Gość: je_ne_sais_quoi
IP: *.dynamic.gprs.plus.pl
12.12.17, 19:05
W niedzielę w czasie mszy u Salezjan wystąpił w trakcie czasu przewidzianego na kazanie niejaki Konrad - tato, który w marcu br. miał przejechać na posesji swojego dwuletniego syna. Opowiedział historię opartej na modlitwie walki o zdrowie syna w sposób przejmujący, piękny, wręcz aktorski. Podawał daty i był bardzo wiarygodny. Tyle, że ...sprawdziłem... Nie było takiego przypadku w tym okresie. Historia zakończona happyendem przypomina podobną. Też z Rzeszowa. Tylko tamten chłopczyk tego nie przeżył... Celowy zabieg socjotechniczny? A potem ludzie , umocnieni w wierze, na tacę dawali, oj dawali...