Dodaj do ulubionych

Stowarzyszenie "Magurycz"

11.02.08, 11:53
Historia stowarzyszenia ze strony internetowej "Magurycza":

www.magurycz.org/

Nieformalna Grupa Kamieniarzy "Magurycz", a obecnie Stowarzyszenie
MAGURYCZ - jego członkiem zostać może każdy, kto gotów jest
poświęcić się pracy na cmentarzach (i nie tylko), permanentnym
powrotom do przeszłości i odkrywaniu tajemnicy pozornej pustki,
naturalnie bez względu na narodowość czy wyznanie. Nasza historia
sięga roku 1986, kiedy niżej podpisany zaczął zajmować się
greckokatolickim cmentarzem w Berehach Górnych (Bieszczady). Rok
później Stanisław Kryciński (z zamiłowania historyk i krajoznawca),
członek SKPB Warszawa i zarządu Społecznej Komisji Opieki nad
Zabytkami Sztuki Cerkiewnej zorganizował pierwszy obóz remontowy na
cmentarzach w Bystrem i Michniowcu w Bieszczadach. Źródłem tego
pomysłu była "Akcja Opis" trwająca od końca lat siedemdziesiątych,
której celem było uchwycenie przeszłości w każdej dostępnej jeszcze
materialnej i duchowej formie.

W pierwszym obozie założyciel "Magurycza", Szymon Modrzejewski,
wziął udział jako uczestnik. Przedsięwzięcie to nosiło
nazwę "Nadsanie" i było częścią działań Społecznej Komisji Opieki
nad Zabytkami Sztuki Cerkiewnej przy Towarzystwie Opieki nad
Zabytkami (rozwiązanej w 1999 roku), w której zarządzie obaj
wymienieni zasiadali przez 10 lat. Od roku 1988 do 1996 Stanisław
Kryciński i Szymon Modrzejewski organizowali wspomniane obozy
wspólnie. Od roku 1997 Szymon Modrzejewski prowadzi działalność
samodzielnie ("Nadsanie" przestało istnieć). Cele przedsięwzięcia
pozostają takie same i noszą nazwę obozów-warsztatów Nieformalnej
Grupy Kamieniarzy "Magurycz", która działa głównie pod auspicjami
Towarzystwa Karpackiego. Obozów "Nadsania" odbyło się 12, z
kolei "Magurycza" 19. Zamierzamy organizować wspomniane obozy tak
długo, jak tylko będzie to możliwe.

Celem obozów-warsztatów (odbyło się ich 31!), organizowanych od 19
lat, jest ratowanie, inwentaryzacja i dokumentacja sztuki
sepulkralnej, krzyży i kapliczek przydrożnych oraz wszelkich
obiektów sztuki cerkiewnej pozostających bez opieki (chrzcielnice,
krzyże ze zwieńczeń nie istniejących cerkwi, kostnice, kaplice,
archiwalia) na terenach zamieszkiwanych pierwotnie głównie przez
Bojków i Łemków, ale także Żydów, Polaków, Cyganów i Niemców.
Zachowanie tych elementów krajobrazu ma istotny wpływ na współczesną
percepcję regionu jako miejsca, w którym jeszcze nie tak dawno
współistniały różne kultury i religie. Ich dzisiejszy stan
zachowania pozostawia wiele do życzenia. Zdecydowana większość
obiektów, która jest przedmiotem naszego zainteresowania, została
celowo zdewastowana. Jesteśmy przekonani - na co wskazują
kilkunastoletnie doświadczenia - że przywracanie im dawnej
świetności (tworzenie optymalnych warunków ekspozycji) ma
niebagatelny wpływ na możliwość ich zachowania, a tym samym
kształtowanie postaw dalekich od nienawiści, ksenofobii czy
zwyczajnego niezrozumienia, o krajobrazie kulturowym nie
wspominając. Zazwyczaj zajmujemy się cmentarzami we wsiach, które
dzisiaj nie istnieją.

Idea pracy na cmentarzach jest apolityczna, nie służy żadnej
instytucji, kultowi, nie głosi żadnej jedynie słusznej wizji
historii, nie wynika też z inspiracji religijnej, a odwołuje się do
wrażliwości i potrzeby służenia. Jej istota tkwi w fascynacji
różnorodnością i możliwością współistnienia tego, co zdaje się
antynomią. Współistnienie i współodczuwanie to słowa, które są
kluczem do pojmowania naszych intencji. Intencji i przekonań, które
w zupełnie nieoczekiwany sposób znalazły wyraz w dwóch dokumentach
odnalezionych przez nas na strychu cerkwi p.w. św. Onufrego w
Wisłoku Wielkim (Dolnym). Jeden z nich to rozporządzenie wydane
przez Wysoki Wydział krajowy dnia 31 XII 1892 roku "w celu ochrony
wszelkich zabytków przeszłości mających wartość artystyczną lub
pamiątkową", drugi to okólnik tegoż Wydziału krajowego z roku
1889 "wzywający do ochrony licznych w kraju naszym zabytków
przeszłości mających znaczenie archeologiczne, historyczno-
pamiątkowe albo artystyczne".

Prace wykonywane podczas obozu mają charakter całkowicie społeczny i
w istotny sposób przyczyniają się do rozwoju wrażliwości na sztukę
mniejszości narodowych zarówno uczestników obozu, jak i społeczności
obecnie zamieszkujących te tereny (od paru lat pracujemy na terenie
powiatu sanockiego). Sprzyjają także szeroko pojętej tolerancji,
bezinteresowności i zachowaniu cząstki ginącego krajobrazu
kulturowego (duchowego!). Dokonania Grupy Kamieniarzy "Magurycz" nie
pozostają bez echa wśród lokalnych społeczności. Naturalnie wskazane
konteksty, jak podkreśliliśmy wcześniej, nie są motywem naszego
działania, a rodzą się samoistnie, co jest nieuniknione.

Rzecz ujmując krótko efektem działań w latach 1987-2005 na terenie
Bieszczadów, Beskidu Niskiego i Roztocza "Nadsania" i "Magurycza"
jest: remont ponad 70 cmentarzy greckokatolickich, prawosławnych, 1
żydowskiego i 1 ewangelickiego; remont krzyży przydrożnych w 27
miejscowościach; remont zachowawczy drewnianej kostnicy w Nowicy
(Beskid Niski); zaawansowany remont kaplicy przy cudownym źródle w
Balnicy (Bieszczady); organizacja - wspólnie z parafią
rzymskokatolicką - ekspozycji muzealnej na strychu cerkwi w Wisłoku
Wielkim, poświęconej historii Wisłoka Wielkiego i działalności
NGK "M" (Beskid Niski).

Reanimacja obszarów sacrum, a siłą rzeczy krajobrazu kulturowego,
który współtworzył różnorodny i przez to tak bogaty krajobraz
Karpat, wskazuje na wartości, które są dla nas wyjątkowo cenne.
Fundusze (dotacje celowe) na niezbędne materiały, przejazdy,
wyżywienie i dokumentację zdobywamy aplikując do różnych fundacji:
Fundacja im. Stefana Batorego (dawniej), Fundacja Karpacka, Fundacja
Wspomagania Wsi, Polska Fundacja Dzieci i Młodzieży (operator
Polsko - Amerykańskiej Fundacji Wolności), Fundacja Ochrony
Bioróżnorodności Karpat Wschodnich. Sporadycznie, acz to wyjątkowo
cenne, wspomagały nas finansowo osoby prywatne. Na różne inne
sposoby pomagała, pomaga i - mamy nadzieję - będzie nam pomagać
grupa osób prywatnych.
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts "Punk klei krzyże" - cz. I 11.02.08, 12:00
      Wywiad z Szymonem Modrzejewskim, założycielem
      Stowarzyszenia "Magurycz" ("Rzeczpospolita", 9-10 lutego 2008 r.,
      dodatek "Plus Minus"). Rozmawiała Joanna Lichocka.

      www.rp.pl/artykul/55362,91077.html

      "Punk klei krzyże"

      Należymy do kręgu, w którym cmentarz znika, kiedy traci swoje walory
      wizualne. Mnie to nie daje spokoju. Nie wiem, na ile to jest kwestia
      wychowania czy przywiązania do własnych idei, ale dla mnie to są
      miejsca sakralne bez względu na to, czy są bardziej czy mniej
      widoczne - mówi kamieniarz Szymon Modrzejewski.


      Rz: Od ponad 20 lat zajmujesz się ratowaniem starych cmentarzy,
      przydrożnych krzyży i kapliczek w Bieszczadach i Beskidzie Niskim.
      Skąd pomysł u ciebie, warszawiaka z inteligenckiej rodziny, by, jak
      to nazywasz, kleić krzyże?

      Szymon Modrzejewski: Nigdy się nad tym nie zastanawiałem,
      inteligentem też raczej nie jestem. Nawet nie miałem takiej
      potrzeby. Jeśli już, to czuję potrzebę, by wyjaśniać, że nie
      obudziłem się któregoś dnia olśniony i postanowiłem, iż będę się
      takimi rzeczami zajmował. Ale ludzie wciąż pytają.

      Chodziłem po Bieszczadach jak wiele osób i w końcu przyszedł moment,
      że zaczęło interesować mnie coś, co wydaje mi się istotniejsze. Coś
      więcej niż tylko wejść na szczyt i zaliczyć kolejne punkty górskiej
      odznaki. Przestałem chodzić szlakami. To było najprostsze wyjście,
      by urozmaicić wędrówki. W moim środowisku elementem rywalizacji
      było – kto dalej powędruje w 24 godziny? Albo dłużej? Najlepiej
      zimą, bez namiotu... Dziś powiedzielibyśmy, że to takie sporty
      ekstremalne. Jak przestałem się kręcić po szlakach, to się okazało,
      że jest mnóstwo czytelnych śladów, tylko trzeba nauczyć się je
      czytać. I pewnego razu wszedłem na cmentarz, nie mając świadomości,
      że jestem na cmentarzu.

      Rz: Jak wchodzimy na cmentarz, to zwykle wiemy, gdzie jesteśmy.

      S.M.: No właśnie. Cmentarze są takimi obszarami, które na ogół są
      dość jasno i czytelnie wyznaczone. Schodziłem z Połoniny Caryńskiej,
      a robiłem to wcześniej po wielekroć, nie mając świadomości, że
      schodząc na samo dno doliny, w której tętniła wieś niemała,
      przechodzi się obok miejsca, gdzie stała cerkiew i gdzie pochowani
      są ludzie. Schodziłem trochę obok szlaku i wszedłem w krzaki, las
      był gęsty, nie bardzo wiedziałem, czy doszedłem tam, gdzie chciałem.
      Stanąłem więc na kamieniu, żeby się rozejrzeć. Pośliznąłem się,
      zdarłem niechcący kawałek mchu i zobaczyłem napis... cyrylicą, dało
      się go odczytać i jasne się stało, że to nagrobek, ktoś tu jest
      pochowany. Przyznaję, że wprowadziło to niepokój.

      Rz: I oczyściłeś ten pomnik?

      S.M.: Nie od razu. Zarejestrowałem go, a po chwili okazało się, że
      nie jest jedyny, że jest ich więcej. Było to miejsce nieczytelne i
      zarośnięte, wtedy jeszcze granice tego cmentarza nie były dla mnie
      oczywiste. Ale zacząłem tam przychodzić. Przyciągało mnie miejsce,
      ten nagrobek. Zresztą to najbardziej niezwykły nagrobek, z jakim się
      tutaj spotkałem. Człowiek pod nim pochowany zrobił go sam dla siebie
      za życia. Nie był cechowym kamieniarzem, tylko, jak sądzę,
      naturszczykiem, samoukiem.

      Rz: Na czym polega ta niezwykłość?

      S.M.: Większość nagrobków posiada inskrypcję poświęconą osobie,
      którą upamiętnia. A tam nie dość, że inskrypcja wypełnia lico
      nagrobka, to jest też na jego bokach i z tyłu. Jak na wiejski,
      bojkowski grób jest bardzo rozbudowana. Bo zwykle wyryte jest: tutaj
      leży ten i ten, pokój jego duszy, data śmierci, czasami urodzin. A
      Hryć Buchwak, który jest tam pochowany, w inskrypcji poza wyznaniem
      wiary pisze też do żony i dzieci, że oddaje się we władanie Boga i
      by się nie martwili, bo na pewno wszystko będzie w porządku. I że
      ich także oddaje opiece boskiej. Rzadko spotyka się tak rozbudowane
      inskrypcje.

      Rz: I to był punkt zwrotny?

      S.M.: Tak. Ktoś mógłby powiedzieć, że to był rodzaj objawienia.
      Dotąd nie zdawałem sobie sprawy z tego, że przestrzeń, która dla
      mnie była pustką, jest nią tylko pozornie i od bardzo niedawna. Ale
      też poza cmentarzem nie zostało z tamtej miejscowości prawie nic.
      Jest miejsce po cerkwi, dwie, trzy piwnice i bezcenny cmentarz.
      Wiele lat później odsłonięto podmurówkę dworu i karczmy. I koniec.
      Ta gmina była jedną z najliczniej zaludnionych w przedwojennej
      Polsce, zamieszkana przez Bojków, Rusinów czy górali karpackich, jak
      kto woli. Zostali wysiedleni, część na tereny sowieckiej Ukrainy,
      część potem w ramach akcji „Wisła”. W 1947 roku zrobiło się tu pusto.

      Zacząłem szukać tego, co dawałoby obraz tamtej rzeczywistości,
      ocalałych okruchów. A ocalał kamień. I nie jest to tylko materialny
      ślad, ale i duchowy. Mnóstwo mówi o różnych aspektach życia tych
      ludzi. Cmentarze cum tacent clamant (milcząc wołają), trzeba tylko
      to wołanie usłyszeć. Myślę też, że to ogromna satysfakcja dla ludzi,
      gdy przychodzą i widzą krzyż zwalony, potłuczony na kilkanaście
      kawałków, a później się okazuje, że naprawienie go nie jest takie
      trudne. Gdy czasem pokazuję zdjęcia tego, co naprawialiśmy, ludzie
      robią wielkie oczy, bo trudno im jest sobie wyobrazić, że coś tak
      zniszczonego można uratować.

      Rz: Jaki był najstarszy nagrobek, który naprawiałeś?

      S.M.: Najstarszy, którym się zajmowaliśmy, i w ogóle najstarszy w
      Bieszczadach polskich nagrobek na wiejskim cmentarzu, to XVII-
      wieczna piaskowcowa płyta z Chmiela, gdzie jest pochowana kobieta o
      trudnym do ustalenia nazwisku. To jest najprawdopodobniej 1644 rok.
      My ten nagrobek tylko oczyściliśmy, podnieśliśmy nieco ponad poziom
      ziemi. Prawdopodobnie był kiedyś ulokowany w cerkwi, tak wynika z
      przekazów, ale nie ma pewności. Natomiast jest pewne, że leżąc w
      takiej pozycji, w jakiej go zastaliśmy, był narażony na zniszczenie
      inskrypcji, bo leżał niemal poziomo i zatrzymywała się na nim woda.
      Inskrypcja nie była już tak czytelna jak np. 20 lat temu.

      Koniec XVIII w. to był czas, kiedy zaczęto wyprowadzać cmentarze
      poza okolicę świątyń. Nie wiem do końca, jak to było w całej
      Europie, ale na pewno w Galicji zostało to zarządzone wcześniej niż
      np. w Paryżu. I wtedy też pojawiła się ochota do indywidualizowania
      pochówków i ich oznaczania. Zdecydowany boom na nagrobki – nie
      chodzi tylko o Bieszczady, ale o całą Polskę i Europę – to tak
      naprawdę połowa XIX wieku i później. Tylko trzeba pamiętać, że dla
      mieszkańców wsi były to bardzo kosztowne rzeczy. Są takie
      miejscowości jak Wisłok, gdzie przed II wojną światową mieszkało
      ponad 3,5 tys. mieszkańców. I na dwóch cmentarzach, które tam
      funkcjonowały, jest 30 nagrobków, które powstały w ciągu pół wieku.
      To dowodzi, jak niewiele osób stać było na nagrobek. Gdzieś
      wyczytałem, że – mówię o Bojkowszczyźnie, o Bieszczadach szeroko
      pojętych – wart był parę wołów, a to był majątek.
    • tawnyroberts "Punk klei krzyże" - cz. II 11.02.08, 12:07
      Rz: Gdy zająłeś się cmentarzami w Bieszczadach, to w pierwszych
      latach mówiłeś: ludzie patrzą i mają mnie za wariata.

      S.M.: Tak to wyglądało. Przyznaję, że jak zapaliłem się do tego, to
      w ogóle niespecjalnie reagowałem, na to, kto, co mówi. Podejrzewano
      mnie o to, że chodzę tam i wykopuję jakieś rzekome skarby, że mam
      jakąś wiedzę tajemną i o coś dziwnego, a mrocznego chodzi mi
      zapewne. Zresztą później, jak zaczęły się obozy Magurycza,
      wielokrotnie podejrzewano nas, że jesteśmy nasłani i szukamy
      skarbów, bo Ukraińcy na pewno coś tam zakopali. To świadczy przede
      wszystkim o tym, że ci, którzy nas o to podejrzewali, posiadali
      marną wiedzę na temat terenu, bo to wprawdzie były niegdyś gęsto
      zaludnione tereny, ale i bardzo biedne.

      Żyjemy w kręgu kulturowym, w którym cmentarz jest postrzegany jako
      miejsce groźne, straszne, smutne, niebezpieczne. I obcowanie z nim,
      jakaś specjalna atencja dla takich miejsc, rodzi niepokój w
      ludziach. Nawet w turystach wędrujących z plecakami. Teraz jest ich
      coraz mniej, ale nawet wśród nich wiedza o tym, po czym się
      poruszają, bywa znikoma. Choć myślę, że większość musiała o coś
      zahaczać wzrokiem, co budziło jakieś skojarzenia, niepokój. Jak się
      idzie przez dolinę, w której była wieś, i widzimy drzewa owocowe,
      które tworzą jakiś porządek, no to widać, że to sad. Dla mnie po
      pewnym czasie przestało być problemem rozpoznanie miejsca, w którym
      stała cerkiew. Nawet jeżeli nie miałem mapy sprzed wojny, to
      wyraźnie to miejsce wskazywałem. I czułem, że czytam tę pustkę.

      Rz: Skąd ta potrzeba oznaczania, przywracania krzyży, kapliczek,
      nagrobków?

      S.M.: Należymy do kręgu, w którym cmentarz znika, kiedy traci swoje
      walory wizualne. Mnie to nie daje spokoju. Nie wiem, na ile to jest
      kwestia wychowania czy przywiązania do własnych idei, ale dla mnie
      to są miejsca sakralne bez względu na to, czy są bardziej czy mniej
      widoczne. Nie widzę powodu, żeby je desakralizować, zwłaszcza gdy są
      to jedyne ślady po wsi, po ich mieszkańcach.

      Suma tych znaków, te krzyże przydrożne, fundamenty cerkwi, cmentarze
      wyznaczają obszar dawnego świata, bez którego tego dzisiejszego by
      nie było. Krzyż stawiano często na początku wsi. A pańszczyźniany,
      na pamiątkę zniesienia pańszczyzny, gdzieś na końcu wsi. Jest to
      część krajobrazu kulturowego.

      Rz: Jak się nauczyłeś tej pracy?

      S.M.: Pojechałem na pierwszy obóz zorganizowany przez Stanisława
      Krycińskiego, to on wymyślił, żeby cmentarze remontować społecznie.
      Dostałem młotek, dłuta, kamień. Trochę uporu i się okazuje, że to
      można poskładać, posklejać, wypionować. Ale bywa, że ludzie mówią po
      naszej wizycie – ten cmentarz to był taki fajny, zarośnięty, takie
      romantyczne ruiny. To jest zły trop, marny punkt widzenia – chcemy,
      żeby ktoś po nas też miał szansę coś zobaczyć.

      Rz: Czy teraz też natykasz się na przykłady dewastacji? Tej
      współczesnej?

      S.M.: W Krakowie na cmentarzu podgórskim jest kilkadziesiąt poważnie
      zdewastowanych nagrobków. Z gwiazdami Dawida wymalowanymi farbą albo
      z poprzewracanymi krzyżami. Nie rozumiem, jak tak bogate miasto nie
      jest w stanie tego naprawić. Mamy swoje plany, ale może tam
      wpadniemy na chwilę, dla przykładu. Tu w górach ostatni znany mi
      wypadek to dewastacja nagrobków na cmentarzu greckokatolickim w
      Szklarach, nieistniejącej wsi na południe od Rymanowa. To był 1993
      albo 1994 rok, panowie przejechali ciągnikiem gąsienicowym po
      nielicznych zachowanych nagrobkach na cmentarzu cerkiewnym. Z rozmów
      wynikało, że im wygodnie było akurat tędy jechać.

      Rz: Ratujecie głównie cmentarze greckokatolickie.

      S.M.: Dlatego, że tutaj, w Beskidzie Niskim, stanowią większość, w
      ogóle Karpaty to główne miejsce naszych działań. W Bieszczady
      regularnie wracamy. U stóp wododziału Karpat większość cmentarzy
      wyremontowaliśmy. Ale bywa, że ktoś się dziwi, że myśmy w ogóle coś
      tam kiedyś robili. Bo cmentarze zarastają. Nie jesteśmy w stanie
      blisko setki cmentarzy, którymi się zajmowaliśmy, odwiedzać i
      odkrzaczać regularnie, ale nagrobki stoją, a nie leżą.

      Rz: A miejscowe władze lokalne tego nie robią?

      S.M.: Gdy chodzi o miejsca, gdzie nic już nie istnieje poza
      cmentarzem, to w optyce władz lokalnych są one rejonem abstrakcji.
      Jeszcze u siebie, gdzieś obok sklepu czy urzędu, to bywa, że
      zadbają. Ale na odludziu, w pustej dolinie? Jest trochę takich
      miejsc, gdzie udało nam się ludzi może nie tyle zarazić ideą samego
      utrzymywania tych miejsc, ile nakłonić do zadbania, by miały jakiś
      czytelny charakter, także po to, by nie były bezczeszczone.

      Rz: Może jest tak, że gdy nie ma potomków ludzi, którzy leżą na tych
      cmentarzach, to one są martwe? Może trzeba pozwolić im umrzeć?

      S.M.: W to, że zawsze gdzieś są jacyś potomkowie, nie wątpię. Nawet
      jak się patrzy na Żydów polskich, to się okazuje, że jednak ciągle
      można odnaleźć ludzi mniej lub bardziej bezpośrednio związanych z
      bardzo małymi miejscowościami. Cmentarze pełne są ludzi, bez których
      świat nie mógłby istnieć. Ten, który zastajemy w takiej czy innej
      formie, był przez nich współtworzony. I to jest fajne, to mi się
      podoba, i nie widzę powodu, żeby o tym zapominać i przestać dbać o
      ich, nasze miejsca. W Smolniku nad Sanem, a właściwie w miejscu, w
      którym był kiedyś Smolnik, widać jeszcze ślad starej drogi, pola, na
      których stały domy, a które zaorano, by nie było śladu domostw ani
      drzew owocowych, studni, piwnic. Cerkiew na grzbiecie zbocza wygląda
      kosmicznie, nic wokół niej nie ma. Prócz cmentarza, na którym jest
      parę nagrobków. Przyjeżdżaliśmy tam przez kilka lat kleić nagrobek
      rozwarstwiony, co było skutkiem przewrócenia go, na 250 kawałków. W
      1995 roku nagle pojawił się tam na cmentarzu jakiś człowiek. Dość
      dziwnie ubrany – rzucało się w oczy, że nie jest tutejszy. Bez trudu
      można było dojrzeć w nim potomka wysiedlonych. Ten człowiek
      popatrzył na nas. Nic nie powiedział. I odszedł. W którymś momencie
      zaciekawiony jego nieobecnością oderwałem się od pracy i idę.
      Patrzę, a on klęczy przed cerkwią i płacze. Nie umiem się zachować
      jak dziennikarz. Ja tego człowieka nie tknąłem, o nic nie zapytałem.
      Po prostu poszedłem do pracy. Co miałem innego zrobić? Pogłaskać go?
      Odpowiedź na pytanie o sens naszej pracy była i wtedy, i teraz dla
      mnie oczywista.

      Potem udało mi się z nim porozmawiać. Przyjechał z Ukrainy po prawie
      50 latach. Był w szoku. Przyjeżdżając, nie spodziewał się, że będzie
      tak samo, ale nie spodziewał się też, że nie ma nic. Był też
      zdziwiony naszą obecnością. Powiedział, że bardzo dziękuje i tyle.

      Rz: Naprawiacie groby polskie, rusińskie, żydowskie. Czasami można,
      w kontekście tego, co robisz, usłyszeć albo przeczytać zdania o
      spłacaniu długu. Że przyjechałeś tutaj, żeby odkupić nasze winy
      wobec innych narodów. Jak na to reagujesz?

      S.M.: Źle. Wysypką. To nie było tak, że któregoś dnia coś mnie
      olśniło i powiedziało mi – zrób to, bo to dobrze wpłynie na stosunki
      polsko-ukraińskie, polsko-rusińskie, polsko-łemkowskie, polsko-
      żydowskie, polsko-ewangelickie, polsko-tatarskie. Kiedy zacząłem się
      tym zajmować, w ogóle miałem blade pojęcie o tym, jak bardzo to są
      nabrzmiałe historie, jak bardzo obciążone są dziesiątkami
      koszmarnych wydarzeń i stereotypów. Każdy z nas jest na swój sposób
      jedyny. W tym sensie jesteśmy różni i tworzymy różnorodność. Były i
      myślę, że są na świecie takie miejsca, gdzie ludzie różnych kultur i
      różnych religii jakoś mogą ze sobą współżyć, współistnieć.
      Przywracanie pamięci o tym nie jest spłacaniem długu, tylko
      uświadamianiem, że to możliwe.
    • tawnyroberts "Punk klei krzyże" - cz. III 11.02.08, 12:18
      Rz: Od ponad 20 lat organizujesz obozy dla chętnych, którzy tak jak
      ty, całkowicie, społecznie remontują cmentarze.

      S.M.: Muszę przyznać, że z takim ustawowym wolontariatem to raczej
      mamy mało wspólnego, bo u nas pracuje się od świtu do nocy. Jak
      trzeba, to nawet do rana. I ludzie jakoś dają radę. To dowodzi, że
      jak im zaszczepić ideę, to się okazuje, że to wcale nie jest trudne.
      I że naprawdę są w stanie dużo poświęcić, żeby skleić ten czy inny
      krzyż, macewę czy inny nagrobek, czyjkolwiek on jest. Czy pracować w
      padającym śniegu, czy jeść marchewkę przez tydzień, bo nie ma
      pieniędzy na jedzenie.

      Rz: Jacy ludzie przyjeżdżają najczęściej na obozy Magurycza?

      S.M.: Na początku to byli głównie ludzie na przełomie liceum i
      studiów albo początkujący studenci. Teraz to się trochę zmieniło. To
      w większości są osoby na studiach, zbliżające się ku ich końcowi, i
      osoby trzydziestoparoletnie, i starsze. Jeden chłopak, dyrektor w
      dużej międzynarodowej firmie, przyjeżdża regularnie. Bierze urlop
      specjalnie po to, żeby przyjechać do nas i pracować. Ludzie są tak
      różni jak te cmentarze.

      Rz: Ty też się wyróżniasz. Jesteś punkiem z irokezem na głowie i
      dłutem w ręku. To może szokować.

      S.M.: No tak, wiedziałem, że nie może się obejść bez tego wątku. Że
      punkowiec, że to i tamto, i w ogóle nie wiadomo co. Ale jak ktoś coś
      wie o ruchu punkowym, to znajdzie związek, zbieżność bez trudu. Te
      cmentarze, nagrobki, które naprawiamy, to margines traktowany jak
      śmieci historii, niedostrzegane i wyrzucane poza nawias. Ruch
      punkowy gromadził ludzi w jakimś sensie wykluczonych, pozostających
      poza głównym nurtem społecznym, tak jak te cmentarze pozostają
      wykluczone. No więc oswajamy te cmentarze, chcemy, żeby były żywe,
      żeby je rozumiano, to takie kamieniarstwo w służbie hermeneutyki.

      Rz: A czy Łemkowie, Bojkowie, którzy tu zostali, wrócili, mieszkają
      teraz, wspierają to, co robicie? Doceniają, co robicie dla nich?

      S.M.: I tu jest właśnie błąd logiczny. Tak naprawdę nie robimy tego
      dla nich – chociaż mam nadzieję, że cieszy ich to – tylko dlatego,
      że uważamy, iż to jest sensowne. Nie należy spodziewać się po żadnej
      mniejszości ani większości, że będzie się zajmować szczególnie
      dziedzictwem kulturowym, nawet kiedy pojawia się możliwość
      wynarodowienia. Chodzi mi o to, że jeśli społeczność traci jakieś
      cechy, które świadczą o tym, że stanowią wspólnotę, to nie będzie
      mieć jakiegoś specjalnego ciśnienia, żeby o to swoje dziedzictwo
      kulturowe dbać. Dla nich teraz ważniejsze jest, żeby kupić nową
      lodówkę czy plazmę, niż to, żeby zadbać o krzyż przydrożny czy jakiś
      stary nagrobek rodziny, której już dawno nie ma. I tak naprawdę to
      dla nich jest niezręczna sytuacja, że tu obcy ktoś, z zewnątrz, nie
      autochton, zajmuje się ich sprawami i to w momencie, kiedy oni się
      tymi sprawami nie zajmują wcale lub tylko sporadycznie. Tyle że
      uważam, iż to także moja sprawa.

      Rz: Twój sąsiad mówi, że to musi drażnić. Przyjechał Lach z
      grzebieniem na głowie i naprawia łemkowskie krzyże.

      S.M.: Nie do końca tak jest, ale faktem jest, że absolutnie nie
      wierzą w to, iż robimy to społecznie, zdecydowana większość ludzi
      podejrzewa albo jest przekonana, że na tym zarabiam. Są takie
      miejsca, gdzie się do nas przekonali, nawet są gotowi do pomocy,
      zaakceptowali nasze istnienie. Trzeba tylko przyjeżdżać na dwa,
      cztery tygodnie rok po roku. To metoda małych kroków. Powoli
      konstruujemy rzeczywistość, a nie ona nas.

      Rz: Jeżeli liczysz to, co zrobiłeś, to liczysz cmentarze, krzyże czy
      groby?

      S.M.: Chcesz trochę statystyki? Wchodzimy w 22. rok działalności
      tego przedsięwzięcia i on zacznie się wystawą w Gorlicach
      pokazującą, co robimy. W ciągu 21 lat byliśmy w 80 miejscowościach,
      w których remontowaliśmy prawie 100 różnych cmentarzy. Rok temu
      oficjalnie zarejestrowaliśmy stowarzyszenie Magurycz. Zaraz potem
      dostaliśmy cztery nagrody za to, co robimy. Miłe te nagrody, ale nie
      w tym rzecz.

      Rz: No dobrze, była statystyka, pomówmy jeszcze o mistyce. Chcę
      zapytać, czy przodkowie, ci z tamtej strony...

      S.M.: Dają znaki? Tak. Bo im się podoba to, co robisz, albo chcą
      powiedzieć, patrz coś narobił, popraw. Były takie przygody. Zawsze
      można powiedzieć, że da się je na milion sposobów wytłumaczyć,
      ale... Na cmentarzu w Berehach, tam, gdzie to wszystko się dla mnie
      zaczęło, kilka lat później pracowaliśmy. Była strasznie podła
      pogoda, lało, wiało. Mamy zwyczaj, że na koniec pracy zapalamy
      świece czy znicze. Tym razem zapaliliśmy dwie czy trzy świeczki
      wcześniej, ale one gasły co chwila, bo padało. Przechodząc, po raz
      kolejny zapaliłem te świeczki. Wróciłem do swojej pracy, w którymś
      momencie zerknąłem na nie odruchowo i one zgasły. Robiłem dalej
      swoje, nagle odwróciłem się… a one się paliły.

      Rozejrzałem się, bo może któryś z nas przechodził i je zapalił, ale
      nie, wszyscy na swoich miejscach. Przyznam, że się nie
      zastanawiałem, czy to możliwe, czy nie, tylko wydało mi się to
      rodzajem pozytywnego znaku. Ale opowiem o znaku od żywych. Na tym
      samym cmentarzu kilka lat wcześniej widziałem niemal co dzień
      staruszka wypasającego owce. Nie wiem, jak miał na imię, nazywali go
      dziadek Kapes. To już był czas, w którym obszar tego cmentarza był
      mi dokładnie znany. A dziadek był małomówny, przynajmniej w stosunku
      do mnie. Milcząc, przemierzał ścieżkę obok cmentarza. Któregoś dnia
      na tej ścieżce zastałem oparty o drzewo krzyż, żelazny, kuty.
      Charakterystyczny krzyż, który bez wątpienia wieńczył którąś z kopuł
      cerkwi. Zdziwiłem się, przechodziłem tyle razy, a nie było go tu.
      Wziąłem ten krzyż. Bałem się, że ktoś go zabierze. Jest to przykład
      rzadkiego w tej chwili kowalstwa i jest bezcenny, i po prostu
      niezwykły.

      A po latach miałem wyrzuty, że może powinienem na tej ścieżce go
      zostawić. Wiele lat później, już po śmierci dziadka Kapesa, idę o
      wschodzie słońca po połoninie nad Berehami i spotykam tam jego
      wnuka, Adama. Dość rzadkie spotkanie zważywszy porę.

      Powiedział, że coś dla mnie ma. Przychodzę do niego, a on przynosi
      krzyż. Do pary, do tamtego. Ludzie do tych rzeczy mają różny
      stosunek. Dla mnie te nagrobki, krzyże przydrożne są bezcenne. Warte
      więcej niż dzieła Michała Anioła czy Rodina. I patrzę na ten krzyż,
      a Adam mówi: dziadek kazał ci to dać. Zrozumiałem, że dziadek Kapes
      uważał mnie za osobę stosowną, żeby jej te krzyże z nieistniejącej
      cerkwi przekazać. Okazuje się nagle, że on obserwował te starania,
      przyglądał się temu, co robię. Tych dwóch krzyży nie oddam.
      Rozumiem, że oba pochodzą z cerkwi w Berehach. Chciałbym wiedzieć,
      jak wyglądała. Nie znalazłem do tej pory żadnego jej zdjęcia,
      żadnego wiarygodnego opisu. Szukam.


      Szymon Modrzejewski (ur. 1969) od 1987 r. zajmuje się porządkowaniem
      i rekonstrukcją cmentarzy wszystkich wyznań i innych zabytków
      kultury materialnej na obszarze Bieszczadów, Beskidu Niskiego i
      Roztocza. W trakcie obozów remontowych, które prowadzi, zabiegom
      konserwatorskim poddano prawie 900 obiektów. Od zeszłego roku jego
      Nieformalna Grupa Kamieniarzy „Magurycz” przekształciła się w
      stowarzyszenie. Więcej informacji: www.magurycz.org/

      P.S. W papierowym wydaniu "Rzeczpospolitej" wywiad ukazał się pod
      tytułem "Czytam tę pustkę".
      • piotrzr Piekna aktywnośc :) 11.02.08, 21:26
        Od lat obserwuję i podziwiam działalność i Towarzystwa i osób wymienionych w
        cytowanym artykule.
        To dzięki Nim nie giną materialne pamiątki bytności Ukraińców na Zakierzoni ;)
        • wolyniak2 Re: Piekna aktywnośc :) 09.03.10, 20:54
          Tawny napisał "Idea pracy na cmentarzach jest apolityczna, nie służy żadnej instytucji, kultowi, nie głosi żadnej jedynie słusznej wizji
          historii, nie wynika też z inspiracji religijnej, a odwołuje się do wrażliwości i potrzeby służenia. Jej istota tkwi w fascynacji różnorodnością i możliwością współistnienia tego, co zdaje się antynomią."
          Natomiast piotrunio jak zwykle "Od lat obserwuję i podziwiam działalność i Towarzystwa i osób wymienionych w cytowanym artykule. To dzięki Nim nie giną materialne pamiątki bytności Ukraińców na Zakierzoni"

          Radzisz innym, by czytali ze zrozumieniem, miotasz obelgi, naśmiewasz się. A warto zacząć najpierw od siebie!
    • darino poradnik "Kamienie są lekkie" 29.05.08, 10:05
      Magurycz wydał taki 12-stronicowy poradnik. Czy są jacyś chętni na
      bezpłatne egzemplarze ? Chętnie prześlę.
      • tawnyroberts Re: poradnik "Kamienie są lekkie" 29.05.08, 10:53
        Ja, ja!!! Jeśli poradnik jest w formie pliku, to możesz przesłać
        na "gazetową" pocztę. Pozdrawiam i wielkie dzięki!
        • darino Re: poradnik "Kamienie są lekkie" 29.05.08, 11:39
          Na razie otrzymalem wiadomość, że jest już gotowy. Odbiór ze
          względów logistycznych pewnie za parę dni, ale już pytam, żeby
          wiedzieć, jakie jest zapotrzebowanie. Poradnik jest "papierowy", ale
          mogę zeskanować i przesłać. Poczekam jeszcze na następne ewentualne
          zgłoszenia, i wtedy zamówię odpowiedną ilość. Pozdrowienia !
          • tawnyroberts Re: poradnik "Kamienie są lekkie" 29.05.08, 13:26
            No to nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać. Myślę, że
            papierową wersję poradnika "wyciągnę" od Szymona w czasie lipcowego
            obozu w Tyrawie. Skany przydałyby mi się wcześniej w związku z
            pracami na cmentarzu w Wołodziu. Stąd jeśli mógłbyś mi je podesłać
            byłoby extra!
      • dymek25 Re: poradnik "Kamienie są lekkie" 29.05.08, 14:24
        Jestem chętna, nawet za opłatą. Czy adres podać, czy go gdzieś jeszcze masz? Tylko prosiłabym po 23.06, bo wyjeżdżam.
        • darino Re: poradnik "Kamienie są lekkie" 30.05.08, 08:28
          Niestety adres gdzieś przepadł. Myślę, że szybciej znalazłbym Cię
          osobiście, niż Twój adres na moim biurku lub półce :)))
          Oczywiście prześlę broszurę, obejrzysz i ocenisz. Dobrowolne datki
          na "Magurycz" oczywiście zawsze mile widziane :)))
          Pozdrawiam !!!
      • mariusz9959 Re: poradnik "Kamienie są lekkie" 29.05.08, 17:56
        Ja też Darku proszę o egzemplarz i z przyjemnością go odbiorę
        osobiście a gdyby przy tym był jeszcze Igor to pewnie nie przyjdę
        sam.( Dziewczyny orzekły, że to bardzo przystojny gość)
      • kokode Re: poradnik "Kamienie są lekkie" 27.04.11, 21:46
        Dario, ja poproszę!!! Bardzo... bardzo... bardzo...
    • surowiczny rozsyłanie 30.05.08, 06:52
      mi przypadła funkcja kolportażu w/w przewodników

      -> tawnemu wyślę ok 50 sztuk wraz z zaległymi kartami cmentarzy
      -> mariusz - teraz pracuje z ihorem (jeżeli to ten) ;) przewodniki dla ciebie
      wiec beda czekac u nas lub u darka
      -> dymek , podaj najlepiej darkowi adres, lub mi na mejla - wyślemy

      pozdrawiam
      • darino Re: rozsyłanie 30.05.08, 08:30
        Fajnie, że Tawny tyle dostanie - myślę, że w naszej okolicy i
        we "Wrotach" znajdzie się trochę osób zainteresowanych tematem.
        • tawnyroberts Re: rozsyłanie 30.05.08, 11:29
          Dzięki chłopaki za takie wyróżnienie (aż tyle egzemplarzy). Ciężko
          będzie znaleźć tylu chętnych na poradniki, ale obiecuję, że dołożę
          starań, aby jak największa ich ilość trafiła w powołane ręce.
          Pozdrawiam!
          • darino Re: rozsyłanie 30.05.08, 12:22
            Na pewno warto podrzucić do gimnazjum w Birczy - sprzątali kirkuty w
            Birczy i Rybotyczach.
      • tawnyroberts Karta cmentarza i poradnik - przypomnienie 27.06.08, 09:42
        Hej Surowiczny, przypominam się w związku z kartami cmentarza i poradnikiem
        "Magurycza". Miałem nadzieję, że Cię "dopadnę" w Roztoce, ale się nie udało.
        Wybierasz się może w lipcu na obóz do Tyrawy?
    • tawnyroberts Remont cmentarza w Żukowie 30.05.08, 12:26
      W dniach 27 kwietnia - 4 maja 2008 r., z inicjatywy dawnych
      mieszkańców Żukowa i Freifeldu, odbył się pierwszy etap remontu
      cmentarza greckokatolickiego w Żukowie (obecnie Kowalówka, gmina
      Cieszanów, powiat Lubaczów). Prace wykonywali wolontariusze ze
      Stowarzyszenia Magurycz z Nowicy. Jak pisze "głowa" Magurycza,
      Szymon Modrzejewski udało się wyremontować, z użyciem wybranych
      technik konserwatorskich, 33 nagrobki, a jest ich na cmentarzu w
      Żukowie ponad 200. Na "pierwszy ogień" poszły najstarsze pomniki,
      przeważnie z pierwszej połowy XIX w., należące do najciekawszych.
      Niewykluczone, że już w połowie września 2008 r. odbędzie się drugi
      etap robót. Chętni mile widziani!

      A oto dwie fotorelacje z przeprowadzonych prac:

      www.magurycz.org/rest/zukow/
      jarek-surowiczny.fotosik.pl/albumy/423784.html


      Żuków (Kowalówka) leży na szlaku architektury drewnianej województwa
      podkarpackiego. We wsi znajduje się dawna cerkiew greckokatolicka
      pw. Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy, wzniesiona w drugiej
      połowie XVIII w. Po 1947 r. została zaadaptowana na rzymskokatolicki
      kościół filialny pw. Narodzenia NMP. Na remontowanym cmentarzu
      znajdują się ruiny murowanej, neogotyckiej kaplicy grobowej
      rodziny Dernbachów pw. Zmartwychwstania Pańskiego z 1877 r.

      Opracował (na podstawie wiadomości z sieci): tawny
      • piotrzr pytanie o wydawnictwo 30.05.08, 17:23
        wprawdzie nie będę o owo wydawnictwo prosił - ale chcialbym się dowiedzie o jego
        zawartośc- czy to coś w rodzaju poradnika kamieniarza czy raczej "kronika
        dokonanń" ???
      • el-2 Cmentarz w Kowalówce 2010 11.07.10, 11:56
        Niedawno miałem przyjemność odwiedzić cmentarz w Kowalówce. Zainteresowanych
        jego stanem na dzień dzisiejszy zapraszam do obejrzenia krótkiej relacji wideo.

        www.youtube.com/watch?v=xGfvgDLJAxM
    • tawnyroberts Plany "Magurycza" na 2009 rok 25.06.09, 23:32
      Za kilka dni rozpocznie się kolejny, już dwudziesty trzeci,
      kamieniarski sezon Stowarzyszenia "Magurycz". Warto zapoznać się z
      planami Szymona Modrzejewskiego i spółki na najbliższe miesiące i
      wziąć udział w jednym z obozów. Mnóstwo pracy, wspaniała atmosfera i
      niesamowite przeżycia gwarantowane!


      Plan działań Stowarzyszenia "Magurycz" na rzecz ochrony sztuki
      sepulkralnej i małej sakralnej architektury przydrożnej w 2009 r.

      Prace cmentarne:

      1. Baligród, gm. w miejscu – cmentarz żydowski, zakończenie prac
      remontowych przy macewach, zakończenie odkrzaczania obszaru
      cmentarza (planowany termin 27.06 – 11.07).
      2. Podkamień, rejon Brody, obłast’ lwowska, Ukraina – cmentarz
      ukraiński pod Kamieniem, kontynuacja prac remontowych; cmentarz
      ukraińsko-polski, prace remontowe przy wybranych ukraińskich
      nagrobkach; Monastyr Studytów, prace remontowe przy wybranych
      kamiennych detalach architektonicznych (planowany termin 25.07 -
      02.08).
      3. Żydowskie, gm. Krempna – cmentarz greckokatolicki, zakończenie
      remontu nagrobków (planowany termin 15.08 - 30.08).
      4. Ciechania, gm. Krempna - cmentarz greckokatolicki, zakończenie
      remontu nagrobków (planowany termin 15.08 - 30.08).
      5. Grab, gm. Krempna – greckokatolickie kapliczki przydrożne,
      zakończenie remontu nagrobków (planowany termin 15.08 - 30.08).
      6. Huta Polańska, gm. Krempna – cmentarz katolicki, remont nagrobków
      (planowany termin 15.08 - 30.08).
      7. Przysłup, gm. Uście Gorlickie – cmentarz z I wojny światowej nr
      58, wstępne prace porządkowe (planowany termin 05.09 - 19.09).
      8. Prowadzenie prac remontowych organizowanych przez inne
      stowarzyszenia.

      Działania edukacyjne i inne:

      10. Organizacja konferencji poświęconej ochronie sztuki sepulkralnej.
      11. Prezentowanie wystaw "Magurycza".
      12. Rozbudowa archiwum sztuki sepulkralnej "Magurycza".
      13. Warsztaty, których osią będzie ochrona sztuki sepulkralnej.

      Więcej na:

      www.magurycz.fora.pl/
      • tawnyroberts Efekty prac "Magurycza" w 2009 r. 07.12.09, 22:44
        Kilka dni temu otrzymałem od Szymona Modrzejewskiego sprawozdanie z
        działalności Stowarzyszenia "Magurycz" w 2009 r. Był to już
        dwudziesty trzeci sezon ratowania zapomnianych cmentarzy przez
        Szymona i spółkę. Sezon jak zwykle bardzo pracowity. A efekty jak
        zawsze zdumiewające...


        SPOŁECZNE DZIAŁANIA STOWARZYSZENIA MAGURYCZ NA RZECZ OCHRONY SZTUKI
        SEPULKRALNEJ I MAŁEJ SAKRALNEJ ARCHITEKTURY PRZYDROŻNEJ W ROKU 2009

        Magurycz, kamienie, praca społeczna – słów parę o XXIII sezonie prac:

        - 29.IV–3.V, Smerekowiec, gm. Uście Gorlickie – remont nagrobka
        Klimentija i Semena Jadłowskich na cmentarzu greckokatolickim oraz
        krzyża przydrożnego fundowanego przez Michała i Tedoskę Hudak w 1908
        r. (wyk. W. Gracoń); dotacja prywatna, środki własne Magurycza
        (część prac przy wskazanych obiektach została wykonana wcześniej
        przez wynajętych profesjonalistów komercyjnie).

        - 12/13.V, Nowa Wieś, gm. Łabowa – cmentarz greckokatolicki,
        zaawansowanie w 80% prac remontowych przy 10 nagrobkach, w tym
        nagrobka o. Wasyla Maściucha, pierwszego administratora
        Administracji Apostolskiej Łemkowszczyzny; dotacja Ukraińskiej
        Cerkwi Greckokatolickiej, środki własne Magurycza.

        - 27.VI–11.VII, Baligród, gm. w miejscu – remont kolejnych 33 macew
        i dalsze odkrzaczanie kirkutu (zaawansowane w 95%); dotacja
        Naczelnego Rabina Polski Michaela Schudricha, środki własne
        Magurycza, darowizny, 46 obóz.

        - 25.VII–8.VIII, Podkamień, rejon Brody, obłast’ lwowska, Ukraina –
        cmentarz „kozacki”, rekonstrukcja trzonu krzyża z XVIII w.;
        cmentarz „dominikański”, remont 12 ukraińskich i polskich nagrobków;
        remont detali kamiennych w Monastyrze Studytów (dawny klasztor
        dominikański); dotacja Fundacji Orange, środki własne Magurycza, 47
        obóz.

        - 15–29.VIII, Żydowskie, gm. Krempna – cmentarze greckokatolickie,
        skomplikowany remont 4 nagrobków, zaawansowanie remontu kolejnych 4
        w 50%; remont 4 kapliczek i krzyży przydrożnych zaawansowany w 60%;
        odsłonięcie cerkwiska; dotacja Fundacji Wspomagania Wsi, środki
        własne Magurycza, 48 obóz.

        - 6–20.IX, Magura Małastowska, gm. Uście Gorlickie – cmentarz nr 58
        z I W.Ś., wstępne prace porządkowe i remontowe; dotacja Rady Ochrony
        Pamięci Walk i Męczeństwa uzyskana przez Stowarzyszenie Przyjaciół
        Nowicy, środki własne Magurycza, 49 obóz.

        - IV/XI – gromadzenie w Polsce i na Ukrainie materiałów służących
        rozbudowie Archiwum Sztuki Sepulkralnej i Małej Sakralnej
        Architektury Przydrożnej; dotacja Fundacji Wspomagania Wsi, środki
        własne Magurycza.

        - VII/VIII – prowadzenie prac remontowych na przykościelnym
        cmentarzu katolickim w Tyrawie Wołoskiej we współpracy ze
        Stowarzyszeniem Dziedzictwo Mniejszości Karpackich; prowadzenie prac
        remontowych na wielowyznaniowym cmentarzu w Drohobyczu (Ukraina) we
        współpracy z Caritasem UGKC tamże.


        O słowach wypowiedzianych w sprawie ochrony sztuki sepulkralnej:

        - 23/24.IV, Biała Podlaska – Międzynarodowa konferencja
        naukowa „Cmentarze jako znak kultury pogranicza polsko-
        wschodniosłowiańskiego”, referat poświęcony działalności Magurycza.

        - 23/24.VI, Krynica – Międzynarodowa Konferencja Naukowa „Łemkowie –
        ostatni Mohikanie Europy?”, referat poświęcony działalności
        Magurycza.

        - warsztaty, prezentacje: Baligród, Biecz, Drohobycz, Gładyszów,
        Maróz, Nowica, Radocyna, Rzeszów, Sanok, Tyrawa Wołoska, Żdynia.

        CMENTARZE PEŁNE SĄ LUDZI, BEZ KTÓRYCH ŚWIAT NIE MÓGŁBY ISTNIEĆ...


        SZCZEGÓŁY

        1. Liczba wolontariuszy, którzy bezpośrednio wzięli udział w
        projektach: 73

        2. Liczba osób, na które projekty oddziaływały pośrednio:
        - w skali regionu (4 gminy, 4 powiaty): parę tysięcy
        - w skali kraju (trudne do oszacowania): około 100.000
        - poza granicami (Ukraina, Pidkamiń): parę tysięcy

        3. Organizacje, instytucje i osoby, które współpracowały w
        realizacji projektów:
        - Caritas Samborsko-Drohobyckiej Diecezji UGKC w Drohobyczu, Ukraina,
        - Monastyr Studytów w Podkamieniu, Ukraina,
        - mieszkańcy Smerekowca,
        - Magurski Park Narodowy, Krempna,
        - Stowarzyszenie Dziedzictwo Mniejszości Karpackich, Zagórz,
        - Stowarzyszenie Przyjaciół Nowicy, Nowica,
        - Towarzystwo „Mołoda Łemkiwszczyna”, Lwów, Ukraina,
        - Towarzystwo „Łemkiwszczyna”, Lwów, Ukraina.

        4. Fundusze na społeczną działalność Magurycza, których istota
        pozostaje niezmienna od 23 lat, pozyskano od:
        - Fundacji Wspomagania Wsi,
        - Fundacji Orange,
        - Naczelnego Rabina Polski Michaela Schudricha,
        - darczyńców prywatnych oraz ze składek członkowskich.

        5. Wykaz ważniejszych relacji w środkach masowego przekazu o
        realizowanych projektach i Maguryczu:

        - III/IV 2009 – „Besida”, dwumiesięcznik Zarządu Głównego
        Stowarzyszenia Łemków, rok XXI, nr 2 (107), XXII sezony społecznej
        pracy Magurycza i Nadsania na cmentarzach południowo-wschodniej
        Polski i Ukrainy, 1987-2008.

        - wywiad z Szymonem Modrzejewskim na temat pracy Magurycza
        www.youtube.com/watch?v=IkmB0K-eClA

        - wideoklip pokazujący prace na cmentarzu wielowyznaniowym w
        Drohobyczu, które prowadził Magurycz
        www.youtube.com/watch?v=xAdP6Z7fpt0&feature=fvsr

        - X.2009 – miesięcznik „Bieszczady”, nr 3 (3),
        10/2009, "Stowarzyszenie Magurycz – lekarze kamiennych nagrobków".

        - XI.2009 – TVP3 Lublin, program Nataszy Ziółkowskiej poświęcony
        działalności Magurycza.

        - informacje na licznych stronach internetowych, w tym:
        www.witrynawiejska.org.pl, www.beskid-niski.pl, www.national-
        geographic.pl, www.pk.org.pl, www.kulturaludowa.pl,
        www.twojebieszczady.pl, forum.bieszczady.info.pl.

        6. Wydawnictwa:

        - „XXII sezony społecznej pracy Magurycza i Nadsania na cmentarzach
        południowo-wschodniej Polski i Ukrainy, 1987 – 2008”, dodruk z
        wkładką o działaniach Magurycza w 2009 roku.

        - „Kamienie są lekkie, czyli remonty kamiennych nagrobków – porady
        praktyczne”.

        7. W ramach działań w roku 2009 wyremontowaliśmy w Polsce i na
        Ukrainie 61 nagrobków kamiennych na cmentarzach greckokatolickich
        (Żydowskie, Smerekowiec, Podkamień), cmentarzu żydowskim (Baligród)
        i cmentarzu wielowyznaniowym (Podkamień), 2 krzyże przydrożne
        (Żydowskie, Smerekowiec), rozpoczęliśmy remont 2 kapliczek
        przydrożnych i krzyża przydrożnego (Żydowskie, zaawansowane w 50%)
        oraz rozpoczęliśmy remont cmentarza z I wojny światowej (Magura
        Małastowska, nr 58). Nadto zajmowaliśmy się także ratowaniem detali
        kamiennych w Monastyrze Studytów w Podkamieniu.

        Szymon Modrzejewski - przewodniczący Magurycza

        Copyright (c) by Stowarzyszenie Magurycz, XI.2009 r.
    • tawnyroberts Plany "Magurycza" na 2010 rok 08.03.10, 09:58
      Otrzymałem od Szymona Modrzejewskiego wstępny plan pracy "Magurycza"
      na 2010 rok, z dopiskiem: "Jeśli chcesz z nami pracować, to zastanów
      się poważnie i napisz gdzie się wybierzesz". Dotyczy to także innych
      bywalców forum, bo na obozach "Magurycza" pracować może każdy.
      Zapraszam w imieniu Szymona!


      PLAN DZIAŁAŃ MAGURYCZA NA RZECZ OCHRONY SZTUKI SEPULKRALNEJ W ROKU
      2010 – SEZON XXIV

      1. Berehy Górne, gm. Lutowiska, Bieszczady – cmentarz
      greckokatolicki – remont wybranych nagrobków i dokumentacja – 29
      kwiecień–4 maj.

      2. Baligród, gm. w miejscu, Bieszczady – cmentarz żydowski –
      zakończenie remontu macew, dokumentacja i odkrzaczania kirkutu – 26
      czerwiec–10 lipiec.

      3. Mrozy i Szeligi, gm. Ełk, Mazury – cmentarze ewangelickie –
      remont nagrobków, dokumentacja, odkrzaczanie – 11–24 lipiec.

      4. Podkamień, województwo lwowskie, Ukraina – cmentarz „kozacki”,
      cmentarz polsko-ukraiński – remont wybranych nagrobków; Szargorod,
      województwo winnickie, Ukraina – cmentarz katolicki, żydowski i
      prawosławny – remont wybranych nagrobków – 25 lipiec–15 sierpień.

      5. Żydowskie, gm. Krempna; Zawadka Rymanowska, gm. Dukla, Beskid
      Niski – cmentarze greckokatolickie oraz krzyże i kapliczki
      przydrożne – remont nagrobków oraz wybranych obiektów małej
      sakralnej architektury przydrożnej – 18 sierpień–1 wrzesień.

      6. Magura Małastowska, gm. Uście Gorlickie, Beskid Niski – cmentarz
      z I wojny światowej nr 58 – kontynuacja remontu, prace
      rekonstrukcyjne – 5–19 wrzesień.

      7. Poza wskazanymi obozami może mieć miejsce szereg drobnych działań
      interwencyjnych.

      Podczas każdego z obozów będą także miały miejsce warsztaty
      poświęcone ochronie szeroko pojętego dziedzictwa kulturowego, a w
      szczególności sztuki sepulkralnej.

      KAMIENIE SĄ LEKKIE!
      POWODZENIE WSKAZANYCH OBOZÓW ZALEŻY OD TWOJEGO UDZIAŁU I POZYSKANIA
      FUNDUSZY, O KTÓRE STARANIA TRWAJĄ (jasność w tej materii będziemy
      mieli w czerwcu). TERMINY MOGĄ ULEC ZMIANIE!

      UWAGA!!!
      Na forum Magurycza (www.magurycz.fora.pl) w wątku „Planowane
      obozy Magurycza w 2010 roku” dla każdego ze wskazanych obozów
      założony jest osobny temat. Tam też, po zalogowaniu się na forum,
      należy zaznaczyć swój akces, jednocześnie wysyłając na adres
      szymon@magurycz.org zgłoszenie, które powinno zawierać: imię,
      nazwisko, adres aktualny i zameldowania, e-mail, telefon i obozy, w
      których chcesz wziąć udział!

      Szymon Modrzejewski, przewodniczący "Magurycza"
    • tawnyroberts Ocalić Berehy Górne 22.06.10, 12:57
      W jednym z ostatnich numerów "Naszego Słowa" pojawił się relacja
      redaktora naczelnego tej gazety - Jarosława Prystasza z
      obozu "Magurycza" w Berehach Górnych. Prace miały miejsce w czasie
      majowego długiego weekendu. Poniżej tłumaczenie artykułu.


      "Ocalić Berehy Górne"

      Cmentarze są pełne ludzi, bez których świat nie mógłby istnieć*

      *Koniec*

      Pomiędzy Połoniną Caryńską i Wetlińską do 1947 r. była wieś Berehy
      Górne. Ze stu gospodarstw pozostało jedno. To rezultat walk UPA z
      polskim Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) wiosną 1946 r.
      Jedynym świadkiem tego, że tutaj była wieś stał się greckokatolicki
      cmentarz. Znajduje się on przy szlaku turystycznym. W latach 1960-
      1962 i cmentarz mógł zniknąć: wówczas nagrobnych kamieni używano
      jako tłucznia dla wzmocnienia budowanej drogi – bieszczadzkiej
      pętli. Zachowało się tylko kilkanaście grobów.

      *Szymon*

      24 lata temu Szymon Modrzejewski zaszedł na ten cmentarz jako
      turysta. Przypadkowe zejście z turystycznego szlaku zmieniło życie
      tego człowieka, a także cmentarzy, zwłaszcza w Berehach. Wewnętrzny
      głos nakazał Szymonowi szukania możliwości odnowienia tego i innych
      bieszczadzkich cmentarzy. Uświadomienie sobie faktu, że ludzie
      niszczyli nagrobki podziałało na wyobraźnię młodego warszawianina.
      Przyłączył się do obozów, jakie organizował Stanisław Kryciński w
      ramach grupy „Nadsanie”. W 1989 r. trzeci konserwatorski obóz miał
      miejsce w Berehach Górnych.

      - Po roku (w 1987 r. – przyp. J.P.) poznałem Stanisława
      Krycińskiego. Pod koniec lat siedemdziesiątych wraz ze Studenckim
      Kołem Przewodników Beskidzkich rozpoczął on akcję opisywania i
      rejestrowania wszystkiego, co zachowało się na tych ziemiach. Ale to
      nie wystarczało i zaczął remonty. Znajomi powiedzieli mi, że tutaj w
      Berehach, w bazie namiotowej, ten człowiek organizuje obóz. To był
      pierwszy obóz „Nadsania”. Ja się na tym nie znałem, ale kiedy
      usłyszałem, że ktoś chce coś zrobić z cmentarzami, od razu tam
      pojechałem. A potem zacząłem patrzeć na Bieszczady zupełnie inaczej.
      Zacząłem odkrywać dla siebie nowe miejsca. Chodziłem, szukałem
      miejsc, map, cmentarzy. Większość wsi zrównana z ziemią. Jedyne co
      po nich zostało to cmentarze, resztki budynków, młynów, dworów.
      Wywołało to u mnie poczucie niesmaku.

      *Wieś*

      - Nagle przeczytałem, że tutaj stała cerkiew, był cmentarz, prawie
      tysiąc mieszkańców. To była normalna wieś – wspomina Szymon. Jego
      ocena sytuacji była jednoznaczna: - Nagle okazało się, że nic po
      nich nie zostało... Ja także mam bliskich pochowanych na
      cmentarzach. Chciałbym tam powracać. I zaczyna nad tobą panować
      przejmujące odczucie, że wszystko rozkłada się w przyrodzie. A tutaj
      chodzi o to, żeby tę pamięć jak najdłużej zachować. Po latach
      uświadamiasz sobie, że ludzie różnych kultur, narodowości potrafili
      wspólnie żyć. Wszystko, co przyniosła ze sobą II wojna światowa,
      pokazuje, jak łatwo można popchnąć ludzi do nierozumnych działań.
      Bojkowska kultura w Polsce została w istocie całkowicie zniszczona.
      Było kilkadziesiąt świątyń, a ocalała na swoim miejscu jedna
      bojkowska cerkiew w Smolniku. To dramat, że ten region został tak
      okrutnie zubożony. Mamy tutaj park narodowy, który przyciąga ludzi,
      ale nie byłoby go, jakby ludzi nie wysiedlono. To złośliwość
      historii. Ta pustka, w jakiej można wiele rzeczy ujawnić i odsłonić,
      jest tylko wyimaginowana. Mam to w świadomości, widzę tę wieś żywą.
      Odbywają się tutaj msze, pogrzeby, wesela... Niektórych mieszkańców
      personalizuję... Był Iwan Buchwak, Hryć Buchwak, Paraska Buchwak...
      To konkretni ludzie, chociaż nie mam pojęcia, jak oni wyglądali.
      Jednak są oni wyczuwalni.

      *Cmentarz*

      - Na takie kamienne, nagrobne cokoły mało kto mógł sobie pozwolić.
      Większość albo niczego nie miała, albo tylko maleńkie kamienne
      cokoliki z krzyżem. O tej porze roku widać rzeźbę cmentarza –
      pagórki grobów. Kiedy spojrzysz, to widać nasypane mogiły, których
      niedługo pewnie nie będzie. Ja już 24 lata przychodzę regularnie na
      ten cmentarz i jego rzeźba jest w coraz gorszym stanie. To także
      złośliwość losu: my remontujemy nagrobne pomniki najbogatszych
      mieszkańców wsi – zauważa dalej Szymon.

      *„Ten kamień Hryć Buchwak zrobił swoimi rękami – 1926”*

      - Hryć musiał być kamieniarzem. Nawet jak sam się uczył, to był
      kamieniarzem, ponieważ sam sobie wyrzeźbił kamień nagrobny... Gdyby
      przyglądnąć się wyrzeźbionym literom na nagrobku jego ojca Iwana, to
      widać, że już wtedy umiał rzeźbić pomniki. To ta sama Hryciowa ręka.
      Jeśliby rozmawiać o kanonach i wzorach w rzemiośle kamieniarskim, to
      często ciężko odróżnić, kto zrobił dany pomnik i skąd on pochodził,
      bo to były standardy, jakich nie można było przekraczać. A Hryć
      robił sobie tak jak chciał. Te pomniki są absolutnie niepowtarzalne.
      Świętość tego miejsca jest oczywista, ale te mogiły są najbardziej
      cenne. To nie oznacza, że inne mniej szanuję. Żyjemy w kulturze,
      jaka potrzebuje znaków, symboli, czegoś jasnego. Jeśli tutaj nie
      będzie żadnego kamienia nagrobnego, to ten cmentarz będzie mentalnie
      stracony. Myślę, że to nasz obowiązek: zadbać o pamięć tych ludzi.
      Tym bardziej, że, poza wszystkimi kontekstami, oni w niczemu nie
      byli winni. Po prostu sobie żyli... – mówi Szymon.

      *Rezultat*

      - Starzeję się i zaczynam fizycznie odczuwać efekty pracy (na
      cmentarzach – przyp. J.P.) przez prawie ćwierć wieku. Chciałbym
      uczyć innych tej pasji, prowadzić regularne zajęcia kamieniarskie,
      ale musiałbym sam je organizować, a to wymaga finansów. Nie na
      wszystko mogę znaleźć pieniądze. Oprócz tego, nie mam czasu na inne
      sprawy. Przy takich projektach muszę szukać finansowania. Mógłbym to
      samo robić za pieniądze. Ja remontuję cmentarze, ale nie za
      finansowe wynagrodzenie. Mój jeden procent podatku wynosił 11,20
      złotych: to pokazuje moje realne dochody poza „Maguryczem”. Czasami
      zaczyna dokuczać mi świadomość, że wkrótce skończę 41 lat, a po
      prawdzie niczego nie mam. Ale mam nieprawdopodobnie wielkie
      zadowolenie i przyjemność, nawet serdeczność, tych ludzi, którzy
      przyjechali na obóz, wśród nich połowa pierwszy raz.

      Żyjemy tu i teraz, służąc pamięci. Narody bez pamięci przestają
      istnieć. Cmentarz to historia tej miejscowości.

      Są takie miejsca, gdzie remontowaliśmy cmentarz i wpółcześni
      mieszkańcy, absolutnie z nim nie powiązani, opiekują się nim (na
      przykład Moszczaniec, Wisłok Wielki). My wyremontowaliśmy, a teraz
      cmentarz jest przypilnowany.

      Berehy są przykładem tego, że to co robimy nie jest wieczne. Te
      mogiły nadal wymagają opieki. Jak tylko będę mógł, to będę tutaj
      powracał. Ten przyjazd finansowały zupełnie nieznane mi osoby. Żeby
      tutaj przyjechać, trzeba mieć pieniądze na chemię, jedzenie. Ci
      ludzie przez internet zebrali 3100 złotych i właśnie mnie zapytali,
      co ja uważam w Bieszczadach za priorytet. Wskazałem na Berehy –
      zakończył prezes „Magurycza”.
      • tawnyroberts Ocalić Berehy Górne - cz. II 22.06.10, 13:00
        *„Magurycz” – członkowie i przyjaciele*

        Mariusz z Krakowa przyjechał na taki obóz po raz trzeci. Dowiedział
        się od znajomej o Szymonie, który żyje z dala od cywilizacji w
        starej, wspaniałej chacie. „Człowiek powinien po sobie coś
        pozostawić” – mówi.

        „Admirał”, czyli Magda z Warszawy, pracuje już trzy lata. Wyszło
        spontanicznie: „Znajomy powiedział, że można za darmo spędzić
        wakacje w Bieszczadach i zrobić coś pożytecznego. Ja nawet nie
        wyobrażałam sobie o co chodzi. Zanim dobrze się zastanowiłam,
        zadzwoniłam do Szymona, a on szybko załatwił sprawę, bo wiedział, że
        mogę się rozmyślić. Jeżdżę na te obozy dlatego, że one się odbywają.
        Jeśliby były gdzie indziej, to pewnie i tam bym jeździła. Teraz
        stoisz na tym samym miejscu, gdzie człowiek rzeźbił litery, modlił
        się i tym podobnie. Klękasz w miejscu, w jakim wcześniej klękali.
        Odczuwam metafizyczne doznania zwłaszcza, gdy czyszczę figurę
        Chrystusa albo figury świętych. Wyczuwam, że to nie jest zwykły
        kawałek kamienia. To nieprawdopodobne uczucie, gdy czyścisz metalową
        szczotką i masz świadomość, że jeszcze dodajesz cierpienia. Po nagim
        ciele szczotką drucianą... I jeszcze napis „wicznaja pamiat’”
        obsypuje się i zostaje „wiczna”, a „pamiat’”już odpadła. A ty masz
        możliwość przedłużyć tę wieczność na dziesięc, dwadzieścia lat”.

        Małgorzata z Warszawy, sekretarz stowarzyszenia „Magurycz”: „Ja
        przyjechałam we wrześniu 2007 r. na warsztaty
        kamieniarskie „Galicja/Galizien/Галичина”, żeby zrobić reportaż. Ale
        tak mi się spodobało, że reportaż nie powstał, a ja zostałam.
        Chociaż praca ciężka, jest to piękna odmiana codziennego życia.
        Kiedy pracuję w dzienniku, to praca ma jednodzienny wymiar, a tutaj
        efekty pracy będą żyły dwadzieścia, trzydzieści lat. Tak jak mówił
        Szymon: pracujemy przy krzyżach, przed jakimi modlili się ludzie
        pięćdziesiąt, osiemdziesiąt lat temu. To wywołuje wrażenie jedności
        i kontynuacji. Gdy pracuję, to wiem, że tam są pomarli ludzie. Gdy
        pracujemy, to ludzie będą wiedzieli, że to cmentarz, a nie pole. O
        tym Hryciu Buchwaku nikt by nie pamiętał, tak samo o Ewce, której
        nagrobek ja czyściłam.”

        Dla Emilii ze Szczecina to przygoda. Drugi koniec Polski wydaje się
        egzotyczny. Agata, także ze Szczecina, informację o „Maguryczu”
        przypadkowo znalazła w internecie. Zdecydowały się pojechać razem.
        Obydwie porządkują groby w Szczecinie. Dla nich to ciekawa,
        praktyczna lekcja.

        Roman z Warszawy piąty raz z „Maguryczem”. Jeździł także na prace
        remontowe z innymi grupami. Jego przyciąga urok niezwykłych,
        szalonych ludzi. Jeśli za komputerem tworzy się wirtualny świat, to
        tutaj jest doświadczenie realnej pracy – remontu wielkiego kamienia.

        Piotr z Ustrzyk Dolnych pierwszy raz zajmował się pracą
        wolontariusza i jest zadowolony. Odczuwanie cmentarzy dla niego to
        raczej osobiste przeżywanie. Na cmentarzach, których nikt nie
        odwiedza – to historia, a na czynnym cmentarzu – to osobiste uczucia.

        Prace remontowe na cmentarzu w Berehach Górnych „Magurycz” wykonywał
        od 29 kwietnia do 3 maja 2010 r. Udział w nich wzięło 13 osób.

        Jarosław Prystasz

        *cytat ze strony internetowej „Magurycza”: www.magurycz.org/

        "Nasze Słowo" nr 24, 13 czerwca 2010 r.
    • tawnyroberts W Nowicy na końcu świata 17.12.10, 22:22
      24 grudnia, o godzinie 21.50, w TVP Kultura odbędzie się premierowa emisja najnowszego filmu Nataszy Ziółkowskiej-Kurczuk "W Nowicy na końcu świata". Przez cały rok film gościł na wielu festiwalach filmowych i konferencjach naukowych. Z uwagi na fakt, że informację o premierze obrazu dostałem od lidera "Magurycza" - Szymona Modrzejewskiego, domyślam się, że to właśnie on wystąpi tam w roli głównej. O przepraszam, pierwsze skrzypce to pewnie będą tam grać kamienne krzyże, do czego już chyba wszyscy sympatycy talentu i pasji Szymona zdążyli się przyzwyczaić. Tak czy inaczej, film zapowiada się arcyciekawie. Pora też chyba całkiem odpowiednia: już po wigilijnej kolacji, ale jeszcze przed pasterką, czyli w momencie, gdy troszkę zaczynamy się nudzić i włączamy telewizor. Już nie mogę się doczekać...
    • tawnyroberts "Magurycz" wyróżniony!!! 27.04.11, 11:33
      Szymon Modrzejewski z "Magurycza" znalazł się na tegorocznej liście 27 zdobywców nagrody Unii Europejskiej w dziedzinie dziedzictwa kulturowego „Europa Nostra” 2011. Nagrody zostaną wręczone 10 czerwca w Amsterdamie. Podczas ceremonii wyróżnienia „grand prix” otrzyma sześć spośród 27 zwycięskich projektów, za wybitne osiągnięcia w dziedzinie dziedzictwa kulturowego w 2011 r.

      Serdecznie gratuluję w imieniu swoim i całego stowarzyszenia "Wrota Karpat Wschodnich" z Birczy!
      • tawnyroberts Szymon Modrzejewski zdobywcą Grand Prix!!! 17.06.11, 12:15
        Bardzo się ucieszyłem, że Szymon Modrzejewski z "Magurycza" otrzymał prestiżową nagrodę Grand Prix "Europa Nostra 2011", jako jeden z sześciu szczególnie zasłużonych za "wybitne osiągnięcia związane z dziedzictwem kulturowym". Szymon zapracował na te laury jak nikt inny, zmagając się już przeszło 20 lat z kamienną materią na cmentarzach Bojkowszczyzny i Łemkowszczyzny. A wszystko po to, żeby ocalić od zapomnienia i wzbogacać kulturowo tę naszą piękną, srodze doświadczoną przez historię, ziemię. Jeszcze raz serdeczne gratulacje w imieniu własnym i wszystkich "cmentarników" z okolic Dynowa!


        "Szymon Modrzejewski laureatem unijnej nagrody "Europa Nostra""

        Szymon Modrzejewski, kamieniarz z Uścia Gorlickiego, odebrał w piątek w Amsterdamie jedną z sześciu unijnych nagród Grand Prix "Europa Nostra" 2011 za wybitne osiągnięcia związane z dziedzictwem kulturowym.

        W tym roku do nagrody "Europa Nostra" zgłoszono 140 projektów z 31 państw. Wybrano 27 laureatów, z których sześciu uhonorowano dodatkowo Grand Prix. W kategorii muzealnictwa nagrodzono Muzeum Archeologiczne w Gdańsku za odrestaurowanie spichlerza "Błękitny Baranek", w którym urządzono muzeum.

        Modrzejewski od ponad 20 lat zajmuje się porządkowaniem i rekonstrukcją cmentarzy wszystkich wyznań i innych zabytków kultury materialnej w południowo-wschodniej Polsce, stosując wybrane techniki konserwatorskie.

        Nagroda "Europa Nostra", czyli Nagroda Unii Europejskiej w Dziedzinie Dziedzictwa Kulturowego, przyznawana jest od 2002 r. To wspólna inicjatywa Komisji Europejskiej i federacji "Europa Nostra", której celem jest promowanie dbałości o dziedzictwo narodowe.

        Nagrody wręczał na uroczystości hiszpański tenor Placido Domingo, który jest przewodniczącym federacji "Europa Nostra" i unijna komisarz edukacji i kultury Andrulla Wasiliu.

        Na uroczystości Domingo podkreślił, że "wartość dziedzictwa kulturalnego ma dla Europy zasadnicze znaczenie".

        Federacja "Europa Nostra" istnieje od 1963 r. Zajmuje się ochroną dziedzictwa kulturalnego i środowiska naturalnego. Skupia ponad 200 pozarządowych organizacji (związanych z działalnością na rzecz dziedzictwa narodowego) z 40 krajów Europy. Jej siedziba mieści się w Hadze.

        wyborcza.pl/1,91446,9764925,Szymon_Modrzejewski_laureatem_unijnej_nagrody__Europa.html#ixzz1PWe690tS
    • tawnyroberts Sprawozdanie z działalności "Magurycza" za 2010 r. 27.04.11, 13:55
      I jakby na potwierdzenie słuszności decyzji o przyznaniu nagrody "Europa Nostra" dla "Magurycza" - sprawozdanie z XXIV sezonu prac stowarzyszenia na cmentarnej niwie.


      SPOŁECZNE DZIAŁANIA STOWARZYSZENIA MAGURYCZ
      NA RZECZ OCHRONY SZTUKI SEPULKRALNEJ
      I MAŁEJ SAKRALNEJ ARCHITEKTURY PRZYDROŻNEJ
      W POLSCE I NA UKRAINIE W ROKU 2010 (do końca XI)

      Magurycz, kamienie, cmentarze, praca społeczna – słów parę o XXIV sezonie prac:

      – 29 IV - 3 V – Berehy Górne, gm. Lutowiska – cmentarz greckokatolicki – powtórny, po 21 latach, remont 17 tamtejszych nagrobków, ze szczególnym uwzględnieniem nagrobków rodziny Buchwaków; montaż kopii trójramiennego krzyża żeliwnego; prace sfinansowane ze środków własnych Magurycza, środków wolontariuszy i – przede wszystkim – darowizn użytkowników portalu www.bieszczady.info.pl.

      – 3 - 6 VI – Berehy Górne, gm. Lutowiska – cmentarz greckokatolicki – zakończenie prac; Beniowa, gm. Lutowiska – cmentarz greckokatolicki, krzyż przydrożny – prace interwencyjne; Baligród, gm. w miejscu, koszenie przed pracami na przełomie VI i VII; Chyrzynka, gm. Krzywcza – cmentarz greckokatolicki – remont 2 nagrobków; prace sfinansowane ze środków własnych Magurycza, darowizn użytkowników portalu www.bieszczady.info.pl oraz przez mieszkańca Chołowic.
      Oba wskazane wyżej przedsięwzięcia składają się na 50 obóz Magurycza.

      – 26 VI - 10 VII – Baligród, gm. w miejscu – cmentarz żydowski – remont kolejnych 50 macew i dalsze odkrzaczanie kirkutu (zaawansowane w 95%); prace sfinansowane ze środków własnych Magurycza i darowizn; 51 obóz.

      – 11 - 17 VII – Mrozy, gm. Ełk – cmentarz ewangelicki – prace porządkowe i remontowe 40 nagrobków; projekt partnerski; prace, którymi kierował Magurycz, w których wzięli udział wolontariusze Magurycza i ełckiego Stowarzyszenia Adelfi; prace sfinansowano z dotacji Urzędu Miasta Ełk dla Adelfi; Magurycz wspomógł to przedsięwzięcie użyczając swój sprzęt.

      – 24 VII - 14 VIII – Szarhorod (Szarogród), rejon w miejscu, winnicka obłast’, Ukraina – cmentarz prawosławny, żydowski i katolicki – prace porządkowe i remontowe z użyciem wybranych technik konserwatorskich – w sumie 50 nagrobków, a to we współpracy z Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych z Szarhorodu w ramach projektu „Śladami niepamięci – reanimacja wielokulturowego dziedzictwa Szarhorodu”; nadto – co jest nowością w działalności Magurycza – projekt wzbogacono o działania społeczne (wywiady z mieszkańcami; różnego rodzaju działania z młodymi mieszkańcami Szarhorodu w celu stworzenia archiwum historii miasta; spektakle teatralne oparte na zgromadzonym materiale; wystawa obrazująca bogactwo dziedzictwa kulturowego Szarhorodu); projekt sfinansowano z dotacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności/Fundacji Edukacja dla Demokracji w ramach Programu RITA – Przemiany w Regionie; projekt wsparła też na różne sposoby społeczność Szarhorodu; 52 obóz.

      – 19 - 30 VIII – Zawadka Rymanowska, gm. Dukla – cmentarz greckokatolicki „grzebalny” – remont z użyciem wybranych technik konserwatorskich 17 nagrobków we współpracy ze Stowarzyszeniem Na Rzecz Rozwoju Wsi Karpackiej „Karpatka” z Zawadki Rymanowskiej; dotacja Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków, środki własne Magurycza, wsparcie „Karpatki” i mieszkańców Zawadki Rymanowskiej; 53 obóz.

      – 5 - 15 IX – Magura Małastowska, gm. Uście Gorlickie – cmentarz nr 58 z I wojny światowej –kontynuacja prac porządkowych, remontowych i rekonstrukcyjnych; dotacja Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków, środki własne Magurycza, a to wszystko we współpracy z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i Stowarzyszeniem Przyjaciół Nowicy; 54 obóz.

      – IV/X – gromadzenie w Polsce i na Ukrainie materiałów służących rozbudowie Archiwum Sztuki Sepulkralnej i Małej Sakralnej Architektury Przydrożnej; dotacja Fundacji Wspomagania Wsi, środki własne Magurycza.

      O słowach wypowiedzianych w sprawie ochrony sztuki sepulkralnej:
      – Katowice – V Dni Socjologii, Uniwersytet Śląski.
      – Siedlce – XII Festiwal Nauki i Sztuki, Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach.
      – Szczekociny – II Ogólnopolska Konferencja Osób Dbających o Dziedzictwo Kultury Żydowskiej w Polsce; referat o działalności Magurycza.
      – warsztaty, prezentacje: Baligród, Nowica, Zawadka Rymanowska, Warszawa.

      Nadto w dniach 4 XI – 3 XII prezentowana była w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Jaśle wystawa fotografii prezentująca działania Stowarzyszenia Magurycz.

      CMENTARZE PEŁNE SĄ LUDZI, BEZ KTÓRYCH ŚWIAT NIE MÓGŁBY ISTNIEĆ...

      Szczegóły:

      1. Liczba wolontariuszy, którzy bezpośrednio wzięli udział w projektach: 79.

      2. Liczba osób, na które projekty oddziaływały pośrednio: w skali regionu (7 gmin, 6 powiatów) - parę tysięcy, w skali kraju (trudne do oszacowania) - około 100.000, poza granicami (Ukraina, Szarhorod) - parę tysięcy.

      3. Organizacje, instytucje i osoby, które współpracowały w realizacji projektów i innych działań: Bieszczadzki Park Narodowy, Ustrzyki Górne; Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych, Szargorod, Ukraina; Gmina Baligród; Gospodarstwo Agroturystyczne „Farfurnia”, Zawadka Rymanowska; Miejska Biblioteka Publiczna w Jaśle; Mieszkaniec Chołowic, Polska; Mieszkańcy Szarhorodu, Ukraina; Mieszkańcy Zawadki Rymanowskiej, Polska; Nadleśnictwo Baligród; Osoby prywatne: Wacek Dutka (Gorlice), Dariusz Czechowicz (Kraków), Jan Czechowicz (Nasiczne); OSP Baligród; Stowarzyszenie Adelfi, Ełk; Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Wsi Karpackiej „Karpatka”, Zawadka Rymanowska; Stowarzyszenie Przyjaciół Nowicy, Nowica; użytkownicy portalu bieszczady.info.pl.

      4. Fundusze na społeczną działalność Magurycza, których istota pozostaje niezmienna od 24 lat, pozyskano od: darczyńców prywatnych oraz składek członkowskich, darczyńców prywatnych związanych z portalem www.bieszczady.info.pl, Fundacji Wspomagania Wsi, Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków, Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności/Fundacji Edukacja dla Demokracji, Stowarzyszenia Przyjaciół Nowicy.

      5. W ramach działań w roku 2010 wyremontowaliśmy w Polsce i na Ukrainie 136 nagrobków kamiennych na 2 cmentarzach greckokatolickich, 2 żydowskich, 1 prawosławnym i 1 katolickim (nie wliczamy tu nagrobków wyremontowanych w projektach partnerskich).

      Szymon Modrzejewski - przewodniczący Magurycza
      Stowarzyszenie Magurycz, XI 2010
    • tawnyroberts Cmentarz - miejsce (nie)obecnych 14.03.13, 11:45
      Zgodnie z zapowiedzią, ukazała się pierwsza książka "Magurycza", zatytułowana "Cmentarz - miejsce (nie)obecnych". Jak się w nią zaopatrzyć? Najlepiej opowie Wam o tym sam Szymon Modrzejewski w treści wiadomości, jaką otrzymałem parę dni temu na e-maila. Zachęcam do kupna, bo naprawdę warto, a przy okazji można przyczynić się do uratowania choćby części jakiegoś zapomnianego cmentarza.


      W SPRAWIE DYSTRYBUCJI KSIĄŻKI MAGURYCZA!
      (jej zawartość poniżej)

      Proszę, nalegam, proszę :) POMÓŻCIE!

      zabiegać o zamówienia - ta książka to okazja zebrania sporej kwoty na działalność MAGURYCZA! - i informować, że konieczna jest wpłata na konto Magurycza zatytułowana:

      "DAROWIZNA NA DZIAŁALNOŚĆ STATUTOWĄ K"

      nie niższa niż 30 PLN, a najchętniej wyższa :)

      Wysyłka następuje po zarejestrowaniu wpłaty na naszym koncie.

      Zamówienia - Olga Solarz: osolarz@poczta.onet.pl

      W przypadku wysyłki za granicę prosimy o podanie kraju, a wtedy wskazana kwota zostanie podwyższona o koszt wysyłki (mamy np. zamówienie z Kanady, list lotniczy tam to 13 PLN).

      PRZY CZYM W MEJLU DO OLGI WINIEN ZNALEŹĆ SIĘ ADRES, NA KTÓRY MAMY WYSŁAĆ KSIĄŻKĘ (nie koniecznie adres uwidoczniony przy przelewie jest tożsamy z miejscem zamieszkania).

      Spis treści:

      1. Szymon Modrzejewski - "Kamienie są lekkie. Ochrona sztuki sepulkralnej w praktyce".
      2. Filip Modrzejewski - "Pracowity a koszlawy napis. O inskrypcjach, patrzeniu i czytaniu".
      3. Damian Nowak - "Terytorium strachu. Cmentarze epidemiczne w Polsce południowej".
      4. Olga Solarz - "Pochowana prawda".
      5. Wołodymyr Zachariew - "Kamień w obrzędowości pogrzebowej dawnych mieszkańców Centralnego Podola".
      6. Andrzej Żygadło - "Percepcja atrybutów cmentarza".

      Książka ukazała się dzięki: Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, Fundacji Edukacja dla Demokracji, Fundacji Wspomagania Wsi, środkom własnym Magurycza i społecznemu wysiłkowi jego członków oraz sympatyków.

      Książkę można też zobaczyć tu:

      www.facebook.com/media/set/?set=a.420766051347464.1073741825.275275319229872&type=1

      Serdeczności kamienne, cmentarne i ludzkie też
      Szymon Modrzejewski
      głowa Stowarzyszenia Magurycz
      szymon@magurycz.org
      www.magurycz.org
      Nowica 13, 38-315 Uście Gorlickie
      0-18-351-63-45 albo poza domem 0-600-688-811
      NIP: 738-20-54-339
      .............................................
      WESPRZYJ NAS!!! KONIECZNY DOPISEK "DAROWIZNA"
      52 1020 1026 0000 1102 0118 9554
      .............................................
      CMENTARZ - TERYTORIUM ŻYWYCH I UMARŁYCH
    • tawnyroberts „Brusno - (nie)istnienie w kamieniu” 02.01.14, 15:19
      „Brusno - (nie)istnienie w kamieniu”, znaczy się wydawniczej ofensywy "Magurycza" ciąg dalszy. Tym razem będzie to absolutny unikat, czyli rzecz o kamieniarce bruśnieńskiej, o której słyszał prawie każdy, ale powiedzieć coś więcej na jej temat nie potrafi prawie nikt. Będzie zatem okazja do nadrobienia zaległości, a przy okazji można wesprzeć działalność statutową Stowarzyszenia "Magurycz", a mianowicie remonty zapomnianych cmentarzy polsko-ukraińskiego pogranicza i nie tylko. Gorąco zachęcam do nabycia wydawnictwa, a poniżej list Szymona Modrzejewskiego w tej sprawie.


      Szanowni Państwo,

      Przyjaciele, Wolontariusze, Kibice, Wielbiciele (etc., etc.) Magurycza!

      Po wielu miesiącach starań, badań, dociekań już za kilkanaście dni ukaże się książka:

      „Brusno - (nie)istnienie w kamieniu”

      której celem jest wyjawienie powojennych losów kamieniarzy ze Starego Brusna, ale także przedwojennych historii ich rodzin. Co zebraliśmy, wyposażyliśmy w liczne archiwalne, nigdy nigdzie nie publikowane fotografie, wspomnienia kamieniarzy i ich rodzin, a nawet unikatowe szkice nagrobków czynione ich rękoma. Obraz uzupełniają dociekania dotyczące kamieniarki bruśnieńskiej w wielu kontekstach.

      Książkę posiąść można tylko w jeden sposób, a to wpłacając darowiznę na konto Stowarzyszenia „Magurycz” w wysokości nie mniejszej niż 40 złotych.

      Wpłata musi być zatytułowana: DAROWIZNA NA DZIAŁALNOŚĆ STATUTOWĄ B

      Oto numer konta:

      52 1020 1026 0000 1102 0118 9554

      Rzeczona darowizna może być oczywiście wyższa, bardzo będziemy radzi, bowiem też w ten sposób gromadzone pieniądze umożliwiają nam działanie. Jeżeli pragną Państwo wiedzieć więcej o tym, co robimy, to proszę o wiadomość, a poślę tą drogą garść informacji.

      W przypadku „zamówienia” więcej niż jednego egzemplarza, kwotę wskazaną należy pomnożyć, a po literze „B” w tytule wpłaty dodać odpowiednią cyfrę, a to 2, 3, 4 itd.

      Koszty wysyłki zwykłym lub poleconym listem priorytetowym pokrywa „Magurycz”. Nastąpi ona nie później niż 3 dni po zarejestrowaniu wpływu na konto. Przy czym wysyłka będzie możliwa począwszy od 14 stycznia 2014 r.

      Proszę pamiętać o wskazaniu zwykłego adresu pocztowego, nie zawsze wszak adres pojawiający się przy przelewie jest faktycznym adresem zamieszkania.

      Zamówienia: osolarz@poczta.onet.pl

      Spis treści:

      Olga Solarz - „Losy wykute w kamieniach. Historie niektórych rodzin kamieniarskich ze Starego i Nowego Brusna”;
      Filip Modrzejewski - „Wiejskie cmentarze, podobne litery, galernicy cyrylicy”;
      Damian Nowak - „Hier ruht in Gott. Cmentarze osadników józefińskich na Lubaczowszczyźnie”;
      Mariusz Koper - „Inskrypcje nagrobne na cmentarzach greckokatolickich ziemi tomaszowskiej i lubaczowskiej”;
      Agnieszka Szokaluk-Gorczyca - „Nagrobki bruśnieńskie na terenie byłego zaboru rosyjskiego”;
      Szymon Modrzejewski - „Rzut oka na upamiętnienia roku 1848 na Roztoczu Wschodnim i w innych rejonach Galicji + fotografie (z opisem) 27 upamiętnień z Galicji (w tym 18 z Roztocza)”.

      Najważniejszy jest artykuł pierwszy - w nim zdjęcia kamieniarzy ze Starego Brusna, także przy pracy z lat 30. ale i 70. (sic!) XX w., zdjęcie cerkwi, zdjęcia szkiców nagrobków autorstwa Iwana Kuznewycza etc., etc.

      Wyrażamy nadzieję, że nie rozczarują się Państwo, bowiem suma nie publikowanych nigdzie wcześniej informacji jest tej publikacji atutem niezbywalnym, nie wspominając nawet jak bardzo w ten sposób zgromadzone pieniądze pomogą nam działać dalej - czyli w 28 roku istnienia „Magurycza”.

      Serdeczności kamienne, cmentarne i ludzkie też,

      Szymon Modrzejewski

      Głowa Stowarzyszenia „Magurycz”
      szymon@magurycz.org
      www.facebook.com/StowarzyszenieMagurycz
      Nowica 13, 38-315 Uście Gorlickie
      0-18-351-63-45 albo poza domem 0-600-688-811
      NIP: 738-20-54-339

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka