aptekus
10.09.12, 10:41
Mój młody poszedł w tym roku do przedszkola pierwszy raz i niestety musieliśmy go stamtąd zabrać po 4 dniach.
W przedszkolu Panie nauczycielki zlały mojego syna totalnie. Od samego początku komentowały, że chucherko, że boją się że inne dzieci coś mu zrobią, że co będzie jak procesor spadnie itp.
W pierwszy dzień ani razu nie zaprowadziły młodego do toalety, przez pół dnia miał odłączony procesor, nie mówiąc już o jedzeniu, którego nie tknął do godz. 14.00.
Drugi dzień zaczęło się posikiwanie w majty i pretensje Pań że dziecko się moczy. Doszło zaczepianie innych dzieci. Nadal nic nie jadł do 14.00.
Trzeci dzień Panie zalertowane posikiwaniem zaprowadziły młodego 2 razy do toalety i zmoczonej bielizny nie było. Nadal nic nie jadł.
W czwarty dzień miarka się przebrała, kiedy dziecko znowu zostało zostawione samopas. Toalety nie zobaczyło cały dzień, zaczęła dusić kupka, wiec rezultat był taki, że wszystkie rzeczy jakie miał były mokre, umazane kupką i zapakowane mamusi do domu w siatkę razem z papierem toaletowym umazanym ta samą kupką.
Dodam, że ani razu nie płakał za nami, jako jedyne dziecko w grupie nie bał się przedszkola i mimo wszystko codziennie chętnie tam szedł. Nawet brał inne dzieci za rękę i odprowadzał do przedszkola.
W głowie mi się jakoś nie mieści, że można świeżego przedszkolaka cały dzień olewać.
Czy jakiekolwiek dziecko jest w stanie być grzeczne kiedy ani siku, ani jeść, ani normalnego: co słychać?.
Codziennie słyszałam komentarze żeby młodego przenieść do prywatnego przedszkola. Że genialny, że nie da się go nie kochać, ale ... powinnam go przenieść.
Na pytanie o posikiwanie Pani stwierdziła, że sygnalizował ale nie miała czasu reagować, no bo inne dzieci...
Uwierzcie mi, grupa było raczej bezproblemowa i spokojnie można było zająć się dziećmi potrzebującym minimum opieki.
Poza tym czy w przedszkolu od tego właśnie nie są tzw. nauczycielki, żeby się dziećmi zajmować a nie tylko oglądać z krzesła?
Generalnie od początku dziecko z procesorem było im niewygodne, wszystko co robiły służyło zniechęceniu nas. I udało się... przecież nie będę szła w zaparte kosztem zdrowia psychicznego mojego dziecka, prawda?
Jak to było u Was?