Gość: audi
IP: *.cg-dialup.net
07.07.15, 23:09
Większość będzie rozczarowana - to nie o Ukraińcach. Ale bardzo ciekawe.
Jak zajęcie Zaolzia w 1938 roku zostało przyjęte przez opinię publiczną w Czechosłowacji?
Można było wtedy porównać to, co działo się na terenie Sudetów, zajętym przez Niemców, z tym co działo się na Zaolziu. Dla większości ludzi okupacja polska była jeszcze gorsza niż ta niemiecka. Przy niemieckiej nie było odwetu, tak jak działo się to na Zaolziu. Na terenach czeskich ze stycznia 1919 roku było wyrównywanie rachunków i krzywd za to, co stało się 19 lat wcześniej. Czeskie rodziny wysiedlano, nierzadko z użyciem siły. W archiwum w Brnie są relacje setek pobitych osób. Ludzie mówili: „Od Niemców można było tego oczekiwać, ale od słowiańskich braci – nie”.
Zamiarem polskiej dyplomacji było rozbicie czeskiej republiki. To nie był przypadek, że Polska szła ramię w ramię z Niemcami. Zamiar rozbioru Czechosłowacji istniał wcześniej, a dyplomacja polska była w kontakcie z niemiecką. Są na ten temat dokumenty zebrane przez polskiego naukowca Jerzego Tomaszewskiego.
Jak ludność czeska, mieszkająca na Zaolziu, zareagowała na wejście polskich wojsk? Były jakieś manifestacje?
Były organizowane strajki górnicze w Radvanicach, Michalkovicach. Interweniowały organizacje kościelne. Niektóre gminy starały się w komisji delimitacyjnej o to, żeby zostać w republice i w kilku wypadkach to się udało.
Jak w październiku 1938 roku zachowało się czechosłowackie wojsko? Czy doszło do jakichś walk z wkraczającym Wojskiem Polskim?
Nie. Na podstawie porozumienia głównych sztabów był harmonogram przekazywania obszaru Zaolzia. Zbrojne incydenty były między organizacjami wojskowymi. Ludzie się też bronili. Ale w naszym wypadku nie były to dywersyjne organizacje, jak w przypadku Polaków kierowane i sterowane przez główny sztab wojska, ale oddolna inicjatywa. Powstał Slezky Odboj – śląski ruch oporu.
Czy genezy zajęcia Zaolzia przez Wojsko Polskie w 1938 roku nie należy szukać w wydarzeniach z 1919 roku? Zbrojna akcja Czechów doprowadziła wtedy do zajęcia ważnego węzła kolejowego w Boguminie, do zajęcia Karwiny, Cieszyńskiego...
W pewnym sensie tak. Czy była sprawiedliwość w takim, a nie innym podziale terytorialnym, to co innego. Historia nie zawsze jest sprawiedliwa. Jak coś się dzieli, to ktoś zawsze może czuć się pokrzywdzony. To całe nieszczęście tych terenów. Ważne, żeby wczuć się w racje jednej i drugiej strony. Państwo powstaje na podstawie prawa międzynarodowego akceptowanego przez innych. Tak było w przypadku Czechosłowacji czy innych krajów. A działalność grup dywersyjnych na Zaolziu czy Rusi Zakarpackiej w 1938 roku była wbrew temu prawu. Tak, jak umowa monachijska, która już podczas wojny została uznana przez państwa alianckie za nieważną.
Czy akcja zajęcia Zaolzia miała wpływ na współpracę rządów Czechosłowacji i Polski podczas drugiej wojny światowej?
Miała. Była wspólna deklaracja o współpracy, ale każda ze stron inaczej widziała sprawę Zaolzia. Czesi w granicach przed październikiem 1938 roku, a Polacy odwrotnie. W tej kwestii nie można było się dogadać, choć i tak największą przyczyną fiaska porozumienia były stosunki z ZSRR, który to uniemożliwił. Nie było też współpracy w ruchu oporu. Tu czasami dochodziło wręcz do konfrontacji. Inna rzecz, że na Zaolziu czeski ruch oporu nie był tek zorganizowany, jak polski. Ale to też dlatego, że po zajęciu tego obszaru przez Polskę w 1938 roku 30 tys. aktywistów czeskich zostało stamtąd wysiedlonych.
Rozmowa red. Michała Zichlarza
z doc. dr. Mecislavem Borak’iem historykim, ptracownikiem Instytutu Śląskiegow Opawie.
Gazeta Wyborcza-Katowice -02. X 2003r.