Dodaj do ulubionych

czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny...

29.08.09, 20:14
wczoraj była msza w intencji małej. I czytania - jakże trafne - o
gotowości. Takiej ciągłej, nie od świeta. A równocześnie pozbawionej
strachu. Nie mamy bać się śmierci, ale wręcz oczekiwać na spotkanie
z Bogiem.

Jak żyć miedzy niebem a ziemią, bez lekceważenia ziemskich
obowiazków, z tęsknotą za niebem i ciagłą gotowościa w sercu?

Wielu idzie na przeciw Panu, mogąc sie zawczasu przygotować. Ale
czasem Pan puka niespodzianie. Jak trudno wtedy powiedzieć fiat.
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny... 29.08.09, 20:48
      Powiem szczerze, że nie boję się własnej śmierci. Boję się tego, co
      może ją poprzedzić, boję się - bo wiem, czym jest cierpienie. Ale
      nie boję się spotkania z Bogiem.
      Nie wiem, czy jestem gotowa. Ale czy kiedykolwiek będę? Staram się
      jak mogę, nie wiem czy w ogóle jestem w stanie osiągnąć coś
      lepszego.
      Czuwam jak potrafię.
      • nati1011 Re: czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny... 29.08.09, 20:56
        ja myślę, że nie dotyczy to tylko śmierci. Ale wszelkich tzw zwrotów
        w zyciu. Ja np nie znoszę zmian. Nawet tych pozornie pozytywnych.
        Zawsze sie czegoś boję. Choćby tego, ze jest za dobrze, wiec pewnie
        zaraz coś trzaśnie. I jak dopada mnie coś nieprzewidzianego to od
        razu tracę grunt. Teraz już łątwiej mi wierzyć, ze moze z tego wyjść
        coś dobrego - bo już parę razy przerabiałam sytuację, gdy pozorna
        katastrofa zmieniała sie w błogosławieńśtwo, ale w pierwszej chwili
        zawsze jest jakiś bunt i strach, no i chęć ucieczki...
        • mamalgosia Re: czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny... 29.08.09, 21:21
          nati1011 napisała:

          > ja myślę, że nie dotyczy to tylko śmierci. Ale wszelkich tzw
          zwrotów
          > w zyciu. Ja np nie znoszę zmian. Nawet tych pozornie pozytywnych.
          Ojej, ja też. Zmiana nie jest dla mnie obietnicą dobrego, przygodą,
          wyzwaniem. Tzn wyzwaniem tak - ale do kolejnej walki z samą sobą.
          Ale w testach na poziom stresu zmiany pozytywne też mają swoją
          punktację, tak więc nie jesteśmy chyba jedyna na świecie



          > Zawsze sie czegoś boję.
          Ha...

    • mamalgosia Gaudium et Spes 29.08.09, 21:19
      Ponieważ bardzo lubię, a chyba poniższy fragment nie jest tak bardzo
      od czapy w Twoim wątku, pozwolę sobie zacytować:
      "Nie znamy czasu, kiedy ma zakończyć się ziemia i ludzkość, ani nie
      wiemy, w jaki sposób wszechświat ma zostać zmieniony. Przemija
      wprawdzie postać tego świata zniekształcona grzechem, ale pouczeni
      jesteśmy, że Bóg gotuje nowe mieszkanie i nową ziemię, gdzie mieszka
      sprawiedliwość, a szczęśliwość zaspokoi i przewyższy wszelkie
      pragnienia pokoju, jakie żywią serca ludzkie. Wtedy to po dokonaniu
      śmierci zmartwychwstaną synowie Boży w Chrystusie i to, co było
      wsiane w słabości i zepsuciu, odzieje się nieskażonością, a wobec
      trwania miłości i jej dzieła, całe to stworzenie, które Bóg uczynił
      dla człowieka, będzie uwolnione od niewoli znikomości.
      Słyszymy wprawdzie, że na nic człowiekowi się nie przyda, jeśli cały
      świat zyska, a siebie samego zatraci. Oczekiwanie jednak nowej ziemi
      nie powinno osłabiać, lecz ma raczej pobudzać zapobiegliwość, aby
      uprawiać tę ziemię, na której wzrasta owe ciało nowej rodziny
      ludzkiej, mogące dać pewne wyobrażenie nowego świata. Przeto, choć
      należy starannie odróżniać postęp ziemski od wzrostu Królestwa
      Chrystusowego, to przecież dla Królestwa Bożego nie jest obojętne,
      jak dalece postęp ten może przyczynić się do lepszego urządzenia
      społeczności ludzkiej.
      Jeżeli krzewić będziemy na ziemi w duchu Pana i wedle Jego zlecenia
      godność ludzką, wspólnotę braterską i wolność, to znaczy wszystkie
      dobra natury oraz owoce naszej zapobiegliwości, to odnajdziemy je
      potem na nowo, ale oczyszczone ze wszystkiego brudu, rozświetlone i
      przemienione, gdy Chrystus odda Ojcu "wieczne i powszechne
      królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski,
      królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju". Na tej ziemi Królestwo
      obecne już jest w tajemnicy; dokonanie zaś jego nastąpi z przyjściem
      Pana."
      • ekan13 Re: Gaudium et Spes 30.08.09, 10:30
        Tak, zwłaszcza że "Bóg gotuje nowe mieszkanie i nową ziemię" a jak mówi Apokalipsa tam nie bedzie juz smutk i cierpienia , jeno sama radość. Przypomina mi się jednak ostatnia rozmowa z moją 90-cio letnią babcią.
        Kupiliśmy do domu nową kuchenkę, babcia wchodzi do kuchni i mówi;
        - tak ładnie się tu robi,aż żal będzie umierać...
        Ja;
        -babciu nie martw się tam bedzie ładniej przecież
        Babcia;
        -eee, tu to wszystko pewnie widzę, a tam...takie obiecanki, cacanki..smile
        Dodam tylko, że babcia baaaaaardzo wierzaca jestsmile

        Ja śmierci się nie boję, zwłaszcza po śmierci mojej mamy.
        Staram się być w ciągłym stanie łaski uświęcającej.
        Tak sobie myslę, że w razie smierci do piekła nie pójdę, pójdę do czyśca, a to już tylko happy endsmile
        Boję się bardziej, zeby śmierć nie przyszła nim zdążą usamodzielnić się moje dzieci.
        • mamalgosia Re: Gaudium et Spes 30.08.09, 18:51
          Wczoraj ksiądz zacytował: "W domu Mego Ojca jest mieszkań wiele", na
          co mój Młodszy: "To tam będzie pięknie jak w Hotelu Gołębiewski"smile
          Przekaż Babci, może to ją jakoś podniesie na duchusmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka