Dodaj do ulubionych

Wyobraźnia religijna

20.03.09, 11:33
Tworzę nowy wątek, aby nie ciągnąć dyskusji w rozważaniach.
Wczorajsze czytania zmusiły mnie jakoś do zastanowienia się nad
wyobraźnią religijną. Na ile możemy wypełniać treścią przestrzeń,
która nie została jasno określona w Biblii. Czy brak sprzeczności z
literą i duchem Pisma wystarcza? Gdzie są granice, jakie powinniśmy
stawiać swojej wyobraźni? A może takich granic nie ma? Co się
dzieje, gdy brakuje tej wyobraźni albo gdy mamy drugą skrajność,
wyobraźnia idzie zbyt daleko?

Poniżej przedstawiam jako ilustrację fragment Ewangelii św. Łukasza,
a dalej ten fragment widziany oczami swojej wyobraźni przez Romana
Brandstaettera:


"Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni,gdzie siedział
między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania.
Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego
umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego
Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój
i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział:
Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w
tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im
powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im
poddany."


"W tej właśnie chwili Miriam i Josef spostrzegli Jezusa. Miriam w
przypływie radości biegła do Niego, by Go uścisnąć. Lecz Josef,
urzeczony widokiem Chłopca wśród doktorów, przytrzymywał niewiastę
za ramię i zapomniawszy o niedawnym niepokoju, chłonął w siebie Jego
natchnione i mądre słowa. Ale niewiasta, uwolniwszy swoje ramię z
mężowej dłoni, pobiegła po stopniach portyku, roztrąciła doktorów i
rzuciła się na szyję ukochanemu Synowi wołając: Jeszuo, dziecko
moje, czemuś mi to uczynił? Oto ojciec twój i ja szukaliśmy ciebie."
Obserwuj wątek
    • otryt wypowiedź 20.03.09, 11:36
      Wklejam wypowiedź Minerwy z rozważań z dnia 19.03:

      >I rodzi się kolejne pytanie. Na ile możemy wypełniać treścią
      > przestrzeń, która nie została jasno określona w Biblii. Czy brak
      > sprzeczności z literą i duchem Pisma wystarcza?

      Chyba tak. Przecież jeśli się rozmyśla o Bogu, to już jest w jakiś
      sposób wyobrażanie Go sobie. I nie tylko Boga, co zawsze jest
      trudne - także ludzi, którzy z Nim współpracowali. Co myśleli, co
      czuli, czym było dla nich wypełnianie Jego woli.
      Duża część teologii maryjnej bierze się z takiego "wypełnienia
      przestrzeni". Nie jest napisane w Biblii, co czuła pod krzyżem. Ale
      przecież doskonale możemy to sobie wyobrazić! Do bólu i poza tę
      granicę. Albo jak bardzo Józef cierpiał, kiedy się dowiedział, że
      Maryja wróciła od Elżbiety i okazało się że jest w ciąży. To nie
      jest napisane, ale do licha, każdy kiedyś czuł się zdradzony czy
      oszukany!
      Mam wrażenie, że w ogóle uczenie się czegoś od tych przyjaciół Boga
      nie jest możliwe, jeśli nie wczujemy się w ich sytuację. Nie ruszymy
      choć trochę wyobraźnią, wrażliwością.

      A co do Józefa, to tak, tak oczywiście myślę stereotypami smile)) Ale
      dla mnie jest on po prostu facetem. Mężczyzną, który nie do końca z
      własnego wyboru wchodzi w układ, który we własnym domu stawia go w
      dziwnej sytuacji - ale wie, że tak trzeba. Człowiek z siekierą, dla
      którego tak znaczy tak, a nie - nie.
      Pasjami lubię dobre, sprawnie działające narzędzia. Naostrzoną piłę,
      wyważony i dobrze osadzony młotek, siekierę, która sama leży w ręce.
      Ostry przecinak, lekko chodzące obcęgi. Narzędzia, o które
      właściciel dba, które lubi, którym może zaufać. Wyobrażam sobie, że
      takie właśnie miał w swoim warsztacie Józef. Bo chciał, żeby na
      świecie to, co ma służyć, było w porządku - sprawne, gotowe, godne
      zaufania. I żelazo w rękach człowieka, i człowiek w rękach Boga.

      • otryt Re: wypowiedź 25.03.09, 12:33
        >>Czy brak sprzeczności z literą i duchem Pisma wystarcza?

        >Chyba tak.

        Piszesz „chyba”, a więc nie jesteś do końca pewna. Litera i duch
        Pisma to najszerzej zarysowane granice dla naszej wyobraźni.
        Wyobraźnię można jednak mocniej ograniczać, np. oficjalnym
        nauczaniem Kościoła. Wszelkie inne myśli rodzące się w nas będziemy
        z lękiem odrzucać, by nie popaść w jakąś herezję. Ale i to nie jest
        jeszcze koniec ograniczeń, możemy bowiem nie wychodzić ponad to, co
        usłyszymy z kazań albo z książek mających „nihil obstat”. Zdaję
        sobie sprawę, że nie mając odpowiedniego wykształcenia teologicznego
        i filozoficznego można pobłądzić w rozważaniach tekstów biblijnych.

        >Duża część teologii maryjnej bierze się z takiego "wypełnienia
        >przestrzeni". Nie jest napisane w Biblii, co czuła pod krzyżem.

        Tajemnice różańcowe są czymś takim. Kościół zachęca, abyśmy te
        sprawy przede wszystkim rozważali. Bardziej te niż np. życie
        Henocha. W Tajemnicach różańcowych zawierają się centralne elementy
        naszej wiary, tak myślę.

        >Albo jak bardzo Józef cierpiał, kiedy się dowiedział, że
        >Maryja wróciła od Elżbiety i okazało się że jest w ciąży.

        Nie słyszałem (poza jednym razem), by kiedykolwiek w rozważaniach
        mówiono o cierpieniu Józefa, szczególnie by się czuł zdradzony czy
        oszukany. To brzmi zbyt obrazoburczo. Myślę, że wyobraźnia wielu
        katolików jest tutaj pod mocną kontrolą, na krótkiej uwięzi. Czy
        powinna? Józef miał nawet trudniej niż współczesny mężczyzna,
        któremu by się podobna historia przydarzyła. Przed nim nie było
        podobnego przypadku. My jesteśmy w lepszej sytuacji, bo wiemy, ze
        tak kiedyś było, że to możliwe.

        >Mam wrażenie, że w ogóle uczenie się czegoś od tych przyjaciół Boga
        >nie jest możliwe, jeśli nie wczujemy się w ich sytuację. Nie
        >ruszymy choć trochę wyobraźnią, wrażliwością.

        Też tak myślę. Ciekawe, że łączysz wyobraźnię z wrażliwością. Czyżby
        szły ze sobą w parze? Czy można sobie wyobrażać coś, co już dawno
        zostało wyobrażone i opowiedziane przez innych, przez poprzednie
        pokolenia? Czy nasze wyobrażenia powinny być nowe i świeże? Czy
        przyzwyczajenie i rutyna nie zabijają wyobraźni? Czy nasza
        wyobraźnia religijna nie jest jak ten cenny eksponat za szkłem,
        którego lepiej nie dotykać, bo a nuż się uszkodzi, zabrudzi? Lepiej
        podziwiać ją zza szyby. Tak jak lepiej podziwiać zza szyby w pięknej
        skórzanej oprawie Pismo św. Latami pachnące farbą drukarską, nawet
        kartki nie porozcinane. Przez całe wieki nie było wskazane, by
        zwykły wierny czytał Pismo św.

        >A co do Józefa, to tak, tak oczywiście myślę stereotypami smile))

        Skoro Ty, osoba tak bardzo otwarta, się do tego tak po prostu
        przyznajesz, to znaczy, że w każdym z nas są jakieś stereotypy
        dotyczące wiary, innych postaci w Piśmie św. A wszelkie stereotypy,
        czyli fałszywe wyobrażenia, nie tylko te o innych ludziach, czy
        innych narodach szkodzą. Także te religijne stereotypy. Na wykładzie
        dotyczącym tego tematu padło zdanie, że powinniśmy rozwijać naszą
        wyobraźnie religijną. Padło również inne zdanie, że wyobraźnia może
        czasem całkiem się rozmijać z rzeczywistością. Potrzebna jest praca,
        by uwalniać się od stereotypów.

        >Bo chciał, żeby na
        >świecie to, co ma służyć, było w porządku - sprawne, gotowe, godne
        >zaufania. I żelazo w rękach człowieka, i człowiek w rękach Boga.

        Minerwo, zachwyciłem się Twoim wyobrażeniem św. Józefa. Ale nie
        zawsze jest zachwyt, gdy opowiadamy o swoich wyobrażeniach, czyli
        tym naddatku. Różnice w tym względzie otwierają przestrzeń do
        rozmowy, dyskusji. Czasem te różnice są zbyt duże, że nie ma rozmowy.


        • mama_kasia Re: wypowiedź 25.03.09, 13:08
          A może też chodzi o to, aby swoje wyobrażenia trzymać dla
          siebie, aby były "prywatnym objawieniem" albo by były wypowiadane
          w wąskim gronie, wśród wybranych osób, czy utrzymane w konwencji
          przypowieści. Aby była widoczna różnica - to jest potwierdzone
          nauczanie Kościoła, a to co, tak sądzę, dał mi doświadczyć Bóg
          na modlitwie. Aby jasno mówić, że nie wiem, czy tak to było,
          czy tak odczuwał Józef, czy inna postać biblijna, ale tak tego
          ja doświadczam.
          W końcu i wyobraźnię dostaliśmy od Boga i przez nią też działa smile
          A przy tym trzymać się Kościoła smile
          Tak to widzę wink
          • otryt Re: wypowiedź 01.04.09, 12:17
            mama_kasia napisała:

            >czy utrzymane w konwencji przypowieści

            Masz we wszystkim rację, Kasiu. Zaznaczony fragment bardziej mnie
            zastanowił. Jednak już za chwilę otrzymałem odpowiedź w dwóch
            książkach, które ostatnio czytałem. Bóg mówi do nas językiem
            przypowieści, zagadek, paradoksów, poezji. W sposób lekki,
            pozostawiając nam przestrzeń do własnej interpretacji, zgłębiania,
            poszukiwań. To zagadki na lata, czasem na całe życie. Mówiliśmy już
            o tych sprawach przy okazji książki ks. Tomasza Halika "Co nie jest
            chwiejne jest nietrwałe".

            Halik na początku swojej książki pisze o swoim pobycie w Indiach, w
            szpitalu, gdzie leżą dziesiątki, a nawet setki, umierających dzieci,
            z wydętymi brzuszkami, pergaminową, przezroczystą skórą. Dzieci
            wyciągają do każdego przeraźliwie kościste rączki. Ogrom nędzy i
            cierpienia jest tak wielki, że Halik chce jak najszybciej uciec z
            tego miejsca, chce uciec z Indii. Niektórzy jak np. Iwan Karamazow
            chcą uciec z tego świata i oddać Bogu bilet. I wtedy Halik
            przypomniał sobie słowa Chrytusa skierowane do Tomasza: "Dotknij
            mojej rany!" i zrozumiał, że cierpienie tych dzieci są raną
            Chrytusa. Chrystus cierpi gdy świat cierpi, gdy cierpi Afryka. Dziś
            papież Benedykt przypomina bogatemu światu na szczycie G-20 w
            Londynie, żeby nie zapomniał pomóc biedakom w Afryce. Podziwiam
            misjonarzy, którzy tam w wielkim trudzie wykonują pracę od podstaw.
            Halik przyznaje się do tego, że chciał uciec. Zastanawiam się, czy
            nie jest to ten sam rodzaj ucieczki, gdy widzimy ludzi śmiertelnie
            chorych. Czy eutanazja nie jest tego rodzaju ucieczką? Aby nie
            patrzeć, nie słyszeć, nie wiedzieć, nie czuć. Znam ludzi, którzy
            mówią wprost: "Pozwólmy Afryce umrzeć. Razem z nią umrą wszystkie
            problemy, z którymi ludzie się dziś borykają. Gdy to nastąpi,
            zasiedlimy ją na nowo. Zbudujemy nowy wspaniały świat, z demokracją,
            wolnym rynkiem, nowoczesnymi technologiami, nowoczesnymi ludźmi."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka