tawnyroberts
18.11.09, 20:15
Pewnie mało kto wie, że jedyny prawosławny monaster na Podkarpaciu
znajduje się w podprzemyskich Ujkowicach. O burzliwej historii
powstania i początków działalności ujkowickiego klasztoru można by
sporo napisać, ale na wstępie proponuję Wam fragment artykułu z
Niezależnego Serwisu Przemyskiego "ePrzemysl.pl". To taka historia
monasteru w Ujkowicach w pigułce.
"Odmieńcy z Ujkowic"
21 lat temu w Ujkowicach, 5 km od Przemyśla, osiedlili się dwaj
mnisi: ihumen Nikodem (Ryszard Makara) rodem z pobliskiej Żurawicy
oraz pochodzący z Opoczna hieromnich Atanazy (Adam Dębowski). Kupili
2,5 ha ziemi, zamieszkali w byłej stajni. W stodole urządzili
prowizoryczną czasownię, gdzie sprawowali Liturgię, a na hektarze
gruntu rozpoczęli budowę Monastyru Świętych Równych Apostoła Cyryla
i Metodego. Tak odradzał się prawosławny monastycyzm na Podkarpaciu.
Mnisi mieli zgodę Watykanu, gdzie latem 1984 r. kardynał Władysław
Rubin dał im list polecający do ordynariusza dla Kościołów
Wschodnich w Polsce, kardynała J. Glempa. – Takiego klasztoru nam
dzisiaj potrzeba – mówił kardynał i kazał szukać miejsca na budowę.
Szukali długo, aż w końcu znaleźli zaniedbane gospodarstwo w
Ujkowicach. Co z tego, że Rzym i prymas popierali, skoro abp
Tokarczuk w swojej diecezji żadnych „kacapów” mieć nie chciał? –
Dajcie sobie spokój, żyć wam nie da – radzili dobrzy ludzie. - Do
komitetu na was poskarżą, milicję napuszczą, a może i bezpieką
poszczują...
Na początek był wniosek do sądu, by władza ludowa położyła łapę na
ziemi mnichów lub przekazała ją słusznemu Kościołowi, bo „duchowni
greko-katoliccy zakupili gospodarstwo z zamiarem budowy klasztoru
wschodniego, a zgodnie z postanowieniem synodu lwowskiego duchownym
greko-katolickim nie wolno nic kupić na własność bez zgody Kościoła
rzymskiego, ponieważ nie posiadają osobowości prawnej”. Aby
sprawdzić donos do Ujkowic wybrali się urzędnicy, obejrzeli papiery
i orzekli: - Zezwolenie wydał wam białoruski biskup Wladimir
Tarasewicz, a nie greckokatolicki i postanowienia synodu was nie
dotyczą!
Mnichów zaproszono na biskupi dywanik. Za przejście do „wschodniej
synagogi” stali się w diecezji personami non grata i otrzymali zakaz
spełniania posług religijnych, choć przed osiedleniem się w
Ujkowicach, za zgodą abp Tokarczuka i proboszcza parafii w Żurawicy,
sprawowali Liturgię, spowiadali, głosili kazania, chrzcili dzieci,
błogosławili małżeństwom. Gdy ojcu Nikodemowi zmarła matka,
żurawicki proboszcz nawet nie wspomniał, kogo żegna.
– „Zrozumieli ojcowie, że w tym Kościele polityka nienawiści
względem Ukraińców-Rusinów jest większa niż prawo ewangelicznej
miłości, niż sprawiedliwość i zwykła ludzka uczciwość. Do tego czasu
łudzili się nadzieją, że ułożą się jakoś stosunki z duchowieństwem
rzymskim i greko-katolickim i będą mogli nieść posługi wiernym w obu
rytach jak do tej pory, gdyż mieli do tego prawo zagwarantowane im
na dokumentach wydanych przez Rzym” - wspominają mnisi na swojej
stronie internetowej.
W sierpniu 1988 r., na Spasa obchodzonego na ruinach dawnej
ujkowickiej cerkwi, za sprawą proboszcza (brata stryjecznego
ówczesnego kanclerza przemyskiej kurii) zawiązał się w Ujkowicach
komitet protestacyjny. Miał „ratować wioskę przed Ukraińcami, którzy
na górze budują”. Wieś zdobiły flagi państwowe z czarną wstążką, a
hasła „Precz z mnichami!” uzupełniały analogie do Krzyżaków,
hinduskich zaklinaczy węży i "szatanistów zjadających kocie serca",
jak zwykł mawiać z ambony proboszcz pobliskiej parafii.
Zacietrzewieni ujkowiczanie, z kościelnym na czele, sformowali
zmotoryzowane komando, które mnichów miało pacyfikować, ale rozeszło
się po kościach. Wkrótce milicję i SB zasypywały donosy, że mnisi to
złodzieje, niemoralni bezbożnicy, a może i szpiedzy CIA, którzy z
USA przybyli burzyć socjalistyczny ordnung?
– Szkoda, żeśmy tyle papierów spalili na Tatarskim Kopcu, razem z
teczkami ucholi – żałują „smutni” z tamtych lat. – Ale nie wszystko
poszło z dymem. Raz za dużo popiliśmy i ze dwadzieścia kilo
makulatury kolega wziął do auta. IPN tego nie zobaczy, bo ludzie
nigdy się nie dowiedzą, jak ich pasterze dorabiali do niedzielnej
tacy, a powinni wiedzieć – dodają. - Mój uchol w konfesjonale o tych
z Ujkowic walnął prosto z mostu: - Mogą sobie monastyr budować, ale
na to, żeby za friko chrzcili, dawali śluby i chowali pozwolić im
nie można, bo my z torbami pójdziemy. Nie po to zostałem księdzem,
aby dziadować! – wspomina opiekun jakiegoś „Józefa”.
Mijały lata. Mnisi tyrali od świtu do nocy, postawili kolejne
budynki, w tym na płody rolne, bo żyli nie z tacy, a z uprawiania
ziemi, o czym koledzy sutannowi już zapomnieli. To był zły przykład,
który mocno demoralizował parafialne owieczki, więc postraszono je,
że za kontakty z „odmieńcami”, a uchowaj Boże wizytę u nich, mogą
zapomnieć o dopuszczeniu pociechy do pierwszej komunii, kościelnym
ślubie i pochówku. Jak to u nas jednak bywa, dało to skutek odwrotny
od zamierzonego i coraz więcej ludzi w potrzebie szło tam, gdzie za
kapłańskie posługi nie brano ani grosza. Mimo to ujkowiccy mnisi
wciąż mieli dylemat: posłuchać prymasa Glempa i powrócić do USA,
oddać monaster ukraińskim studytom i przenieść się na Ukrainę, a
może tak przyjąć prawosławną jurysdykcję? Czy jednak Cerkiew
Prawosławna pozwoli kontynuować dzieło rozpoczęte w duchu Cyrylo-
Metodiańskim i zgodzi się, że ich monaster będzie pomnikiem ku czci
Świętym Apostołom Słowian, jak i martyrologii słowiańskiego
Kościoła? Pozwoliła!
29 czerwca 1994 r. w sanockiej katedrze Trójcy Świętej ujkowiccy
mnisi uroczyście przeszli pod opiekę Polskiego Autokefalicznego
Kościoła Prawosławnego. Metropolita Bazyli napisał wówczas do ojców
Nikodema i Atanazego znamienne słowa: - "Święty Cyryl przed śmiercią
mówił do swego brata Metodego: - Oto bracie byliśmy parą wołów w
zaprzęgu Chrystusa, jedną bruzdę orząc. Dziś Cerkiew Prawosławna w
Polsce daje wam, ojcowie, ten pług abyście orali bruzdę Cyrylo-
Metodiańską, którą zasypały wiatry historii”.
24 maja 1995 r. prawosławny biskup przemysko-nowosądecki Adam Dubec
odsłużył pierwszą liturgię w ujkowickim monasterze, ojciec Nikodem
został archimandrytą, a Atanazy ihumenem. Od 1998 r. dzięki modłom
przed słynącą z łask ikoną Watopedzkiej Bogurodzicy kilka osób
wyleczyło się z raka, a wiele bezdzietnych rodzin wyprosiło
potomstwo. W 1999 r. poświęcono krzyż i wmurowano kamień węgielny z
góry Atos w miejscu ołtarza katolikonu, głównej świątyni
monasterskiej.
www.eprzemysl.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=514&Itemid=64