Dodaj do ulubionych

Miejsca niezwykłe: Kopyśno

15.10.07, 14:35
Ta opustoszała dzisiaj wioska ma "swoją" stronę internetową,
założoną i pieczołowicie aktualizowaną przez "dzieci i wnuków
mieszkańców Kopyśna, którzy dziś mają już po kilkadziesiąt lat i
pamiętają jeszcze atmosferę stworzoną przez ich dziadków i rodziców."
kopysno.republika.pl/index.html
Jest co poczytać i jest na co popatrzeć...
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts Święty Jan nie wygląda najlepiej... 16.10.07, 13:11
      Przy jedynej drodze do Kopyśna, prowadzącej z Rybotycz, stoi
      kamienna kapliczka, nakryta dwuspadowym daszkiem, pobitym gontem.
      Kapliczkę, mieszczącą drewnianą rzeźbę św. Jana, wybudowano na cześć
      zniesienia pańszczyzny w 1848 r. W latach siedemdziesiątych
      ubiegłego wieku figurka zniknęła w tajemniczych okolicznościach.
      Powróciła kilka lat temu, nieco odmieniona, bo na głowie św. Jana
      pojawiła się metalowa korona, której przedtem nie było. Wówczas
      kapliczkę poddano renowacji i na wszelki wypadek w okienkach
      założono kraty, aby św. Jan nie musiał już nigdzie wędrować.
      Przydałaby się tylko troskliwa ręka konserwatora zabytków, bo
      drewniany świątek nie wygląda najlepiej. Popękany, posklejany,
      pozbijany gwoździami, z trudem strzeże powierzonej mu drogi. Może
      jest ktoś, kto zechce mu pomóc...

      fotoforum.gazeta.pl/3,0,914166,2,3.html
      fotoforum.gazeta.pl/3,0,914180,2,2.html
      fotoforum.gazeta.pl/3,0,914179,2,1.html
      • ralston Re: Święty Jan nie wygląda najlepiej... 12.11.07, 11:07
        Nie tylko święty do kapliczki powrócił, ale i sama kapliczka ma
        chyba inny wygląd. W mojej pamięci zachowała się, jako otynkowana na
        biało wapiennym tynkiem, a teraz widać goły kamień...
        • tawnyroberts Re: Święty Jan nie wygląda najlepiej... 12.11.07, 14:43
          Zgadza się, kapliczka ostatnio nieco wypiękniała. Kiedyś wyglądała
          rzeczywiście inaczej:
          tib1.webpark.pl/kopysno.html
          Moim zdaniem taki "goły kamień" zdecydowanie dodaje jej uroku. No i
          św. Jan doczekał się wreszcie dachu z prawdziwego zdarzenia...
          • ralston Re: Święty Jan nie wygląda najlepiej... 12.11.07, 17:19
            Według mnie rónież nagi kamień ładniej się prezentuje, niż taki
            pochlapany wapnem. Według relacji ostatniego mieszkańca Kopyśna,
            niestety już nieżyjącego właśnie gdzieś w okolicy tej kapliczki
            znikało niebieskie światło wędrujące z góry od strony miejsca po
            dworze...
            • tawnyroberts Duch z Kopyśna - cz. I 15.11.07, 13:04
              Skoro duch z Kopyśna już został wywołany, to zamieszczę tutaj
              artykuł, który ukazał się 5-7 lutego 1999 r. w dzienniku "Super
              Nowości".

              kopysno.republika.pl/inni_o_nas.htm
              "Diabła nie zobaczycie"

              "Gdy zapada mrok, nad kopcem wybucha łuna światła. Potem przesuwa
              się w stronę kapliczki. Kilka metrów przed nią gaśnie. Światło jest
              tak mocne, że w domu można czytać gazetę.

              - Kopyśno - mówi bez zastanowienia Krzysztof Szuwarowski z
              Państwowej Służby Ochrony Zabytków w Przemyślu. - To jest chyba
              najbardziej zagadkowe miejsce na naszym terenie. Z wsią, gdzie
              mieszka już tylko staruszek i młody ekolog z żoną, związanych jest
              kilka legend, m.in. o podziemnym przejściu, studni i dzwonach, o
              biskupie prawosławnym, cudownym źródełku, a nawet diable. - Gdyby
              znalazły się pieniądze na badania, być może niektóre z tych podań
              okazałyby się prawdziwe - twierdzi K. Szuwarowski.

              Do Kopyśna, które nazwane jest także Kopystnem i Kopysnem, jedzie
              się z Przemyśla w kierunku Kalwarii Pacławskiej, a potem na
              Rybotycze. Z Rybotyczami właśnie związana jest pierwsza legenda o
              podziemnym przejściu. Miało ono łączyć rybotycki zamek, w którym
              urzędował słynny Diabeł Łańcucki, z wczesnośredniowiecznym
              grodziskiem w Kopyśnie. Z grodziskiem związana jest legenda o
              studni, w której słychać bicie dzwonów i gdzie tryska cudowne
              źródełko. Od czasu do czasu ponoć na terenie grodziska można spotkać
              diabła.

              Z Rybotycz odbija się do Kopyśna na prawo, w górę. Pytani o drogę
              ludzie dziwią się. - Do Kopystna w zimie? Nie macie szans tam
              dojechać. Od Rybotycz trzeba będzie iść na nogach. A to jest kilka
              kilometrów, pod górę i przez las. No i uważajcie na wilki - śmieją
              się. Drogi do Kopyśna nikt nie odśnieża, bo i po co. Wieś jest
              opustoszała. Stoi w niej jeszcze kilka domów, ale tylko dwa z nich
              są zamieszkane. W jednym mieszka Edward Klimczak. Urodził się w
              Kopyśnie i pamięta jeszcze czasy, kiedy we wsi było sto domów. Potem
              przyszedł rok 1947 i akcja „Wisła”. Większość jego sąsiadów
              wysiedlono. Ci, którym udało się zostać, powoli wymierali. Kilka lat
              temu umarła również żona Edwarda Klimczaka. Zostałby sam, gdyby nie
              młody człowiek, który sprowadził się do Kopyśna. Przyjechał znad
              morza.

              - To jakiś ekolog. Kocha zwierzęta. Kiedyś podobno rzucił się z
              nożem na myśliwych. Jest trochę ekscentryczny. Chciał kupić
              tamtejszą cerkiew na potrzeby jakiegoś nieznanego wyznania –
              opowiadają w Rybotyczach. - Niedawno się ożenił.

              Pomimo niewielkich opadów śniegu, samochód przejeżdża zaledwie kilka
              metrów drogi z Rybotycz do Kopyśna. Potem grzęźnie w zaspie. Trzeba
              iść pieszo. Wokół puste, zaśnieżone pola. Na horyzoncie las. Na
              szczęście wilków ani śladu. Po czterdziestu minutach marszu słychać
              szczekanie psów i widać dach pierwszego domu.

              Przy drodze do wsi po prawej stronie stoi kapliczka. Po
              przeciwległej - rozpościera się wzgórze. Na jego szczycie w
              odległości 400 metrów widnieje jeden wielki kopiec porośnięty
              sosnami. Wygląda nienaturalnie w krajobrazie. Widać, że sztucznie
              usypany. Z kopcem związana jest kolejna i najsłynniejsza
              kopyśnieńska legenda. Według tradycji, ma w nim być pochowany
              przemyski prawosławny biskup władyka Kopystyński. Żył on na
              przełomie XVI i XVII wieku. Miejscowa ludność opowiada, że zesłano
              go do Kopyśna za karę, za sprzeniewierzenie się swojej wierze.
              Historycy natomiast twierdzą, że biskup pochowany został w Kopyśnie,
              ponieważ stamtąd się wywodził. Wierze się wcale nie sprzeniewierzył,
              a i wręcz przeciwnie, zasłynął jako wielki i obrońca prawosławia na
              tych ziemiach.

              K. Szuwarowski ubolewa, że nikt nie zbadał jeszcze kurhanu, by
              sprawdzić, kto rzeczywiście jest w nim pochowany. - Być może biskup.
              A być może kurhan ten jest znacznie starszy i pochodzi jeszcze z
              epoki kamienia - spekuluje. - Na uwagę zasługuje także dziwne
              zjawisko, pojawiające się nad kopcem. Ludzie nieraz widzieli tam
              silne światło, które przesuwało się w stronę kapliczki. Nigdy bym
              nie traktował tych opowieści poważnie, gdyby nie wiarygodność ludzi,
              którzy o nim mówili - tłumaczy. Ruszamy w stronę kopca, by zrobić
              zdjęcie. Na górze nie ma nic niezwykłego. Stoi brzozowy krzyż.
              Kopiec zdążyli już zagospodarować lisy i myśliwi. Widać ambonę
              myśliwską i liczne jary. Pod sosną siedzi okazały lis z lśniącą
              kitą."
            • tawnyroberts Duch z Kopyśna - cz. II 15.11.07, 13:15
              "Diabła nie zobaczycie"

              "Schodzimy w dół, do wsi. Jest bardzo malownicza. Ciągnie się wzdłuż
              doliny Wiaru. Jedyna wyraźna droga omijają ją i pnie się pod górę.
              Inne ścieżki zatarł czas, lub porosły chaszcze. Wokół las
              zdziczałych drzew owocowych. W pierwszym domu na początku wsi
              mieszka Edward Klimczak. Staruszek nie jest zbyt rozmowny. Właśnie
              wrócił z pola i wygrzewa się pod pierzyną. Przez kilka godzin
              pracował przy krowach, a ponieważ nie zwykł się ciepło ubierać,
              przemarzł do szpiku kości. Oczywiście nieraz widział tajemnicze
              światło nad kopcem.

              - Musicie przyjechać tu jesienią, Właśnie w tym czasie się pojawia.
              Gdy zapada zmrok, nad kopcem wybucha łuna światła. Potem światło
              przesuwa się dość szybko w stronę kapliczki. Na kilka metrów przed
              nią gaśnie - opowiada. - A jest tak mocne, że można, w domu czytać
              gazetę. Światło pojawia się od lat. Opowieści o nim przekazywali
              sobie mieszkańcy Kopyśna z pokolenia na pokolenie Podobno biskup
              Kopystyński odprawia w ten sposób swoją pokutę.

              - Czy jest to biskup, tego nie mogę powiedzieć - stwierdza rzeczowo
              staruszek - Nieraz próbował do tego czegoś podejść i sprawdzić, co
              to jest. - Żona jednak zawsze gwałtowała, żebym z duchami me
              zaczynał. Więc tych prób nie było wiele. Po jej śmierci Edwardowi
              Klimczakowi udało się zbliżyć do tajemniczego światła na kilka
              metrów. Zobaczył postać. - Jakby człowieka w czarnej sukmanie. Szedł
              pochylony. Twarzy nie widziałem. Przy jego pasie była lampa. Nie
              widziałem rąk, więc nie wiem czy ją niósł, czy też przesuwała się za
              nim. W ogóle nie reagował na moją obecność. Edward Klimczak
              pomyślał, że to dusza, która potrzebuje pomocy. - Chciałem zapytać,
              czego tak chodzi i czego chce, ale nie mogłem powiedzieć słowa.

              Światło widziała także jego córka - Łucja Łuczak. Jest święcie
              przekonana, że nad kopcem dzieje się coś dziwnego. - Mogę przysiąc,
              że widziałam światło. Było to kilkanaście lat temu. Siedziałyśmy
              wraz z mamą w pokoju, gdy nagle wybuchła łuna nad kopcem. W domu
              zrobiło się bardzo jasno. Przez okno widziałyśmy, jak światło w dość
              szybkim, marszowym tempie przesuwa się do kapliczki i niknie.

              Łucja Łuczak widziała światło tylko raz. – Może dlatego tylko ten
              jeden raz, bo już jako dziewczynka wyjechałam z Kopyśna do
              internatu. Potem rzadko bywałam w domu jesienią i jakoś specjalnie
              nie czuwałam w nocy, by móc je zobaczyć - tłumaczy.

              - Światło jest tak prawdziwe jak studnia, która znajduje się na
              terenie grodziska – podkreśla. Zarówno ona, jak i jej ojciec, będąc
              dziećmi, bawili się przy niej. Edward K. wrzucał do niej kamienie,
              by sprawdzić, jak jest głęboka. - Słyszałem jak obijały się o jej
              ściany, ale nigdy nie słyszałem pluśnięcia . Nigdy też nie
              usłyszałem bicia dzwonów. To bujdy - śmieje się. Staruszek pamięta,
              że koło studni wypływało źródełko z "perłową" wodą. Pamięta, że na
              samym początku czasów komunizmu badano tę wodę, a potem planowano
              nawet urządzić w Kopyśnie uzdrowisko. Ale ponoć zabrakło pieniędzy.

              W czasie, gdy Łucja Łuczak była dzieckiem, studnię zalała woda. -
              Widocznie spadające z drzew gałęzie coś tam zatkały i woda zaczęła
              płynąć wierzchem. A jest to podobno woda o bardzo bogatym składzie
              mineralnym – zaznacza.

              Krzysztof Szuwarowski, który jest z wykształcenia archeologiem mówi,
              że studni jeszcze nikt nie badał, a informacje o niej traktowano
              tylko jako legendę. - Dopiero dwa lata temu, gdy rozmawiałem o niej
              z panem Edwardem, przekonałem się, że jest ona faktem. Niestety, nie
              ma na razie pieniędzy na przeprowadzenie dokładnych badań. Być może
              potwierdziłyby one istnienie przejścia podziemnego. W czasach
              zamierzchłych często się bowiem zdarzało, że wejścia do podziemnych
              przejść prowadziły przez studnie.

              Teraz na teren grodziska nawet nie ma się co wybierać. Wszystko jest
              zasypane śniegiem. Wierzymy więc p. Łucji na słowo, że widać tam
              jeszcze ślady po fosie i kamienną drogę dojazdową. - Diabła jednak
              tam nie zobaczycie. To tylko czyjś wymysł."

              P.S. Nazwisko mieszkańca Kopyśna zostało zmienione. W rzeczywistości
              chodzi o Edwarda Kettnera, zmarłego 31.03.2002 r.
              • ralston Re: Duch z Kopyśna - cz. II 15.11.07, 19:02
                Rozmawiałem z ś.p. Panem Kettnerem na niedługo przed jego śmiercią.
                Opis postaci, którą spotykał się zgadza. Pamiętam, że mówił jeszcze
                o nakryciu głowy ducha. Według jego opisu było to coś okrągłego -
                jak kołpak, czy takie kepi bez daszka.
              • ralston Re: Duch z Kopyśna - cz. II 15.11.07, 23:48
                Tutaj fotografia miejsca pochówku Państwa Kettnerów. Z dużym
                smutkiem odkryłem ten krzyż w niespełna rok po spotkaniu i rozmowie
                z Panem Edwardem...

                fotoforum.gazeta.pl/3,0,958287,2,1.html
                A poniżej jeszcze jedno - dzwonnica przy cerkwi. Sama cerkiewka
                niestety niespecjalnie urodziwa...

                fotoforum.gazeta.pl/3,0,958304,2,1.html
                • tawnyroberts "Wirtualny" cmentarz w Kopyśnie 16.11.07, 13:32
                  Na stronie internetowej Kopyśna pojawił się ostatnio "wirtualny"
                  cmentarz tej prawie wyludnionej wsi. Grobowiec państwa Kettnerów
                  wygląda tam już zupełnie inaczej...

                  kopysno.republika.pl/wirtcment.htm

                  A cerkiewka może i niespecjalnie urodziwa, ale magia tego miejsca,
                  legendy z nim związane, bliskość Kopystańki i grodziska na
                  Grabniku... To wszystko sprawia, że należy do moich ulubionych.
                  Zresztą w jesiennej scenerii prezentuje się całkiem nieźle i ...
                  niesamowicie "klimatycznie".

                  fotoforum.gazeta.pl/3,0,958794,2,1.html
                  fotoforum.gazeta.pl/3,0,958795,2,2.html
                  • ralston Re: "Wirtualny" cmentarz w Kopyśnie 19.11.07, 15:10
                    No to widzę, że rodzina pomnik postawiła. Zawsze to trwalsze niż
                    same krzyże.
                    A Kopyśno jest także i jednym z moich miejsc magicznych. Lubię tam
                    wracać...
              • tawnyroberts Ekolog z Kopyśna 30.09.08, 22:59
                Będąc ponad tydzień temu w Kopyśnie na corocznej wyprawie na śliwki
                ze zdziczałych sadów, miałem okazję poznać owego ekologa, o którym
                mowa w powyższym artykule i chwilę z nim porozmawiać. Spotkanie
                zaczęło się dość niefortunnie od próby przegonienia intruzów
                z "prywatnych" sadów, ale potem było już nieco lepiej, chociaż muszę
                przyznać, że kolega ekolog jest osobą skrajnie nieufną. Spacerując
                po Kopyśnie ciągle czułem na sobie jego wzrok, wypatrujący z ukrycia
                moich kroków i działań. Nie widziałem jednak nigdzie w pobliżu żony
                ekologa, także wspominanej w tekście. No cóż, może stwierdziła, że
                spartańskie warunki, jakie panują w obejściu męża i surowy klimat
                Kopyśna (zwłaszcza zimą) to jednak nie dla niej.

                Z tego co zdążyłem zauważyć, to nasz bohater hoduje konia, psa i
                dzikie świnie, które robią sporo zamieszania w tej prawie
                opustoszałej wiosce, biegając i ryjąc dokoła, także i na cerkiewnym
                cmentarzu. Mieszka w niedokończonej drewnianej chatce w sąsiedztwie
                zaimprowizowanej zagrody, gdzie trzyma swoją chudobę. Ciekawe, że
                sporą część dnia spędza w nieekologicznym... Wartburgu, zaparkowanym
                na środku drogi w kierunku Kopystańki.
                • traper01 Re: Ekolog z Kopyśna 08.10.08, 20:48
                  Taki z niego ekolog, że jakieś parę lat temu zabrano mu zwierzęta, bo padały z
                  głodu. On zawsze był nieufny i przeganiał najczęściej myśliwych, ale nie tylko.
                  Może nie dlatego, że nie lubi zabijania zwierząt, ale nie chciał żeby mu ktoś za
                  dużo czegoś nie zobaczył na jego terenie. Swego czasu dosyć głośno mówiono o
                  imprezach u niego. Pełno nagich osób, "ziołowe" papierosy itd. Jego (pierwsza!)
                  żona rzeczywiście odeszła. Czy z drugą miał ślub tego nie wiem, ale też jej tam
                  od dawna nie widzę. No cóż, jak była szansa na utworzenie Turnickiego PN na
                  terenie m.in. Kopysna, to "ekolog" szalał. Taki kopyśniański zakapior z niego
                  był. Teraz jakby trochę przygasł. W końcu ciągną go co chwila po sądach za różne
                  rzeczy, kary płacić trzeba a i kombinować trzeba skąd na to wziąć.
                  Wspomniane "dzikie świnie" to są świniodziki, no i nie są jego.
                  • tawnyroberts Re: Ekolog z Kopyśna 20.10.08, 12:54
                    No, z Twojego postu wynika, że niezłe ziółko z tego naszego
                    ekologa. A znasz może więcej szczegółów na temat próby przejęcia
                    przez niego cerkwi w Kopyśnie na potrzeby jakiegoś wyznania?
                    Ciekawy jestem też jak wielkie są jego majątki ziemskie w Kopyśnie,
                    bo przeganiał mnie stamtąd jak ze swojego, twierdząc, że cała
                    wioska jest prywatna. Śmiesznie się też z nim "rozmawiało", bo
                    przez cały czas gość był odwrócony tyłem, grzebiąc coś w swoim
                    Wartburgu i zdawkowo odpowiadając na zadawane pytania.
                    • traper01 Re: Ekolog z Kopyśna 21.10.08, 17:06
                      O przejęciu cerkwi przez ekologa, prawdę mówiąc nie słyszałem. Była natomiast
                      sprawa z częścią działki na której znajduje się cmentarz. Otóż, cmentarz ten
                      został ogrodzony bez planu. Po prostu jaki ten cmentarz był duży, tak go
                      ogrodzono. Ekolog kupił działkę koło cmentarza i zaraz zaczął wytyczać granice
                      (jak to w jego stylu jest). Okazało się wtedy, że część jego działki jest na
                      cmentarzu. On oczywiście nie chciał się tego kawałka zrzec, tylko z tego co mi
                      wiadomo zażądał innej działki albo dużej kasy. Jeden z miejscowych przekonał go,
                      żeby zamienił się z nim działkami i teraz jest z tym spokój. Majątku ziemskiego
                      miał on ok. 14 ha, z tym że część kupiona była przez niego ale na jakieś inne
                      osoby. Czy tyle ma w tej chwili, to nie wiem. Faktem jest, że całość gruntów
                      Kopysna jest prywatne. Ale na pewno wszystko nie jest jego. Część np. jest moja.
                      I śliwki też tam mam :)
                      • tawnyroberts Ekolog i studnia pod starą lipą 22.10.08, 13:27
                        Czternaście hektarów to całkiem sporo. Dzisiaj za tyle pola trzeba
                        byłoby słono zapłacić, nawet w Kopyśnie. Martwi mnie tylko, że
                        wszystkie grunty w Kopyśnie są już w prywatnych rękach. Pewnie moja
                        tegoroczna wyprawa na śliwki była tą ostatnią. Szkoda...

                        P.S. Będąc ostatnio w Kopyśnie natknąłem się na urocze miejsce,
                        znajdujące się około 200 metrów od chaty ekologa, po przeciwnej
                        stronie drogi na Kopystańkę. Rośnie tam olbrzymia lipa, pod którą
                        jest stara cembrowana kamieniem studnia, a wokół zielony dywan
                        barwinku, jak na zdjęciu.

                        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1525101,2,2.html

                        W pobliżu są też resztki kamiennej podmurówki i jakaś dziura, może
                        pozostałości piwnicy. Kilkanaście metrów dalej w krzakach stoi
                        przechylony stary drewniany krzyż, którego ramię leży na ziemi.

                        fotoforum.gazeta.pl/3,0,1525100,2,1.html

                        Wiesz może co to za miejsce, tzn. co tam kiedyś było?
                        • traper01 Re: Ekolog i studnia pod starą lipą 23.10.08, 22:13
                          Krzyż w tym miejscu znalazł się za sprawą ekologa z tego co mi wiadomo. Kiedyś
                          stał on przy drodze. Miejsce na którym on się znajduje było zwyczajną zagrodą,
                          stąd te resztki podmurówki. W tej chwili właścicielem działki jest ktoś z Warszawy.
                  • 76bob Re: Ekolog z Kopyśna 09.08.15, 15:23
                    Święta prawda. Żona faktycznie z dziećmi odeszła-no bo jak to tak-ani żadnej szkoły ,przedszkola,wiadomo też ze małe dzieci często chorują , i pewnie uciżliwe byłoby się powiedzmy w zimie do lekarza się dostać. No i pewnie inne rzeczy o których nie wiemy.
          • 76bob Re: Święty Jan nie wygląda najlepiej... 09.08.15, 15:29
            Pamiętam kapliczkę otynkowaną ,ale bez świętego Jana. Mówiono że ktoś go ukradł. Ponoć osoba która go kiedyś buchnęła teraz oddała i w ramach zadośćuczynienia wyremontowała kapliczkę
      • tawnyroberts Kapliczka św. Jana cztery lata później 26.03.13, 14:41
        W listopadzie 2011 r. wybrałem się rowerem do Kopyśna z zamiarem dokładnego obfotografowania tamtejszego cmentarza, a następnie, korzystając z długotrwałej suszy, przedarcia się czerwonym szlakiem do Bryliniec. Już raz próbowałem "atakować" ten bardzo dziki i błotnisty fragment szlaku akurat od strony Bryliniec, ale z uwagi na potworne bagna i zapadający zmierzch musiałem się wycofać. Tym razem się udało, ale zanim to nastąpiło, zatrzymałem się w Kopyśnie przy kapliczce św. Jana.

        W wyglądzie kapliczki i samej figurki świętego od 2007 r. nic się zmieniło, natomiast zniknął wiekowy grab, szczelnie otulający z lewej strony kamienne sacrum. Drzewo zostało wycięte już stosunkowo dawno, o czym świadczy pozostawiony dość wysoki, mocno zmurszały pień. Poza tym, czas zatrzymał się tutaj jakby w miejscu...

        fotoforum.gazeta.pl/uk/Kapliczka%2520%25B6w.%2520Jana%2520w%2520Kopy%25B6nie,tawnyroberts.html
    • tawnyroberts Cerkiew w Kopyśnie 29.01.08, 12:16
      Krótki artykuł Bożeny Koreckiej-Szczerba o cerkwi w Kopyśnie
      w "Skarbach Podkarpacia" nr 1(2)/2007.


      Dzieła zapomniane - Cerkiew w Kopyśnie

      Niewielką, murowaną, greckokatolicką cerkiew p.w. Opieki Matki
      Boskiej zbudowano w Kopyśnie w 1821 r., razem z parawanową
      dzwonnicą, na miejscu poprzedniej, istniejącej już w XV wieku.
      Wzniesiona z kamienia na planie wydłużonego prostokąta z trójbocznym
      zamknięciem od wschodu, otynkowana, była przebudowana na początku
      lat 20. XX wieku. Szczęśliwie przetrwała jako jedna z niewielu w
      okolicy i co szczególnie ważne, pozostał w niej prawie kompletny
      ikonostas z 1854 roku, namalowany przez Józefa Lisikiewicza z Trójcy.

      Wnętrze ma trójczęściowy podział, a podwyższoną część ołtarzową,
      tzw. altar, dzieli typowy dla cerkwi karpackiej ikonostas. Z lewej
      strony carskich wrót, znajduje się ikona z najpowszechniejszym typem
      przedstawienia maryjnego: Matka Boska z Dzieciątkiem – Hodegetria,
      po prawej zaś widnieje postać Chrystusa Pantokratora. Spośród 22
      tworzących następny rząd malowideł, tzw. prazdników, chronologicznie
      przedstawiających święta roku kościelnego, brakuje dwóch. Powyżej
      Ostatnia Wieczerza, nad którą góruje przedstawienie Deesis –
      Chrystus Tronujący z Apostołami, zamknięte półkolistym, roślinnym
      ornamentem. Zarówno ołtarzyk w prezbiterium z obrazem Chrystusa
      pomiędzy świętymi, jak i cztery ołtarzyki boczne – wszystkie z XIX
      w., o tradycjach barokowych, również przetrwały w pierwotnym stanie.

      Godna uwagi jest także sama miejscowość. Niegdyś duża, dziś
      wyludniona, położona nietypowo na stokach góry (541 m n.p.m.),
      wysoko nad doliną Wiaru. Istniała już w XIV wieku (Władysław
      Jagiełło nadał wieś 12 marca 1408 roku Józefowi Bieduniowi za jego
      wierną służbę), stając się z czasem rodowym gniazdem Kopystyńskich
      herbu Leliwa. Istnieje hipoteza, że Michał Kopystyński, ostatni
      prawosławny biskup w Przemyślu, może być pochowany właśnie w
      podziemiach pierwotnej cerkwi, choć brana jest pod uwagę także
      cerkiew w Posadzie Rybotyckiej. Przy drodze do pobliskich Rybotycz
      zachowała się kapliczka św. Jana, upamiętniająca zniesienie
      pańszczyzny w 1848 r.
    • tawnyroberts Wszystkie drogi prowadzą na... Kopystańkę 20.11.08, 07:46
      Kopystańka to jeden z obowiązkowych punktów programu przy zwiedzaniu Pogórza Przemyskiego. Kto nie był na tej wspaniale położonej górze i nie widział tych przepięknych widoków ukazujących się z jej wierzchołka, ten lepiej niech się nie chwali, że był na Pogórzu. A jak tam dotrzeć? Była swego czasu dyskusja o tym na forum, stąd myślę, że dobrze będzie zachować jej treść, zanim zostanie zarchiwizowana...

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49301&w=71791702&v=2&s=0&t=1227162692293
    • tawnyroberts Tam były najsłodsze maliny... 19.11.09, 20:21
      Przed dwoma laty w kwartalniku "Przemyski Przegląd Kulturalny"
      ukazał się piękny tekst o Kopyśnie pióra Olgi Hryńkiw. Myślę, że
      pasjonatów tego miejsca zachęci już sam tytuł: "Tam były najsłodsze
      maliny i najbardziej pachniały poziomki". Prawda, że brzmi cudownie?
      A w treści wszystkiego po trochę: historia Kopyśna, legenda władyki
      Kopystyńskiego, tragedia wysiedleń, samotność Edwarda Kettnera, św.
      Jan z kapliczki, internetowa strona o Kopyśnie i wszystko to polane
      takim nostalgicznym sosem, za którym po prostu przepadam. Po takiej
      dawce "tęsknego" pisania aż chce się wracać pod Kopystańkę. Choćby i
      teraz...


      "Tam były najsłodsze maliny i najbardziej pachniały poziomki"

      – Kiedy pada hasło „miejsce magiczne”, moje pierwsze skojarzenie to
      Kopyśno – mówi Jarek. Kilka lat temu ochrzcił w tutejszej cerkwi
      syna, choć urodzeniem ani niczym innym z tą umarłą wioską na zboczu
      Kopystańki nie jest związany. Osób, dla których opustoszała wieś na
      odludziu z wytłumaczalnych i niewytłumaczalnych powodów jest ważna,
      zliczyć można dużo. O wiele więcej niż chałup, które w Kopyśnie się
      jeszcze ostały.

      „Miejsce magiczne” – określenie przed laty modne, dziś nadużywane i
      przez to zdewaluowane. Mówi się tak o staromiejskich zakątkach,
      zaniedbanych, ale mimo to albo dlatego właśnie pełnych nieuchwytnego
      uroku. O widokowych miejscach w górach, o których wiedzą
      wszyscy „prawdziwi turyści”. Przy czym – co dla spełnienia kryteriów
      miejsca magicznego najważniejsze – jedne urocze zakątki i widokowe
      pagórki mają jeszcze „to coś”, co sprawia, że tytuł „miejsca
      magicznego” jest im przyznawany, inne, choć urodą nie ustępują
      wcale – nie. Ten tekst będzie próbą zdefiniowania, czym jest „to
      coś”.

      Kopyśno (Kopysno, Kopystno) to wieś na zboczu Kopystańki,
      najwyższego wzniesienia Pogórza Przemyskiego. Sama góra, określana
      przedrostkiem naj z tytułu metrażu, jest jeszcze miejscem
      najbardziej panoramicznym: niezalesiony wierzchołek daje widoki na
      wszystkie strony świata i każda jest piękna. To wioska, która dziś
      nie ma ani jednego stałego mieszkańca, a przed sześćdziesięciu laty
      tętniła życiem: przed wojną było tu 148 numerów: – Nie potrafię
      powiedzieć, co mnie tu ciągnie... – mówi Jarek. – Chyba szacunek dla
      przeszłości. To tak jak z Przemyślem. Kiedy pomyślę, ile to miasto
      ma lat, jak ważne rzeczy tu się działy, jak ciekawi ludzie
      wydeptywali bruk, po którym i ja teraz drepczę, to aż mnie ciarki
      przechodzą...

      Autor przewodników Mieczysław Orłowicz w 1917 roku określił Kopyśno
      jako [...] ruską wioskę górską, należącą do najstarszych, bo
      datowanych na początek XV wieku, miejscowości tej części ziemi
      przemyskiej. Wioska była gniazdem ruskiej szlachty, z której
      wywodził się prawosławny biskup przemyski Michał Kopystyński.

      *Nocami władyka z latarnią pomyka*

      Wiadomo, że władyka zmarł w 1609 roku, nie wiadomo do końca, gdzie
      jest pochowany – niektórzy twierdzą, że nieopodal wsi, na wzgórku
      zwanym Horbysko, i że to właśnie jego duch pomyka wieczorami po
      kopyśniańskich łąkach, rozświetlając sobie drogę latarnią...

      Ba, są powody, by sądzić, że ludzie pojawili się tu znacznie
      wcześniej niż w XV wieku. W pobliskim lesie zwanym Grabnik odkryto
      pozostałości grodu datowanego na XI/XII wiek, według tradycji stał
      tam niegdyś zamek, stąd dawni mieszkańcy wsi nazywali to miejsce
      Zamczyskiem. Ponoć była tam kiedyś bardzo głęboka studnia i
      podziemne przejście do Rybotycz. Dziś miejsce to wygląda po prostu
      jak pagórek w lesie, z tym że nienaturalnie spiczasty, zamczyska
      dopatrzyć się w nim jednak nie sposób. Ale już cudowne źródełko
      bijące spod wielkiego buka, wkładane przez niektórych między bajki,
      istnieje naprawdę – to drewniana i dość niepozorna cembrowinka o
      wymiarach maksymalnie 50 na 50 centymetrów, w której zbiera się
      źródlana woda. Ze źródełkiem wiążą się dwie piękne legendy: jedna o
      tym, że zakochani, którzy napiją się tu wody i dotkną dłonią pnia
      buka, szczęście w miłości będą mieli zapewnione, druga – że w
      Wielkanoc z korony drzewa słychać bicie dzwonów. Za istnienie
      źródełka autorka ręczy słowem; odnalazła je i odkopała kilka lat
      temu spod wielkiej sterty liści osobiście! Tyle że w tym roku ślad
      po źródełku zaginął i dowodu w postaci zdjęcia przedstawić nie można.

      W okresie międzywojennym wioska miała ponoć własny sklep z wyrobami
      tytoniowymi, karczmę, dwie kuźnie, dwóch szewców, sklep, czytelnię,
      szkołę, cerkiew, a w niej ikonostas malowany przez mistrza tzw.
      szkoły rybotyckiej Józefa Lisikiewicza, działał też chór cerkiewny.
      To jest przeszłość, o której mówi Jarek.

      *Diabły huśtają się na drzewach, a cerkiew to nie cerkiew*

      Kopyśno przeszło dwa wysiedlenia: na Ukrainę i na Ziemie Odzyskane.
      To standard, tak samo było przecież z położoną w pobliskiej dolinie
      Wiaru Borysławką i wieloma innymi wioskami Pogórza. Wysiedlenie jako
      wydarzenie historyczne nie jest więc „tym czymś”, czego szukamy.
      Może w takim razie stary Kettner – ostatni mieszkaniec Kopyśna?
      Ostatni z żyjących tu do śmierci (bo jest jeszcze kilka osób w
      Kopyśnie urodzonych, ale mieszkających teraz w bardziej
      cywilizowanych wioskach albo w mieście). Edward Kettner, z
      pochodzenia Austriak, potomek dworskiego mierniczego (geodety),
      którego dziedzic Kopyśna sprowadził do mierzenia lasów, zmarł w
      latach 90. Dzisiaj jego legenda przebija ducha władyki: –
      Zachodziłem do starego, kiedy tylko byłem na Kopystańce – wspomina
      dziennikarz Bohdan Huk. – Opowiadał, że tęskni za sąsiadami i że
      czasem wychodzi przed chałupę, patrzy na zachód i wypatruje, czy nie
      wracają... On był bez nich jakby wyjęty z kontekstu i jednocześnie,
      jako autochton, jak najbardziej w kontekście... Właściwie to
      kontekst diametralnie się zmienił, ale on pozostał ten sam.

      Edward Kettner dbał o cmentarz, pilnował cerkwi. Ponoć to właśnie on
      uratował świątynię przed rozbiórką: tych, którzy mieli decydować o
      jej losie, podjął dobrym trunkiem i wytargował, żeby w papierach
      stało, że nie jest to żadna cerkiew, ale kaplica cmentarna... Udało
      się. Kaplic w planach rozbiórkowych nie było.

      Turyści uwielbiali Kettnera. Oni widzieli chaszcze, on opowiadał im
      o życiu, jakie jeszcze pół wieku temu tu się toczyło, o duchu
      zmarłej żony, który przychodził do niego na pogawędki, o biskupiej
      zjawie z latarnią, którą często widywał, o diabłach, które huśtają
      się tu na drzewach, uczepione ogonami konarów...
      • tawnyroberts Tam były najsłodsze maliny... - cz. II 19.11.09, 20:25
        *Bóg był wśród nich i jest teraz z wami*

        Dziś cerkiew otwarta, a po cmentarzu kręci się tłumek ludzi. To nie
        duchy. To krewni dawnych mieszkańców przyszli zapalić spóźnione
        świeczki na grobach. Ksiądz z Rybotycz (cerkiew pełni teraz funkcję
        filialnego kościółka) wie, że prawi kazanie ludziom o bardzo
        mieszanych korzeniach. Z atencją wspomina dawnych mieszkańców wsi: –
        Ciężkie tu musiało być życie i mozolne. Ale nawet w najmniejszych i
        najbardziej oddalonych od świata osadach ludzie budowali świątynie.
        Dlaczego? Dlatego, że chcieli, żeby Bóg mieszkał wśród nich, żeby
        dzielił z nimi ich znojną codzienność... I Bóg był wśród nich. Był z
        nimi tak, jak jest teraz z wami, którzy weszliście na tę górę mimo
        błota i deszczu, bo „coś” wam mówiło, że tak trzeba...

        Po mszy idziemy się ogrzać do chałupy Kettnera. Modrzewiowy dom ma
        sto czterdzieści lat. Przetrwał obie wojny, akcję „Wisła”, PGR. I
        stoi nadal. Dziś gospodarzy tu Jan Łuczak, zięć starego, jeden z
        trzech wskrzesicieli wioski. Bo jest szansa, że życie tu wróci, nie
        na weekendy i wakacje, jak teraz, ale na co dzień. Łuczak właściwie
        już dziś więcej czasu spędza w Kopyśnie niż w przemyskim mieszkaniu.
        Wyhodował pokaźne stadko dzikich świń, razem z sąsiadem oczyścił i
        zarybił dawne stawy, wykarczował krzaki na cmentarzu i przy drodze
        wiodącej do cerkwi.

        Dziś w gości do Łuczaka przyszli bracia Srokowie. W miejscu ich
        rodzinnej Borysławki – wioski położonej nieopodal w dolinie – rośnie
        już tylko las, ale oni jeszcze żyją... Widać, że zaprzyjaźnieni z
        gospodarzem, że „coś” ich ciągnie w takie miejsca. Tak samo, jak
        kolejnych niespodziewanych gości: Gosię i Mathiasa. Ona z sąsiedniej
        wioski wyjechała za lepszym życiem do Niemiec, on – ujrzawszy
        rodzinne strony narzeczonej – postanowił kupić w Kopyśnie kawałek
        ziemi. „Tylko tu” – powiedział. Dlaczego tu – goście z zagranicy nie
        potrafią wyjaśnić, poza tym, że Mathias jest artystą i że chciałby
        mieszkać na odludziu. Podobnie jak Mathias i Gosia, ziemię w
        Kopyśnie kilka lat temu kupiła para warszawiaków. W dobie internetu
        uznali, że pracować można wszędzie, ale nie wszędzie są takie
        miejsca, jak ta góra.

        *Żydy, Łemki, Bojki, komuniści i cykliści*

        Po kilku głębszych biesiadnikom rozwiązują się języki. Robi się
        zaduszkowy wieczór. Rozmawiamy o kopyśniańskiej mieszance
        narodowościowej: – Pani, a tu chyba kilkanaście narodów było! Żydy,
        Łemki, Bojki, komuniści, Tatary, Hucuły!... – ze znawstwem wylicza
        Anuś Sroka.

        Od dobrych kilku lat do wyliczanki Anusia należałoby dodać jeszcze
        cyklistów i ekologów. Pierwsi wjadą na górę, zjadą i odjadą, więc
        problemów z nimi nie ma. Z drugimi bywały. Ba, rozpisywały się o tym
        nawet gazety! Bo trzeba wiedzieć, że Kopystańka to rezerwat
        krajobrazowy, a od nastania UE również Obszar Specjalnej Ochrony, co
        oznacza, że występuje tu rzadka i gdzie indziej niespotykana fauna i
        flora: ostrożeń siedmiogrodzki, tymotek Bohemera, orlik krzykliwy,
        puszczyk uralski... Pewnie dlatego – a może i ze względu na „to
        coś”, co przyciąga tu bardzo dziwnych ludzi – jeszcze za życia
        starego Kettnera osiedlił się w Kopyśnie pewien młody ekolog z
        drugiego końca Polski. Bateria słoneczna na dachu, koń, mleko prosto
        od kozy – ekolog gospodarzył, jak uważał. Szybko jednak okazało się,
        że pokojowa koegzystencja między człowiekiem z poprzedniej epoki a
        człowiekiem z epoki zapewne przyszłej możliwa nie jest. Porozumienia
        być nie mogło także między ekologiem a myśliwymi, którzy od dawna
        traktują Kopyśno jak własny folwark. Raz więc ktoś ambony ściął,
        innym razem z broni mierzył ktoś do kogoś... Była wojna o to, kto
        kogo stąd wykurzy, policyjne dochodzenia, procesy itd. Dziś ucichło.
        Ale ekolog, choć po którymś z kolejnych życiowych zakrętów kupił
        chatę w innej wiosce, i tak przychodzi do Kopyśna.

        *I już nam, święty Janie, nie uciekniesz...*

        Jednak najczęściej zagląda tu Janusz Dedio, tyle że przez internet.
        To drugi po Łuczaku wskrzesiciel wioski. Nie nakopał się może rowów,
        nie naciął chaszczy. Zrobił coś, dzięki czemu o wymarłej
        miejscowości dowiedział się cały świat, a przede wszystkim
        porozrzucani po świecie potomkowie dawnych mieszkańców: zrobił
        stronę Kopyśna w internecie. Jest to robota bardzo porządna:
        wyciągnięte z archiwów stare mapy, wyproszone od rodziny dawne
        fotografie, rys historyczny oparty na fachowych publikacjach, a
        nawet – uwaga – aktualności! Tak właśnie. I jest to dział wbrew
        pozorom bardzo dynamiczny, bo autor skrzętnie odnotowuje każde
        wydarzenie. Jak to na przykład, że po kilkudziesięciu latach pobytu
        w nieznanym miejscu do przydrożnej wiejskiej kapliczki wróciła
        drewniana figurka św. Jana. Nie wiadomo, gdzie święty bawił tak
        długo, czy w gościnie był, czy w niewoli. Wiadomo, że wrócił. Trochę
        się musiał nacierpieć, bo na głowie ma cierniową koronę, której
        wcześniej nie było. Łuczak i Dedio uznali powrót świętego może nie
        za cud, ale na pewno za dobry znak dla Kopyśna. A Jakubów – trzeci z
        trzech wskrzesicieli wsi – natychmiast kapliczkę okratował, pogroził
        palcem i uśmiechnął się szelmowsko: – I już nam, święty Janie, nie
        uciekniesz...

        Dzięki Januszowi Dedio wydarzył się zresztą całkiem niedawno cud
        prawdziwy. Grzebiąc w internecie w poszukiwaniu materiałów do swojej
        strony, natrafił na apel Aliny Kopko z Francji. Kobieta szukała
        śladów dziadka Michała Kopko, urodzonego w Kopyśnie. Najpierw
        ustalono, że faktycznie mężczyzna o takim imieniu i nazwisku
        mieszkał we wsi, potem – co bardzo zaskoczyło panią z Francji – że
        zostawił w Kopyśnie ciężarną narzeczoną, która urodziła córeczkę
        Hanię. Dedio ustalił, że Hania wyjechała do USA. Dla Aliny była to
        ciocia, o której istnieniu nikt we francuskiej linii Kopków nie miał
        pojęcia. Po kolejnych poszukiwaniach okazało się, że Hania żyje i że
        amerykańska linia Kopków też nic nie wie o rodzinie we Francji.
        Początkowo strony przyjmowały rewelacje detektywa Dedio z
        niedowierzaniem. Wątpliwości zostały rozwiane, kiedy odbył się
        francusko-amerykański familijny zjazd na Kopystańce: – „Ten sam nos,
        ten sam profil!” – krzyczeli. Poza tym, choć zupełnie sfrancuzieli,
        dalej kiszą kapustę i gotują bigos! – wspomina pan Janusz.
      • tawnyroberts Tam były najsłodsze maliny... - cz. III 19.11.09, 20:31
        *Tam były najsłodsze maliny i najbardziej pachniały poziomki*

        Możliwe, że nie jest to ostatni cud w Kopyśnie. Księga gości na
        stronie internetowej wsi pełna jest wpisów osób, które szukają
        informacji o babci czy dziadku. "Tam były najsłodsze maliny i
        najbardziej pachniały poziomki. Zawsze chciałam tam pojechać, ale
        nigdy się to nie spełniło. Myślałam, że wieś została po prostu
        wchłonięta przez las i nie ma po niej znaku. Jakaż była moja radość,
        gdy się dowiedziałam, że znalazł się ktoś, kto ocalił ją od
        zapomnienia" – napisała Danuta. Albo: "Byłam tam, poszliśmy na
        wycieczkę pieszą, żył jeszcze ostatni mieszkaniec i toczył spór z
        ekologiem i jego żoną. Na szyi nosił duży stary klucz, którym
        otworzył nam drzwi do cerkwi, ale nawet na chwilę nie spuścił nas z
        oczu – żebyśmy czegoś nie zrobili... Staruszek był chory, opiekowała
        się nim siostra, też już leciwa. Poczęstowali nas jabłkami,
        opowiadali o przeszłości, było wspaniale. Jola". I dalej: "Mam
        nazwisko Kettner i wiem, że mam pochodzenie od Alberta Kettnera,
        który meskav v Kopysno. Tut na Ukrainie zyjom Kettnerovie, ale nie
        znają swoje rodziny. Igor". "Poszukuję historii mego rodu. Według
        przekazów dziadków i dokumentacji historycznej wywodził się z
        Kopysna. Czy można coś na ten temat dowiedzieć się od państwa? Z
        poważaniem. Kazimierz Kopystyński". I następni: "Fajna stronka,
        trzymajcie tak dalej, znalazłem nawet akt urodzenia swojego dziadka
        Pawła Hamryszczaka. Jak ktoś będzie wiedział coś więcej, proszę o
        kontakt. Marek". "Jeżeli ktoś wie cokolwiek o rodzinie Tomko z
        Kopysna, proszę o informacje. Piotr". "Witam! Jestem córką Kazika i
        bardzo mi się podoba ta strona! Może historii nie lubię, ale
        poznawać swoją rodzinę, jej korzenie, owszem. Cieszę się, że kontakt
        między naszymi rodzinami się odnowił! Może za parę lat, może nawet w
        te wakacje wszystkich swoich krewnych i to cudowne miejsce poznam...
        Ślę gorące pozdrowienia z Olsztyna. Ewelinka Nienadowska".

        ***

        Z trzecim wskrzesicielem wsi Michałem Jakubowem (miejsce urodzenia:
        Kopyśno) mieliśmy się wybrać na górę wspólnie – porobić trochę
        zdjęć, zobaczyć, jak wyremontował chałupę, pogadać. Ale spadł śnieg,
        droga zrobiła się nieprzejezdna, a pan Michał zaniemógł. Siedzimy w
        jego przemyskiej willi, gospodarz polewa barszczyk i mówi: – I tak
        muszę pojechać, tylko niech się pogoda poprawi! Stary już jestem i
        chory, to sobie tam grobowiec robię... Pokażę wam... Niech tylko
        śnieg stopnieje...

        Olga Hryńkiw

        "Przemyski Przegląd Kulturalny", Nr 4(7) 2007 r.
      • 76bob Re: Tam były najsłodsze maliny... 09.08.15, 15:16
        To źródełko faktycznie istniało ,jakieś 25 lat temu udało mi się je odnaleźć z kimś z miejscowych choć nie było łatwo.Nawet napiłem się wody. Dzwonów jednak nie słyszałem.
    • tawnyroberts Nowa szata strony o Kopyśnie 19.11.09, 20:48
      Zachęcam do ponownego przeglądnięcia strony internetowej o Kopyśnie.
      Zmieniona została szata graficzna, pojawiło się trochę nowych
      rzeczy, na bieżąco uzupełniany jest dział "Aktualności". Tylko adres
      pozostał ten sam:

      kopysno.republika.pl/index.html
      • traper01 Nowy adres strony 23.01.11, 21:03
        Zapraszam na stronę Kopysna pod nowym adresem: www.kopysno.pl/
        • tawnyroberts Nowy adres strony nie działa 27.01.12, 11:09
          Wygląda na to, że serwis internetowy o Kopyśnie aktualnie nie działa pod nowym adresem. Może to tylko chwilowe problemy, ale na szczęście bez problemu można wejść na stronę korzystając ze starego linku:

          kopysno.republika.pl/
          • traper01 Re: Nowy adres strony nie działa 28.01.12, 22:21
            Przyczyny nie działania strony: www.kopysno.republika.pl/aktualnosci.html
            • tawnyroberts Książka o Pogórzu Przemyskim 31.01.12, 12:08
              O, to wszystko jasne. Dobrze, że strona nadal działa na starym serwerze.

              Zainteresowała mnie natomiast inna informacja z działu "Aktualności", dotycząca wydania w ubiegłym roku książki "Przemyśl i Pogórze Przemyskie. Ciekawe miejsca, ludzie, obyczaje". Temat jest mi znany, bo sam napisałem do niej dwa rozdziały. Książka miała pojawić się w sprzedaży rzeczywiście wiosną 2011 r., ale do tej pory się nie ukazała. Kontakt z wydawcą - Oficyną Wydawniczą "Mercator" z Przemyśla, urwał mi się tuż przed premierą książki. Ciekawe, co też stanęło na przeszkodzie w pojawieniu się tej pozycji, zapowiadanej przez "Mercatora" jako konkurencję dla słynnego przewodnika Stanisława Krycińskiego "Pogórze Przemyskie. Przewodnik"?
              • traper01 Re: Książka o Pogórzu Przemyskim 31.01.12, 13:18
                Z tego co mi wiadomo to był jakiś problem z jednym z autorów. Podobno nie dostarczył na czas swoich rozdziałów. Przewodnik miał się ukazać ostatecznie chyba w sierpniu, ale na razie cisza. Nie mam też kontaktu z wydawcą.
    • tawnyroberts Historia Kopyśna i ciekawe miejsca 19.11.10, 20:00
      Na stronie internetowej Kopyśna, w zakładce "Historia" przedstawiono szczegółowo dzieje tej wsi i warte obejrzenia zabytkowe obiekty. Absolutną rewelacją są tam dla mnie archiwalne zdjęcia cerkwi (z 1959 r.) i kapliczki św. Jana (z 1963 r.). Zapraszam do wędrowki po Kopyśnie do czasów bardzo odległych i tych zupełnie niedawnych...


      Kopysno istniało już przed 1400 r. Władysław Jagiełło nadał je drobnej szlachcie ruskiej - Kopystyńskim herbu Sas. Jak podają źródła, według dokumentu nadania (pisanego po rusku) z 12 marca 1408 r. król Jagiełło nadał tę miejscowość swemu rycerzowi Józefowi Bieduniowi za jego wierną służbę. W dokumencie tym czytamy o nadaniu "horodyszcza Kopysno, cerkwi pw. Pokrowy Matki Bożej, dworzyszcza pustego zwanego Bodnarskie pod horodyszczem, ...". 10 marca 1415 r. starosta ruski Iwan Śremski dokonał rozgraniczenia gruntów pomiędzy Brylińcami a Kopysnem. Przez kilka wieków wieś stanowiła gniazdo rodu Kopystyńskich, którego najwybitniejszym przedstawicielem był Michał Kopystyński, zm. 1609 r., ostatni prawosławny biskup (władyka) przemyski, zagorzały przeciwnik unii brzeskiej.

      W roku 1573 Łazarz i Iwan Kopystyńscy podzielili pomiędzy siebie dobra Kopysna. W 1599 r., jak podają źródła, Jacko Iwanowicz Kopystyński sprzedał swą część Kopysna Janowi Tomaszowi (nazwisko nieczytelne), referendarzowi koronnemu. W 1600 roku Michał Kopystyński wraz z Tomaszem i synem Teodorem sprzedali swe części w Kopysnie Drohojowskiemu. W 1606 r. kolejna część Kopysna należała już do Łukasza i Klemensa Krzeczkowskich. Pod koniec lat 20-tych XVII w. cała wieś stała się własnością kasztelana sanockiego Andrzeja Boguskiego. W 1651 r. po jego śmierci przeszła w ręce żony Marianny, a następnie jej córki o tym samym imieniu. Zdaniem niektórych, od II połowy XVII w. do lat 30-tych XVIII w. wieś była częścią tzw. klucza rybotyckiego. W XIX w. wieś należała do Tyszkowskich.

      Według "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich" z 1883 r. większość gruntów Kopysna stanowiła własność Józefa Tyszkowskiego. Posiadał on 296 morgów gruntów ornych (1 morga austriacka=0,5755 ha), 44 morgi łąk i ogrodów, 24 morgi pastwisk i 362 morgi lasów. Pozostałe grunty miejscowości to 462 morgi gruntów ornych, 61 morgów łąk i ogrodów, 59 morgów pastwisk i 180 morgów lasu. Podczas prac geodezyjnych w 1852 r. prowadzonych przez Wilhelma Kolba i Franza Safarika sporządzono dokładną, kolorową mapę katastralną (5 arkuszy formatu A1) i opis działek miejscowości z podziałem na właścicieli, kategorie użytkowania itp. (materiały dostępne w Archiwum Państwowym w Przemyślu). W tymże roku Kopysno posiadało 434,95 ha gruntów ornych, 52,4 ha łąk, 8,95 ha sadów, 47,72 ha pastwisk, 312,2 ha lasów, 0,06 ha stawów, 0,37 ha nieużytków, 9,35 ha dróg i 0,36 ha strumieni (razem 866,36 ha).

      Część gruntów po Tyszkowskim (202 ha) przejął Antoni Jankowski, który był ich właścicielem do roku 1939, kiedy zostały mu one odebrane przez władze radzieckie. Wiele lat po wojnie władze polskie chciały oddać część gruntów jedynej spadkobierczyni Jankowskiego, córce Katarzynie, ale z nieznanych przyczyn do tego nie doszło. Przez wiele lat grunty były użytkowane przez PGR, a po roku 1989 zostały przejęte przez państwowe jednostki (Nadleśnictwo, Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa), a część została sprzedana osobom fizycznym.

      Ciekawe zdarzenia z życia mieszkańców Kopysna zawierają zapiski z akt grodzkich i miejskich Rzeczypospolitej Polskiej z lat 1436-1552. Przetłumaczenie treści tych dokumentów pisanych po łacinie, co mamy nadzieję uczynić, z całą pewnością wzbogaci historię tej miejscowości.


      Zabytkowe obiekty:


      - grodzisko (49°40'48,40" Pn, 22°37'48,32" W)

      Grodzisko pierścieniowate z XI-XIII w. usytuowane jest na południowy zachód od wsi, ok. 1 km na południe od Kopystanki, w lesie Grabnik. Niedaleko od grodu, na wschód, znajduje się "cudowne źródełko", z którego wypływa potok Grabnik wpadający do rzeki Wiar. Podczas badań sondażowych przeprowadzonych w 1955 i 1957 roku na stanowisku znaleziono liczne ułamki naczyń wczesnośredniowiecznych pochodzących z przełomu X i XI w.
      Wymiary grodu (118 na 43 m) świadczą o jego znacznej wielkości, a tym samym dużej liczbie budowniczych i mieszkańców. Wschodnie i zachodnie stoki wzgórza, na którym usytuowane jest grodzisko, są bardzo strome. Stosunkowo łatwo dostępne zbocza przecięto rowami: południowym o szerokości ok. 12 m i głębokości 3 m oraz północnym o szerokości 4,7 m i głębokości 0,8 m. Na zewnętrznym łuku rowu od strony północnej widoczny jest podłużny nasyp o wysokości 0,8 m, przypuszczalnie pełniący niegdyś rolę wału. Szczyt wzgórza tworzy owalny majdan o wymiarach 98 na 56 m. Na majdanie nie zauważono wyraźnych śladów obwałowań, jedynie na jego południowym skraju widoczny jest niewielki garb - prawdopodobnie ślad po silnie rozmytym wale.
      Według tradycji na grodzisku w lesie Grabnik stał niegdyś zamek (kasztel) i podobno jeszcze dziś można tam znaleźć resztki cegieł. Miejsce to nazywane jest Zamczyskiem. Ponoć jest tam bardzo głęboka studnia i podziemne przejście do Rybotycz.

      - cerkiew (49°40'59,21" Pn, 22°38'20,20" W)

      Parafia obrządku wschodniego istniała w Kopysnie już w 1507 r. (1408 r.?). Obecną, murowaną z kamienia polnego, greckokatolicką cerkiew filialną p.w. Opieki NMP zbudowano w 1821 r. (pierwotnie p.w. Bogurodzicy Pokrow, zaliczona do IV grupy zabytków).
      Została wzniesiona na rzucie wydłużonego prostokąta z trójbocznym zamknięciem od wschodu. Od południa niewielka, nowsza zakrystia. Prezbiterium wydzielone arkadą. Sklepienie pozorne kolebkowe o łuku obniżonym. Chór muzyczny drewniany, nadwieszony. Dach siodłowy kryty blachą, na nim wieżyczka na sygnaturkę z latarnią.
      Ikonostas z około połowy XIX w. Ołtarzyk w prezbiterium o tradycjach barokowych, w nim ołtarz Chrystusa pomiędzy świętymi. Cztery ołtarze boczne o tradycjach barokowych (XIX w). Dwa krucyfiksy: pierwszy malowany, drugi rzeźbiony o charakterze ludowym. Benedykcjonał pokryty blachą trybowaną.
      W 1823 r. przedłużono budynek ku zachodowi. Natrafiono wtedy na stary grób jakiegoś duchownego pochowanego pod wcześniej tu istniejącą świątynią. Mógł nim być władyka Michał. W roku 1929 przeprowadzono remont kaplicy. We wnętrzu cerkwi ikonostas namalowany w 1854 r. przez malarza cerkiewnego Józefa Lisikiewicza, który osiedlił się w Trójcy w 2 poł. XIX w. W okresie powojennym (lata 50-te) cerkiew przeznaczona była do rozbiórki. Zapisano ją jednak jako kaplica cmentarna i w ten sposób ocalała. Obecnie obiekt jest używany jako filialny kościół rzymskokatolicki.
      Obok znajduje się parawanowa murowana dzwonnica z 1821 r. (na tynku widnieje rok 1932, co może oznaczać datę jej remontu).
      • tawnyroberts Historia Kopyśna i ciekawe miejsca - cz. II 19.11.10, 21:04
        - dwór (płd.-zach. narożnik - 49°40'46,74" Pn, 22°38'22,94" W)

        Dwór w Kopyśnie był usytuowany na wybitnie obronnym miejscu. Obok dworu był staw, wokół którego rosły wierzby płaczące (źródełko - 49°40'45,39" Pn, 22°38'24,25" W), stajnia, stodoła i spichlerz. Dwór zbudowany był z drewna, na fundamencie z kamienia i cegły o wymiarach 6 na 12 m. Wejście do dworu znajdowało się od strony płd.-wsch.
        W roku 1939, po opuszczeniu dworu przez właścicieli (Jankowscy), został on rozebrany przez miejscową ludność i spalony. Pozostały fragmenty umocnień ziemnych otaczających nieistniejące już zabudowania dworskie, wały otaczające staw oraz niektóre drzewa. W latach powojennych tereny podworskie zostały przekazane PGR w Rybotyczach na cele gospodarstwa rolnego. Ze źródełka zasilającego staw pobierano wodę dla zwierząt, zbierano także owoce z drzew, które po latach w większości usunięto.

        - kapliczka (49°40'55,73" Pn, 22°38'41,14" W)

        Przydrożna, murowana zwana „kapliczką św. Jana”, w części otynkowana, o przekroju zbliżonym do kwadratu i wysokości 2 m, pokryta daszkiem namiotowym, niegdyś podbitym gontem, obecnie wykonanym z drewna.
        Została ustawiona na pamiątkę zniesienia pańszczyzny w 1848 r. W kapliczce znajduje się figura przedstawiająca św. Jana, która w latach 70 ubiegłego wieku znikła w nieznanych okolicznościach i po wielu latach powróciła. Tajemniczy posiadacz figury przed jej zwrotem włożył na głowę świętego koronę, której przez jakiś czas nie było przez jej zniknięciem.

        - Horbysko (49°40'49,15" Pn, 22°38'17,30" W)

        Około 200 m od miejsca po dworze znajduje się kulminacja zwana Horbysko - fragment ugoru wśród łąk z zaklęśnięciem na szczycie. Według tradycji tu właśnie był pochowany władyka Michał Kopystyński. Mieszkańcy pamiętają jeszcze metalowy krzyż na kamiennym cokole stojący na Horbysku.

        - domy

        We wsi zachowało się kilka starych chałup zrębowych, budowane były również chaty typu przysłupowego. Zabudowa zrębowa jak i przysłupowa charakteryzowała się tym, że pod jednym dachem łączono część mieszkalną i inwentarską.

        Ludność

        Liczebność ludności Kopyśna na przestrzeni lat 1785-1939 przedstawia poniższy wykaz, w którym kolejno umieszczono rok, liczbę ludności według wyznania (rzym., grek., mojż.) i liczbę ludności ogółem.

        1785 - 15, 236, 11 - 262
        1830 - ?, 347, ? - ?
        1857 - ?, ?, ? - 390
        1859 - ?, ?, ? - 354
        1880 - ?, ?, ? - 411
        1900 - 9, 552, 10 - 571
        1918 - ?, ?, ? - 614
        1926 - 26, 572, 0 - 598
        1939 - 30, 735, 5 - 770
        1963 - ?, ?, ? - 47

        Oświata

        W Kopyśnie w XIX wieku istniała szkoła powszechna, jednoklasowa. Ze względu na brak danych trudno jest określić dokładną datę jej powstania. Z zachowanych i dostępnych dokumentów wynika, że mogła ona rozpocząć swą działalność pomiędzy rokiem 1884 a 1892. Józef Fastnacht (potomek Simona Fastnachta - kolonisty z miejscowości Melchingen, leżącej w Badenii-Wirtembergii, który w 1783r. osiedlił się w m. Falkenberg, obecnie Nowe Sady) w okresie od 1892 (lub od 1884 r.) do roku 1911 był nauczycielem tej szkoły. Potwierdza to historia rodziny. Dotyczy to także kolejnego nauczyciela, który według zapisków uczył w latach 1911-13, a którym był Piotr Siemaszek. Od 1 marca 1920 roku do 1924 (?) w szkole uczył Eugeniusz Biliński. Dostępne dokumenty potwierdzają, iż urodził się on w 1893r., był wyznania rzymsko-katolickiego, narodowości polskiej, żonaty, posiadał egzamin kwalifikacyjny i był tymczasowym kierownikiem szkoły. Podczas jego pracy, budynek szkolny był drewniany, jednoizbowy i wynajmowany, a językiem nauczania był „ruski”. W dalszych latach według zeznań mieszkańców w szkole uczyła Lidia Hnatyszak, siostra Romana, którego grób znajduje się na cmentarzu w Kopyśnie.
        Przed II wojną światową powyżej cerkwi znajdowała się czytelnia. Kopyśno miało także swój chór cerkiewny prowadzony przez ks. Aleksandra Hajdukiewicza. Sołtysem wsi był wówczas Bazyli Krupa. Można domniemywać, iż zarówno czytelnia jak i chór cerkiewny były prowadzone przez Towarzystwo „Proswita”, zajmujące się szerzeniem oświaty wśród ukraińskiej ludności wiejskiej i małomiasteczkowej.

        Lata 1914-1939

        Podczas I wojny światowej wokół Kopyśna prowadzone były działania wojenne, o których wspomina w swej książce Nónay Dezsó.
        W roku 1915 Kopyśno nawiedziła epidemia cholery. Nieznana jest liczba zmarłych. Po tym wydarzeniu pozostał jedynie cmentarz, na który wskazuje do dziś istniejący drewniany krzyż, znajdujący się u stóp Kopystanki (49°40' 55,08" Pn, 22°37'38,61" W).
        Przed II wojną światową we wsi istniał sklep z wyrobami tytoniowymi prowadzony przez p. Krupę i wyszynk trunków (karczma, niedaleko cerkwi) prowadzona przez mieszkańca pochodzenia żydowskiego o nazwisku Mendel Salik (żona - Chane z domu Probstein; syn - Samuel ur. 1871 r., żona - Ettel z domu Bachmann ur. 1877 r., dzieci - Lewi Isak ur. 1897 r. i Rebeka ur. 1899 r.; córki - podobno trzy, brak bliższych danych). Inni podają również, że w Kopyśnie były dwie kuźnie prowadzone przez Hamryszczaka i Hyłę oraz dwóch szewców: Karol Hamryszczak i Kaczmar.
        Powyżej cerkwi, w budynku w którym była czytelnia znajdował się także sklep prowadzony przez Pawła i Michała.
        Z zachowanego dokumentu z dnia 18 maja 1928 r. wynika, że w Kopyśnie istniał „Urząd Gminny”, którego kierownikiem tymczasowego zarządu był Antoni Jankowski. We wcześniejszym dokumencie osoba ta występuje w charakterze naczelnika gminy.
      • tawnyroberts Historia Kopyśna i ciekawe miejsca - cz. III 19.11.10, 21:27
        Wrzesień 1939 - wybuch II wojny światowej

        Kopyśno, choć nie było polem działań wojennych z tego okresu, zapisało się jako miejsce odwrotu wojsk polskich. Wspomina o tym płk dypl. Ludwik Tadeusz Schweizer - dowódca 26 pułku ułanów im. Hetmana Wielkiego Litewskiego Jana Karola Chodkiewicza, wchodzącego w skład Brygady Kawalerii Nowogródzkiej, który we wrześniu 1939 r. stanowił część Grupy Kawalerii gen. Andersa. Po rozformowaniu w dniu 27 września 1939 r. pułk ten podjął działania w celu przedostania się na terytorium ówczesnych Węgier. Dowódca pułku w swej książce wspomina:
        „Marsz ten zaczęliśmy około godziny 15-tej. Wprost z leśniczówki weszliśmy w lesiste góry, którymi szliśmy już aż do przejścia na Węgry. Po stromych ścieżkach prowadziliśmy konie w rękach. Marsz i dla ludzi i dla koni był bardzo ciężki. Po półtorej godzinie wskazał nam przewodnik ze skraju lasu wieś Kopyśno, gdzie radził wziąć drugiego [przewodnika]. Dalej drogi nie znał. W Kopyśnie ludność patrzyła na nas jak na zjawy, nie chcąc wierzyć, że widzi jeszcze swoje wojsko. Młody chłop poprowadził nas na Łodzinkę. Jak się okazało był to rezerwista 2 p.p.g. Opowiadał o mobilizacji, jak ludzie czekali bez broni i umundurowania, aż przed zbliżaniem się Niemców odesłano ich do domu. Uprzedzał nas, że wszędzie na drodze spotkamy bojówki ukraińskie, które są dobrze zorganizowane i uzbrojone.” (L. Schweizer „Wojna bez legendy”, Kirkcaldy, Szkocja, 1943).

        Lata 1940-1947

        Okupacja hitlerowska, wyjazdy na roboty

        W czasie II wojny światowej część mieszkańców Kopyśna wyjechała na roboty do Niemiec. Wśród nich znaleźli się: Józef - brat Mikołaja Nienadowskiego oraz trzej bracia Kopko - Michał, Paweł i Mikołaj, którzy opuścili wieś w roku 1940. We wsi pozostał brat Kopków - Piotr, który sprawował w tym czasie funkcję sołtysa.
        W kwietniu 1942 r. na roboty do Austrii wyjechała Maria Kazała (Kazala), córka Michała i Justyny Pasławskich.
        Według zachowanych danych jeden z mieszkańców Kopyśna - Mikołaj Hałabud (ur. 27.02.1900 r. w Kopyśnie) został więźniem obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, gdzie zmarł 30.04.1942 r. Posiadał wytatuowany numer obozowy 3440.

        Działalność UPA, podpalenie Kopyśna

        Tereny południowo-wschodniej Polski po wojnie stały się polem działań różnego rodzaju uzbrojonych grup, a w szczególności UPA, która wraz z rozpoczęciem wysiedleń na tym terenie, we wrześniu 1945 roku, przystąpiła do bardziej energicznych działań skierowanych przeciwko Wojsku Polskiemu. Niestety, podczas tych walk ucierpiała także ludność cywilna. Z opowiadań świadków z tamtych lat wynika, iż każdy, bez względu na narodowość czy religię, mógł wtedy stracić życie, co też i miało nierzadko miejsce. W tym czasie zginął Paweł, brat Mikołaja Nienadowskiego.
        Według sprawozdań kurenia UPA „Konyka”, 26 października 1945 roku Kopyśno w dużej części zostało spalone przez sotnię „Burłaki”. Zachowało się jedynie kilka domów. Z relacji jednego z mieszkańców wynika, iż w pożarze zginęła chora na gruźlicę kobieta (Anna Kaczmar z domu Krupa, żona Wasyla), która nie była w stanie wydostać się z płonącego domu. Jej teściowa, próbując ją ratować, doznała obrażeń i po kilku dniach także zmarła. Zostały pochowane w jednej trumnie. Inni natomiast twierdzą, że podpalenia dokonali wysiedleni mieszkańcy wsi, którzy stacjonując w pobliskiej miejscowości Wijśko (obecnie Nowe Sady), nocą powrócili do Kopyśna, aby tego dokonać. Istnieje także wersja o podpaleniu wsi przez żołnierzy polskiej armii oraz relacja, z której wynika, że miejscowość była kilkakrotnie podpalona.

        Wysiedlenie na wschód

        Pierwsze wysiedlenie na wschód, jakie miało miejsce jesienią 1945 roku dotknęło m.in. rodzinę Kopko (Mykita z żoną Justyną oraz Piotr), która po opuszczeniu wsi zamieszkała w miejscowości Buczacz (Ukraina), a także rodzinę Kettnerów i Hamryszczaków (Zofia, po mężu Krupa).
        Podczas pierwszego wysiedlenia w 1945 r., ponad 600 mieszkańców Kopyśna wyjechało na tereny obecnej Ukrainy. Ochronę wysiedlanych mieszkańców stanowili żołnierze 28 i 30 pułku piechoty 9 Dywizji Piechoty (Drezdeńska) Wojska Polskiego. Wszyscy wysiedlani kierowani byli do punktu granicznego w miejscowości Wijśko (obecnie Nowe Sady). Wysiedlana ludność mogła zabrać ze sobą żywy inwentarz oraz przedmioty gospodarstwa domowego o wadze do 2 ton na rodzinę, załadowane na jedną furmankę. Kto nie posiadał furmanki, udostępniali ją mieszkańcy pozostający na miejscu, a jeżeli nie było to możliwe przydzielano im wozy wojskowe.

        Walki Wojska Polskiego z UPA

        Według danych zawartych w archiwach Wojska Polskiego, 17 grudnia 1945 r. na drodze prowadzącej z Rybotycz, w lesie Grabnik, kompania fizylierów z 28 pułku piechoty 9 DP wysłana do Kopyśna jako ochrona zbioru kontyngentu została zaatakowana przez sotnię UPA „Burłaki”. W zasadzce poległo 2 oficerów i 3 szeregowców (ppor. Jan Darmograj, dowódca plutonu kompanii rusznic przeciwpancernych - s. Pawła, ur. 8.04.1918 r. w ZSRR; ppor. Zenon Radulewicz - s. Wincentego; st. szer. Piotr Kiszkis - s. Władysława, ur. 1926 r. w ZSRR; szer. Bronisław Pożoga - s. Emila, ur. 1922 r.; szer. Ryszard Witek - s. Józefa, ur. 1923 r.), 3 szeregowców zostało rannych. Zginęło kilku członków UPA. O wszystkim zaalarmowano 1 batalion 28 pułku piechoty, stacjonującego w Rybotyczach.
        Na podstawie danych UPA, w zasadzce zginęło 3 żołnierzy, 5 udało się uciec, a 3 rannych dostało się do niewoli. Dwóch wziętych do niewoli oficerów (ppor. Jan Darmograj i ppor. Zenon Radulewicz) na podstawie wyroku sądu polowego zwołanego przez komendanta oddziału U-4 (kryptonim jednej z czterech sotni, na czele których stał por. „Konyk”) rozstrzelano. Na wolność wypuszczono jednak szeregowca, który dotarł do Rybotycz i powiadomił o wszystkim swoje dowództwo.
        Zdaniem innych w zasadzce zginęli wszyscy żołnierze, za wyjątkiem jednego, który uciekając doliną potoku Kamiennego dotarł do Rybotycz i zawiadomił posterunek milicji. Na milicję dotarł jedynie w bieliźnie i miał pokrwawione stopy (mundur zdjął pośpiesznie). Z zeznań mieszkańców Kopyśna wynika, iż napadu na grupę żołnierzy dokonali przebrani w cywilne ubrania członkowie oddziału UPA, przez co uznano, iż stali za tym mieszkańcy Kopysna. W odwecie Kopyśno miało zostać spacyfikowane. Na szczęście nie doszło do tego dzięki rozsądkowi jednego z oficerów Wojska Polskiego z 1 batalionu stacjonującego w Rybotyczach, który zebrawszy na placu obok cerkwi wszystkich mieszkańców w ostateczności podjął decyzję o zarekwirowaniu im jedynie bydła i trzody. Każdy kto mógł, oddał wojsku to, co posiadał. Opuszczając Kopyśno z zarekwirowanym dobytkiem, żołnierze napotkali w pobliżu Rybotycz nadciągający oddział (?), który miał dokonać rzezi. Poinformowano ich jednak, że problem został już rozwiązany, przez co wieś uniknęła pacyfikacji.
        W połowie czerwca 1946 r., według zeznań p. Ochoty - "Ostapa" - dowódcy 3 czoty u „Burłaki”, podczas sianokosów w Kopyśnie, pododdział (24 podchorązych) z Oficerskiej Szkoły Saperów 9 DP, pomimo ubezpieczenia ze strony karabinów maszynowych, został pojmany przez 1 i 3 czotę sotni „Burłaki”. Żołnierzy rozbrojono, zdjęto z nich mundury, a po wręczeniu ulotek propagandowych wszystkich zwolniono.
        2 maja 1947 r. w wyniku ran odniesionych w Kopyśnie podczas walk z UPA, zmarł w szpitalu ppor. Stanisław Włodarczyk - s. Piotra (28 pp). 1 października 1947 r. zginął w Kopyśnie z rąk UPA st.szer. Jan Łoboda - s. Stanisława, ur. 1925 r. w pow. Żywiec. Jego grób znajduje się w Przemyślu, na cmentarzu Zasanie, pole 14.
      • tawnyroberts Historia Kopyśna i ciekawe miejsca - cz. IV 19.11.10, 21:41
        Akcja „Wisła”

        Zdaniem historyków w ramach akcji „Wisła”, w dniach 25-31 maja 1947 r., Kopyśno opuściło 27 mieszkańców pochodzenia ukraińskiego, zostało w niej 69 osób pochodzenia polskiego. Wszystkie te dane niestety nie muszą być zgodne z prawdą, gdyż znane są przypadki wyjazdu na tzw. Ziemie Odzyskane osób polskiego pochodzenia. Nie jest również tajemnicą, że wiele osób pochodzenia ukraińskiego z obawy przed wysiedleniem przenosiła swoje metryki urodzenia z cerkwi do kościoła katolickiego, zmieniała swoje nazwiska itp. stając się w ten sposób osobami narodowości polskiej. Wysiedlenie mieszkańców Kopyśna było nadzorowane przez 8 Dywizję Piechoty Wojska Polskiego, dla których „stacją załadowczą” był Załuż, Łukawica i Olszanica. Wśród miast docelowych znalazło się m.in. miasteczko Morąg. Wysiedleni zamieszkali m.in. w takich miejscowościach jak: Kiemiany (woj. warmińsko-mazurskie), Lipiec (woj. pomorskie), Miastko (woj. pomorskie), Sztumska Wieś (woj. pomorskie).

        Lata powojenne

        Pomimo wysiedleń i wyjazdów na roboty za granicę nie wszyscy opuścili Kopyśno. Pozostały w nim takie rodziny jak: Kettnerowie, Krupowie, Kulhawcowie, Jakubowie, Wronowscy oraz Katarzyna Wronowska, Karolina i Weronika Gierczak, Paulina Rogoża, Anastazja Bomba, Michalina Okołowicz, Piotr Nienadowski.
        W 1957 r. do Kopyśna powrócił Mikołaj Nienadowski, a kilka lat później część jego rodziny. Przez wiele lat, niemal do końca swego życia, sprawował funkcję sołtysa Kopyśna.
        Do Kopyśna powróciły także rodziny Krupów (1957-1961) i Marcinów (marzec 1959 r.).
        Na podstawie rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 14 stycznia 1963 r. z urzędu zamknięto księgi wieczyste Kopyśna. Wszystkie grunty nie pozostające w faktycznym władaniu właścicieli przeszły na własność Skarbu Państwa.
        W roku 1977 władze PRL zarządzeniem Ministra Administracji, Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska z dnia 9 sierpnia 1977 r. zmieniły nazwę miejscowości na „Kopystno”. Nazwa ta w wyniku protestów środowisk naukowych, turystycznych, przewodnickich i innych funkcjonowała jedynie do roku 1981.
        Na początku lat 70-tych miejscowość została zelektryfikowana. Pod koniec tych lat pojawił się pierwszy telefon, który miał nr 6 i był zlokalizowany u sołtysa. Przez pewien czas można było z niego korzystać tylko w godzinach pracy centrali Urzędu Pocztowego w Rybotyczach, którą później włączono do centrali w Birczy, obsługującej abonentów przez pozostałą część dnia i nocy.
        Głównym zajęciem mieszkańców Kopyśna w latach powojennych było rolnictwo - zarówno produkcja roślinna (uprawa zbóż), jak i zwierzęca (bydło). Według spisu z dnia 26 stycznia 1962 r. w Kopyśnie było 28 szt. bydła (w tym 4 cielęta) oraz 11 szt. koni. W latach 80-tych z powodzeniem rozpoczęto chów owiec, głównie ze względu na wełnę i skóry.
        Z uwagi na występowanie licznej zwierzyny łownej (jelenie, dziki) Kopyśno przez wiele lat stanowiło bazę wypadową dla myśliwych, którzy bardzo często odwiedzali tę miejscowość. Po roku 1989, z uwagi na zmiany gospodarczo-ekonomiczne i upadek gospodarstw rolnych, teren ten przestał być atrakcyjnym miejscem dla tej grupy społeczeństwa.
        Większość mieszkańców Kopyśna już nie żyje, a część przeprowadziła się do innych miejscowości. Obecnie z rdzennych mieszkańców nie mieszka tutaj już nikt.
    • storm222 Re: Miejsca niezwykłe: Kopyśno 30.01.13, 23:19
      Niedawno uświadomiłam sobie że dla mnie Kopysno też jest miejscem niezwykłym,byłam tam w ubiegłym roku i zrobiło to na mnie duże wrażenie .Wybraliśmy się ze znajomymi w Bieszczady i po drodze chciałam zobaczyć miejsce gdzie urodził się mój ojciec .Od tego czasu bardzo dużo czasu poświęciłam szukaniu informacji o tych stronach ,ludziach i tamtych czasach i dlatego też uważnie śledzę to forum ,dziękuję że coś takiego istnieje.Obecnie staram się rozmawiać z rodziną i szukać informacji o tym co było kiedyś ale niestety najważniejsze osoby już nie żyją . Chciałabym dowiedzieć sie jak najwięcej ,więc piszcie o tych pięknych stronach tak okrutnie doświadczonych ,teraz dopiero zaczynam rozumieć co przeżyli dziadkowie i jak ciężko im było żyć tu na Pomorzu
      • darino Kopyśno 03.02.13, 19:09
        A nie wiesz, czy z Kopyśna kogoś wysiedlili wcześniej do ZSRR ? Bo sąsiednia Cisowa pojechała prawie cała jako jedna z pierwszych wsi, już w zimie 1944/1945.
        • traper01 Re: Kopyśno 03.02.13, 19:30
          Wysiedlenie takie miało miejsce jesienią 1945 r. Wyjechało wtedy ponad 600 mieszkańców, głównie w rejon Buczacza na Ukrainie.

          PS Kopysno znowu się wyludnia. Z tego co wiem "Ekolog" przenosi się w Bieszczady a i drugi z panów ma zamiar emigrować za granicę.
          • darino Re: Kopyśno 03.02.13, 21:51
            Jeden z nich odsprzedaje swoje włości, więc jest szansa, że jednak Kopyśno będzie miało mieszkańca lub mieszkańców.
            • traper01 Re: Kopyśno 03.02.13, 22:57
              Masz na myśli te włości za 480 tys. zł? Już kiedyś były wystawione na sprzedaż i jakoś nie znalazły nabywcy. Największym problemem jest dojazd, zwłaszcza w zimie. Powiat ma to w ... . Gdyby nie droga coś by się tam działo. Pamiętam, że kiedyś jeden z zakonów żeńskich był zainteresowany postawieniem tam swojego klasztoru, domu opieki czy coś w tym rodzaju. Ale jak dokładnie przeanalizowały wszystko to zrezygnowały, a szkoda.
              • darino Re: Kopyśno 06.02.13, 10:45
                Nie, nie, to inna sprawa.
          • tawnyroberts Wyludnione Kopyśno i tajemnicze "włości" 07.02.13, 11:10
            Czy to oznacza, że Kopyśno pozostanie bez zameldowanych na stałe mieszkańców? Czy oprócz "ekologa" i "tego drugiego pana" (domyślam się, że chodzi o właściciela domu stojącego powyżej cerkwi i cmentarza) mieszka ktoś jeszcze w Kopyśnie? Ciekawią mnie też te "włości" za 480 tysięcy złotych. Można prosić o więcej szczegółów na ich temat?

            Pozdrawiam!

            P.S. A gdzie dokładnie wybiera się nasz "ekolog"?
            • traper01 Re: Wyludnione Kopyśno i tajemnicze "włości" 07.02.13, 14:01
              Włości za 480 tys. to są te powyżej cerkwi. Właściciel nie mieszka na stałe w Kopyśnie tylko w Przemyślu. Oczywiście ma tam ludzi, którzy się opiekują domem i całą resztą. Oferta sprzedaży była w Internecie chyba ze 2-3 lata temu. Niedawno pojawiła się znowu: www.najdom.pl/ogloszenie/sprzedaz-120-kopysno-5070325

              Ekolog wybiera się w Bieszczady, ale dokładnie to nie wiem do jakiej miejscowości. Co wiadomo, to to, że wyprzedaje swoje działki: www.domiporta.pl/oferty/wszystkie/Nieruchomosci/Kopysno

              W Kopyśnie jest też i trzeci Pan, właściciel stada dzików i dziko-świń. Z tego co słyszałem w Rybotyczach od miejscowych, to on też zamierza wyjechać.
              • tawnyroberts Tut za mnoho, tam za mało... 11.02.13, 14:43
                Ta ponad hektarowa działka sprzedawana przez "ekologa" bardzo mi się podoba (widok na Kopystańkę cudowny!), ale cena wydaje mi się dość wysoka, oczywiście jak na realia Kopyśna. Z kolei druga działeczka za mała, miejsca wystarczyłoby chyba tylko na rozbicie namiotu. Gdyby tak było coś w granicach 20-30 arów, w przystępnej cenie, to pewnie bym się skusił. Już od dawna marzę o "własnym" skrawku Kopyśna...

                P.S. Dzięki za profesjonalną informację. Gdyby w powyższej sprawie coś w Kopyśnie "zapiszczało", daj proszę znać...

                Pozdrawiam!
                • traper01 Re: Tut za mnoho, tam za mało... 11.02.13, 16:48
                  Dzisiaj dowiedziałem się, że podobno ktoś jeszcze sprzedaje działki w Kopyśnie i teraz to nie jestem do końca przekonany, czy te z linków są "ekologa" :)
                  • storm222 Re: Tut za mnoho, tam za mało... 11.02.13, 18:58
                    Jak byłam latem w Kopyśnie i Ekolog dowiedział się z jakiej jestem rodziny to wręcz naskoczył na mnie że on chce kupić działkę po mojej prababci i niestety łaził za nami i nagabywał na nic zdały się moje tłumaczenia że jest to niemożliwe , więc myślę że to nie on .Tym swoim zachowaniem popsuł mi całą przyjemność z odwiedzin tego miejsca.
                    • traper01 Re: Tut za mnoho, tam za mało... 11.02.13, 22:25
                      Kiedyś też doznałem nagabywania z jego strony w sprawie działek. Miał pretensje, że on coś tam chce zrobić a utrudnia się mu... i takie tam :) Prawdą jednak jest, że wyprzedaje swoje włości i podobno wynosi się w Bieszczady. Wiem, że ma działkę w Bieszczadach do spółki z jednym gościem, z którym oczywiście też jest już skonfliktowany. Ale to nie temat na forum :)
    • traper01 Re: Iwan Krupa - wspomnienia o Kopyśnie 07.03.13, 13:53
      На південний захід від міста Перемишля, десь біля 14 км було розташоване це село. Чому пишу, що було – бо тепер його немає, лишилась тільки назва і церква, яка стоїть і досі, бо мурована з каменя і не згоріла.
      Кругом Кописна були розташовані села: Риботичі, Бориславка, Посада Риботицька, Лодинка, Тисова, Брилінці, Конюшева, Грушова. Відстань до тих сіл із села Кописна була 2,5 – 3,5 км. Щоб добратись до тих сіл з Кописна потрібно було добиратись через малий, а то і більший ліс.
      Село Кописно було невелике. Було 180 господарств, з них 174 українських, 5 польських і одне єврейське. В селі були такі громадські споруди: церква, школа, народний дім, де в одній половині була читальня просвіти, а в другій половині кооперативна крамниця.
      Я, Іван Крупа (псевдонім Сивак) народився в селі Кописні 31 березня 1926 року, прожив в ньому до жовтня місяця 1942 р. За тих 16 років мого життя в селі відбулися такі події, які мені так запам’яталися, ніби це відбулося вчора, тому це і описую.
      В 1930 році восени в селі виникла пожежа на вулиці, на якій я жив. Хати горіли як свічки, бо всі були дерев’яні і криті соломою. Пам’ятаю, що було це вечором, мама взяла мене за руку, а сестру меншу несла на руках, а старша сестра бігла з боку – і так ми бігли городами на хутір, який був розташований десь за 300 метрів від села на південний схід, а вітер віяв з південного заходу. Батько лишився біля хати, повипускав з хліва худобу. І ще п
      • storm222 Re: Iwan Krupa - wspomnienia o Kopyśnie 07.03.13, 18:21
        Bardzo bym prosiła o całą opowieść lub informację gdzie można ja znależć
        • tawnyroberts Wspomnienia o Kopyśnie na e-maila 08.03.13, 12:26
          Niestety, z zamieszczeniem całej opowieści Iwana Krupy będzie problem, bo fora "Gazety Wyborczej" łaskawie przyjmują jedynie kilkanaście wersów pisanych cyrylicą. Na szczęście Traper już przesłał mi te wspomnienia, z prawem do ich publikacji, i jeśli jesteś nadal nimi zainteresowana, to napisz do mnie na adres: tawnyroberts@gazeta.pl. Na potrzeby forum przygotuję w najbliższym czasie tłumaczenie na język polski.
    • tawnyroberts Dzwonnica w Kopyśnie 15.04.13, 14:36
      W wątku o Kopyśnie brakowało do tej pory potraktowania w osobnym wpisie cerkiewnej dzwonnicy. Dzisiaj nadrabiam tę zaległość, informując, że jest to dzwonnica parawanowa, dwuarkadowa, murowana z kamienia i cegły, otynkowana. Zbudowana w 1932 r., o czym świadczy napis wyryty w tynku, widoczny na jednym ze zdjęć. Dzwonnica posiada miejsca na trzy dzwony, jak łatwo się domyślić - obecnie puste. Pomimo braku opieki konserwatorskiej, budowla jest jeszcze w dość dobrym stanie technicznym.

      fotoforum.gazeta.pl/uk/Dzwonnica%2520w%2520Kopy%25B6nie,tawnyroberts.html
      • traper01 Re: Dzwonnica w Kopyśnie 15.04.13, 19:03
        Mała poprawka: Dzwonnica została zbudowana w 1821 roku (Stanisław Kryciński "Pogórze Przemyskie - Słownik krajoznawczo-historyczny" Rewasz, Warszawa 1992). Data na tynku jest to prawdopodobnie rok kiedy dokonano remontu dzwonnicy.
        • tawnyroberts Dzwonnica w Kopyśnie - data powstania 17.04.13, 08:24
          Możliwe, że tak właśnie jest, bo 1821 rok to także data wybudowania cerkwi. Ale możliwe również, że dzwonnica faktycznie powstała później, a datuje się ją, niejako z rozpędu, tak samo jak świątynię. Ciekawe, że w przewodniku "Pogórze Przemyskie" Kryciński już nie jest tak konsekwentny i istnienia dzwonnicy w ogóle nie odnotowuje. Wspomina za to o rozbudowie cerkwi, które miało miejsce w 1923 r. Z kolei w minialbumie "Cerkwie Nadsania. Sanok - Przemyśl", wydanym przez Wydawnictwo "Koliber", na temat dzwonnicy jest jedno zdanie, ale bez daty budowy. Zatem póki co, wypada przyjąć za słuszną wersję Krycińskiego z wydania "Pogórze Przemyskie - Słownik krajoznawczo-historyczny".

          Dzięki za czujność!
      • 76bob Re: Dzwonnica w Kopyśnie 09.08.15, 15:30
        Dzwony są ,ale zakopane

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka