asik_valentini
13.11.07, 23:11
Witajcie,
Wiem, ze takich pytan pada duzo i ze trudno na nie jednoznacznie odpowiedziec,
ale naprawde musze sie kogos poradzic, bo nie wiem, jaka podjac decyzje.
Nasza Amelia ma 40dB niedosluchu na oba uszka. Taka diagnoza padla, gdy Amel
miala 6 m-cy (wtedy zrobiono po raz pierwszy badanie Bera, oczywiscie
wczesniej byla robiona 3x otoemisja, za kazdym razem negatwyna). Od tamtej
pory kilkakrotnie powtarzalismy badanie, zawsze z tym samym skutkiem. Badania
wykonywalismy w Poznaniu w Klinice Foniatrii i Audiologii na Przybyszewskiego.
Wedlug tamtejszych audiologow (w tym bylismy rowniez prywatnie u prof.
Pruszewicza) aparatowanie nie bylo konieczne, bo 40dB to wartosc graniczna.
Mialam uwrazliwiac dziecko na dzwieki i obserwowac rozwoj mowy. A mowa rozwija
sie tak sobie - tzn. Amel jest gadatliwa, ale mowi po swojemu, niektore slowa
"ludzkie" bardzo przeksztalca (duzy = tuti, dzieci = cici, leci = cici, swieci
= cici, nie powtarza niektorych glosek i w ogole tworzy swoj jezyk, np. oci
znaczy usiasc, tutu znaczy pociag itp.).
Kiedy Amel skonczyla 2 lata, postanowilam udac sie do audiologa na ul.
Szpitalna. Sprzet, na jakim tam wykonano badanie, wolal o pomste do Nieba
(chociaz w zasadzie na Przybyszu bylo niewiele lepiej), ale wynik byl podobny
- na jedno ucho wyszlo ponownie 40 dB, na drugie odrobine lepiej, bo 35 dB.
Tamtejszy audiolog z miejsca zapisal aparaty. Poniewaz sama juz doszlam w
miedzyczasie do wniosku, ze aparaty na pewno nie zaszkodza, a wspomoga rozwoj
dziecka, wiec postanowilam sie na nie zdecydowac. Taka diagnoze potwierdzil mi
rowniez audilog z Dolnej Wildy (dr Stefaniak). Zdobylismy orzeczenie o
niepelnosprawnosci, dofinansowanie z NFZ i z PCPR.
Jednoczesnie zaczelam chodzic z Amel na rehabilitacje sluchu i mowy do
Przychodni dla dzieci z Wada Sluchu na ul. Zydowskiej. Wczoraj dostalam sie do
tamtejszego audiologa i tam dowiedzialam sie, ze:
- skoro Amel ma 35dB to w takim razie na to ucho aparat jest absolutnie
niedopuszczalny
- na drugie ucho oczywiscie aparat tez jest niepotrzebny
- zaaparatowanie dziecka MOZE POWAZNIE ZASZKODZIC, bo dzwiek, ktory bedzie
docieral do Amel, bedzie przekszalcony i wzmocniony, a wiec nienaturalny. a
taka nienaturalnosc jest jej niepotrzebna
- Amel ma ladny glos i juz samo to swiadczy o tym, ze slyszy (podobno barwa
glosu tez mowi duzo o ewentualnym niedosluchu)
- ona i tak slyszy wiekszosc glosek (bo sa slyszalne na poziomie 35-40 dB) i
tylko gloski typu ś, ć itp. sa slabiej slyszalne
- to, ze znieksztalca slowa i gloski, to jest normalne w jej wieku (2 lata i 4
m-ce) i to nawet dobrze, bo to znaczy, ze lubi bawic sie dzwiekiem
- zrobie z dziecka kaleke jesli ja zaaparatuje
- popelnie powazny blad wychowawczy jesli j.w.
- powinnam przez 3 m-ce chodzic do nich na rehabilitacje i dopiero potem
orzekna, czy powinnam zalatwiac aparaty (bo wtedy juz beda w stanie ocenic
rozwoj mowy); oczywiscie konieczne bedzie powtorzenie badan.
Dodam jeszcze, ze wg nas Amel slyszy wszystkie dzwieki (czasami tylko widze,
ze nie reaguje na szepty i ze ma problemy ze slyszeniem, gdy wokol jest duzo
dzwiekow). Ale mysle, ze slaby rozwoj mowy wskazuje na to, ze aparaty sa
potrzebne. No i ze jednak bardzo dlugo wierzylam w zapewnienia lekarzy, ze
wszystko jest OK i ze nie powinnam jej aparatowac. W koncu ma juz 2 lata, za
kilka m-cy ma isc do przedszkola, a grupa rowiesnicza moze ja odrzucic (juz
teraz Amel nie jest rozumiana przez dobrze mowiacych rowiesnikow). Po prostu
nie chce przyczynic sie do zmniejszania jej szans na normalny rozwoj tylko z
powodu zachowawczego podejscia lekarzy.
Poradzcie, prosze, co mam robic, bo co lekarz, to inna opinia. Prosze, pomozcie.
Asia