Dodaj do ulubionych

Dom czy podwórko ?

26.11.07, 10:44
wiecie, jest takie określenie "podwórkowe dzieci"... Co ono za sobą
niesie ?
Ja nie byłam "podwórkowa" , moja mama bała się o mnie, bo mialam
chore serce. Spotykałam się więc z koleżankami, oczywiśie z
sąsiedzwtwa( bo niby jakimi ?) , ale w domach.
Nie byłysmy nadmiernie kontrolowane, jak w co sie bawimy i "z jakich
jesteśmy domów". Wspominam je bardzo miło, z niektórymi mam kontakt.
Na mojego brata mama już nie miała siły ... myślę, ze też pomysłu
jak Go zagospodarować w małym dwupokojowym mieszkankusmile))) Zajecia
dodatkowe, które mu proponowała, nie podobały mu się. Wychodził więc
na piłkę na całe dnie...
Miałam wrażenie, że w związku z tym, to on powinien być bardziej
zaradny, społecznie rozwinięty, przebojowy... Okazało się, że nie !
Jak to jest z tym "podwórkiem "?
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Dom czy podwórko ? 26.11.07, 11:03
      A właśnie! Spór na tle podówrka jest u nas codziennością.
      Mój mąż jest dzieckiem podwórkowy, ale wcale nie jest
      przebojowy. Nie przepada również za odwiedzaniem znajomych,
      utrzymywaniem kontaktów z kolegami z pracy. Raczej nie jest
      towarzyski, a właściwie to się zmienia. Wyrobił się
      przy mnie wink))
      Natomiast wiecznie ma pretensje do naszych dzieci, że na
      podwórko nie wychodzą. Bo... na podwórku to są dopiero
      zabawy, na podwórku są i bójki, i kłótnie, życie społeczne
      kwitnie, na podwórku gra się w piłkę...
      • mader1 Re: Dom czy podwórko ? 26.11.07, 11:05
        no właśnie... zastanowiło mnie, że ja miałam więcej znajomych niż
        brat ... choć na podwórku był lubiany.
    • alex05012000 Re: Dom czy podwórko ? 26.11.07, 12:13
      hmmm sprawa podwórka ważną jest... ja nie byłam tzw podwórkowym
      dzieckiem, po pierwsze z powodu określonego stylu wychowania, a po
      drugie... z braku podwórka! podstawa jest gdzie sie mieszka,
      podwórka czy tereny przed blokiem do zabawy są często na
      blokowiskach, ja i moja córka wychowujemy sie w tzw kamienicy,
      podwórko jeśli jest słuzy do dojścia do klatki schodowej i
      śmietników, u nas w kamienicy jest zamkniety wewnętrzny podwórzec,
      oprócz śmietnika są alejki, zieleń, drzewka i kwiaty, Ola w lecie
      jeżdzi tam wieczorami na hulajnodze albo gra w piłkę, ale
      najczęściej sama, i żadne życie towarzyskie tam nie kwitnie, w mojej
      rodzinnej kamienicy podwórza nie było...
      myślę poza tym, ze teraz ze względow bezpieczeństwa inaczej sie
      patrzy na wychodzenie samodzielnie dzieci na podwórko, do
      pobliskiego parku czy kolegi...
      w kwestii zaradności i przebojowości dużą rolę gra charakter, choć
      wpływ wychowania jest niezaprzeczalny, i wpływ otoczenia, kolegów,
      środowiska, podwórka... ja byłam wychowana pod kloszem, nie
      chodziłam do przedszkola, świetlicy, na obiady... miałam kilka
      dobranych koleżanek i niełatwo nawiązywałam kontakty, szczególnie z
      chłopcami... było to wiele lat ciężarem... moją córkę starm się
      socjalizowac - chodziła do przedszkola, teraz chodzi do świetlicy,
      ma różnopłciowe i różnorodne towarzystwo, zapraszać może kogo chce,
      jest lubiana, dobrze sobie radzi... a ja sie cieszę,
      a propos podwóka jeszcze, taką rolę w naszej mini-dzielnicy odgrywał
      i odgrywa pobliski park, a druga uwaga: kiedy te dzieci mają
      być na tym podwórku skoro jest: szkoła, zajęcia dodatkowe,
      świetlica, czasem następne zajęcia poza szkołą i powrót do domu ok
      17.00-18.00 ... po odrobieniu lekcji i zjedzeniu kolacji to nie
      zostaje wiele czasu na podwórkowe sprawy???
      • samboraga Re: Dom czy podwórko ? 26.11.07, 12:23
        a w mojej kamienicy (jak jeszcze mieszkałam w kamienicy) było podwórko i życie
        podwórkowe kwitło, na 6 podórkach na całej ulicy, były bandy, sojusze, zakazy
        wchodzenia na cudze tereytorium - bardzo miło wspominam, zostałam dopuszczona
        przez starsze koleżeństwo jak nauczyłam sie wchodzić na podwórkowe drzewo-byłam
        z siebie bardzo dumna, miałąm 6 lat...
        mój brat tez był podwórkowy, ale krócej, i-oboje sobie radziliśmy, każde na swój
        sposób, podobnie jest teraz, każde ma swój styl relacji
        ale - ja nie widzę jakichś korelacji dziecko podwórkowe/dziecko domowe, to
        zależy od tylu rzeczy, od samego dziecka, od tego czy dom otwarty czy nie itd. itp.
      • mader1 Re: Dom czy podwórko ? 26.11.07, 12:34
        a druga uwaga: kiedy te dzieci mają
        > być na tym podwórku skoro jest: szkoła, zajęcia dodatkowe,
        > świetlica, czasem następne zajęcia poza szkołą i powrót do domu ok
        > 17.00-18.00 ... po odrobieniu lekcji i zjedzeniu kolacji to nie
        > zostaje wiele czasu na podwórkowe sprawy???

        No nie wiem, ale widuję dzieci na podwórku i latem i zimą - podwórko
        mamy duże teraz i świetnie nadaje się do jeżdżenia na rowerku,
        rolkach, natomiast ma kiepski, maleńki placyk dla maluchów.
        Może te dzieci nie chodzą na świetlicę i zajęcia dodatkowe, tylko
        prosto po lekcjach pędzą do domu ? Jeżeli jest to k. 13-14.00 to
        mają jeszcze mnóstwo czasu.
    • dominikjandomin Re: Dom czy podwórko ? 26.11.07, 15:00
      Większość dzieci nie chodzi na zajęcia dodatkowe czy na świetlice,
      więc im zostaje... podwórko właśnie, albo siedzenie w domu przed
      TV / kompem.

      A kwestia tego - co... To ja bym to ujął inaczej. Po pierwsze,
      zainteresowanie rodziców. Po drugie, jak najwięcej na dworze (na
      polu, jak mawia mój kolega z Krakowa). Siedzenie w domu przed TV /
      kompem jest mało dobre dla dziecka. Niech biega, skacze, brudzi się.
      Jest dzieckiem.
      • alex05012000 Re: Dom czy podwórko ? 27.11.07, 13:02
        Większość dzieci nie chodzi na zajęcia dodatkowe czy na świetlice,
        więc im zostaje... podwórko właśnie, albo siedzenie w domu przed
        TV / kompem.
        ?????? może w starszych klasach, nie wiem, w każdym razie u córki w
        klasie tylko kilkoro dzieci nie chodzi do świetlicy, zajęcia
        dodatkowe też raczej kwitną (z angielskiego dodatkowego musieli
        utworzyć drugą grupę bo było tylu chętnych...], rodzice pracują
        conajmniej do 15-16..., a taki 7-8 latek nie wraca sam do domu czy
        na owe podwórko sam nie idzie ...
        no, ale ja mieszkam w nietypowej dzielnicy, w centrum wielkiego
        miasta...
        • dominikjandomin Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 12:41
          Ja pochodze z blokowiska. Słupsk, niedaleko komendy (obecnie
          miejskiej, wówczas wojewódzkiej) policji.

          Było dla nas NORMALNE samodzielne chodzenie i powroty ze szkoły. W
          wieku lat 7-8.

          I w tych okolicach nadal jest to NORMALNE. Ale co dzielnica, to
          obyczaj.

          Oczywiście, niektóre dzieci musiały siedzieć w świetlicy. Bardzo im
          współczulismy.
          • alex05012000 Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 13:27
            nie będę się wdawać w niepotrzebne dyskusje, może w małym mieście
            jest spokojnie,wszyscy sie znają itd, ale ja mieszkam w wwie i ani
            ja ani moi znajomi, ani rodzice kolegów dziecka ze szkoły z tego co
            wiem i widze nie wyobrażają sobie ani posyłania samych dzieci lat 7-
            8 do i ze szkoły, ani samotnego/bez opieki ich przebywania na
            podwórkach, w parkach czy innych tego typu miejscach...powiem więcej
            widzac samotnego 7-latka w miejskim parku zaalarmowałabym Policję...
            • samboraga Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 14:22
              wiem i widze nie wyobrażają sobie ani posyłania samych dzieci lat 7-
              > 8 do i ze szkoły, ani samotnego/bez opieki ich przebywania na
              > podwórkach, w parkach czy innych tego typu miejscach...

              Alex, w W-wie są i takie miejsca, i takie dzieci i nie mówię wcale o moim dziecku.
              • alex05012000 Re: samborago... 28.11.07, 14:35
                ale chyba nie rozmawiamy o patologii czy z przeproszeniem okolicach
                Ząbkowskiej...
                • samboraga Re: samborago... 28.11.07, 15:04
                  oj, wiele blokowisk to mieszanina jeśli chodzi o warstwę społeczną
                  natomiast faktem jest że dzieci z ciut zamożniejszych domów chodzą na tak wiele
                  zajęć dodatkowych, że czasu na podwórko prawie nie ma, no i dochodzą komputerywink)
                  Alex, ja nie jestem jakąś fanką podwórka, po prostu moje było mniej więcej fajne
                  i miło wspominam
                • dominikjandomin Re: samborago... 28.11.07, 16:01
                  Wypraszam sobie patologię.

                  Większosć rodziców nie stać na prywatną willę czy mieszkanie w
                  grodzonym bloku. Mieskzają na blokowisku. Nie sa "patologiczni".

                  Owszem, coraz więcej czasu dzieciaki spędzają prze dkompem -
                  niestety, ale nawet teraz chłopacy idą pograc w nogę czy pobiegać ze
                  spluwami.
                  • alex05012000 Re: zostałam najwyraźniej źle zrozumiana ... 29.11.07, 09:27
                    pisałam do samboragi, pisałam o warszawie i nikomu z tu obecnych nie
                    wmawiam żadnej patologii!!!
                    ja też nigdy nie mieszkałam i nie mieszkam ani w prywatnej willi ani
                    ogrodzonym bloku, natomiast fakt nie wychowałam się też na tzw
                    blokowisku, a kupując jako dorosła osoba własne M kupiłam je w
                    podobnym otoczeniu w którym wzrosłam... napisałam, że nie jestem
                    reprezentatywna... na betonowy 10-piętrowy blok miałam alergię
                    (nadmieniam cena za mieszkanie w bloku i w starej wtedy
                    nieodnowionej kamienicy, do remontu, była bardzo podobna....
                    mnie nie chodzi o to czy dzieci biegają po dworze/polu czy nie, bo
                    oczywiście, ze biegają tylko o to, ze zostawianie 7latki czy 7latka
                    samopas, w centrum stolicy jest - według mnie - wysoce
                    nieodpowiedzialne...
                    • dominikjandomin Re: zostałam najwyraźniej źle zrozumiana ... 29.11.07, 15:00
                      No, jesli piszesz o mieszkaniu w tzw. city, to rzeczywiście,
                      puszczenie dziecka samopas w okolicach dworca centralnego to
                      kuszenie "dobrego wujka". sad

            • dominikjandomin Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 15:58
              1. Zalezy jak "samotny".

              U nas się wychodzi bawić z kolegami, więc tych dzieci jast cała
              banda.

              Owszem, opuszczony, co widać (sam na ławce w deszcz) - na Policję.
              Ale inaczej? Wszak mama moze być na sąsiedniej ławce. Nie każdy musi
              prowadzić dziecko na smyczy.

              2. U nas się nie wychodzi "do parku" tylko "na dwór", w przestrzeń
              między blokami. Pojedź na typowe blokowisko i zobacz, jak to
              wygląda.
              • alex05012000 Re: Dom czy podwórko ? 29.11.07, 09:36
                U nas się wychodzi bawić z kolegami, więc tych dzieci jast cała
                > banda.
                - nie znam tego typu "wychodzenia", bawiliśmy sie jak pisałam w
                pobliskim parku, dorosli siedzieli na ławkach, zawsze ktoś był jako
                opieka... moja córka też lata z kolegami po parkowych alejkach,
                kopie piłkę i strzela z patyków, ale też zawsze ktoś z nią jest, jej
                koledzy też sami nie przychodzą...nie trzymamy dzieci na smyczy, ale
                nie wyobrażam sobie jak mogłaby sama wyjść z domu, dotzreć do parku
                (2 ruchliwe arterie, światła, kilka ulic) i tam sie sama bawić z
                innymi dziećmi...
                - juz pisałam, ze z blokowiskami nie mam wielkiego kontaktu, ale
                nawet tam chyba taki 7latek bez opieki może wywędrować poza te
                bloki, zgubić sie, ...
                wczoraj jechałam samochodem, w śródmieściu, na przejściu dla
                pieszych, 2 stopniowe, ze światłami, grupka kilku chłopców, może 9-
                10 lat, nie nwiem, niby przechodzą, jedza, piją, krzyczą coś do
                jednego co został na chodniku... jeden sie obraca, jeden cofa...,
                światło sie zmienia na czerwone, dwóch przebiega drugą część pasów,
                reszta zostaje, auta ruszają, trąbią bo nie wiadomo co oni robia,
                ida, nie idą, ... nic im sie nie stało, ale o wypadek nietrudno...
    • maadzik3 Re: Dom czy podwórko ? 26.11.07, 16:13
      Sama ostatnio o tym myślałam. Ja nie lubiłam się za bardzo bawić na podwórku,
      ale trochę się bawiłam - wisiałam na trzepaku, grałam w gumę, wyprawiałam się
      gzdieś na rowerze. Dziś już dzieci 7-10 letnich puszczonych na podwórko nie
      widuję. Wszyscy się boją - rozumiem, ja też. Ale czasem się zastanawiam czy
      Młodemu będzie tego brakowała. Taki trening samodzielnego trafiania do domu,
      organizowania sobie zabawy, zadbania o siebie bez pomocy dorosłych to był
      trening samodzielności. Jak to dziś wygląda? Sama myślę. Odpowiedzi zacznę
      znajdować za kilka latsmile))
    • luccio1 Re: Dom czy podwórko ? 26.11.07, 22:47
      Nigdy nie byłem "dzieckiem podwórka".
      Jako grzeczne dziecko w wielkim mieście (Krakowie) chodziłem z
      Babcią do Parku Jordana, na wały nad Rudawę, z czasem dalej: aż na
      łąkę przed Kopcem Kościuszki;
      z Mamą biwakowałem godzinami na Plantach - w kółku pod pomnikiem
      Grażyny (w tamtych zamierzchłych czasach przed pomnikiem była
      ogromna piaskownica).
      A mimo tego w końcowych klasach szkoły podstawowej nauczyłem się
      samodzielnie poruszać po całym mieście - a już w liceum przez 4 lata
      Harcerstwa nadrobiłem z nawiązką to, czego się swego czasu nie
      nauczyłem na podwórku.
    • katriel Re: Dom czy podwórko ? 27.11.07, 00:55
      Nie byłam podwórkowa, tylko ogródkowa: wychowana w domku z ogródkiem, spędzałam
      mnóstwo czasu na świeżym powietrzu, ale sama. Biegałam po trawie (od wiosny do
      jesieni boso); przyrządzałam wykwintne uczty dla lalek z wiśni, agrestu i
      kwiatów mlecza; przeżywałam w wyobraźni przygody bohaterów Verne'a albo
      "Tajemniczego ogrodu"; piłam wodę z betonowego zbiornika na deszczówkę (bardzo
      mi smakowała, nie mam pojęcia dlaczego, zbiornik był zamulony i topiły się w nim
      ślimaki). Ale wszystko to sama. Nie było po sąsiedzku dzieci w moim wieku.

      Czyli samodzielność tak, socjalizacja nie. Potrafiłam sama sobie zorganizować
      czas, ale nie potrafiłam skakać w gumę (co mnie z kolei potem alienowało ze
      szkolnej grupy koleżeńskiej - na przerwach dalej bawiłam się sama). W ramach
      nadrabiania braków wychowawczych posłano mnie trzy razy na kolonie. Z
      dzisiejszej perspektywy myślę, że na jednej z tych kolonii wychowawcy regularnie
      się nad nami znęcali, druga była OK, trzecia znośna (tylko warunki fatalne) -
      ale wtedy wszystko przyjmowałam ze stoickim spokojem (myślałam, że "tak ma
      być"). Na każdej z nich mi dokuczano, ale to też przyjmowałam jako normalne:
      byłam gruba, interesowałam się matematyką i nie umiałam wymienić członków
      zespołu Modern Talking. Jednak główny problem z koloniami był taki, że uczyłam
      się na nich kląć. Rodzice tego nie zauważali, bo blokadę przed używaniem
      brzydkich wyrazów przy dorosłych miałam nienaruszoną, ale język, jakim
      posługiwałam się w gronie rówieśniczym, po trzytygodniowym turnusie kolonijnym
      wyraźnie się psuł. W mojej klasie się nie klęło, więc trochę się tego wstydziłam
      - na szczęście do października samo przechodziło.

      Moja mama, zainspirowana zwierzeniami polityków, powiedziała mi niedawno, że
      uważa, że w wyniku takiego wychowania jestem aspołeczna i że ona poczytuje to
      sobie za porażkę. Zdziwiłam się (ja się nie czuję aspołeczna); w trakcie dalszej
      dyskusji (z udziałem również mojego męża) ustaliliśmy, że chodzi o to, że mam
      niską tolerancję na ludzką głupotę. Potrafię dobrze funkcjonować jedynie w
      gronie ludzi na zbliżonym do mojego poziomie intektualnym. Moja mama uważa, że
      gdybym wychowała się na podwórku, wśród dzieci z różnych rodzin i środowisk, to
      teraz byłabym elastyczniejsza. Nie wiem, czy to prawda.
      • mader1 Re: Dom czy podwórko ? 27.11.07, 10:36
        chyba nie byłabyś. Własnie mnie to zastanowiło, że mój brat nie
        jest.
      • luccio1 Re: Dom czy podwórko ? 27.11.07, 19:44
        katriel napisała:
        > ...posłano mnie trzy razy na kolonie.

        Tyle samo razy byłem na koloniach i ja:
        - pomiędzy III a IV klasą Szkoły Podstawowej,
        - pomiędzy kl. V a VI,
        - pomiędzy kl. VI a VII.

        Niby wszystko było w porządku - a jednak we wspomnieniach wszystkie
        te kolonie były koszmarem (może z wyjątkiem pierwszego razu - tam
        była jako atrakcja noc spędzona pod namiotem - NB rzecz dzisiaj
        niemożliwa na kolonii!).
        Pozbyłem się tego koszmaru, odwiedziwszy po latach w 2005 r.
        budynek, w którym niegdyś trzykrotnie spędzałem po trzy tygodnie
        lipca. Przeszło jak ręką odjął, żadne obrazy nie wracają.

        Natomiast bardzo dobrze wspominam obozy harcerskie w liceum - ale bo
        też byłem w drużynie kultywującej tyle, ile się tylko dało z
        tradycji przedwojennego ZHP.
    • jogo2 Re: Dom czy podwórko ? 27.11.07, 22:19
      Bardzo ciekawy wątek. Właśnie dziś pomyślałam, że pokroiłabym się w paski, żeby
      mieszkać tam, gdzie moje dziecko miałoby z kim się bawić na podwórku. Ja miałam
      z kim się bawić. Na szczęście, jak widać brak podwórka w życiu niczego nie
      przesądza.
    • rycerzowa Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 14:08
      Hm, a mnie się wydaje,że podwórko to bardziej pojęcie socjologiczne, niż
      geograficzne.
      To jest miejsce spotkań i zabaw dzieciaków bez wpływu dorosłych.
      Ja też nie miałam podwórka z rówieśnikami - ale miałam harcerstwo.
      Zastępową była koleżanka z klasy, naturalny lider.

      Współczesne dzieci mają specyficzne "podwórka" - kluby sportowe, muzyczne,
      kółka zainteresowań.
      Na "prawdziwym" podwórku też przecież tworzą się podgrupy: ci kopią piłkę, ci
      budują szałas.
      W każdym przypadku chodzi o to, by dziecko umiało znaleźć swoje miejsce wśród
      innych dzieci.
      Jeśli to miejsce jest poślednie - można na podwórku spędzić życie
      i nie być ani zaradnym, ani przebojowym.

      Zatem trzeba pomóc dziecku znaleźć odpowiednie podwórko.

      • samboraga Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 14:15
        > Współczesne dzieci mają specyficzne "podwórka" - kluby sportowe, muzyczne,
        > kółka zainteresowań.
        > Na "prawdziwym" podwórku też przecież tworzą się podgrupy: ci kopią piłkę, ci
        > budują szałas.

        kluby, harcerstwo były i dawniej, choć inne niż teraz
        i podwórkowe grupy tworzą się oddolnie, bez ingerencji dorosłych - w klubach,
        kółkach jest inaczej
        • alex05012000 Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 14:27
          może i były (kluby, kółka i inne zajęcia) ale zdecydowanie mniej,
          nie było takiego wyboru jak teraz, i dzisiejsze dzieci (mam na myśli
          miasta i klasę średnią) mają zdecydowanie bardziej zameblowany czas
          niż 30 lat temu... poza tym inna kwestia jak sie tworzy grupa,
          oddolnie czy odgórnie i t d , z ingerencją dorosłych czy bez ale
          wątek był chyba nie o tym...
          • samboraga Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 15:11
            poza tym inna kwestia jak sie tworzy grupa,
            > oddolnie czy odgórnie i t d , z ingerencją dorosłych czy bez ale
            > wątek był chyba nie o tym...

            no tak, ale na zajęcia dodatkowe, nawet dawniej, jest się zapisywanym, więc
            grupa (harcerska, sportowa itp) jest mniej więcej sprofilowana, na podwórku te
            zderzenia są mniej przewdywalne (ale to nie znaczy że lepsze!)
            i jeszcze jedno - teraz dziecka bym nie puściła samego (gdybym miałą
            'podwórko'), oprócz innych dzieci jest tyle zagrożeń, pedofilia itp.
          • dominikjandomin Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 16:04
            alex05012000 napisała:

            > może i były (kluby, kółka i inne zajęcia) ale zdecydowanie mniej,
            > nie było takiego wyboru jak teraz, i dzisiejsze dzieci (mam na
            myśli
            > miasta i klasę średnią) mają zdecydowanie bardziej zameblowany
            czas
            > niż 30 lat temu...

            Owszme, w klasie średniej śrendiej lub średniej wyższej, gdzie
            rodziców stać na opłacanie zajęć dodatkowych, to dzieci mają więcej
            propozycji.

            Z tym, ze kiedyś były darmowe lub bardzo tanie zajęcia dla
            wszystkich CHĘTNYCH dostepne, nawet dla klasy robotniczej. Liczyła
            się chęć, a nie kasa rodziców.

            No cóż, nie dziwi mnie, skąd te "patologie". Wszak każd edziecko
            klasy robotniczej to patologia, bo za pensje polskie nie stać
            rodziców na angielskie i nauki gry...
            • alex05012000 Re: Dom czy podwórko ? 29.11.07, 09:43
              No cóż, nie dziwi mnie, skąd te "patologie". Wszak każde dziecko
              > klasy robotniczej to patologia, bo za pensje polskie nie stać
              > rodziców na angielskie i nauki gry...
              nie wiem co dokładnie autor chciał rzec, ale dyskusja zbacza na
              jakieś śliskie tereny, więc ja sie wycofuję,
              tytułem informacji, nie należę do "klasy robotniczej", nie jestem
              tez bogata, utrzymuję rodzinę i posyłam dziecko na zajęcia dodatkowe
              oszczedzając gdzie indziej, bo uważam, że angielski i pianino jest
              ważniejsze niż np ubrania, drogie kosmetyki, plazmowy telewizor
              (chyba istniej coś takiego, w jakiejś reklamie słyszałam) itd.
              • dominikjandomin Re: Dom czy podwórko ? 29.11.07, 15:06
                Sek w tym, ze wiele rodzin, nie chcąc wyjeżdżać, musi pracować na
                polskich warunkach. I nie chodzi tu o wybór "plazma" czy dziecko (ja
                też nie wiem, jak wygląda plazmowy telewizor, osobiście TV nie
                oglądam), tylko o decyzje - co po kupieniu jedzenia (jedzenia, nie
                kawioru), zrobieniu opłat - zrobić dalej z tymi pozostałymi zł -
                kupic dziecku ciepłą kurtkę czy opłacić 2 lekcje angielskiego?

                Swoją drogą szczyt, ze trzeba dziecku kupować lekcje angielskiego,
                gdy on się tego jezyka w szkole podobno uczy. Inny, dodatkowy, to
                rozumiem...
                • alex05012000 Re: Dom czy podwórko ? 29.11.07, 15:50
                  nie wnikam w polskie warunki pracy... rozmawiamy wśród tzw klasy
                  średniej, pisali wszyscy o sobie, a nie o ludziach, którzy... znam
                  i takich, ale nie w tym rzecz... natomaist odniose sie do ostatniego
                  zdania:
                  Swoją drogą szczyt, ze trzeba dziecku kupować lekcje angielskiego,
                  > gdy on się tego jezyka w szkole podobno uczy. Inny, dodatkowy, to
                  > rozumiem...
                  otórz, owszem szczyt szczytów, ale tak jest np. w naszej szkole, 1
                  klasa, miał być angielski 2 x 45 minut, jest tylko jedna godzina, od
                  października bo nie ma nauczycieli!!!! nota bene niewiele sie na
                  niej dzieje... I gdybym nie zapłaciła za kurs w szkole
                  angielskiego, dodatkowy, w murach szkoły, ale płątny, to moje
                  dziecko guzik by sie "naumiało"...tak jest rzeczywistość, nawet
                  w "city"
                  • dominikjandomin Re: Dom czy podwórko ? 29.11.07, 16:18
                    alex05012000 napisała:

                    > rozmawiamy wśród tzw klasy
                    > średniej,

                    Z tym, że ja nie wiem, co to jest obecnie w Polsce "klasa średnia" i
                    piszę to poważnie.
    • otryt Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 14:54
      Na podwórku bywałem dużo głównie w wieku przedszkolnym. Była tam
      wtedy gromadka dzieci, z którymi dobrze się czułem. Potem za
      podwórku pojawili się liderzy, którzy skupiali wokół siebie inne
      dzieci. Oni nadawali ton, podporządkowywali sobie inne dzieci. Byli
      ciut starsi. Mnie się oni nie podobali, byli wulgarni, chodzili na
      wagary, palili papierosy po kryjomu, w moim odczuciu byli
      prymitywni. Jednak innym dzieciakom to nie przeszkadzało, nawet im w
      jakiś sposób imponowało. Szli na nimi jak w ogień. Ja jednak nie
      chciałem się im podporządkować, co natychmiast zauważyli i nabrali
      do mnie złego stosunku. Późniejsze ich losy są smutne i tragiczne,
      wielu popadło w konflikt z prawem , trafili do więzienia. Nie było
      we mnie nigdy chęci podporządkowywania sobie innych. Jeśli
      dochodziło do kontaktu, spotkania, przyjaźni to zawsze na zasadzie
      równy z równym. Zawsze dostrzegałem jakieś zalety u tych ludzi. To
      był okres szkolny, miałem kolegów z klasy, potem koleżanki. Szkołą
      podstawowa to był dobry okres dla socjalizacji. Jednak nie odbywała
      się ona na podwórku. W szkole poznałem przyjaciela, z którym
      przyjaźnie się do dzisiaj. Z nim albo samotnie poznawałem na rowerze
      okolicę. Miasto, las, wybrzeże morskie. Później było harcerstwo i
      rajdy.


      W czasach mojego dzieciństwa w wielu filmach aktorem dziecięcym był
      Henryk Gołebiewski, który np. w filmie „Podróż za jeden uśmiech”
      grał postać Poldka. Gołębiewski był takim właśnie liderem
      podwórkowym. Reżyser Janusz Nasfeter znalazł go gdzieś po długich
      poszukiwaniach na jakimś obskurnym podwórku na warszawskiej Pradze.
      Był osobą zadziorną, niesamowicie wyszczekaną, starającą się grać
      zawsze pierwsze skrzypce. Przyznam, że był moją wyjątkową antypatią.
      Znacznie bardziej lubiłem – odwrotnie niż inni – lalusiowatego
      Dudusia – Filipa Łobodzińskiego. Kilka lat temu byłem na filmie Edi,
      głównie po to, aby skonfrontować po latach moją niezrozumiałą
      niechęć do tego chłopaka, zresztą mojego rówieśnika. Film Edi bardzo
      mi się podobał, także gra Gołębiewskiego. Widzę, że lata pozbawiły
      go zadziorności, czas zmienił go bardzo. Liderzy podwórkowi w moim
      dawnym mieście też jakoś spokornieli. Najwyżej grzecznie poproszą,
      aby im dać na piwo.


      www.filmpolski.pl/fp/index.php/111829
      www.filmpolski.pl/fp/index.php/151382

    • rycerzowa Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 16:41
      samboraga napisała:


      > i podwórkowe grupy tworzą się oddolnie, bez ingerencji dorosłych - w klubach,
      > kółkach jest inaczej

      No niby racja, ale przecież na konkretne podwórko też to my rodzice "zapisujemy"
      dziecko - to rodzice decydują o miejscu zamieszkania.
      Zapewne szukanie "lepszych" dzielnic jest szukaniem lepszego podwórka dla dziecka.
      • luccio1 Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 20:38
        rycerzowa napisała:
        > ...to rodzice decydują o miejscu zamieszkania.

        Jak dalece można było o tym decydować w czasach PRL, gdy
        obowiązywały przydziały kwaterunkowe?

        Jak dalece można decydować dziś, kiedy niejednokrotnie trzeba
        uciekać z prywatnej kamienicy przed czynszem rosnącym do
        niebotycznej wysokości?
      • samboraga Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 23:06
        > Zapewne szukanie "lepszych" dzielnic jest szukaniem lepszego podwórka dla dziec
        > ka.

        tak, są podwórka luksusowe, za strzeżonymi ogrodzeniami, ale nawet w Warszawie,
        gdzie pewnie statystycznie, tych 'luksusowych' jest najwięcej, istnieją
        blokowiska mieszane, wyprowadzają się mieszkańcy zasiedziali dłużej, a
        wprowadzają kolejni napływający - od wielu lat trwa wielka rotacja, tak to
        widzę, więc i podwórka bywają nadal rózne, i niekoniecznie 'wybrane' przez rodziców
        • mader1 Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 23:17
          po za tym luksus nie oznacza koniecznie, że dzieci zachowują się
          inaczej... Sam luksus nie czyni nikogo lepszym.
        • dominikjandomin Re: Dom czy podwórko ? 29.11.07, 15:14
          I jest różnica między bieda-blokowiskiem a blokowiskiem luksusowym.

          Na bieda blokowisku nauczy się dziecko chlac tanie wino, a mega-
          luskusowych - wąchać kreskę i żreć na śniadanie LSD.
    • mamalgosia Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 20:35
      Słyszałam, jak coś o tym podwórkowstwie zarzucał Tuskowi lepszy,
      bo "domowy" Kaczyński.
      Ja jestem podwórkowa, ale (lub: dlatego?) wolałabym, żeby moje
      dzieci raczej przydomowe i ogródkowe były.
      Ale chyba podwórka teraz inne są niż te sprzed 30 lat?
      • mamalgosia Jagódka Karwowska 28.11.07, 21:28
        I ja potrafiłam godzinami wisieć na trzepaku.
        Czy w jakimś przydomowym ogródku jest trzepak???
        • alex05012000 Re: trzepak 29.11.07, 09:49
          na każdym podwórzu w kamienicach w mojej okolicy są trzepaki ...
          • mamalgosia Re: trzepak 29.11.07, 11:36
            alex, własnie o tym mówię: trzepak to atrybut podwórkowy. A przy
            domach jednorodzinnych, w ogródkach nie ma trzepaków. O tyle więc
            dzieci "przydomowe" są uboższe?
            • samboraga Re: trzepak 29.11.07, 13:48
              > domach jednorodzinnych, w ogródkach nie ma trzepaków. O tyle więc
              > dzieci "przydomowe" są uboższe?

              bywają i przy domkach trzepaki, zwłaszcza na głębokich przedmieściach, pomiedzy
              willowymi domkami stoją małe chatki, przed chatkami malwy obowiązkowo, a po
              ogródku biegają nawet kury - i właśnie często tam stoją trzepaki - jako atrybut
              dobrej gospodyni, co to dywany trzepie co tydzieńwink)
              ale samemu na trzepaku...bo ja wiem...nudno...
              swoją drogą pamiętam, jak ja się bałam wisieć na tym wyższym drążku, a moje
              dziecko nie potrafi zrozumieć co w wiszeniu na trzepaku fajnegowink
              • mamalgosia Re: trzepak 29.11.07, 13:59
                samboraga napisała:

                >
                > bywają i przy domkach trzepaki, zwłaszcza na głębokich
                przedmieściach, pomiedzy
                > willowymi domkami stoją małe chatki, przed chatkami malwy
                obowiązkowo,
                uwielbiam malwy. Wysokie, opierające się na drewnianym płocie

                a po
                > ogródku biegają nawet kury
                Dlaczego "nawet"? Mój najbliższy sąsiad ma kury. To znaczy: jego
                żona, on się bardzo denerwuje, gdy ktoś mówi, że to jego kury


                - i właśnie często tam stoją trzepaki - jako atrybut
                > dobrej gospodyni, co to dywany trzepie co tydzieńwink)
                A u nas i malwy, i kury, a trzepaków nie ma.
                Inna rzecz, że ja to nawet dywanu nie mam, więc trzepak byłby tylko
                w celach rekrecyjnych.


                > ale samemu na trzepaku...bo ja wiem...nudno...
                Ależ oczywiście! Nas zawsze wisiało co najmniej trzy. Wszystkie
                najważniejsze rozmowy tam się prowadziło


                > swoją drogą pamiętam, jak ja się bałam wisieć na tym wyższym
                drążku, a moje
                > dziecko nie potrafi zrozumieć co w wiszeniu na trzepaku fajnegowink
                Może to kwestia płci?
        • dominikjandomin Re: Jagódka Karwowska 29.11.07, 15:16
          Trzepak. Moi znajomi mają przy domku. Ja w nowym bloku (opłoconym,
          ale bez strazników) trzepaka nie mam.
          • mamalgosia Re: Jagódka Karwowska 29.11.07, 15:31
            smile patrz: nie ma na tym świecie żadnej pewnej rzeczy...
          • mader1 Re: Jagódka Karwowska 29.11.07, 15:47
            w moim nowym osiedlu też trzepaka nie ma. Widocznie
            administratorzy doszli do wniosku, że w tym nowym, lepszym
            współczesnym świecie będziemy zamawiali firmy ze skłądanymi
            trzepakami wprost do domu smile)))))))
            a i placyk dla maluchów zrobili w wymiarze symbolicznym, bo podobno
            dzieci w tym nowym, lepszym, współczenym świecie miały się nie
            rodzić smile))) I teraz matki mają motywację, żeby wsiąść do autobusu
            czy wręcz samochodu i pojecahć do parku Ujazdowskiego... smile)))) z
            sąsiadką i Jej dziećmi.
            • dominikjandomin Re: Jagódka Karwowska 29.11.07, 16:23
              U nas to miasto stwierdziło, ze nas interesuje bardziej duży parking
              w samym srodku podwórka i małe miejsce dla dzieci na zewnątrz niż na
              odwrót. I nie dali sobie wytłumaczyć, ze uważamy inaczej. sad

              No i dzieci bawią się na parkingu. Choć to miejsce na zewnątrz, od
              kiedy się opłociliśmy, jest już bezpieczniejsze (ani dziecko nie
              wbiegnie pod samochód, i pedofil ma problem z wejściem, bo musi
              przez płot albo dookoła). Ale małe i nieatrakcyjne sad
              • mader1 Re: Jagódka Karwowska 29.11.07, 16:45
                mamy już Stowarzyszenie, które stara sie zainteresować
                administrację tym, ze dzieci u nas jest dużo. Starają się tego nie
                rozumieć.
                U nas pedofil miałby dobrze, bo osiedle z płotkiem, ale otwarte a i
                placyk mały, więc możnaby kogoś upatrzyć dość szybko sad(((
                • mamalgosia pedofil 29.11.07, 18:03
                  Gdy bawiłam się z kolezanką na kocu (przebieranie lalek i takie
                  tam), przychodził do nas, pokazywał wiadomo co i zapraszał "w
                  krzaczki na boisko", to się ładnie pobawimy.
                  Płotków nie było
                  • dominikjandomin Re: pedofil 29.11.07, 18:10
                    mamalgosia napisała:

                    > Gdy bawiłam się z kolezanką na kocu (przebieranie lalek i takie
                    > tam), przychodził do nas, pokazywał wiadomo co i zapraszał "w
                    > krzaczki na boisko", to się ładnie pobawimy.
                    > Płotków nie było

                    Mój dawny "kolega z klasy" (czytaj: idiota, który nie zdał i którego
                    zawsze się bałem, na szczęście znowu nie zdał i przestał chodzić do
                    mojej klasy) uwielbiał uczyć młodszych chłopaków, jak zbudowany jest
                    dorosły mężczyzna, na swoim przykładzie. sad Koło baraku giełdy
                    samochodowej (tuż obok ówczesnej KW Policji), jakieś 100 - 200 m od
                    bloków.

                    Płot był, od kiedy zniszczyli nam plac zabaw (czytaj: zlikwidowane
                    ogródki działkowe) tworząc giełdę samochodową (w teorii: miasteczko
                    ruchu drogowego dla dzieci w miejsce tego paskudnego nieużytku).
              • mamalgosia Re: Jagódka Karwowska 29.11.07, 18:02
                na osiedlu, gdzie mieszkałam przez 14 lat zycia teraz też na miejscu
                dawnego placu zabaw jest parking, a jakies marne huśtawki na
                obrzeżu. A dzieci jakoś mniej
            • mamalgosia Re: Jagódka Karwowska 29.11.07, 18:00
              Kompletnie nie znam Warszawy, ale czyzby w Parku Ujazdowskim były
              trzepaki?
      • otryt Re: Dom czy podwórko ? 29.11.07, 10:11
        mamalgosia napisała:

        >Słyszałam, jak coś o tym podwórkowstwie zarzucał Tuskowi lepszy,
        >bo "domowy" Kaczyński.

        To było odwrotnie: Tusk zarzucał Kaczyńskiemu, że zawsze żył z dala
        od problemów zwykłych ludzi. On się wychował na podwórku koło
        stoczni, a Kaczyński nie. Jego matka była pielęgniarką, więc dobrze
        rozumie, jak żyją takie rodziny. Chce nam powiedzieć w ten sposób,
        że jest jednym z nas. Na dodatek nie jeździ w limuzynach jak
        premier, lecz z ludźmi kontaktuje się blisko i bezpośrednio
        (argument użyty w debacie telewizyjnej). Był taki premier, co
        chodził na piechotę: Olof Palme.

        >Ja jestem podwórkowa, ale (lub: dlatego?) wolałabym, żeby moje
        >dzieci raczej przydomowe i ogródkowe były.

        Ja nie jestem podwórkowy, choć w czasach mojego dzieciństwa
        większość dzieciarni bywała na podwórkach. Moja mama często
        zachęcała mnie do wyjścia na podwórko, lecz ja zawsze wolałem w inny
        sposób i z kim innym spędzać wolny czas.
        • mamalgosia Re: Dom czy podwórko ? 29.11.07, 11:37
          naprawdę to było odwrotnie?
          • otryt Początek dyskusji o podwórku - debata tv 30.11.07, 02:40
            Mamalgosiu, sięgnąłem do źródeł, czyli do telewizyjnej debaty Tusk -
            Kaczyński. Zamieszczam fragment, do którego się odnosiłem w
            poprzedniej wypowiedzi. Zamieszczam link ze strony internetowej PO,
            skąd wziąłem ten tekst. To był początek dyskusji o podwórku. Potem
            pojawiły się różne komentarze, tak głównych bohaterów, jak i innych
            osób.

            www.platforma.org/aktualnosci/newsy/art80,-tusk-kaczynski-zapis-debaty.html


            "J.K.: Urodziłem się Polakiem i jestem z tego dumny. I ja kocham
            Polskę także w taki praktyczny sposób. Ja niezmiernie lubię jeździć
            po Polsce i rozmawiać ze zwykłymi ludźmi. Także z tymi w moherowych
            beretach, jak to pan przewodniczący był łaskaw powiedzieć. Polska
            jest bardzo zróżnicowana i terytorialnie i społecznie. Są bardzo
            różni ludzie, bardzo różne obyczaje. Ale ja ani na szczęście nie
            byłem wychowywany pod kloszem, chociaż niby pochodzę z eleganckiej
            dzielnicy Warszawy, ale tam też byli bardzo różni ludzie i
            poznawałem ich od dzieciństwa. Później miałem to wielkie
            doświadczenie "Solidarności", naprawdę niezwykłe doświadczenie
            rozmowy dialogu przyjaźni z ludźmi bardzo, bardzo...


            K.S.: Między innymi z Donaldem Tuskiem.



            J.K.: No nie. Myśmy się poznali w '89 roku. Otóż wtedy poznałem
            ludzi różnych grup społecznych i to byli naprawdę ludzie wspaniali.
            Różni ode mnie, bardzo często bardzo się od siebie różniący. Ale
            zostałem tym ogromnie wzbogacony. A później, od '89 roku
            nieustannie, można powiedzieć, zwiedzam Polskę. I spotykam się.
            Spotykam się na większych spotkaniach, spotykam się na jakichś
            obiadach, kolacjach z najróżniejszymi Polakami. I jestem głęboko
            przekonany, że to jest naród, któremu można zaufać i który ma
            olbrzymie możliwości. Jest tylko jeden warunek: nie można go
            oszukiwać, nie można zrobić czegoś takiego, co zrobiono
            w '90, '91, '92 roku. Nie można stworzyć nowego systemu w oparciu o
            wielką niesprawiedliwość.




            D.T.: Tak. Kocham bardzo Polskę i dlatego uważam, że nie można
            Polaków oszukiwać. Dokładnie tak. Kocham Polskę dlatego, bo kocham
            swoje dzieci. Kocham Polskę dlatego, bo wychowałem się na podwórku w
            Gdańsku, w trudnym miejscu tuż przy stoczni. Kocham swoją ojczyznę
            dlatego, bo mimo biedy, a żyłem w bardzo biednej rodzinie, dała mi
            szczęście w życiu. Też szczęście osobiste. Kocham Polskę, bo
            przeżyłem w Gdańsku Sierpień roku '80. Poznałem wielkich ludzi:
            Lecha Wałęsę, Bogdana Borusewicza, jeszcze przed sierpniem, przed
            rokiem '80. Przeżyłem najpiękniejsze dni w swoim życiu właśnie wtedy
            w sierpniu. W roku '80. I dramatyczne, ale też piękne dni, np. 13
            grudnia, panie Jarosławie w Stoczni Gdańskiej. W Stoczni Gdańskiej,
            kiedy ogłoszono Stan Wojenny. Kocham Polskę, bo ja naprawdę ten kraj
            znam. Bo gram z chłopakami, do dzisiaj, w piłkę nożną. Bo jeżdżę i
            rzeczywiście nie mam kogutów na dachu. Jak byłem ostatnio w
            Kielcach, skąd pochodzi cała rodzina mojej żony, to tam ludzie
            powiedzieli: przyjechał pan jak zwykły człowiek. A kilka dni temu
            był pan prezes Kaczyński ze swoją świta i całe Kielce zablokowane.
            Ja naprawdę rozmawiam ze zwykłymi ludźmi. Może dlatego, że moje
            życie jest zwykłe. Ja jeżdżę po drogach polskich, ale jako kierowca
            panie prezesie. Jako kierowca. Ja znam smak gorzkiego chleba, na
            który się zarabia na emigracji, bo pracowałem fizycznie i w Polsce i
            za granicą. Ja naprawdę znam, wiem na czym polega życie w Polsce i
            dlatego kocham mój kraj."



            • mamalgosia Re: Początek dyskusji o podwórku - debata tv 30.11.07, 12:38
              Dziękuję
    • luccio1 Re: Dom czy podwórko ? 28.11.07, 21:41
      Jeśli jest to willa kilkumieszkaniowa z ostatnich lat przed II wojną
      światową - to może i być.
    • mader1 Zakaz gry w piłkę... 29.11.07, 16:54
      co chwilę widzę takie tabliczki - u siebie na osiedlu również.
      Stowarzyszenie stara się jakoś wyznaczyć małe boisko na wcale sporym
      niezagospodarowanym terenie, ale... mieszkańcy się nie zgadzają.
      Nikt nie chce dzieci koło siebie.
      Niech idą na oddalone boisko szkolne.Całkiem blisko, tylko dwie
      ruchliwe ulice, jedna bez świateł. A ja myślę o rodzicach, którzy
      nie mają takiego szcześcia jak ja, by moc sporo czasu być z
      dzieckiem. Zawsze jakoś łatwiej i bezpieczniej dla wszystkich jakby
      taki chłopiec czy dziewczynka byli na dole, blisko i możnaby
      zerknąć,zwrócić uwagę nie zaniedbując domu...
      A te dzieci i tak są. Nie mogą grać, nie mogą głośno rozmawiać, nie
      mogą się ganiać. Za to jak stoją poźniej- jako nastolatki - pod
      filarami , obok smietników z jakims rozweselającym napojem i jak
      przypuszczam innymi ośmielającymi używkami, nikt już nawet nie śmie
      zwrócić im uwagi...
      • luccio1 Re: Zakaz gry w piłkę... 29.11.07, 17:13
        Na "starych" blokowiskach jest więcej samochodów niż garaży - część
        musi stać "pod chmurką"; są więc narażone i na to, że co i rusz w
        jeden czy drugi przyładuje piłka z całej siły...
      • mamalgosia Re: Zakaz gry w piłkę... 29.11.07, 18:05
        widziałam taka tabliczkę w Bielsku Białej. Ale to było na głównej
        scianie budynku, przy parkingu. Chodzi pewnie o to, by nie pobrudzić
        ściany i nie stłuc lusterek samochodów. Niedaleko jest trawnik i tam
        wolno grać
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka