kornel113
19.05.08, 13:53
Nie wiedziałem tego wcześniej, ale odkąd mój synek zaczal chodzic do
przedszkola zauważam to wyraźnie. Byłem ostatnio na kilku
kinderbalach w takich salach zabawowych dla dzieci: młode dziewczyny
jako matki to absolutne wyjątki, szczerze mówiąc właściwie ich nie
ma. Normą staje się matka siwiejąca, pod czterdziestkę (a z rozmów
wynika że te trzy czterolatki to pierwsze dzieci. Zachowują się
charakterystycznie, ich dzieci mają zaplanowaną przyszłość już do
stażu w dobrej firmie włącznie. Wiedzą juz wszystko o pewnym
gimnazjum przy Raszyńskiej, które daje wstęp na Bednarską, zapisuja
dzieci na konie, dodatkowy francuski (angielski trzylatek ma w
przedszkolu), kółko teatralne, za rok będą pierwsze żagle, za dwa
lata karate itd. Bo one same są profesjonalistkami w każdym calu, na
chwilę wpisały do kalendarza dziecko, po wcześniejszym ustawieniu
się rzecz jasna. Sporo z nich nie ma mężów, ani stałych partnerów.
Niektóre wyglądają na babcie swoich dzieci. Kiedy te będą kończyć
liceum, one dobiegną sześćdziesiątki. Nie potępiam tak późnego
pierwszego rodzicielstwa, tylko się zastanawiam nad kierunkiem zmian
cylizacyjnych, które do tego doprowadziły. Czy ta zapobiegliwość, to
ustawianie im życia na modłę superzorganizowanych matek nie będzie
miała wpływu na ich życie?