Dodaj do ulubionych

przyjmowanie pomocy

16.04.09, 17:51
Tak mnie natchnął wątek o tym, czy grubość portfela wpływa na zaangażowanie we
wspólnocie. Była tam mowa o tym, że czasem ktoś ma problem z przyjmowaniem
pomocy. I pomyślałam sobie, ze ja chyba jestem jedną z takich osób. Od czasu
do czasu moja siostra albo mama męża, czasem moja mama, pomagają nam - zostają
na jeden dzień z Małą, kiedy obydwoje akurat musimy iść z mężem do pracy. Ja
mam zawsze problem, że nie mam jak się za tę pomoc odwdzięczyć.

Myślę sobie, że może jest tak z tą pomocą, że odwdzięczać się mamy w ogóle?
Nie temu,kto nam pomaga, tylko pomagając tym,którym możemy?

Kiedyś, na studiach jeszcze, siedziałam w barze mlecznym przy stoliku z panem
typu "prastary mieszkaniec śmietniska na Pradze". I ten pan, widząc,że jem
tylko zupę, zaoferował się, że kupi mi drugie danie. Podziękowałam ładnie, bo
wiedziałam, że na pewno mam więcej pieniędzy przy sobie niż on, a sama zupa mi
wystarczała po prostu. Ale gest wydał mi się oszałamiający. Pan mi wyjaśnił,
że w czasie wojny prawie już umierał z głodu i wtedy jakaś kobieta go
nakarmiła. I dla niego to było tego rodzaju przeżycie,że od tej pory on jak
tylko może stara się, żeby nikt w jego otoczeniu nie był głodny.

I tak sobie myślę, czy nie o to właśnie chodzi - pomagać komu można, nie
oczekując rewanżu, i umieć z wdzięcznością przyjąć pomoc od innych?
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: przyjmowanie pomocy 16.04.09, 19:28
      sulla napisała:

      Pan mi wyjaśnił,
      > że w czasie wojny prawie już umierał z głodu i wtedy jakaś kobieta
      go
      > nakarmiła. I dla niego to było tego rodzaju przeżycie,że od tej
      pory on jak
      > tylko może stara się, żeby nikt w jego otoczeniu nie był głodny.
      >

      jaka piękna historia smile

      Wiesz, myślę, że o wiele trudniej przyjąc coś z prostotą niz dać.
    • minerwamcg Z dzieci na dzieci, aż się rozleci :) 16.04.09, 19:55
      Miałam ostatnio parę lekcji z tego przedmiotu smile Dano mi mnóstwo
      rzeczy, jeszcze więcej pożyczono z zastrzeżeniem "bo u nas jeszcze
      może się przydać" (i to mnie ucieszyło najbardziej! Mamy w swoim
      towarzystwie wiele rodzin, które stanowczo powinny nie poprzestać na
      jednym dziecku!) - w każdym razie według stanu na dzień dzisiejszy
      Marysię byłoby w co ubrać nawet gdyby okazała się sześcioraczkami smile
      I wiecie co? Dobrze mi z tym. Miło, że zostaliśmy włączeni do "grupy
      wsparcia", której zasadę można określić słowami mego ojca "z dzieci
      na dzieci, aż się rozleci" smile))
      • felixa05 Re: Z dzieci na dzieci, aż się rozleci :) 19.04.09, 19:07
        A tak, świetna sprawa. Kuzynka męża, zresztą moja przyjaciółka ze
        szkolnej ławy i matkta chrzestna naszego dziecka, jak się okazało od
        dawna przyjęła rolę kieowania akcją "z dzieci na dzieci". Kiedy
        miała się urodzić Ala przywiozła mi całe wielkie pudło ubranek,
        powiedziała, że to od siostry jej męża, że mamy to traktować jako
        pożyczkę. Na sześcioraczki by tego wystarczyło. Potem jeszcze co
        jakiś czas wpadała do nas jak burza, niespodziewanie, albo
        przysyłała męża z ubrankami, a potem ze sprzętami typu leżaczek,
        łóżeczko, chodzik, huśtawka. Widać było, że niejedno dziecko z tego
        korzystało, i to było najfajniejsze. Kiedyś zepsuł nam się wózek i
        na kilka dni trzeba go było oddać do naprawy. Zadzwoniłam do mojej
        przyjaciółki i prawie od razu zorganizowała nam na tę pare dni wózek
        zastępczy. A kiedy Ala już wyrastała z pożyczonych ubranek i
        sprzętów, wpadała przyjaciółka lub jej mąż i zabierali sukcesywnie
        to co akurat było potrzebne, bo właśnie w rodzinie urodziło się
        następne dziecko (chłopiec, więc ja już nie mam dla niego ubranek) .
        Przez pierwszy rok praktycznie nic nie musieliśmy kupować dla małej.
        A wczoraj przy okazji porządków spakowałam cały wielki worek rzeczy
        po Ali dla córeczki innej mojej przyjaciółki. Cieszę się, że teraz
        ja mam komu oddawać ubranka.
    • mader1 Re: przyjmowanie pomocy 16.04.09, 20:04
      bardzo trafnie to ujęłaś. Chociaż dawanie przychodzi mi łatwiej niż branie...
      uczę się od mądrzejszych
    • mamalgosia Re: przyjmowanie pomocy 16.04.09, 20:43
      A ja celowo nie chciałam się w tym wątku wypowiadać. Bo branie jakoś
      mi łatwo przychodzi. Może za łatwo
    • dorotkak Re: przyjmowanie pomocy 16.04.09, 21:49
      > Nie temu,kto nam pomaga, tylko pomagając tym,którym możemy?

      Dobro powracasmile
    • atama Re: przyjmowanie pomocy 17.04.09, 08:24
      I ja mam problemy z braniem, ale zależy kto daje. Są ludzie, którzy
      potrafią tak dać, że nawet ja biorę z szerokim uśmiechem.
      Kiedyś kolega mojego męża woził go do domu po pracy, trochę przy tym
      zbaczając z własnej trasy. Na propozycję dołożenia się do kosztów i
      podobne wdzięczności kolega odpowiedział, że jak my już będziemy
      mieć samochód, to żeby mój mąż też czasem kogoś podwiózł.
      To było niesamowicie uwalniające smile)
      Teraz faktycznie my podwozimy ile możemy. Ot spirala dobroci.
    • mmb Re: przyjmowanie pomocy 17.04.09, 09:41
      pięknie to napisałaś smile
      • sion2 Re: przyjmowanie pomocy 17.04.09, 16:37
        Ja sie nie wstydze proscic o cos dla innych, zwlaszcza dla dzieci co
        zreszta dobitnie widac na tym forum smile. Sama takze otrzymuje pomoc
        bo wiadomo chyba wszystkim jaka mam sytuacje. NIe wiem czy moge
        nazwac moja dzialanosc pomocowa ktora polega li tylko na
        organizowaniu, pisaniu, koordynowaniu lub wydawaniu cudzych
        pieniedzy rzeczywistym "pomaganiem". oczywiscie kiedys tez uczylam
        te biedne dzieci w domu u siebie, kąpałam i karmiłam ale nic bym nie
        zrobila gdy mi ich ktos nie przywiozł itd. Wiec sama nie wiem jak to
        nazwac pomaganie z pomoca innych?
        Sama staje sie coraz bardzoej niedołęzna, nic nie moge juz prawie w
        domu zrobic, mama wiąze mi buty a ja po sobie nie moge nawet talerza
        brudnego do zmywarki schowac bo sie choroba na kregoslup rzuciala
        (wcale nie zapalenie korzonkow). Wiec potrzebuje coraz wiecej pomocy
        innych. Otrzymuje ją, tę finansowa wcale nie prosząc - Bóg mi daje
        cierpienie a nastepnie podsuwa srodki na leczenie zanim zapytam i
        zaczne sie martwic. Dziwne to moje zycie. Nie mam jak sie
        odwdzieczyc, modle sie i modle ale poziom mego zycia duchowego nie
        gwarantuje skutecznosci modlitwy wink no chyba że przez Milosierdzie
        Boze... Czuje zawsze opor przed proszeniem, czasami szukam
        rozeznania na modlitwie, pytam o swiatlo kierownika ale decyzje
        musze zawse podjac sama. Bo ja ciagle potrzebuje czegos - pojechac
        na rehabilitacje, żeby mi kupic cos, załatwic itd.
        • sulla Re: przyjmowanie pomocy 17.04.09, 20:30
          Sion, ja właśnie myślę sobie, że ważna jest wszelka pomoc. Nawet jak przekażesz
          w świat wieść, o tym, że ktoś pomocy potrzebuje i znajdujesz ludzi,którzy tę
          pomoc mogą oferować, jak piszesz, organizujesz i koordynujesz - to jest pomoc.
          Która przynosi realne skutki. Więc jesteś częścią tego wspaniałego organizmu
          pomocowego - dostajesz pomoc od jednych, pomagasz drugim smile
        • ula27121 Re: przyjmowanie pomocy 17.04.09, 21:32
          sion2 napisała:

          NIe wiem czy moge
          > nazwac moja dzialanosc pomocowa ktora polega li tylko na
          > organizowaniu, pisaniu, koordynowaniu lub wydawaniu cudzych
          > pieniedzy rzeczywistym "pomaganiem".

          Możnasmile
          I to w cale nie jest "tylko" bo pomagasz osobie, która tej pomocy potrzebuje i
          osobie,która chce pomóc.
          • minerwamcg Re: przyjmowanie pomocy 17.04.09, 23:04
            Sion, pomyśl, że w sporej mierze na tym samym opierała się
            działalność np. Brata Alberta i Matki Teresy - prosili u jednych,
            żeby dać drugim. Jednym dawali okazję do spełnienia dobrego uczynku,
            drugim konkretne rzeczy, co per saldo przydawało się wszystkim.

            Wszędzie jest potrzebny koordynator smile
            • arwena_11 Re: przyjmowanie pomocy 18.04.09, 17:59
              Sion, to co robisz jest pomocą.
              Jak wiesz, przejęłaś "pałeczkę" prowadzenia akcji na pomocnych ode
              mnie i marii rosy. Ja sama miałam ogromne wątpliwości, przyjmując
              podziękowania za kolejną akcję. Przecież w sumie nic nie robiłam,
              poza koordynacją i poświęceniem czasu.

              Ale to też jest ważne. Jak ktoś wtedy napisał, bez tego nie było by
              akcji. NIe byłoby radości dzieci, i wielu darczyńców nie miałoby
              okazji do okazania serca innym.

              Dlatego, to co teraz robicie ( przecież już na dużo większą skalę
              niż ja wcześniej ), jest nieocenioną pomocą.

              Z własnego doświadczenia wiem, ze dawać jest dużo łatwiej niż brać.
              A najciężej jest prosić o pomoc. Dlatego ważne jest, aby tak
              pomagać, żeby nikogo nie urazić. Można pomóc materialnie lub
              duchowo, ale trzeba pamiętać, że ten któremu pomagamy ma też swoją
              godność i nie wolno go z niej obedrzeć.

              W ciągu kilku lat na pomocnych mamach, miałam kilka przypadków,
              gdzie miałam wrażenie, że pomagający chcą sie pozbyć z domu śmieci.
              Znajoma kiedyś przywiozła do mnie samochód wyładowany workami ubrań,
              rzeczy kuchennych itd, abym podzieliła i rozdała potrzebującym.

              Podziękowałam jej ( bo w sumie chciała dobrze ), a nastepnie mój mąż
              wór po worze wynosił na śmietnik. Z 10 worków, takich ogromnych ,
              uzbierał się w sumie tylko jeden nadający się do oddania. Rzeczy do
              kuchni poszły w całości do śmieci ( zalepione tłuszczem szklanki,
              których nie dało sie domyć nawet po całej nocy moczenia w wannie,
              przypalone garnki i patelnie.

              Inna rzecz, że okoliczne lumpy, po wyniesieniu jednego wora na
              śmietnik, na reszte czekały już pod klatką.

              Jak widać nawet rzeczy, które ja bym się wstydziła dać
              potrzebującym, znalazły amatorów. Tyle że im było wszystko jedno,
              czy kurtka ma wypalone dziury po papierosach, a buty są przydeptane
              i obdarte. Ich ubrania były w duzo gorszym stanie, więc wymienili na
              takie ciut lesze. Sama jednak wstydziłabym się im zaproponować te
              rzeczy. Jak wzięli sami, to co innego.
              • atrida Re: przyjmowanie pomocy 23.04.09, 11:19
                Wiecie, to jest tak, że jeśli człowiek, który dotychczas jakoś sobie radził musi
                teraz poprosić o pomoc to ma na prawdę ogromne opory,zwłaszcza o tę materialną
                formę. Bo co powie rodzina, sąsiedzi, jak będą patrzeć ci, których o pomoc się
                prosi? Poza tym, zawsze w człowieku jest ta obawa, że raz poprosisz i będzie
                trzeba prosić stale. A mało kto chce się uzależniać od innych...
                Ja wolę pomagać, ale tak po cichaczu. Raz, że trochę krępuje mnie takie
                dziękowanie z nadmierną wylewnością i napraszaniem się z odwdzięką. Musiałam się
                nauczyć by "pacyfikować" takie zapędy stwierdzeniem: ok, to kup paczkę
                herbatników dla mojego Smoczyska smile. Dwa, że wiem, że to może być krępujące dla
                osoby "pomocowaniej" jak mu się jawnie coś daje "bo potrzebuje pomocy". Ja
                raczej wolę robić coś "przy okazji", np. koleżanka zaszła w ciążę i miała
                nietęgą sytuację (studentka, facet obiecywał ślub, ale się zawinął),a Jasio
                wyrastał z wózka. Kiedy kupiliśmy nowy to stary przekazaliśmy jej, kontynuując
                działanie sąsiadki, która wózek przekazała nam. Tak po prostu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka