parton
21.07.11, 13:03
Od jakiegoś czasu regularnie tankowałem na orlenie na budach. Po jakimś czasie obsługa intensywnie zaczeła mnie namawiać na kartę dającą mi rabat 4 grosze na litrze. Dużo jeżdzę więc pomyślałem czemu nie? Formalności była masa.... NIPy, Regony i inne cuda i w końcu za jedyne 10 złotych stałem się posiadaczem karty orlen. Parę razy nawet udało mi się zatankować z cztero groszowym upustem :). Jednak jakieś dwa miesiące później okazało się, że moja karta została zablokowana. Obsługa stacji dwoiła się i troiła by kartę mi uruchomić jednak na końcu okazało się, może to zrobić tylko wiecznie nieobecny kierownik. Tłumaczono mi, że pewnie mam jakies blędy w dokumentach, a może mi karta upadła? Czeski film. Kierownika nie spotkałem przez kolejnych parę tankowań-tygodni. W końcu, któregoś dnia udało się. Pan kierownik rzucił fachowym okiem na kartę i stwierdził autorytatywni "taki system"..... cokolwiek to miało znaczyć. Ale zaświeciło światełko w tunelu, zaproponował mi genialne rozwiązanie w postaci nowej karty :). Oczywiście za kolejną dychę... i zaś gehenna z papierami. Odpowiedziałem, że taka opcja mnie nie interesuje bo przecież nie odzyskałem jeszcze poprzedniej.... Po dłuższych negocjacjach wreszcie wzburzony już kierownik wyjawił prawdziwy powód zablokowania karty- "bo nie tankował pan więcej niż 500 litrów miesięcznie"....... Moja Mazda 6 w dieslu jest dość oszczędna po to spalić 500 litrów pewnie bym musiał raz w tygodniu śmigać do chorwacji :). Szkoda, że nie mam tira:). Pytanie tylko czemu nikt mnie o tym jakże ważnym punkcie nie poinformował podczas podpisywania umowy? Pan kierownik oświadczył, że taki zapis przecież w umowie był, a że małym druczkiem to już bez znaczenia.... Czy uważacie, że takie akcje są uczciwe? Czy jeszcze ktoś padł ofiarą orlenowskiego naciągactwa?