anna.kunigk.interia.pl
05.06.17, 08:11
Szłam kiedyś, pod jakiś adres, śpieszyłam się do kogoś, kogo już nie było.
Padało, parasol mi się połamał, czekałam aż otworzysz mi swój,
uśmiechniesz się, by ciepło się zrobiło, wszystko przestało być istotne.
Tam w kamienicy na pierwszym piętrze pochylony zegarmistrz siedzi,
z właściwą sobie precyzją, nie chce spłoszyć wskazówek,
stara się czas zatrzymać, a może przywrócić światu?
Na stole pokrytym ceratą wyszczerbiony kubek z zimną herbatą,
obok kromka razowca posmarowany masłem.
Dwa drewna jak serca do rozpalonego kominka,
i pamięć bzu w zaciśniętej dłoni.
Drobiazgi, jak poukładane puzzle, układanka, tak różne i tak podobne,
kolejna scena, los, po prostu życie.