zona_mi
28.12.08, 17:16
Macie tak czasem, że rymowany tekst skutecznie zniechęca Was, mimo
że sama opowieść mogłaby być ciekawa?
Czytaliśmy ostatnio "Zimowy dzień" M. Butler, z bardzo ładymi
ilustracjami z dodatkową atrakcją w postaci szalika i czapki z
jakiegoś miłego materiału. Bohater i fabuła ok, ale kiedy dochodzę
do rymów w tekście zasadniczo pisanym prozą: "Nie jestem pilotem i
nigdy w życiu nie latałem samolotem", albo "...Powiedziała Sarna, że
pogoda jest marna", "do Borsuka jest blisko, ale uważaj, bo tam jest
górka i może być ślisko", to mi się nóż w kieszeni otwiera.
Podobne rymy doprowadzły mnie do płaczu przy czytaniu Martynek.
Dodam, że wiersze poetki W. Chotomskiej lubię, ale czy zawsze trzeba
choćby dwa zdania na stronę prozą jakimś ohydnym rymem okrasić?
Może to zbieg okoliczności w przypadku tej tłumaczki. Ale i innym
zdarza się jakby na siłę rymować - muszą koniecznie? Nieraz dzięki
temu psują mi i historię, i ilustracje - nawet kiedyś przez to nie
kupiłam fajnej z założenia książki.
Też Was czasem wnerwia rymowanie bez sensu?