jest to troche
            próba sił. Teraz zadasz wywalenia zdjęc, a jutro, jak gosc wywali
            zazadasz, zeby się eks nie kłamial... Spokojnie to tylko przykład.
            Być moze twój partner tak ulegał byłej zonie, nie chce powielac tego
            błedu w postaci zatracania wlasnej tozsamosci.

            Nie wiem
            > jadnak, na ile bylo to prawda, na ile nie.

            No ja tez nie wiem :) ale z doswiadczenia wiem, ze tak bywa - ze sie
            nic nie czuje :)

            > Nie wiem, czy on mnie porownuje, ja siebie wewnetrznie wlasciwie
            caly czas i
            > pytam sie siebie, czy jest mu ze mna lepiej niz kiedys z jego ex?

            w tym też tkwi Twoj problem głeboko. Musisz przestać to robić,bo to
            do niczego nie prowadzi. Doradzam psychologa - samej bedzie ci
            trudno dojsc do źródla i przewalczyc.
      • karlajn_27 Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 10:35
        Powiem Ci tylko tyle. Facet bardzo duzo przezyl. Zona przyprawila mu rogi,
        skrzywdzila go. Takie rozstania przezywa sie inaczej niz zwykle "chodzenie ze
        soba". Oni przysiegali, deklarowali sie ze beda razem.

        ALE

        On z Toba zamieszkal, mowi o dzieciach, wspolnej przyszlosci. To znak na to, że
        sie pozbieral, chce chce zbudowac życie na nowo. Ma zdjęcia, coż, ja też mam
        zdjęcia w albumach ze swoimi exami i nie mam zamiaru ich wyrzucac, mam mile
        wspomnienia z wspolnych wyjazdow czy wakacji. Skoro potrafil sie zaangazowac w
        nowy zwiazek z Toba, i otwarcie deklaruje milosc, coz, moim zdaniem przesadzasz
        z paranoja. Poszedł dalej, Ty tez musisz
        • magd.a Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 11:00
          Jeśli się zakłada nowy związek, to nie opowiada się szczegółów o byłych! Bo to
          rodzi zazdrość w chwilach kryzysu. Nie opowiada się nowej partnerce o tym jak
          się kocha byłą(wtedy jeszcze niecałkiem byłą), jaka jest ważna i że nigdy by się
          od niej nie odeszło gdyby ona chciała zostać.
          Bo to moze zniszczyć nowy związek.
          Nie chodzi tu o status rozwodnika. Bo są różni rozwodnicy. Dziewczyna
          wysłuchiwała żalów pana, jako nieszczęśliwego porzuconego przez żonę, który musi
          sie rozwieść choc nie chce. Poszła w "matkoteresowanie".
          Zapomniała o sobie byle jego pocieszyć, przetrwała rozwód przy nim zżymając się
          z jego rozwodowymi problemami których już nie powinien mieć! , a teraz
          potrzebuje za to rekompensaty od faceta, potrzebuje zachwytu i noszenia na
          rękach właśnie jej. Widać nie dostała tej "rekompensaty" że zaczyna fiksowac
          obsesyjną zazdrością o drobiazgi.
          W czasie poznawania to ona powinna być adorowana i zdobywana i słuchac jaka
          jest wspaniała i jak bardzo pan ją kocha jak bardzo tylko z nią chce być.
          Teraz ciąży jej rola tej drugiej, pocieszycielki porzuconego męża, w którą sama
          weszła,
          chce być zdobyta przez niego, bez cienia żony nad sobą.
          Chce by on snuł plany o ICH przyszłości a nie mówił "żyjmy tym co jest teraz bo
          nic nie jest trwałe".

          Tylko ze juz za późno na to, drugi raz się etap poznawania nie powtórzy,
          trzeba było nie wiązać się póki rozwodu pan nie miał, być obok ale nie w
          związku. Teraz jest jak jest i albo się akceptuje całośc albo nie ma sensu
          tracić czasu. Bez zaufania i tak wszystko na pysk padnie.
    • mahadeva Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 10:45
      tak, Twoj problem jest dla mnie smieszny
      moj facet jeszcze sie nei rozwiodl, ma dwojke prawie doroslych
      dzieci, nie szanuje mnie, mowi, ze byle kochal a mnie nie - po tym
      chcialam sie rozstac, ale zrobil sie mily
      ja mam to gdzies, wybralam tego faceta i ma byc dobrze, nie mam
      czasu, zeby 'nie moc sobie znalezc miejsca', interesuja mnie
      konkrety, mam korzysci z tej znajmosci - chocby seks i to mnie
      interesuje
      • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 16:52
        musze powiedziec, ze mnie Twoj post, mahadeva, rozbawil. Podziwiam, ze potrafisz
        tak myslec i postepowac, jak opisalas. Ale wiesz, ja widzialam wiekszoisc zycia
        swoich rodzicow, ktorzy sie nie kochali, a byli ze soba, bo mieli dzieci. I nie
        chcialabym nigdy zwoazku, w ktorym nie jestem kochana.

        Macie racje, ja sama te role, jaka mam, wybralam. Poznalam kiedys ciekawego,
        inteligentnego faceta, z ktorym mi sie swietnie rozmawialo. Wtedy nie myslalam
        "dlugoterminowo" o naszym zwiazku. Spotykalismy sie, opowiadalismy o swoich
        problemach, opowiadalismy sobie wlasciwie o wszystkim. Dla niego bylo wtedy
        najwazniejsze rozstanie i duzo o nim mowil. Duzo mowil o zwiazku, w ktorym byl.
        Ale wtedy jakos mnie to tak nie ranilo, jak dzis samo wspomnienie tamtych rozmow...

        A tak swoja droga.. Na pt. mam umowiony termin u psychologa.
    • marzannasz Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 20:01
      Widze tutaj wiele ekspertek krytykujacych autorke watku....coz, latwo kogos
      skrytykowac, napisac cos o stanie psychicznym, niskiej samoocenie itd. pytanie
      ile z tych krytykujacych kiedykolwiek byla w takiej sytuacji - pewnie zadna.
      Ja jestem w podobnej sytuacji co autorka, wchodzac w ten zwiazek myslalam ze to
      bedzie kolejny niewypal, niezalezalo mi , do tego niegdy wczesniej nie bylam
      zwiazana z rozwodnikiem z dziecmi. Chora psychicznie nie jestem a czuje zazdrosc
      o jego byle zycie, byly zwiazek, wiem ze czasu nie odwroce, wiem ze do konca
      zycia laczyc ich beda dzieci, ktore zreszta bardzo kocha. Takie uklucie czasami
      sie pojawi gdy dzwoni do niej zeby omowic sprawy dzieci, i taka chec bycia ta
      lepsza.
      I co ale mam nisko samo ocene co nie??? Jak widac takich ja ja i autorka postu
      jest wiecej, podobnie to odczuwamy, ale zawsze znajdzie sie grono tych ktorzy
      wiedza najlepiej, tych ponad.
      Dodam jeszcze czego nawet moj juz narzeczony nie wie, ze mimo ze moja rodzina
      jest mila dla niego wciaz ( po 3 latach i wiedzac o naszych zareczynach)
      odradzaja mi go po cichu, a to ze na jego dzieci pracuje, a to ze bedzie chcial
      polozyc lape na moim spadku itd.moja ciotka jak tylko ja odwiedzam caly czas
      mnie swata z innymi facetami - co juz nawet mnie przestalo bawic. co mnie
      zaszokowalo nawet podobne slowa uslyszalam od moich znajomych z innej czesci
      kraju - i wez sie nie zalam - kocham mojego faceta, kocham moja rodzine i
      znajomych - wszyscy sa bardzo dla mnie wazni!!!
    • enith Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 20:17
      Jestem drugą żoną rozwodnika i nie mam oraz nigdy nie miałam myśli podobnych do autorki wątku. Co więcej, czasami rozmawiamy o poprzednim małżeństwie mojego męża, mąż ma kilka tysięcy zdjęć z byłą żoną na swoim laptopie, obrączką z poprzedniego małżeństwa. I co? I nic. Nie wzrusza mnie to, bo wiem, że ten rozdział życia mojego męża został definitywnie zamknięty wraz z orzeczeniem ich rozwodu. Pomysł, by nakazać mężowi wyrzucić zdjęcia i udawać, że 18 lat jego życia z poprzednią żoną się nie wydarzyło jest dla mnie nie do przyjęcia. I twój strach, twoje obawy są faktycznie irracjonalne, jeśli twój partner zachowuje się, tak jak opisujesz. NIKT, uwierz mi, nie ma ochoty gadać o całym tym bajzlu, jakim jest rozwód, zwłaszcza, jeśli był traumatyczny, pełen prania brudów i obrzucania się inwektywami (u mojego męża trwał prawie 3 lata). Ty natomiast bawisz się w psychologa i stawiasz diagnozę, że twój partner nie przepracował swojego rozwodu oraz byłego małżeństwa, bo nie chce o tym mówić, ani wyrzucić obrączki. Przepracował, kocha ciebie, chce być z tobą, chce mieć z tobą dzieci i tak naprawdę nie daje ci chyba żadnych racjonalnych powodów, by myśleć, że jest inaczej. A ty dostajesz histerii, bo widzisz list urzędowy zaadresowany do partnera i jego eks żony. Posłuchaj sugestii partnera i idź na terapię. Polecam też, żebyś zabrała go ze sobą i w jego obecności omówiła swoje lęki. Jeśli faktycznie okaże się, że za partnerem gdzieś tam ciągnie się ten "ogon" poprzedniego związku, terapeuta pomoże wam obydwojgu. Bez terapii zniszczysz dobrze zapowiadający się związek, bo ani ty nie wytrzymasz na dłuższą metę strachu o swoją przyszłość z tym panem, choćby nie wiem jak irracjonalnego, ani twój partner.
      P. S. Małżeństwo moich rodziców też jest nieudane, też z powodu wpadki, co nie przeszkodziło ani mi, ani mojemu bratu w zbudowaniu dojrzałej relacji z partnerami.
    • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 20:34
      droga marzannasz, rozumiem, doskonale rozumiem, jak takie "uklucia", potrafia
      bolec. Moj partner nie ma dzieci z poprzedniego zwiazku, ale i tak od czasu do
      czasu musi kontaktowac swoja "ex". A to podatki, a to jakies wspolne rzeczy. I
      tak to sie ciagnie.
      Moze to chore, ale jesli mozna byloby cos po prostu tak wymazac, uznac, ze tego
      nie bylo, chcialabym to zrobic z przeszloscia mojego partnera.
      Nie czuje sie krytykowana przez inne Forumowiczki. Przyszlam tu, bo
      potrzebowalam i potrzebuje opinii i komentarzy innych. Bo ja juz sama dawno
      przestalam byc racjonalna i obiektywna. A dziewczyny tutaj reaguja tak, jak
      czuja, jak osoby trzecie, bardziej obiektywne niz ja czy moj partner.
      Ja na poczatku swego zwiazku tez nie myslalam, ze to bedzie cos "na dluzej".
      Moze dlatego wtedy przyjmowalam te jego opowiesci o poprzednim zwiazku
      stodunkowo chlodno.
      Ale teraz boli coraz wiecej rzeczy, ktore byc moze bolec nie powinno.
      Podziwiam Was, Dziewczyny, ktore jestescie w podobnych zwiazkach i wspaniale
      sobie dajecie z tym rade. Ktos zapytal, czego dokladnie sie boje.
      Musze powiedziec, ze to bardzo trudne pytanie. Moze boje sie tego, ze nie jestem
      "ta jedyna, przeznaczona" (brzmi ckliwie, nie?), ze on nie jest w 100% przy
      mnie, ze on juz tak nikogo nie pokocha i nikomu tak nie zaufa i w zaden zwiazek
      tak sie nie zaangazuje jak w zwiazek ze swoja ex. Bo ona byla jego pierwsza
      wielka miloscia.
      Kiedys rozmawiam z jego matka o tej sytuacji. Powiedziala, ze nic i nikt w jego
      zyciu nie byla tak wazne jak obecna "ex", ze nie moglw wlasciwie przezyc
      rozstania z nia. I zaczelam sie pytac, co by zrobil, jak ja bym odeszla. I
      powiedzialam sobie, ze pewnie zylby dalej- swoja praca, swoimi przyjaciolmi.
      Cholera, w sumie to chore, ale czuje sie jak "ta gorsza".
      Moze i faktycznie mam jakies male poczucie wlasnej wartosci..? Chociaz dotad w
      sumie nigdy o to siebie nie podejrzewalam.
      • gozina4 Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 20:44
        Ale jakie wspólne podatki? Jakie wspólne rzeczy? To rozwiedli się w końcu czy
        nie? Czy po długim i ciężkim rozwodzie "zostali przyjaciółmi"? ;)
        Jeśli dobrze doczytałam, oni byli TYLKO 7 lat ze sobą, a to stosunkowo krótko.
        Pytanie, czy Ty na pewno chcesz tego faceta na "męża"? czy może wolałaś go jako
        kumpla.
        • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 20:49
          jakies wspolne osiwadczenia podatkowe ze wzgledu na dawna wspolna dzialalnosc
          godpodarcza.
          Tak, oni byli ze soba 7 lat. Uwazasz, ze to malo? Moim zdaniem to dosc sporo,
          faze "glupiego zakochania" mieli juz na pewno za soba.
          Nie sa przyjaciolmi. I w zasadzie o ile nie musza, nie kontaktuja sie ze soba.
          A na poczatku faktycznie nie myslalam o nim jako o partnerze zyciowym, ale to
          sie zmienilo i dlatego chce o nas walczyc, a nie wszystko psuc.
          • gozina4 Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 21:02
            To życzę, żeby psycholog pomógł rozwikłać problem. Czy to kwestia indoktrynacji
            rodziców, niskiego poczucia własnej wartości (co je wywolało), czy złego wyboru
            (niewłaściwy partner, inne Twoje oczekiwania). Gdy będziesz wiedzieć czego
            własciwie chcesz od zycia (sama to musisz wiedzieć, nie wybierać pod dyktando
            innych), to ten sposób na swoje zycie obronisz przed otoczeniem. A tak jak ktoś
            napisał, mozecie też spróbowac razem terapii. Bo w tym stanie jakim jesteś to
            czy zostaniesz czy odejdziesz to będziesz się czuła źle, trzeba to przepracować.
            Powodzenia życzę.
            • karo_linchen Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 21:04
              tak, jak napisalam, na piatek mam termin...
      • enith Re: partnerka rozwodnika. 25.08.09, 21:12
        > tak sie nie zaangazuje jak w zwiazek ze swoja ex. Bo ona byla jego pierwsza
        > wielka miloscia.

        Mój wtedy jeszcze chłopak wysłał mi na początku naszej znajomości kartkę ze słowami: "I don't want you to by my FIRST love... I want you to be my LAST..."
        I ty też się tego trzymaj. Każdy z nas niesie ze sobą bagaż doświadczeń, także z poprzednich związków, także z pierwszych, drugich i entych miłości. Wznieś się ponad to, liczy sie wyłącznie tu i teraz, to co partner może ci zaoferować w tej chwili, a nie miłości, nawet wielkie, z przeszłości. Było, minęło, idź raźno do przodu i nie myśl o sobie jako osobie "drugiego sortu". W końcu to TY, a nie eks żona, jesteś jego partnerką, z tobą chce budować nowe życie, mieć dzieci. To naprawdę ci nie wystarcza? Bo może faktycznie jesteś typem osoby (nie piszę tego złośliwie), która zwyczajnie NIE POTRAFI być z kimś z tzw. "przeszłością". Związki z rozwodnikami są inne, niż z osobami wcześniej nie zamężnymi/żonatymi, i to na wielu płaszczyznach. Nie każdy potrafi się w takim "innym" związku znaleźć. Może jesteś właśnie taką osobą?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka