sabat3
10.05.17, 14:44
Czego moim zdaniem brakuje w zrozumieniu teorii psychoewolucji rozmaitym internetowym "mesjaszom", głoszącym swoje poglądy na temat płci przeciwnej?
Podstawowej sprawy w większości eksperymentów - punktu obserwatora.
Psychoewo opisuje jedynie samą mechanikę oceny. Nie opisuje jednak wartości bezwzględnych, stąd całkowicie błędne rozumienie tej teorii.
Człowiek opiera mechanizm oceny na własnym położeniu w rozkładzie atrybutów, decydujących o atrakcyjności w stosunku do rozkładu normalnego populacji.
Posłużę się metaforą.
Wyobraźmy sobie dwóch sportowców. Jeden z nich jest początkującym biegaczem, drugi - mistrzem świata.
Obaj startują w mało znanej, lokalnej imprezie biegowej.
Hipotetyczne sytuacje:
1) Początkujący biegacz zajmuje drugie miejsce w zawodach - prawdopodobnie przeżyje euforię, będzie dzielił się szczęściem z bliskimi, telefonował, robił sobie zdjęcia z pucharem itd.
2) Mistrz świata zajmuje drugie miejsce w zawodach - będzie rozczarowany, zacznie się zastanawiać gdzie popełnił błąd, będzie chciał konsultacji lekarskiej, rewizji swojego programu treningowego, ogólnie przeżyje ogromny zawód.
Dlaczego w tej samej sytuacji obaj przeżyją biegunowo odmienne stany emocjonalne? Ponieważ ich mózgi zostały poprzez lata doświadczeń zaprogramowane na zupełnie inną samoocenę. Oni dokonują ewaluacji osiągnięć na bazie tego, co uznają za swoje potencjalne możliwości.
Uważam, że wśród ludzi działa DOKŁADNIE TEN SAM mechanizm, jeśli chodzi o dobór partnerów seksualnych.
Wszystkie prawa psychoewo działają bez zarzutu, jednak to czy dany partner zostanie przez nas oceniony jako atrakcyjny czy nie, jest wynikiem odniesienia jego atrybutów w stosunku do tego, co uznajemy za swój własny potencjał. Czyli - oceniamy według kryteriów psychoewo (szeroko rozumianych), ale ostateczny wynik dla tej samej jednostki może być szalenie zróżnicowany, w zależności od tego kto dokonuje oceny.
W tym świetle samo stwierdzenie "jestem atrakcyjny" lub "nie jestem atrakcyjny" właściwie nie ma sensu. Bezpieczniej byłoby stwierdzić - jestem atrakcyjny dla tej grupy osób, a dla tamtej - nie. Co obserwujemy.
To proste i rozwiewające wątpliwości.
Kobiety i mężczyźni, których atrybuty atrakcyjności względem rozkładu normalnego dla danej populacji są położone w górnym decylu, zapewne mogą mieć wysokie oczekiwania wobec potencjalnego partnera.
Jednak natura wyposażyła nas w mechanizmy korygujące i jeśli sami się w tych górnych decylach nie odnajdujemy, to cieszą nas zupełnie zwyczajne "parametry" obserwowane u partnera.
Ładną ilustracją tego jest proces starzenia się, gdzie ludzie dokonując na bieżąco rewizji swojej własnej cielesnej atrakcyjności, jednocześnie stają się łagodniejsi w ocenach wobec własnych partnerów.
I całe szczęście, że tak jest, inaczej mielibyśmy szturm na dwudziestolatków, modeli i milionerów :D