Wizerunek intelektualisty

16.12.08, 10:24
Wkurzyli i rozbawili mnie dziś w przedszkolu.

Ale najpierw kilka słów o moim 5-latku: drobny i chudziutki,
ubranie - rano całe i czyste (przyznaję się, nie zawsze
wyprasowane), później różnie bywa. Szmateks, ale w najlepszym
gatunku ;) Poza tym ostatnio strzygła go siostra, ale fryzjer
naprawił już szkody.

Nie zabiera zabawek do przedszkola - bo nie chce, poza jakimiś
drobizgami i książką o kosmosie. Zresztą nie pozwoliłabym mu zabrać
ani geomagów, ani lego, ani teleskopu, ani tym bardziej
zestawu "Mały chemik". Na reszcie specjalnie mu nie zależy. Poza tym
jest na bakier z wszelkimi modami.

Ja - ostatnio trzymam się za portfel, jak muszę płacić za kolejną
książeczkę pani Ciemskiej. Spotkania autorskie mamy średnio raz w
miesiącu i wydaje mi się, że już naprawdę wystarczy. Mam co czytać
dziecku.

Chcąc wspomóc przedszkolne czytelnictwo, zaniosłam w zeszłym roku
stos książeczek - zakamarkowych, Janoscha, Grufalla, Findusy...
Nikt do nich nie zajrzał, pani kontynuowała realizację programu "365
bajek na każdy dzień roku".

No i doczekałam się. Dziś rano wychowawczyni wręczyła mi torbę z
butami i ubrankami, bo mają takie prezenty od sióstr "dla niektórych
dzieci". Próbowałam tłumaczyć, że NAPRAWDĘ nie potrzebujemy, pani
nie ustępowała. Miałam starsze dziecko w samochodzie i kilka minut
na dotarcie do szkoły. Poza tym mam niestety problem z odmawianiem
osobom, które chcą być dla mnie miłe. No i zostałam z tym prezentem.

Radźcie, co dalej??? Odwieźć i tłumaczyć? Przekazać dalej, a do
przedszkola zawieźć "w rewanżu" książki i zabawki?
    • anials Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 10:47
      :DDD
      Dobre!!
      Według mnie - przekaż dalej, bo jak będziesz chciała pani wcisnąć
      spowrotem to wyjdziesz nie tylko na "wybiedniałą yntelygencję" ale
      jeszcze, że fumy stroisz i nie dajesz sobie pomóc i biedne to
      dziecko co ma takich rodziców..
    • lucapuka Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 10:50
      domil napisała:

      > Radźcie, co dalej??? Odwieźć i tłumaczyć?
      Proponuję odwieźć, podziękować i nie tłumaczyć. Z tego co piszesz,
      ta pani jest niereformowalna.
      A na marginesie: gdyby tak Twój synek mógł zabrać zestaw Mały
      chemik na spotkanie z panią Ciemską i spróbować jej książki jakoś
      zdematerializować, w kwasie rozpuścić czy żeby się z jakimś gazem
      ulotniły ...
    • pia_ Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 11:00
      Oj, rozbawiłaś mnie strasznie, choć pewnie gdyby mnie to spotkało to
      wkurzyłabym się nieźle.
      Podarowanie kolejnych książek nic nie da, bo sama widzisz, że nikt
      im ich nie czyta.
      Ja chyba poszłabym do dyrektorki i odniosła z podziękowaniem "te
      rzeczy", mam nadzieję, że kierowniczka tej pracówki jest
      bardziej "lotna" od swojej pracownicy.
      • domil Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 11:12
        Może zachowałabym się bardziej stanowczo, gdyby nie zależało mi na
        dobrych kontaktach z wychowawczynią.
        Moje dziecko jest oryginałem. Na szczęście jakoś odnajduje się w
        grupie, ale jeśli pani będzie coś do niego miała, mogą zacząć się
        problemy. Przerabiałam już ten scenariusz ze starszym dzieckiem i
        nie chcę powtórki :(
        Może sprawię sobie tipsy, żeby dyskretnie podreperować swój
        wizerunek jako matki???
    • mama_kasia Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 11:07
      My podobnie wpadliśmy :) Zupełnie niesłusznie, bo
      "nie brak nam niczego" :).
      Może to wygląd syna, może troje dzieci, może to, że szkoda
      mi było 50 zł na mundurek i kupiłam zastępczy używany, a to
      nowa szkoła i nas nie znają ;-)))
      Tego nie da się odwrócić, bo wychodzi się wtedy na kogoś, kto
      wstydzi się przyjmować ;-)))
      Śmiej się z tego :) Chciała przecież dobrze. A podarunek daj
      komuś, jeśli nie potrzebujesz ;-)
    • pia_ na pocieszenie 16.12.08, 11:09
      Moja sąsiadka była ostatnio u dyrektorki przedszkola mojej córki z
      pytaniem jakie są szanse, ze jej córka się tutaj dostanie.
      Dyrektorka, po przeprowadzonym z nią wywiadzie stwierdziła, ze
      szanse ma zerowe, bo do tego przedszkola chodzą dzieci z rodzin
      patologicznych i o najniższych dochodach, więc się nie kwalifikuje.
      Teraz przynajmniej wiem, z jakiej jestem rodziny ;-)
      • domil Re: na pocieszenie 16.12.08, 11:20
        Margines - na pewno, patologia - no cóż, wszystko jest względne, z
        pewnego punktu widzenia to forum jest patologiczne.

        Na pocieszenie to jadę teraz do Empiku odebrać zamówienie.
        Trzymajcie kciuki, żebym nie odreagowała dzisiejszego stresu jakimiś
        szalonymi zakupami.
        • anchen Re: na pocieszenie 16.12.08, 12:20
          To Cię pewnie nie pocieszy, ale do tej pory wspominam z absolutnym
          rozrzewnieniem, jak w ogólniaku dyrektor chciał mi przyznać zapomogę - chodziłam
          w bodajże najbardziej obdartych spodniach w całej szkole. Inna kwestia, że
          rodziców to nie rozśmieszyło: mieszkaliśmy wówczas na osiedlu domków
          jednorodzinnych (co jest istotne nie jako status statement, tylko dlatego, że
          wszyscy się znali) i ojciec, rozżalony, chodził po sąsiadach, zapewniając ich,
          że ja naprawdę _chcę_ nosić te spodnie, łącznie z naszywkami na pośladkach.
          Moja rada - obśmiać. Takie rzeczy są w pierwszej chwili przykre, ale prędko
          zmieniają się w uroczą anegdotę rodzinną. Jeśli Twój syn odnajduje się w grupie
          i jest lubiany, nie widzę problemu. Natomiast moim zdaniem problem pojawi się,
          jeśli panie przedszkolanki zaczną go wpisywać w rolę dziecka wyobcowanego i z
          tych czy innych powodów izolować w grupie. W ogóle dużo się ostatnio
          zastanawiam, czy nasz sposób życia i rozmaite nonkonformizmy nie utrudniają
          naszym synom funkcjonowania wśród rówieśników. I wydaje mi się, że to jest jedna
          z najtrudniejszych spraw w rodzicielstwie - odnalezienie takiej drogi, żeby
          umożliwić dziecku zaspokojenie potrzeby akceptacji w grupie, a jednocześnie nie
          przykrawać go sztywno do sztancy.
          • abepe Re: na pocieszenie 16.12.08, 13:02
            Che, che, może nam coś przyślą z G. byłego przedszkola na gwiazdkę.
            Nie dość, że przychodziłam po niego z małym w chuście, a nie z
            wypasionym wózkiem, to jeszcze wypisaliśmy go z przedszkola pod
            hasłem, bo zrobiło się za drogo:)) Teraz już wiem, dlaczego nikt
            nawet nie pisnął, że wymagają dwutygodniowego wypowiedzenia i nie
            kazali za następne dwa tygodnie płacić a na dodatek pani od razu
            sięgnęła do kieszeni i oddała pieniądze za podręcznik:))))))))))
            Faktycznie, ubrania też nosimy takie sobie, bo nam średnio zależy:))

            Domil - w Waszym przedszkolu dzieci przynoszą zabawki z domu? Moim
            zdaniem to skandal, powinno być zakazane i już.
            Ja miałam ubaw, jak G. przychodził z wypiekami i opowiadał mi o hot
            wheelsach, które miał jego idol (to jeden z powodów dla których
            odetchnęłam, gdy G. już przestał do przedszkola chodzić - bardzo mi
            się ten idol nie podobał), sam zupełnie nie kojarzył, że ma 3
            zestawy hot wheels (nie od nas) , ale prawie wcale ich nie używa, bo
            jakoś go nie bawią:))
            • chaber69 Re: na pocieszenie 16.12.08, 13:57
              Nam w przedszkolu co prawda nic nie "skapnęło", ale moje kierownictwo, kiedy
              córka była mała, przynosiło ciuszki po swoich siostrzenicach z takim
              przepraszającym wyrazem twarzy i z sugestią, że nie jest jej zamiarem urażanie
              mnie, ale nie miała co z tymi rzeczami zrobić. W rodzinie brak było już małych
              dzieci. Na początku było mi trochę głupio, ale potem brałam to co przyniosła i
              jak coś było z ciuszkami nie tak, tzn. były np. za różowe, to wydawałam sąsiadom
              lub odwoziłama do Caritasu. Zresztą do dziś tak robię jak Córka wyrasta z
              kolejnych ciuchów, a rośnie szybko, niestety.
    • mpalasz Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 19:25
      Cudowne :)) Tzn. do czytania, bo przy przeżyciu tego osobiście, to
      ja nie wiem, co bym zrobił. Tzn. wiem :D (nieźle, nie??) :D

      Zanieś te rzeczy do najbliższego Domu Dziecka. Trochę zachodu -
      wiem; niemniej, komuś to się przyda. A jeśli dadzą Ci pisemne
      pokwitowanie przyjęcia rzeczy, pokaż je mimochodem pani z
      przedszkola. Serio.

      Co do książek i spotkań autorskich - nie wypowiem się, bo chyba mnie
      nie wypada.

      A strzygę się sam (!!), więc tym bardziej pozdrów ode mnie Twojego 5-
      latka, niech się nie martwi. I też kocham książki o kosmosie :D

      M.P.
      • verdana Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 19:32
        Od nas kiedyś ksiądz nie wziął pieniedzy, po przyjrzeniu się naszemu
        mieszkniu. Wszedzie książki, rodzina wielodzietna, drzwi szafy
        podparte stojakiem ze terta gazet i fotel wziety ze śmietnika (w
        dobrym stanie, ktory ten dobry stan utracil na skutek milosci kota
        do ostrzenia pazurów.
        Ksiądz absolutnie nie chciał uwierzyc, ze jestesmy stosunkowo
        zamozni. Może dlatego, ze ksiązki tez byly stare i zniszczone, bo w
        sporym procencie XIX-wieczne?
        • hophopi Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 20:18
          Hłe hłe, a nam pod drzwiami do chaty Ktoś zostawił kiedyś taki śmiszny, mały,
          raczej zużyty fotelik. Kimkolwiek ów Ktoś był - a na Boga nie wiem, kto zacz -
          musiał się natachać, bo mieszkamy spory kawał od najbliższego domu. Fotelik
          służy do dziś [zasadniczo dzieciom, choć kiedyś wcisnął się do niego, na siłę,
          dość słusznych gabarytów pies i spoglądał w tej skomplikowanej pozycji na zachód
          słońca; pięęękne to było...].

          A tak ogólnie: wiadomo - nikt szczególnie nie lubi, by mu demonstracyjnie status
          społeczny obniżać, ale trza to z humorem brać; sam proces obdarowywania jest
          pozytywny wszak i lepiej, że dają nadgorliwie, niż gdyby mieli ominąć faktycznie
          potrzebującego...
          • verdana Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 20:31
            No, ja raczej po tym wydarzeniu nabrałam szacunku dla proboszcza
            nazej parafii.
    • anndelumester Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 21:02
      To jest chyba najbardziej irytujacy mnie stereotyp,
      ze "intelektualista" czy w ogole ktos bardziej czytato pisaty musi
      byc biedny, umorusany, zapuszczony, ubrany byle jak.
      Brakuje jeszcze tylko w bonusie suchot, piwnicznej izby lub
      wyziebionego poddasza. ;)))
      Irytuje mniee bo nie znoszę niechlujstwa i abnegacji, za to lubie
      ładne rzeczy i nie tylko rzeczy :)
      A wracając do meritum - ja bym torbę pani zwróciła, albo dała komuś,
      kto potrzebuje.
      • abepe Re: Wizerunek intelektualisty 16.12.08, 21:22
        Od nas ksiądz za ślub tylko jakąś symboliczną sumkę wziął, jak mu
        powiedzieliśmy, że sami mieszkanie wykańczamy:)) Trudno było
        uwierzyć, że panna młoda z przyjemnością cekoluje ściany:)) Ale
        akurat wtedy faktycznie się przydało:)))

        A mnie drażni wspomaganie przez przedszkole w formie datków
        odzieżowych. Odzież to teraz chyba można całkiem dobrą i modną w
        lumpeksie tanio kupić. Mogliby np. zwalniać z opłat za posiłki, albo
        w ogóle zniżkę czesnego proponować.
    • steffa Re: Wizerunek intelektualisty 17.12.08, 02:11
      Hm. Współczuję przedszkola (głównie, oczywiście, ze względu na przywiązanie do
      twórczości Pani Ciemskiej ;-)).
      A nic fajnego w tych ciuchach nie było? ;-P
      • domil Re: Wizerunek intelektualisty 17.12.08, 09:23
        steffa napisała:

        > Hm. Współczuję przedszkola (głównie, oczywiście, ze względu na
        przywiązanie do
        > twórczości Pani Ciemskiej ;-)).
        > A nic fajnego w tych ciuchach nie było? ;-P


        Było, tylko że ten rozmiar będzie odpowiedni gdzieś za dwa lata.
        Trochę mi przykro ze względu na ofiarodawcę, ktoś naprawdę się
        postarał. Rzeczy są nowe, znaczy się kupione specjalnie na tę
        okazję. (Rozumiem, że ofiarodawca wolał sam zrobić zakupy, bo ja
        mogłabym hmmm... na książki wydać i dziecko nic by z tego nie miało.)

        Po rachunku sumienia muszę przyznać, że uczciwie zapracowałam na
        opinię niezbyt zamożnej, i niech już tak zostanie. Nie kupuję na
        przykład zdjęć robionych w przedszkolu, wydają mi się okropnie
        kiczowate. W zeszłym roku nie zapisałam synka na angielski, bo mu
        nie zależało, a wg mnie w maluchach to było tylko zawracanie głowy.
        Teraz chce - to chodzi. Nie zauważyłam, żeby pomimo roku straty miał
        jakieś "zaległości".

        Paczkę postaram się przekazać dalej, komuś, kto będzie miał z niej
        konkretny pożytek. Wzbogacę może o jakąś książeczkę, żeby forumowe
        piętno na niej odcisnąć ;) Muszę się tylko pilnować, by do tego
        czasu nie pożreć załączonej czekolady.
        • abepe Re: Wizerunek intelektualisty 17.12.08, 22:18
          Pożryj czekoladę, należy Ci się za stres:))

          U nas z zajęciami dodatkowymi bylo tak, że były obowiązkowe, niby ze
          względu na to, żeby nie było tak, że niektóre dzieci chodzą a
          niektóre nie. Jak wszystkie chodziły to było taniej i powinno być
          wszystkich stać. Niby tylko 60 zł miesięcznie, ale we mnie się
          burzyło, bo uważałam, że angielski jest prowadzony beznadziejnie,
          tańce to było machanie frędzlami do makareny a logopedka nigdy
          zaleceń do domu nie dała, więc jedyna rzecz sensowna to była rytmika
          i za to gotowa byłam płacić. A resztę wolałam przeznaczyć na
          przyjemności (książki:)) Poza tym nie cierpię jak coś muszę.
        • steffa Re: Wizerunek intelektualisty 17.12.08, 23:25
          O matko! Nawet nowe zakupili, ale żenująca sytuacja... Chyba bym
          jednak zwróciła (nie wzięła), mówiąc, że 'sumienie nie pozwala mi tego
          prezentu przyjąć, gdy na świecie jest tylu biedniejszych ode mnie'. ;P
          Czekoladę zjadłabym (jeśli dobra, bo byle czego nie ma co jeść), che
          che.
          • abepe Re: Wizerunek intelektualisty 17.12.08, 23:43
            steffa napisała:

            > O matko! Nawet nowe zakupili, ale żenująca sytuacja...

            Po prostu głupia, nie cierpię takich bezsensownych akcji.

            --
    • pia_ Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 10:12
      Puentując wątek stwierdzam, że choćby padało się ze zmęczenia na
      twarz, to ubranko dziecka trzeba przeprasować, bo nawet wszelakie
      najekskluzywniejsze "diory" wyciągnięte z pralki, a co gorsze z
      pralko-suszarki wyglądają jak psu z gardła ;-). Być może unikniemy
      wtedy sytuacji takich jak autorka wątku.
      A więc do żelazek! :-)))
      • domil Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 10:33
        pia_ napisała:

        > A więc do żelazek! :-)))

        Kobieto, daj pożyć!!!
        W sprawie prasowania tak łatwo nie dam się złamać. Na razie
        wymieniłam bluzy bawełniane na polarowe i problem upadł.
        Pojawił się natomiast nowy - otóż niemiłosiernie obłażą kotem, a
        Młody MUSI kota uścisnąć przed wyjściem do przedszkola.
        Kolejnym krokiem będzie chyba wymiana bluz polarowych na bluzy
        polarowe w kolorze kota.
        A potem to już tylko wymiana przedszkola ;)
        • pia_ Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 11:43
          Co do polaru to wystarczy rolka czyszcząca, przejeżdzasz po ubranku
          i wszystkie paprochy zostają na rolce. Mamy psa z krótką sierścią,
          więc wiem co to znaczy :-)
      • ash3 Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 10:42
        Ja tez proszę: dajcie pożyc!
        No, mam poczucie winy, bo wczorajszą plamę z soku na rękawie wykryłam tuż przed
        wyjściem do przedszkola i już nie miałam siły zawracać i zmieniać
        (niewyprasowanej zresztą) bluzki. Reszta ubrania świeża.
        W sumie ciekawe, czy zostanę uznana za matkę staczającą się?
        • abepe Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 11:29
          Ja też prasowaniu wszystkiego mówię "stop"!
          Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że moje dziecko bardzo różnie
          chodziło ubrane do przedszkola, bo rano oporządzał je tata i nie
          miał w zwyczaju oglądać ubrań przed założeniem. Czasem trafiła się i
          dziurka:))
          Ale generalnie to bez sensu, bo przecież dzieci zaraz po przyjściu
          jedzą śniadanie i od tego momentu żadne nie jest w idealnym stanie.
          Poza tym, kto by ubierał dziecko do przedszkola bogato, jak wiadomo,
          że malują w tym stroju, bawią się na podłodze i w ogródku?
          Teraz mi się przypomniało, że zawsze dziwiłam się dzieweczkom w
          białych rajstopkach i bluzeczkach.
          • pia_ Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 11:57
            A kto tu pisze, aby prasować wszystko, wystarczy tylko
            bluzeczki/bluzy/tiszerty. Przy wyprasowanej górze, najbardziej nawt
            wygnieciony dół nie jest zauważalny. Wystarczy przejechać żelazkiem
            po ubranku, bez dokładnego doprasowywania.

            > Teraz mi się przypomniało, że zawsze dziwiłam się dzieweczkom w
            > białych rajstopkach i bluzeczkach.
            Myślę, że gdybyś miała córki, to byś się tak nie dziwiła :-)
            A ja się z kolei nie znoszę ubierania małych dzieci na szaroburo, bo
            w ten sposób mniej widać plamy i brud. A niech się dzieciak ubrudzi,
            dobry odplamiacz i po sprawie.

            • abepe Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 12:20
              pia_ napisała:

              > A kto tu pisze, aby prasować wszystko, wystarczy tylko
              > bluzeczki/bluzy/tiszerty. Przy wyprasowanej górze, najbardziej
              nawt
              > wygnieciony dół nie jest zauważalny. Wystarczy przejechać
              żelazkiem
              > po ubranku, bez dokładnego doprasowywania.

              No właśnie - dziecko nie ma uprasowanego ubrania, tylko robiące
              wrażenie wyprasowanego. O, nie, taki cyrk - udawanie zupełnie nie
              leży w mojej naturze:)) Wkurzało mnie zawsze tylko, gdy mąż nie
              zauważył, że ubrał dziecko w ubranie brudne (najczęściej od
              jedzenia), albo zupełnie zmięte, czy poprute.
              >
              > > Teraz mi się przypomniało, że zawsze dziwiłam się dzieweczkom w
              > > białych rajstopkach i bluzeczkach.
              > Myślę, że gdybyś miała córki, to byś się tak nie dziwiła :-)

              Być może, ja też podobno byłam wielbicielką pięknych sukieneczek, na
              szczęście nie chodziłam do przedszkola:))


              > A ja się z kolei nie znoszę ubierania małych dzieci na szaroburo,
              bo
              > w ten sposób mniej widać plamy i brud. A niech się dzieciak
              ubrudzi,
              > dobry odplamiacz i po sprawie.


              Szaroburo też chyba przed plamami nie chroni:))
              Zaopatrzyłam się jakiś czas temu w odplamiacze dr Becker's czy jakoś
              tak. Czas odtworzyć kolekcję.

              BTW - jaki fajny książkowy wątek, chłechłeche:)
              • pia_ Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 12:42
                > No właśnie - dziecko nie ma uprasowanego ubrania, tylko robiące
                > wrażenie wyprasowanego.

                Jeśli było uprzednio dobrze powieszone, to takie uprasowanie nie
                tylko będzie jedynie sprawiało wrażenie, ale naprawdę będzie
                wyprasowane.

                > Zaopatrzyłam się jakiś czas temu w odplamiacze dr Becker's czy
                jakoś
                > tak. Czas odtworzyć kolekcję.
                Od 3 lat jestem fanką odplamiacza w spreju Pre Wash Amway'a, działa
                rewelacyjnie, a wszelkie formalności odplamiaczowe są minimalne.

                To tak tytułem zakończenia nieksiązkowego wątku :-).
              • bea-sjf Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 23:01
                > BTW - jaki fajny książkowy wątek, chłechłeche:)
                Jak najbardziej - wygląda na to ,że istnieje zależność pomiędzy
                namiętnością do czytania i posiadania książek a niechęcią do
                prasowania .Dzielnie broniąca się pia_ stanowi wyjątek tę zależność
                potwierdzający .
                Nie prasuję , w sytuacjach biznesowo koniecznych mąż sam chwyta za
                żelazko ( brał nauki u kolegi - pedantycznego samotnika ;)).
                No i nie przepadam za ciuchowymi zakupami - jeszcze z córką ma to
                jakis sens ,choć obie kręcimy nosem nad tym co oferują sklepy w
                kwestii fasonu ( marzy się nam własna krawcowa ;),bo najchętniej
                wskoczyłybyśmy w ciuszki z epok naszych prababć ), ale chłopcom
                wszystko jedno byle było- dla J. khaki , dla F. czerwone , dla D.
                pomarańczowe lub fioletowe , najmłodszy szuka w szafie Mysi .
                • lunatica Prasowaniu 18.12.08, 23:09
                  mówimy stanowcze NIE! I kropka. A tak w ogóle to chyba w czasie przeprowadzki
                  zgubiłam żelazko, więc nawet w czasie sytuacji awaryjnych nie ma przeproś <LOL>
                  • abepe Re: Prasowaniu 18.12.08, 23:47
                    Przepadam za Wami. Cheche, ja się zawsze mogę wytłumaczyć, że
                    mieszkanie małe i muszę trzymać deskę do prasowania w komórce na
                    korytarzu i kto by tam łaził:))

                    Odkryłam właśnie, że chodzę na zmianę w dwóch parach spodni - jedna
                    skończyła lat 4, druga 3 i, niestety powoli zaczyna to być widać.
                    Chyba zacznę w pracy fartucha używać zanim jakieś przeceny zimowe
                    się zaczną (normalnie powinny już być, dlaczego jeszcze nie ma?)

                    A może dlatego podwyżkę mi dali?;) Na spodnie akurat starczy:)
                    • steffa Re: Prasowaniu 19.12.08, 01:31
                      Zdecydowanie zmiana przedszkola byłaby wygodniejsza...
                      Mój syn przywiązuje dużą wagę do ciuchów, całe szczęście jeszcze nie odkrył, że prasowane jest 'lepsze'. Ja
                      muszę przygotowywać mu zestaw wieczorem, choćbym na twarz padała, bo jeśli tego nie zrobię, mam rano drakę.
                      Chociaż i tak mam czasem drakę rano, bo dałam nie takie skarpety...
                      • anndelumester Re: Prasowaniu 19.12.08, 22:00
                        Nie lubie, ale sie zmuszam - bo lubie miec wyprasowane -
                        i wtedy puszczam sobie film , zeby jakos szło. Moja przyjaciolka
                        oprocz filmu podczas prasowania cwiczy jeszcze na steperze 8-))
                        A najbardziej lubie, gdy przychodzi taka pani i nam
                        poprasuje....ech...
                        • abepe Re: Prasowaniu 20.12.08, 12:43
                          Uzmysłowiłam sobie, że mam kilka całkiem miłych ciuszków, które od
                          miesięcy leżą, bo wymagają prasowania. Chyba się zmuszę na święta:)
                          Aaaa, ja też do prasowania muszę mieć dobry film, tylko wtedy
                          prasowanie trwa 3 razy dłużej:)
                          • domil Re: Prasowaniu 20.12.08, 12:50
                            Kobiety, na jakim forum Wy jesteście??? Audiobooki proszę sobie
                            włączać do prasowania!
                            • abepe Re: Prasowaniu 20.12.08, 12:58
                              Domil, to jest myśl, ja audiobooków nie słucham, bo w ciągu dnia
                              jest za głośno a wieczorem słucham dwójeczki. Tyle, że wszystko
                              teraz na mp3 a ja mam odtwarzacz audio. Zrobiłam błąd, że nie
                              poprosiłam Świętego o kartę pamięci do komórki to bym sobie mp3
                              posłuchała, hmmmmmm. Ale może po Nowym Roku?
                              • domil Re: Prasowaniu 20.12.08, 13:27
                                A tak poza tym, to ja chyba przez was popadam w jakąś obsesję.
                                Wyskoczyłam przed chwilą do pracowego barku, żeby coś przekąsić.
                                Przede mną w kolejce starszy pan w różowej sukni z takąż pelerynką.
                                I moja pierwsza myśl - dlaczego ta suknia jest POMIĘTA??? Dopiero
                                potem - dlaczego suknia? i dlaczego różowa?

                                Okazało się, że takich egzotycznie ubranych było więcej - jakiś
                                program nagrywają, zdaje się szopkę noworoczną. Można tu czasem
                                spotkać dziwnie ubrane osoby, nauczyłam się nie zauważać. Tylko jak
                                tu potem nie przegapić, że z ubrankiem dziecka coś jest nie tego?
                            • zuzannao Re: Prasowaniu 20.12.08, 14:09
                              A u mnie całkiem zgodnie z duchem forum - prasuje mąż, a ja mu wtedy czytam na
                              głos. Całkiem sporo dobrej literatury w ten sposób przerobiliśmy. Tylko, że to
                              wymaga czasu i ode mnie i od niego, więc takie chwile rzadko się zdarzają. A jak
                              mamy więcej pracy, to stos prasowania rośnie i rośnie....
          • alistar1 Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 11:59
            abepe napisała:

            > Teraz mi się przypomniało, że zawsze dziwiłam się dzieweczkom w
            > białych rajstopkach i bluzeczkach.

            Białe bluzeczki i rajstopki to może nie, ale sukienka musi być! I to
            przygotowana wieczorem, do kompletu z rajstopkami i dalszymi
            akcesoriami damskiego stroju;-) Nie ma mowy o rannym szperaniu po
            szafach, jest wieczorny rytuał (czy widzisz, jak przewracam oczami i
            wzdycham ciężko?) szykowania ubrania na kolejny dzień.
            Po kim to ma? Ja łapię rzeczy w biegu, rano, na wpół śpiąco...

            Abepe, a przy okazji- nareszcie nadszedł czas na Twojego Nata:-)
            Słuchamy codziennie:-))
            • abepe Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 12:22
              alistar1 napisała:

              > Abepe, a przy okazji- nareszcie nadszedł czas na Twojego Nata:-)
              > Słuchamy codziennie:-))

              A my na zmianę z arką noego i, cholera, Dream Theater:))
          • ash3 Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 12:23
            Niestety, dziurka w rajstopkach jest dyskwalifikujaca, sama przedszkolaczka ją
            zauwazy i zwróci uwagę.
            Mamy kilka par dyżurnych rajstopek (od wczoraj asortyment się poszerzył o dwie
            pary w odcieniach różu - podarowane:-)),jedne są białe. Wszak nie brudzą się
            "bardziej" niż te czerwone czy fioletowe, prawda?:-)


            Tez nie lubię szaroburego ubierania, a juz naprawdę, to moim zdaniem oczywiscie,
            żałosnie wyglądaja te dzieciaki w samych rajstopach (sześciolatki np.). Ale to
            każdy chyba ma swoje fobijki, prawda?;-)

            Przejechanie żelazkiem wymaga dokładnie tego samego wysiłku rozstawienia deski,
            żelazka, czujności przy odkrytym kontakcie przy maluchu itp. co porzadne
            wyprasowanie. To już lepiej rozwieszać pranie w miarę równo:-) No i tak jest
            jednak bardziej ekologicznie - suszyć, by jak najmniej prasować - niech będzie,
            że sobie dorabiam ideologię do lenistwa:-)
    • katrio_na Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 11:44
      Hmmm nie wiem jak bym sie zachowala w takiej sytuacji.
      Ale chyba nie wzielabym tego az tak do siebie.
      Ot podarowalabym dalej.

      Co do prasowania to jako Mama chlopca stwierdzam, ze od 6 lat nie
      uprasowalam mu nawet okruszka skarpetki. Dla mnie cala technika to
      odpowiednio powiesic ;)


      • abepe Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 12:15
        katrio_na napisał:

        >
        > Co do prasowania to jako Mama chlopca stwierdzam, ze od 6 lat nie
        > uprasowalam mu nawet okruszka skarpetki.

        Skarpetkiiiiiiiiii???????????? Raz mnie poraziło chyba i usiłowałam
        wyprasować majtasy, ale po zabrudzeniu żelazka gumką -
        oprzytomniałam.

        Dla mnie cala technika to
        > odpowiednio powiesic ;)

        Amen! Dlatego jedyna rzecz, jaką tylko w ostateczności prekazuję
        mężowi jest wieszanie prania:)
        • verdana Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 20:50
          U mnie gorzej - nie prasuje nikomu, nawet sobie. Sporadycznie, ze
          trzy razy do roku, jak mam wyjatkowo wazne zebranie.
          Do tego rzeczy mam czarne, a kota rudo-białego.
          Sasiadka zawsze daje mi rzeczy (dla mnie, nie dla dzieci), ktore z
          wdziecznoscia przyjmuję i nosze, bo fajne są.
          • zawsze_wolna_nilka Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 21:54
            Tak- ja czasem do przedszkola galopuję w dżinsach poplamionych akrylami albo
            olejami, a ubrania to...hm... tak na 5 lat przed tym, jak zrobią furorę w
            świecie mody noszę. Niestety mało kto się na tym poznaje;-)
            Dzieci jak dzieci, z grubsza wydaje mi się, że czyste chodzą, nawet markowo,
            tylko w drugim obiegu:-)

            Faktem jest, ze wybierając się na scysję z dyrektorką, strojnie się odziewam i
            nakładam taką tapetę na twarz, że gdybym się w drodze, nie daj panie, na tych
            wysokich pantoflach potknęła, to ta spadła by mi z twarzy, z trzaskiem
            rozbijając się na chodniku.
            Ot, taki rynsztunek;-)

            Lubią nas jednak w przedszkolu- bo oprócz książeczek zanosimy zabawki, jakieś
            pożyteczne resztki papiernicze, choinkę;-)

            Oddałabym te ubranka, na pewno w przedszkolu są dzieci naprawdę potrzebujące, z
            licznym rodzeństwem. Na dodatek miło podziękowawszy, że pomyśleli o was. Bo to
            przecież był fajny gest.
    • nobullshit Re: Wizerunek intelektualisty 18.12.08, 22:55
      Wiem, że Tobie nie do śmiechu, ale ja się ubawiłam. I przypomniało mi się, jak
      za moich czasów licealnych wychowawczyni przeprowadzała dyskretny wywiad, czy
      aby nie potrzebuję pomocy finansowej. Bo chodziłam w koszulach flanelowych,
      połatanych dżinsach i "wyjących" trampkach przewiązanych sznurowadłem, żeby się
      nie rozpadły. Style c'est l'homme, czy jakoś tak.

      Imho nie rób draki w przedszkolu, oddaj rzeczy komuś innemu. Tylko ewentualnym
      następnym razem się postaw, tzn. odmów i wyjaśnij. Będziesz już przygotowana,
      powinno być Ci łatwiej.
    • domil Re: Wizerunek intelektualisty 19.12.08, 09:09
      Ech, mój kot jest z przewagą białego. Gdybym przewidziała wcześniej
      wszystkie trudności, wzięlibyśmy raczej jego czarną siostrę.

      Teraz zaniepokoiłam się o szkołę - córeczka od października nie
      rozstaje się z kotkami, uszytymi przeze mnie ze starych, mocno
      zużytych skarpet. Gdybym wiedziała, że kotki będą tak eksponowane,
      wykorzystałabym do produkcji nowsze egzemplarze. Może już wszyscy
      podejrzewają, że ona po prostu nie ma innych zabawek???
Inne wątki na temat:
Pełna wersja