Skończył mi się w lodówce prowiant i znudziło chorowanie w domu więc postanowiłem pójść na śniadanie. Doczłapałem się do kawiarni. Obok siedziały trzy kobiety (na oko 30-40 lat). Naprawdę starałem się czytać gazetę i nie słuchać, ale siedziały blisko i głośno mówiły, więc mimochodem słyszałem.
Ostatnio była tu zrelacjonowana opinia faceta że kobiety przesiadujące na kawce zamiast na fitnesie są lepsze. Ja usłyszałem mniej więcej coś takiego:
Kobieta 1: Nie rozumiem tych kawałów o żonach które wieczorami boli głowa. Mnie tam nigdy nie boli, a za to Maciek wieczorami jakiś zmęczony i obolały albo kładzie się dopiero gdy już śpię.
Kobieta 2: Może ma romans?
Kobieta 1: Raczej porono ogląda. Przyłapałam go kiedyś. Wkurza mnie bo albo jest na siłce albo na grube Murzynki w laptopie się gapi.
Kobieta 3: To co się dziwisz że wieczorem jest zmęczony? (śmiech)
Kobieta 2: Ja wiem jedno - jak mąż zaczyna spędzać dużo czasu na siłowni to to się nigdy nie kończy dobrze. To już lepiej gdyby wyskakiwał czasem z kolegami na piwo.
Kobieta 3: Zawsze mówiłam że bez sensu mieć faceta w domu na stałe. Jak do mnie facet przychodzi to nie narzeka na zmęczenie i nie ogląda Murzynek.
Kobieta 1: (sciszonym głosem) Marta, ty się tu tak głośno nie reklamuj, bo ludzie słyszą. Zaraz ktoś cię o adres poprosi (śmiech).
Ja: (udaję że nic nie słyszę).
Czyli okazuje się, że nie tylko kobiety ale faceci będący fit też nie cieszą się u płci przeciwnej dobrą opinią