sebbastek
01.01.18, 17:46
Witam. Mam prawie 41 lat. We wrześniu zeszłego roku zostałem porzucony przez kobietę którą bardzo kochałem i nie ukrywam, że miałem nadzieję na założenie rodziny (choćby dwuosobowej - bo dzieci nie chciała mieć. Byliśmy ze sobą 5 lat, a ja już po roku czasu poprosiłem o wspólne zamieszkanie. I tak prosiłem przez kolejne cztery. Nawet na noc nie chciała zostawać tylko rozmawialiśmy co wieczór przez skypa. Ostatni rok mimo iż widzieliśmy się wirtualnie co raz bardziej tęskniłem do jej rzeczywistej osoby, bliskości. Jakoś nie robiło to na niej wrażenia że coraz bardziej cierpię, ale nie naciskałem gdyż o to prosiła, natomiast regularnie przypominałem o swoich zamiarach wobec niej. Dodam jeszcze, że nawet sprzedałem mieszkanie i wynająłem bliżej miejsca gdzie mieszkała żeby miała bliżej do rodziców. Zmiany nie było. Kiedy wreszcie nie wytrzymałem i poprosiłem żeby się zdecydowała, usłyszałem że moje uczucia to pewnie depresja, a ona sama nie ma zamiaru wyprowadzać się od rodziców. I jak chcę to może dalej być jak było albo droga wolna. Jakby mnie ktoś przekłuł rozżarzonym ostrzem. Nie mogę od tej pory się pozbierać, a okres świąt i sylwester jeszcze bardziej mi dopiekł. I czuję się co raz gorzej bo samotność bardzo daje mi popalić. Większość życia jestem samotny, a marzę o rodzinie. Teraz tylko pustka w sercu i głowie i... nie wiem co mam robić dalej. Może ktoś potrafi mi pomóc, coś podpowiedzieć jak wyrwać się z tego dołu.
Nie mam wprawy w pisaniu na forach i nie wiem czy informacje jakie podałem są wystarczające. To wszystko co napisałem jest w wielkim skrócie, więc jeśli ktoś chce poznać więcej szczegółów to pytajcie. Forum też wybrałem nie przez przypadek bo jestem baaaardzooo nieśmiały.