Dodaj do ulubionych

Monaster w Ujkowicach

18.11.09, 20:15
Pewnie mało kto wie, że jedyny prawosławny monaster na Podkarpaciu
znajduje się w podprzemyskich Ujkowicach. O burzliwej historii
powstania i początków działalności ujkowickiego klasztoru można by
sporo napisać, ale na wstępie proponuję Wam fragment artykułu z
Niezależnego Serwisu Przemyskiego "ePrzemysl.pl". To taka historia
monasteru w Ujkowicach w pigułce.


"Odmieńcy z Ujkowic"

21 lat temu w Ujkowicach, 5 km od Przemyśla, osiedlili się dwaj
mnisi: ihumen Nikodem (Ryszard Makara) rodem z pobliskiej Żurawicy
oraz pochodzący z Opoczna hieromnich Atanazy (Adam Dębowski). Kupili
2,5 ha ziemi, zamieszkali w byłej stajni. W stodole urządzili
prowizoryczną czasownię, gdzie sprawowali Liturgię, a na hektarze
gruntu rozpoczęli budowę Monastyru Świętych Równych Apostoła Cyryla
i Metodego. Tak odradzał się prawosławny monastycyzm na Podkarpaciu.

Mnisi mieli zgodę Watykanu, gdzie latem 1984 r. kardynał Władysław
Rubin dał im list polecający do ordynariusza dla Kościołów
Wschodnich w Polsce, kardynała J. Glempa. – Takiego klasztoru nam
dzisiaj potrzeba – mówił kardynał i kazał szukać miejsca na budowę.
Szukali długo, aż w końcu znaleźli zaniedbane gospodarstwo w
Ujkowicach. Co z tego, że Rzym i prymas popierali, skoro abp
Tokarczuk w swojej diecezji żadnych „kacapów” mieć nie chciał? –
Dajcie sobie spokój, żyć wam nie da – radzili dobrzy ludzie. - Do
komitetu na was poskarżą, milicję napuszczą, a może i bezpieką
poszczują...

Na początek był wniosek do sądu, by władza ludowa położyła łapę na
ziemi mnichów lub przekazała ją słusznemu Kościołowi, bo „duchowni
greko-katoliccy zakupili gospodarstwo z zamiarem budowy klasztoru
wschodniego, a zgodnie z postanowieniem synodu lwowskiego duchownym
greko-katolickim nie wolno nic kupić na własność bez zgody Kościoła
rzymskiego, ponieważ nie posiadają osobowości prawnej”. Aby
sprawdzić donos do Ujkowic wybrali się urzędnicy, obejrzeli papiery
i orzekli: - Zezwolenie wydał wam białoruski biskup Wladimir
Tarasewicz, a nie greckokatolicki i postanowienia synodu was nie
dotyczą!

Mnichów zaproszono na biskupi dywanik. Za przejście do „wschodniej
synagogi” stali się w diecezji personami non grata i otrzymali zakaz
spełniania posług religijnych, choć przed osiedleniem się w
Ujkowicach, za zgodą abp Tokarczuka i proboszcza parafii w Żurawicy,
sprawowali Liturgię, spowiadali, głosili kazania, chrzcili dzieci,
błogosławili małżeństwom. Gdy ojcu Nikodemowi zmarła matka,
żurawicki proboszcz nawet nie wspomniał, kogo żegna.

– „Zrozumieli ojcowie, że w tym Kościele polityka nienawiści
względem Ukraińców-Rusinów jest większa niż prawo ewangelicznej
miłości, niż sprawiedliwość i zwykła ludzka uczciwość. Do tego czasu
łudzili się nadzieją, że ułożą się jakoś stosunki z duchowieństwem
rzymskim i greko-katolickim i będą mogli nieść posługi wiernym w obu
rytach jak do tej pory, gdyż mieli do tego prawo zagwarantowane im
na dokumentach wydanych przez Rzym” - wspominają mnisi na swojej
stronie internetowej.

W sierpniu 1988 r., na Spasa obchodzonego na ruinach dawnej
ujkowickiej cerkwi, za sprawą proboszcza (brata stryjecznego
ówczesnego kanclerza przemyskiej kurii) zawiązał się w Ujkowicach
komitet protestacyjny. Miał „ratować wioskę przed Ukraińcami, którzy
na górze budują”. Wieś zdobiły flagi państwowe z czarną wstążką, a
hasła „Precz z mnichami!” uzupełniały analogie do Krzyżaków,
hinduskich zaklinaczy węży i "szatanistów zjadających kocie serca",
jak zwykł mawiać z ambony proboszcz pobliskiej parafii.
Zacietrzewieni ujkowiczanie, z kościelnym na czele, sformowali
zmotoryzowane komando, które mnichów miało pacyfikować, ale rozeszło
się po kościach. Wkrótce milicję i SB zasypywały donosy, że mnisi to
złodzieje, niemoralni bezbożnicy, a może i szpiedzy CIA, którzy z
USA przybyli burzyć socjalistyczny ordnung?

– Szkoda, żeśmy tyle papierów spalili na Tatarskim Kopcu, razem z
teczkami ucholi – żałują „smutni” z tamtych lat. – Ale nie wszystko
poszło z dymem. Raz za dużo popiliśmy i ze dwadzieścia kilo
makulatury kolega wziął do auta. IPN tego nie zobaczy, bo ludzie
nigdy się nie dowiedzą, jak ich pasterze dorabiali do niedzielnej
tacy, a powinni wiedzieć – dodają. - Mój uchol w konfesjonale o tych
z Ujkowic walnął prosto z mostu: - Mogą sobie monastyr budować, ale
na to, żeby za friko chrzcili, dawali śluby i chowali pozwolić im
nie można, bo my z torbami pójdziemy. Nie po to zostałem księdzem,
aby dziadować! – wspomina opiekun jakiegoś „Józefa”.

Mijały lata. Mnisi tyrali od świtu do nocy, postawili kolejne
budynki, w tym na płody rolne, bo żyli nie z tacy, a z uprawiania
ziemi, o czym koledzy sutannowi już zapomnieli. To był zły przykład,
który mocno demoralizował parafialne owieczki, więc postraszono je,
że za kontakty z „odmieńcami”, a uchowaj Boże wizytę u nich, mogą
zapomnieć o dopuszczeniu pociechy do pierwszej komunii, kościelnym
ślubie i pochówku. Jak to u nas jednak bywa, dało to skutek odwrotny
od zamierzonego i coraz więcej ludzi w potrzebie szło tam, gdzie za
kapłańskie posługi nie brano ani grosza. Mimo to ujkowiccy mnisi
wciąż mieli dylemat: posłuchać prymasa Glempa i powrócić do USA,
oddać monaster ukraińskim studytom i przenieść się na Ukrainę, a
może tak przyjąć prawosławną jurysdykcję? Czy jednak Cerkiew
Prawosławna pozwoli kontynuować dzieło rozpoczęte w duchu Cyrylo-
Metodiańskim i zgodzi się, że ich monaster będzie pomnikiem ku czci
Świętym Apostołom Słowian, jak i martyrologii słowiańskiego
Kościoła? Pozwoliła!

29 czerwca 1994 r. w sanockiej katedrze Trójcy Świętej ujkowiccy
mnisi uroczyście przeszli pod opiekę Polskiego Autokefalicznego
Kościoła Prawosławnego. Metropolita Bazyli napisał wówczas do ojców
Nikodema i Atanazego znamienne słowa: - "Święty Cyryl przed śmiercią
mówił do swego brata Metodego: - Oto bracie byliśmy parą wołów w
zaprzęgu Chrystusa, jedną bruzdę orząc. Dziś Cerkiew Prawosławna w
Polsce daje wam, ojcowie, ten pług abyście orali bruzdę Cyrylo-
Metodiańską, którą zasypały wiatry historii”.

24 maja 1995 r. prawosławny biskup przemysko-nowosądecki Adam Dubec
odsłużył pierwszą liturgię w ujkowickim monasterze, ojciec Nikodem
został archimandrytą, a Atanazy ihumenem. Od 1998 r. dzięki modłom
przed słynącą z łask ikoną Watopedzkiej Bogurodzicy kilka osób
wyleczyło się z raka, a wiele bezdzietnych rodzin wyprosiło
potomstwo. W 1999 r. poświęcono krzyż i wmurowano kamień węgielny z
góry Atos w miejscu ołtarza katolikonu, głównej świątyni
monasterskiej.

www.eprzemysl.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=514&Itemid=64
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts Oficjalna strona monasteru w Ujkowicach 18.11.09, 20:58
      Polecam także oficjalną stronę internetową monasteru w Ujkowicach.
      Można tam znaleźć dokładne informacje o historii klasztoru, mnóstwo
      rewelacyjnych zdjęć ukazujących codzienne życie wspólnoty
      monastycznej, a także piękno przyrody otaczającej Ujkowice, sylwetki
      mnichów, ważniejsze święta w monasterze i godziny nabożeństw oraz
      wiele innych ciekawostek. Na szczególną uwagę zasługuje
      dział "Wydawnictwa", gdzie wszystkie książki dostępne są w wersji
      internetowej. Owocnej lektury!

      www.monasterujkowice.pl/index.php
    • tawnyroberts Zajścia w Ujkowicach - Miłość "siostrzanych" braci 18.11.09, 22:21
      Czytając w "Odmieńcach z Ujkowic" o ciężkich początkach odradzania
      się prawosławnego monastycyzmu na przemyskiej ziemi musi szokować
      postawa lokalnej społeczności, buntowanej przez część duchowieństwa
      rzymskokatolickiego z biskupem Ignacym Tokarczukiem na czele. Ale to
      jeszcze nie wszystko. W książeczkach "Historia Watopedzkiej Ikony w
      Ujkowickim monasterze" i "Historia monasteru" przedstawione są takie
      wydarzenia, do których nie powinno nigdy dojść w cywilizowanym i
      chrześcijańskim kraju. Po prostu wstyd i hańba! Wypada mieć tylko
      nadzieję, że Watopedzka Bogurodzica, spoglądająca na Ujkowice z
      kopii cudownej ikony znajdującej się w monasterze, już wybaczyła
      prześladowcom swoich opiekunów.

      W kolejnych wpisach zamieszczę fragmenty wspomnianych wydawnictw,
      dotyczące skandalicznych zajść związanych z obecnością mnichów w
      Ujkowicach.


      *Miłość „siostrzanych” braci*

      Ataki na Monaster rozpoczął biskup rzymskokatolicki w Przemyślu,
      Ignacy Tokarczuk, który już 3 maja 1985 roku na Jasnej Górze domagał
      się, aby mnisi nie osiedlali się na „jego terytorium”. Po osiedleniu
      się mnichów w Ujkowicach wezwał ich do siebie i zagroził wyrzuceniem
      z jego diecezji. Mnisi oświadczyli, że nie są członkami Kościoła
      rzymskokatolickiego i nie przyszli prosić o pozwolenie na budowę
      Monasteru, bo go nie potrzebują, lecz pragną tylko powiadomić
      miejscowego biskupa o rozpoczęciu działalności na górze w
      Ujkowicach. Warto przy okazji wspomnieć o piśmie z kurii przemyskiej
      do sądu w Przemyślu „o unieważnienie kontraktu obywatela Ryszarda
      Makary (ojca Nikodema), który nabył ziemię we wsi Ujkowice nr 110, z
      zamiarem budowy grekokatolickiego Monasteru, a zgodnie z
      postanowieniami Synodu Lwowskiego byłym grekokatolikom w Polsce nic
      nie wolno posiadać lub nabyć bez wiedzy i zgody Polskiego Kościoła
      rzymskokatolickiego. W związku z tym kuria rzym.-kat. w Przemyślu
      wnioskuje o przejęcie gospodarstwa obywatela Makary na własność
      Kościoła rzym.-kat. lub na skarb państwa...” (!) Tu ojcowie poznali
      prawdziwą miłość chrześcijańską kurii przemyskiej do unitów i do
      mnichów z Ujkowic. Nauczyli się szukać pomocy tylko u Bogurodzicy,
      ponieważ u rozpolitykowanych biskupów jej nie znaleźli. Owocem tego
      pisma była wizyta urzędników z Przemyśla, którzy przybyli do
      Monasteru mieszczącego się w stodole i zażądali dokumentu od biskupa
      erygującego Monaster. Na widok dokumentu Władyki Wladymira
      Tarasewicza z Chicago, wizytatora Apostolskiego dla Białorusinów
      mieszkających poza Białorusią, urzędnicy stwierdzili: „Przecież
      Monasteru nie eryguje grekokatolicki biskup ukraiński, ale
      białoruski. Możecie ojcowie śmiało budować. Postanowienia Synodu
      Lwowskiego, na które powołuje się kuria przemyska, was nie dotyczą”.

      O. Atanazy Dębowski, "Historia Watopedzkiej Ikony w Ujkowickim
      monasterze".

      www.monasterujkowice.pl/books.php?b=4&c=6
      • tawnyroberts Zajścia w Ujkowicach - Protest mieszkańców wsi 18.11.09, 22:38
        *Protest mieszkańców wsi Ujkowice przeciwko mnichom*

        Ogromna nienawiść do Monasteru i mnichów budujących monaster
        przejawiła się w słynnym „proteście mieszkańców wsi Ujkowice
        przeciwko mnichom” z dnia 19 sierpnia (na Spasa) 1988 roku, w czasie
        obchodów tysiąclecia chrztu Rusi Kijowskiej. Trzynastu członków
        komitetu protestacyjnego, z których dziesięć było pochodzenia
        grekokatolickiego, zaczęło objeżdżać traktorami i wozami drogi
        Ujkowic z hasłem „Protest mieszkańców wsi Ujkowice przeciwko
        mnichom”. Były też polskie flagi z czarną wstążką na znak protestu i
        hasła umieszczone wzdłuż drogi: „Precz z mnichami”, „Nie chcemy
        zwaśnionej wsi”, „Uszanujcie nasze prawa”, „Nie niszczcie dorobku
        pokoleń”. Pisała je nauczycielka ze szkoły w Ujkowicach, „niosąca
        kaganek oświaty pod wiejskie strzechy”. Były wydane też dwie uchwały
        komitetu protestacyjnego pełne kłamstw i oszczerstw pisanych pod
        adresem mnichów. Fragment jednej z nich, dzisiaj brzmiący
        humorystycznie, cytujemy poniżej: „Jak Krzyżacy grabią ziemie
        polskie w ramach chrystianizacji, jak wandale niszczą znaki drogowe,
        nie szanują naszych praw, grożą mieszkańcom Ujkowic rozbiórką domów
        i wywózką, mają manię ludzi wywyższonych i realizują plany z
        trudnego dzieciństwa, nie brali udziału w wojnie i nie zasłużyli się
        dla dobra Ojczyzny, zakupili gospodarstwo rolne z zamiarem budowy
        fabryki czekolady, a potem przywdziali habity i zmienili postać
        rzeczy, uznano ich za osoby zbędne i nieprzydatne dla wioski, nie
        chcemy tu żadnych mnichów i hinduskich zaklinaczy węży”.

        Dziś, z perspektywy czasu, ojcowie inaczej oceniają te wypowiedzi. W
        roku 1988 atmosfera w Ujkowicach nie była dla nich przyjemna,
        zwłaszcza, że autorami tych uchwał i zawartych w nich epitetów byli
        miejscowi katolicy. To oni za zgodą kurii przemyskiej kierowali
        całym protestem. Rano 19 sierpnia, w dniu protestu ich proboszcz
        wyjechał z Ujkowic na dwutygodniowy urlop. Rzucanie kamieniami,
        plucie i wyzywanie od Żydów miało miejsce prawie przy każdym
        przejeździe ojców przez Ujkowice. Te prześladowania osiągnęły swoje
        apogeum 18 sierpnia.

        W tym dniu wieczorem poinformowano ojców, że wioska szykuje na jutro
        protest i że będą rozwalane mury, a mnisi będą wypędzeni. Dwóch
        bezbronnych ojców postanowiło w takiej sytuacji zwrócić się do
        policji o pomoc. Około godziny jedenastej w nocy udali się do
        Przemyśla na komisariat. Wchodząc z korytarza do dyżurki dyżurnego
        oficera spotkali kobietę, która właśnie stamtąd wychodziła. W
        drzwiach popatrzyła z uśmiechem na zmartwione twarze ojców i
        powiedziała po ukraińsku: „Sława Isusu Chrystu”. Nie czekając na
        odpowiedź powiedziała dalej: ”Chto z Bohom, tomu Boh dopomożet!”. I
        wyszła z budynku na ulicę. Dopiero w drodze powrotnej do Monasteru,
        około godziny pierwszej w nocy, do ojców dotarło to duchowe
        przesłanie od Bogurodzicy: „Dlaczego wy mnisi szukacie obrony na
        policji? Przecież oddaliście mi Monaster jako ziemską własność w
        dniu zakupu ziemi. Dlaczego nie ufacie mi, że ja sama będę go bronić
        przed ludźmi, którzy chcą go zniszczyć?” W serca mnichów wypełnione
        smutkiem i strachem z powodu mającego się odbyć najazdu wstąpił w
        tym momencie Boży pokój, odwaga i świadomość obecności przy nich
        Włodarki Niebieskiej - Bogurodzicy. Do dziś ojcowie są święcie
        przekonani, że tą kobietą spotkaną na policji w Przemyślu była sama
        Bogurodzica.

        Rano, po świętej Liturgii, spokojnie wypełniali swoje obowiązki. W
        czasie najazdu stanęli we dwóch w niedokończonej bramie, gotowi na
        wszystko, co może się zdarzyć. Kilka traktorów z wozami zajechało
        drogą przed Monaster nie zatrzymując się. Na pierwszym wozie
        siedział kościelny jako przedstawiciel parafii rzymskokatolickiej z
        Ujkowic. Na wozach były drabiny i drągi. Na każdym z wozów siedziało
        po kilku mężczyzn. Trzymali też polskie flagi z czarną wstążką,
        które rozdawali mieszkańcom Ujkowic na znak protestu. Na widok
        stojących w bramie ojców czyniących na sobie znak krzyża, wielu
        mężczyzn odwracało twarze. Tylko jeden wypiął tyłek w ich kierunku,
        klepiąc się w niego. Kolumna traktorów nie zatrzymała się przed
        Monasterem. Flagi wisiały na kilkudziesięciu domach przez cały rok,
        aż zostały zniszczone przez deszcze i śniegi. Na dwieście
        pięćdziesiąt numerów w Ujkowicach w dniu protestu wisiało na domach
        około 50 flag.

        Wiele osób z czynnie protestujących było chrzczonych w cerkwi w
        Ujkowicach. Do roku 1945 w Ujkowicach było około 550 wiernych
        chodzących do cerkwi. W marcu 1946 roku został zabity
        osiemdziesięcioletni ksiądz Iwan Sorokewycz, proboszcz
        grekokatolicki w Ujkowicach. Po zabójstwie kapłana i jego żony -
        Katarzyny, mordercy rozebrali ich do naga, położyli jedno na drugim
        i związali drutem kolczastym. „Ściany i podłoga zalane były krwią,
        na podłodze leżały rozrzucone metryki cerkiewne...” - wspomina
        mieszkanka Ujkowic, która rano po zabójstwie oglądała tę straszliwą
        scenę. Zabójcy przenieśli metryki cerkiewne do Kościoła
        rzymskokatolickiego, aby przez to stać się Polakami i uchronić się
        przed wywózką na Wschód. Tacy „Polacy” najgorliwiej zwalczali ojców
        w Ujkowicach, bo przypominały im się czasy wojenne i morderstwo
        kapłana. Ruiny cerkwi w Ujkowicach miały się rozsypać, a „ruska
        wiara” miała nigdy już nie wrócić na te ziemie. Widok dwóch kapłanów
        we wschodnich, mniszych szatach wywoływał bolesne wspomnienia z
        przeszłości i wyrzuty sumienia, przypominał o pochodzeniu religijnym
        i narodowym. U bardziej obciążonych zbrodniami „janczarów
        religijnych” – duchownych czy świeckich, rodziła się nienawiść i
        pragnienie wypędzenia ojców za wszelką cenę. Ojcowie wiedzieli o tym
        już od dawna, dlatego jedyną ich obroną przed takimi ludźmi była
        ufność w potęgę Bogurodzicy. Ludzie świeccy nie rozumieli źródła
        nienawiści do ojców. Najbardziej przykre jest to, że całą akcją,
        umiejętnie manipulując uczuciami ludzi zwichniętych religijnie,
        kierował lokalny Kościół rzymskokatolicki. Ludzie ci zostali
        specjalnie dobrani do komitetu protestacyjnego, aby zmyć „grzech
        ruskiego pochodzenia” i wykazać się prawdziwą lojalnością względem
        swojego biskupa i proboszcza.

        Podczas świąt Zaśnięcia Bogurodzicy w prawosławnej parafii w
        Kalnikowie na obchodach tysiąclecia Chrztu Rusi, prawosławny Władyka
        Przemysko-Nowosądecki Adam (Dubec) powiedział do ojców Nikodema i
        Atanazego: „Nie wińcie ojcowie ludzi w Ujkowicach, oni naprawdę nie
        wiedzą, co czynią, oni nie są odpowiedzialni za ten protest. Wyście
        już wygrali, bo zostaliście w Ujkowicach.” Ojcowie odpowiedzieli z
        przekonaniem: „To nie nasza zasługa, że zostaliśmy pomimo ataków
        całej potęgi przeciwnika, to dzieło i zasługa Przeczystej
        Bogurodzicy.” Przypomniało się ojcom, co powiedział biskup Ignacy
        Tokarczuk w dniu pierwszej wizyty ojców w kurii przemyskiej w 1984
        roku: „Jeżeli jest to dzieło Matki Bożej, to Ona wrogów zaprzęgnie i
        Monaster powstanie...”. Wypowiedział te słowa jako biskup, ale nie
        myślał widocznie o tym, że on sam stanie się pierwszym wrogiem i
        zapoczątkuje protest, że zabroni duchowieństwu rzymskokatolickiemu i
        greckokatolickiemu z diecezji przemyskiej kontaktowania się z ojcami
        w Ujkowicach.

        „To prawda, – mówią ojcowie – że taka postawa biskupa
        rzymskokatolickiego i duchowieństwa przemyskiego bardzo nas bolała,
        ale byliśmy świadomi, że Boże dzieła należy okupić cierpieniem.
        Prosiliśmy tylko Bogurodzicę, abyśmy wytrzymali duchowo i fizycznie
        na stanowisku w Ujkowicach, na którym z woli samej Bogurodzicy
        wypadło nam zakwitnąć i przynieść owoce”.

        O. Atanazy Dębowski, "Historia Watopedzkiej Ikony w Ujkowickim
        monasterze".

        <a href="http://www.monasteru
      • tawnyroberts Zajścia w Ujkowicach - Czy wrogów ma spotkać kara 18.11.09, 22:54
        *Czy wrogów ma spotkać kara Boża?*

        W odpowiedzi na to wewnętrzne wezwanie Bogurodzicy ojcowie bardzo
        często, w najbardziej przykrych dla siebie momentach i atakach ze
        strony mieszkańców Ujkowic, czytali po Liturgii egzorcyzmy o
        wyrwanie ludzi czyniących im zło ze szpon szatana. Niedługo trzeba
        było czekać na reakcję. Któregoś dnia przyszedł do Monasteru oficer
        policji z Przemyśla i w rozmowie z ojcem Nikodemem niespodziewanie
        zapytał: „Czy to prawda, że przybiliście do ołtarza kartkę z
        nazwiskami ludzi, których ma spotkać kara Boża?” Zdziwieni ojcowie
        popatrzyli na siebie znacząco i odpowiedzieli policjantowi, że nie
        przybijali do ołtarza żadnych kartek i nie modlą się o karę Bożą dla
        nikogo. Wprost przeciwnie, codziennie modlą się za wrogów, bo mają
        świadomość, że ataki na Monaster są potrzebne dla większej chwały
        Bożej, a źródłem zła i ataków nie są ludzie ale szatan. O kartkach
        położonych na ołtarzu (kartki zawierały uchwały komitetu
        protestacyjnego mieszkańców Ujkowic - przyp. tawny), „przybitych”
        relikwiami nikt nie wiedział prócz dwóch ojców. Dlaczego policjant
        zapytał o to i kto udzielił mu takiej informacji, pozostało nie
        wyjaśnione do dziś.

        Faktem jest, że kilkanaście osób najbardziej zaangażowanych w walkę
        z Monasterem już zmarło. Mimo znaków Bożej Opatrzności nad
        Monasterem z uporem maniaka toczyli kampanię oszczerstw, siali
        nienawiść, szkodzili mnichom na wszelkie sposoby. Były sołtys
        Ujkowic z urzędu zaangażowany w protest, wypowiedział znamienne
        słowa: „Do śmierci będę z nimi walczył”. Nie przypuszczał, że pożyje
        jeszcze tylko 5 miesięcy... Pewna kobieta przeklinała mnichów bez
        powodu, choć jej ojciec i matka w pierwszych latach od założenia
        Monasteru przychodzili do cerkwi monasterskiej na Liturgię. Tydzień
        przed śmiercią wezwała mamę brata Mikołaja, córkę Mikołaja Kani, i
        powiedziała do niej: „Ja już umieram, bo popy mnie przeklęli”. Na to
        matka brata Mikołaja odpowiedziała jej: „Ojcowie nikogo nie
        przeklinają, oni za wszystkich się modlą, nawet za tych, którzy im
        czynią zło”. „To módl się za mnie i proś ojców, aby mi
        przebaczyli...” Po tygodniu kobieta umarła. Pewien mężczyzna z
        Ujkowic po pijanemu przy wielostopniowym mrozie przejechał
        ciągnikiem przez sosny zasadzone wzdłuż muru monasterskiego.
        Namówiony został do tego za flaszkę wódki przez inną kobietę, która
        programowo walczy z mnichami, aby wygnać ich z Ujkowic. Kilka sosen
        złamał ciągnikiem. Wiosną zostały wyrwane z korzeniami jeszcze trzy,
        a latem mnisi pojechali na uroczystości św. Proroka Eliasza do
        Białegostoku. W nocy powrócili do Ujkowic. Rano powiadomiono ojców,
        że reszta sosen (24) została wycięta i leży za murem. Rzeczywiście,
        widok był opłakany. Mnisi wezwali policję. Mimo prośby ojców
        policjanci odmówili zabrania psa. W takim razie ojcowie
        zasugerowali, żeby wziąć wojsko z odpowiednio przeszkolonym psem.
        Wojsko przybyło na komendę z psem, ale policja dała samochód do
        Ujkowic dopiero po trzech godzinach! Pies jednak znalazł ślady i
        dotarł do właściciela siekiery, którą ścięte były sosny i która była
        schowana pod schodami. Policjant śledczy zabezpieczył siekierę i
        ściął piłką w obecności mnichów część ściętej sosny i wystający z
        ziemi jej pień, i zabezpieczył w worku foliowym do ekspertyzy. Po
        kilku miesiącach „badań naukowych” stwierdzono w piśmie z
        prokuratury przemyskiej: „Mała szkodliwość społeczna czynu oraz nie
        ustalony sprawca, ponieważ zabezpieczona siekiera nie była
        narzędziem przestępstwa. Ekspertyza wykazała, że sosny nie były
        ścięte siekierą znalezioną przez psa wojskowego, ale piłką
        stolarską. Dlatego umarza się całą sprawę”. (!) Jednak
        sprawiedliwość dla cynicznego przestępcy przyszła niespodziewanie.
        Jeszcze jesienią u jednej z mieszkanek Ujkowic, podpity, naśmiewał
        się z „ruskiego Boga” i „ruskiej wiary”. „Jeżeli jest silny „ruski
        Bóg” to niech nie doczekam Bożego Narodzenia” – powiedział do tej
        kobiety. I rzeczywiście nie doczekał. Trzy razy w szpitalu wycinano
        coś z jego ciała: nogę, krtań i jelito. Zmarł kilka dni przed Bożym
        Narodzeniem. Do kościoła w Ujkowicach nie chodził, ale proboszcz
        przyjechał do domu i prowadził jego ciało uroczyście na cmentarz
        maszerując przed murami Monasteru. No cóż, zasłużył się w walce z
        popami.

        O. Atanazy Dębowski, "Historia Watopedzkiej Ikony w Ujkowickim
        monasterze".

        www.monasterujkowice.pl/books.php?b=4&c=9
      • tawnyroberts Zajścia w Ujkowicach - Najazd policji i leśników 18.11.09, 23:05
        *Najazd policji i straży leśnej na Monaster*

        Niedługo po tym incydencie z opętanym znowu rozszalało się piekło
        przeciwko mnichom. Największy atak został skierowany na ojca
        Archimandrytę Nikodema. Oto wieczorem w ostatni dzień października
        do bramy Monasteru podjechały auta straży leśnej Nadleśnictwa
        Krasiczyn i policji z Przemyśla z zamiarem przeprowadzenia rewizji w
        Monasterze. Podano powód, że zginęły kloce modrzewiowe, dębowe i
        inne drewno, a podobno jest ono w Monasterze. Mnisi odpowiedzieli,
        że nie ma przełożonego i nie mogą nikogo wpuścić, a drzewa też nie
        ma, ponieważ mnisi go nie ukradli. Drugi raz, około godziny 19,
        przyjechali ci sami funkcjonariusze już z nakazem prokuratorskim,
        wystawionym jednak nie na prawosławny Monaster i jego reprezentanta
        Archimandrytę Nikodema, lecz na prywatne nazwisko obywatela Ryszarda
        Makary. Funkcjonariusze mieli ze sobą psy i kamery. Ojciec Atanazy
        nie wpuścił funkcjonariuszy do Monasteru, ponieważ Archimandryta
        Nikodem był nieobecny, a rewizja dotyczyła właśnie jego. Domagał się
        od najeźdźców okazania nakazu prokuratora wystawionego na Monaster,
        który miał być de facto obiektem rewizji. Tego jednak nie chcieli
        uczynić. Odstąpili po długich przepychankach z braćmi, którzy
        zastawili furtkę wejściową. Ktoś z najeźdźców w ciemności powiedział:
        „Wy tu za murami możecie nawet mordować i żyć bezkarnie! Są takie
        sekty na świecie, które nie chcą wpuszczać policji! Wydaje się wam,
        że wy tu wszystko możecie robić co wam się podoba.” W tych słowach
        funkcjonariuszy nie ma ani cienia szacunku do osób duchownych, a
        prawosławny Monaster jawi im się jako siedlisko sekty. Najazd był
        powtórzony jeszcze po pięciu dniach. Scenariusz był podobny. Owocem
        tego najazdu był wniosek prokuratury z Przemyśla, aby ojca
        Archimandrytę i brata Mikołaja zamknąć w więzieniu na dwa lata.
        Motywowano przestępstwo już nie kradzieżą drewna z lasu państwowego,
        bo takiego nie udowodniono, ale zarzucano przestępstwo ciągłe w
        utrudnianiu funkcjonariuszom rewizji Monasteru. Jeden z pracowników
        policji powiedział w prywatnej rozmowie z ojcami: „Ta akcja
        zamierzona była po to, aby zdyskredytować Monaster. Funkcjonariusze
        mieli podrzucić narkotyki lub inne przedmioty kompromitujące. Po to
        mieli psa i kamerę. Takie akcje robiono często w komunistycznych
        czasach”. W Przemyślu za kilka dni, 11 listopada, miał być
        poświęcony pomnik „Orląt Przemyskich”. Dla dobrej atmosfery tej
        uroczystości potrzebne było zdemaskowanie i
        unieszkodliwienie „ośrodka dywersji i siedliska ukraińskiej sekty z
        Ujkowic”. Trzeba było wykazać przed społeczeństwem przemyskim, jak
        bardzo potrzebna jest antyukraińska organizacja w Przemyślu, która
        za cel ma obronę Przemyśla przed ukrainizacją. „Grekokatolicy z
        Przemyśla, czyli Ukraińcy podlegli polskiemu papieżowi nie mogą być
        już przedmiotem ataków, ponieważ sprawa katedry i kopuły na byłej
        katedrze już zostały załatwione pokojowo. Prawosławni z Przemyśla
        siedzą cicho. Jedynym chłopcem do bicia pozostał Monaster w
        Ujkowicach, którego w tym czasie nikt nie miał ochoty bronić. Nawet
        władze duchowne z Warszawy przysłały pismo, w którym nakazują
        odgórnie: „lojalnie słuchać miejscowych władz, nawet wtedy, gdyby
        one zażądały klucza od bramy Monasteru”.

        I właśnie wtedy... Przyszła Ona, Ihumenia z Atosu, w swojej świętej,
        Watopedzkiej ikonie „Pocieszenia i Dobrej Rady”. Przyszła w momencie
        przesłuchiwania ojców i braci w prokuraturze przemyskiej. Przyszła w
        chwili opuszczenia ojców prawie przez wszystkich. Po śmierci
        metropolity Bazylego niektórzy duchowni prawosławni
        mówili: „Monaster w Ujkowicach przeszkadza nam w dobrych kontaktach
        ekumenicznych z Kościołem rzymskokatolickim. Do Prawosławia przyjął
        ich metropolita Bazyli. Skończył się Bazyli, skończą się i
        Ujkowice...” Ikony Watopedzkiej mnisi z Ujkowic nie zamawiali na
        Atosie, nie wysyłali na Atos delegacji, nie było samolotów, powitań
        biskupów, tłumów ludzi, kwiatów i kamer. Przyszła cicho, sama, jak
        wtedy, gdy z pośpiechem udała się w góry do miasta Judy by posłużyć
        Elżbiecie. „Nawet do głowy nam nie przyszło, by na Atosie zamawiać
        ikonę dla Monasteru w Ujkowicach - mówią dziś ojcowie. - Przybycie
        ikony Watopedzkiej „Pocieszenia i Dobrej Rady” nie było z naszego
        działania i nie wynikało z naszych planów, ale z planów Bożych”.

        Piraci, którzy najechali pod mury Monasteru w Ujkowicach i ci,
        którzy ich wysłali, czy to duchowni, czy świeccy, zostali
        zawstydzeni przez potężną Opiekę Ihumenii, która broni swojej
        posiadłości. Jak obroniła Monaster Watopedzki w 807 roku, tak w 1997
        obroniła Monaster Ujkowicki przed najazdem współczesnych piratów,
        których noga nie stanęła na ziemi Monasteru. Odjechali z pośpiechem
        w pierwszy dzień najazdu i kilka dni później, gdy mnisi zadzwonili
        we wszystkie monasterskie dzwony. W czasie poświęcania dzwonów czyta
        się modlitwę: „Niech pierzchnie siła szatana tam, dokąd dojdzie głos
        tego dzwonu...” Z dziwnym pośpiechem uciekali funkcjonariusze spod
        bramy Monasteru, gdy usłyszeli głos wszystkich dzwonów...

        O. Atanazy Dębowski, "Historia Watopedzkiej Ikony w Ujkowickim
        monasterze".

        www.monasterujkowice.pl/books.php?b=4&c=11
      • tawnyroberts Zajścia w Ujkowicach - Akcja "Mostek" 18.11.09, 23:12
        *Akcja „Mostek”*

        Ataki na Monaster nie ustały. 11 maja 1999 r. rozpoczęła się
        następna akcja. Znowu szatan przysyła „swoich ludzi”. Tego dnia
        pewien mieszkaniec Ujkowic był w gminie Przemyśl w godzinach rannych
        na naradzie z władzami gminy, policji, geodezji. Około godziny 10
        przywiózł 3 kręgi betonowe, aby zrobić sobie mostek i wjechać na
        pole monasterskie przez zasiane grządki i uprawy. Droga biegnąca
        przez pola monasterskie, którą jeździł dotychczas przez kilka lat z
        drugiej strony ogrodzenia monasterskiego, od strony zachodniej,
        zrobiła się nagle niewygodna. Potrzebny był nowy pretekst do walki z
        mnichami, ponieważ mnisi szykowali się do uroczystości świętych
        Cyryla i Metodego. Rozbierali starą stodołę, aby za kilka dni, 24
        maja Władyka Przemysko-Nowosądecki Adam mógł poświęcić plac pod
        budowę nowej świątyni pod wezwaniem Watopedzkiej Ikony Bogurodzicy.
        Szatan wiedział o tych planach, więc posłał „swoich”. Znowu zaczęły
        się przyjazdy policji, przesłuchania, najazd telewizji i prasy.
        Nakręcono film w podstępny sposób, że niby chce się pokazać ikonę
        Bogurodzicy Watopedzkiej i przygotowania do święta. Zahaczono w
        pytaniu o sprawę mostka. Jednak główny cel filmu emitowanego w
        dzienniku regionalnym TVP Rzeszów 24 maja był inny. Ukazano kilku
        mieszkańców Ujkowic, którzy wypowiadali się w taki sposób: „Ja boję
        się chodzić tą drogą, bo te popy mogą mnie nawet zabić. My tu
        wszyscy boimy się żyć blisko popów. Ja tu mieszkam najbliżej, a oni
        z kosami chodzą po drodze i mogą mnie zabić”.

        Tak oto przedstawiono prawosławny Monaster w Ujkowicach jako
        siedlisko kryminogenne. Lokalna prasa opublikowała artykuł na
        zamówienie pod tytułem „Oaza Niepokoju”. Pisze się tam o mnichach
        tak: „Nie boją się ani Boga, ani policji”. Inny artykuł
        głosił: „Musimy się bronić i nie dać się zabić”. Lokalna telewizja i
        prasa wysilały się, aby na 24 maja 1999 r. przedstawić Prawosławny
        Monaster w Ujkowicach w jak najgorszym świetle, a mnichów jako
        przyszłych morderców zagrażających miejscowej ludności. Do czego
        jeszcze posunie się szatan w walce z Bogurodzicą Ihumenią Atoską? –
        zastanawiali się ojcowie. Z całej tej awantury „mostkowej” wypłynęło
        też i dobro, które rozeszło się po całym świecie. Przy okazji
        przedstawiania w telewizji mnichów jako elementu przestępczego,
        pokazano też w godzinach wieczornych ikonę Watopedzkiej Bogurodzicy,
        poinformowano o siedmiu osobach uzdrowionych z raka, o poświęceniu
        placu pod przyszłą świątynię Watopedzkiej ikony i podano na koniec,
        że „uroczystości Cyrylo-Metodiańskie w Ujkowicach były dziś
        zapoczątkowaniem obchodów jubileuszowych roku 2000 w diecezji
        Przemysko-Nowosądeckiej”. Zło nie zwyciężyło dobra. Program
        telewizyjny odbierany był w tym dniu nawet w USA. W niedługim czasie
        ojcowie otrzymali wiele listów z Ameryki z prośbą o modlitwy za
        chorych na raka. Powoływali się na program telewizyjny. Tak więc zło
        zamierzone przez szatana i jego sługi Bogurodzica zamieniła na
        dobro. Znów Bogurodzica nauczyła mnichów zaufania i przypomniała
        prawdę ewangeliczną, że dobro zwycięża zło.

        O. Atanazy Dębowski, "Historia Watopedzkiej Ikony w Ujkowickim
        monasterze".

        www.monasterujkowice.pl/books.php?b=4&c=12
      • tawnyroberts Zajścia w Ujkowicach - Sąd i prokuratura 18.11.09, 23:16
        *Sąd i prokuratura*

        Od listopada 1997 r. rozpoczęło się nękanie ojca Archimandryty
        Nikodema i brata Mikołaja przez częste wzywanie na przesłuchania do
        prokuratury w Przemyślu. Akt oskarżenia głosił najpierw zarzuty o
        kradzież drewna z lasu państwowego. Wtedy okazało się, że nakaz
        prokuratora na rewizję „u obywatela Makary” wystawiony był dzień
        wcześniej, niż leśniczy stwierdził kradzież drewna na swoim terenie.
        Zaprzestano więc oskarżać mnichów o złodziejstwo, a nowy akt
        oskarżenia zarzuca przestępstwo ciągłe polegające na utrudnianiu
        funckjonariuszom policji i straży leśnej rewizji u „obywatela
        Makary”. W żaden sposób nie dociera do sądu i prokuratury fakt, że
        monaster ma swojego biskupa i nie jest on prywatną
        właśnością „obywatela Makary”. Nie wydano nakazu rewizji na
        Prawosławny Monaster, aby nie wchodzić w konflikt z Cerkwią
        Prawosławną w Polsce. Nękać należy i prześladować samych mnichów,
        aby sami wynieśli się z Ujkowic. O złej woli sądu i prokuratury
        świadczy fakt, że wszystkie wezwania w pierwszej fazie przesłuchań
        były wyznaczane na święta prawosławne, na 7 stycznia (Boże
        Narodzenie), na 19 stycznia (Jordan), dwa razy na Podwyższenie
        Krzyża Świętego itp. Za wszelką cenę pragnie się wpisać do akt
        Archimandrycie Nikodemowi „karany”. Jako notoryczny przestępca,
        który „nie boi się Boga ani policji” (cytat z gazety), musi być dla
        przykładu ukarany, aby inni nie poszli w jego ślady. Warto
        zaznaczyć, że nawet Arcybiskup Adam wzywany był kilka razy przez
        pracowników sądu i prokuratury na przesłuchania. Nie pofatygowano
        się nawet, aby poprawnie napisać jego nazwisko, nie mówiąc już o
        tytułowaniu go prawosławnym biskupem. Ciekawe, czy ci sami
        pracownicy sądu i prokuratury z Przemyśla wzywaliby na przesłuchania
        rzymskokatolickiego biskupa? Sądzę, że byłby to ostatni dzień ich
        pracy. Prawosławnych mnichów, kapłanów, a nawet biskupa można
        bezkarnie traktować jak element przestępczy, ponieważ są wrogami na
        tym terenie i „forpocztą Moskwy”, jak określał Prawosławie na
        Podkarpaciu biskup Ignacy Tokarczuk.

        O. Atanazy Dębowski, "Historia Watopedzkiej Ikony w Ujkowickim
        monasterze".

        www.monasterujkowice.pl/books.php?b=4&c=13
        • piotrzr ujkowicka twórczość 19.11.09, 14:31
          Oto na rynku księgarskim pokazała się ciekawa książeczka autorstwa ojca ihumena
          z Ujkowic Atanazego Dębowskiego "Mikołaj święty nieznany".
          Polecam , ładnie wydana i ciekawa. Dla jednych , jak dla mnie na przykład -
          opowieści o owym świętym to zbiór legend, mitów i bajek - dla innych, wierzących
          może być ciekawa i pouczająca zarazem.
          O niecnej postawie owego Tokarczuka pisałem u siebie wielokrotnie -więc tu się
          pluć nie będę.
          A wątek bardzo ciekawy :)
    • tawnyroberts Skaza na wizerunku abp. Tokarczuka 07.12.09, 21:01
      Szperając po internecie trafiłem na serwis "ekumenizm.pl", gdzie
      znalazłem krótką notatkę z 2006 r., poświęconą przyznaniu Orderu
      Orła Białego dla arcybiskupa Ignacego Tokarczuka.


      "Order Orła Białego dla arcybiskupa"

      "Polska miała trzech Mężów Stanu: Sługę Bożego Jana Pawła II, kard.
      Stefana Wyszyńskiego Prymasa Polski i abp. Ignacego Tokarczuka" –
      powiedział 19 kwietnia 2006 r., podczas uroczystości odnowienia
      doktoratu abp. Ignacego Tokarczuka, prezydent Słowacji Michal Kovač.
      Dziś abp Tokarczuk otrzymał z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego
      Order Orła Białego.

      Odznaczenie jest wyrazem uznania za jego służbę, odwagę i
      poświęcenie dla Kościoła i Polski. Hierarcha powiedział, że order
      traktuje, jako uznanie od narodu, który nigdy nie bał się
      komunistów, a był wierny Bogu i Kościołowi.

      ***

      Pod notatką znajduje się komentarz internauty podpisującego się
      jako "Wołyński Prusak", w świetle którego arcybiskup już nie jawi
      się nam jako idealny kapłan bez skazy. Co prawda, nikt nie jest bez
      wad, ale wspomniana przez internautę "rysa" na tyle obciąża
      wizerunek Tokarczuka, że każdy bezstronny obserwator powinien się
      zastanowić, czy arcybiskup rzeczywiście zasłużył na ten order. Ja
      tam swoje wiem już od dawna...


      "Wyjątkowo fatalna kandydatura"

      Najwyższe polskie odznaczenie powinni otrzymywać ludzie bez skazy...
      Tymczasem na świetlistym wizerunku ordynariusza przemyskiego
      widnieje kilka brzydkich rys. Z wielokrotnych jego wypowiedzi na
      tematy ukraińskie wynika, że człowiek ten ma straszliwy kompleks
      ukraińskiego pochodzenia (nazwisko!). Odżegnuje się więc
      od "rzekomego", jak twierdzi, ukraińskiego pochodzenia swojej
      rodziny, która była czysto polską (do którego pokolenia ją badał -
      nie wiadomo). Ów kompleks jest źródłem olbrzymiej niechęci (by nie
      rzec - nienawiści), jaką darzył ordynariusz Ukraińców i ich
      duchownych (zarówno greckokatolickich, jak i prawosławnych).
      Polityka wbijania klina w porozumienie polsko-ukraińskie na
      umęczonej ziemi przemyskiej w latach 80. przyniosła dostojnemu
      ordienosiecowi żniwo, gdy w latach 90. papież odwiedził Przemyśl.
      Wówczas to, w obawie przed oddaniem byłej greckokatolickiej katedry
      poprzednim właścicielom, karmelici przemyscy... zaspawali się w
      świątyni od środka, nie wpuszczając Jana Pawła II. O niewiarygodnych
      wręcz szykanach w stosunku do prawosławnego monasteru w Ujkowicach
      (kilka kilometrów od Przemyśla) można przeczytać na stronie:

      www.monasterujkowice.pl/index.htm?wydawnictwa/ikona/druk.htm

      oraz m. in. w książce M. Bołtryka i A. Radziukiewicz "Precz z
      mnichami!". Okazuje się, że prześwietny kawaler Orderu Orła Białego
      znakomicie współpracował z komunistami, gdy chodziło o niszczenie
      ośrodków nierzymskokatolickiej duchowości na Podkarpaciu.
      To powoduje, że w dniu dzisiejszym Order Orła Białego przeszedł w
      ręce co najmniej wątpliwej jakości kawalera... Smutno...

      Autor: Wołyński Prusak

      www.ekumenizm.pl/content/article/20060503204404852.htm
    • tawnyroberts Monaster w Ujkowicach na YouTube 07.07.10, 11:53
      Oglądając filmik o zrujnowanej cerkwi w Ujkowicach, przypadkiem
      natknąłem się na trzy filmy o prawosławnym monasterze z tej wsi pod
      wezwaniem świętych Cyryla i Metodego. Obrazy zamieścił użytkownik o
      ksywce "krulubambulu". Polecam!

      www.youtube.com/watch?v=dN9fTBTzeME
      www.youtube.com/watch?v=YJdIGnSgzmY
      www.youtube.com/watch?v=I-wTICkkfeM
      • piotrzr piękne zdjęcia 07.07.10, 12:57
        a raczej slajdy - ogląda się bardzo dobrze (ach te dorodne prawdziwki
        :)) - Sama architektura klasztoru ?? taka sobie - i nie pomaga umieszczenie jej w tym przepięknym krajobrazie Pogórza Przemyskiego.

        Świat egzotycznie (w polskich warunkach) wyglądających i niewątpliwie
        pracowitych mnichów, - dobrze to wygląda.
    • tawnyroberts Re: Monaster w Ujkowicach 06.07.11, 14:27
    • tawnyroberts Re: Monaster w Ujkowicach 05.07.12, 14:43
    • mariola_marzenna Re: Monaster w Ujkowicach 28.07.22, 22:09
      Obejrzyjcie to cyfrowa.tvp.pl/video/spoleczenstwo,apostolowie-pojednania,58382286

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka