wiecie, jest takie określenie "podwórkowe dzieci"... Co ono za sobą
niesie ?
Ja nie byłam "podwórkowa" , moja mama bała się o mnie, bo mialam
chore serce. Spotykałam się więc z koleżankami, oczywiśie z
sąsiedzwtwa( bo niby jakimi ?) , ale w domach.
Nie byłysmy nadmiernie kontrolowane, jak w co sie bawimy i "z jakich
jesteśmy domów". Wspominam je bardzo miło, z niektórymi mam kontakt.
Na mojego brata mama już nie miała siły ... myślę, ze też pomysłu
jak Go zagospodarować w małym dwupokojowym mieszkanku

))) Zajecia
dodatkowe, które mu proponowała, nie podobały mu się. Wychodził więc
na piłkę na całe dnie...
Miałam wrażenie, że w związku z tym, to on powinien być bardziej
zaradny, społecznie rozwinięty, przebojowy... Okazało się, że nie !
Jak to jest z tym "podwórkiem "?